Alternatywa dla Volkswagena dla dziewczyny

Po długiej przewie przybyłem z nową porcją kilku, tysięcy znaków, niedorzecznych porównań i irytujących dla niektórych właścicieli opinii. Dziękuję za każdego maila od Was, motywowały mnie do intensywniejszej pracy. I tak oto zaczniemy dzisiaj od Aleksandry, która napisała następującego maila:

Trafiłam na Twój blog szukając informacji o tym, jaki samochód ma być ten pierwszy. Zaraz będę zadać prawko i powoli się rozglądam. Zakładam, że rodzice mnie dofinansują, więc budżet określam tak 5-10tyś. Na pierwszy samochód chcę coś małego (parkowanie w moim mieście to tragedia) z małym spalaniem, koniecznie w automacie. Jednocześnie, jak to kobieta, chciałabym żeby był przyjemny dla oka, oryginalny :P Wiadomo, że wygląd nie jest ważniejszy od funkcjonalności. Wpadł mi w oko VW New Beetle, uroczy szkrab. (…) Nie może być za duże, ale musi mieć min. 4 siedzenia, bo mam siostry, które będę wozić do szkoły, raczej nie chciałabym cabrioleta. Mój ojciec zdecydowanie upiera się przy VW. A Ty, mógłbyś coś polecić :)?

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/citroen-c1-r44-496x372-84c071078.jpgObawiam się jednak, że ze względu na przedostatnie zdanie, nie będzie to taka trywialna sprawa. Może się spotkać z argumentem, że skoro rodzice dokładają do samochodu to oni go wybiorą, lecz dzisiaj postaram się aby propozycja ode mnie spodobała się zarówno Tobie, jak i Twojemu tacie. I wybacz, ale pominę jedną dość istotną zasadę, jaką narzuciłaś, czyli auto w automacie. Na pierwszy samochód lepszy jest manual, głównie dlatego, że najwięcej uczysz się podczas pierwszych 10-15 tysięcy kilometrów, a przy automacie to będzie mało efektywna lekcja. Nie idź tą drogą! Z drugiej strony proponowane pojazdy są dostępne w automacie, ale mogą nie zmieścić się w budżecie. Tak więc, zacznę od małego samochodu, który co ciekawe pochodzi z Francji! Mowa tu mianowicie o Citroenie C1, o którym pisałem już jakiś czas temu. Bliźniak Peugeota 107 i Toyoty Aygo jak najbardziej mieści się w Twoim przedziale cenowym, będzie to najświeższy ze wszystkich samochodów, jakie dzisiaj przedstawię, bo do 10 tysięcy złotych możesz kupić 6-7 letnie C1. Jest małe, bardzo dobrze się nim parkuje, w środku jest wystarczająco miejsca dla dwóch osób, jeśli będziesz podróżować z kimś na tylnym siedzeniu to nie będzie może najlepsze doświadczenia dla tych osób, ale są auta jeszcze mniejsze, ewentualnie rozglądnij się za wersją 5 drzwiową.

http://media.autokult.pl/0f4ab1095f0598e47e6dc9a6381c7876,800,600,0,0.jpgCitroeny słyną ze skomplikowanej elektroniki, na szczęście C1 prawie w ogóle jej nie posiada, w dodatku jak wspominałem w swoim wpisie o tym samochodzie, cegiełkę do tego projektu przyłożyła Toyota, a to już duży plus. Wersja z silnikiem 1.0 pali mniej niż labrador, silnik jest kulturalny, w mieście radzi sobie znakomicie. Jego minusy to oczywiście jakość wykończeń, ponieważ to auto klasy A, więc dosyć tanie, nie będą to plastiki najwyższej jakości, ale bronią się przed Fiatem, który łamie paznokcie po każdym dotknięciu kokpitu. Kolejny minus to słabe wyposażenie, w którym prawdopodobnie znajdziesz radio CD, poduszkę powietrzną i kierownicę gratis, ale myślę, że przy pierwszym samochodzie nie musisz mieć w standardzie dwustrefowej klimy, full elektryki, głównie dlatego, że to elementy, które również będą wymagały serwisu i powiększą koszty utrzymania pojazdu. Citroen C1 idealnie wpasowuje się w Twój schemat, stylistycznie moim zdaniem bardzo pasuje do kobiety.

