Walka w klasie B – Ibiza wchodzi na ring!

Ostatnio jeżdżę na potęgę segmentem B. To dobrze, bo mam coraz lepszy ogląd tej klasy i mogę porównać każde z nich bezpośrednio. Ostatnio była mowa o Micrze, która bardzo zaskakuje, dzisiaj czas na jej konkurenta – Seata Ibizę.

https://i.wpimg.pl/641x360/m.autokult.pl/125-356c7ed2f41f81d89513a90a239c.jpgPojawiła się w 2008 roku i od tego czasu w niezmiennej formie jest dostępna w salonie. Drobne poprawki stylistyczne miały miejsce, a w efekcie mamy naprawdę bardzo ładny, mały samochodzik. Wystarczy spojrzeć na nią z boku, aby widzieć, że po prostu ma charakter, te przetłoczenia, światła z przodu, maska, ale fajnie się na nią patrzy. Zaryzykuję stwierdzenie, że jest najładniejsza w swojej klasie, a przecież to konkurent dla Alfy Romeo Mito! Testowany model ma pod maską 3 cylindrowy silnik, 1.0 MPi o mocy 75KM. Brzmi zabawnie, taki mini silnik, który nie za dużo może nam zaoferować na drodze szybkiego ruchu. Każdy kto tak pomyślał czytając dane techniczne nie ma bladego pojęcia w jak wielkim błędzie jest. Aby zrozumieć o co mi chodzi trzeba się nią po prostu przejechać. Ibiza nie waży nawet tony, więc ta moc jej wystarczy.

http://m.autokult.pl/seat-ibiza-2013-9-278611-17a67af,910,500,0,0.jpgOdpalasz, ruszasz i doznajesz szoku, bo Seat rusza z miejsca, jak szalony, zachowuje się trochę jak szczeniak z ADHD, a do tego ten 3 cylindrowy silnik brzmi bardziej rasowo niż 150 konny Renault Talisman. Jak on pięknie warczy, jak on chętnie zjada inne auta to po prostu niesamowite! Jakby tego nie ująć po prostu mnie zatkało, co zdarza się bardzo rzadko. W mieście jest, jak mały bolid, który przeciśnie się między zawalidrogami na lewym i prawym pasie, jakby to były pachołki. Nie jest tak zwrotna, jak Micra, tego nie mogę powiedzieć. Układ kierowniczy mógłby być dokładniejszy, ale ten na pokładzie Seata nie jest najgorszy, a podczas innych manewrów typu zawracanie, parkowanie bardzo nam pomaga. Samochód jest mały, więc to wszystko jest dużo prostsze, w dodatku ma w miarę regularne kształty, więc nie są mu straszne galerie handlowe w weekend. Czy łatwe parkowanie przypłacimy ciasnotą wewnątrz?

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/seat-ibiza-fr-test-autok-a258bf5.jpgAbsolutnie nie! Ibiza ma znacznie więcej miejsca niż testowana Micra, w dodatku jest dużo wygodniejsza. Skrzynia biegów – mistrzostwo świata, co prawda aby uzyskać spalanie na poziomie producenta będziecie musieli nią często wachlować, ale nawet zmiana biegów w tym małym aucie jest przyjemna. Ibiza to taki miejski gokart, ale znacznie wygodniejszy i lepiej wyposażony. A no właśnie! Wnętrze Ibizy to już inna para kaloszy niż u konkurencji. Mamy tu sterowanie radiem z kierownicy, bluetooth, klimatyzację, ale także dotykowy ekran, dzięki czemu wszystko obsługuje się dużo łatwiej. W dodatku wszystkie te elementy mają czerwone podświetlenie, które po zmroku wygląda genialnie. Ogólnie muszę powiedzieć, że wnętrze jest po prostu dobrze zrobione, przyjemnie się na to patrzy, niby to plastiki w tych samych kolorach co Skoda, czy Volkswagen, ale takie detale jak czerwone podświetlenie, kształt kierownicy z posrebrzaną wstawką (która genialnie leży w dłoni), czy właśnie ekran dotykowy sprawiają, że czujesz się w tym aucie dobrze, jakby był klasę wyżej, choć powiem szczerze, że nawet jej większa siostra – Octavia, czy Rapid nie są tak dobrze zrobione w środku, jak Ibiza.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/2012-seat-ibiza-12-0227c4f6d57fd.jpgJeżdżę i jeżdżę, a ta jazda zwyczajnie mnie cieszy, zupełnie jakbym wsiadł w jakiegoś, starego hothatcha. Warczy, rusza z miejsca, jak szalona, ma dobre wnętrze, świetną pozycję za kierownicą i sporo miejsca. Gdy pisałem o Micrze jasno określiłem, że już niedługo dowiecie się, kto w tej klasie jest lepszy. I tak oto Panie i Panowie – lider w swojej klasie Seat Ibiza, zmiata konkurencję. Ale czy aby na pewno? Nie no ma parę wad – pierwsza sprawa to cena, a te zaczynają się od 44800 złotych, a to bardzo dużo, jak za tą klasę. Kolejna sprawa to spalanie, bo trzeba się napocić, żeby spalić w mieście około 6 litrów na 100 km, a realne spalanie to 7-8 litrów, a to już bardzo dużo w tej klasie. Jeżeli chcesz się sprawnie dostać z jednego punktu do drugiego, w zatłoczonym mieście jest idealna, ale zapłacisz za to wyższy rachunek na stacji benzynowej. Lakier jest nietrwały, zaraz na nim wszystko widać, nie podobają mi się czarne lusterka, powinny być w kolorze nadwozia, no i w całym moim zachwycie nad stylistyką światła z tyłu są zdecydowanie za małe, jakoś tak średnio pasują do tej klapy. Ale mimo tego spalania, wysokiej ceny i kilku mankamentów to właśnie to auto w klasie B kupiłbym dla siebie, jest tak dobre.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Zwrotny i szalony maluch – Nissan Micra IV

Samochody klasy B są dość specyficzną częścią rynku motoryzacyjnego. Podoba mi się różnorodność tej klasy i kompletny brak dominacji jednego, konkretnego modelu. Przesiadając się do kolejnych przedstawicieli tej klasy od Pandy, przez Ibizę, Fabię, czy Hyundaia i20 każdy zaskakuje mnie czymś nowym. Podobnie było, gdy usiadłem za kierownicą Nissana Micry IV generacji, o którym dzisiaj trochę poczytacie.

