Koszmar z Francji – Citroen C4 Cactus

Zastanawialiście się kiedyś nad tym, jak bardzo można zepsuć samochód? Producent wpada na jakiś niedorzeczny pomysł, coś co teoretycznie nie powinno mieć racji bytu, jest paskudne pod każdym względem i w dodatku nawet nie jest tanie. Historia zna wiele fatalnych wozów, ale mamy XXI wiek, są inne standardy, wymagania, dlatego postanowiłem dzisiejszy wpis poświęcić najgorszemu z najgorszych i w dodatku muszę Was przekonać do tej odważnej tezy, w testach dzisiaj Citroen C4 Cactus.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/citroen-cactus-c4-2-9adbd559cc30.jpgSpoglądałem na niego już tyle razy, ale za każdym razem odruch wymiotny mam ten sam. Im znajduję się bliżej tego samochodu tym gorzej. Jakby wziąć arbuza, zniekształcić go i dodać zupełnie niepotrzebne i paskudne elementy. Pralka ma więcej wdzięku niż ten Citroen. Jak jest w środku? Jeszcze gorzej, fotele wydają się wygodne, ale wcale takie nie są, znaleźć w nim pozycję nadającą się do jazdy graniczy z cudem. Deska rozdzielcza miała być według projektantów prosta i nowoczesna, a jest jak zaprojektowana przez kogoś kto nie ma bladego pojęcia o samochodach a tym bardziej o wnętrzach. Wszystko jest głupio skomplikowane, niepraktyczne i ciężkie do przyjęcia na trzeźwo, a po pijanemu jeździć nie można, co czyni te bajery wewnątrz zupełnie bezużytecznymi. No i magiczne panele AirBump, których jedyna funkcja to oznajmianie wszystkim wokoło – patrzcie znalazłem prawo jazdy w chipsach, nie potrafię parkować, ratuj się kto może! Czy ma dużo miejsca wewnątrz? Owszem, ale co z tego, skoro jedyna gorsza rzecz od podróżowania tym czymś na jaką możesz skazać znajomych jest kara śmierci? Jak z jazdą?

https://i.wpimg.pl/985x0/m.autokult.pl/citroen-cactus-c4-13-058ae8db4b8.jpgZ silnikiem 1.2 to koszmar, to w zasadzie w ogóle nie jedzie, skrzynia biegów jest jak z poprzedniej epoki, ma tylko 5 biegów i jest za krótka, nawet lewarek mnie denerwuje, bo przypomina taki jak w starym Renault 19. W dodatku przez te absurdalne kształty ciężko w ogóle wyczuć ten samochód. Najgorsze poza jazdą tym złem co mi się przydarzyło to paradoksalnie jazda w nocy. Z jednej strony duży plus, bo nikt Cię nie widzi, ale dodatkowo Ty też nie widzisz kompletnie nic. Załóżmy, że jedziesz nieoświetloną drogą Citroenem C4 Cactus to jedyne o co się możesz modlić przy fabrycznym oświetleniu to szybka śmierć, bo jeśli ktoś znajdzie Cię żywego po tym jak uderzysz w drzewo, albo jelenia, którego nie mogłeś zauważyć bo światła mają 4 mm zasięgu to na pewno Ci nie pomoże, ucieknie od Ciebie i posypie Cię solą za to, że wybrałeś tak fatalny wóz.

http://m.autokult.pl/citroen-c4-cactus-1-6-e--90de4c8,910,500,0,0.jpgC4 Cactus wcale nie jest tani, w podstawie nie masz zbyt imponującego wyposażenia, 3 cylindrowy silnik, który brzmi jak Blender za 30 złotych, nie jedzie i pali jak smok. W dodatku to Citroen, więc jeśli planujesz go mieć na dłużej niż 2 lata na bank zaczną się problemy z elektryką, a gdy przyjdzie Ci dokupić kolejny komplet opon zapłacisz dużo więcej niż za opony w Fordzie Focusie, bo te są tutaj jak w koparce i też nie wiem po co, podobno to crossover, choć jak dla mnie ten segment mógłby w ogóle nie istnieć. Czyli mamy kolejny minus – wysokie koszty utrzymania na przyszłość. 75 KM, 118 Nm momentu obrotowego, 13 sekund do setki to wszystko brzmi po prostu jak z koszmaru, horroru, a na dodatek ma wielką przednią szybę, więc do kosztów utrzymania musisz dorzucić papierową torbę, żeby nikt Cię nie rozpoznał i nie skazał na publiczny lincz. Pewnie jeśli ktoś dotarł do tego momentu wpisu dostrzegł, że mógłbym tak jeszcze godzinami, ale już darują sobie na dzisiaj, ponieważ Citroen C4 Cactus nie jest wart ani minuty więcej mojego pisania. Ale udało nam się odpowiedzieć na bardzo ważne pytanie – jaki jest najgorszy samochód XXI wieku? Citroen C4 Cactus wygrywa to trofeum, gratuluję i życzę szybkiej drogi na złomowisko.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Pralki na kółkach

Już sam nie wiem, czy się denerwować, czy po prostu śmiać, ale niektóre projekty motoryzacyjny, są tak absurdalne, że ciężko się zdecydować. Wbrew tytułowi, nie będzie dzisiaj dla odmiany poradnika ze sprzętem AGD, chodzi o samochody. Wyjątkowo paskudne i moim zdaniem totalnie bezużyteczne. Zapraszam na kolejne refleksje benzyny w żyłach.

No i proszę, oto pierwsze z paskudztw, jakie można kupić. Opel Agila, niech mi ktoś powie, że to nie jest pralka na kółkach! W dodatku strasznie brzydka i że niby czemu służyć ma taki samochód. To segment tych najmniejszych aut, jest z nich najwyższy wow, czy to oznacza, że mogę nią przewieźć jukę po wizycie w sklepie ogrodniczym? Oczywiście, że nie! Do tego auta trudno Wam będzie zmieścić nawet większy telewizor na stojąco. Nie mam pojęcia czemu mają służyć takie samochody, miejsca nad głową niby więcej, ale czy ktoś wzroście 1,9 – 2 m kupi sobie taką Agilę? Chyba po to, żeby prowadzić z tylnego siedzenia. Tam też mimo dodatkowych miejsc, nie ma więcej przestrzeni niż chociażby w żelazku, zwanym Tico, które opisywałem jakiś czas temu. Są ekonomiczne, to fakt, ale przecież Opel Corsa też jest ekonomiczna, a wygląda znacznie lepiej! Może ostatnio za dużo piszę tu o wyglądzie, zgodzę się z tym, ale wytłumaczcie mi w czym Agila jest bardziej funkcjonalna, od chociażby Corsy? Czy ktoś będzie pakował, jeden albo drugi samochód ze złożonymi siedzeniami po dach? Nie sądzę. Czy będzie woził drużynę koszykówki? Też nie. 

Więc po co Wam trochę wyższy od innych z tego segment, ale równie mały i na dodatek brzydki Opel, z 3 cylindrowym silnikiem, który ledwo ciągnie ten 900 kg sprzęt AGD? Jeszcze gorzej od Agili, wygląda jej brat z Japonii – Suzuki Wagon R+. I ja naprawdę nie przyjmuję tutaj argumentacji – lepszy taki, niż żaden, bo te auta wcale nie były i nie są aż tak tanie! Równie dobrze, można jeździć wózkiem sklepowym i argumentować w ten sam sposób – lepiej wózkiem sklepowym niż na nogach. Wdałem się już kiedyś w kłótnię na ten temat, z właścicielką Hyundai’a Atosa, którego zobaczycie za chwilę. No i nikt mi nie powie, że jest tam taka różnica w przestrzeni, że warto zdecydować się na niego, niż na przykład na Fiestę, czy wcześniej wspomnianą Corsę. Kpina totalna, w dodatku ten słaby silnik, który fakt w mieście jest ekonomiczny, ale jeśli przyjdzie Wam rozwinąć zawrotną prędkość, większą niż 60km/h, a co gorsza wyprzedzić, Wasza pralka przestanie już być tak ekonomiczna. Nieprawdopodobne, jest to, że przednie drzwi, mają wizualnie prawie tą samą wielkość co tylne, z których korzysta pewnie ktoś raz na pół roku, bo nie sądzę, że jakaś rodzina kupi sobie takie auto. 

Uczepiłem się tych aut, nie tylko dlatego, że mi się nie podobają, że nie rozumiem ludzi, którzy je kupują. Spróbuję Wam przybliżyć taką sytuację. Jedziesz nocą, przez nieoświetloną drogę, na przykład między lasami i nagle widzisz swoimi światłami leżącego na jezdni człowieka, zwierzę, jakieś żyjątko, no nie ważne. Naturalnym odruchem będzie szybki manewr kierownicą, aby ominąć przeszkodę. W tym przypadku (a zwłaszcza w przypadku bocznych wiatrów!) może skończyć się dachowaniem. Więc benzyna w żyłach, w końcu przestał skupiać się na stylistyce, czy nawet praktyczności i cenie. Wziął się za bezpieczeństwo! To auto, może okazać się śmiertelną pułapką, w momencie, gdy trzeba będzie wykonać gwałtowny manewr kierownicą. Wyraziłem już swoją niechęć co do minivanów, a teraz przyszło mi się zmierzyć z połączeniem małego auta (za którymi i tak nie przepadam) i minivana (których nienawidzę), koszmar! Rozpocznę chyba akcję – Nie dla pralek na polskich drogach, ciekawe jaki byłby efekt. A może wśród Was są fani takich samochodów, chętnie wysłucham argumentów, przemawiających za tym autem, bo wszystkie które dotychczas usłyszałem obaliłem w tym wpisie, czekam na nowe! Do usłyszenia!