Alternatywa dla Volkswagena dla dziewczyny

Po długiej przewie przybyłem z nową porcją kilku, tysięcy znaków, niedorzecznych porównań i irytujących dla niektórych właścicieli opinii. Dziękuję za każdego maila od Was, motywowały mnie do intensywniejszej pracy. I tak oto zaczniemy dzisiaj od Aleksandry, która napisała następującego maila:

Trafiłam na Twój blog szukając informacji o tym, jaki samochód ma być ten pierwszy. Zaraz będę zadać prawko i powoli się rozglądam. Zakładam, że rodzice mnie dofinansują, więc budżet określam tak 5-10tyś. Na pierwszy samochód chcę coś małego (parkowanie w moim mieście to tragedia) z małym spalaniem, koniecznie w automacie. Jednocześnie, jak to kobieta, chciałabym żeby był przyjemny dla oka, oryginalny :P Wiadomo, że wygląd nie jest ważniejszy od funkcjonalności. Wpadł mi w oko VW New Beetle, uroczy szkrab. (…) Nie może być za duże, ale musi mieć min. 4 siedzenia, bo mam siostry, które będę wozić do szkoły, raczej nie chciałabym cabrioleta. Mój ojciec zdecydowanie upiera się przy VW. A Ty, mógłbyś coś polecić :)?

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/citroen-c1-r44-496x372-84c071078.jpgObawiam się jednak, że ze względu na przedostatnie zdanie, nie będzie to taka trywialna sprawa. Może się spotkać z argumentem, że skoro rodzice dokładają do samochodu to oni go wybiorą, lecz dzisiaj postaram się aby propozycja ode mnie spodobała się zarówno Tobie, jak i Twojemu tacie. I wybacz, ale pominę jedną dość istotną zasadę, jaką narzuciłaś, czyli auto w automacie. Na pierwszy samochód lepszy jest manual, głównie dlatego, że najwięcej uczysz się podczas pierwszych 10-15 tysięcy kilometrów, a przy automacie to będzie mało efektywna lekcja. Nie idź tą drogą! Z drugiej strony proponowane pojazdy są dostępne w automacie, ale mogą nie zmieścić się w budżecie. Tak więc, zacznę od małego samochodu, który co ciekawe pochodzi z Francji! Mowa tu mianowicie o Citroenie C1, o którym pisałem już jakiś czas temu. Bliźniak Peugeota 107 i Toyoty Aygo jak najbardziej mieści się w Twoim przedziale cenowym, będzie to najświeższy ze wszystkich samochodów, jakie dzisiaj przedstawię, bo do 10 tysięcy złotych możesz kupić 6-7 letnie C1. Jest małe, bardzo dobrze się nim parkuje, w środku jest wystarczająco miejsca dla dwóch osób, jeśli będziesz podróżować z kimś na tylnym siedzeniu to nie będzie może najlepsze doświadczenia dla tych osób, ale są auta jeszcze mniejsze, ewentualnie rozglądnij się za wersją 5 drzwiową.

http://media.autokult.pl/0f4ab1095f0598e47e6dc9a6381c7876,800,600,0,0.jpgCitroeny słyną ze skomplikowanej elektroniki, na szczęście C1 prawie w ogóle jej nie posiada, w dodatku jak wspominałem w swoim wpisie o tym samochodzie, cegiełkę do tego projektu przyłożyła Toyota, a to już duży plus. Wersja z silnikiem 1.0 pali mniej niż labrador, silnik jest kulturalny, w mieście radzi sobie znakomicie. Jego minusy to oczywiście jakość wykończeń, ponieważ to auto klasy A, więc dosyć tanie, nie będą to plastiki najwyższej jakości, ale bronią się przed Fiatem, który łamie paznokcie po każdym dotknięciu kokpitu. Kolejny minus to słabe wyposażenie, w którym prawdopodobnie znajdziesz radio CD, poduszkę powietrzną i kierownicę gratis, ale myślę, że przy pierwszym samochodzie nie musisz mieć w standardzie dwustrefowej klimy, full elektryki, głównie dlatego, że to elementy, które również będą wymagały serwisu i powiększą koszty utrzymania pojazdu. Citroen C1 idealnie wpasowuje się w Twój schemat, stylistycznie moim zdaniem bardzo pasuje do kobiety.

http://media.autokult.pl/342db648322a349e1f613cf9eed58c8b,400,300,0,0.jpgJeśli chodzi o Volkswagena New Beetle moja opinia jest dość powierzchowna, bo miałem styczność z tym samochodem tylko raz. Oczywiście masz 100% rację, że to uroczy samochodu, a pod tą zasłonką ukrywa się Golf, więc wydaje się, że Twój tata nie powinien mieć nic przeciwko. Ja jednak chcę zauważyć, że to dużo większy samochód, dosyć niewygodny w parkowaniu ze względu na kształt, w dodatku będzie więcej palił. Nie radzę pakować się na pierwsze auto w silnik diesla, chyba że dojeżdżasz dziennie 50 kilometrów do szkoły. Najbardziej rozsądną opcją byłby silnik 1.6 choć i tak ubezpieczenie będzie znacznie wyższe niż w przypadku C1, spalanie również. Z drugiej strony, auto będzie ciekawsze, lepiej wyposażone no i dużo starsze, coś za coś. Gdy mam styczność z ekstremistą Volkswagenów na myśl zawsze przychodzi mi marka z ich koncernu, czyli Seat. Dużo ciekawsza stylistycznie opcja, z tymi samymi rozwiązaniami. I gdy kończyłem zdanie o New Beetle, wpadł mi do głowy Seat Leon, a zaraz potem Ibiza.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/seat-ibiza-1-616x452-f415dfbe34e.jpgGłównie dlatego, że Ibiza jest mniejsza, będzie dużo świeższa i przy dobrych lotach dostaniesz dobrze wyposażony model. W grę wchodzi ekonomiczny 1.2 12V lub ewentualnie nieco żwawszy 1.4. Są tacy, którzy powiedzą wprost, że auto trochę ginie w tłumie, ale moim zdaniem to jedno z ładniejszych aut tego segmentu. Jest dość odważne, lecz wewnątrz nadal widać mocne wpływy Volkswagena, tu mnie nie urzeka zupełnie, jest zbyt ponury. Ale to Ty będziesz tym jeździć, więc jeśli już dojdzie do zakupu Seata, zawsze możesz dodać trochę własnej inwencji wewnątrz pojazdu. To dobry konkurent dla C1, bo mimo iż to pojazd dużo starszy będzie zbliżony kosztami utrzymania i spalaniem. Na ładniejszego brata Volkswagena Polo będzie Ci też łatwiej namówić tatę. Na koniec rywalizacji dorzucę Smarta Forfour, którego bardzo lubię.

http://m.autokult.pl/smart-forfour-brabus-cli-e5a1687,630,0,0,0.jpgJest zupełnie inny stylistycznie, w środku ma dużo miejsca, na pewno najbardziej wyróżnia się z tłumu. To z dzisiejszych aut dość szalona propozycja, bo w kwestii napraw będzie najdroższy ze wszystkich, dzisiejszym propozycji. Nadrabia nowoczesnością i świetlnym wyposażeniem, nawet w wersji 1.1, no i to wnętrze to czysta, kolorystyczna rewolucja. Nie będzie palił zbyt dużo, no i nie zapominajmy, że właścicielem Smarta jest koncern Mercedes-Benz, a to również duży atut. Wersja 1.1 o mocy 75 KM jest najbardziej optymalnym wyborem, a w tej cenie będzie na pewno lepiej utrzymana niż jego mocniejsze odpowiedniki. I to jest właśnie mój Joker w tej talii, auto które ja bym wybrał gdybym był kobietą. dodam, że modelem pokrewnym jest Mitsubishi Colt IV, a trochę japońszczyzny przy małym, miejskim aucie to atut, który trudno podważyć. Jeśli Twój tata przeczyta ten wpis mam nadzieję, że na dobre wyprowadzimy go z ciemnego, ponurego i nudnego świata Volkswagena, bo dla młodej osoby utknąć w Volkswagenie, na początku swojej przygody z motoryzacją to z całym szacunkiem istne piekło. Wybacz mi, że pominąłem kwestie automatycznej skrzyni biegów, ale z racji, że jestem uparty uważam, że to naprawdę zły wybór, jeśli chodzi o pierwszy samochód. Będę Cię zachęcał do polubienia manualnej skrzyni biegów. Dodam jeszcze na swoje wytłumaczenie, że w tej cenie samochody w automacie będą dużo starsze i bardziej zużyte (zwyczajnie bardzo ciężko znaleźć cokolwiek poza Smartem Fortwo, co jest warte uwagi). Życzę powodzenia na egzaminie i w szukaniu samochodu, mam nadzieję, że chociaż trochę pomogłem!

