Klasyki na każdą kieszeń

Rozglądając się po ulicach można dojść do wniosku, że moda na klasyki wcale nie przemija. Co więcej – przybiera na sile, widać coraz większe poszanowanie dla samochodów 25+. Mnie motomaniaka niezmiernie to cieszy, wielu z Was zapewne nie raz myślało o tym, aby znaleźć coś dla siebie. Samochód, który będzie na tą przysłowiową niedzielę, który można pucować, dłubać przy nim, powoli doprowadzać do stanu świetności. Stąd właśnie dzisiejszy wpis, bo zajmiemy się autami, które można za rozsądne pieniądze kupić i nazwać je klasycznym bez żadnych kompleksów wobec innych.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/polonez-caro-4-411c65e22504fead1.jpgZacznę od auta, które bardzo lubię, choć są ludzie, którzy zwyczajnie go nie szanują. FSO Polonez w wersji Borewicz, czy popularna przejściówka już od pewnego czasu fukcjonują, jako klasyki, ale co z Polonezem Caro? Teoretycznie ma już wszystko co powinien mieć klasyk – historię, technologię prostą jak budowa cepa, a dla nas jest jednym z symboli zmotoryzowania naszego kraju. Wiele modeli nadal jeździ, jako użytkowe samochody, nie ma się co dziwić, bo jeśli dba się o niego, to mimo iż jest paliwożerny, koroduje gdzie popadnie i wolniejszy niż wózek sklepowy to nadal pełnoprawne auto. Martwi mnie, że znika z naszych ulic w demonicznie szybkim tempie, dlatego nawołuję, kupujcie Caro i bawcie się nim!

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/polonez-caro-3-b0e65a9c3fc7c8e6b.jpgCzęści są dosłownie wszędzie, każdy powoli sam jest w stanie go naprawić, nawet jeśli blacharsko jest już nadgryziony to każdy lakiernik zrobi Wam to auto za grosze. Równie tanio można go kupić – 1000-1500 złotych, czasem taniej. I choć nie wzbudza stylistycznie zachwytu u laików to uwierzcie mi, za 5-10 lat będzie tak samo egzotyczny, jak Borewicz.
Kolejne auto brzmi w zestawieniu mojego autorstwa co najmniej dziwnie. Wszyscy wiedzą, jaki mam stosunek do Peugeotów, ale niewielu wie, że darzę ogromnym szacunkiem, a nawet sympatią model 205. Jest z czasów, gdy ta marka była na fali, nie bała się wyzwań, robiła rzeczy, które w tamtych realiach wydawały się nie do pomyślenia. Jak chociażby model GTi, który stał się legendą. Był samochodem sportowym dla każdego i nie tylko ten model robił robotę.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/peugeot-205-gti-1984-r14-da398f1.jpgLekki Peugeot zjadał nudne sedany nawet z silnikiem 1.4 o mocy 80KM. Jeździłem nim wiele razy, wersją GTi również, to auto jest po prostu dobrze zrobione, dziko wchodzi w zakręty, jeśli ma fajny wydech to warczy, jak rajdówka. Zadbajcie o jego lakier, dorzućcie fajne felgi i macie klasyka, którego wielu Wam pozazdrości. Zadbany model można nabyć za 2000 zł, a najtańsze chodzą po 1200 zł!
Zaskoczę Was znowu, bo następny samochód jest autorstwa kolejnej marki, której nie darzę zbytnią sympatią, o czym stali czytelnicy doskonale wiedzą. Ale mimo wszystko muszę w tym miejscu wspomnieć o Oplu Kadecie. Ostatnie generacje też powoli umierają, znikają z ulic, a to źle, bo jeżeli brać pod uwagę historię, to Kadett ma o czym opowiadać. Pierwsza generacja weszła do sprzedaży w 1937 roku, to dopiero piękna historia, kompakt, który pojawił się na rynku na długo przed Golfem.
https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/e-b60ced50ce08417025a7eeba580a5d.jpgWersję z lat 80 bardzo ciężko dostać, czasem można napotkać pojedyncze modele, jedne absurdalnie drogie, inne absurdalnie zaniedbane. Ale to również bardzo tanie do utrzymania auto, części nie brakuje, a zawsze można pójść nieco łatwiejszą drogą i wybrać wersję E, której jeszcze trochę zostało. Za parę lat będzie kultowy, choć na takiego nie wygląda. Pomyślcie, że po swojej śmierci był dawcą części dla Chevroletów, Pontiaców i najbardziej nam znanych Daewoo. Tania, prosta konstrukcja, która po prostu ma się nie psuć i taki właśnie był Kadett, dlatego on również zasługuje na szacunek. Wiele modeli, które jeszcze jeździ po ulicach aż się prosi, aby zamknąć się z nimi w garażu na długie godziny. Ceny również są śmieszne, ten sam przedział, co Caro i 205, a mi udało się znaleźć takiego na chodzie za 800 zł, co prawda bez progów, ale podłoga i nadwozie były praktycznie nie ruszane.

http://media.autokult.pl/5b2e997398b785ac0d0b581ffdffe954,800,600,0,0.jpgW to grono można wrzucić jeszcze kilka innych aut – Audi 80, BMW E34, Forda Escorta, Skodę Favorit, Fiata Pandę I, Daihatsu Charade, Volvo 440, Renault 19, wszystkie za mniej niż 1500 zł! Czekają na kogoś, kto odmieni ich los i wpisze na listę klasyków. Wielu sceptycznie podejdzie do tego wpisu, ale ja wierzę, że są wśród Was tacy fani motoryzacji, którzy potrafią z nich zrobić auto, którego za 10 lat zazdrościć będą właśnie Ci negatywnie nastawieni do tematu. Zatem do dzieła!

 

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Najlepsze auto na taksówkę?

Z racji, że ostatnio mam odwyk od kierowania swoim autem (z wiadomych przyczyn) zdarzyło mi się dosyć często poruszać taksówkami. Nie ma ich za dużo w tak małym mieście, ale naszła mnie refleksja pod tytułem jakie auto jest najlepsze na przewóz osób? Kilka aut się przewinęło, więc rozwińmy ten temat.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/mazda-626-6-616x410-6ec76b0ed1a9.jpgZacznijmy od tego, który moim zdaniem zupełnie na taksówkę się nie nadaje. Mazda 626, którą jechałem ostatnio, zawieszenie w tym samochodzie, albo było już tak mocno zużyte, że wszystko czułem wewnątrz jako pasażer, albo zwyczajnie nie ma preferencji do bycia taksówką. Miejsca może mi nie brakowało, ale jakoś siedzenie za pasażera zupełnie nie sprawiało mi przyjemności. Gdy odsuniesz wygodnie przedni fotel, to na tyle nie zostaje zbyt wiele miejsca, no chyba, że masz 1.5 metra wzrostu. Jadać za pasażera jestem okropny, bo lubię mieć wyprostowane nogi i być wygodnie oparty o siedzisko. W Maździe nie miałem takiej możliwości, nie było mi w ogóle wygodnie. Tak oto podjechało po mnie pewnego dnia Renault Scénic III generacji, jak wiadomo jest to van, w dodatku tylko 5 osobowy, więc jego byt na rynku motoryzacyjnym wydaje mi się bezcelowy.

https://i.wpimg.pl/625x0/m.autokult.pl/renault-scenic-2010-1280-7ecc73e.jpgAle gdy już wszedłem do środka to muszę powiedzieć, że zacząłem rozumieć o co chodzi. Miejsca dużo, nad głową, na nogi, wielkie fotele, w dodatku, jak to Francuz miał bardzo komfortowe zawieszenie, gdybym miał kawę w kubku, zalaną po brzegi myślę, że mógłbym ją spokojnie trzymać w dłoni, nie martwiąc się o los moich spodni. W środku cicho, a był to przecież diesel, auto nie było uciążliwe nawet przy wyższej prędkości. Wydaje się, że Francuzi robią auta dla pasażerów, a Scénic wydaje się do tego idealny. Jechałem też innym Francuzem – Peugeot 607, jako pasażera chwilowego nie interesuje mnie jak się użytkuje to auto, ile pali, czy jak drogie są naprawy. Było mi mega wygodnie, co za fotele! Co za komfort!

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/peugeot-607-5-616x462-f1dc2d4da9.jpgNiedługo będę musiał odszczekać moją niechęć do francuskich aut, a to wszystko przez te taksówki. 607 jechało mi się zdecydowanie najwygodniej, regulacją foteli to mogłem się bawić całą podróż, za dużo możliwości, co akurat jest zaletą, bo każdy znajdzie pozycję dla siebie. W środku trochę głośniej niż w Scénicu, ale nie było aż tak źle, to również był diesel, więc mogę mu to wybaczyć. Był również Opel Zafiry, też wielkie auto, ale komfortem na pewno nie dorównuje francuskim konkurentom, z Renault przegrał zdecydowanie pod każdym względem. Miał mniej wygodne fotele, wszystko było bardziej odczuwalne, w szczególności dziury. Mimo iż nie był to diesel, tylko wersja benzyna + LPG miałem wrażenie, że wewnątrz słychać go dużo bardziej.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/opel-zafira-taxi-8e903f98f1dc24c.jpgA więc, jeśli chodzi o wygłuszenie Opel znów przegrał. Temat robi się coraz ciekawszy, ale póki co najlepszym samochodem na taksówkę wydaje się taki, którego wyprodukowali Francuzi! Nie wiem, jak z Mercedesami, jechałem jednym jako pasażer jakiś czas temu, ale nie będę porywał się na ocenę teraz, bo było to kilka lat wstecz. Jak już się przejadę taksówkami z pod znaczka innych producentów to ponowimy wpis i zobaczymy jak wypadną na tle Mazdy 626, Renault Scénic, Peugeota 607 i Opla Zafiry, póki co najlepszą taksówką jaką mi się jechało zostaje 607.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Peugeot 1007 – to nie powinno się zdarzyć

Są rzeczy, które w motoryzacji wydarzyć się nie powinny. Wpadki miewały wielkie firmy, jak Saab, który wymyślił skrzynię Sensonic, Lancia i ich rdzewiejąca Beta, Audi i model A2, czy Fiat i ich Multipla. Jednak pewna marka opanowała do perfekcji tę dziedzinę, postanowili robić takie samochody, które wielu inżynierom pojawiały się tylko w koszmarach. A jednym z nich jest model 1007, który jest absurdalny w każdym calu.

http://m.autokult.pl/peugeot-1007-2-243970-61-e306600,625,0,0,0.jpgKońcem 2004 roku pojawił się na rynku 1007, samochód miejski, z elektrycznie przesuwanymi drzwiami. Miało to być ułatwienie dla klientów, co wiele mówi o tym, jak Peugeot traktował nabywców swoich produktów. Nie martwiłbym się, gdyby elektrycznie, przesuwane drzwi (i dodajmy do tego, że to jedyna para drzwi w całym samochodzie) stworzył Mercedes, Volvo, czy Toyota, ale wziął się za to Peugeot, wiecie co mam na myśli? Po prostu ciekawi mnie, czy znane są przypadki w XXI wieku, że to dobrodziejstwo francuskiego producenta, jakimś dziwnym trafem się popsuło i uwięziło właściciela na długie godziny. Jeszcze ciekawsze, czy były przypadki śmiertelne 1007, ale nawet jeśli to Peugeota stać na wyciszanie takich spraw, nieważne! Poza absurdalnym pomysłem, który właściwie był zupełnie niepotrzebny i tylko Francuzi mogli na niego wpaść pozostają jeszcze inne kwestie, jak chociażby wygląd. Ten samochód jest zwyczajnie koszmarny, jest jak postać z Ringu, coś przerażającego.

http://media.autokult.pl/f86f31d822eae5de4a2e2ed72c17a9f0,800,600,0,0.jpgNie przyjmuję do wiadomości opinii, że jest ciekawy, czy tym bardziej ładny, bo absolutnie taki nie jest, mylicie się! Ja się tego auta zwyczajnie boję, czegoś takiego nie doświadczyłem w swoim życiu, tylko i wyłącznie w momencie, gdy zobaczyłem a następnie musiałem usiąść za kierownicą 1007, trauma na całe życie. Gdy drzwi się za mną zatrzasnęły, pierwsze co sobie pomyślałem – o kur…de zostanę tu już na zawsze, umrę zatrzaśnięty w Peugeocie. Wiecie dlaczego? Zasiadłem za kierownicą tego robaka, zamknęły się magiczne drzwi, po czym szybko się okazało, że auto nie odpali, bo padł akumulator. No, ale jakoś się wydostałem, choć gdyby kręcono kolejną część horroru Piła, byłoby to ciekawe wyzwanie dla mnie samego usiąść ponownie za kierownicą 1007, czy spłonąć żywcem, pewnie potrzebowałbym więcej czasu na zastanowienie. Co do samego prowadzenia, mamy pod maską silnik 1.4 o mocy 73 KM, co jest kolejną pomyłką, bo to auto waży z tymi drzwiami jakieś tysiąc ton. Efekt jest taki, że do setki rozpędza się w 15 sekund, a prędkość maksymalna to podobno 167 km/h, ale nie wiem czy ktoś odważył się ją osiągnąć.

http://m.autokult.pl/peugeot-1007-25-9d4b226b5b9b23bd,625,0,0,0.jpgGłównie dlatego, że taka prędkość to większe prawdopodobieństwo wypadku, tym bardziej dla Peugeota, a czy uda się otworzyć drzwi, gdy zderzymy się z przeszkodą i auto zacznie płonąć? Pomyślcie tylko, poduszki zadziałały, żyjecie, ale te wspaniałe elektrycznie drzwi się zacięły, a auto zaczyna płonąć, cóż za paskudna śmierć. Co prawda mamy mocniejsze silniki, jak 1.6 16V o mocy 109 KM, ale są jeszcze droższe niż podstawowy model. Wersje z silnikiem HDi z kolei psuły się zanim zdążyły się popsuć drzwi, więc jest nadzieja na przeżycie. Zacieranie turbosprężarki, awarie Common Rail, zaworu EGR to tylko niektóre usterki tego modelu. Auto nie pali mało, bo jest ciężkie i ma niezbyt mocny silnik, tak więc aby go rozpędzić trzeba użyć znacznej siły. Dodajmy do tego wszystkiego, że gdy na dworze panuje taka pogoda, jak teraz możecie zapomnieć o tym, że elektryczne drzwi zadziałają. W środku jest, jak każdy Peugeot, czyli stara się być modnym gadżetem, ale nasza uwaga skupia się tylko i wyłącznie na tym, co pierwsze się popsuje. Drogi, brzydki, absurdalny, awaryjny i przepełniony strachem, taki jest Peugeot 1007, absurd motoryzacyjny od którego rozsądek każe trzymać się z daleka. Jeśli fani tego modelu i marki właśnie nabrali ochoty wylać na mnie wiadro pomyj, albo płynów, które ich Peugeot wyrzucił rano pod siebie, bo skupiłem się tylko na wadach, to pragnę się wytłumaczyć. Niestety nie mogłem wspomnieć w swoim wpisie o zaletach, z prostej przyczyny, bo ich nie ma, na to już nie mogę nic poradzić, wybaczcie mi! 

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Najładniejszy z trojaczków – Citroen C1

Na rynku motoryzacyjnym od zawsze pojawiają się bliźniacze modele. Zazwyczaj polega to na tym, że wypuszcza się auto o innym znaczku i nazwie na jakiś rynek z przyczyn marketingowych. Jednak parę lat temu powstał Citroen C1, Toyota Aygo i Peugeot 107, czyli 3 różne marki, 3 różne nazwy, kilka kosmetycznych zmian w nadwozie i w sumie tyle. Najdziwniejsze jest to, że nie podzielili oni między siebie rynków zbytu, w każdym kraju można było wybrać jaki znaczek chce się mieć .

http://media.autokult.pl/e003705cdf334f0a745e6aaebc5079e1,400,300,0,0.jpgTe same silniki – 1.0i oraz 1.5 HDi, takie same podzespoły, bardzo podobne wnętrze i różnice widać tylko na zewnątrz. No i co ciekawe w cenie, bo Toyota była z nich najdroższa, najtęższe umysły borykają się z problemem rozwiązania zagadki – Dlaczego? Ja Wam nie odpowiem na to pytanie, ale faktem jest, że zamiast testować każdy z osobna, można wybrać jeden i mamy pogląd na całą resztę. Ja jeździłem Citroenem C1 w wersji benzynowej i gdy zobaczyłem się w szklanym odbiciu hipermarketu, na którym zaparkowałem poczułem się jak kompletny kretyn. Facet o gabarytach słonia nie może mieć tak małego auto, no ale cóż wsiadam, może nikt mnie nie zauważy. Co ciekawe w środku jest dość dużo miejsca, a większe problemy z ustawieniem siedzenia miałem w Volkswagenie Golfie, niż w C1. No, ale przecież to Francuz, nie ma co patrzeć na wyposażenie, bo i tak wiadomo, że wszystko się popsuje i popęka.

http://m.autokult.pl/citroen-c1-3-dda3358d5a1ca43a3bc,959,0,0,0.jpgAle tu wkracza zasada – nie szufladkować. Skoro cegiełkę do tego projektu przyłożyła Toyota, to nie może być, aż tak źle. I rzeczywiście usłyszałem sporo dobrego o tym maluchu. Pomijam łączniki stabilizatora, bo to na naszych drogach norma, w każdym aucie się psuje. Zdarzają się zapowietrzenia w zbiorniku paliwa, same przewody paliwowe też nie grzeszą trwałością. Największy problem jest, gdy nie przypilnujemy sobie przebiegu i zapomnimy, że istnieje takie urządzenie jak pompa wody. A ta w całej trójce jest nadwyraz wrażliwa, więc przegrzane C1, Aygo, czy 107 to żadna nowość dla mechaników. Na szczęście, jak na auto z XXI wieku serwis jest tani i to cieszy, bo pomysłodawcy zostali przy tradycyjnej koncepcji takich aut – małe, zwrotne, wygodne dla kierowcy, ekonomiczne i tanie w naprawie. No właśnie, ekonomiczne!

http://media.autokult.pl/0f4ab1095f0598e47e6dc9a6381c7876,800,600,0,0.jpgWłaścicielka tej C1 przyjechała z palącą się rezerwą, więc naturalnie z racji, że to ja chcę sobie nim pojeździć zaproponowałem zatankowanie, ona na to, że nie trzeba bo C1 jeździ na powietrze, jedzie już 90 km na rezerwie i nic. Mój upór był bezowocny, więc ruszyłem w podróż. Samochód prosty w prowadzeniu, dość szybko reagujący na moje polecenia – zmień bieg, zahamuj, ruszaj. Silnik idealny do takiego autka i nawet nie próbowałem go podkręcać na wyższe obroty, bo to równie okrutne co wstawić żółwia na bieżnie. Miałem miejsca wystarczająco, ale gdybym był wyższy chociaż o 4-5 cm to byłoby nieco gorzej. Póki co jestem miło zaskoczony, czyżby Francuzi przypomnieli sobie, jak się robi małe, fajne auta? Jeszcze Wam nie odpowiem, bo czas na kilka wad.

http://m.autokult.pl/citroen-c1-2009-0-77eca7377d7f63,910,500,0,0.jpg Samochód ma bagażnik wielkości mojej kieszeni w spodniach, siedzenie z tyłu jest jak zamknięcie się w pralce, nie podobają mi się wskaźniki, a raczej jedyny wskaźnik w środku, kierownica jest wykonana z najpaskudniejszego plastiku świata, a mimo skrzyni biegów, która wie czego chce kierowca sam lewarek zmiany sprawia wrażenie, jakby przy każdej zmianie miał się złamać. Co ze stylistyką? Jakoś dziwnym trafem C1 podoba mi się najbardziej z całej trójki i fajnie wygląda w czerownym kolorze. Ocena końcowa nie powinna być zaskoczeniem, to dobre autko do miasta i na krótkie dystanse, ale jazda tym na dłuższą metę sprawi, że będziecie nienawidzić swojego C1, krzyczeć na niego i kląć, a to sprawi, że on się rozpłacze i skuli na swoim miejscu parkingowym. Warto mieć C1 u siebie, ale pod warunkiem, że macie drugi samochód, nawet jakiegoś kompakta, jak na przykład Ford Focus.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Najdziwniejsze taksówki, jakie widziałem

Taksówki widzimy dosłownie wszędzie, w dużych miastach jest ich czasem więcej niż autobusów. Zacząłem zwracać uwagę na to czym jeżdżą kierowcy trudniący się tym zawodem. Wiadomo, że jest pewna reguła – auto powinno być dosyć duże, aby pomieścić jak najwięcej pasażerów i ewentualnie ich bagaże. Musi też być w miarę ekonomiczne, więc nie dziwi fakt, że większość taksówek to auta na gaz i diesle, które zatruwają centra miast. Ale są też auta, które na taksówki kompletnie się nie nadają, a mimo to spotkałem je z magicznym światełkiem na dachu.

http://m.autokult.pl/taxi-7778bcc6eab3930a62d8b71baea,630,0,0,0.jpg

Zacznę od auta, które w sumie lubię. Chrysler PT Cruiser – nie jest to małe auto, ale na pewno nie można go przyrównać rozmiarowo do Passata kombi. Jest dosyć komfortowy, ale nie tak jak Mercedes klasy E, czy Renault Laguna. Zastanawia mnie, jak ktoś wpadł na pomysł, aby użyć Cruisera jako taksówki? Widziałem tylko dwie w życiu, ale o dwie za dużo. Auto wcale nie jest tanie w zakupie, za tą samą kasę dostaniesz szereg kombi, które znacznie lepiej nadają się do przewozu pijanych imprezowiczów do domu, czy podróżników na lotnisko.

http://m.autokult.pl/2007-chrysler-pt-street--f4ab3ce,630,0,0,0.jpgChrysler ma sporo miejsca z tyłu, ale maksymalnie dla dwóch osób, w dodatku jeśli taksówkarz będzie co najmniej moich rozmiarów (a to zdarza się dosyć często) to trzeba się liczyć z tym, że za fotelem kierowcy nie zostanie dużo miejsca. Dodajmy do tego niezbyt duży bagażnik i mało ekonomiczny silnik i ponownie zastanówmy się czy to jest auto dobre na taksówkę? Raczej nie, a mimo tego jest nią na co dzień. Idźmy dalej, jak wiele można powiedzieć o Fiacie Panda, nawet to, że jest strzałem w dziesiątkę XXI wieku, ale na pewno nie powiemy, że nadaje się na taryfę, bo tak nie jest. Tanie, małe, proste autko, w którym nawet dobrze się pracuje, pod warunkiem, że ma wspomaganie kierownicy. To znacznie częstszy widok, niż PT Cruiser jako taxi, nawet ktoś z Was pewnie się natknął. Z tyłu jest mało miejsca, siedzenia wcale nie są wygodne, a bagażnik pomieści dwie torby na zakupy, a jeśli ma instalację gazową, to trzeba tam upchnąć jeszcze koło zapasowe, przynajmniej dojazdówkę.

http://media.autokult.pl/8924612933a970aa1d833d51af5bb95e,800,600,0,0.jpg Kto wpadł na tak genialny pomysł, aby użyć jej jako taksówki, niech mi to ktoś wyjaśni! Poza ekonomicznym silnikiem, który przestaje być ekonomiczny gdy naładujemy do niej 4 osoby, nic w Pandzie nie nadaje się na taksówkę. W dodatku za cenę Pandy można kupić starsze kombi, zrobić mu gruntowny serwis i wozić ludzi, bez obaw, że ktoś nas odprawi do siedziby. Gdybym zamawiał taksówkę, która ma mnie zawieźć na lotnisko i przyjechałaby Panda, zapewne odmówiłbym, bo nie mam zamiaru siedzieć obok swoich bagaży. Takich dziwnych przypadków jest więcej – widziałem Corsę B jako taksówkę, Forda Fiestę, Fusiona, Mercedesa klasy A. To głupi wybór, te auta się do tego nie nadają i nadal nie znajduję odpowiedzi jak można było na coś takiego wpaść. Ale to nie są najgłupsze pomysły na taksówkę, mam zamiar do niego przejść w tym momencie. To samochód, którego nie lubię już na wstępie, a zmuszanie do jazdy nim ludzi, którzy płacą za to, aby ich przewieźć z punktu A do B to zbrodnia! Peugeot 1007 i tu paradoksalnie jest rzecz, która pozornie wydaje się być dobra dla taksówki.http://media.autokult.pl/b557103d4a790509524bfea718fcfba7,800,600,0,0.jpg

Wielkie, elektryczne drzwi, dzięki którym wsiada się wygodnie do przodu. Ale niestety tylko do przodu, bo wejście do tyłu jest proste tylko dla ludzi, uprawiających gimnastykę artystyczną. O bagażniku nawet nie wspomnę, bo w sumie nie ma o czym. Auto pali koszmarnie dużo, bo te drzwi ważą więcej niż dwóch, przeciętnych Amerykanów. Dodajmy do tego kilka osób wewnątrz, no i mamy spalanie na poziomie Mercedesa klasy E, coś potwornego. I nie chodzi już tylko o człowieka, który się tego dopuścił, ale o korporację taksówkarską, która go do siebie wpuściła z tym autem. Strasznie dziwna sprawa z tymi taksówkami i pewnie jeszcze nie raz mnie to zaskoczy, ale pewnie dużo kilometrów przejadę zanim coś ze znaczkiem taxi na dachu, wzburzy mnie bardziej niż Peugeot 1007. A jeśli Wy spotkaliście się z czymś podobnym, to piszcie poniżej.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl