Sportowe coupe tańsze niż używana Octavia

Stanęły obok siebie, jak gdyby nigdy nic do siebie nie miały. Z pozoru dwa, zupełnie inne samochody, w rzeczywistości mając tyle samo pieniędzy co na kilkuletnią Skodę Octavię możesz mieć każdy z nich. Nietypowy pojedynek, który zdarzył się zupełnie przez przypadek Mitsubishi Eclipse kontra BMW E46 320i w wersji coupe.

http://media.autokult.pl/05a50f37824055658346cc2d73475d02,400,300,1,0.jpgNa początku Mitsubishi, które nie wszyscy kojarzą, a to dlatego, że jego głównym rynkiem zbytu są Stany Zjednoczone. Jak spojrzymy w dane techniczne odniesiemy wrażenie, że rzeczywiście jest dosyć amerykański. Silnik 2.4 i tylko 162 KM mocy, ale jakby na to nie spojrzeć to coupe i ma mieć zacięcie sportowe. Choć gdy patrzę na niego jakoś nie czuję, że jest to samochód, który mogę nazwać rasowym sportowcem, jest trochę zbyt stateczny w swojej stylistyce. Świetne kształty, nie jest to brzydki samochód, a jeśli stoi na fajnych alufelgach to dobrze się na niego patrzy, ale jego wygląd nie sprawia, że mam ochotę do niego wsiąść i go przycisnąć, nic takiego się nie zdarzyło. Silnik mimo dużej pojemności, ma trochę mało mocy, rzędowy układ cylindrów, 220 Nm momentu obrotowego, uzyskiwane przy 4000 obrotów na minutę i napęd na przód. To 9 letnie Mitsubishi porywa na pewno bardziej niż Skoda Octavia 1.2 TSI, ale co z konkurencją?

http://media.autokult.pl/51dd112bc519c9a8f528b892cd15419d,400,300,1,0.jpgCo w cenie 24000zł można dostać w podobnym roczniku, z podobnym silnikiem? Odpowiedź uzyskałem po powrocie z jazdy Eclipse. Pozycja za kierownicą – świetna, siedzi się dość nisko, fotele przystosowane do tego, aby przytrzymywały Cię w zakrętach, deska rozdzielcza genialnie zaprojektowana, to chyba najładniejszy element całego samochodu. Gdy tylko go odpaliłem nie miałem już wątpliwości, że to samochód sportowy, bo po prostu brzmiał świetnie. Eclipse bardzo dobrze trzyma się drogi, do setki przyspiesza w około 9 sekund, więc nie jest to wynik porywający, ale nie ma się też czego wstydzić. Mam wrażenie, że zawieszenie mogłoby być nieco twardsze, ale skoro przygotowali go na rynek amerykański to zupełnie mnie nie dziwi, że jest trochę zmiękczony. Prowadzi się bardzo przyjemnie, gdy tylko przekroczysz 4000 obr/min masz ochotę na więcej i więcej, bo wtedy w Mitsubishi rodzi się chęć zjadania aut na prawym pasie.

http://media.autokult.pl/ef6bf42cd82e53a854ed3f34d6f947ae,400,300,1,0.jpgJechałem tak już dłuższą chwilę i zaczęło podobać mi się to Eclipse, ciężko było mi się do czegoś doczepić, jakimś cudem trafiłem na wersję z manualną skrzynią, więc miałem więcej zabawy z tej przejażdżki. Gdy tylko wróciłem uznałem, że to będzie fajny artykuł, ale wszystko zmieniło się po chwili. Obok Mitsubishi na parkingu stanęło BMW E46 Coupe, jak się okazało był to kolega właściciela Eclipse, który ciągle mu wypomina, że ma lepsze auto. No to zmieńmy koncepcję z testów na mały pojedynek BMW 320i coupe VS Mitsubishi Eclipse. E46 wszyscy znamy, nie trzeba go specjalnie przedstawiać, jest z nim pewien problem. Oczywiście nie chodzi o sam samochód, raczej o ludzi, którzy nim jeżdżą. Gdy ktoś podjeżdża takim autem, spodziewasz się, że wysiądzie z niego wielki gość, z błyszczącą głową, łańcuchami i rękami jak konar dębu.

https://i.wpimg.pl/985x0/m.autokult.pl/2000-e46-m3-coupe-1-9817bd45bef1.jpgDlatego niełatwo kupić sobie taki samochód. Wersja, która stanęła do pojedynku z Eclipse to 2.2 170 KM z 2004 roku. Mają podobne wyposażenie i mogą się ze sobą zmierzyć, bo moc również jest zbliżona. Jak się można było spodziewać Mitsubishi.. przegrało, z kretesem. BMW do setki przyspiesza w 8 sekund, 210 Nm momentu obrotowego uzyskuje przy 3500 obr/min, w dodatku ma napęd na tył, więc jest dużo bardziej sportowa. Pod maską rzędowa szóstka, tradycyjna jednostka BMW i w tej kwestii Eclipse musi uznać wyższość BMW, trochę przykro, bo auto miało ambicję być dobrą propozycją na sportowe coupe w cenie Octavii, ale E46 wszystko popsuło. Układ kierowniczy, osiągi, zawieszenie, to co najważniejsze w takim aucie w BMW jest dużo lepsze niż w Mitsubishi. I choć nie podoba mi się jej wnętrze, nie podoba mi się z zewnątrz to nie potrafię powiedzieć, że z tej dwójki wybrałbym Eclipse.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/bmw-m3-1-249458-616x445-39b8facb.jpgZnów użyję sparafrazowanego powiedzenia z Top Gear – 320i zjada, połyka i beka wydechem na sam koniec w tym bezpośrednim pojedynku z Mitsubishi. Można je oczywiście kupić, nie będzie to jakaś zbrodnia przeciwko motoryzacji, ale przyjdzie dzień, taki jak ten, gdy testowałem go na potrzeby bloga, że pojawi się obok BMW i będzie Ci zwyczajnie głupio, że Twoje auto jest słabsze, mniej rasowe i mniej sportowe. Są oczywiście inne propozycje w tej cenie, mamy Mercedesa CLK, Peugeota 407 coupe, albo po prostu można kupić jeszcze bardziej rasowe, głośniejsze, mocniejsze auto, ale będzie ono dużo, dużo starsze. Dlatego ten pojedynek, który zdarzył się zupełnie przez przypadek jest dość trafiony, choć BMW zmiażdżyło Eclipse to szczerze mówiąc nie zganiłbym kogoś za zakup tego drugiego, bo za Mitsubishi nie musisz się tłumaczyć, w dodatku dużo łatwiej będzie się nim jeździło, bo gdy będziesz się chciał włączyć do ruchu nikt Ci tego nie będzie utrudniał, a w BMW wszyscy wiemy, jak jest. Wybór należy do Was 

Źródło zdjęć: http://autokult.pl

Ma być tanio! Panda vs Spark vs C1/107/Aygo

Ponownie wracam do Was z porcją nie do końca sprawdzonych faktów, subiektywnych i twardych opinii. Znów chcę być pożywką dla fanów nudnej motoryzacji i  przepełnionych olejem napędowym Januszy. Na dobry początek staniemy przed dylematem zakupu małego samochodu, coś z dobrym rocznikiem, taniego, dobre na pierwsze auto, na drugie w rodzinie lub po prostu coś czym da się jeździć. Dobry rocznik, małe rozmiary, niska cena to będzie nam dzisiaj przyświecać.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/fiat-panda1-616x453-19bbf609503c.jpgPierwsze auto jakie przychodzi mi na myśl po tych kilku słowach to Fiat, a jakiego mam wybrać do walki z innymi przedstawicielami taniej strefy motoryzacyji, jeśli nie Pandę? 2 168 491 dokładnie tyle małych Pand zjechało z taśmy montażowej w Tychach do Grudnia 2012 roku. Kolejny samochód, który zmotoryzował Polskę na dobre, za niecałe 30000 złotych można było nabyć pięcio osobowy samochód, który nawet miał bagażnik! Produkowany przez 9 lat, miał w swojej gamie silnik 1.1 dobrze znany z Seicento, twardy jak byk, 54 KM, 15 sekund do setki i brak wspomagania w najtańszej wersji. 1.2 60 KM to wersja droższa, a w późniejszym czasie 1.2 69 KM zastąpiło na dobre 1.1, który zwyczajnie była już przestarzała, nawet kilka lat wstecz. 1.4 16 V o mocy 100 KM to już czysty potwór, a wersja wysokoprężna miała zachwycić nawet najbardziej wybrednych oraz tych, którzy mają firmowy samochód na ON i potrzebują faktury na każde 5 złotych wydane na stacji benzynowej.

http://m.autokult.pl/fiat-panda-wn-c4-99trze-9ed4c59c,750,470,0,0.jpgPanda to samochód prosty, tani w zakupie, tani w eksploatacji, niebudzący skrajnych emocji, Fiat po raz kolejny zrobić to co potrafi najlepiej. Dziś Pandę II możemy nabyć za około 6-7 tysięcy złotych. Na rynku pełno Pand nawet tańszych, ale każda ma za sobą głębszą historię, choć nie oznacza to, że będzie to dogorywający model. LPG to dość popularny sposób jeszcze mocniejszego odciążania portfela i słusznie, bo Panda radzi sobie z gazem wzorowo. Oczywiście musimy się liczyć w takiej sytuacji z brakiem koła zapasowego lub uszczupleniem powierzchni bagażnika, o imponującej liczbie 206 litrów, coś za coś. Na szczęście świat poszedł do przodu i zamiast koła zapasowego wystarczy nam puszka uszczelniacza do opon w bagażniku! No dobra koniec komplementów, bo Panda ma trochę wad. Plastiki w środku są paskudne, mój 25 letni Ford ma lepszej jakości wnętrze, mimo upływu czasu i setek tysięcy kilometrów. Znalezienie wygodnej pozycji za kierownicą dla kogoś większego od gimnazjalisty wcale nie jest takie proste, faceliftingi tylko pogarszały wizerunek Pandy, 3 osoby na tylnej kanapie tylko w przypadku, gdy wieziemy anorektyczki na terapię, w innym wypadku będzie to Fear Factory, no i na końcu wad będzie drążek zmiany biegów, który dla mnie jest zaletą, bo lubię wyżej umieszczony drążek, ale z wielu rozmów o Pandzie odnoszę wrażenie, że denerwowało to nabywców Pandy przez długie lata.

http://media.autokult.pl/8a29005cf0237cf13f6141e35e26e961,800,600,0,0.jpgKto stanie do boju z Pandą? Samochodem globalnym, wyjątkowo ekonomicznym i tanim? Po upadku Daewoo, Chevrolet miał kontynuować ich dzieło na rynku europejskim, tanie, proste auta dla ludu. W miejscu, gdzie pojawił się Matiz kilka lat wstecz, znalazł się Spark, który podjął walkę z Pandą. Sprzedawany na całym świecie, pod milionem różnych nazw, równie tani co chleb tostowy i równie prymitywny co podstawowa wersja Pandy. Silnik 0.8 54 KM był bardzo powolny, ale ekonomiczny, dla fanów ostrej jazdy Chevrolet stworzył wersję 1.0 66 KM, która na pierwszym biegu nie miała sobie równych na światłach przez pierwsze półtorej sekundy. W środku plastiki są tak cienkie, że kartka papieru wydaje się trwała, jak tytan przy wykończeniach Sparka. Tylna kanapa jest niewygodna, coś jak kościelna ława. Podobnie, jak Panda mało pali i jest tani w naprawie.

http://media.autokult.pl/b370663353bf35981de056aa835f96d8,400,300,1,0.jpgAle jakby na ten temat nie spojrzeć Spark jest potwornie brzydki, Panda wydaje się przy nim być klasową miss. Cenowo wygląda to bardzo podobnie, Spark szybciej tracił na wartości i nie nadawał się do pracy powozu przedstawiciela handlowego, więc istnieje dużo mniejsze ryzyko, że Spark będzie zajeżdżony. Do walki z Pandą postanowiły stanąć trzy, wielkie koncerny motoryzacyjne. Jej pozycja była tak mocna, że postanowili złączyć swoje siły – Citroen, Peugeot i Toyota.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/citroen-c1-r44-496x372-84c071078.jpgGdyby w tym gronie nie znajdowała się Toyota, byłby to bardzo ryzykowny zabieg, ale w tym świecie wina, bagietek i croissantów znalazło się miejsce dla Japończyka. I tak oto w 2005 roku pojawiły się trojaczki – C1, 107 i Aygo. Dużo droższe od Pandy, czy Sparka, ale lepiej wykonane i budzące większe zaufanie. W testach Euro NCAP dostały 4 gwiazdki, czyli o jedną więcej od Pandy i Sparka. Oferowane były z silnikiem 1.0 68 KM, dużo żwawszym i równie ekonomicznym. W dodatku klienci nie byli skazani na 5 drzwiową wersję, mogli się ograniczyć do jednej pary drzwi. Wersja wysokoprężna 1.4 HDi spala mniej niż koń, ale nie jest już tak tania w eksploatacji. Ogólnie na tej płaszczyźnie trojaczki przegrywają bitwę, a nie liczcie na to, że będą mniej awaryjne, w tym segmencie prostoty awaryjność jest na podobnym poziomie (według danych użytkowników najmniej trwały wydaje się Spark).

http://m.autokult.pl/2009-toyota-aygo-2-94e6011475a7d,630,0,0,0.jpgNo i silnik trojaczków nie kocha tak LPG, jak Panda, więc dla wielu może to być wada i bariera nie do przebycia. Kolejna wada? Kształt tylnej szyby może drażnik przy parkowaniu, próg załadunku to kompletna pomyłka, a wersja 5 drzwiowa sprawia dziwne wrażenie wizualne, jakby projektant zupełnie zapomniał o tej wersji nadwoziowej i zrobił ją w ostatniej chwili na kolanie, wciskając drugą parę drzwi na siłę, jestem pod wrażeniem, że udało im się zmieścić jeszcze wlew paliwa. No i gdzie tu zwycięzca? Próżno szukać tu wrażeń z jazdy, wygód, zachwycających elementów stylistycznych, to nie ten segment, choć najlepiej z całego grona prowadziło mi się Citroena C1, bardzo komfortowo, cicho i wygodnie. Gdy wsiądziesz w jednego z trojaczków po przejażdżce Pandą można dojść do wniosku, że to auta z dwóch różnych epok, Panda nadal ma naleciałości lat 90, jest paskudnie twarda, każde najechanie na amebę kończy się trzaskiem zawieszenia, o Sparku w tej kwestii już nawet nie wspominam, czyste Daewoo Tico. Osobiście chyba wolałbym dołożyć parę groszy i jeździć jednym z trojaczków, taki spontaniczny wybór. Na tym skończyłbym pisać, ale położyłem się spać i dzisiaj rano postanowiłem dopisać jeszcze kilka zdań. Bo mimo tego, że C1 lepiej się prowadzi, mogę w nim wypić kawę i wygląda dość pociesznie, Panda będzie wygranym w tym pojedynku. Jest tańsza pod każdym względem, w dodatku dużo łatwiej ją sprzedać, bo to samochód bardzo uniwersalny. Mimo całej sympatii do trojaczków z Kolín zwycięzcą pojedynku taniości jest Fiat Panda!

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/fiat-panda-2003-1280x960-fce0f42.jpg

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Golf V vs Megane II vs Focus II – pojedynek na szczycie

Początek XXI wieku upłynął nam pod znakiem kompaktów. Koncerny jeszcze wtedy nie wpadły na pomysł napompowania ich i rozpowszechnienia dziwnego segmentu, zwanego dzisiaj SUVami. Tak oto trwał pojedynek na szczycie! Trzech największych konkurentów rozgrywało między sobą piłeczkę i starało się przekonać więcej klientów niż konkurencja, ale którego wybrać? Dzisiaj na blogu postaram się rozstrzygnąć jeden z największych dylematów i problemów pierwszego świata. Przed Państwem pojedynek Volkswagen Golf V vs Renault Megane II vs Ford Focus II.

http://m.autokult.pl/volkswagen-golf-v-1-2104-e95572f,630,0,0,0.jpgNa początek Golf. Po spasionym, paskudnym i zupełnie niezrozumiałym dla mnie modelu IV przyszedł czas na powiew świeżości. Tak naprawdę trudno było stworzyć coś gorszego, a więc koncern Volkswagena postanowił się postarać. Jest Golf V, który nie wygląda jak psia kupa na środku nowego dywanu, a na dodatek oferuje dosyć sporo miejsca w środku i dobre własności jezdne. Niestety w środku nadal jest równie ciekawy, co blokowiska z lat 80 i najdroższy z całej trójki. Owszem są wersje, które mają beżowe wnętrze, ale kosztują tyle, że głowa boli mnie od samego patrzenia.

http://m.autokult.pl/autowp-ru-renault-megane-bf96e3f,630,0,0,0.jpgIdąc dalej mamy Renault Megane, które wygląda dziwnie. Fakt to na tamte czasy najbezpieczniejszy samochód świata, a to dość ważne w tym segmencie. Ale na wszystkie siły, czy musieliście mu zrobić zadek w stylu Nicky Minaj? To było niepotrzebne i wygląda obleśnie. W dodatku system odpalania tego samochodu kartą, zamiast kluczykiem to kolejny durny pomysł, który się nie sprawdził. Jest najbardziej komfortowy z całej trójki, tłumi wszystkie nierówności, ale będzie też najdroższy w utrzymaniu i najdelikatniejszy z całej trójki. Zdecydowanie będziemy częściej widziani w warsztacie z Megane niż z Golfem i Focusem. W środku sporo miejsca, jest wygodniejszy i ma ciekawsze wnętrze niż Golf. Gdy przejrzymy oferty aut używanych okaże się, że jest też tańszy niż Golf V, więc Renault stanęło na wysokości zadania.

http://m.autokult.pl/autowp-ru-ford-focus-5-d-bd74621,625,0,0,0.jpgNo i czas na Focusa II. Wszyscy wiemy, jak zaskoczył świat Ford wypuszczając pierwszy model. Po awaryjnym, gnijącym Escorcie przyszedł czas stworzyć coś, co będzie walczyło na równych zasadach z Golfem. I tak oto końcem XX wieku Golf przegrał, z kretesem. Focus I zdobył wszelkie europejskie tytuły samochodu roku i wydawało się, że nie da się tego zepsuć. W 2003 roku Volkswagen wypuścił model V i dość mocno rąbnął w twarz Forda. W 2004 przyszła odpowiedź, czyli Focus II. Wydaje się, że bryła jest ta sama, ale nowy Focus jest większy od poprzednika. Pozbyli się kontrowersyjnego wnętrza, które rozlewało nam się przed oczami, dali kilka a’la aluminiowych wstawek, przepiękną kierownicę i tak oto moim zdaniem Focus ma najładniejsze wnętrze z całej trójki. Nie jest tak komfortowy, jak Renault, ale sama jazda jest przyjemniejsza niż w Golfie. Stylistyka to kwestia indywidualna, choć moim zdaniem Focus II jest brzydszy niż jego poprzednik. Mam nie mały ból głowy bo z przodu najbardziej podoba mi się Focus, a z tyłu raczej Golf wygląda lepiej. Nie wiem co Ford sobie myślał tak mocno ścinając tył. Cenowo Focus jest najtańszy z całej trójki i za cenę Golfa V z silnikiem 1.6 możemy dostać nieźle wyposażoną wersję 2.0 Focusa.

http://ocdn.eu/images/pulscms/NTc7MDQsMTEsYiwzMWEsMWJlOzA2LDMyMCwxYzI_/2581e54001a8b5f14d67f9cda2d2a15b.jpgSpróbujmy się teraz zastanowić – Renault jest po środku w cenie, jest najbezpieczniejsze i ma najlepsze zawieszenie, ale będzie się psuł częściej od pozostałej dwójki i będzie droższy w utrzymaniu. W dodatku ten zadek, no jeśli priorytetem jest dla Was nie rozlana kawa na progu zwalniającym to wybór Megane jest uzasadniony, ale dla mnie to za mało, odpadłeś! Teraz Focus – najtańszy, nie odstaje osiągami od reszty, wygoda porównywalna do Golfa, a na tylnej kanapie mi osobiście jest wygodniej niż w Golfie. Ma większy bagażnik, pali mniej, jest tańszy w utrzymaniu i nie jest specjalnie awaryjnym samochodem. Na końcu mamy Golfa V, który gdzieś tam się przebudził, w końcu postarali się trochę bardziej, niż przy modelu III i IV, po pojawieniu się Focusa zrozumieli, że nie wystarczy polegać na tym, że to Golf jest prekursorem tej klasy. Nie przyprawia o mdłości, może się wydawać atrakcyjny i trzyma cenę. Prowadzi się lepiej niż Megane, a niektóre wersje silnikowe skopią tyłek Focusowi na autostradzie. W dodatku jego tył nie jest potraktowany, ani sylikonem, ani gilotyną. To bardzo trudny wybór, bo każdy z tych samochodów to inna historia, choć ta sama klasa. Mimo wszystko, ja z całej trójki stawiam na Focusa. To dobrze zainwestowane pieniądze, sporo kasy zostanie mi w kieszeni, za równowartość Golfa 1.6 będę miał dobrze wyposażonego Focusa, który zapewne będzie też młodszy, ma świetne wnętrze i sporo miejsca, przeboleję ten ścięty tył. Panie i Panowi pojedynek wygrywa – Ford Focus II. Na koniec odpowiem na pytanie, które prędzej, czy później ktoś zada, gdzie jest w tym zestawieniu Astra III?! A no nie ma i nie będzie, bo tak!

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Odwieczny pojedynek – E34 vs W124

Dwa auta klasy wyższej, oba zaczęto produkować końcem lat 80, oba są dobrze wyposażone i oba należy nazwać kultowymi. Jednak, gdy zachodzi potrzeba decydowania, które z nich lepiej wybrać pojawiają się schody. Dzisiaj to ja zmierzę się z tym dylematem i nie będzie tu odpowiedzi typu – nie ma jednoznacznego zwycięzcy. 

Trzecia generacja BMW serii 5, dosyć charakterystyczna, moim zdaniem najładniejsza ze wszystkich. Ma w sobie więcej charakteru, niż dwie ostatnie piątki razem wzięte. Szeroka paleta silników, wersji wyposażenie, zmieniające się na przestrzeni lat oblicza E34 sprawiły, że dzisiaj wielu docenia trud jaki włożyła fabryka z Bawarii i stara się utrzymać ją w jak najlepszym stanie, tak aby za parę lat mogło dostać żółte tablice. Wiele silników otrzymało tytuł silnika roku, nie ma się co dziwić, bo to chyba najmniej awaryjne jednostki tej marki jakie kiedykolwiek powstały. Żeby było łatwiej, wezmę porównam dzisiaj dwie podobne wersje silnikowe, wezmę pod uwagę tylko jedną – 6 cylindrowe 520i o mocy 150 KM. Do setki w niecałe 11 sekund, napęd na tył, a w środku komfort godny tej klasy auta. Trudno byłoby stawać z nią do walki innym samochodom no chyba, że ma się gwiazdę na masce.

No i proszę bardzo W124, produkowane dłużej niż E34, wypuszczone o 4 lata wcześniej, mimo to nie odstające ani technologią, ani osiągami. 2.0 – 136 KM i o 2 cylindry mniej, tak prezentuje się Mercedes W124, którego prowadziłem. Do setki o pół sekundy dłużej niż BMW, prędkość maksymalna też jest mniejsza, ale myślę, że to mało interesująca dla nabywcy informacja. Mercedes również ma napęd na tył, ale jest lżejsze od BMW, toteż nie będzie od niego odstawać, mimo tego, że konkurent ma rzędową szóstkę pod maską. Co do wnętrza jest tu jeszcze wygodniej niż w BMW, mogę powiedzieć, że trochę bardziej klasycznie. Merc jest nieco większy i czuć to w środku, jest też w większości przypadków lepiej wyposażony od BMW. 

Cenowo, jeśli chcemy egzemplarz w dobrym stanie wygląda to podobnie, minimum 7 tysięcy na dzień dobry. Nie będę tu gadał o cenach części, bo to bezsensu, to klasyki z wyższej półki, więc trzeba się przygotować na wydatki, jeśli Ci nie pasuje idź szukaj po komisach Fiata Pandy i nie marudź. Dobrze się złożyło, że w obu przypadkach jeździłem tymi wersjami, które dzisiaj porównuję. I tak oto Mercedes jest dostojny, czułem się jak półgłówek, prowadzą go w bluzie z kapturem, powinienem mieć na sobie przynajmniej koszulę i krawat. Ale gdy już przycisnąłem go mocniej, w żyłach „zabuzowało”, oczy się zaświeciły i byłem panem drogi, czułem się jak małe dziecko na symulatorze jazdy. Super sprawa mieć samochód, który wzbudza respekt u starszego pokolenia motomaniaków, a i dostarczy odpowiedniej dawki adrenaliny tym, którzy lubią jazdę na autostradzie. I choć silnik przy wyższych obrotach nie brzmi, tylko pyta – „Czy, aby na pewno sir?”, to można się cieszyć Mercem niezależnie od prędkości. 

W dodatku żadna dziura, żaden wybój, ani parkowanie na krawężniku nie było odczuwalne w środku. Siedzenia były mega wygodne, choć te wstawki drewniane trochę mnie drażnią w oczy, taka była moda i nic się na to nie poradzi. Za to tak genialnej kierownicy, nie ma w żadnym innym aucie. Kształt, grubość, jest po prostu idealna. Przyciski umieszczone tak, że można je intuicyjnie odnaleźć, siadając po raz pierwszy za jego kierownicę. Ciężko tu się do czegokolwiek doczepić, oczywiście sporo osób stwierdzi, że to auto dla gościa po 50 roku życia, ale posiadanie go w młodszym wieku, świadczy tylko o tym, że albo ten ktoś jest mega dojrzały, albo miał już BMW, albo po prostu nie lubi chodzić w dresach. 

A przechodząc do BMW, jest zrobione zupełnie inaczej, w środku odważne, choć kolorystycznie stonowane, miejscami nudne. Kratka wentylacyjna na kokpicie jest drażniąca, bo zbiera się w niej wszystko co pałęta się po samochodzie. Fotele równie wygodne, środkowy panel trochę przekombinowany, kierownica bardzo podobna, choć trochę cieńsza. Sama jazda jest idealna, aby wydłużyć to i owo. Głośne, zrywne BMW z 6 garami pod maską, krzyczy na wszystko wokoło i nie chce słyszeć sprzeciwu. Jest znacznie gorzej wyciszony niż Mercedes, ale za to brzmienie silnika jest o niebo ładniejsze i nie potrzeba tu wymyślnych wydechów, wielkości rur kanalizacyjnych. I powiem Wam szczerze, że jakoś ciężej było mi znaleźć wygodną pozycję w BMW niż w Mercedesie. Sama jazda super, jest się czym nacieszyć, ciężko tu się czepiać tego, że tutaj prędzej wyleje Wam się kawa niż w W124, to już szukanie na siłę wad, w to się bawił nie będę. Pominę też fakt, że E34 to kolejna ofiara tunerów w szerokich spodniach i na rynku nie brakuje nam zniszczonych stylistycznie modeli tej marki. Zrozumcie w końcu, że poprawianie tego typu fabryki, może wyjść tylko na złe, zatrzymajcie się na alufelgach.  

Moment kulminacyjny i odpowiedź na postawione dzisiaj pytanie, co jest lepsze – BMW czy Mercedes? Dla mnie odpowiedź jest prosta – Mercedes W124 zostaje zwycięzcą. Osiągi – porównywalne 0:0, wnętrze – przestronniejsze i wygodniejsze niż w BMW, a więc 1:0 dla Merca. E34 – nieco narowiste, w mieście jazda autem z takim silnikiem nie należy do przyjemnych, mimo fajnego brzmienia, za to W124 czy jedziesz 40 km/h czy 140 km/h, to prowadzenie sprawia Ci przyjemność – 2:0. W dodatku Mercedes wzbudza szacunek, daje prestiż, no i nikt nie będzie Cię kojarzył z grupą społeczną do której nie należysz, do takiej która urządza sobie zabawy, czy E34 lepiej spali gumę od Golfa III ? Niestety to przykre, że BMW na 0:3 przegrywa nie z własnej winy, ale co poradzić, reguły dylematów są nieubłagane, nie można kupić obydwu, choć to wydawałoby się najrozsądniejsze. Ja z tej dwójki bezapelacyjnie wybieram Mercedesa, mimo rzędowej szóstki, mimo tego brzmienia i mimo większego pazura w stylistyce. 3 rzeczy, które wymieniłem wcześniej są dużo ważniejsze. A jaki jest Wasz typ w tym pojedynku? Chętnie wymienię się zdaniami w komentarzach.