Koszmar z Francji – Citroen C4 Cactus

Zastanawialiście się kiedyś nad tym, jak bardzo można zepsuć samochód? Producent wpada na jakiś niedorzeczny pomysł, coś co teoretycznie nie powinno mieć racji bytu, jest paskudne pod każdym względem i w dodatku nawet nie jest tanie. Historia zna wiele fatalnych wozów, ale mamy XXI wiek, są inne standardy, wymagania, dlatego postanowiłem dzisiejszy wpis poświęcić najgorszemu z najgorszych i w dodatku muszę Was przekonać do tej odważnej tezy, w testach dzisiaj Citroen C4 Cactus.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/citroen-cactus-c4-2-9adbd559cc30.jpgSpoglądałem na niego już tyle razy, ale za każdym razem odruch wymiotny mam ten sam. Im znajduję się bliżej tego samochodu tym gorzej. Jakby wziąć arbuza, zniekształcić go i dodać zupełnie niepotrzebne i paskudne elementy. Pralka ma więcej wdzięku niż ten Citroen. Jak jest w środku? Jeszcze gorzej, fotele wydają się wygodne, ale wcale takie nie są, znaleźć w nim pozycję nadającą się do jazdy graniczy z cudem. Deska rozdzielcza miała być według projektantów prosta i nowoczesna, a jest jak zaprojektowana przez kogoś kto nie ma bladego pojęcia o samochodach a tym bardziej o wnętrzach. Wszystko jest głupio skomplikowane, niepraktyczne i ciężkie do przyjęcia na trzeźwo, a po pijanemu jeździć nie można, co czyni te bajery wewnątrz zupełnie bezużytecznymi. No i magiczne panele AirBump, których jedyna funkcja to oznajmianie wszystkim wokoło – patrzcie znalazłem prawo jazdy w chipsach, nie potrafię parkować, ratuj się kto może! Czy ma dużo miejsca wewnątrz? Owszem, ale co z tego, skoro jedyna gorsza rzecz od podróżowania tym czymś na jaką możesz skazać znajomych jest kara śmierci? Jak z jazdą?

https://i.wpimg.pl/985x0/m.autokult.pl/citroen-cactus-c4-13-058ae8db4b8.jpgZ silnikiem 1.2 to koszmar, to w zasadzie w ogóle nie jedzie, skrzynia biegów jest jak z poprzedniej epoki, ma tylko 5 biegów i jest za krótka, nawet lewarek mnie denerwuje, bo przypomina taki jak w starym Renault 19. W dodatku przez te absurdalne kształty ciężko w ogóle wyczuć ten samochód. Najgorsze poza jazdą tym złem co mi się przydarzyło to paradoksalnie jazda w nocy. Z jednej strony duży plus, bo nikt Cię nie widzi, ale dodatkowo Ty też nie widzisz kompletnie nic. Załóżmy, że jedziesz nieoświetloną drogą Citroenem C4 Cactus to jedyne o co się możesz modlić przy fabrycznym oświetleniu to szybka śmierć, bo jeśli ktoś znajdzie Cię żywego po tym jak uderzysz w drzewo, albo jelenia, którego nie mogłeś zauważyć bo światła mają 4 mm zasięgu to na pewno Ci nie pomoże, ucieknie od Ciebie i posypie Cię solą za to, że wybrałeś tak fatalny wóz.

http://m.autokult.pl/citroen-c4-cactus-1-6-e--90de4c8,910,500,0,0.jpgC4 Cactus wcale nie jest tani, w podstawie nie masz zbyt imponującego wyposażenia, 3 cylindrowy silnik, który brzmi jak Blender za 30 złotych, nie jedzie i pali jak smok. W dodatku to Citroen, więc jeśli planujesz go mieć na dłużej niż 2 lata na bank zaczną się problemy z elektryką, a gdy przyjdzie Ci dokupić kolejny komplet opon zapłacisz dużo więcej niż za opony w Fordzie Focusie, bo te są tutaj jak w koparce i też nie wiem po co, podobno to crossover, choć jak dla mnie ten segment mógłby w ogóle nie istnieć. Czyli mamy kolejny minus – wysokie koszty utrzymania na przyszłość. 75 KM, 118 Nm momentu obrotowego, 13 sekund do setki to wszystko brzmi po prostu jak z koszmaru, horroru, a na dodatek ma wielką przednią szybę, więc do kosztów utrzymania musisz dorzucić papierową torbę, żeby nikt Cię nie rozpoznał i nie skazał na publiczny lincz. Pewnie jeśli ktoś dotarł do tego momentu wpisu dostrzegł, że mógłbym tak jeszcze godzinami, ale już darują sobie na dzisiaj, ponieważ Citroen C4 Cactus nie jest wart ani minuty więcej mojego pisania. Ale udało nam się odpowiedzieć na bardzo ważne pytanie – jaki jest najgorszy samochód XXI wieku? Citroen C4 Cactus wygrywa to trofeum, gratuluję i życzę szybkiej drogi na złomowisko.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Największe rozczarowanie w historii – Toyota Avensis

O wielu samochodach wypowiadałem się z marszu nieciekawie, postępowałem bardzo pochopnie, co wielu irytowało. Co ciekawe, nigdy w tym gronie nie znajdowała się żadna Toyota, a tym bardziej Avensis, który wydawał się dość rozsądnym wyborem w swojej klasie. Bo bezpieczne, bo podobno lider niezawodności itd. Sytuacja drastycznie się zmieniła, gdy poobcowałem z tym samochodem trochę dłużej. Dałem jej szansę i nie napisałem posta po jednej, dwóch przejażdżkach, o nie! Jechałem nią naście razy, a moja ocena wcale nie uległa przez ten czas znaczącej zmianie. O absurdalności modelu Avensis dzisiaj sobie porozmawiamy.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/toyota-avensis-2015-test-358ca20.jpgNa pierwszy rzut oka nie jest to nadzwyczajny samochód pod żadnym względem, Toyota nie eksperymentuje w kwestiach stylistyki już od dłuższego czasu, skoro się sprzedaje to po co? Nie jest to ładne auto, ale nie jest też brzydkie, nie wzbudza we mnie żadnych emocji, to raczej typowa D klasa, która ma sobie jeździć z punktu A do B i nie robić niespodzianek. Co innego, gdy wejdziemy do środka, w szczególności do podstawowej wersji, bo o takiej będzie dzisiaj mowa. Wsiadasz, rozglądasz się i masz wrażenie, że jesteś w Oplu z przed 10 lat. Nic nowego, twórczego, ciekawego, kompletne średniowiecze motoryzacyjne. Panel centralny wygląda ciekawiej w Hyundaiu i20, korbki do otwierania szyb z tyłu i jednostrefowa klimatyzacja w tej klasie?! Czy to w ogóle możliwe? Okazuje się, że tak Toyota postanowiła oszczędzić, gdzie tylko się da. Efekty są katastrofalne, bo gdy tylko ktoś wsiądzie do środka zapomina, że to nowy samochód. Nie czujesz się, jak w aucie z salonu, mimo iż pachnie jeszcze nowością. Zegary są nudne, ekran do wyświetlania komunikatów z komputera jest przeszczepiony z chińskiego kalkulatora, a siedzenia jak w starej Corolli. Byłem wściekły, bo od takiej marki wymaga się jednak czegoś więcej niż od niskobudżetowej Skody, czy Fiata, a nawet te są lepiej zrobione.

