Największe rozczarowanie w historii – Toyota Avensis

O wielu samochodach wypowiadałem się z marszu nieciekawie, postępowałem bardzo pochopnie, co wielu irytowało. Co ciekawe, nigdy w tym gronie nie znajdowała się żadna Toyota, a tym bardziej Avensis, który wydawał się dość rozsądnym wyborem w swojej klasie. Bo bezpieczne, bo podobno lider niezawodności itd. Sytuacja drastycznie się zmieniła, gdy poobcowałem z tym samochodem trochę dłużej. Dałem jej szansę i nie napisałem posta po jednej, dwóch przejażdżkach, o nie! Jechałem nią naście razy, a moja ocena wcale nie uległa przez ten czas znaczącej zmianie. O absurdalności modelu Avensis dzisiaj sobie porozmawiamy.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/toyota-avensis-2015-test-358ca20.jpgNa pierwszy rzut oka nie jest to nadzwyczajny samochód pod żadnym względem, Toyota nie eksperymentuje w kwestiach stylistyki już od dłuższego czasu, skoro się sprzedaje to po co? Nie jest to ładne auto, ale nie jest też brzydkie, nie wzbudza we mnie żadnych emocji, to raczej typowa D klasa, która ma sobie jeździć z punktu A do B i nie robić niespodzianek. Co innego, gdy wejdziemy do środka, w szczególności do podstawowej wersji, bo o takiej będzie dzisiaj mowa. Wsiadasz, rozglądasz się i masz wrażenie, że jesteś w Oplu z przed 10 lat. Nic nowego, twórczego, ciekawego, kompletne średniowiecze motoryzacyjne. Panel centralny wygląda ciekawiej w Hyundaiu i20, korbki do otwierania szyb z tyłu i jednostrefowa klimatyzacja w tej klasie?! Czy to w ogóle możliwe? Okazuje się, że tak Toyota postanowiła oszczędzić, gdzie tylko się da. Efekty są katastrofalne, bo gdy tylko ktoś wsiądzie do środka zapomina, że to nowy samochód. Nie czujesz się, jak w aucie z salonu, mimo iż pachnie jeszcze nowością. Zegary są nudne, ekran do wyświetlania komunikatów z komputera jest przeszczepiony z chińskiego kalkulatora, a siedzenia jak w starej Corolli. Byłem wściekły, bo od takiej marki wymaga się jednak czegoś więcej niż od niskobudżetowej Skody, czy Fiata, a nawet te są lepiej zrobione.

http://m.autokult.pl/2-10fca25a0806161c3f7028f5ec2c23,0,920,0,0.jpgDobra! Wdech, wydech może samochód obroni się jazdą, warto spróbować. Wkładamy kluczyk do stacyjki, Toyota ma gdzieś modę na guziki do odpalania, może to i dobrze. Odpalasz silnik, jest bardzo cichy i nic dziwnego, bo pod maską nie ma prawie nic. Silnik 1.6 o mocy 132 KM, też jest jakby z poprzedniej epoki. W dodatku w aucie, które ma miliard systemów bezpieczeństwa, poduszek i waży półtorej tony. To zdecydowanie za mało, zupełnie nie radzi sobie z gabarytami. Efekt jest taki, że musisz redukować z 6 biegu na 4, żeby wyjechać pod większą górkę, a spalanie drastycznie idzie do góry. 8 litrów na 100 kilometrów – to wszystko na co stać Avensisa, znam podstawy ecodrivingu, nie raz chwaliłem się na facebooku co potrafią nowe auta, ale tutaj osiągnięcie normalnego spalania graniczy z cudem, a na pewno przyprawi Cię o nerwicę i ból prawej ręki od ciągłego zmieniania biegów. Co za koszmarny samochód! Powiadają, że jest niezawodny, no to chyba mieliśmy pecha, gdy dwa Avensisy postanowiły się zepsuć i zupełnie bez powodu wejść w tryb awaryjny.