https://i.wpimg.pl/985x0/m.autokult.pl/nissan-micra-test-autoku-a5108f5.jpgDo poprzedniej Micry bałem się wsiąść, nie żebym wątpił w jej testy NCAP, ale była przerażająca z zewnątrz. Z drugiej strony to auto posiadało najlepszy system antykradzieżowy świata, stojąc w równym rzędzie z Multiplą, Citroenem C5, czy SsangYongiem Rodiusem. Nikt nie chciał jej kraść przez to jak wygląda. W 2010 przyszło nowe, wygląda już nieco lepiej, więc warto było ją przetestować. Pierwsza sprawa wnętrze, które w wersji podstawowej nie jest zbyt interesujące. Moi hejterzy, których pozdrawiam (w szczególności Pana, który tak bardzo nie lubi mojego bloga, że napisał skrypt do spamowania komentarzami w ilości 50+) powiedzą po raz kolejny, że jestem skończonym kretynem, bo w klasie B wymaga się, aby auto było tanie, a nie miało ładne wnętrze. No niech Wam będzie, polecam usiąść za kierownicą Seata Ibiza, następnie za kierownicą Micry i zobaczycie o co mi chodzi.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/nissan-micra-test-autoku-09ecfa4.jpgNie ma tam nic interesującego, z marszu wymieniłbym z 5 aut, starszych o 10-15 lat, które wyglądają lepiej w środku. Podoba mi się natomiast to, że mamy XXI wiek w samochodzie klasy B, pełne wyposażenie, od klimatyzacji, systemów bezpieczeństwa, po sterowanie radiem z kierownicy, wejście AUX, USB, Bluetooth, użytkownicy Skody Rapid, czy Octavii, które są o klasę wyżej mogą pomarzyć o takich rarytasach w podstawowej wersji. Miejsca w środku nie brakuje, łatwo znaleźć dla siebie pozycję za kierownicą. Eksperyment pod tytułem, czy zmieszczę się w bagażniku Nissana Micra również zdałem śpiewająco, jeśli chodzi o przestrzeń to miło mnie zaskoczył ten maluch. Na papierze mam pod maską 1.2 80KM, więc przyzwoicie jak na samochód, który waży ledwo tonę.
https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/nissan-micra-test-autoku-9237ee8.jpgCzas na najważniejszy test, jak jeździ Nissan Micra IV generacji? Gdy ruszyłem kopara mi opadła, bo to auto brzmi jak mały, karabin maszynowy. Nigdy w życiu nie słyszałem czegoś takiego, warczy jak mały, słodki piesek, ale jest to tak przyjemny dźwięk, że każdy kilometr Micrą staje się fajniejszy. Parkowanie – mistrzostwo świata, kształt samochodu dużo pomaga, ale najlepszą częścią Micry jest układ kierowniczy. Precyzyjny co do nanometra, sprawia, że to auto jest tak zwrotne, że robi Wam 360° w miejscu. Zwrotność to najlepsze słowo, które określa ten samochód, bo jeździłem już prawie wszystkim w tej klasie, ale żadne nie było w tej dziedzinie, aż tak dobre. I to jest bardzo duży plus dla tego samochodu, bo przecież 80% swojego życia ma spędzać w miejskiej dżungli, a w tym środowisku zwrotność to element na wagę złota. Z każdą minutą jeździło mi się co raz lepiej, doszedłem do przedziwnego wniosku pod tytułem „zaczyna podobać mi się ta Micra”.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/nissan-micra-test-autoku-44c5de0.jpgAutko nie daje sobie pluć w brodę, gdy trzeba kogoś wyprzedzić, ten kto jeździł po Krakowie, wie ile trzeba się napocić, żeby w niektórych miejscach zyskać kilka minut, a Micrą to czysta przyjemność i dobra zabawa. Można nią czerpać radość z jazdy, niczym w starym Peugeocie 205, a to bardzo duży komplement. Jak ze spalaniem? To auto w ogóle nic nie pali! Jakby nim nie jeździć, to i tak pali około 6 litrów na 100 kilometrów maksymalnie, a jeśli jesteś fanem oszczędzania to zejście poniżej 5 litrów jest w Twoim zasięgu, choć przyznam szczerze, że trzeba się naprawdę napocić, żeby osiągnąć taki wynik. Cena 37400 złotych to taka średnia w klasie, tyle jest rzeczywiście warta. Choć jakość plastiku, czy sprzętu audio pozostawia wiele do życzenia, to mimo wszystko nie mogę powiedzieć, że to auto niewarte swojej ceny. Bezpieczna, ekonomiczna, dobrze wyposażona, w miarę wygodna, warcząca jak karabin i zwrotna, jak żadne inne w tej klasie, brzmi jak samochód idealny. Ale niestety cały czas pozostaje kwestia stylistyki, ja wiem, że są gusta i guściki, wybaczcie ja nie potrafię się przekonać do tego, jak ona wygląda, dla mnie nadal jest brzydka. I mimo iż podczas jazdy prawie skradła moje serce, to z czystym sumieniem, z marszu wybrałem auto, które jest dużo lepsze w tej klasie od niej. A jaki to samochód, przekonacie się w kolejnych wpisach.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Ypsilon, czyli Fiat w przebraniu

Im bliżej końca XX wieku, tym coraz gorzej wiodło się jednej z ikon motoryzacji, czyli Lancii. W 1996 roku postanowili wysłać na emeryturę model Y10, który bardziej przypominał Yugo niż Lancie. Tak oto przyszedł czas na Ypsilona, małe auto przy którym dano się trochę pobawić pędzlem projektantom.