http://m.autokult.pl/2-10fca25a0806161c3f7028f5ec2c23,0,920,0,0.jpgDobra! Wdech, wydech może samochód obroni się jazdą, warto spróbować. Wkładamy kluczyk do stacyjki, Toyota ma gdzieś modę na guziki do odpalania, może to i dobrze. Odpalasz silnik, jest bardzo cichy i nic dziwnego, bo pod maską nie ma prawie nic. Silnik 1.6 o mocy 132 KM, też jest jakby z poprzedniej epoki. W dodatku w aucie, które ma miliard systemów bezpieczeństwa, poduszek i waży półtorej tony. To zdecydowanie za mało, zupełnie nie radzi sobie z gabarytami. Efekt jest taki, że musisz redukować z 6 biegu na 4, żeby wyjechać pod większą górkę, a spalanie drastycznie idzie do góry. 8 litrów na 100 kilometrów – to wszystko na co stać Avensisa, znam podstawy ecodrivingu, nie raz chwaliłem się na facebooku co potrafią nowe auta, ale tutaj osiągnięcie normalnego spalania graniczy z cudem, a na pewno przyprawi Cię o nerwicę i ból prawej ręki od ciągłego zmieniania biegów. Co za koszmarny samochód! Powiadają, że jest niezawodny, no to chyba mieliśmy pecha, gdy dwa Avensisy postanowiły się zepsuć i zupełnie bez powodu wejść w tryb awaryjny.

http://m.autokult.pl/dsc01038-3d09af966b2a731ba20aa73,0,920,0,0.jpgJeden włączył wszystkie możliwe kontrolki ostrzegawcze po najechaniu na dziurę, drugi model gdy stał w korku w temperaturze -23 stopni postanowił zgasnąć, wejść w tryb awaryjny, a po 160 km trasy doszedł do wniosku, że ma słaby akumulator. Co prawda po jakichś 10 minutach mu przeszło, ale nie było to zbyt przyjemne doświadczenie. Byłem nią w Białym Dunajcu, w szczytowym momencie tej zimy, gdzie śnieg nie przestawał padać, a temperatura spadała z minuty na minutę. Tona śniegu, górka wystarczyły, żeby pokonać Toyotę Avensis. Ona po prostu nie dawała sobie rady z podjazdem, nawet na drugim biegu! Seat Ibiza, był bardziej żwawy i szybko odnalazł się w tych warunkach. Nie będę okrutny, zdaję sobie sprawę, że nie były to łatwe warunki dla samochodu, ale skoro małe autko klasy B dało radę, to dlaczego auto 2 razy droższe, o dwie klasy wyżej nie mogło sobie poradzić? Wiem, że to skrajne warunki, ale projektując auto trzeba się przygotować na każdą ewentualność. Jeśli kupiliście Avensisa w podstawowej wersji i postanowiliście wybrać się nim w góry napewno cała wyprawa zakończyła się gorzkim rozczarowaniem.

http://m.autokult.pl/dsc01036-d6b7dcc8f63641bb05e49a5,0,920,0,0.jpgCzy to auto to jeden wielki zbiór wad? No nie do końca! Zawieszenie jest nie najgorsze, bardzo dobrze wyciszone wnętrze, przepiękna kierownica, która genialnie leży w dłoni, dobra widoczność, świetne hamulce, ale na tym koniec. Siedzenia są niewygodne, znalezienie optymalnej pozycji graniczy z cudem, z tyłu jest mało miejsca, bagażnik też jest za mały. No zwyczajnie jest mi przykro, bo naprawdę nie spodziewałem się, aż takiego bubla ze strony japońskiego potentata. Wiem jedno, muszę dorwać się do lepiej wyposażonej wersji, z lepszym silnikiem, ale nie zmieni to faktu, że w swojej ofercie Toyota ma auto, które ma masę wad i zupełnie nie nadąża za obecnymi trendami. To naprawdę nieprzyjemna przygoda, ogromne rozczarowanie i uwierzcie mi, z trudnem przenosiłem te wszystkie słowa na klawiaturę, bo zawsze wydawało mi się, że w całej klasie D, Avensis jest gdzieś po środku, jakby kompromis, stabilizacja, coś pewnego, a okazało się, że jest nawet o klasę niżej i muszę napisać słowa, na które jeszcze jakiś czas temu bym się nie odważył – wolę Skodę Octavię od Toyoty Avensis. Tym oto szokującym wyznaniem zakończę ten wpis.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Mocny, głośny i pazerny – Chevrolet Camaro

