Auto dla Damiana – coś niebanalnego

Doczekałem się w końcu maila od czytelnika! Dzisiaj będziemy się zajmować szukaniem samochodu dla Damiana, który jest stałym czytelnikiem i na podstawie kilku wpisów zdecydował się na zakup samochodu za bardzo rozsądną cenę 950zł. Jednak wymagania z czasem rosną i dzisiaj szukamy czegoś lepszego, zadanie od Damiana brzmi następująco:

„Budżet na auto to 6 tysięcy zł plus parę groszy na opłaty tj ubezpieczenie, rejestracja, mały przegląd i wymiana płynów czyli ogółem ok 8 tysięcy.  Wymagania to: przestronne wnętrze, przyzwoite wyposażenie, i większa moc. Co do samego silnika, moim małym mażeniem jest silnik 5-cio cylindrowy, ze względu na jego wyjątkowy dźwięk :) a poza tym najlepszy byłby diesel ze względu na to, że dość często będę robić nim dłuższe trasy”

http://media.autokult.pl/a49f9029c6bededf102ab7edaf076675,800,600,0,0.jpgNo to biorę się do roboty, ruszamy z poszukiwaniami! Zacznę od czegoś co nie jest dieslem, ale na pewno spełni pozostałe wymagania. Mocny silnik, który nie zje portfela, pozostaje nam szukać czegoś z instalacją gazową, a z racji, że Damian ma już doświadczenie z samochodem tego typu to nie będzie to nowość dla niego. Nasz bohater wspomniał o Audi 100, więc uznałem, że duży rozmiar pojazdu nie będzie dla niego problemem, przygotujcie się na mocne uderzenie, na podest wkracza Chrysler 300M. Zależy Ci na czymś rasowym, a gwarantuję Ci, że V6 w tym aucie robi wrażenie. Samochód mieści się w Twoim budżecie, wersje silnikowe 2.7 lub 3.5, obie jakby na to nie spojrzeć paliwożerne i obie mocne, więc to już od Ciebie zależy co wybierzesz.

http://media.autokult.pl/b3ade0c30c1ed325ca7ea660a8cba096,800,600,0,0.jpgMoja rada kup model tańszy, z silnikiem benzynowym i sam załóż instalację gazową. W Niemczech jesteś w stanie znaleźć takie autko za jakieś 1500 euro w niezłym stanie. Te silniki + instalacje Lovato Smart współpracują świetnie, jeden z czytelników ma właśnie takiego Chryslera, wymieniłem z nim parę wiadomości i wiem, że nie sprawia mu większych problemów, choć przyznaje, że nie jest to brylant i ma swoje humory. Spalanie na poziomie 13 litrów gazu w mieście i około 11 na trasie, więc masz około 30zł / 100 km przy obecnych cenach, taniej niż dieslem! Trapią go drobne usterki elektroniki i muszę dodać, że naprawy nie będą tanie, ale za to nie będziesz do mechanika zaglądał często. Auto w środku jest ogromne, w wyposażeniu: ABS, kontrola trakcji, klima automatyczna, tempomat, elektryczne lusterka, szyby i fotele, skóra. Chciałeś dobrego wyposażenia? Proszę Cię bardzo, żadne auto dzisiaj nie będzie tak luksusowe, jak ten Chrysler. To opcja nr 1, sam chętnie kupiłbym taki samochód. Idziemy dalej.

http://m.autokult.pl/volvo-850-22d52dd8c4f32c31c369f0,625,0,0,0.jpgW mailu Damian wspomniał o Volvo 850, co świadczy o jego dojrzałości, bo wielu uważa, że to idealne auto dla nauczyciela geografii. Ja osobiście lubię to Volvo, jeździłem kilka razy i jeśli upierasz się przy dieslu to może być najrozsądniejszy wybór. 5 cylindrowy 2.5 TDi nie będzie Ci sprawiał problemów, ma 140 KM, więc nie będzie też ospały, a w cenie około 6-7 tysięcy dostaniesz dobrze wyposażony model, do wyboru nadwozie kombi lub sedan. Mi osobiście bardziej podoba się kombi (o dziwo!) i właśnie na ten model bym postawił. Licz się z tym, że turbo w tej wersji wymaga troski, warto zapytać właściciela, gdy znajdziesz już potencjalne 850 do przetestowania, czy było już regenerowane. Specjalnie znalazłem taki model, pojechałem, przejechałem się i wyniki są następujące:

http://m.autokult.pl/volvo-850-wnetrze-506a8b47cebd9b,625,0,0,0.jpgniezła kultura pracy, jak na diesla, bardzo wygodny, z tyło miejsca wystarczająco, jak na tą klasę, spalanie utrzymuje się na poziomie 7 litrów w mieście i około 5,5 na trasie, więc nie jest źle. Jeżeli koniecznie chcesz diesla, to szukaj 850. Co do Audi 100, o którym wspomniałeś w mailu nie mam specjalnego doświadczenia, jechałem raz takim wynalazkiem i specjalnie nie wzbudza we mnie jakichś emocji, jakbym siedział w wannie wypełnionej budyniem, niby fajnie, słodko, ale coś tu nie gra (to chyba najdziwniejsze porównanie ever). Poza tym, oba auta powyżej są lepszą alternatywą dla Audi, na pewno będą się bardziej wyróżniać z tłumu. Ostatnia propozycja na jaką się zdecyduję będzie szalona. Nie jesteś pierwszą osobą, której proponuję ten samochód, a to dlatego, że jestem jego fanem – Ford Cougar.

http://m.autokult.pl/car-suspension-bc9c2862a861ac15c,630,0,0,0.jpgCoś wspaniałego, był tu obszerny artykuł o tym (odsyłacz) i warto go przeczytać. Dzisiaj jest najładniejszy z całej trójki, może i najbardziej męski, gdyby dzisiejsi konkurenci byli mężczyznami to Cougar miałby większe jaja niż Chrysler. Jest mega ładny, mega dobrze się prowadzi, przestronny dla dwóch osób, gorzej z tymi co siedzą z tyłu, ale pomyśl sam, co Cię obchodzi jak jest z tyłu skoro to Ty prowadzisz. Masz duży bagażnik, auta nie sprawiają problemów swoim właścicielom, a wersja 2.5 V6 ma kopa, zawstydzisz każdego dresa w BMW 3. Osobiście nie zdecydowałbym się na wstawienie gazu, ale jeśli zainwestujesz w instalację trochę więcej może i warto, bo spalanie benzyny będzie na poziomie 9 litrów na 100 km. Z drugiej strony pieniądze stworzono po to, aby je wydawać (na paliwo też można!) i żyje się raz. Właśnie dlatego postawiłem na Cougara na sam koniec, ale wybór należy do Ciebie Szanowny Damianie! Co wybrałbym ja za taką kasę? Stali czytelnicy, w tym Damian wiedzą, że mam nie do końca rozsądne podejście do motoryzacji i pewnie padłoby na Alfę Romeo, ale to mi musicie wybaczyć. Z tej trójki moim faworytem jest Cougar, a w skórze Damiana sięgnąłbym z kolei po Chryslera. Życzmy mu dobrych wyborów i daj znać, jak poszło, oby łowy były owocne! Jeśli wy również macie dylemat motoryzacyjny piszcie maile na adres: sebamozdzen@o2.pl na pewno się do nich ustosunkuję!

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Volvo, które nie wygląda jak Volvo

Dzisiaj będzie krótko, bo zrobię coś, czego staram się unikać. Napiszę o samochodzie, którego nigdy nie prowadziłem, a bardzo bym chciał. Staram się od jakiegoś czasu złapać w ofertach sprzedaży Volvo 480, jak najbliżej mnie i sprawdzić, jak to jest w praktyce z autem, które tak bardzo wyłamało się ze schematu stylistycznego swojej marki.

http://m.autokult.pl/volvo-480-1988-9a9fa69fd79bb05ef,630,0,0,0.jpgVolvo coupe, z lat 80 brzmi dziwnie prawda? A jednak w 1985 roku powstało Volvo 480. I choć nadal było nieco kanciate i nadal miało charakterystyczny znaczek, to z żadnej strony nie przypominało statecznej, szwedzkiej marki. Powiem więcej, jak na Szwedów to było wręcz szalone. Spójrzcie tylko na niego, moda lat 80, czyli otwierane światła, agresywna sylwetka i tył jak z kosmosu. Oczywiście większość upiera się, że to zwykły hatchback i klasa kompakt, ale dla mnie to pełnoprawne, małe coupe. Co jest w nim poza nietuzinkową stylistyką? Zawieszenie, które projektował Lotus, tak, tak! Ten prawdziwy, brytyjski Lotus, co utwierdza mnie w przekonaniu, że to auto z zacięciem sportowym. Silniki? 4 cylindrowe generujące moc 109 KM, silnik 1.7 Turbo o mocy 122 KM i co dziwne 2.0 o mocy 108 KM! Tyle pracy i udało się wykrzesać tylko jednego konia mechanicznego więcej.

http://media.autokult.pl/d3a838d8db2bad5a37b209881dab1f81,400,300,0,0.jpgDodzwoniłem się do 3 właścicieli, niestety nie przekazali mi zbyt wiele informacji, nawet gdy powiedziałem, że go nie kupię tylko chcę napisać o nim artykuł. Spojrzałem do środku na parkingu ostatnio i tu rzeczywiście mamy prawdziwe Volvo, bo to kokpit Spitfire. Kurde strasznie mi się podoba to Volvo, gdy będę rozważał zakup drugiego auta, jako zabawki do polerowania muszę ująć 480, jak to wygląda cenowo? Ciężko powiedzieć, raz znalazłem model za 4000 zł i poza wgnieceniem z przodu nie wyglądał źle, a teraz znalazłem „kolekcjonerski” za 8000zł, sprowadzony z Niemiec. Ile zostałoby pasjonatom motoryzacji w kieszeni, gdyby z naszego języka wyrzucić słowo kolekcjonerski, które jest w ostatnich latach zdecydowanie nadużywane. Zachwycam się Volvo 480, ale nie mogę go ocenić, bo nim nie jechałem, dlatego apel do Was! Jeśli ustrzelicie wzrokiem 480 w pobliżu Krakowa, albo Oświęcimia to piszcie do mnie maila, bo muszę się nim przejechać. 

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Poszukiwanie nowego auta część 2

Wczoraj skończyłem na Lancii Dedrze, którą typowałem jako drugą do ewentualnego zakupu. Oczywiście nie miałem na oku tylko dwóch aut, było ich znacznie więcej, także dzisiaj postaram się wyłonić kilka aut, wartych uwagi w cenie do 2500 złotych. Są to auta, które ja z chęcią bym kupił, gdyby mój główny plan nie wypalił. Dla uzupełnienia dodam, że rozbiłem wpis na dwie części, bo z doświadczenia wiem, że im więcej tekstu tym gorzej się czyta wpis. 

http://i61.tinypic.com/10elith.png

Lancia wylądowała na opcję B głównie dlatego, że była z Krakowa i po prostu miałem bliżej, aby się jej przyjrzeć. Cena 2100 wydawała się atrakcyjna i auto było w niezłym stanie wizualnym, jak już wiecie z poprzedniego wpisu nie zdążyłem jej obejrzeć, ponieważ inne auto spełniło wszystkie wymagania. Tuż za Lancią miałem na oku nieśmiertelne Audi 80, które zawsze mi się podobało. Silniki tolerują gaz, mają mocne zawieszenie, a ich silnikom zaczyna coś dolegać dopiero przy 400 tysiącach kilometrów. W dodatku jest dosyć spora i wygodna. Problem był taki, że jedyna która miała gaz i mieściła się w budżecie stała pod Piekarami Śląskimi, więc czekałaby mnie nie lada wyprawa. Nieco bliżej stało Volvo 460, które też wpadło mi w oko. Wszyscy znamy tą markę, specjalnie przedstawiać jej nie trzeba, miałem dwa takie Volva w okolicy Krakowa i wszystko zapowiadało się dobrze, jednak powstał inny problem. Oba wydawały się zmęczone życiem zewnętrznie – jeden miał problemy z błotnikami i progiem, kolejny miał dość spore wgniecenie z tyłu i był praktycznie bez opłat, ale za to cena 1500 zł pozwalałaby jeszcze na drobne remonty. Jednak Volvo wygląda mniej atrakcyjnie niż Audi, było dużo mniejsze, tak więc to 80 stało się alternatywą dla Planu A i Planu B (Lancia). 

http://m.autokult.pl/komis-samochodowy-235453-dc90f5e,305,0,0,0.jpg

I w sumie jestem w stanie powiedzieć wprost, za 2500 złotych jesteście w stanie kupić sprawny, w miarę zadbany model Audi 80, pod warunkiem że przestaniecie patrzeć na przebieg, bo to kompletny idiotyzm. Na takim aucie naprawdę nie robi wrażenia 200, czy 300 tysięcy kilometrów, chyba że ktoś je upalał przez pół żywota, co oczywiście się zdarza. Podobnie z Volvo i tu mniejsze prawdopodobieństwo, że ktoś upalał to auto, bo średnio się do tego nadaje. Moim zdaniem są to dużo lepsze w prowadzeniu samochody niż Golf, czy Astra, ale to bardzo subiektywne stwierdzenie, bo ja ogólnie lubię większe samochody. Po komisach ciężko było coś szukać w tej cenie, to raczej miejsce dla aut innego przedziału cenowego, choć udawało się zawiesić oko na starym Subaru Legacy, bo i takie auto znalazłem w tej cenie. Miało na karku 24 lata i trochę mankamentów do zrobienia na już, ale dla pasjonata marki mogła się to okazać nie lada okazja. Propozycją rozsądną była też Mazda 323 z 1997 roku, kosztowała 2300 zł, miała instalację LPG, silnik 1.6 i ważne opłaty. Inna japońska propozycja, która dwa razy przewinęła mi się przez ogłoszenia to Nissan Almera, o której kiedyś pisałem, choć specjalnie nie ciągnęło mnie do tego samochodu, toteż nawet go nie obejrzałem. Ale te poszukiwania pozwoliły mi wyłonić kilka ciekawych aut, wcale nie droższych w eksploatacji od Astry, czy Golfa. Głównie dlatego, że na rynku mamy sporo części używanych, w dobrym stanie. I tak oto dobrymi propozycjami w tej cenie mogą być – Audi 80, Volvo 460, Mazda 323, Nissan Almera. Jeśli natomiast zależy Ci na w miarę świeżym aucie i nie dbasz o to ile jeździ go po drogach, na pewno zwróć uwagę na Daewoo, bo może trafić się Nexia, Nubira, czy Lanos w fajnym stanie lub do niewielkich poprawek. Niestety po raz kolejny, nie znalazłem Nexii w normalnym stanie, do lekkich napraw, wszystko zajeżdżone, biedne Nexie. Na dzisiaj to tyle, czekam nadal na komentarze w stylu – zgaduj jakie auto kupiłem. 

Źródłem zdjęć jest strona: http://autokult.pl

Volvo S40 / V40 – czarny koń klasy średniej

Witajcie! Tytuł dzisiaj mówi sam za siebie, po raz drugi na blogu marka, której jestem fanem. Volvo – czyli klasyczny styl, bezpieczeństwo i niezawodność. Myślę, że te cechy najlepiej odzwierciedlają to co reprezentuje model klasy średniej tej marki. Dzisiaj zajmiemy się właśnie nim, bo zdarzyło mi się kilka razy nim przejechać. 

Słyszałem nie raz głosy, że Volvo brakuje stylu, że to auto dla emerytowanych nauczycieli i właścicieli antykwariatów. Nie zgadzam się z tym, moim zdaniem S40 jest jednym z najbardziej stylowych aut klasy średniej lat 90. Porównam go chociażby do tłustego Passata, który owszem jest większy, ale Passat to taki Steven Seagal – niby dobry aktor, ale jednak nie jest do końca taki jak DiCaprio. A moim zdaniem Volvo jest takim DiCaprio klasy średniej. Dosyć przystojny, a zarazem uniwersalny w swym zawodzie. Delikatna linia świateł, nie do końca konserwatywne kształty – lekko zaokrąglone, nawet te wycieraczki wyglądają jak rzęski, którymi auto ‚trzepota’ sobie w deszcz. Jak się czuje wewnątrz tego samochodu? 

Ktoś mi powie, że Volvo jest nudne, a ja go zaproszę do wersji z białą skórą i wstawkami drewna. Jechałem raz takim i jedyne co mi nie pasowało to ta szarość kierownicy, nie podoba mi się to, chyba wolałbym czarną, która bardziej by kontrastowała z kokpitem. To jedno z najwygodniejszych aut jakim jeździłem. Nie jest twardy, ani za miękki. Dziur się nie odczuwa, możecie spokojnie sobie kupić kawę i postawić w cupholdenie. Choć w środku nie jest aż tak dużo miejsca jak u konkurentów, a bagażnik jest mniejszy niż w kompaktach w wersji sedan, ale nie można mu powiedzieć, że jest mały. To byłoby po prostu idiotyczne. Auto konstrukcyjnie bazuje trochę na Mitsubishi Carismie, a to akurat komplement. Auto produkowane od 1995 roku, przeszło delikatny facelifting w 1999 roku, choć to raczej zabawa w – znajdź 3 różnice. 

No i jest oczywiście wersja kombi – V40. Mimo, że to kombi, to chyba jedynym ładniejszym kombi klasy średniej lat 90 jest Alfa Romeo 156. Reszta to czysta nuda, która czasem przyprawia o mdłości. A tu zobaczmy jak z linii dachu schodzi klapa, lekkie zaokrąglenie szyby, potem klapa, wysunięty tylny zderzak. Dobrze to ze sobą współgra wizualnie. Jak to ma się do prowadzenia? Jeśli nie ma się wyczucia samochodu to można się tym zderzakiem otrzeć o nie jeden słupek, do teraz jestem w szoku, bo gdzie nie pójdę obejrzeć V40 to tamten tylny zderzak w 70% przypadków jest obtarty, a nawet popękany. Może trzeba było już wtedy wstawić czujniki parkowania. Wersji silnikowych jest dużo i o ile wersja 1.6 o mocy 105KM przy wyższych prędkościach jest po prostu denerwująca to wersja 1.8 wydaje się najlepszą propozycją. Dwie wersje 16 zaworowe o mocy 122KM lub 116KM, z czego ta mocniejsza jest lepsza, ale ta słabsza też jest w porządku. Powiecie na szybko licząc co ma za znaczenie 9KM lub 17KM więcej? A no uwierzcie mi przy prędkościach 120-130 km/h to czuć. Nie tylko w dynamice, ale także spalaniu! Bo wersja 1.6 jest mniej ekonomiczna niż wersja 1.8! Volvo miało swoją wersję specjalną Turbo4. Miało moc 235KM i przyspieszało do setki w nieco ponad 7 sekund, a takie niepozorne auto! 

Trochę agresywnych spoilerów, felgi i proszę bardzo mamy Volvo z zacięciem sportowym. Niestety nie miałem przyjemności jeszcze jeździć, choć aktywnie poluję na otomoto i jak tylko znajdę takiego w okolicy dzwonię do właściciela! Wersje z silnikiem wysokoprężnym jeżdżą po 400-500 tysięcy kilometrów, czyli Volvo nie straciło nic na swojej bezawaryjności. Należy się wystrzegać wersji z silnikiem diesla z Renault. Raz w życiu się spotkałem ze stwierdzeniem – Volvo to złom, ciągle się psuje. Nie mogłem w to uwierzyć, tym bardziej gdy usłyszałem, że to diesel. Tylko coś mi nie pasowało, Volvo i diesel z dziwnym oznaczeniem Hmm.. myślę, szperam w internecie, a tu się okazuje, że to nie szwedzki silnik, tylko silnik Renault. Po co tak doskonała marka wsadziła w swój doskonały model silnik Renault?! Nie mam bladego pojęcia. Dziś już pewnie wiedzą, że to był błąd i trzeba na tą wersję uważać. Poza tym silniki są długowieczne i do dzisiaj, gdy szukam na różnych portalach, a przede wszystkim zagranicznych, widuje się Volvo na sprzedaż z przebiegami rzędu 400 tysięcy kilometrów. 

I są klienci! Volvo to dobry motyw na kręcenie licznika, bo nie ma aż tak wielkiej różnicy w pracy silnika z przebiegiem 200 a 400 tysięcy, jeśli oczywiście właściciel o nie dbał. To auto ma swój urok, a to z tego powodu, że wydaje się prostym, niepozornym samochodem, a jest w każdym calu dopracowany i daje radość z jazdy. Co do mankamentów dużo słyszałem i potwierdzam łuszczący się lakier na elementach plastikowych to niestety norma. I potrafi obrzydzić samochód do tego stopnia, że nie chce się go kupić. Słyszy się o problemach skrzyni biegów, która de facto w wielu modelach też pochodzi z Renault. W elektryce zdarzają się przypadki, że bez powodu załączają się kontrolki czy poduszki powietrznej czy hamulca ręcznego, robią się jakieś drobne zwarcia i przebicia na desce. Ale sami oceńcie, czy to są usterki, które mogą rzutować na ocenę końcową Volvo S40/V40? No moim zdaniem byłoby to po prostu niedorzeczne.

Miałem okres, że zastanawiałem się nad pozbyciem Nexii, bo miałem okazję kupić Volvo. Jednak zdecydowałem się władować swoje wolne środki w Nexie i do dzisiaj uważam, że to był błąd. Jestem pewien, że gdybym wtedy kupił tamto Volvo, do teraz bym nim jeździł, a moja historia motoryzacyjna nie byłaby aż tak barwna jak teraz. No, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło! Pewnie Poloneza bym sobie nie kupił, gdybym miał takie bezawaryjne, przystojne i wygodne Volvo. To kolejne auto, które chętnie Wam polecę i sam widzę je w swoim garażu w przyszłości. 

Jeden z bohaterów zakupu kontrolowanego

Dzisiaj w programie mamy omówienie Volvo 240 – auta, które wybrałem na zwycięzcę z pierwszych trzech propozycji w programie Zakup Kontrolowany. Skąd taka decyzja, jak jeździ takie stare Volvo, tego wszystkiego dowiecie się dzisiaj. Zapraszam!

http://i59.tinypic.com/2akk8c7.jpg

Auto było produkowane przez szwedki koncern przez prawie 20 lat. Wynik imponujący i nie bez powodu. Samochód słynął i nadal słynie ze swojej niezawodności. Bardzo wytrzymałe silniki to domena Volvo z lat 80 i 90. Te silniki potrafiły przejeżdżać po 400-500 tysięcy kilometrów i nawet z takim przebiegiem znajdowały kolejnych nabywców. Samochód jeździ po wszystkich kontynentach. Dzisiaj ten model jest bardzo ceniony w Afryce! Wielkie, kanciate Volvo pewnie jeszcze długo zostanie nieśmiertelne. Mój model miał silnik 2.3 o mocy 112KM wystarczający jak na taki samochód mimo tego, że mało nie waży. Auto z blachy stalowej, galwanizowane cynkiem lub kadmem. Z korozją bywało różnie, ale jednak pewne elementy nie potrafiły się przed rudą obronić. Auto stworzone w 100% do ekstremalnych warunków i z tego właśnie bierze się jego długowieczność. To były jeszcze czasy, gdy auta robiło się z przeznaczeniem żeby służyły jak najdłużej, dzisiaj już tak aut się nie produkuje, bo każdy kierowałby się dewizą właściciela sieci szwedzkich sklepów „Ikea”, który do dzisiaj jeździ takim Volvo, bo skoro się nie psuje to po co wymieniać? W efekcie koncerny by bankrutowały. Co do wnętrza jest to charakterystyczna cecha tego samochodu. 

Jak i z zewnątrz tak i w środku – kanciato, mawia się, że szwedzkie auta mają kokpit jak z samolotu i coś w tym jest. Ale co najważniejsze to wnętrze też nie zużywa się mimo lat. Wystarczy chociażby wziąć na tapetę mojego Poloneza, którego kokpit po prostu popękał od słońca, gdy auto już nie było garażowane. Tu wszystko jest wykonane, tak solidnie, że trzeba naprawdę użyć siły, aby je zniszczyć. Wnętrze jest bardzo praktyczne, bo jak już wspomniałem w programie – są takie schowki podręczne, w które z powodzeniem można wsadzić dzisiejszego smartfona bez obaw o jego los przy hamowaniu czy gwałtownym ruszaniu. Widzimy to na zdjęciu taki schowek pod kątem. Wielu samochodom dzisiaj czegoś takiego brakuje. Co do miejsca w środku, kierowca ma bardzo wygodnie, pasażerowie z tyłu już mniej i to wada. Auta klasy B z lat 90 mają więcej miejsca z tyłu jak choćby Felicia. Za to bagażnik jest ogromny, można powiedzieć, że auto stworzone z myślą o przedsiębiorcach pogrzebowych. Wystarczy spojrzeć na niego z boku. 

Jak wyglądają tylne drzwi a jak ten tylny kufer. Nieprawdopodobna sprawa dobrze powiedziane, że ta tylna szyba jest większa niż przednia w nie jednym samochodzie. Auto może nie ma najtańszych części ale jak coś wymienisz nie posłuży Ci przez 20 tysięcy km tylko przez 100 tysięcy albo i więcej. Co do stylistyki ja jestem dziwakiem pod tym względem. Uwielbiam kanciate kształty, Volvo pod tym względem dla mnie to majstersztyk. Większość powie, że karawan, kanciok na którego się nie da patrzeć. A mówcie sobie co chcecie, jest oryginalny, ile takich jest aut na rynku co? Ma więcej wyrazu niż tłusty Golf III, na którego patrzenie przyprawa mnie o mdłości. Nawet jeśli Volvo było projektowane z użyciem tylko linijki to jest stylistycznie lepiej dopracowane niż takie twory jak chociażby wcześniej wspomniany Golf, którego zaprojektowano w przerwie na kawę. Krótka inscenizacja: „Robimy nowego Passata, czekajcie jeszcze Golf… mija pięć minut… juuż! I tak go będą kupować mimo iż wygląda jak kupa gruzu. „. Maska Volvo nie jest pod żadnym dziwnym kątem, dzięki czemu widzimy gdzie się kończy to ułatwia życie. Parkowanie tym autem jest zaskakująco łatwe. Samochód ma napęd na tył, więc kolejna idealna propozycja dla nastolatka. W dodatku można sobie kupić wersję z turbiną a to już coś! W prawdzie niskociśnieniową, ale to nadal turbo! Jazda też sprawia przyjemność, auto jest zrywne, mimo napędu na tył, 

http://i61.tinypic.com/10r60bs.jpg

dzięki temu masywnemu nadwoziu nie będzie trudniejsza niż jazda Renault Clio. Ale jak i każde auto Volvo 240 też wymaga troski. Przede wszystkim wszelkiego rodzaju uszczelniacze wymagają od nas uwagi. Są to najmniej trwałe elementy, ale równocześnie bardzo tanie. Przykładowo uszczelniacz wału do takiego Volvo to koszt 18 złotych. No i dochodzimy do kulminacyjnego pytania, dlaczego zamiast wybrać dobrze wyposażone Renault 19, z klimą, w limitowanej wersji, może nawet ciekawsze stylistycznie wybrałem stare kanciaste Volvo? Odpowiedź jest dla mnie prosta. Samochód, które mnie kradnie serce to taki, który w swej prostocie jest jednocześnie tak doskonały, że daje mi pewność siebie gdy się nim poruszam. Tak się właśnie czułem jadąc Volvo. Renault miało milion bajerów – elektryczne szyby, lusterka, klimatyzacja, ale wiecie co? Te bajery na bank kiedyś się popsują. Komfort jest ważny, ale dla mnie największy komfort to taki, że idę rano do samochodu i nie mam obaw czy się popsuje. Czuję taką pewność, że mogę wsiąść w ten samochód, jechać 500 km w jedną i wrócić z powrotem bez obaw, że coś wysiądzie. W Renault nie czułbym takiego komfortu jechałbym i zastanawiał się co zaraz się popsuje i ile mnie to kopnie po kieszeni. Możliwe też, że nic by się nie popsuło, ale zanim bym się do niego przekonał i nabrał tej pewności minęło by parę miesięcy. Do Volvo podszedłem od razu z pewnością i przekonaniem, że mam do czynienia z nieśmiertelnym samochodem. Mogłoby się to zmienić, gdyby zawiódł, ale szczerze wątpię, że by do tego doszło. Mam dosyć nietuzinkowe podejście do motoryzacji i to dlatego powstał ten blog. Bo chcę się nim z Wami podzielić. Mi jazda Volvo sprawiła ogromną frajdę. 

Volvo 240 to samochód dosyć specyficzny. Bardzo konsekwentny w każdym swoim elemencie. To auto można powiedzieć wprost nie uznaje kompromisów. Ma być wielkie, trwałe, niezawodne i takie jest. Magia polega na prostocie i dopracowaniu elementów zanim jeszcze ruszą do fabryki. Tu usterki nie są monitorowane na etapie użytkowania przez klientów, ale zanim trafią do salonów. Tak właśnie pracowało Volvo, w efekcie mamy takie właśnie modele jak 240, 740 itd. które przeżyją nie jedne Volvo S40 i inne auta, które wychodziły z fabryki jakieś 10 lat później. Będzie na topie do końca świata, robiło milion kilometrów, dawały niespotykaną, motoryzacyjną pewność swoim właścicielom jak i radość z jazdy. I jak każde auto ma swoje wady, nie przyciąga spojrzeń jak auta z perłowym lakierem i skórzaną tapicerką, pasażerowie z tyłu muszą się gnieść gdy jedzie ich trzech, ale to niska cena z idealne dopracowanie i długowieczność. Komentarze? Jak zawsze czekam na nie i zapraszam do dyskusji.