Hyundai i10 wkracza do akcji

W 2007 roku Koreańczycy postanowili na poważnie zagrozić europejskim przedstawicielom segmentu A. Pojawiała się wcześniej Kia Picanto, ale jakoś nie odbiła się szerokim echem i nie odniosła rynkowego sukcesu. Tak oto na jej płycie podłogowej stworzono Hyundaia i10, zasada była następująca – ma być prosto i tanio.

http://m.autokult.pl/hyundai-i10-1-1-test-aut-8f69839,0,920,0,0.jpgSkupię się na wersji po faceliftingu, bo jest bardziej dopracowana no i mówiąc wprost więcej ich wmieszało się między Pandy, czy trojaczki C1/107/Aygo. 3 wersje silnikowe – podstawowa 1.1 o mocy 66KM, 1.2 78KM oraz diesel 1.1 CRDi 75KM. Na szczęście udało mi się przejechać każdym, więc mam większe pole do manewru. Wersja podstawowa – no idealna do miasta, jest dość żwawy, nie muli go na wyższych biegach, a i na światłach ma co nieco do pokazania innym, nie zostaje w tyle. Auto nie waży nawet tony, więc naprawdę zwinnie przemieszcza się między budynkami. Na dłuższą trasę jazda z takim silnikiem jest oczywiście męcząca, ale kto kupuje takie auto na trasy po 300-400 km? Jeśli są już tacy przedstawiciele handlowi, poruszający się i10 to zdecydowanie lepiej sprawdzi się wersja 1.2, albo nawet dość elastyczny diesel.

http://m.autokult.pl/hyundai-i10-1-1-test-aut-61be9f1,0,920,0,0.jpgOba ekonomiczne, choć diesel zdecydowanie droższy w utrzymaniu. Chyba nie ma takiej siły, która przekonałaby mnie, że diesel w miejskim, tanim aucie to dobry wybór. Jest głośny, drgania przenoszą się do środka, no w każdym maluchu jest dokładnie to samo, tu nie jest inaczej, dlatego szybko wróciłem do wersji benzynowej. Wrażenia z jazdy? Jak to tanim autem, bez szału, dobrze reaguje na moje komendy, hamulce mogłyby być lepsze, ale na szczęście w standardzie jest ABS. i10 ma dziwne sprzęgło, nie wiem czy to przypadłość koreańskich samochodów, że wszystkie tak „wysoko biorą”, ale to nie pierwszy samochód ze wschodu, który tak reaguje i nie jest to raczej kwestia zużycia. Bynajmniej nie było mi się łatwo przyzwyczaić do tego. Pozycja za kierownicą – lepsza niż w Pandzie, bardzo dobra widoczność, a parkowanie to bajka, mógłbym to robić cały dzień, koperty, do tyłu, do przodu. Wnętrze?

http://m.autokult.pl/hyundai-i10-1-1-test-aut-08ec204,0,920,0,0.jpgMa swoje ciekawe detale, jak na przykład sterowanie radiem z kierownicy, posrebrzane plastiki w wersji, którą testowałem, podoba mi się, że każdy przycisk, przełącznik, czy schowek jest w zasięgu kierowcy, bardzo łatwy w dostępie. To auto stworzone z myślą o tym, że kierowca ma mieć wszystko pod ręką. Zdziwi wielu to co napiszę, ale jeśli chodzi o wnętrze to najlepsze auto segmentu A jakim jeździłem! W końcu znalazłem godnego konkurenta dla Pandy, który w dodatku cenowo nie odstaje od włoskiego potentata. Co do stylistyki ciężko mi cokolwiek pisać, biorąc pod uwagę, że auto tworzono z myślą, aby było jak najtańsze. Nie jest na pewno brzydki, w porównaniu z poprzednikiem, czyli Hyundaiem Atos, który stylistycznie mógł konkurować tylko z pralką Amica wygląda bosko! Gdy już dobrniecie w wersji podstawowej do 5 biegu, po 16 sekundach do 100 km/h nietrudno dojść do wniosku, że pasowałoby zwolnić. Odniosłem wrażenie, że bardzo go męczą wyższe prędkości. Zupełnie inaczej było w wersji 1.2, którą aż nosiło na 5 biegu, żeby go trochę docisnąć, żwawy maluch. Nie poszalejecie tym za dużo, ale te 120-130 km/h możecie śmiało cisnąć, bębenki w uszach Wam nie wybuchną. Ogólna ocena? Bardzo pozytywnie, i10 to maluch idealny do takich miast jak Kraków, gdzie wszędzie jest ciasno, wszędzie są korki. Łatwo się nim parkuje, pali mniej niż 6 l / 100km i pomieści w bagażniku (225 l) niemałe zakupy. Ciężko mi to napisać, ale chyba wolę go od Pandy, tak jakoś mnie naszło mimo iż jeździłem nim pierwszy raz, a Pandą nie zliczę już ile razy. Wzbudził we mnie zaufanie i chętnie przejechałbym się nim w większym mieście.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Najładniejszy z trojaczków – Citroen C1

Na rynku motoryzacyjnym od zawsze pojawiają się bliźniacze modele. Zazwyczaj polega to na tym, że wypuszcza się auto o innym znaczku i nazwie na jakiś rynek z przyczyn marketingowych. Jednak parę lat temu powstał Citroen C1, Toyota Aygo i Peugeot 107, czyli 3 różne marki, 3 różne nazwy, kilka kosmetycznych zmian w nadwozie i w sumie tyle. Najdziwniejsze jest to, że nie podzielili oni między siebie rynków zbytu, w każdym kraju można było wybrać jaki znaczek chce się mieć .

http://media.autokult.pl/e003705cdf334f0a745e6aaebc5079e1,400,300,0,0.jpgTe same silniki – 1.0i oraz 1.5 HDi, takie same podzespoły, bardzo podobne wnętrze i różnice widać tylko na zewnątrz. No i co ciekawe w cenie, bo Toyota była z nich najdroższa, najtęższe umysły borykają się z problemem rozwiązania zagadki – Dlaczego? Ja Wam nie odpowiem na to pytanie, ale faktem jest, że zamiast testować każdy z osobna, można wybrać jeden i mamy pogląd na całą resztę. Ja jeździłem Citroenem C1 w wersji benzynowej i gdy zobaczyłem się w szklanym odbiciu hipermarketu, na którym zaparkowałem poczułem się jak kompletny kretyn. Facet o gabarytach słonia nie może mieć tak małego auto, no ale cóż wsiadam, może nikt mnie nie zauważy. Co ciekawe w środku jest dość dużo miejsca, a większe problemy z ustawieniem siedzenia miałem w Volkswagenie Golfie, niż w C1. No, ale przecież to Francuz, nie ma co patrzeć na wyposażenie, bo i tak wiadomo, że wszystko się popsuje i popęka.

http://m.autokult.pl/citroen-c1-3-dda3358d5a1ca43a3bc,959,0,0,0.jpgAle tu wkracza zasada – nie szufladkować. Skoro cegiełkę do tego projektu przyłożyła Toyota, to nie może być, aż tak źle. I rzeczywiście usłyszałem sporo dobrego o tym maluchu. Pomijam łączniki stabilizatora, bo to na naszych drogach norma, w każdym aucie się psuje. Zdarzają się zapowietrzenia w zbiorniku paliwa, same przewody paliwowe też nie grzeszą trwałością. Największy problem jest, gdy nie przypilnujemy sobie przebiegu i zapomnimy, że istnieje takie urządzenie jak pompa wody. A ta w całej trójce jest nadwyraz wrażliwa, więc przegrzane C1, Aygo, czy 107 to żadna nowość dla mechaników. Na szczęście, jak na auto z XXI wieku serwis jest tani i to cieszy, bo pomysłodawcy zostali przy tradycyjnej koncepcji takich aut – małe, zwrotne, wygodne dla kierowcy, ekonomiczne i tanie w naprawie. No właśnie, ekonomiczne!

http://media.autokult.pl/0f4ab1095f0598e47e6dc9a6381c7876,800,600,0,0.jpgWłaścicielka tej C1 przyjechała z palącą się rezerwą, więc naturalnie z racji, że to ja chcę sobie nim pojeździć zaproponowałem zatankowanie, ona na to, że nie trzeba bo C1 jeździ na powietrze, jedzie już 90 km na rezerwie i nic. Mój upór był bezowocny, więc ruszyłem w podróż. Samochód prosty w prowadzeniu, dość szybko reagujący na moje polecenia – zmień bieg, zahamuj, ruszaj. Silnik idealny do takiego autka i nawet nie próbowałem go podkręcać na wyższe obroty, bo to równie okrutne co wstawić żółwia na bieżnie. Miałem miejsca wystarczająco, ale gdybym był wyższy chociaż o 4-5 cm to byłoby nieco gorzej. Póki co jestem miło zaskoczony, czyżby Francuzi przypomnieli sobie, jak się robi małe, fajne auta? Jeszcze Wam nie odpowiem, bo czas na kilka wad.

http://m.autokult.pl/citroen-c1-2009-0-77eca7377d7f63,910,500,0,0.jpg Samochód ma bagażnik wielkości mojej kieszeni w spodniach, siedzenie z tyłu jest jak zamknięcie się w pralce, nie podobają mi się wskaźniki, a raczej jedyny wskaźnik w środku, kierownica jest wykonana z najpaskudniejszego plastiku świata, a mimo skrzyni biegów, która wie czego chce kierowca sam lewarek zmiany sprawia wrażenie, jakby przy każdej zmianie miał się złamać. Co ze stylistyką? Jakoś dziwnym trafem C1 podoba mi się najbardziej z całej trójki i fajnie wygląda w czerownym kolorze. Ocena końcowa nie powinna być zaskoczeniem, to dobre autko do miasta i na krótkie dystanse, ale jazda tym na dłuższą metę sprawi, że będziecie nienawidzić swojego C1, krzyczeć na niego i kląć, a to sprawi, że on się rozpłacze i skuli na swoim miejscu parkingowym. Warto mieć C1 u siebie, ale pod warunkiem, że macie drugi samochód, nawet jakiegoś kompakta, jak na przykład Ford Focus.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Pralki na kółkach

Już sam nie wiem, czy się denerwować, czy po prostu śmiać, ale niektóre projekty motoryzacyjny, są tak absurdalne, że ciężko się zdecydować. Wbrew tytułowi, nie będzie dzisiaj dla odmiany poradnika ze sprzętem AGD, chodzi o samochody. Wyjątkowo paskudne i moim zdaniem totalnie bezużyteczne. Zapraszam na kolejne refleksje benzyny w żyłach.

No i proszę, oto pierwsze z paskudztw, jakie można kupić. Opel Agila, niech mi ktoś powie, że to nie jest pralka na kółkach! W dodatku strasznie brzydka i że niby czemu służyć ma taki samochód. To segment tych najmniejszych aut, jest z nich najwyższy wow, czy to oznacza, że mogę nią przewieźć jukę po wizycie w sklepie ogrodniczym? Oczywiście, że nie! Do tego auta trudno Wam będzie zmieścić nawet większy telewizor na stojąco. Nie mam pojęcia czemu mają służyć takie samochody, miejsca nad głową niby więcej, ale czy ktoś wzroście 1,9 – 2 m kupi sobie taką Agilę? Chyba po to, żeby prowadzić z tylnego siedzenia. Tam też mimo dodatkowych miejsc, nie ma więcej przestrzeni niż chociażby w żelazku, zwanym Tico, które opisywałem jakiś czas temu. Są ekonomiczne, to fakt, ale przecież Opel Corsa też jest ekonomiczna, a wygląda znacznie lepiej! Może ostatnio za dużo piszę tu o wyglądzie, zgodzę się z tym, ale wytłumaczcie mi w czym Agila jest bardziej funkcjonalna, od chociażby Corsy? Czy ktoś będzie pakował, jeden albo drugi samochód ze złożonymi siedzeniami po dach? Nie sądzę. Czy będzie woził drużynę koszykówki? Też nie. 

Więc po co Wam trochę wyższy od innych z tego segment, ale równie mały i na dodatek brzydki Opel, z 3 cylindrowym silnikiem, który ledwo ciągnie ten 900 kg sprzęt AGD? Jeszcze gorzej od Agili, wygląda jej brat z Japonii – Suzuki Wagon R+. I ja naprawdę nie przyjmuję tutaj argumentacji – lepszy taki, niż żaden, bo te auta wcale nie były i nie są aż tak tanie! Równie dobrze, można jeździć wózkiem sklepowym i argumentować w ten sam sposób – lepiej wózkiem sklepowym niż na nogach. Wdałem się już kiedyś w kłótnię na ten temat, z właścicielką Hyundai’a Atosa, którego zobaczycie za chwilę. No i nikt mi nie powie, że jest tam taka różnica w przestrzeni, że warto zdecydować się na niego, niż na przykład na Fiestę, czy wcześniej wspomnianą Corsę. Kpina totalna, w dodatku ten słaby silnik, który fakt w mieście jest ekonomiczny, ale jeśli przyjdzie Wam rozwinąć zawrotną prędkość, większą niż 60km/h, a co gorsza wyprzedzić, Wasza pralka przestanie już być tak ekonomiczna. Nieprawdopodobne, jest to, że przednie drzwi, mają wizualnie prawie tą samą wielkość co tylne, z których korzysta pewnie ktoś raz na pół roku, bo nie sądzę, że jakaś rodzina kupi sobie takie auto. 

Uczepiłem się tych aut, nie tylko dlatego, że mi się nie podobają, że nie rozumiem ludzi, którzy je kupują. Spróbuję Wam przybliżyć taką sytuację. Jedziesz nocą, przez nieoświetloną drogę, na przykład między lasami i nagle widzisz swoimi światłami leżącego na jezdni człowieka, zwierzę, jakieś żyjątko, no nie ważne. Naturalnym odruchem będzie szybki manewr kierownicą, aby ominąć przeszkodę. W tym przypadku (a zwłaszcza w przypadku bocznych wiatrów!) może skończyć się dachowaniem. Więc benzyna w żyłach, w końcu przestał skupiać się na stylistyce, czy nawet praktyczności i cenie. Wziął się za bezpieczeństwo! To auto, może okazać się śmiertelną pułapką, w momencie, gdy trzeba będzie wykonać gwałtowny manewr kierownicą. Wyraziłem już swoją niechęć co do minivanów, a teraz przyszło mi się zmierzyć z połączeniem małego auta (za którymi i tak nie przepadam) i minivana (których nienawidzę), koszmar! Rozpocznę chyba akcję – Nie dla pralek na polskich drogach, ciekawe jaki byłby efekt. A może wśród Was są fani takich samochodów, chętnie wysłucham argumentów, przemawiających za tym autem, bo wszystkie które dotychczas usłyszałem obaliłem w tym wpisie, czekam na nowe! Do usłyszenia!