http://m.autokult.pl/dsc01038-3d09af966b2a731ba20aa73,0,920,0,0.jpgJeden włączył wszystkie możliwe kontrolki ostrzegawcze po najechaniu na dziurę, drugi model gdy stał w korku w temperaturze -23 stopni postanowił zgasnąć, wejść w tryb awaryjny, a po 160 km trasy doszedł do wniosku, że ma słaby akumulator. Co prawda po jakichś 10 minutach mu przeszło, ale nie było to zbyt przyjemne doświadczenie. Byłem nią w Białym Dunajcu, w szczytowym momencie tej zimy, gdzie śnieg nie przestawał padać, a temperatura spadała z minuty na minutę. Tona śniegu, górka wystarczyły, żeby pokonać Toyotę Avensis. Ona po prostu nie dawała sobie rady z podjazdem, nawet na drugim biegu! Seat Ibiza, był bardziej żwawy i szybko odnalazł się w tych warunkach. Nie będę okrutny, zdaję sobie sprawę, że nie były to łatwe warunki dla samochodu, ale skoro małe autko klasy B dało radę, to dlaczego auto 2 razy droższe, o dwie klasy wyżej nie mogło sobie poradzić? Wiem, że to skrajne warunki, ale projektując auto trzeba się przygotować na każdą ewentualność. Jeśli kupiliście Avensisa w podstawowej wersji i postanowiliście wybrać się nim w góry napewno cała wyprawa zakończyła się gorzkim rozczarowaniem.

http://m.autokult.pl/dsc01036-d6b7dcc8f63641bb05e49a5,0,920,0,0.jpgCzy to auto to jeden wielki zbiór wad? No nie do końca! Zawieszenie jest nie najgorsze, bardzo dobrze wyciszone wnętrze, przepiękna kierownica, która genialnie leży w dłoni, dobra widoczność, świetne hamulce, ale na tym koniec. Siedzenia są niewygodne, znalezienie optymalnej pozycji graniczy z cudem, z tyłu jest mało miejsca, bagażnik też jest za mały. No zwyczajnie jest mi przykro, bo naprawdę nie spodziewałem się, aż takiego bubla ze strony japońskiego potentata. Wiem jedno, muszę dorwać się do lepiej wyposażonej wersji, z lepszym silnikiem, ale nie zmieni to faktu, że w swojej ofercie Toyota ma auto, które ma masę wad i zupełnie nie nadąża za obecnymi trendami. To naprawdę nieprzyjemna przygoda, ogromne rozczarowanie i uwierzcie mi, z trudnem przenosiłem te wszystkie słowa na klawiaturę, bo zawsze wydawało mi się, że w całej klasie D, Avensis jest gdzieś po środku, jakby kompromis, stabilizacja, coś pewnego, a okazało się, że jest nawet o klasę niżej i muszę napisać słowa, na które jeszcze jakiś czas temu bym się nie odważył – wolę Skodę Octavię od Toyoty Avensis. Tym oto szokującym wyznaniem zakończę ten wpis.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

BMW 316i F30, czy spodoba się każdemu?

BMW to marka, która budzi skrajne emocje. Dla jednych marzenie, samochód po prostu idealne, inni uważają go za przereklamowane i absurdalne. Najnowasza wersja BMW serii 3, czyli F30 nie odstaje od tego schematu, ale testowana wersja ma na pokładzie automatyczną skrzynię biegów, czy przekonuje do siebie nawet hejterów? Postanowiłem to sprawdzić.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/bmw-320d-luxury-f30-test-9931f99.jpgPierwsza sprawa 316i, jak sama nazwa wskazuje ma na pokładzie silnik 1.6, a jego moc to zawrotne 136 KM. Ponad 9 sekund do setki i 220 Nm momentu obrotowego to dość ubogi wynik, zważywszy na cenę 120 tysięcy złotych. Przecież za takie pieniądze mamy naprawdę dobrze wyposażone wersje takich samochodów, jak Ford Mondeo, Skoda Superb, czy nawet Audi A4. No, ale to przecież BMW, chcesz je to musisz płacić! Nie zerwali z tradycją, pod maską nadal mamy rzędowy silnik, napęd na tył również nie znika z pokładu bawarskiej limuzyny. Niby wszystko jest tak, jak zawsze, ale czasy się zmieniają, fani BMW to także grupa, która ciągle ewoluuje. Teraz coraz częściej pojawiają się w nim córki lekarzy, żony prawników oraz chłopcy, którzy bardziej od piwa cenią rurki w pstrokatych kolorach. Grupa biceps+ postanowiła przesiąść się na Audi, więc BMW staje się bardziej rozsądną opcją, jeśli chodzi o kwestie wizerunkowe. Ale zajmijmy się ważniejszymi kwestiami, czyli samym samochodem.

http://m.autokult.pl/bmw-f30-335d-xdrive-m-sp-f3c4631,910,500,0,0.jpgWyposażenie nie najgorsze, choć za tą cenę wolałbym mieć nawigację w standardzie, podgrzewane fotele również. W dodatku jakość wykonania wnętrza pozostawia wiele do życzenia, plastiki skrzypią i to okropnie, jak w Oplach z początku tej dekady. Cóż za hańba! Fotele wygodne, ale samo wnętrze jakoś nie przyciąga wzroku, jest po prostu przeciętne, nie czujesz się jak w samochodzie za 120 tysięcy złotych. Automatyczna skrzynia biegów w postaci joystick’a to dość nowatorskie rozwiązanie, BMW korzysta z niego już parę lat. W praktyce nawet się to sprawdza, przechodzenie między jednym trybem, a drugim jest łatwe, aż za bardzo, nawet nastolatek, który nigdy nie siedział za kierownicą to ogarnie. Gdy już znajdziesz pozycję za kierownicą, położysz kluczyk w takim miejscu, aby stacyjka była w stanie go odczytać i zdecydujesz się czy jechać na „D” czy „S” możesz ruszać.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/16217990331977278495-fb3bba249d7.jpgNie jest to szybki samochód, ani trochę, ale automatyczna skrzynia daje nam jasno do zrozumienia, że to prawdziwe BMW, bo zmiana biegów nie odbywa się, jak w każdym automacie. Pedał gazu jest bardzo czuły, jedno zbyt mocne naciśnięcie i z eco drivingu nici, bo zaczyna nam się kręcić do 3-4 tysięcy obrotów. Nie wiem, co za szaleniec programował tą skrzynię, ale w mieście to istny koszmar. Wyczucie 316i w automacie zajmuje trochę czasu, ale szybko dochodzi się do wniosku, że ten samochód nie uznaje kompromisów. Albo jedziesz jak totalny muł, muskając lekko gaz i zmieniając biegi przy 2-2,5 tys. obrotów, albo poruszasz się jak kompletny wariat. 7 biegowa skrzynia sama nie może się zdecydować, na którym biegu chce jechać, ale można jej pomóc, włączamy tryb manualnego przełączania biegów, góra, dół i sami decydujemy na jakim biegu jedziemy.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/clipboard01-616x332-e3b3768d440a.jpgO ile może to pozornie sprawiać frajdę to zarówno na autostradzie, jak i w mieście jest to totalnie bezużyteczna opcja przy tym silniku, bo zwyczajnie jest za słaby. Przecież nie po to mamy automat, żeby sami zmieniać biegi w mieście prawda? Co dało się zauważyć od razu, auto jest bardziej komfortowe od poprzednich serii 3, więc już mamy odpowiedź, dlaczego grupa ludzi kupująca BMW tak bardzo się zmieniła. Dla starych fanów marki to auto będzie za miękkie, a jak dla mnie i tak komfort jazdy nie jest na poziomie innych aut tej klasy. Niby fajne brzmienie silnika, ale nie chcę go słyszeć za każdym razem, gdy ruszam na światłach, niby wygląda nieźle, ma fajne kształty, ale gdy przyjdzie Ci siedzieć na tylnej kanapie to rozmiary BMW F30 będą dla Ciebie absurdalne. Bo z zewnątrz to auto wcale małe nie jest, a w środku jest po prostu za ciasno. Jeśli masz ponad 1,9 metra to życzę Ci powodzenia w szukaniu wygodnej pozycji na tylnej kanapie.