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/7/78/Lancia_Y_Elefantino_Blu.jpg/1280px-Lancia_Y_Elefantino_Blu.jpgMówię tak nie bez przyczyny, bo nawet dzisiaj Ypsilon ma coś takiego w sobie, że rzuca się w oczy. Nie do końca prosta i banalna linia, coś na kształt łuku, ciekawy tył i przód nawiązujący do większych modeli marki z tamtego okresu. W całości auto bazuje oczywiście na Fiacie Punto, ale było ofetowane tylko i wyłącznie w wersji trzy drzwiowej. Podstawową jednostką silnikową było 1.1 55 KM znane nam bardzo dobrze z Fiata Seicento, silnik mały, ekonomiczny i do dzisiaj widuje się modele z przebiegiem ponad 200 tysięcy kilometrów, oferowane na sprzedaż. Kolejne silniki 1.2 – 60KM, 1.2 16V – 80-86KM i 1.4 80KM. Niska masa (od 850kg) sprawiła, że auto jest żwawe i w mieście spisuje się znakomicie. Oczywiście na trasie brakuje mu mocy, a na wyższych obrotach nie brzmi jak Integrale, czy Fulvia, ale nie takie było przeznaczenie tego modelu. Miał tylko zaciekawić stylistycznie i w zasadzie dlatego je kupowano, bo był to znacznie ciekawiej wyglądający Fiat. A to bardzo źle, bo nie taka miała być Lancia.

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/b/b1/Lancia_Y_Interior106.jpgPowinna być trochę szalona, niedorzeczna, robić coś czego boją się robić inne marki. Chociażby, jak Fulvia, która była pod każdym względem niedorzeczna, pod względem ceny, małych rozmiarów (dużo mniejszych od konkurencji) wydawało się szaleństwem kupić ten samochód, tym bardziej, że pod maską nie miała zbyt wiele do zaoferowanie. Ale miała w sobie charakter, warczała jak karabin maszynowy i dostarczała więcej emocji, niż nie jeden muskularny wóz. W czasach, gdy rynek sportowy hurtem wzięły hothatche zabrakło w nich Lancii, która mogła zrobić najlepszego. Cóż za ponury absurd, kandydat do najlepszego hothatcha nie dostał szansy, aby się zaprezentować w tej klasie. We wnętrzu jest parę dziwactw, jak chociażby zegary umieszczone centralnie, co jest okropnie dziwnym rozwiązaniem. Jednak było dość starannie dopracowane i nie widac, żeby specjalnie oszczędzano na nim, nie rzuca się to w oczy. Kierownica to dla mnie ważna kwestia (jak już wiadomo), a w tym modelu jest mega wygodna i naprawdę ładna.

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/e/ef/Lanciaycosmo9.JPG/1024px-Lanciaycosmo9.JPGNie martwiłby mnie taki detal, jak brak miejsca na tylnych siedzeniach, czy bagażnik o pojemności 215 litrów, gdyby Lancia oferowała mi zastrzyk emocji, adrenaliny, taki jak miała w zwyczaju odkąd się pojawiła na rynku. Natomiast Ypsilon nie oferuje podczas jazdy zbyt wiele, jest równie prosta co Seicento, czy Punto. I to straszne, bo pójście w tym kierunku oznaczało dla Lancii śmierć na rynku, pozbyła się jedynej cechy, która sprawiała, że ludzie ją kupowali – szaleństwa podczas jazdy. Przykro to mówić, ale jest zwyczajnie nudna podczas jazdy, nie ma do zaoferowania więcej niż Fiaty, więc w zasadzie po co ją kupować? Fakt jest trochę ładniejsza, wygodniejsza i może lepiej wykonana od Fiata, ale przy tym oczywiście znacznie droższa, po co komu Fiat w ładnym przebraniu? Wielka szkoda, bo auto miało potencjał, wystarczyło dać po szklance wódki inżynierom i posłać ich do pracy przy silniku i zawieszeniu, efekty mogłyby być ciekawe. Ale niestety nie było i już nie będzie. Pozostało nam patrzeć na Chryslery ze znaczkiem Lancii, które niszczą całą spuściznę wielkiej, legendarnej marki samochodów.

