Co gorsze, uszkodzenia mechaniczne, czy blacharskie?

Takie przedziwne pytanie wysłał do mnie Pan Antonii. Już nakreślam sprawę. Gdy kupujemy samochód za niewielkie pieniądze coś musi być w samochodzie nie tak. Oczywiście zdarzają się modele, który zwyczajnie są zużyte i przez to ich cena idzie w dół, ale na rynku mam sporo do wyboru i często powstaje pytanie. Czy kupić samochód, który ma do naprawy na przykład jeden z elementów mechanicznych: silnik, zawieszenie? Czy może pokusić się o samochód z korozją, uszkodzeniami blacharskimi? Spróbujmy się zastanowić nad tymi wątkami dzisiaj.

http://m.autokult.pl/nagar-w-silniku-f04c1b496cadf553,630,0,0,0.jpg

Tak naprawdę wszystko zależne jest od samochodu z jakim mamy do czynienia. W jednym naprawa silnika, albo co gorsza jego wymiana może kosztować nas parę tysięcy złotych, mowa tu przede wszystkim o samochodach lepszych marek. A gdy mamy do czynienia z samochodami bardziej przyziemnymi, czyli Fiat, Opel, Kia to spokojnie jesteśmy się w stanie zmieścić nawet w 1000 złotych. Z kolei naprawa blacharska to zawsze jest duży wydatek. Bo nie nazwę naprawą zabawy ze szpachlą i sprayem w puszce, to zwyczajnie fuszerka, która działa na chwilę. Mówmy tu konkretnie o wymianie zniszczonego elementu, czy maski, błotnika, drzwi, progów, nie ma znaczenia. Każdy z tych elementów trzeba zabezpieczyć, przygotować do malowania pod kolor naszego pojazdu. I to kolor decyduje w dużej mierze o końcowym rachunku w warsztacie blacharsko-lakierniczym. Jeżeli jest popularny, łatwy do zdobycia to cena może okazać się atrakcyjna. Jeśli jednak mamy auto na przykład z limitowanej serii, z kolorem na zamówienie to koszt samego lakieru może nas powalić z nóg. Ponadto przygotowanie pojazdu do malowania to też nie taka trywialna sprawa. http://m.autokult.pl/w201-przygotowanie-do-la-38d3226,300,200,1,0.jpg

W zależności od modelu i części, która musi być pomalowana pochłonie ona mechanikowi sporo roboczogodzin, które też zostaną ujęte na fakturze. Coraz większą popularność zdobywa u nas pokrywanie pojazdów folią! Oryginalna powłoka lakiernicza nie zostaje naruszona, samochód wygląda świeżo, trwa to znacznie krócej niż lakierowanie i co najważniejsze jest znacznie tańsze. Wróćmy teraz do uszkodzeń stricte mechanicznych. Czasami z samochodem, jak z człowiekiem, dopiero podczas samej operacji okazuje się na ile poważna jest wada, którą mieliśmy usunąć. I tak oto po rozebraniu części silnika celem wymiany kilku uszczelek może się okazać, że czekają nas nowe wydatki. Tak naprawdę nikt nie podejmie się podania Wam wyceny naprawy, zanim jej dokona.

http://m.autokult.pl/xtzclub-336426-471a804feb8c81158,630,0,0,0.jpgWiele rzeczy wychodzi w praniu i ciężko jest stwierdzić co skrywa nasz nowy samochód. Nie liczmy też, że dowiemy się o wszystkich uszkodzeniach od handlarza, cudów nie ma. Wychodzi na to, że i tak źle, i tak niedobrze. Ale powiem Wam szczerze, powierzchowne uszkodzenia blacharskie, które zaniżają cenę to element, którego uszkodzenie możecie potwierdzić na 100% sami, a jeśli chodzi o inne elementy potrzebny nam specjalista. Jeżeli mamy znajomego blacharza-lakiernika to sytuacja jest jasna, można spróbować odnowić pojazd,. Na złomowiskach pojawia się coraz więcej pojazdów, których elementy są nieskorodowane, co najwyżej posiadają kilka rys, a z racji, że pojazd i tak będzie malowany, to nie ma to absolutnie żadnego znaczenia. Jeśli natomiast macie pod ręką specjalistę, który będzie Wam w stanie zweryfikować mechanikę przed zakupem, lub nie jest dla Was problemem udać się na stacje diagnostyczną to warto zweryfikować uszkodzenia i zrobić małą wycenę.