http://media.autokult.pl/342db648322a349e1f613cf9eed58c8b,400,300,0,0.jpgJeśli chodzi o Volkswagena New Beetle moja opinia jest dość powierzchowna, bo miałem styczność z tym samochodem tylko raz. Oczywiście masz 100% rację, że to uroczy samochodu, a pod tą zasłonką ukrywa się Golf, więc wydaje się, że Twój tata nie powinien mieć nic przeciwko. Ja jednak chcę zauważyć, że to dużo większy samochód, dosyć niewygodny w parkowaniu ze względu na kształt, w dodatku będzie więcej palił. Nie radzę pakować się na pierwsze auto w silnik diesla, chyba że dojeżdżasz dziennie 50 kilometrów do szkoły. Najbardziej rozsądną opcją byłby silnik 1.6 choć i tak ubezpieczenie będzie znacznie wyższe niż w przypadku C1, spalanie również. Z drugiej strony, auto będzie ciekawsze, lepiej wyposażone no i dużo starsze, coś za coś. Gdy mam styczność z ekstremistą Volkswagenów na myśl zawsze przychodzi mi marka z ich koncernu, czyli Seat. Dużo ciekawsza stylistycznie opcja, z tymi samymi rozwiązaniami. I gdy kończyłem zdanie o New Beetle, wpadł mi do głowy Seat Leon, a zaraz potem Ibiza.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/seat-ibiza-1-616x452-f415dfbe34e.jpgGłównie dlatego, że Ibiza jest mniejsza, będzie dużo świeższa i przy dobrych lotach dostaniesz dobrze wyposażony model. W grę wchodzi ekonomiczny 1.2 12V lub ewentualnie nieco żwawszy 1.4. Są tacy, którzy powiedzą wprost, że auto trochę ginie w tłumie, ale moim zdaniem to jedno z ładniejszych aut tego segmentu. Jest dość odważne, lecz wewnątrz nadal widać mocne wpływy Volkswagena, tu mnie nie urzeka zupełnie, jest zbyt ponury. Ale to Ty będziesz tym jeździć, więc jeśli już dojdzie do zakupu Seata, zawsze możesz dodać trochę własnej inwencji wewnątrz pojazdu. To dobry konkurent dla C1, bo mimo iż to pojazd dużo starszy będzie zbliżony kosztami utrzymania i spalaniem. Na ładniejszego brata Volkswagena Polo będzie Ci też łatwiej namówić tatę. Na koniec rywalizacji dorzucę Smarta Forfour, którego bardzo lubię.

http://m.autokult.pl/smart-forfour-brabus-cli-e5a1687,630,0,0,0.jpgJest zupełnie inny stylistycznie, w środku ma dużo miejsca, na pewno najbardziej wyróżnia się z tłumu. To z dzisiejszych aut dość szalona propozycja, bo w kwestii napraw będzie najdroższy ze wszystkich, dzisiejszym propozycji. Nadrabia nowoczesnością i świetlnym wyposażeniem, nawet w wersji 1.1, no i to wnętrze to czysta, kolorystyczna rewolucja. Nie będzie palił zbyt dużo, no i nie zapominajmy, że właścicielem Smarta jest koncern Mercedes-Benz, a to również duży atut. Wersja 1.1 o mocy 75 KM jest najbardziej optymalnym wyborem, a w tej cenie będzie na pewno lepiej utrzymana niż jego mocniejsze odpowiedniki. I to jest właśnie mój Joker w tej talii, auto które ja bym wybrał gdybym był kobietą. dodam, że modelem pokrewnym jest Mitsubishi Colt IV, a trochę japońszczyzny przy małym, miejskim aucie to atut, który trudno podważyć. Jeśli Twój tata przeczyta ten wpis mam nadzieję, że na dobre wyprowadzimy go z ciemnego, ponurego i nudnego świata Volkswagena, bo dla młodej osoby utknąć w Volkswagenie, na początku swojej przygody z motoryzacją to z całym szacunkiem istne piekło. Wybacz mi, że pominąłem kwestie automatycznej skrzyni biegów, ale z racji, że jestem uparty uważam, że to naprawdę zły wybór, jeśli chodzi o pierwszy samochód. Będę Cię zachęcał do polubienia manualnej skrzyni biegów. Dodam jeszcze na swoje wytłumaczenie, że w tej cenie samochody w automacie będą dużo starsze i bardziej zużyte (zwyczajnie bardzo ciężko znaleźć cokolwiek poza Smartem Fortwo, co jest warte uwagi). Życzę powodzenia na egzaminie i w szukaniu samochodu, mam nadzieję, że chociaż trochę pomogłem!

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Krótka relacja motoryzacyjna z Niemiec

Jak już wspominałem spędziłem kilka dni w Niemczech. Oczywiście nie obyło się bez obserwacji motoryzacyjnych z mojej strony. Wiele osób spodziewa się po tym kraju wspaniałych samochodów, BMW poganiających Mercedesy, lecz wcale tak nie jest. Wuppertal (bo to w tym mieści gościłem) za to jest bardzo mało ekonomicznym miastem.

http://i61.tinypic.com/imjm8n.jpg
Zacznijmy od samochodów, najfajniejsze auto jakie widziałem? Bez wątpienia to, które najpierw usłyszałem, a potem zobaczyłem. Mercedes GT, którego ryk przetoczył się między bliźniaczymi domkami był w pięknym czarnym lakierze i na żywo wydaje się znacznie większy niż na zdjęciach. Pewnie minie trochę czasu zanim zobaczę go na polskich drogach. Jednym z rodzynków były stare Land Rovery Defendery, których w jednym miejscu był prawie pełen plac. A jakie było auto, które spotykałem najczęściej? No zastanówcie się przez chwilę, może to nic nadzwyczajnego, ale dla mnie była to nowość. Gdybym szukał odpowiedzi (tak jak Wy teraz) na to pytanie, na pewno nie wpadłbym od razu na ten model, chyba bym nawet o nim nie pomyślał. http://i60.tinypic.com/2qwzz2w.jpgA jest to – Smart ForTwo. Były dosłownie wszędzie, nowe, stare, należące do ludzi w średnim wieku, kobiet z zakupami, ludzi starszych itd. Ale w sumie nie ma się im co dziwić, spójrzcie tylko jak wyglądają drogi w Wuppertalu. Dosłownie wszędzie są górki i to nie są takie byle jakie wzniesienia, są dosyć strome, a spalanie wzrasta na nich o co najmniej 30%. Nie trudno było znaleźć odpowiedź, dlaczego tyle Smartów tam jeździ. Oczywiście poza Smartami sporo Volkswagenów, co jest w miarę naturalne, ale nie tylko, bo tak jak i u nas, tak i w Niemczech uznaniem cieszą się koreańskie samochody, KIA Cee’d, Hyundai’e itp. A co z manierami na drodze? Nie ma takich sytuacji jak u nas, wymuszanie pierwszeństwa nie zdarza się prawie w ogóle. http://i58.tinypic.com/np5cuq.jpgLudzie nie mają problemu z wpuszczeniem Cię z drogi podporządkowanej, klaksony słyszy się bardzo rzadko, a mi osobiście nie udało się zaobserwować żadnego wariata drogowego, poza panem policjantem, który bez sygnałów wtargnął motorem na chodnik. Brak miejsc parkingowych to chyba jeden z poważniejszych problemów tego miasta, a szukanie miejsca dla siebie jest dosyć męczące, gdy nie posiadasz Smarta. Ale ogólnie wrażenia są bardzo pozytywne, chętnie przejechałbym się tam własnym samochodem i tak planuję zrobić jeszcze w tym roku, tym bardziej, że z Wuppertalu do Francji jest jakieś 200-300 kilometrów, czyli mniejsze wyzwanie niż jakby jechać prosto z Polski. W dodatku dosyć blisko jest do innym krajów, które graniczą z Niemcami, jak chociażby Holandia, czy Belgia. Jako, że moją najdalszą wyprawą poza granice Polski były Czechy, to po jednej wizycie w Niemczech mam ochotę na więcej. Mam nadzieję, że jeszcze w tym roku się uda.

Małe dziwadło z Niemiec

Smart jest taką marką, z której jedni szydzą, a inni czczą za chociażby unikalność, czy niskie spalanie. Ja zawsze twierdziłem, że to świetna propozycja jako drugie auto w rodzinie, a ten oto twór z 2003 roku jest zaskakujący i nadaje się do tego idealnie, a dlaczego? Zaraz się dowiecie. 

Smart Roadster, bo taką nazwę nosi to małe coś, wygląda kosmicznie. Ale to dobrze, bo czemu mamy ciągle oglądać to samo na drodze. Jego wymiary: 3,4 m długości, 1.6 m szerokości i 1.2 m wysokości sprawia, że często klasyfikuje się go z segmentem A. Choć moim zdaniem segment tego auta nazywa się Smart. A to dlatego, że żaden producent nie robi takich aut jak oni. Roadster ma pod maską silnik 698 i niech Was to nie śmieszy, bo autko w najsłabszej wersji waży 790 kilogramów, tak więc taki mały silniczek, który wyciąga moc 61 KM i tak pojedzie szybciej niż nie jeden droższy samochód. Oczywiste jest, że 15,5 sekundy do setki może być nie wystarczająco, dlatego Mercedes wprowadził też mocniejszy silnik o tej samej pojemności, którego moc to 82 KM. Wersja specjalna, której autorem jest studio Brabus ma moc 101 KM i przyspiesza do setki poniżej 10 sekund. Te osiągi mogą nie zadowalać fanów moto sportu, ale ludzi którzy chcą mieć auto bez dachu, które nie urwie im głowy i będzie idealny na przejażdżkę we dwoje poza miasto jest strzałem w dziesiątkę. Gdy dodam do tego, spalanie poniżej 5 litrów na 100 kilometrów Smart Roadster staje się dosyć atrakcyjny. 

A przez swój kształt, silnik i cenę można z powodzeniem rzec, że nie miał konkurentów na rynku. Jednak stylistyka wywołuje tak bardzo mieszane uczucia, że nie zrobił furory, produkowano go tylko 2 lata. Może zostanę uznany za kompletnego świra, ale mi ten samochód się podoba. Wyobraźcie sobie letnie po południe w korku w mieście, wszyscy klną zużywają po 12 litrów na setkę bo klima, silnik ciepły itd. a Ty otwierasz dach i czekasz spokojnie, bezstresowo aż się coś ruszy, bo Twoje auto pali, tyle co nic. Fajnie nie? Dodając, że nie było aż tak popularne, jesteś właścicielem dosyć unikalnego samochodu, więc możesz się nim z powodzeniem pochwalić. Co więcej, Smart Roadster ma napęd na tył, więc ambicji nikt mu nie odmówi, mimo silnika mniejszego niż w Seicento. Swoją ekonomiczność zawdzięcza też skrzyni biegów, która jest półautomatyczna i 6 stopniowa! Zbierając to wszystko do kupy, drapiąc się po brodzie, po prostu nie można powiedzieć, że to auto to bezużyteczny i nikomu niepotrzebny epizod motoryzacyjny. No i pojawia się klasyczne ale. Jeśli zachwyciłeś się w jakimś stopniu tym autem, przygotuj gruby plik banknotów, bo nie będzie tanio. Ceny za model w miarę dobrym stanie zaczynają się od 15 tysięcy złotych. 

Za to dostajemy w wyposażeniu elektryczne szyby, ABS, centralny zamek, auto alarm i to jest podstawowa wersja, kolejne mają już skórę, klimatyzację, nawigację. Więc nie jest to taka szara myszka za duże pieniądze. Jednak czy warto na niego aż tyle wydać? Ciężka sprawa i powiem Wam, że sam nie jestem w stanie na to pytanie odpowiedzieć. Za to powiem Wam co się może tu zepsuć. Jak to w autach ze składanym dachem, prędzej czy później ten dach się rozszczelni, a w przypadku Roadstera przez takie rozszczelnienie może dojść do awarii oświetlenia. Często wyskakują błędy z komputera, kluczyk może się rozkodować, Ogólnie elektryka i elektronika w Smarcie ma swoje humory, czego efektem może być nawet przegrzanie, bo czujnik temperatury ma tendencje do zasypiania. A serwis? Nie łudźcie się, nie będzie tani, bo części dostaniecie tylko w ASO. 

A więc jak go podsumować? Małe, ciekawe, zwinne, ekonomiczne, czy może kosmiczne, absurdalnie drogie w zakupie i utrzymaniu? Wszystko zależy od tego kto go kupuje, bo jeśli  wpadłbyś na to aby Roadstera kupić zamiast Mazdy MX-5 (w co nie wierzę, chyba że jesteś testerem leków na kaszel), albo masz zamiar jeździć tylko tym autem, to rzeczywiście można mu przypiąć drugą wersję epitetów. Ale jeśli szukasz małego roadstera, który jest żywy jak młody szczeniak, będzie na tyle unikalny, aby nie jeździła nim co druga 19 letnia córka bogatego snoba, a do tego spali Ci mniej niż 5 litrów, to bierz Roadstera. I wiecie co? Wolę go od każdego kompakta w wersji cabrio, który kosztuje tyle samo, bo wiem, że nikt nie robił go żeby zapełnić lukę w ofertówce. Dziękuję za uwagę.

Jedno z najmniejszych aut na rynku!

Hello&Welcome! Dzisiaj przyjrzymy się propozycji z przedziału małych samochodów, idealny na drugi w rodzinie. Na rynku wtórnym mamy tego sporo, ale poświęcę uwagę temu najbardziej charakterystycznemu, w benzynie w żyłach dzisiaj: mały, niepozorny – Smart ForTwo!

Nigdy nie zdołałem doczytać i cały czas nurtuje mnie pytanie kto wpadł na taki pomysł? Tak wiem, produkuje go koncern Mercedes-Benz, ale ciekawe co ich podkusiło pewnego dnia, że doszło do stworzenia Smarta? Jeśli macie jakiś ciekawy artykuł wrzućcie w komentarz. Co do samego auta, zadebiutowało w 1997 roku. Jak już wspomniałem świetna propozycja, jako drugie auto w rodzinie. Trzeba gdzieś wyskoczyć na miasto na szybko, małe zakupy, coś załatwić w centrum – to bardzo dobra propozycja. Mało pali, wszędzie się wciśnie i wygodny w prowadzeniu. Właściwie, to wiele tam nie trzeba robić, bo Smarty mają automat. Utarło się stwierdzenie, że Smart – strefa zgniotu kończy się na tylnych światłach. Nic bardziej mylnego. 3 gwiazki w Euro NCAP + filmik z samego testu zderzeniowego:

I co zdziwieni? Seicento to śmiertelna pułapka w porównaniu ze Smartem. Owszem odpadł mu przód, ale patrzcie na samą konstrukcje – drzwi, szyba to wszystko jest w całości! Niesamowite, że to małe autko tak dobrze poradziło sobie ze ścianą. Jeden mit obalony, jedziemy dalej. 

Jeśli słyszę od kogoś, że w tym jest ciasno, to już wiem, że nigdy w tym aucie nie siedział. Auto nie bez powodu przeznaczone dla dwóch osób. Miejsca jest mnóstwo, dla kierowcy, pasażera, nad głową, auto ma 1,5metra wysokości więc tyle co Shakira. Co więcej, powiem Wam, że w Swifcie z przodu jest mniej miejsca niż w Smarcie. Nie będę mówił o bagażniku, bo po prostu go nie ma, z drugiej strony 150 litrów spokojnie wystarczy na torby z zakupami. Dodajmy do tego kilka zmyślnych schowków i mamy samochód, na który naprawdę ciężko narzekać, jeśli poruszamy się tylko po mieście. Przejdźmy do silnika: 0.6 45KM wystarczający do jazdy w mieście. Podkreślam to słowo, bo do setki trwa to prawie 20 sekund, deklarowana prędkość maksymalna to 135km/h ale brzmi to jak legenda. Co innego mocniejszy silnik: 698 cm³, w zależności od wersji ma moc 50-61KM, nieco więcej i fajniej to się zbiera. Miałem przyjemność jeździć tym 61KM i tym podstawowym, różnica była spora, mimo automatycznej skrzyni. W dodatku, gdy zapakujemy dwie osoby, okaże się, że mocniejsza wersja jest też nieco ekonomiczniejsza. Co do spalania, zdarza się nawet poniżej 4 litrów na setkę i tym Smart bije nawet Seicenta na gaz. Wszystkie silniki są trzycylindrowe, a wersja diesel, której nie prowadziłem, 0.8 CDI, podobno potrafi spalić mniej niż 3 litry / 100 km. Nie wiem ile w tym prawdy, ale brzmi to fantastycznie. 

No i jeszcze była wersja specjalna Brabus, której nawet na oczy nie widziałem, ale jej zdjęcie możecie podziwiać obok.Ma ten sam silnik 698 cm³, ale doładowany o mocy 75KM, przecież to potwór! No i kwestia stylistyki, rości sobie pretensje do bycia przystojnym maluchem. No i na pewno bije stylistycznie takie wozidełka jak Seicento, Kia Picanto, czy Spark, ale ciężko go nawet z nimi porównywać, bo to przecież dwuosobówka, dla wygodnickich, których stać na drugie auto, a tym co wymieniłem wcześniej jeżdżą wszyscy od studentów, po rodziny z dzieckiem. Przy Smarcie musimy też wziąć pod uwagę to, że gdy był nowy kosztował 10 tysięcy więcej niż Seicento. Teraz też trzyma cene i nie polecam modeli za 4-5 tysięcy, bo nic z nich już pewnie nie będzie. Ten, którym jeździłem wyjściowo kosztował 7500zł, ale w związku z tym, że to nie łatwe do sprzedania auto, właściciel komisu, był w stanie zejść, po dłuższej rozmowie do 6800. Za tą kasę dostajecie 14 letnie auto, które spala mniej niż koń, tanie w ubezpieczeniu i bardzo przyjazne w prowadzeniu. Czas na standardowy zwrot akcji pod tytułem ALE. Serwis tego samochodu to jakaś kompletna pomyłka, części są drogie i choć wydaje się, że jest to tak małe, że naprawa będzie tania – nic bardziej mylnego. 

Zadzwoniłem dzisiaj do kilku serwisów samochodowych pytając o cenę wymiany tłumika, prosty zabieg, części mam. Specjalnie zadzwoniłem do kilku miast i tak: Warszawa: 120zł, Kraków: 100zł, Szczecin: 100zł, Białystok: 50zł, Zielona Góra: 90zł! Skąd oni biorą te ceny?! Białystok w miarę normalnie, ale jaki to jest dla Was drodzy mechanicy poziom trudności? Ciekawi mnie jak pozostałe podzespoły. Pewnie by się ktoś usprawiedliwiał, że ciasno itd, ale przód można bardzo szybko i łatwo zdemontować. Smart nawet się tym chwalił, że zewnętrzne elementy nadwozia tzw. panele można wymieniać i do woli przebierać w kolorach. Genialna sprawa…. yyy nie? Po co mam zmieniać kolor auta, a to w nocy pojadę czarnym, a w dzień żółtym, a jak będą święta to na czerwono. Dla mnie to głupi pomysł, ale może komuś się podoba. 

Reasumując – Smart to dobra propozycja, ale na drugie auto, nie wyobrażam sobie posiadać go, jako jedyne auto, może też dlatego, że ja ogólnie nie lubię małych aut. Jednak Smart w swej miniaturowości, prostocie oraz uwaga przyjemnym pomrukiwaniu silnika, jest po prostu uroczy. Jak króliczek miniaturka ze sklepu zoologicznego. Nie kupujesz go jako zwierze hodowlane, bo się do tego nie nadaje, ale ma swoją małą klateczkę i czasem go z niej wyciągasz, żeby się pobawić, a potem masz uśmiech na twarzy przez resztę dnia. I wiecie co? Taki właśnie jest Smart w naszej, szarej rzeczywistości!

Ciekawy samochód tańszy niż używane Mondeo..

Wczoraj zainspirował mnie rozmową kolega Bartosz, którego z tego miejsca pozdrawiam do napisania dzisiejszej notki. Pomyślmy dzisiaj o takiej kwocie 10000złotych. Fajnie wydać sobie tyle na samochód, ale gdy przeglądam portale aukcyjne decyzja może być jeszcze trudniejsza niż w przypadku aut za połowę lub 1/4 tej ceny. No nie żartuję! Ponieważ samochodów jest od groma, postaram się wyjść poza schematy, olać wszystkie krążowniki, które wybrałby rozsądek. Mamy w tej cenie fajnie wyposażone Octavie, Mondeo czy Passata, ale dzisiaj szukamy czegoś nietuzinkowego i tak oto opiszę kilka aut w tej kwocie, które miałem przyjemność prowadzić zapraszam!

Masz do wydania 10 tysięcy? Musisz rozważyć chociaż ten samochód, choć pewnie w ogóle nie wpadł Ci do głowy. Zaczniemy od auta w stylu bardzo retro. To Chrysler PT Cruiser, propozycja zza oceanu. Auto zdobyło dosyć dużą popularność w Europie, przede wszystkim dlatego, że w odróżnieniu od większości amerykańskich krążowników nie ma 4 metrów szerokości. Oprócz tego ciekawostką jest, że auto było produkowane w Austrii. Za takie pieniądze mamy ich do wyboru do koloru. Auto na pewno nietuzinkowe, inne niż wszystkie. Wcale nie jest takie małe! W środku jest bardzo dużo miejsca, a ponieważ amerykanie za najważniejsze zawsze stawiali wyposażenie, w PT Cruiserze za 10 tysięcy złotych dostaniecie wszystkie standardy auta z XXI wieku. Klimatyzacja, podłokietniki, skóra, poduszki, full elektryka itd. Co do wnętrza. Też jest w miarę retro. 

Najbardziej śmieszy mnie lewarek zmiany biegów i kierownica. Auta są dostępne z różnymi silnikami, ja jechałem wersją 2.4 152KM. Oj daje radę z tym samochodem i choć na autostradzie mogłoby to wyglądać co najmniej dziwnie, to europejskie auta wyprzedza bez najmniejszych problemów mimo iż jego przeznaczenie jest zupełnie inne. Tym autem masz się po prostu wygodnie przemieszczać. I dobrze! Skrzynia automatyczna albo manualna wybór w tym dowolny, ale u Amerykanów jest charakterystyczny automat i to te auta przeważają na rynku. Wygląda nietuzinkowo, mieści się w kwocie, jest dosyć dynamiczny, przestronny w środku. Niby same plusy, ale tylko na pozór. Auto nowe nie było wcale takie drogie, a miało dobrze wyposażenie. Odbiło się to na jakości wykonania i tak oto plastiki są niespasowane, przy prędkości 120km/h słychać było schowek jak lata to nie żart! Ich wykonanie też pozostawia wiele do życzenia. Jakby je zrobiono z pudełek pod tic tacach. No i powiem wam, że serwisowanie Chryslera w Polsce może być problematyczne. Ale wbrew wszystkiemu to dobry ciekawy samochód za taką kasę. Przejdźmy dalej. 

Kolejną propozycją będzie auto mojego szwagra i siostry. Dokonali śmiałego i moim zdaniem dobrego wyboru kupując auto w tej cenie. Nie kupili Octavii, rodzinnej Zafiry czy Passata. Poszli na coś ciekawszego, a co raz się żyje, i dobrze! Land Rover Freelander, propozycja Brytyjczyków. Jeden z najpopularniejszych SUVów lat 90 na naszym rynku. W tej cenie najwięcej jest wersji 3 drzwiowych, ale taką większą też idzie znaleźć. Diesle, benzyniaki do wyboru do koloru. Większość tych aut w tej kasie pierwotnie miało kierownicę po drugiej stronie, dlatego trzeba się liczyć z jakimiś niedoróbkami i niektóre elementy elektryczne po prostu mogą nie działać. Ale weźmy na tapetę wersję, którą jechałem. Silnik 1.8 daje radę. Napęd na 4 koła, więc nie straszna mu zima, błoto itd. Wyposażenie typu klimatyzacja to też standard w tych samochodach. No i sama jazda, pozycja za kierownicą, to już inna bajka, nie jeździsz już Astrą diesel, tylko muskularnym samochodem, który ma swoje ambicje. 

I to jest fajne, takie subiektywne odczucia, nie wystarczy, że auto jest dobre. Trzeba w nie wsiąść i powiedzieć – Tak! Tym chce jeździć. Wnętrze dużo lepiej spasowane niż amerykańskiego auta. Bardzo funkcjonalne, ta ilość schowków mnie po prostu poraża. Genialna sprawa! Prowadzenie auta też zupełnie inne niż przeciętnego i fajnie. Taka namiastka terenówki to fajna przygoda za kierownicą. Jest duży, funkcjonalny i na pewno ciekawy. Zakończymy ten wątek oczywiście wadami jak w poprzednim przypadku. Jak to z autami ciekawymi serwis będzie droższy, to auto klasy SUV więc gdy przyjdzie nam jechać do wulkanizatora po nowe opony, możemy tam zostawić nawet 20% wartości tego samochodu. Spalanie oczywiście też dużo wyższe, bo to 4×4. Tu nie ma jeszcze napędu typu haldex – nie te czasy. Ale to i tak świetna propozycja za taką kasę. Żeby skomplikować wprowadzimy kolejnego ciekawego konkurenta za tą kasę, tym razem dużo mniejszego, świeżego. 

Pewnie wielu zaskoczę tym wyborem. Tak jest! To Smart ForFour. To jeden z tych małych samochodów, które chętnie widziałbym w swoim garażu. Za cenę 10 tysięcy złotych mamy setki Fiest, Cors i Yarisów. Ale jak widać z pośród tych małych aut da się znaleźć coś ciekawego. Stylistyka to bardzo subiektywna sprawa, ale mi się podoba. Smart wygląda jakby zaprojektowano go dla zabawy. Aut nie jeździ wiele, a to dlatego, że były dosyć drogie gdy były nowe. Czego można się po nim spodziewać? Bazuje na Mitsubishi Colcie VI generacji i to plus, bo jak wiemy, japońskie małe auta słyną z niezawodności. Auto należy do koncertu Mercedes Benz, więc spodziewajmy się dosyć fajnego wykończenia wnętrza i wygodnych siedzeń. Pokuszę się o stwierdzenie, że to najwygodniejsze auto w klasie B. Za dzisiaj założony budżet, dostaniemy smarta z 2005-2006 roku z silnikiem 1.3 albo 1.5 diesel. Nie polecam słabszej wersji, bo ma niską kulturę pracy i paradoksalnie pali więcej. Wyposażenie też lepsze od konkurentów. Za naszą zachodnią granicą jeździło ich dosyć sporo, dzięki czemu za 10 tysięcy można sobie nawet sprowadzić Smarta ForFour w przyzwoitym staniem, dobrym wyposażeniem i jak to na tą markę przystało automatyczną skrzynią biegów. Fajnie! Wyróżniają go różnego rodzaju pomocne systemu bezpieczeństwa, bo poza ABSem, dostajemy ESP do stabilizacji toru jazdy, a to już klasa wyżej moi drodzy! 

Nie muszę chyba wspominać o klimatyzacji. Auta oprócz tego mają alufelgi, które potęgują jego urokliwość. Oprócz tego wnętrze, inne wszystkie, też ciekawe, drobiazgi jak wystające wloty powietrza po prostu cieszą oko. Sporo jest wersji z funkcjonalnym podłokietnikiem, uchwytami na napoje. W bagażniku zmieści się 270 litrów, czyli standard jak na tą klasę. Owszem jest mniejszy w środku od konkurentów, ale jest przez to żwawszy. To taki żywy samochodzik, jak mały wesoły piesek, który biega wokół każdej nowo poznanej osoby z piłeczką. No jak tu się powstrzymać żeby mu tej piłki nie rzucić. Z tym Smartem jest jak z takim pieskiem. Nawet jeśli nie lubisz psów, to ten jest tak sympatyczny, że chcesz się z nim pobawić. Taki właśnie jest mały Smart ForFour. Chce się nim jeździć. Dwa razy zdarzyło mi się jeździć, oczywiście jako potencjalny nabywca w dwóch komisach. Fajna przygoda, wygodny, silnik miło pomrukuje, auto będzie łatwe w użytkowanie. No, ale tak jak w przypadku poprzedników, trzeba mieć zaprzyjaźnionego mechanika, żeby nas nie zgolili na naprawie. Ale auto jest solidnie wykonane i bezpieczne. Nie będzie się psuło częściej niż Corsa czy Yaris. To dobry samochód, wart każdej złotówki z 10000 wydanych. Nie chce przedłużać notki, bo nie wiem ilu z Was nawet dotąd dotarła, ale dodam jeszcze tylko zdjęcie jednego samochodu, któremu poświęcę osobną notkę i również mieści się w dzisiaj założonym budżecie. 

Mowa o Fordzie Cougarze. Co za samochód! Nie wiem czy Ford kiedykolwiek zrobi jeszcze tak ładne Coupe. Tu już auto dla ludzi, że się tak wyrażę – z żyłką. Bo auto ma silnik V6, więc można naprawdę się nim dobrze zabawić. I wiecie co? Mając do wydania 10000złotych rozważyłbym najbardziej chyba Cougara właśnie. Chociaż zależy w jakich okolicznościach bym kupował samochód, ale w dniu dzisiejszym stawiam właśnie na ten samochód.

No i co myślicie? Czy lepiej kupić taki ciekawy samochód niż standardową Octavię 1.9TDi? I tu też nie ma jednoznacznej odpowiedzi, każdy musi podejść do tego subiektywnie, ja tylko pokazuję te inne strony motoryzacji za kwotę używanego Mondeo, które jest niewątpliwie wspaniałym samochodem, jednak nikt temu nie zaprzeczy. W porównaniu z autami z dzisiejszej notki, będzie gasł w tłumie. Wasze propozycje za 10000złotych? Piszcie w komentarzach lub na fb. Pozdrawiam!