Źródło zdjęć:
https://en.wikipedia.org/

Mały, świeży hatchback na pierwsze auto

Dzisiaj kolejny, interesujący dylemat od czytelnika. Przemek niedawno zdał prawo jazdy i ma do wydania około 15 tysięcy na swój pierwszy samochód, ale chciałby w tej kwocie zmieścić się z ubezpieczeniem na cały rok oraz ewentualnymi drobnymi naprawami. Jak ma wyglądać dokładnie pojazd? Oto mail od Przemysława z Iławy:

„4 Miesiące temu zdałem prawo jazdy, udało mi się odłożyć trochę pieniędzy i chciałbym kupić w końcu samochód (mam dość jeżdżenia Renault Espace od rodziców, w dodatku okazjonalnie). Szukam małego samochodu, liczy się niska pojemność, bo będę go ubezpieczał na siebie. Z tego co się orientowałem to na samo ubezpieczenie muszę liczyć pewnie z 2000 złotych, a cała kwota do wydania to 15000 złotych. I tak w tej kwocie chciałbym zmieścić to nieszczęsne ubezpieczenie i ewentualne naprawy na początek, bo takie zawsze się znajdą. Interesuje mnie więc auto hatchback, jakiegoś niskiego segmentu, myślę, że to dobry wybór na początek, czy pomoże mi Pan? ” Oczywiście, że tak! Trochę zaspałem z wpisami ostatnio, a tego maila dostałem 4 dni temu, mam nadzieję, że nie będziesz mi miał za złe, że tak późno uzyskałeś odpowiedź, zaczynamy!

http://m.autokult.pl/honda-jazz-01-d4b95e76329cea5e4d,630,0,0,0.jpgPrzejrzałem kilkanaście ofert, trochę podzwoniłem i jedno auto zainteresowało mnie szczególnie. Jest to mała Honda Jazz, która nie jest u nas zbyt popularna i nieczęsto pojawia się na łamach portali ogłoszeniowych. Nie bierze się to z problematyki związanej z tym autem, ale z tego, że Jazz dość mocno trzyma cenę, a właściciele niechętnie pozbywają się tego modelu. Propozycja ode mnie to 10 letni Jazz z silnikiem benzynowym, 1.4 o mocy 83KM. Samochód cieszy cię bardzo dobrą opinią wśród mechaników, w serwisach Hondy była najrzadziej widzianym samochodem tej marki. Na pokładzie będziesz miał niezłe wyposażenie od systemów bezpieczeństwa, bardzo ważnych dla młodego kierowcy, jak poduszki powietrzne, ABS, po przydatne gadżety, jak klimatyzacja, elektryczne szyby, wspomaganie kierownicy, radio mp3, czy szyberdach.

http://m.autokult.pl/honda-jazz-wnetrze-010-6538fd5d6,0,920,0,0.jpgMimo iż to segment B nie jest to mały samochód, w środku dużo miejsca dla pasażerów z tyłu, choć jazda w 5 osób na dłuższą trasę może być dość uciążliwa, ale 4 osoby pojadą komfortowo. Dodajmy do tego spory bagażnik – 380 litrów, niską masę około tony i mamy naprawdę fajny samochodzik. W dodatku dość fajnie się prezentuje, choć nie wyróżnia się w tłumie. Spalanie tej jednostki silnikowej to około 7 litrów w cyklu miejskim, 6,5 w mieszanym na 100 kilometrów, a to naprawdę świetny wynik. Na dzień dobry w takim modelu musisz się nastawić na pewno na podstawowe naprawy typu wymiana oleju, świec, ewentualne drobne naprawy w zawieszeniu, bo to jest najbardziej wrażliwy element tego samochodu. Po rozmowie z mechanikami szacuję, że koszt naprawy jednego z modeli, który znalazłem nie przekroczy 600złotych, a doszła do tego jeszcze wymiana klocków hamulcowych.

http://m.autokult.pl/honda-jazz-05-6aea48b15b1000d8d8,630,0,0,0.jpgW autku lubi rdzewieć tylna klapa, ma dość delikatną blachę, a najbardziej denerwujący jest dostęp do wymiany żarówek. Tak trywialna rzecz może sprawić niemały ból głowy, gdy oglądałem ją wczoraj w komisie sam sprzedający nie potrafił znaleźć sposoby na wymianę głupiej żarówki, dostęp jest straszny, małe japońskie rączki tam się dostaną, z nami może być trochę gorzej. Ale nie są to rzeczy, które rzutują w jakikolwiek sposób na całościową ocenę, bo to świetny samochód i ze wszystkich proponowanych dzisiaj najmniej straci na wartości. Idźmy dalej, zostawmy Japonię. Mocny konkurent dla Jazz to Ford Fusion, którego bardzo lubię. W tej cenie dostaniesz zarówno wersję benzynową 1.4 80KM, jak i diesla 1.4 TDCi 68KM.

http://media.autokult.pl/eaca15dab787fb17baf09874a878c376,800,600,0,0.jpgWspominam o tym z uwagi na to, że Espace, którym się poruszałeś miało diesla pod maską i być może zdążyłeś się już trochę przyzwyczaić. Nie wiem ile będziesz robił kilometrów rocznie, ale jeśli codziennie będziesz dojeżdżał do szkoły, później do pracy to może wybór diesla będzie odpowiedni. Cenowo mieścisz się w tej kwocie, dostaniesz 10-11 letniego Forda, z dobrym silnikiem wyposażeniem na poziomie Jazza i nie mniejszą przestrzenią wewnątrz. Nieco podwyższone zawieszenie to duży atut tego samochodu, niestraszne Ci będą wysokie krawężniki, czy teren gdzie brakuje asfaltu. Spalanie silnika Duratec 1.4 na poziomie 8,5 litra w cyklu miejskim (tak mniej więcej wygląda maksymalne spalanie), a w cyklu mieszanym około 7 litrów, więc na tej płaszczyźnie przegrywa z Jazzem. Za to wersja diesel to spalanie około 5,3 litra na 100 kilometrów.

http://media.autokult.pl/b43413c74b4e43d74f86cf3ade7d1d08,400,300,1,0.jpgNa dzień dobry warto zająć się rozrządem i pompą wody, oczywiście olej i świece to podstawa. Całośc na dzień dobry to około 800 złotych w jednym z przykładowych modeli, który miał jednego właściciela, ładny kolor, był krajowy i może minimalnie przekroczylibyśmy budżet, ale w przypadku rok starszego modelu, w kolorze srebrnym mamy nawet małą rezerwę. To co może sprawiać kłopoty podczas użytkowania Forda Fusion to problemy z sondą lambda, na która skarży się wiele użytkowników, drobne ogniska korozji na tylnej klapie, czy drzwiach, łożysko podpory półosi, czy niezbyt dobre wykończenie wnętrza. Ale to samochód dużo tańszy w naprawie niż Jazz, bardziej popularny, przez co może łatwiej będzie go w przyszłości sprzedać.

http://media.autokult.pl/f05975902c99edfd53dbf912868442aa,400,300,1,0.jpgLubię tego małego Forda, jest ambitny, choć wnętrze nie urzeka oryginalnością, choć nie jest to cud stylistyczny, to w tej prostocie jest metoda. Dodajmy do tego, że sporo modeli było używane, jako służbowy, tak więc jest to pojazd, dla którego długie trasy i spore przebiegi nie stanowią problemu.  I wiesz co dalej? Odejdę od dotychczasowej koncepcji dylematów, gdzie dawałem opcję nr 3. Przeglądam, dzwonię, pytam, ale nie mogę znaleźć godnego konkurenta dla Jazza i Fusiona. Oba są warte siebie, godnie ze sobą konkurują i są świetnymi propozycjami, w 100% zgodne z Twoimi wymaganiami. Dam Ci dzisiaj dość wąski wybór, między Fordem, a Hondą, bo z tymi parametrami ciężko znaleźć coś lepszego, równie świeżego, dobrze wyposażonego, z niskim ubezpieczeniem i spalaniem. Jeśli pytasz mnie o zdanie, ja rozglądnąłbym się za Fordem, ale wybór ostateczny należy do Ciebie, życzę Ci powodzenia!

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Dlaczego Dacia Sandero I jest lepsza od Clio?

Jakiś czas temu koncern Renault zrozumiał, że potrzebna im marka samochodów dużo tańszych, niż te które oferują. Postawili na rumuńską Dacie, co okazało się strzałem w dziesiątkę, bo tani Logan sprzedawał się świetnie, w niecałe dwa lata 330 tysięcy sztuk. Potem przyszedł czas na konkurenta Fabii, auto które zabierze trochę rynku Volkswagenowi, tak oto powstało Sandero.

http://m.autokult.pl/dacia-sandero-2-214512-d52d19ba6,910,500,0,0.jpgNikt nie powinien mieć wątpliwości, że to segment B, choć cena 30000 zł za nowy model może sugerować coś innego. Co ciekawe w broszurach podawało się informacje, że bazuje na Loganie, a przecież Logan bazuje na Clio. Sandero zadebiutowało w 2008 roku i już wtedy wróżyłem mu sukces, nie tylko ze względu na cenę, auto prezentowało się dość dobrze, wpadało w oko podobnie jak wiele francuskich samochodów. Pod maską dostępne były silnik 1.2 16V 75 KM, 1.4 8V 75 KM, 1.6 84-87KM oraz 1.6 16V 105KM. Oprócz tego znane wszystkim diesle dCi (również z Clio) 1.5 dCi 68-75-86-90 KM. Wiele osób zarzucało mi hipokryzję w tej dziedzinie, bo jak w życiu nie kupiłbym Renault, to na Dacie skusiłbym się bez zawahania. Dlaczego?

http://m.autokult.pl/dacia-sandero-wnetrze-3--26da3ef,910,500,0,0.jpgRenault miało głupią manie (i w sumie wiele się nie zmieniło) wypuszczania na rynek eksperymentalnych pomysłów i testowania ich działania bezpośrednio na klientach. Silniki dopracowywano, gdy były już w sprzedaży, aż doszli do pewnego, w miarę bezpiecznego poziomu, z akceptowalną awaryjnością. Potem pojawia się Dacia, która przejmuje silniki i podzespoły ze starego Clio, które były już dopracowane, a ich słabe punkty wyeliminowano. Właśnie dlatego Sandero moim zdaniem jest znacznie lepszym wyborem niż stare Clio. Zwyczajnie nic Was w niej nie zaskoczy i to jest ogromny plus, tym bardziej w przypadku taniego samochodu. Fani brytyjskiego Top Gear wiedzą, kto jest najsławniejszym fanem tego samochodu – James May. I podobnie, jak jego mnie również urzekła prostota tego pojazdu. Są w nim stare, dobre rozwiązania i zupełnie nie przekonuje mnie argument, że Renault sprzedaje 10 letnią technologię w nowym samochodzie. Skoro wszystko działa to dlaczego nie? W dodatku silnik 1.2 to moim zdaniem mistrzostwo świata.