http://m.autokult.pl/zawieszenie-hamulce-przo-e4352c7,1200,0,0,0.jpgBądźcie w tej kwestii pesymistami i zanim kupicie pojazd do naprawy, od razu sprawdźcie ile kosztuje lekko używany silnik. A jeśli chodzi o zawieszenie, hamulce to elementy, których uszkodzenia czuć od razu. Popukiwania w zawieszeniu, znoszenie pojazdu podczas jazdy lub hamowania, skrzypy przy wsiadaniu to wszystko może wróżyć wydatki. Ale te elementy, jak już wspomniałem za 50 złotych zweryfikujecie na stacji diagnostycznej. Dostaniecie wypis, jak na przeglądzie gdzie komputer wykrył nieprawidłowości, a jeśli traficie na miłego diagnostę zabierze Was pod samochód i pokaże w czym tkwi problem. A więc moja rada, jeśli chcecie kupić lekko uszkodzony pojazd, do naprawy i nie jest on marki premium, lub macie dostęp do specjalisty, który weryfikuje stan silnika, to możecie śmiało zwrócić uwagę tylko na stan blacharsko-lakierniczy. Jeśli natomiast w głowie Wam Mercedes, BMW to może warto podzwonić po blacharzach i wynegocjować cenę naprawy elementu uszkodzonego lub skorodowanego zanim złożycie podpis na umowie.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Auto za 4 tys. zł, które nie jest Fiatem, Oplem, ani Daewoo

No i mam fajnego maila, którym postanowiłem się zająć:
„Poszukuję samochodu maksymalnie do 4 tysięcy złotych, który nie będzie Oplem, Fiatem, czy Daewoo. Wolę kupić coś starszego, ale dobrze wykonanego, którego silnik wytrzyma 300 tysięcy kilometrów. Nadwozie jest mi obojętne, choć nie ukrywam, że wolałbym coś większego niż Ford Fiesta (takim autem poruszam się obecnie). Liczę na pomoc i nakierowanie mnie konkretnie na jakiś model, bo jestem od dwóch tygodni w kropce, pozdrawiam”. Biorę się do roboty!

http://m.autokult.pl/autowp-ru-rover-400-5-do-fe490f9,630,0,0,0.jpgZaznaczę jeszcze, że kolega ma na imię Robert, podał miejsce zamieszkania i na maila odsyłam mu konkretne, obdzwonione oferty. A zaczynam od Rovera 400. Nie bez powodu, bo sam miałem takiego na oku, poczytałem, podzwoniłem i wiem co w trawie piszczy. Model wspólnie opracowany z Hondą, co jest oczywiście na plus, bo jego brat Civic to solidna jednostka. Konkretny model brany na tapetę ma pod maską silnik 1.4 103 KM, jest z 1999 roku. W wyposażeniu ma wszystko co w XXI wieku wydaje się niezbędne – Wspomaganie kierownicy, ABS, klimatyzacja, odtwarzacz CD, poduszkę powietrzną. To świetna jednostka silnikowa – żwawa, dobrze radzi sobie z rozmiarami samochodu, a na dodatek ekonomiczna, bo spalanie na trasie to około 6 litrów na 100 kilometrów. Jest też znacznie większy od Fiesty i nie jest ani Fiatem, ani Oplem. To co w Roverze może się podobać najbardziej to wnętrze, znacznie ciekawsze niż to, które widujemy w Hondach, wygodne i praktyczne. Rover jest sprowadzony z Niemiec w 2011 roku i od tego czasu ma jednego właściciela. To dobry wóz, który oczywiście ma swoje bolączki – 400 lubi korodować na nadwoziu, ma problemy z elektryką, ale w ogólnym rozrachunku auto godne polecenia.

http://media.autokult.pl/d771fa9c304755172ec23ab1645ac5bf,800,600,0,0.jpgKolejna moja propozycja była totalnie odjechana, bo wysłałem naszemu bohaterowi Saaba 900 z 1997 roku. To mało popularna marka w Polsce, ale nie raz podkreślałem, że mam do niej bardzo ciepły stosunek. Bezpieczeństwo, komfort pasażerów, dobre wyposażenie, solidność to tylko niektóre cechy szwedzkiej marki. Ten konkretny model ma silnik 2.0 136 KM pod maską, więc na pewno będzie mniej ekonomiczny niż Rover. Z drugiej strony dostajesz znacznie wyższy komfort jazdy i coś czego nie zmierzy się w pieniądzach – wyjątkowość. Bo każdy z nas niech zrobi sobie teraz szybki przegląd pojazdów swoich znajomych i policzy na palcach ilu z nich ma Saaba? No właśnie! 900 mi osobiście zawsze się podobał, jest zupełnie inny niż konkurenci. Problemem jest oczywiście serwisowanie, bo na pewno nie będzie tanie. W dodatku z Saabem się nie eksperymentuje w warsztacie, jeśli coś nie działa to musimy mieć mechanika, który na Saabie się zna, bo inaczej możemy pójść w grubsze koszty. Cenowo mieści się w budżecie i ma jeszcze lepsze wyposażenie niż Rover. Nie będe ukrywał, że to świetna propozycja. Mimo to postanowiłem dorzucić do tej dwójki jeszcze jednego kandydata na nowe auto Roberta.

http://m.autokult.pl/mitsubishi-galant-viii-6-bda35a4,630,0,0,0.jpgA będzie nim mocarny Mitsubishi Galant, o którym pisałem już na blogu. Uważam go za najładniejszego, japońskiego sedana w historii. Gdy tylko go widzę, zawsze w usta wpada mi to samo słowo – bydle. Galant budzi respekt na drodze, a ten model ma pod maską rozsądne 2.0, które można ostatecznie zagazować. Wyposażenie na poziomie oczywiście, praktyczność znacznie mniejsza niż u konkurentów, bo to wersja sedan, ale za to wygląda znacznie dostojniej. Dumne Mitsubishi ma 17 lat i nie będzie często ciągnął swojego właściciela do mechanika. Trzeba jednak pilnować korozji i pozbywać się wszelkich, nawet najmniejszych wyprysków, bo to właśnie blacha w tym modelu jest najsłabszym ogniwem. No cóż, wybór należy do Ciebie! Powodzenia w szukaniu i dzięki za maila!

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Kupujesz auto? Koniecznie odwiedź autoraport!

O stronie dowiedziałem się stosunkowo niedawno, bo to dosyć świeży projekt. Autoraport to strona, na której dzięki numerowi VIN sprawdzisz całą historię swojego pojazdu w przejrzysty sposób. Zdecydowałem się na umieszczenie linku na stronie i wpisu o nich, bo mnie i autoraport łączy troska o ludzi kupujących auta używane. Sami autorzy mówią o sobie tak:

http://i61.tinypic.com/30j2u07.jpgAutoraport jest nową usługą na rynku polskim. Jednak zespół autoraportu może pochwalić się bogatym doświadczeniem w branży motoryzacyjnej, zdobywanym na rynkach w USA i UE. Między innymi prowadziliśmy aukcje samochodowe w USA, tworzyliśmy system pozwalający na licytację pojazdów w czasie rzeczywistym za pośrednictwem internetu, współzarządzaliśmy bazą danych o autach wystawianych na aukcjach w całych Stanach, zajmowaliśmy się również sprzedażą bezpośrednią pojazdów. Zatem nasza wiedza opiera się na znajomości pojazdów, rynku wtórnego, mechanizmów sprzedaży oraz zautomatyzowanych baz danych o pojazdach. Dzięki naszemu doświadczeniu w branży oraz długotrwałym obserwacjom wiemy wiele o autach importowanych zza granicy. http://i61.tinypic.com/2s7grar.jpgZauważyliśmy, że wiele aut jest sprowadzanych na rynek polski, co cieszy, ponieważ zwiększa to konkurencję i zmniejsza ceny aut na rynku wtórnym. Jednak przy okazji stwierdziliśmy, że kupujący dysponują skąpą informacją o historii importowanych pojazdów i bardzo często padają ofiarą oszustów lub nieświadomych pośredników. Najczęściej zdarza się, że auta po wypadkach, nieraz bardzo poważnych, są sprowadzane, wyklepywane i sprzedawane jako bezwypadkowe. Nie jest to nielegalne, ale zdecydowanie nieuczciwe wobec nabywców, którzy mają prawo do informacji, na podstawie której podejmują decyzję, świadomi wszystkich zagrożeń. Znając inne rynki oraz usługi na nich proponowane postanowiliśmy stworzyć produkt dostosowany do potrzeb wtórnego rynku samochodowego w Polsce. Naszym celem było stworzenie dobrego instrumentu, którego sami chętnie użyjemy. Dzięki autoraportowi można ocenić prawdziwą wartość pojazdu z drugiej ręki i nie przepłacać, a przede wszystkim nie narażać zdrowia i życia swojego i swoich bliskich. Tak powstał autoraport. Jest to wynik naszego doświadczenia, znajomości branży i możliwości, jakie daje internet oraz świadomości, jak ważna jest rzetelna informacja. 

Naszym celem jest stworzenie narzędzia o wysokiej jakości i powszechnie dostępnego. Dzięki niemu będzie możliwa weryfikacja przeszłości pojazdu i podjęcie dobrej i świadomej decyzji. Naszą misją jest walka z oszustwami w branży motoryzacyjnej. Nasze starania są w pełni popierane przez MSWiA oraz podległe mu DEPiT i CEPiK.

I wszystko w tym temacie! Odwiedzajcie koniecznie tą stronę przed zakupem pojazdu, bo nie liczcie, że handlarz zdradzi Wam historię auta w 100%.

www.autoraport.pl
www.facebook.com/autoraport

Poszukiwanie nowego auta część 2

Wczoraj skończyłem na Lancii Dedrze, którą typowałem jako drugą do ewentualnego zakupu. Oczywiście nie miałem na oku tylko dwóch aut, było ich znacznie więcej, także dzisiaj postaram się wyłonić kilka aut, wartych uwagi w cenie do 2500 złotych. Są to auta, które ja z chęcią bym kupił, gdyby mój główny plan nie wypalił. Dla uzupełnienia dodam, że rozbiłem wpis na dwie części, bo z doświadczenia wiem, że im więcej tekstu tym gorzej się czyta wpis. 

http://i61.tinypic.com/10elith.png

Lancia wylądowała na opcję B głównie dlatego, że była z Krakowa i po prostu miałem bliżej, aby się jej przyjrzeć. Cena 2100 wydawała się atrakcyjna i auto było w niezłym stanie wizualnym, jak już wiecie z poprzedniego wpisu nie zdążyłem jej obejrzeć, ponieważ inne auto spełniło wszystkie wymagania. Tuż za Lancią miałem na oku nieśmiertelne Audi 80, które zawsze mi się podobało. Silniki tolerują gaz, mają mocne zawieszenie, a ich silnikom zaczyna coś dolegać dopiero przy 400 tysiącach kilometrów. W dodatku jest dosyć spora i wygodna. Problem był taki, że jedyna która miała gaz i mieściła się w budżecie stała pod Piekarami Śląskimi, więc czekałaby mnie nie lada wyprawa. Nieco bliżej stało Volvo 460, które też wpadło mi w oko. Wszyscy znamy tą markę, specjalnie przedstawiać jej nie trzeba, miałem dwa takie Volva w okolicy Krakowa i wszystko zapowiadało się dobrze, jednak powstał inny problem. Oba wydawały się zmęczone życiem zewnętrznie – jeden miał problemy z błotnikami i progiem, kolejny miał dość spore wgniecenie z tyłu i był praktycznie bez opłat, ale za to cena 1500 zł pozwalałaby jeszcze na drobne remonty. Jednak Volvo wygląda mniej atrakcyjnie niż Audi, było dużo mniejsze, tak więc to 80 stało się alternatywą dla Planu A i Planu B (Lancia). 

http://m.autokult.pl/komis-samochodowy-235453-dc90f5e,305,0,0,0.jpg

I w sumie jestem w stanie powiedzieć wprost, za 2500 złotych jesteście w stanie kupić sprawny, w miarę zadbany model Audi 80, pod warunkiem że przestaniecie patrzeć na przebieg, bo to kompletny idiotyzm. Na takim aucie naprawdę nie robi wrażenia 200, czy 300 tysięcy kilometrów, chyba że ktoś je upalał przez pół żywota, co oczywiście się zdarza. Podobnie z Volvo i tu mniejsze prawdopodobieństwo, że ktoś upalał to auto, bo średnio się do tego nadaje. Moim zdaniem są to dużo lepsze w prowadzeniu samochody niż Golf, czy Astra, ale to bardzo subiektywne stwierdzenie, bo ja ogólnie lubię większe samochody. Po komisach ciężko było coś szukać w tej cenie, to raczej miejsce dla aut innego przedziału cenowego, choć udawało się zawiesić oko na starym Subaru Legacy, bo i takie auto znalazłem w tej cenie. Miało na karku 24 lata i trochę mankamentów do zrobienia na już, ale dla pasjonata marki mogła się to okazać nie lada okazja. Propozycją rozsądną była też Mazda 323 z 1997 roku, kosztowała 2300 zł, miała instalację LPG, silnik 1.6 i ważne opłaty. Inna japońska propozycja, która dwa razy przewinęła mi się przez ogłoszenia to Nissan Almera, o której kiedyś pisałem, choć specjalnie nie ciągnęło mnie do tego samochodu, toteż nawet go nie obejrzałem. Ale te poszukiwania pozwoliły mi wyłonić kilka ciekawych aut, wcale nie droższych w eksploatacji od Astry, czy Golfa. Głównie dlatego, że na rynku mamy sporo części używanych, w dobrym stanie. I tak oto dobrymi propozycjami w tej cenie mogą być – Audi 80, Volvo 460, Mazda 323, Nissan Almera. Jeśli natomiast zależy Ci na w miarę świeżym aucie i nie dbasz o to ile jeździ go po drogach, na pewno zwróć uwagę na Daewoo, bo może trafić się Nexia, Nubira, czy Lanos w fajnym stanie lub do niewielkich poprawek. Niestety po raz kolejny, nie znalazłem Nexii w normalnym stanie, do lekkich napraw, wszystko zajeżdżone, biedne Nexie. Na dzisiaj to tyle, czekam nadal na komentarze w stylu – zgaduj jakie auto kupiłem. 

Źródłem zdjęć jest strona: http://autokult.pl

Podsumowanie z poszukiwań nowego auta

Dzisiaj nie zdradzę jeszcze co kupiłem, zostawię to na deser, natomiast krótko podsumuję to co działo się w ostatnim tygodniu, wszystko zadziało się dosyć szybko, w sumie obejrzałem mniej aut niż zwykle, bo dość szybko trafiłem na auto, które mi sie spodobało. Dokładnie dwa tygodnie trwały intensywne poszukiwania następcy Poldiego, udało się choć utwierdziłem się w przekonaniu, że grudzień to chyba najtrudniejszy miesiąc na znalezienie nowego auta. 

http://m.autokult.pl/sztuczki-handlarzy-samoc-58300a1,305,0,0,0.jpg

Sprawa podstawowa to moje wymagania i to co sobie postanowiłem. Mój budżet całkowity wynosił około 2500 złotych. Oprócz tego wykluczyłem z góry kilka marek samochodów – Fiat, Volkswagen, Renault. Tym samym jeszcze bardziej utrudniłem sobie zadanie, bo tego cholerstwa jest najwięcej. Żeby było jeszcze trudniej powiedziałem, że chce auto rzadko spotykane na polskich drogach, a w ostateczności jak już nie znajdę to wezmę jakiś standard. Tak oto obejrzałem Alfę Romeo 33 w stanie pozostawiającym wiele do życzenia za 1900zł. Oczywiście nie zdecydowałem się, bo samochód nie trzymał obrotów, gasł na gazie, był zarzygany olejem dosłownie wszędzie. Codzienne sprawdzanie olx / otomoto / gumtree i ciągle to samo, Golf, Punto, Passat, Megane, Uno, Polo, Golf, Cinquecento, znowu Punto, Corsa itd. itd. Wszędzie to samo, katastrofa totalna. Już się prawie wycofałem z postanowienia o aucie ciekawym stylistycznie i dosyć rzadkim, bo na ten czas wydawało mi się niemożliwe. Pojawiła się Alfa Romeo 75, ale nie dość że musiałbym po nią jechać grubo ponad 100 km to jeszcze była bez przeglądu i podobno właściciel leży w szpitalu i „zlecił” sprzedaż auta, coś mi tu śmierdziało. Żeby sobie utrudnić życie jeszcze bardziej dorzuciłem do moich wymagań instalację LPG i silnik, który ją zniesie. I tak oto kolejny kandydat, czyli Mercedes 190 odpada, ponieważ był na benzynę i palił ile widział. Kolejne auta, które mnie zainteresowały były fatalnym pomysłem, jak chociażby Opel Vectra, czyli jeden z najnudniejszych aut świata, bez żadnego charakteru, płci czy chociażby uśmiechu. 

http://m.autokult.pl/shutterstock-154118189-4b78ef10e,641,0,0,0.jpg

Szybko mi przeszło, ale zszedłem niżej do piekła samochodowego handlu! Pojechałem do Olkusza obejrzeć Daewoo Nubirę (aż tak bardzo byłem zdesperowany, aby zdublować w swojej historii tą markę). Samochód dość fajnie wyposażony, z ważnymi opłatami, no ale nie na daremno dodałem zdjęcie obok, bo to było miejsce gdzie to auto powinno się znaleźć. Ciekawi mnie gdzie to przeszło przegląd techniczny, bo zawieszenie było w stanie agonalnym, progi zjedzone, praca silnika to jakaś pomyłka, a cena 1700 złotych przy tych wadach przestała być atrakcyjna. Inna Nubira z kolei nie miała ważnej homologacji na gaz i przez to była bez przeglądu, a mimo to była droższa i kosztowała 1900 złotych. Odfajkowałem Nubirę, idziemy dalej – Lanos przeszedł mi przez myśl, ale odszedł po półtorej minuty, o wszystkie siły wyższe jakie to auto jest brzydkie i nudne, równie dobrze mógłbym sobie kupić riksze, a i tak byłoby ciekawiej. Pętla się zacieśniała, wśród tych aut cały czas przewijał się samochód, który teraz stoi na moim parkingu. Powiecie, że za dużo wymagałem? Być może, bo to niewielka kwota jak na samochód, ale jeśli się człowiek mocno postara i trafi na uczciwego sprzedającego to może się udać. Usunąłem na drobną chwilę z wymagań LPG, bo pojawiła się Lancia Dedra z silnikiem 1.6 90KM. Ale opinie o tym silniku odstraszyły mnie, dlatego zeszła na plan B, jeśli plan A nie wypali. Póki co na tym zakończę ten wpis, kontynuacja innym razem, dodam tylko, że planem A jest mój 8 samochód, który już wkrótce poznacie, wypaliło z czego jestem bardzo szczęśliwy i uwaga – auto spełniło dosłownie wszystkie moje wymagania – nie jest małym pierdkiem typu CC czy Polo, nie jest nudny, ma charakter i to coś w sobie czego brakuje innym samochodom jego pokroju, jest z lat 90, stan techniczny był do przyjęcia, cena mieściła się w moim budżecie, no i w dodatku ma LPG ważne do 2021 roku. Czego chcieć więcej? Tylko kilka zaufanych osób wie co kupiłem, a reszta może pobawić się w zgadywanie. Opiszę je jednym zdaniem w ten sposób – rasowa limuzyna z przełomu lat 80-90, z napędem na tył. A wy się możecie głowić, w piątek dowiecie się co to takiego wraz ze zdjęciami. Pozdrawiam!

Źródłem zdjęć jest strona: http://autokult.pl/