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Golf V vs Megane II vs Focus II – pojedynek na szczycie

Początek XXI wieku upłynął nam pod znakiem kompaktów. Koncerny jeszcze wtedy nie wpadły na pomysł napompowania ich i rozpowszechnienia dziwnego segmentu, zwanego dzisiaj SUVami. Tak oto trwał pojedynek na szczycie! Trzech największych konkurentów rozgrywało między sobą piłeczkę i starało się przekonać więcej klientów niż konkurencja, ale którego wybrać? Dzisiaj na blogu postaram się rozstrzygnąć jeden z największych dylematów i problemów pierwszego świata. Przed Państwem pojedynek Volkswagen Golf V vs Renault Megane II vs Ford Focus II.

http://m.autokult.pl/volkswagen-golf-v-1-2104-e95572f,630,0,0,0.jpgNa początek Golf. Po spasionym, paskudnym i zupełnie niezrozumiałym dla mnie modelu IV przyszedł czas na powiew świeżości. Tak naprawdę trudno było stworzyć coś gorszego, a więc koncern Volkswagena postanowił się postarać. Jest Golf V, który nie wygląda jak psia kupa na środku nowego dywanu, a na dodatek oferuje dosyć sporo miejsca w środku i dobre własności jezdne. Niestety w środku nadal jest równie ciekawy, co blokowiska z lat 80 i najdroższy z całej trójki. Owszem są wersje, które mają beżowe wnętrze, ale kosztują tyle, że głowa boli mnie od samego patrzenia.

http://m.autokult.pl/autowp-ru-renault-megane-bf96e3f,630,0,0,0.jpgIdąc dalej mamy Renault Megane, które wygląda dziwnie. Fakt to na tamte czasy najbezpieczniejszy samochód świata, a to dość ważne w tym segmencie. Ale na wszystkie siły, czy musieliście mu zrobić zadek w stylu Nicky Minaj? To było niepotrzebne i wygląda obleśnie. W dodatku system odpalania tego samochodu kartą, zamiast kluczykiem to kolejny durny pomysł, który się nie sprawdził. Jest najbardziej komfortowy z całej trójki, tłumi wszystkie nierówności, ale będzie też najdroższy w utrzymaniu i najdelikatniejszy z całej trójki. Zdecydowanie będziemy częściej widziani w warsztacie z Megane niż z Golfem i Focusem. W środku sporo miejsca, jest wygodniejszy i ma ciekawsze wnętrze niż Golf. Gdy przejrzymy oferty aut używanych okaże się, że jest też tańszy niż Golf V, więc Renault stanęło na wysokości zadania.

http://m.autokult.pl/autowp-ru-ford-focus-5-d-bd74621,625,0,0,0.jpgNo i czas na Focusa II. Wszyscy wiemy, jak zaskoczył świat Ford wypuszczając pierwszy model. Po awaryjnym, gnijącym Escorcie przyszedł czas stworzyć coś, co będzie walczyło na równych zasadach z Golfem. I tak oto końcem XX wieku Golf przegrał, z kretesem. Focus I zdobył wszelkie europejskie tytuły samochodu roku i wydawało się, że nie da się tego zepsuć. W 2003 roku Volkswagen wypuścił model V i dość mocno rąbnął w twarz Forda. W 2004 przyszła odpowiedź, czyli Focus II. Wydaje się, że bryła jest ta sama, ale nowy Focus jest większy od poprzednika. Pozbyli się kontrowersyjnego wnętrza, które rozlewało nam się przed oczami, dali kilka a’la aluminiowych wstawek, przepiękną kierownicę i tak oto moim zdaniem Focus ma najładniejsze wnętrze z całej trójki. Nie jest tak komfortowy, jak Renault, ale sama jazda jest przyjemniejsza niż w Golfie. Stylistyka to kwestia indywidualna, choć moim zdaniem Focus II jest brzydszy niż jego poprzednik. Mam nie mały ból głowy bo z przodu najbardziej podoba mi się Focus, a z tyłu raczej Golf wygląda lepiej. Nie wiem co Ford sobie myślał tak mocno ścinając tył. Cenowo Focus jest najtańszy z całej trójki i za cenę Golfa V z silnikiem 1.6 możemy dostać nieźle wyposażoną wersję 2.0 Focusa.

http://ocdn.eu/images/pulscms/NTc7MDQsMTEsYiwzMWEsMWJlOzA2LDMyMCwxYzI_/2581e54001a8b5f14d67f9cda2d2a15b.jpgSpróbujmy się teraz zastanowić – Renault jest po środku w cenie, jest najbezpieczniejsze i ma najlepsze zawieszenie, ale będzie się psuł częściej od pozostałej dwójki i będzie droższy w utrzymaniu. W dodatku ten zadek, no jeśli priorytetem jest dla Was nie rozlana kawa na progu zwalniającym to wybór Megane jest uzasadniony, ale dla mnie to za mało, odpadłeś! Teraz Focus – najtańszy, nie odstaje osiągami od reszty, wygoda porównywalna do Golfa, a na tylnej kanapie mi osobiście jest wygodniej niż w Golfie. Ma większy bagażnik, pali mniej, jest tańszy w utrzymaniu i nie jest specjalnie awaryjnym samochodem. Na końcu mamy Golfa V, który gdzieś tam się przebudził, w końcu postarali się trochę bardziej, niż przy modelu III i IV, po pojawieniu się Focusa zrozumieli, że nie wystarczy polegać na tym, że to Golf jest prekursorem tej klasy. Nie przyprawia o mdłości, może się wydawać atrakcyjny i trzyma cenę. Prowadzi się lepiej niż Megane, a niektóre wersje silnikowe skopią tyłek Focusowi na autostradzie. W dodatku jego tył nie jest potraktowany, ani sylikonem, ani gilotyną. To bardzo trudny wybór, bo każdy z tych samochodów to inna historia, choć ta sama klasa. Mimo wszystko, ja z całej trójki stawiam na Focusa. To dobrze zainwestowane pieniądze, sporo kasy zostanie mi w kieszeni, za równowartość Golfa 1.6 będę miał dobrze wyposażonego Focusa, który zapewne będzie też młodszy, ma świetne wnętrze i sporo miejsca, przeboleję ten ścięty tył. Panie i Panowi pojedynek wygrywa – Ford Focus II. Na koniec odpowiem na pytanie, które prędzej, czy później ktoś zada, gdzie jest w tym zestawieniu Astra III?! A no nie ma i nie będzie, bo tak!

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Manipulacja przy użyciu Garbusa

Święta, święta i po świętach. Mały urlop, a dzisiaj wracamy do pisania. Dzisiaj zajmę się klasykiem, zabytkiem ponad wszystko, autem kultowym. To chyba najlepsze określenia na ten samochód. Volkswagen Beetle, Kafer, Herbie, a u nas znany jako Garbus. Jedni je kochają, inni nienawidzą, ale dzisiaj chcę potraktować ten wpis, nie jako test, ale jako refleksję nad tym jak jest traktowany na rynku wtórnym.

http://m.autokult.pl/the-story-of-a-classic-e-356f75f,630,0,0,0.jpgZ Garbusem robili już chyba wszystko, przerabiany na potęgę mały, prosty samochodzik dla ludu, jednak zawsze kończyło się to źle. Większość szybko zrozumiała, że najwięcej wart jest w wersji standardowej, bez przeróbek. Wszelkie Garbusy, które nie są w oryginale kosztują grosze i nikt ich nie kupuje. Prawie nikt też nie sprzedaje standardowo wyglądających Garbusów, jest ich niewiele, a jeśli już się pojawiają to kosztują absurdalne pieniądze. Z jakichś niewyjaśnionych przyczyn ja też lubię Garbusa, to jeden z nielicznych Volkswagenów, którego dażę szacunkiem, głównie dlatego, że zrobił coś dla motoryzacji, przyzwyczajał ludzi do samochodów. Najpierw w Niemczech, później w innych częściach świata, a najdłużej w Meksyku, gdzie był produkowany jeszcze kilka lat temu. Jest bardzo tani, nieźle się prezentuje i naprawisz go łyżką, czego chcieć więcej? Owszem ma swoje wady, ma mało miejsca, jest ciężki w prowadzeniu, w środku czuć paliwo, pali jak smok, ale najgorsza z wad to korozja.

http://m.autokult.pl/volkswagen-beetle-la-gra-0ef55a9,630,0,0,0.jpg

Ten samochód zaczynał gnić jeszcze na taśmie montażowej, a gdy się na niego kichnie, kolejne części odpadają. To kompletna katastrofa blacharska i to właściwie jedyny powód, dla którego można się pozbyć tego auta, brak chęci do dalszej renowacji nadwozia. I teraz własnie rzecz, która zainspirowała mnie do napisania tego posta, a mianowicie ogłoszenia o sprzedaży Garbusa. Zawsze chciałem mieć na swoim placu klasyka, którym będę mógł pojeździć w weekend, pogrzebać w wolny dzień, bez obaw, że coś popsuję i będzie to kosztowało 900zł. Garbus wydawał mi się idealnym kandydatem, ale problem pojawia się, gdy chce się go kupić. Na rynku nie jest ich dużo, ale dobra mogę kupić takiego do lekkiej renowacji. Problem w tym, że ludzie żądają jakichś koszmarnych pieniędzy za Garbusa nieważne w jakim jest stanie. Garbus za 5000 złotych? Niewykonalne, chyba, że przegnity wszędzie, albo bez silnika i większości oryginalnych elementów. Zdatny do jazdy i do lekkiej renowacji znalazłem za 7000 złotych. W dodatku to seria z lat 80, więc nie ten w 100% kultowy.

http://m.autokult.pl/volkswagen-garbus-1938-2-c9934df,630,0,0,0.jpg

Kolejne propozycje to już w ogóle kosmos, wydaje się, że płacąc 15 tysięcy za Garbusa dostaniecie perełkę? W żadnym wypadku! Zniszczona tapicerka, odpryski lakieru, oznaki korozji na niektórych elementach konstrukcyjnych. Garbus okazał się złotym interesem dla Januszy handlu samochodami. Przeglądam ogłoszenia regularnie i większość, która się powtarza nagminnie, nie tanieje, a wygląda z miesiąca na miesiąc gorzej. Co oni sobie myślą? Zapewne, że jak ktoś go ma kupić, to i tak to zrobi. Chcą na nim zarobić więcej niż na normalnym aucie, a problem w tym, że się nie da. On ma swoją cenę rynkową i nie ustalili jej handlarze, tylko pasjonaci marki. Rozmawiałem z jednym i brzydzi się praktyką przywożenia ledwo żywych Garbusów z Niemiec i czekania aż zgniją do końca, szukając swojego nowego właściciela. I wiecie co? Ja też się tym brzydzę, bo jeśli sprowadza się takie auto, w stanie do renowacji to trzeba ją wykonać, albo chociaż zabezpieczyć ten samochód.

http://m.autokult.pl/garbusy-9-301261-9c1e34d90933d0a,959,0,0,0.jpgA tymczasem znalazłem 6 przypadków, gdzie te auta po prostu sobie stoją, pod chmurką i niszczeją. Nie ma ich u nas zbyt dużo, dlatego każdy jest na wagę złota, a próba zarobienia na nich kończy się ich dewastacją. Jeden z handlarzy, gdy zaproponowałem mu 3000 złotych był wielce zirytowany, bo mówi, że zapłacił za niego 3400 nie licząc przejazdu i wołając 5000 i tak na nim traci. Zapytałem go ile u niego już stoi, a on na to, że 3 miesiąc.. Dobrze, że rozmawiałem przez telefon, bo ręka mnie zaswędziała. Powiecie, że to nie mój biznes, że skoro za niego zapłacił to niech robi co chce, ale ja staję murem za każdym ginącym gatunkiem motoryzacyjnym i takich rzeczy się po prostu nie robi. Przeglądałem ceny w Niemczech i Garbus do lekkiej renowacji to cena 1000 euro, sprawny i z kosmetyką 2000-3000 euro, więc nie wiem co Ci ludzie sobie wyobrażają, że jeśli ktoś kupuje to auto, nie wie ile kosztują? Zrobiła się moda na klasyki i teraz prawie każdy próbuje to wykorzystać, rzecz w tym, że to nie działa. Nie można znaleźć ledwo żywego auta, nabyć za parę stówek i próbować opchnąć ze 3 krotnym zyskiem. Te auta są wspaniałe, czarujące, ale to jak próbujecie zmanipulować tym ludzi jest odrażające. Jeśli ktoś chce Garbusa to prędzej czy później sam go znajdzie, rzecz w tym, że pasjonat będzie wiedział czego chce i ile to kosztuje. Tak więc drodzy handlarze, skończcie niszczyć klasyki, zajmijcie się lepiej autami z poprzedniego wpisu i Skodami.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Dylemat z sennego koszmaru, Vectra czy Passat?

Tytuł to nie przenośnia, bo gdyby coś takiego mi się przyśniło, chciałbym się obudzić jak najszybciej. Ostatnio natknąłem się na właśnie taki dylemat na jednym forum. Nie pytajcie mnie, jak bardzo nie chcę poznać autora tego pytania, ale dał mi tak dużo do myślenia, że postanowiłem o tym napisać. Dwa wydaje się różne auta, lecz wbrew pozorom bardzo podobne. Oba reprezentują klasę średnią, oba są niemieckie, oba kosztują podobnie, a którego z nich wybrać? Powiem tyle, że dziś nie będzie danych technicznych, usterek, bo te auta wszyscy znamy, skupimy się na bardziej moto-maniackim spojrzeniu.

http://m.autokult.pl/opel-vectra-b-po-lifting-75c646f,630,0,0,0.jpgNo cóż, nigdy w życiu nie przypuszczałem, że stanę przed takim dylematem. Skupiamy się na starszych modelach, Vectrze B i Passacie B5, jak już wspomniałem sporo je łączy, ale przede wszystkim to, że oba są równie ciekawe co patrzenie na topniejący śnieg. Nie trudno się domyślić już po pierwszych słowach, że nie kupiłbym ani Vectry, ani Passata, ale nie rozkminiam tego od strony zakupu za własne pieniądze. Porównajmy te dwa auta, zaczniemy od Opla. Sporo ich u nas jeździ, a ceny są tak skrajne, że aż ciężko się zdecydować – pokiereszowana Vectra za parę tysięcy, czy igiełka za 10 tys. ? Co by nie powiedzieć, to Vectra B ma dosyć solidne silniki, które trzaskają sobie po 300 tysięcy i to nawet na gazie. Nieważne 1.6, 1.8, 2.0 czy diesel, to po prostu mądra konstrukcja, która ma swoje bolączki, ale nie zje naszego portfela. Zawieszenie jest też niczego sobie, a w środku znajdziemy współczesne wyposażenie, jeżeli dobrze poszukamy. Niestety Vectra na naszym rynku jest traktowana gorzej niż przestępstwa w sądzie. http://m.autokult.pl/opel-vectra-2-3d3980b51f2a971016,630,0,0,0.jpgCzęsto jest wołem pociągowym, gdy cieknie jej olej ludzie machają ręką, a gdy zły urok padnie na głowicę to już kaplica, są legendy, że ktoś naprawdę naprawił Vectrę B z walniętą głowicą, ale jakoś w to nie wierzę. Rdza zjada ją dosłownie wszędzie i niewielu się tym przejmuje, a mimo to jeździ ich po naszych ulicach naprawdę sporo. Dużo pochlebnych słów, ale co do niej mam? Spójrzcie tylko na nią, to idealne auto dla człowieka, którego w ogóle nie obchodzą samochody. Zero charakteru, auto nie zachęca mnie do przejażdżki, w środku wydaje się solidna, ale tak naprawdę jest równie tandetna co Daewoo. W dodatku, gdy się nią jedzie ciągle coś nie działa tak jak powinno, hamulce od nowości to jakaś pomyłka, zawieszenie niby okej, ale mogłoby być miększe w mieście i twardsze na autostradzie. Rozumiecie o co chodzi? Vectra nie daje absolutnie żadnej radości z jazdy, w żadnej sytuacji. To po prostu wózek do przemieszczania się, który działa jak zegarek, czasem jej padnie bateria, czasem się poluzuje pasek, ale to drobnostki i wielu osobom to pasuje, ale mi nie. Nie ma w sobie nic przyjemnego, nic nowego, nic twórczego, nic co wywołuje uśmiech na twarzy. Kompletna nuda, kompletny brak wyobraźni przy projektowaniu Vectry B, no może poza tymi durnymi lusterkami, zachodzącymi na maskę, to chyba najgłupszy pomysł na rozluźnienie wizerunku samochodu, jaki widziałem. A co z Passatem?

http://m.autokult.pl/volkswagen-passat-b5-1-99995309d,630,0,0,0.jpg

Naturalnie jest droższy od Vectry, choć w sumie nie wiem dlaczego. Kiedyś utarło się, że Volkswagen to marka premium u nas, a przecież to nieprawda! To auto dla każdego i Passat też taki jest, stara się zadowolić wszystkich i w sumie robi to efektywnie, każdego zadowala po trochu, ale nikt nie powie, w niedzielne po południe – hej przejedźmy się na ekscytującą wycieczkę moim Passatem. Bo to auto również nie ma w sobie ani grama charakteru, ani trochę adrenaliny. Podobnie jak Vectra jest dosyć solidny, niedrogi w serwisowaniu, można sobie wpakować gaz, albo kupić diesla, którym będzie się jeździć 20km tygodniowo i udawać, że się upłaca i że był to złoty interes. Patrząc na Passata i próbując sobie uświadomić, że to moje auto chce mi się płakać. Gdyby Passat miał twarz, na pewno miała by ona ciągle ten sam wyraz. Na pewno znacie ludzi z takimi twarzami, które czy pogrzeb, czy impreza zawsze mają ten sam wyraz na twarzy, zero emocji i właśnie taki jest Passat stylistycznie. Nie wiadomo co sobą reprezentuje i to dyskwalifikuje to auto u mnie. http://m.autokult.pl/volkswagen-passat-varian-ebce934,0,750,0,0.jpgNie wystarczy mi solidny diesel, trochę miejsca w środku i tanie części. Po co mi to, skoro nie będzie mi dawał satysfakcji, gdy siądę za kierownicą? Będę to traktował raczej jak przymus, podobnie miałem z Polo, gdy nim jeździłem, już chyba wolę chorobę weneryczną. To jest właśnie problem zarówno Vectry, jak i Passata, nie mają w sobie za grosz emocji, więc nie przekażą ich swojemu właścicielowi. Szare, ponure, nudne w środku, bez charakteru na zewnątrz, ale za to solidne, tanie w utrzymaniu i dlatego sporo osób staje przed dylematem, który dla mnie jest tylko koszmarem. Ale wybaczcie mi to, jako fan motoryzacji nigdy nie poprę tworu do poruszania się z punktu A i B, bo to nie dla mnie. Samochód to coś więcej, ma być ukojeniem nerwów, uśmiechem na mojej twarzy, adrenaliną, gdy tylko będę miał ku temu okazję i potrzebę i chcę móc się za nim obejrzeć na parkingu. Żaden z tych dwóch tego nie ma. Więc jeśli nie możesz się zdecydować, którego wybrać, Wasz bloger Wam poradzi to co następuje – zrób wyliczankę i kup tego na końcu. Jak zawsze jestem mega pomocny! Miłego dnia, dziękuję za uwagę i przepraszam wszystkich właścicieli Vectr i Passatów, za to, że to aż taka nuda.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

2014 za nami, małe podsumowanie

Ten rok upłynął pod znakiem trzech marek dla mnie – Volkswagen, FSO, Ford. To właśnie te auta gościły na moim parkingu, konkretnie Vw Polo, FSO Polonez Caro Plus i najnowszy nabytek Ford Scorpio. Ten rok to także pierwszy rok działalności mojego bloga, dzisiaj małe podsumowanie tego co się działo od strony motoryzacyjnej przez ostatnie 12 miesięcy. 

http://i57.tinypic.com/29da15w.jpg

Można powiedzieć wprost, że zaczęło się koszmarnie, od nudnego Polo, bez żadnego charakteru. Jazda nim przyprawiała mnie o zawroty głowy, mdłości i biegunkę. Był ciasny, nie za ładny, w ciągu miesiąca strzeliła mi uszczelka pod głowicą i dodatkowo wydech. Jedyna zaleta Polo to spalanie w granicach 6 litrów na 100 km. Po 3 miesiącach odpuściłem, pozbyłem się i więcej nie chcę widzieć na oczy. Jedyny Vw jakiego mam w planie kupić jeszcze w swoim życiu to Garbus, jako maskotka podwórka. Idąc dalej muszę oczywiście wspomnieć o moim głównym aucie 2014 roku, czyli Polonezie Caro Plus. Kupiony w sumie dla zabawy, troszkę pół żartem, pół serio, zainspirowany moją przygodą w Zakupie Kontrolowanym TvnTurbo. Kosztował mniej niż rower mojej dziewczyny i wyglądał strasznie. Był obdarty z każdej strony, miał dziurę w drzwiach i nadkolu, a do tego ozdobiłem go milionem naklejek i pandą na tablicy rejestracyjnej. Brzmi to jak agonalna spowiedź, ale fakt jest taki, że Polonez był niezniszczalny. Katowany przez całe życie jak mały osiołek, w końcu trafił pod moje skrzydła, gdzie zaznał spokoju. Wymieniłem w nim w ciągu 9 miesięcy użytkowania – olej, filtr oleju i powietrza, świece, wąż chłodnicy i cewkę zapłonową. Koszty praktycznie żadne, w dodatku auto zawiozło nas na Woodstock, 530 km w jedną stronę. 

http://i58.tinypic.com/1zpip8w.jpg

Palił w zależności od humoru, raz 10-11 litrów, a raz 7 na 100 km. Jakby tego nie ująć był moją maskotką, autkiem do którego wracałem z uśmiechem, bardzo rozpoznawalnym bo jeśli mnie pamięć nie myli około 7 razy słyszałem dzięki niemu – to Ty jesteś tym blogerem? Zawsze znalazł się czas dla niego, aby sprawdzić czy wszystko działa, zrobić małą rundkę za kierownicą, czy wysprzątać. I choć początkowo plan był taki, aby trzymać go maksymalnie 3 miesiące, to został dużo dłużej i miał być z nami dalej. Niestety moja nieuwaga doprowadziła go do ruiny i musieliśmy się z nim pożegnać, nie było przyjemnie i do teraz mi go brakuje. To była naprawdę fajna przygoda mieć Poloneza i polecam ją każdemu, bo naprawdę miłe uczucie. W dodatku to jest polskie! Gdy już oddałem Poldolota w ostatnią podróż kontynuowałem poszukiwanie samochodu, które trwało łącznie 2 tygodnie. Musiałem zmierzyć się z rzęchami i złomami, stanąłem przed poważnym Alfadylematem, ale w końcu udało się znaleźć auto, które spełniało wszystkie moje oczekiwania. Mowa oczywiście o starym, dobrym Scorpio. Auto wielkie jak lądownik, ale wygodniejsze niż nie jeden, droższy samochód, który prowadziłem. 

http://i58.tinypic.com/2vb502f.jpg

Wygląda świetnie, w dodatku mój portfel może trochę przy nim odpocząć, bo w bagażniku mam butle z gazem. Już po nowym roku przyjdzie czas podsumować kilka tygodni, które mamy za sobą i póki co same miłe zaskoczenia, ale o tym później. Zakup Scorpio to także udowodnienie wszystkim niedowiarkom, że da się kupić ciekawy i sprawny technicznie samochód za mniej niż 2000 złotych. A może po prostu miałem szczęście? Raczej nie należę do ludzi, którzy są szczęściarzami w życiu, więc raczej wybieram opcję pierwszą. Zacząłem 2014 od segmentu B, skończyłem na segmencie D/E, fajnie! Ten rok to także występ w Zakupie Kontrolowanym, dzięki któremu mój blog zyskał na popularności. Łącznie weszło Was tutaj 54348, więc jak na blog bez reklam muszę to uznać za sukces. Postanowiłem też nawiązać współpracę z autokult.pl gdzie od jakiegoś czasu również mam swoje publikacje. Jakbym tego nie ujął ten rok z perspektywy bloga i motoryzacji był dla mnie bardzo udany, a to w dużej mierze dzięki Wam, ludziom dla których piszę. Gdyby Was nie było, to całą idea byłaby bezsensu. Serdecznie dziękuję za każdy przeczytany artykuł, za każdy komentarz, mail, liczę na to, że ze mną zostaniecie na 2015 rok! Wszystkim życzę pomyślności, wszystkiego dobrego w 2015, oby wszystko poszło zgodnie z Waszymi planami, bawcie się!