http://i63.tinypic.com/w2f7du.jpgBagażnik też jest za mały, to zaledwie 480 litrów, więc zapomnij, że pojedziesz tym na weekend w cztery osoby, a jeśli na pokładzie są kobiety to muszą jechać we dwie, bo do bagażnika zmieści się co najwyżej 1/3 tego co mogą zabrać, reszta będzie leżała na tylnych siedzeniach. Można też kupić drugie auto, z właściwymi rozmiarami bagażnika i kierowcą, aby woził za nami bagaże, to oczywiście kosztowna opcja, ale przecież ulubione słowo bawarskiego koncernu. Sama jazda jest fajna, gdy masz przed sobą 200-300 kilometrów autostrady, ale poruszanie się po mieście jest męczące. Jeździłem tak dłuższy czas, najpierw po autostradzie, potem po mieście, parkowałem, ale nie znalazłem racjonalnego powodu, aby kupić takie auto. To po prostu istne szaleństwo, albo nawet głupota. Gorzej wyposażone, mniejsze, słabsze, bardziej tandetne i dużo droższe od konkurencji, a i tak nadal znajdą się tacy, którzy je kupią, a robią to ze względu na historię, którą reprezentuje znaczek na masce. Historię, którą tego typu modele po prostu plugawią.

 

Źródło zdjęć: http://autokult.pl

Talisman, czyli w końcu mamy ładne Renault

Holàlà! Holàlà! W końcu dorwałem się do francuskiego samochodu, którym chciałem się przejechać od momentu, gdy tylko go zobaczyłem. Renault Talisman zaintrygował mnie od momentu, gdy tylko pojawił się na targach we Frankfurcie. Głównie za sprawą tego, jak wygląda, bo to pierwsze auto z kraju nad Loarą, od którego nie mogę oderwać oczu.

https://i.wpimg.pl/1200x0/m.autokult.pl/renault-talisman-grandto-0e64d1e.jpgKilka suchych danych – testowany model 1.6 TCe dysponuje mocą 150 KM, a w zanadrzu Renault przygotowało wersję, która pod maską ma 200 KM, albo wersja – nie lubię szybko jeździć 110KM. Oczywiście mamy kilka diesli typu dCi od 110 do 160 KM. 6 biegowa skrzynia manualna, albo 7 biegowy automat, napęd na przód, 4,85 metra długości i 5 gwiazdek w NCAP, czyli de facto ma wszystko co musi mieć współczesny samochód. Ceny od 93900 zł, czyli średnia dla klasy D. Bogusław Linda mówi wprost – „Renault Talisman – przejmij kontrolę” no dobra to wsiadam do środka. Wnętrze niczego sobie, dotykowy ekran jest dostępny w wersji ZEN, której ceny zaczynają się od 105900 złotych i żeby poczuć się, jak w nowoczesnym aucie to musisz kupić właśnie tę wersję. Podstawową oglądałem kiedyś w salonie i nie było to jakieś wielkie przeżycie.

http://m.autokult.pl/new-renault-talisman-003-d07ffbe,910,500,0,0.jpgNa szczęście, jeśli chodzi o komfort podróżowania, to w przeciwieństwie do Toyoty Avensis chociażby tutaj dostajecie wszystkie szyby regulowane elektrycznie, dwustrefową, automatyczną klimatyzację, a co do bezpieczeństwa miliard poduszek, system wspomagania hamowania, ESC oraz HSA (system wspomagania przy ruszaniu pod górkę). Postarali się mimo tej podstawowej wersji, dobra robota! Starczy tego gadania o tym co widać gołym okiem, trzeba się przejechać. Talisman z mocą 110KM nie jest demonem prędkości, a maksymalnie pojedzie 190 km/h. Ale to wystarczy przy naszych drogach, gorzej gdy wybierzesz się do Niemiec, bo tam będziesz zawalidrogą przy tym silniku. A jak wersja ZEN, która ma pod maską 150KM? Na wstępie mogłem wyłączyć lewą nogę, bo był to 7 biegowy automat.

http://m.autokult.pl/new-renault-talisman-001-21b5e27,910,500,0,0.jpgW ogóle mnie to nie zmartwiło, a nawet ucieszyło, bo w zasadzie od tej klasy bardziej wymagam komfortu niż ekstremalnym wrażeń z jazdy. I rzeczywiście jadąc spokojnie nie czujesz absolutnie nic, jest cicho, wygodnie, muskasz prawą nogą gaz a on po prostu sobie jedzie, wyprzedza, trochę jak salon na kółkach. Zawieszenie – genialne, tłumi dosłownie wszystko i żadna dziura nie zakłóci Ci podróżowania. Od zawsze mówiłem, że jeśli chodzi o komfort jazdy to Francuzi są w tym najlepsi, nie inaczej jest w przypadku Talismana. Gdy już znudziło mi się podróżowanie 70km/h, ze spalaniem 7,5 l / 100km, dokręciłem fotel do pleców, wbiłem tryb sport i nacisnąłem na gaz. Tego co zdarzyło się później zupełnie się nie spodziewałem, bo w Talismanie odezwał się duch Fernando Alonso, który wraz z Renault zdobył tytuł mistrzowski w Formule 1.

http://m.autokult.pl/new-renault-talisman-002-52f1d05,910,500,0,0.jpg8,1 sekundy do setki, prędkość maksymalna 215 km/h i do tego to buczenie z pod maski. Nie jest to najpiękniejszy dźwięk, jaki może z siebie wydawać silnik na wysokich obrotach, ale bez wątpienia wydziera się z oddali do wszystkich przed Tobą – zjeżdżaj ślimaku, bo zjem Cię na kolację, w końcu jestem z Francji! Świetny układ kierowniczy, bardzo precyzyjny, Talisman nie jest też w żaden sposób narowisty przy dużych prędkościach, mimo miękkiego zawieszenia nie czujesz się, jak w gondoli zmieniając pas. Jeździło się dobrze, wróciłem na parking i co dalej? Po prostu wysiadłem z samochodu, podziękowałem za udostępnienie pojazdu i wróciłem do domu na obiad. Bez żalu, bez takiego wewnętrznego – kurde, jaka szkoda, że to już koniec testu. Talisman jest z zewnątrz jednym z najładniejszych samochodów klasy D ostatnich lat, poświęcisz kilka dni, żeby go namalować, wyrzucisz zdjęcie żony, dziewczyny, dzieci, mamy z portfela, aby umieścić tam jego. W środku niczego mu nie brakuje, na drodze tak samo, ale to nie jest samochód, który chciałbym mieć pod domem. Na pewno nie teraz, nie dostarczy Ci adrenaliny, zwyczajnie nie dał mi takiej radości z jazdy, jaką bym oczekiwał. Być może wpływ na to miała automatyczna skrzynia, ale w gruncie rzeczy poziom komfortu w tym aucie jest na tak dużym poziomie, że ciężko mi sobie nawet wyobrazić, że wersja 200 KM może wywołać uśmiech na mojej twarzy podczas jazdy. To świetny samochód, nie zrozumcie mnie źle, ale na pewno nie dla mnie i nie za te pieniądze, po prostu są lepsze w tej klasie, a nawet zaryzykuję stwierdzenie, że ładniejsze, a o jakiego konkurenta Talismana mi chodzi mówić nie muszę chyba, domyślcie się sami.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Skoda Superb III, czyli ogromne zaskoczenie

Ostatnio coraz więcej rzeczy mnie zaskakuje. Motoryzacja nie jedno ma imię, z każdym testem przekonuję się do nowych faktów, rzeczy, których jeszcze niedawno do głowy by mi nie przyszły. Tak oto stanęła przede mną Skoda Superb, niby tylko Skoda, niby grupa Volkswagena, której nie dażę miłością, ani nawet lekką sympatią, no ale dobra nie można być jak konserwa i zamykać się na wszystko co na pozór mi się nie podoba.
https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/nowa-skoda-superb-2015-2-ae33f42.jpgSkoda Superb III z silnikiem 1.4 TSI o mocy 125 KM – kolejne auto, które na papierze brzmi bardzo śmiesznie. Nie wsiada się do niego z jakąś nutką zaintrygowania, ciekawości czy coś w ten deseń o nie. To bardziej kwestia spełnienia pewnych oczekiwań, bo to wydaje się flagowy model Skody, ma być najbardziej luksusowy, jest największy. W środku mnie nie powaliła, nie ma się co dziwić to tylko wersja podstawowa, nie mogę powiedzieć, że jest tandetna, nigdy w życiu! Spodziewałem się okropnego plastiku rodem z wiaderka, trzeszczących wstawek, a tu nic! Wszystko dobrze spasowane i choć nie wygląda specjalnie atrakcyjnie to ciężko doczepić się do jakości wykonania. Zaryzykuję stwierdzenie, że Volkswageny nie są tak dobrze zrobione wewnątrz, jak Superb. A jak z zewnątrz? Podstawowa sprawa, w przypadku oceniania stylistyki pojazdu – wielu z nas od strzału ocenia samochód, niespecjalnie mu się przyglądając, bo zwracamy uwagę na znaczek na masce. I tak również jest z Superbem, sam się na tym złapałem, bo gdy obcowałem z nią nieco dłużej i na stacji benzynowej paląc papierosa na poboczu miałem chwilę, żeby jej się przyjrzeć doszedłem do zaskakujących wniosków. Linia boczna, przód, przede wszystkim światła, grill i moja ulubiona część tego samochodu, czyli tył wyglądają dość zadziornie. Gdyby jej odkleić znaczek Skody i wstawić na przykład Masseratti to mam wrażenie, że poszła by za kilka setek.

http://m.autokult.pl/skoda-superb-combi-pierw-be1605f,910,500,0,0.jpgBrzmi, jak ponury żart, ale polecam Wam zignorować znaczek Skody na jakieś 5-10 minut i przyjrzeć się nowemu Superbowi na żywo. Ten samochód naprawdę może się podobać! W dodatku jest wielki na zewnątrz i w środku – ponad 4,8 metra długości, bagażnik 625 litrów, na tylnych siedzeniach wygodnie usiądą nie dwie, a nawet cztery osoby! Wyposażenie podstawowej wersji – 7 poduszek powietrznych, ABS, ASR, ESP (i jeszcze parę innych systemów), elektroniczny hamulec ręczny, automatyczna klimatyzacja, bezdotykowe otwieranie bagażnika, skórzana kierownica, komputer pokładowy, rolety przeciwsłoneczne, tempomat, elektryczne szyby, lusterka, ledowe światła, 8 głośników audio, radio cd/mp3/usb/aux, 5 calowy dotykowy ekran, czujniki parkowania, bez kluczykowy system dostępu do pojazdu. Fajna podstawa prawda? A lepiej wyposażonych wersjach pisał nie będę, bo przekroczę limit tekstu, poza tym zajmujemy się konkretnym modelem, który testowałem. Ja byłem w kompletnym szoku, zamurowało mnie i zostałem po raz drugi w życiu zmuszony do odszczekania czegoś złego, co powiedziałem na dany samochód.

https://i.wpimg.pl/1200x0/m.autokult.pl/skoda-superb-combi-pierw-7807a62.jpgJeździłem Superbem z 2008 roku i był dla mnie jak większa Octavia, ale III generacja mnie po prostu oszołomiła. Jak sama jazda? W środku jest cicho, bardzo wygodnie, zawieszenie tłumi każdą dziurę, nawet perfidne progi zwalniające nie są Wam w stanie wylać kawy na siedzenie. Auto jest duże, ale zwrotne, bardzo wygodnie się nią parkuje, choć dokładność czujników parkowania pozostawia wiele do życzenia, dobrze, że nie muszę na nich polegać, po Fordzie Scorpio mój level w parkowaniu jest na dość wysokim poziomie. Brzmiący żenująco na papierze silnik 1.4 TSI w rzeczywistości okazuje się ciekawą jednostką, elastyczną, która nie zrobi Wam wstydu na dwupasmowej drodze, a przy wyższej prędkości nie jest w żadnym wypadku uciążliwa. Zabawa ze spalaniem jest już mniej ciekawa, bo trzeba się napocić, żeby zejść na poziom 6 litrów, to ciężka maszyna i 125 KM nie gwarantuje Wam oszczędnego spalania, jeśli jesteście dynamicznymi kierowcami, którym ciągle się gdzieś spieszy. Mimo wszystko jazda była po prostu przyjemna i byłem bardzo zły na siebie, bo moje paskudne ego cierpiało na siłę szukając czegoś, do czego można się doczepić. Ale na siłę się nie da i nie wolno, to auto jest po prostu dobre i prawda jest taka – w tej cenie nie dostaniemy nic lepszego z salonu, przykro mi.

http://m.autokult.pl/skoda-superb-combi-pierw-0d07e1b,910,500,0,0.jpgWeźmy pod uwagę cenę, jak Skoda podaje – od 87610 zł, to po prostu limuzyna dla oszczędnych, nie dostaniecie za to nawet używanego BMW 3 w dobrym roczniku, poleasingowe chodzą za więcej. To ogromne zaskoczenie, samochód, który po prostu miażdży konkurencję w segmencie D, robi z nimi co chce, a najbardziej miażdży Volkswagena, bo już dawno powiedziałem, że nie rozumiem, jak można kupić Passata zamiast Mondeo, teraz zupełnie nie wiem jak można dokładać kilkadziesiąt tysięcy i nie kupić Superba? Oczywiście ja nadal wybrałbym Mondeo, głównie ze względu na stylistykę i technologię EcoBoost, której jestem fanem, ale jeśli ktoś się upiera przy grupie Vw to jakim trzeba być rozrzutnym szaleńcem, żeby wybrać Passeratti zamiast Superba? A wiem! Bo ja nie chcę Skody, tylko Vw! To jest ten paskudny argument, bezpodstawny i szalony. Niech przyjdzie dzień, w którym Volkswagen przestanie być uważany przez masę ludzi za klasę premium, modle się o to bardziej niż o wygraną w Lotto. Podsumowując – Skoda Superb to chyba największe zaskoczenie 2016 roku, jak dla mnie, ja jestem zachwycony, bo to auto robi robotę i chwała mu za to!

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Mitsubishi Galant – bydle z Japonii

Witam serdecznie! Dzisiaj kolejne auto, które marzyło mi się w latach dzieciństwa. Miałem przyjemność się nawet takim przejechać. Muskularne auto z Japonii, brzmi dziwnie, bo raczej ten kraj kojarzy nam się z autami niższych segmentów, albo z mega fajnymi coupe. A tu limuzyna, a więc dowiedzmy się czegoś więcej o tym niesamowitym samochodzie. 

Oczywiście mówimy dzisiaj o tym najbardziej wyrazistym ze wszystkich generacji Galantów, czyli o VIII. Spoglądając na niego szybko  można się domyślić, skąd się wziął ten tytuł notki. Auto wypuszczone na rynek w 1996 roku, a rok później zdobyło tytuł – japońskiego auta roku. W dodatku muszę stwierdzić, że to jeden z najładniejszych sedanów jaki powstał w historii motoryzacji. Spójrzcie na te linię, na przód i światła, które zdradzają co on do nas mówi – oooj nie zadzieraj ze mną. Jak to bywa z Japońcami z lat 90 – są bezawaryjne i nie inaczej jest z tym. Owszem zdarzały się problemy ciężkie i powtarzające się w wielu modelach jak na przykład psujący się synchronizator skrzyni biegów, ale to nie zmienia faktu, że silnik dociera się przy 200 tysiącach, a zawieszenie to konstrukcja, którą można cały dzień jeździć po belgijskiej drodze. 

Co do tyłu – mamy wielki, może mało praktyczny kufer, ale za to jak pięknie wkomponowany w całość. I nie wyobrażam sobie tego auta bez alufelg, to auto musi je mieć. A dlaczego? Wyobrażacie sobie na przykład Hardkorowego Koksa w dajmy na to w crocsach? Wyglądałoby to idiotycznie! I tak właśnie wygląda Galant bez alufelg. To po prostu nie pasuje! Wersja na zdjęciu obok ma taki delikatny spoiler i dobrze! Niech wiedzą, że nie jestem zawalidrogą. A nie jest, oj uwierzcie mi. Jechałem wersją z silnikiem 2.0 163KM i ma kopyto, choć nie jest lekki, to ta moc daje popalić. Wszystko buzuje, w dodatku Galant przy wyższych obrotach z tym silnikiem brzmi znakomicie. Słabsza wersja 2.0 – 136KM, to w prawdzie tylko 30KM różnicy, ale w przypadku Galanta strasznie to czuć. Nie żebym mówił, że jest słaby, ale brakuje mu do tej doskonałości jaką osiąga wersja mocniejsza. 

Jest też doładowane 2.0 GDi o mocy 145KM, ale i tak lepiej poszukać 2.5 Jest też wersja diesel, ale nie wiem jakim trzeba być ignorantem motoryzacyjnej stylistyki, żeby kupić takie piękne auto z silnikiem traktora pod maską. Cóż za nietakt! Co do serwisowania tego samochodu, trzeba się liczyć z tym, że będzie droższy niż taka Vectra, ale auto też dużo rzadziej się psuje, w dodatku nadwozie, które jest bardzo wytrzymałe i korozja w przypadku Galanta ma miejsce sporadycznie, gdzieś na tylnych nadkolach, a to akurat wyczyn w przypadku aut z lat 90. Takie cudo w dobrym stanie można nabyć za około 7-8 tysięcy złotych! A coś powiedzmy mniej zadbanego, gdzie na pewno trzeba pogrzebać i liczyć się z niedoskonałościami to 4 tysiące nam wystarczy. Ale co dostajemy w zamian! Kawał pięknego, wdzięcznego samochodu, który pali jak smok. No właśnie jeśli chodzi o wady Galanta to flagową jest wysokie spalanie. 9 litrów to takie minimum, a jak się postarasz to weźmie Ci 14-15 litrów, a to już terytorium amerykańskich maszyn. Auto fakt zalet ma nawet więcej niż tu wymieniłem, bo chociażby sam komfort jazdy, czy przestronność wnętrza. 

Pomyślmy co dostaniemy za tą samą kasę? Vectrę B na przykład i jakoś nie widzę tego, że ktoś przejedzie się Galantem i powie – niee, wolę Vectrę. Jeśli tak zrobi to tylko przez to nieszczęsne spalanie. Zawsze coś za coś. W dodatku w modelach za 7-8 tysięcy sam standard będzie wyższy, bo mamy klimatronik, w niektórych modelach automatyczną skrzynię, jeśli ktoś lubi czy skórę jak na zdjęciu, ale to już trzeba by wyłożyć kasę taką jak za Vectrę, ale C. Nieważne i tak będzie lepsze! Producenci takich aut mogliby się uczyć na Galancie, bo na przykład jeśli w zawieszeniu coś pada to jakiś łącznik stabilizatora, czy pękają osłony gumowe, ale sprężyny zawieszenie, wahacze – te podzespoły w wielu modelach do teraz jeżdżą oryginalne. Nie wierzycie? Znajdźcie w pobliżu swojego miejsca zamieszkania Galanta i sprawdźcie, a potem napiszcie tutaj! 

Jest to test więc muszę wspomnieć o tym, że była wersja kombi, ale wyglądała źle, dlatego uwagi jej nie poświęcamy. Samo prowadzenie Galanta jest bajecznie proste, a mi osobiście te gabaryty bardziej pomagają. Jest wersja z napędem na przód lub na wszystkie 4 koła – to auto naprawdę ma ambicje atakować Subaru Legacy, nie śmiejcie się! No i teraz wyzwanie – spróbujcie sobie wyobrazić sytuacje, że stoicie w nocy, na pustej drodze, naprzeciwko niego, on ma zapalony swój sześciocylindrowy silnik, wszystkie światła biją Wam po oczach – zdobędziecie się na odwagę żeby mu powiedzieć – jesteś nudny, brzydki i powolny? Sam bym Was zastrzelił, to świetny samochód, wart każdej złotówki, którą kosztuje. I szczerze? To chyba ostatnia taka wspaniała limuzyna z Japonii. Później było już tylko źle, niestety. Na dzisiaj to tyle, pozdrawiam!