http://m.autokult.pl/dacia-sandero-5-214512-edae4951b,910,500,0,0.jpgMocy nie brakuje mu nawet na drodze szybkiego ruchu, autostradowe 140km/h to nie mordęga jak w przypadku Skody z podobnym silnikiem, w mieście maksymalne spalanie jest na poziomie 7,5 litra na 100 kilometrów, a jeśli mamy świetne warunki i nie urzeka nas brzmienie 1.2 na wysokich obrotach to 6 litrów jest do osiągnięcia. Czego chcieć więcej? Wiadomo, wyposażenie w tej klasie to siedzenia i kierownica, wnętrze wydaje się dość tandetne, ale jeśli Ci to przeszkadza to kup 20 letniego Mercedesa, a nie zwinne, małe autko miejskie. Bagażnik 320 litrów, na tylnej kanapie zmieszczę się nawet ja, a wyniki Euro NCAP to 3 gwiazdki, a za ochronę dzieci 4 gwiazdki! Jak to się sprzedawało? W 2009 roku z taśmy zjechał 50 tysięczny model, a pod koniec 2010 wyprodukowano już 300 tysięcy modeli Sandero, to naprawdę świetny wynik. Nawet diesle są niezłe, gdy usiadłem za kierownicą model 1.5 dCi pod odpaleniu silnika miałem mieszane uczucia, a jeszcze gorzej było gdy zamknąłem drzwi, bo wyciszenie w Sandero nie jest mocną stroną. Ale jeśli chcesz mieć spalanie na poziomie 5 litrów na 100 kilometrów to mała cena.

http://m.autokult.pl/dacia-sandero-stepway-1--4d20ec3,625,0,0,0.jpgZnacznie lepiej jest w przypadku silnika 1.2 i ten pasuje mi najbardziej ze względu na cenę, ekonomiczność i kulturę pracy. Nie kusi mnie 1.4 ani 1.6 bo palą znacznie więcej, a nie o to chodzi w miejskim samochodzie. To dość świeży samochód, więc może się wydawać, że ciężko o typowe usterki, ale udało się zrobić mały wywiad na temat Sandero. Pierwsza sprawa widać, gdzie oszczędzano na produkcji – gumowe elementy, które pękają, nieważne czy to osłony przegubów, czy uszczelniacze w skrzyni biegów, wszystko chyba robione z tej samej gumy, dostawcą był zapewne znany wszystkim koncern produkujący elementy gumowe, czyli Orbit. Mamy XXI wiek, więc etap rdzewiejących pojazdów powinniśmy mieć dawno za sobą, ale w przypadku Dacii temat powraca. Tłumik przeszczepili chyba z Renault 19, bo rdzewieje znacznie szybciej niż w innych modelach tej klasy, auto jest bardzo wrażliwe na wszelkiego rodzaju uszkodzenia blacharskie, blacha jest bardzo delikatna, bałbym się go postawić pod drzewem, bo mógłbym mieć rano odpryski od liści. No i to wnętrze, jeśli masz ręce równie subtelne co kulturysta nie dotykaj niczego w Sandero, bo może odpaść. Ciężko było o jakieś mega straszne przypadki awarii silnika, zawieszenia to auto po prostu się nie psuje. Wiadomo, jeśli eksploatacja nie przebiega właściwie trzeba się liczyć z konsekwencjami finansowymi, natomiast nie trzeba o nią dbać bardziej niż o Fabię, a koszty eksploatacji nie są zbyt wysokie.

Mimo kilku uchybień, które znalazłem nadal lubię Sandero. Obawiałem się, że po jeździe próbnej nie będzie tak fajnie, ale autko jest zwrotne, wygodnie się parkuje, widoczność jest świetna, w środku nie brakuje mi miejsce. Dacii udało się wywołać uśmiech na mojej twarzy, co jest najlepszą rekomendacją, bo inne auta tej klasy mogą być rozsądne, bezawaryjne, mieć lepszej jakości wnętrze, ale nie są na tyle pocieszne co Sandero. W dodatku zaryzykuję stwierdzenie, że to najładniejsze auto klasy B, a wersja Stepway jest dość zadziorna. Zakończenie będzie zaskakujące, kupiłeś już Skodę Fabię, a nie przejechałeś się Sandero? To dobrze się zastanów, czy nie zgubiłeś faktury, bo przyda Ci się przy zwrocie.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl