Premiery 2016 – Fiat 124 Spider

W związku z tym, że robi się u nas coraz cieplej kolejna nowość 2016 roku powinna nas bardzo interesować. Jak wiemy w świecie roadsterów matką wszystkich jest Mazda MX-5, z tym zgadzają się nawet inni producenci. Korzystając z tej informacji Fiat postanowił wziąć od Mazdy MX-5 i zrobić to po swojemu, tak oto na rynku w przyszłym roku pojawi się Fiat 124, kolejny włoski powrót do korzeni.

http://m.autokult.pl/2017-fiat-124-spider-10-a24e05a1,630,0,0,0.jpgFiat 124 Spider był hitem w latach 60, wyglądał bajecznie, był żwawy i dość tani. Teraz Włosi postanowili wrócić do tej koncepcji, jednak wzięli pod uwagę fakt, że bezkonkurencyjna w klasie roadster, jest Mazda MX-5. Nie kłócąc się z tym faktem dogadali się z Japończykami, wzięli płytę podłogową MX-5 i zrobili to po swojemu. Efekt ze zdjęć podoba mi się bardzo, dużo bardziej niż bliźniak z Japonii. Jak wiadomo po włoskich stylistach mogliśmy się spodziewać znacznie więcej charakteru niż po specjalistach z Azji, których bardziej jarają układy scalone. Nowy Fiat 124 jest bardziej zadziorny, świadczą o tym chociażby przetłoczenia na masce, cały przód. Ogromny grill, ledowe światła na kształt łezki, nowy zderzak. Wygląda to genialnie, Fiat skutecznie wrócił do korzeni i może być nowym graczem w tej klasie. Biorąc pod uwagę producenta, możemy się też spodziewać, że będzie tańszy od konkurencji zarówno w zakupie, jak i utrzymaniu.

http://m.autokult.pl/2017-fiat-124-spider-25-c92273a7,625,0,0,0.jpgO ile na zewnątrz Włosi bardzo się postarali, o tyle w środku nie zaszło zbyt wiele zmian w porównaniu do MX-5, widać bardzo dużo zapożyczeń, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że zmieniono tu tylko znaczek na kierownicy, a szkoda, bo fiatowskie wnętrza wyglądają coraz lepiej. Na szczęście zmienił się też silnik, więc sama jazda będzie zupełnie inna, to byłoby już totalnie bezsensu, gdyby władować tam serce MX-5. Pod maską Fiata 124 będzie turbodoładowany silnik 1.4, generujący moc 160 KM, opracowany przez Abartha, świetnie! O to chodzi w klasie roadster, auto rozmiaru myszy z pazurem w stylistyce i dość mocnym, ale niezbyt dużym silnikiem, aby nie urwało nam głowy. Radość z jazdy – ta dewiza przyświecała producentowi 124 przy tworzeniu modelu i bardzo dobrze, bo tylko i wyłącznie o to chodzi w roadsterach.

http://m.autokult.pl/2017-fiat-124-spider-6-d418020e9,625,0,0,0.jpgCałość dania ma doprawić 6 biegowa, manualna skrzynia biegów, oj będzie się czym pobawić. Włosi złapali zajawkę na powroty do modeli z lat 60, najpierw Giulia, teraz 124, a to był bardzo dobry czas dla motoryzacji ze słonecznego południa. Z każdą chwilą podoba mi się coraz bardziej, gdy przeglądam same zdjęcia, a co będzie na żywo? Prawdopodobnie przekonamy się w lato 2016, bo wtedy zapewne 124 pojawi się w salonach. Aby uczcić ten powrót Fiat 124 będzie wypuszczony w specjalnej wersji – Anniversary, która będzie miała czerwony lakier, czarną skórę i specjalny zestaw numerowanych emblematów. Możecie być pewni, że włosi potrafią świętować, tak więc ta specjalna wersja będzie wzbudzała najwięcej emocji i zapewne rozejdzie się jak ciepłe bułeczki. 2016 – to może być rok włoskiej motoryzacji, bo to nie koniec ich premier, niech nasi zachodni sąsiedzi mają się na baczności.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Zadziorny roadster – BMW Z3

Nigdy nie ukrywałem, że nie darzę marki BMW specjalną sympatią. Szanuję je za świetne silniki, dobre prowadzenie, ale totalnie nie przemawiają do mnie swoją formą. Są jednak wyjątki takie jak Z3, które wzbudza we mnie pozytywne emocje.

http://media.autokult.pl/809d48a62831b57d3ef9b859f4d335cc,800,600,0,0.jpgMoje pierwsze spotkanie z Z3 miało miejsce jakieś 4 lata temu, gdy starszy brat jednej z koleżanek nabył takowy samochód. Auto było produkowanie od 1997 do 2002 roku i jako roadster całkiem nieźle radził sobie na rynku. Silników było sporo od 1.8 do wersji M 3.2 o mocy 321 KM, dzisiaj jest to rodzynek wart czasem więcej, niż używane Z4. Popularnym modelem była też wersja 1.9 i mocy 118KM lub 140 KM, dzisiaj do dostania od ręki na rynku wtórnym. I właśnie tą wersję prowadziłem jako pierwszą i byłem pozytywnie zaskoczony. Autko daje dużo frajdy, silnik mimo 4 cylindrów i niewielkiej mocy brzmi nieźle, to pomyślcie co było jak później udało mi się poprowadzić wersję 2.2 o mocy 170 KM! Genialny wóz, choć zdecydowanie wymaga pewnego doświadczenia, najlepiej w prowadzeniu BMW, bo to nie to samo co Volkswagen, czy Fiat i to powie Wam każdy właściciel mocniejszej „bejcy” z lat 90. Co z wyglądem? Oczywiście z przodu podkreśla swój rodowód, ale nie jest to takie typowe BMW, ma charakter i aspiracje. Niezależnie czy jeździsz Z3 z dachem, czy bez, to ona zawsze wygląda dobrze. No i oprócz wiatru we włosach daje Wam piękny dźwięk, gdy się ją przyciśnie. Miejsca mi osobiście nie brakowało, ale mam wrażenie, że gdybym był chociaż 5cm wyższy, to byłby dla mnie za mały.

http://m.autokult.pl/bmw-z3-2-301721-616x462-b41cda54,630,0,0,0.jpg

Co prawda mogliby trochę poszaleć z wnętrzem stylistycznie, ale postawili na solidne i znane z poprzednich modeli kształty. Oprócz tego to kabriolet i w przypadku Z3 musicie się liczyć z tym, że po złożeniu dachu, bagażnik praktycznie nie istnieje. Jedną z wad na którą skarżą się właściciele, do których dzisiaj wydzwaniałem to słabe uszczelnienia, przede wszystkim w bagażniku. Ogólnie rzecz biorąc Z3 jest autem, które nie sprawia wiele problemów właścicielowi, o ile o nią dba. Uszkodzenie, które potwierdziło się w 7 na 11 wykonanych telefonów to wentylator chłodnicy, a przegrzane Z3 to okropne wydatki. Jeden Pan uściślił, że chodzi o sprzęgło wiskotyczne wentylatora chłodnicy, które z biegiem czasu ulega uszkodzeniu. Kilka modeli z warsztatu tego samego Pana pojawiło się ze zjedzonymi nadkolami i progami, a to przecież nie był tani samochód! Swoją drogą Pan mówił, że na bieżąco jeszcze 2 lata temu serwisował 6 takich modeli, a mieszka w Gdańsku, tak więc trójmiasto oficjalnym miastem Z3 w Polsce, jest tam już człowiek, który wie o nich wszystko, serdecznie pozdrawiam! Co do zawieszenia to już kwestia tego jak był jeżdżony, a raczej upalany. Należy pamiętać, że serwis Z3 nie będzie należał do najtańszych, chcesz BMW? 

http://media.autokult.pl/06de9f377fb2c921ec8daf15b1efaf13,800,600,0,0.jpg

No to płać, life is brutal. Lubię kabriolety, ostatnio często o nich piszę, ale sam nie wiem czy kupiłbym sobie, nie do końca jestem przekonany, czy takie auto do mnie pasuje. Jeśli już miałbym kupić to problem byłby jeszcze poważniejszy – którego wybrać? Pisałem o MX-5, które jest matką wszystkich roadsterów, Merc SLK, który ma w sobie klasę no i teraz Z3, które daje radość z jazdy (chyba, że jesteś fanem automatycznej skrzyni biegów). Ciężka sprawa, pewnie zadecydowałaby cena, a BMW nie należy do najtańszych. Ceny dobrych egzemplarzy zaczynają się od 15 tysięcy złotych, poniżej nawet nie ma co patrzeć bo w większości są powypadkowe, albo upalone. Z3 to chyba moje ulubione BMW i minęło sporo czasu od mojej ostatniej jazdy tym autem, dlatego jeśli jesteś właścicielem tego auta i udostępnisz go do filmiku, to pisz na maila, dogadamy się jak zrobi się cieplej!

Źródłem zdjęć jest:
http://autokult.pl

Matka wszystkich roadsterów – MX5

Nadrabiam zaległości z kabrioletami, które rzadko gościły dotychczas na blogu. Mazda MX-5, znany wszystkim samochód łączący w sobie wszystkie dobre cechy kabrioleta. Powstał dla ludzi, który znudziły kompakty, sedany i zapragnęli czegoś równie solidnego i łatwego w prowadzeniu w rozsądnych pieniądzach. 

http://media.autokult.pl/2852c36f9bca87a7f504b71d03a2f965,800,600,0,0.jpg

Bierzemy pod lupę drugą generację modelu, produkowana od 1998 do 2005 roku była hitem sprzedażowym na całym świecie. Ładne, aerodynamiczne nadwozie, łatwość prowadzenia, przestronność wnętrza i napęd na tył dający dużo frajdy. Recepta w 100% skuteczna i wykonana. Najsłabszy, 4 cylindrowy silnik 1.6 miał 110 KM i wcale nie jest powolny, kolejne wersje 1.8 131-140 KM oraz wersja Turbo 1.8 wyciągająca 178 KM to już więcej emocji, więcej frajdy, ale i więcej wymaga i mniej wybacza niż standardowe 1.6. Pamiętajmy, że auto waży niecałe 1100 kg, więc nawet 110KM czyni MX-5 dynamicznym samochodem. We wnętrzu jest wygodnie, solidnie jak przystało na Japończyków, a w bagażniku o pojemności 144 litrów zmieszczą się zakupy dla dwóch osób. I nie zgodzę się ze stwierdzenie, że to kobiece auto, już SLK o którym pisałem jest bardziej kobiece niż MX-5. Ma w sobie charakter i taką zadziorność, co czyni ją uniwersalną w kwestii płci kierowcy. Auto otrzymało 4 gwiazdki w NCAP, więc jest też bezpieczne i ochroni nas przed wariatem w swoim BMW Z3, który zapragnie się z nami zmierzyć na 1/4 mili. 

http://i62.tinypic.com/2akk8rn.jpg

MX-5 nie ma twardego dachu, więc trzeba się liczyć z tym, że o ten element trzeba bardzo dbać. Także dlatego, że jego naprawa jest dosyć problematyczna, a zakup nowego może okazać się bolesnym doświadczeniem. W aucie nie psuje się zbyt wiele, figle płatają czujnik temperatury, kontrolka pasów. Poważnym problemem jest rdza nadkoli, na którą bardzo narzekają użytkownicy, są bardzo wrażliwe na sól, której w Polsce mamy pod dostatkiem nawet na wiosnę. Mazda potrafi wiele wybaczyć, ale nie dopilnowanie wymiany takich części jak świece, czy filtry może skończyć się poważniejszą awarią. I tak poza tym ciężko było mi znaleźć w wywiadzie z mechanikami coś bardzo niepokojącego. To kolejne potwierdzenie tezy – japońskie z lat 90 się nie psuje! To najrozsądniejszy zakup, ze wszystkich kabrioletów dostępnych na naszym rynku wtórnym. Cenowo wygląda to różnie, ale 10 tysięcy wystarczy na MX-5, którą trzeba będzie lekko dopieścić, jak większość używanych aut. Samo prowadzenie jest bajecznie proste, choć neandertalczyków ostrzegam, że dawanie po gazie na śliskim, ze względu na masę Mazdy, może zakończyć się wizytą u blacharza. To auto do którego podchodzi się z luzem, uśmiechem, ale też rozwagą. 

http://i61.tinypic.com/jrza0g.jpg

No chyba, że masz doświadczenie w autach tylnonapędowych, choć i tak poczujesz różnice między dajmy na to BMW 3, a roadsterem z napędem na tył. Zakup MX-5 może się okazać też bardzo bezpieczny, bo ludzie kupujący to auto nie upalają go do czerwonych obrotów, raczej mamy na rynku zadbane modele, a właściciele uczciwie podzielą się z nami jego historią. W komisach ciężko o takie auta, bo rzadko się sprzedają, tym lepiej, bo możemy bezpośrednio poznać tą osobę, która nim jeździła. Nie trudno jest wysnuć wniosek, że to naprawdę dobry samochód, wart polecenia. Gdyby mnie ktoś zapytał o rozsądnego roadstera, bez wahania wskazałbym MX-5, choć sam pewnie i tak kupiłbym Alfę Romeo Spider, taki już jestem. Ale ja lubię ryzyko, a większość raczej stabilizację, dlatego jeśli nie chcesz mieć niespodzianek, tylko stabilne cztery koła, bez dachy pod domem to znajdź swój ulubiony kolor i leć do bankomatu. 

Źródłem zdjęć jest:
http://autokult.pl

Kabriolet spod gwiazdy na masce

Jakoś zupełnie nieświadomie pominąłem temat kabrioletów, dlatego dzisiaj w testach będziemy mieli jednego z popularniejszych. Bo któż nie zna Mercedesa SLK, miał już trochę swoich wcieleń, a w moim wpisie zajmę się R170, zapraszam!

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/7/7d/Mercedes-Benz_R170_320.jpg/800px-Mercedes-Benz_R170_320.jpgJeden z pierwszych roadsterów ze składanym, metalowym dachem. Głównie dlatego znajdował szerokie grono odbiorców, ponieważ był bardziej praktyczny, w zimę nie miało co przeciekać. Skrót SLK rozwijamy – Sportowy Lekki Krótki. Jest w tym oczywiście jakieś ziarno prawdy, choć większość właścicieli otwarcie przyznaje, że SLK nie jest demonem prędkości. Podstawowa wersja 2.0 miała moc 136 KM i rozpędzała samochód do setki w 10,5 sekundy, więc wynik mało sportowy, ale z drugiej strony mniej wieje. SLK 200 Kompresor, którzy lubią mieć wiatr we włosach wyciągała już 163 KM, a jakby tego było mało macie jeszcze 2.3 Kompresor – 197 KM, V6 3.2 o mocy 218 KM, albo SLK 32 AMG pod którego maską bije 354 KM, a auto setkę osiąga w nieco ponad 5 sekund, a to już mocne uderzenie. Niestety na rynku wtórnym 12 letni Mercedes Roadster z takim silnikiem kosztuje około 60 tysięcy złotych, a to więcej niż bochenek chleba. Ale nie zniechęcajmy się wersja 2.0 Kompresor już dostarcza emocji, a co dopiero większe silniki, którymi przyznam się szczerze nigdy nie jechałem. Dlatego będę się skupiał na tej konkretnej wersji. Napęd na tył, 5 biegowa, manualna skrzynia, 2 miejsca to wszystko co musi mieć rasowy roadster. A jeśli należysz do tych, którzy wolę oszczędzać siły w ręce na wieczorne uciechy, wybierzesz skrzynie automatyczną. Stylistycznie odbiega od swoich braci z fabryki, łączy go tylko znaczek na masce. To taki szalony nastolatek, wśród rodziny pełnej dentystów i prokuratorów. Ale zapominamy o tym niesfornym i dosyć intrygującym wyglądzie z zewnątrz, gdy zasiądziemy za kierownicą. Tu już jest prawdziwy Merc: skóra, wielkie koło z gwiazdą na środku, porządne wykończenia. Ale musiał mieć swój charakter, dlatego na rynku są różne wersje kolorystyczne, skórzanych siedzeń, czarno – niebieskie, czarno – czerwone itp. Nie muszę chyba wspominać, że ma full elektrykę i klimatyzację, bo chyba każdy wie z jakim autem mamy do czynienia. 

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/a/ac/Mercedes-Benz_R170_front_20080825.jpg/1024px-Mercedes-Benz_R170_front_20080825.jpg

A sama jazda to już zupełnie inna para kaloszy. Silnik podrywa samochód z miejsca po muśnięciu stopą, po pedale gazu. To tył napęd, więc trzeba brać pod uwagę rodzaj i stan nawierzchni z jaką mamy do czynienia. Jeśli będziesz miał takie życzenie SLK pójdzie bokiem bez najmniejszego problemu. Silnik brzmi świetnie, mimo iż to mały roadster, który właściwie powinien służyć do rekreacyjnej jazdy. Nie dajcie się zwieźć, można nim poszaleć. Po kilkunastu telefonach stwierdzam, że wszyscy właściciele mówią to samo, kupiliby drugi raz to samo auto. Gdy złożysz dach, okazuje się że masz spory, 350 litrowy bagażnik, a fotel dopasuje dla siebie nawet facet, który ma 1,9 wzrostu, choć pewnie będzie dziwacznie wyglądał wysiadając z niego. Spalanie, psucie się, to w przypadku takiego auta schodzi na dalszy plan, ale nie zapominajmy, że mamy do czynienia z Mercedesem, który naprawdę przykłada się do składania swoich aut, a na ich hali produkcyjnej nie znajdziecie młotka. Samochód jest wdzięczny, potrafi wiele wybaczyć, choć połyka nawet 12 litrów na setkę, to wyciągam krucyfiks na tych, którzy wpakowaliby do niego gaz, ludzie opamiętajcie się z tym gazem. Zbieram hejty za to, że neguje gaz w niektórych autach, no wybaczcie, nie jestem przeciwnikiem LPG, ale nie zaakceptuje gazu w samochodzie, który ma sportowe zacięcie, to nie działa, to jest bezsensu, to jest wieśniackie cebulandio! Cenowo wygląda to różnie, od 12 tysięcy za najsłabszy model, w przyzwoitym stanie, około 17-18 za ten, którym ja jeździłem 2.0 Kompresor, no i im młodszy samochód i większy silnik to cena idzie wzwyż. Oczywiście znajdziecie tańsze modele, ale liczcie się, że trzeba będzie w nim trochę porobić. Cena nie jest atrakcyjna, dużo taniej dostaniesz Mazdę MX-5, która nie odstaje wiele od SLK, ale no umówmy się, Mazda nigdy nie będzie Mercem.

Mały, zwinny, żwawy, wdzięczny – Mercedes SLK ma wszystkie cechy, które powinien mieć roadster. W dodatku daje nam wiele radości z jazdy, o czym sam się przekonałem. Wszystko dzięki napędowi na tył i mocnemu silnikowi. Dobrze wyposażony, wygodny, z hardtopem, to auto wyprzedza nieco swoją epokę, bo z tymi cechami nawet na dzień dzisiejszy, w kontrze nowymi C+C jest godnym konkurentem. Znalazłem na zakończenie małe „ale”, dla mnie on jest jednak za mały, nie zrozumcie mnie źle, to dobry samochód, ale na pewno nie dla mnie. Ale jeśli Cię kręci, wahasz się, to daj się ponieść i kup sobie SLK, na pewno nie będziesz żałował!

Małe dziwadło z Niemiec

Smart jest taką marką, z której jedni szydzą, a inni czczą za chociażby unikalność, czy niskie spalanie. Ja zawsze twierdziłem, że to świetna propozycja jako drugie auto w rodzinie, a ten oto twór z 2003 roku jest zaskakujący i nadaje się do tego idealnie, a dlaczego? Zaraz się dowiecie. 

Smart Roadster, bo taką nazwę nosi to małe coś, wygląda kosmicznie. Ale to dobrze, bo czemu mamy ciągle oglądać to samo na drodze. Jego wymiary: 3,4 m długości, 1.6 m szerokości i 1.2 m wysokości sprawia, że często klasyfikuje się go z segmentem A. Choć moim zdaniem segment tego auta nazywa się Smart. A to dlatego, że żaden producent nie robi takich aut jak oni. Roadster ma pod maską silnik 698 i niech Was to nie śmieszy, bo autko w najsłabszej wersji waży 790 kilogramów, tak więc taki mały silniczek, który wyciąga moc 61 KM i tak pojedzie szybciej niż nie jeden droższy samochód. Oczywiste jest, że 15,5 sekundy do setki może być nie wystarczająco, dlatego Mercedes wprowadził też mocniejszy silnik o tej samej pojemności, którego moc to 82 KM. Wersja specjalna, której autorem jest studio Brabus ma moc 101 KM i przyspiesza do setki poniżej 10 sekund. Te osiągi mogą nie zadowalać fanów moto sportu, ale ludzi którzy chcą mieć auto bez dachu, które nie urwie im głowy i będzie idealny na przejażdżkę we dwoje poza miasto jest strzałem w dziesiątkę. Gdy dodam do tego, spalanie poniżej 5 litrów na 100 kilometrów Smart Roadster staje się dosyć atrakcyjny. 

A przez swój kształt, silnik i cenę można z powodzeniem rzec, że nie miał konkurentów na rynku. Jednak stylistyka wywołuje tak bardzo mieszane uczucia, że nie zrobił furory, produkowano go tylko 2 lata. Może zostanę uznany za kompletnego świra, ale mi ten samochód się podoba. Wyobraźcie sobie letnie po południe w korku w mieście, wszyscy klną zużywają po 12 litrów na setkę bo klima, silnik ciepły itd. a Ty otwierasz dach i czekasz spokojnie, bezstresowo aż się coś ruszy, bo Twoje auto pali, tyle co nic. Fajnie nie? Dodając, że nie było aż tak popularne, jesteś właścicielem dosyć unikalnego samochodu, więc możesz się nim z powodzeniem pochwalić. Co więcej, Smart Roadster ma napęd na tył, więc ambicji nikt mu nie odmówi, mimo silnika mniejszego niż w Seicento. Swoją ekonomiczność zawdzięcza też skrzyni biegów, która jest półautomatyczna i 6 stopniowa! Zbierając to wszystko do kupy, drapiąc się po brodzie, po prostu nie można powiedzieć, że to auto to bezużyteczny i nikomu niepotrzebny epizod motoryzacyjny. No i pojawia się klasyczne ale. Jeśli zachwyciłeś się w jakimś stopniu tym autem, przygotuj gruby plik banknotów, bo nie będzie tanio. Ceny za model w miarę dobrym stanie zaczynają się od 15 tysięcy złotych. 

Za to dostajemy w wyposażeniu elektryczne szyby, ABS, centralny zamek, auto alarm i to jest podstawowa wersja, kolejne mają już skórę, klimatyzację, nawigację. Więc nie jest to taka szara myszka za duże pieniądze. Jednak czy warto na niego aż tyle wydać? Ciężka sprawa i powiem Wam, że sam nie jestem w stanie na to pytanie odpowiedzieć. Za to powiem Wam co się może tu zepsuć. Jak to w autach ze składanym dachem, prędzej czy później ten dach się rozszczelni, a w przypadku Roadstera przez takie rozszczelnienie może dojść do awarii oświetlenia. Często wyskakują błędy z komputera, kluczyk może się rozkodować, Ogólnie elektryka i elektronika w Smarcie ma swoje humory, czego efektem może być nawet przegrzanie, bo czujnik temperatury ma tendencje do zasypiania. A serwis? Nie łudźcie się, nie będzie tani, bo części dostaniecie tylko w ASO. 

A więc jak go podsumować? Małe, ciekawe, zwinne, ekonomiczne, czy może kosmiczne, absurdalnie drogie w zakupie i utrzymaniu? Wszystko zależy od tego kto go kupuje, bo jeśli  wpadłbyś na to aby Roadstera kupić zamiast Mazdy MX-5 (w co nie wierzę, chyba że jesteś testerem leków na kaszel), albo masz zamiar jeździć tylko tym autem, to rzeczywiście można mu przypiąć drugą wersję epitetów. Ale jeśli szukasz małego roadstera, który jest żywy jak młody szczeniak, będzie na tyle unikalny, aby nie jeździła nim co druga 19 letnia córka bogatego snoba, a do tego spali Ci mniej niż 5 litrów, to bierz Roadstera. I wiecie co? Wolę go od każdego kompakta w wersji cabrio, który kosztuje tyle samo, bo wiem, że nikt nie robił go żeby zapełnić lukę w ofertówce. Dziękuję za uwagę.