Mocne uderzenie na początek lutego! Samochód legenda, kolejny okaz zza oceanu, który przyspiesza bicie serca wielu fanów motoryzacji. V8 pod maską, 432 KM, silnik 6.2, czyli Chevrolet Camaro V.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/chevrolet-camaro-274377--e1b78a9.jpgWiele jest aut, które chętnie widziałbym u siebie pod domem, ale Camaro jest samochodem z nieco innej bajki. Kocham Mustanga, nigdy się tego nie wyrzeknę, ale jeśli postawi mi ktoś obok niego Camaro mam niepohamowaną ochotę wsiąść właśnie do niego. Robi wrażenie bardziej agresywnego, nieokiełznanego, jakby chciał powiedzieć – „Masz jakiś problem?”. Jeszcze bardziej niesamowite jest to, że można go kupić w cenie nowego Forda Mondeo i dużo taniej niż niedawno opisywane BMW Serii 3. Co prawda to nadal używane auto, ale jakie ono robi wrażenie, jak bardzo jest inne od tej całej masy, która porusza się po polskich drogach. Oczywiście nie jestem wariatem do szpiku kości, zdaję sobie sprawę, jakie niesie za sobą konsekwencje posiadanie takiego samochodu w naszych realiach. Spalanie, wysokie opłaty, problemy z serwisem, rozmiary, weźmy jeszcze pod uwagę, że to produkt General Motors, więc po dłuższym namyśle można dojść do wniosku, że łatwiej go ukraść, niż kupić.

http://m.autokult.pl/2016-chevrolet-camaro-17-a5b46d2,910,500,0,0.jpgDość tych dywagacji, skupmy się na samym wozie. Jest wielki, jak ciągnik siodłowy – 4,8 metra długości, 1,9 metra szerokości sprawia, że każdy, europejski odpowiednik sika w majtki, gdy widzi coś takiego w lusterku. Testowany model wcale nie był podstawową wersją, miał czym straszyć. 5,2 sekudny do setki czynią go zjadaczem autostrad, choć prędkość jest ograniczona do 250 km/h to można to przeboleć, u nas i tak nie można jeździć więcej, a na niemieckiej autostradzie wcale nie jest łatwo rozpędzic się do takiej prędkości. Jakby na  to nie spojrzeć to do osiągów nie można się przyczepić, w tej cenie Camaro wydaje się bezkonkurencyjne. Jak wnętrze? Choć wydaje się to nieprawdopodobne, ale jest jeszcze gorzej zrobione od Mustanga. Te plastiki są straszne, ale gdy już go odpalisz zapominasz dosłownie o wszystkim, nie mam słów, które opiszą ten dźwięk, rasowy, charakterystyczny, nie do podrobienia.

http://m.autokult.pl/2016-chevrolet-camaro-26-a1e795a,910,500,0,0.jpgJeżeli masz na składzie trochę gotówki, a wokół siebie sporo przestrzeni to szybko dojdziesz do wniosku, że Camaro to idealne auto do oczyszczenia świata z opon. 569 Nm momentu obrotowego robi swoje, niestety nie mogłem się nacieszyć tym momentem zbyt długo, zważywszy na to, że mieliśmy tylko dwa komplety, a mnie nie było stać na zakup kolejnego. To co Was zaskoczy – testowane Camaro miało manualną skrzynię biegów! To dopiero zabawa, choć znam ludzi, którzy uznaliby to za wadę, to nie martwi mnie to specjalnie, bo Ci sami ludzie przy oględzinach Camaro nie zwracaliby uwagi na silnik, brzmienie, stylistykę, o nie! Ich głowę zaprzątałby zupełnie inny problem – gdzie tu wpakować butle z gazem? Fakt, że samochód pali 26 litrów na 100 kilometrów, aż prowokuje do takich rozważań, ale no zlitujmy się, stać Cię na Camaro? To powinno Cię być stać na paliwo do niego. Wsadzić gaz do Camaro to jak oświadczyć się kuzynce, wygodne, bo ślub będzie tańszy, w końcu macie tą samą rodzinę, ale cały otaczający Cię świat będzie miał poważne wątpliwości co do Twojego zdrowia psychicznego.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/chevrolet-camaro-z-pakie-99708ee.jpgCzas ruszyć w trasę, która liczy ponad 80 kilometrów. Serce biło mi tak mocno, jakbym się zakochał, co w moim przypadku wydaje się bardzo dziwne, bo podobno ja nie mam serca. Silnik jest naprawdę głośny, tak bardzo, że udało nam się uruchomić alarm w Toyocie Yaris. w środku można sobie darować konwersacje, jeśli masz zamiar jechać tym autem tak jak rasowym muscle carem to nie łudź się, że będzie szansa na inteligentną rozmowę, to auto Ci na to nie pozwoli. Warczy na wszystko i na wszystkich, wgniata w fotel, a jeśli ciągniesz go na 5-6 tysięcy obrotów to przenosi drgania do środka. Czy to wada? Absolutnie nie! Dzięki temu czujesz się częścią tego samochodu, jakbyś miał się z nim zrosnąć i zostać na zawsze, szczerze? Nie miałbym nic przeciwko, co za wspaniały samochód. Mam gdzieś tą twardą kierownicę, niespasowane plastiki, nie przemawia do mnie nawet to, że nie będę go miał gdzie zaparkować, miałem ciarki na plecach przez całą podróż, a to największy komplement, jaki może ode mnie dostać samochód. Kilka godzin spędzonych z Chevroletem Camaro to zdecydowanie za mało, to auto nie można sobie wypożyczyć, czy pojeździć chwilę, to jest zwyczajnie niebezpieczne. Jak z paleniem papierosów, nie ma czegoś takiego, że zapalisz raz i potem nie chcesz do tego wrócić. Możesz się na siłę powstrzymywać, odurzać innymi zamiennikami nikotynowymi, ale to nigdy nie będzie to samo. Aby zaspokoić swój głód musisz kupić paczkę papierosów, tak samo jest z Camaro, aby zaspokoić głód motoryzacyjny musisz je mieć. Nieważne, że będziesz musiał sprzedać cały dobytek, żeby go zatankować, nieważne, że Twoja dziewczyna połamie paznokcie na plastikach wewnątrz, to nie ma żadnego znaczenia, ponieważ gdy już skończą się pieniądze na paliwo ją też będziesz musiał sprzedać i możliwe, że zrobisz to bez zawahania. Dlatego ten samochód jest po prostu niebezpieczny, bo zmusi Cię do tego, żebyś wyrzekł się wszystkiego w imię posiadania go na stałe. Nigdy nie myślałem, że znajdzie się wóz zza oceanu, który pokocham bardziej niż Mustanga, ale ten epizod z Camaro nie pozostawił mi żadnych złudzeń, to najlepszy amerykański samochód, jaki kiedykolwiek prowadziłem.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

BMW 316i F30, czy spodoba się każdemu?

BMW to marka, która budzi skrajne emocje. Dla jednych marzenie, samochód po prostu idealne, inni uważają go za przereklamowane i absurdalne. Najnowasza wersja BMW serii 3, czyli F30 nie odstaje od tego schematu, ale testowana wersja ma na pokładzie automatyczną skrzynię biegów, czy przekonuje do siebie nawet hejterów? Postanowiłem to sprawdzić.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/bmw-320d-luxury-f30-test-9931f99.jpgPierwsza sprawa 316i, jak sama nazwa wskazuje ma na pokładzie silnik 1.6, a jego moc to zawrotne 136 KM. Ponad 9 sekund do setki i 220 Nm momentu obrotowego to dość ubogi wynik, zważywszy na cenę 120 tysięcy złotych. Przecież za takie pieniądze mamy naprawdę dobrze wyposażone wersje takich samochodów, jak Ford Mondeo, Skoda Superb, czy nawet Audi A4. No, ale to przecież BMW, chcesz je to musisz płacić! Nie zerwali z tradycją, pod maską nadal mamy rzędowy silnik, napęd na tył również nie znika z pokładu bawarskiej limuzyny. Niby wszystko jest tak, jak zawsze, ale czasy się zmieniają, fani BMW to także grupa, która ciągle ewoluuje. Teraz coraz częściej pojawiają się w nim córki lekarzy, żony prawników oraz chłopcy, którzy bardziej od piwa cenią rurki w pstrokatych kolorach. Grupa biceps+ postanowiła przesiąść się na Audi, więc BMW staje się bardziej rozsądną opcją, jeśli chodzi o kwestie wizerunkowe. Ale zajmijmy się ważniejszymi kwestiami, czyli samym samochodem.

http://m.autokult.pl/bmw-f30-335d-xdrive-m-sp-f3c4631,910,500,0,0.jpgWyposażenie nie najgorsze, choć za tą cenę wolałbym mieć nawigację w standardzie, podgrzewane fotele również. W dodatku jakość wykonania wnętrza pozostawia wiele do życzenia, plastiki skrzypią i to okropnie, jak w Oplach z początku tej dekady. Cóż za hańba! Fotele wygodne, ale samo wnętrze jakoś nie przyciąga wzroku, jest po prostu przeciętne, nie czujesz się jak w samochodzie za 120 tysięcy złotych. Automatyczna skrzynia biegów w postaci joystick’a to dość nowatorskie rozwiązanie, BMW korzysta z niego już parę lat. W praktyce nawet się to sprawdza, przechodzenie między jednym trybem, a drugim jest łatwe, aż za bardzo, nawet nastolatek, który nigdy nie siedział za kierownicą to ogarnie. Gdy już znajdziesz pozycję za kierownicą, położysz kluczyk w takim miejscu, aby stacyjka była w stanie go odczytać i zdecydujesz się czy jechać na „D” czy „S” możesz ruszać.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/16217990331977278495-fb3bba249d7.jpgNie jest to szybki samochód, ani trochę, ale automatyczna skrzynia daje nam jasno do zrozumienia, że to prawdziwe BMW, bo zmiana biegów nie odbywa się, jak w każdym automacie. Pedał gazu jest bardzo czuły, jedno zbyt mocne naciśnięcie i z eco drivingu nici, bo zaczyna nam się kręcić do 3-4 tysięcy obrotów. Nie wiem, co za szaleniec programował tą skrzynię, ale w mieście to istny koszmar. Wyczucie 316i w automacie zajmuje trochę czasu, ale szybko dochodzi się do wniosku, że ten samochód nie uznaje kompromisów. Albo jedziesz jak totalny muł, muskając lekko gaz i zmieniając biegi przy 2-2,5 tys. obrotów, albo poruszasz się jak kompletny wariat. 7 biegowa skrzynia sama nie może się zdecydować, na którym biegu chce jechać, ale można jej pomóc, włączamy tryb manualnego przełączania biegów, góra, dół i sami decydujemy na jakim biegu jedziemy.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/clipboard01-616x332-e3b3768d440a.jpgO ile może to pozornie sprawiać frajdę to zarówno na autostradzie, jak i w mieście jest to totalnie bezużyteczna opcja przy tym silniku, bo zwyczajnie jest za słaby. Przecież nie po to mamy automat, żeby sami zmieniać biegi w mieście prawda? Co dało się zauważyć od razu, auto jest bardziej komfortowe od poprzednich serii 3, więc już mamy odpowiedź, dlaczego grupa ludzi kupująca BMW tak bardzo się zmieniła. Dla starych fanów marki to auto będzie za miękkie, a jak dla mnie i tak komfort jazdy nie jest na poziomie innych aut tej klasy. Niby fajne brzmienie silnika, ale nie chcę go słyszeć za każdym razem, gdy ruszam na światłach, niby wygląda nieźle, ma fajne kształty, ale gdy przyjdzie Ci siedzieć na tylnej kanapie to rozmiary BMW F30 będą dla Ciebie absurdalne. Bo z zewnątrz to auto wcale małe nie jest, a w środku jest po prostu za ciasno. Jeśli masz ponad 1,9 metra to życzę Ci powodzenia w szukaniu wygodnej pozycji na tylnej kanapie.

http://i63.tinypic.com/w2f7du.jpgBagażnik też jest za mały, to zaledwie 480 litrów, więc zapomnij, że pojedziesz tym na weekend w cztery osoby, a jeśli na pokładzie są kobiety to muszą jechać we dwie, bo do bagażnika zmieści się co najwyżej 1/3 tego co mogą zabrać, reszta będzie leżała na tylnych siedzeniach. Można też kupić drugie auto, z właściwymi rozmiarami bagażnika i kierowcą, aby woził za nami bagaże, to oczywiście kosztowna opcja, ale przecież ulubione słowo bawarskiego koncernu. Sama jazda jest fajna, gdy masz przed sobą 200-300 kilometrów autostrady, ale poruszanie się po mieście jest męczące. Jeździłem tak dłuższy czas, najpierw po autostradzie, potem po mieście, parkowałem, ale nie znalazłem racjonalnego powodu, aby kupić takie auto. To po prostu istne szaleństwo, albo nawet głupota. Gorzej wyposażone, mniejsze, słabsze, bardziej tandetne i dużo droższe od konkurencji, a i tak nadal znajdą się tacy, którzy je kupią, a robią to ze względu na historię, którą reprezentuje znaczek na masce. Historię, którą tego typu modele po prostu plugawią.

 

Źródło zdjęć: http://autokult.pl

Walka w klasie B – Ibiza wchodzi na ring!

Ostatnio jeżdżę na potęgę segmentem B. To dobrze, bo mam coraz lepszy ogląd tej klasy i mogę porównać każde z nich bezpośrednio. Ostatnio była mowa o Micrze, która bardzo zaskakuje, dzisiaj czas na jej konkurenta – Seata Ibizę.

https://i.wpimg.pl/641x360/m.autokult.pl/125-356c7ed2f41f81d89513a90a239c.jpgPojawiła się w 2008 roku i od tego czasu w niezmiennej formie jest dostępna w salonie. Drobne poprawki stylistyczne miały miejsce, a w efekcie mamy naprawdę bardzo ładny, mały samochodzik. Wystarczy spojrzeć na nią z boku, aby widzieć, że po prostu ma charakter, te przetłoczenia, światła z przodu, maska, ale fajnie się na nią patrzy. Zaryzykuję stwierdzenie, że jest najładniejsza w swojej klasie, a przecież to konkurent dla Alfy Romeo Mito! Testowany model ma pod maską 3 cylindrowy silnik, 1.0 MPi o mocy 75KM. Brzmi zabawnie, taki mini silnik, który nie za dużo może nam zaoferować na drodze szybkiego ruchu. Każdy kto tak pomyślał czytając dane techniczne nie ma bladego pojęcia w jak wielkim błędzie jest. Aby zrozumieć o co mi chodzi trzeba się nią po prostu przejechać. Ibiza nie waży nawet tony, więc ta moc jej wystarczy.

http://m.autokult.pl/seat-ibiza-2013-9-278611-17a67af,910,500,0,0.jpgOdpalasz, ruszasz i doznajesz szoku, bo Seat rusza z miejsca, jak szalony, zachowuje się trochę jak szczeniak z ADHD, a do tego ten 3 cylindrowy silnik brzmi bardziej rasowo niż 150 konny Renault Talisman. Jak on pięknie warczy, jak on chętnie zjada inne auta to po prostu niesamowite! Jakby tego nie ująć po prostu mnie zatkało, co zdarza się bardzo rzadko. W mieście jest, jak mały bolid, który przeciśnie się między zawalidrogami na lewym i prawym pasie, jakby to były pachołki. Nie jest tak zwrotna, jak Micra, tego nie mogę powiedzieć. Układ kierowniczy mógłby być dokładniejszy, ale ten na pokładzie Seata nie jest najgorszy, a podczas innych manewrów typu zawracanie, parkowanie bardzo nam pomaga. Samochód jest mały, więc to wszystko jest dużo prostsze, w dodatku ma w miarę regularne kształty, więc nie są mu straszne galerie handlowe w weekend. Czy łatwe parkowanie przypłacimy ciasnotą wewnątrz?

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/seat-ibiza-fr-test-autok-a258bf5.jpgAbsolutnie nie! Ibiza ma znacznie więcej miejsca niż testowana Micra, w dodatku jest dużo wygodniejsza. Skrzynia biegów – mistrzostwo świata, co prawda aby uzyskać spalanie na poziomie producenta będziecie musieli nią często wachlować, ale nawet zmiana biegów w tym małym aucie jest przyjemna. Ibiza to taki miejski gokart, ale znacznie wygodniejszy i lepiej wyposażony. A no właśnie! Wnętrze Ibizy to już inna para kaloszy niż u konkurencji. Mamy tu sterowanie radiem z kierownicy, bluetooth, klimatyzację, ale także dotykowy ekran, dzięki czemu wszystko obsługuje się dużo łatwiej. W dodatku wszystkie te elementy mają czerwone podświetlenie, które po zmroku wygląda genialnie. Ogólnie muszę powiedzieć, że wnętrze jest po prostu dobrze zrobione, przyjemnie się na to patrzy, niby to plastiki w tych samych kolorach co Skoda, czy Volkswagen, ale takie detale jak czerwone podświetlenie, kształt kierownicy z posrebrzaną wstawką (która genialnie leży w dłoni), czy właśnie ekran dotykowy sprawiają, że czujesz się w tym aucie dobrze, jakby był klasę wyżej, choć powiem szczerze, że nawet jej większa siostra – Octavia, czy Rapid nie są tak dobrze zrobione w środku, jak Ibiza.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/2012-seat-ibiza-12-0227c4f6d57fd.jpgJeżdżę i jeżdżę, a ta jazda zwyczajnie mnie cieszy, zupełnie jakbym wsiadł w jakiegoś, starego hothatcha. Warczy, rusza z miejsca, jak szalona, ma dobre wnętrze, świetną pozycję za kierownicą i sporo miejsca. Gdy pisałem o Micrze jasno określiłem, że już niedługo dowiecie się, kto w tej klasie jest lepszy. I tak oto Panie i Panowie – lider w swojej klasie Seat Ibiza, zmiata konkurencję. Ale czy aby na pewno? Nie no ma parę wad – pierwsza sprawa to cena, a te zaczynają się od 44800 złotych, a to bardzo dużo, jak za tą klasę. Kolejna sprawa to spalanie, bo trzeba się napocić, żeby spalić w mieście około 6 litrów na 100 km, a realne spalanie to 7-8 litrów, a to już bardzo dużo w tej klasie. Jeżeli chcesz się sprawnie dostać z jednego punktu do drugiego, w zatłoczonym mieście jest idealna, ale zapłacisz za to wyższy rachunek na stacji benzynowej. Lakier jest nietrwały, zaraz na nim wszystko widać, nie podobają mi się czarne lusterka, powinny być w kolorze nadwozia, no i w całym moim zachwycie nad stylistyką światła z tyłu są zdecydowanie za małe, jakoś tak średnio pasują do tej klapy. Ale mimo tego spalania, wysokiej ceny i kilku mankamentów to właśnie to auto w klasie B kupiłbym dla siebie, jest tak dobre.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl