Zwrotny i szalony maluch – Nissan Micra IV

Samochody klasy B są dość specyficzną częścią rynku motoryzacyjnego. Podoba mi się różnorodność tej klasy i kompletny brak dominacji jednego, konkretnego modelu. Przesiadając się do kolejnych przedstawicieli tej klasy od Pandy, przez Ibizę, Fabię, czy Hyundaia i20 każdy zaskakuje mnie czymś nowym. Podobnie było, gdy usiadłem za kierownicą Nissana Micry IV generacji, o którym dzisiaj trochę poczytacie.

https://i.wpimg.pl/985x0/m.autokult.pl/nissan-micra-test-autoku-a5108f5.jpgDo poprzedniej Micry bałem się wsiąść, nie żebym wątpił w jej testy NCAP, ale była przerażająca z zewnątrz. Z drugiej strony to auto posiadało najlepszy system antykradzieżowy świata, stojąc w równym rzędzie z Multiplą, Citroenem C5, czy SsangYongiem Rodiusem. Nikt nie chciał jej kraść przez to jak wygląda. W 2010 przyszło nowe, wygląda już nieco lepiej, więc warto było ją przetestować. Pierwsza sprawa wnętrze, które w wersji podstawowej nie jest zbyt interesujące. Moi hejterzy, których pozdrawiam (w szczególności Pana, który tak bardzo nie lubi mojego bloga, że napisał skrypt do spamowania komentarzami w ilości 50+) powiedzą po raz kolejny, że jestem skończonym kretynem, bo w klasie B wymaga się, aby auto było tanie, a nie miało ładne wnętrze. No niech Wam będzie, polecam usiąść za kierownicą Seata Ibiza, następnie za kierownicą Micry i zobaczycie o co mi chodzi.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/nissan-micra-test-autoku-09ecfa4.jpgNie ma tam nic interesującego, z marszu wymieniłbym z 5 aut, starszych o 10-15 lat, które wyglądają lepiej w środku. Podoba mi się natomiast to, że mamy XXI wiek w samochodzie klasy B, pełne wyposażenie, od klimatyzacji, systemów bezpieczeństwa, po sterowanie radiem z kierownicy, wejście AUX, USB, Bluetooth, użytkownicy Skody Rapid, czy Octavii, które są o klasę wyżej mogą pomarzyć o takich rarytasach w podstawowej wersji. Miejsca w środku nie brakuje, łatwo znaleźć dla siebie pozycję za kierownicą. Eksperyment pod tytułem, czy zmieszczę się w bagażniku Nissana Micra również zdałem śpiewająco, jeśli chodzi o przestrzeń to miło mnie zaskoczył ten maluch. Na papierze mam pod maską 1.2 80KM, więc przyzwoicie jak na samochód, który waży ledwo tonę.
https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/nissan-micra-test-autoku-9237ee8.jpgCzas na najważniejszy test, jak jeździ Nissan Micra IV generacji? Gdy ruszyłem kopara mi opadła, bo to auto brzmi jak mały, karabin maszynowy. Nigdy w życiu nie słyszałem czegoś takiego, warczy jak mały, słodki piesek, ale jest to tak przyjemny dźwięk, że każdy kilometr Micrą staje się fajniejszy. Parkowanie – mistrzostwo świata, kształt samochodu dużo pomaga, ale najlepszą częścią Micry jest układ kierowniczy. Precyzyjny co do nanometra, sprawia, że to auto jest tak zwrotne, że robi Wam 360° w miejscu. Zwrotność to najlepsze słowo, które określa ten samochód, bo jeździłem już prawie wszystkim w tej klasie, ale żadne nie było w tej dziedzinie, aż tak dobre. I to jest bardzo duży plus dla tego samochodu, bo przecież 80% swojego życia ma spędzać w miejskiej dżungli, a w tym środowisku zwrotność to element na wagę złota. Z każdą minutą jeździło mi się co raz lepiej, doszedłem do przedziwnego wniosku pod tytułem „zaczyna podobać mi się ta Micra”.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/nissan-micra-test-autoku-44c5de0.jpgAutko nie daje sobie pluć w brodę, gdy trzeba kogoś wyprzedzić, ten kto jeździł po Krakowie, wie ile trzeba się napocić, żeby w niektórych miejscach zyskać kilka minut, a Micrą to czysta przyjemność i dobra zabawa. Można nią czerpać radość z jazdy, niczym w starym Peugeocie 205, a to bardzo duży komplement. Jak ze spalaniem? To auto w ogóle nic nie pali! Jakby nim nie jeździć, to i tak pali około 6 litrów na 100 kilometrów maksymalnie, a jeśli jesteś fanem oszczędzania to zejście poniżej 5 litrów jest w Twoim zasięgu, choć przyznam szczerze, że trzeba się naprawdę napocić, żeby osiągnąć taki wynik. Cena 37400 złotych to taka średnia w klasie, tyle jest rzeczywiście warta. Choć jakość plastiku, czy sprzętu audio pozostawia wiele do życzenia, to mimo wszystko nie mogę powiedzieć, że to auto niewarte swojej ceny. Bezpieczna, ekonomiczna, dobrze wyposażona, w miarę wygodna, warcząca jak karabin i zwrotna, jak żadne inne w tej klasie, brzmi jak samochód idealny. Ale niestety cały czas pozostaje kwestia stylistyki, ja wiem, że są gusta i guściki, wybaczcie ja nie potrafię się przekonać do tego, jak ona wygląda, dla mnie nadal jest brzydka. I mimo iż podczas jazdy prawie skradła moje serce, to z czystym sumieniem, z marszu wybrałem auto, które jest dużo lepsze w tej klasie od niej. A jaki to samochód, przekonacie się w kolejnych wpisach.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Poszukiwanie nowego auta część 2

Wczoraj skończyłem na Lancii Dedrze, którą typowałem jako drugą do ewentualnego zakupu. Oczywiście nie miałem na oku tylko dwóch aut, było ich znacznie więcej, także dzisiaj postaram się wyłonić kilka aut, wartych uwagi w cenie do 2500 złotych. Są to auta, które ja z chęcią bym kupił, gdyby mój główny plan nie wypalił. Dla uzupełnienia dodam, że rozbiłem wpis na dwie części, bo z doświadczenia wiem, że im więcej tekstu tym gorzej się czyta wpis. 

http://i61.tinypic.com/10elith.png

Lancia wylądowała na opcję B głównie dlatego, że była z Krakowa i po prostu miałem bliżej, aby się jej przyjrzeć. Cena 2100 wydawała się atrakcyjna i auto było w niezłym stanie wizualnym, jak już wiecie z poprzedniego wpisu nie zdążyłem jej obejrzeć, ponieważ inne auto spełniło wszystkie wymagania. Tuż za Lancią miałem na oku nieśmiertelne Audi 80, które zawsze mi się podobało. Silniki tolerują gaz, mają mocne zawieszenie, a ich silnikom zaczyna coś dolegać dopiero przy 400 tysiącach kilometrów. W dodatku jest dosyć spora i wygodna. Problem był taki, że jedyna która miała gaz i mieściła się w budżecie stała pod Piekarami Śląskimi, więc czekałaby mnie nie lada wyprawa. Nieco bliżej stało Volvo 460, które też wpadło mi w oko. Wszyscy znamy tą markę, specjalnie przedstawiać jej nie trzeba, miałem dwa takie Volva w okolicy Krakowa i wszystko zapowiadało się dobrze, jednak powstał inny problem. Oba wydawały się zmęczone życiem zewnętrznie – jeden miał problemy z błotnikami i progiem, kolejny miał dość spore wgniecenie z tyłu i był praktycznie bez opłat, ale za to cena 1500 zł pozwalałaby jeszcze na drobne remonty. Jednak Volvo wygląda mniej atrakcyjnie niż Audi, było dużo mniejsze, tak więc to 80 stało się alternatywą dla Planu A i Planu B (Lancia). 

http://m.autokult.pl/komis-samochodowy-235453-dc90f5e,305,0,0,0.jpg

I w sumie jestem w stanie powiedzieć wprost, za 2500 złotych jesteście w stanie kupić sprawny, w miarę zadbany model Audi 80, pod warunkiem że przestaniecie patrzeć na przebieg, bo to kompletny idiotyzm. Na takim aucie naprawdę nie robi wrażenia 200, czy 300 tysięcy kilometrów, chyba że ktoś je upalał przez pół żywota, co oczywiście się zdarza. Podobnie z Volvo i tu mniejsze prawdopodobieństwo, że ktoś upalał to auto, bo średnio się do tego nadaje. Moim zdaniem są to dużo lepsze w prowadzeniu samochody niż Golf, czy Astra, ale to bardzo subiektywne stwierdzenie, bo ja ogólnie lubię większe samochody. Po komisach ciężko było coś szukać w tej cenie, to raczej miejsce dla aut innego przedziału cenowego, choć udawało się zawiesić oko na starym Subaru Legacy, bo i takie auto znalazłem w tej cenie. Miało na karku 24 lata i trochę mankamentów do zrobienia na już, ale dla pasjonata marki mogła się to okazać nie lada okazja. Propozycją rozsądną była też Mazda 323 z 1997 roku, kosztowała 2300 zł, miała instalację LPG, silnik 1.6 i ważne opłaty. Inna japońska propozycja, która dwa razy przewinęła mi się przez ogłoszenia to Nissan Almera, o której kiedyś pisałem, choć specjalnie nie ciągnęło mnie do tego samochodu, toteż nawet go nie obejrzałem. Ale te poszukiwania pozwoliły mi wyłonić kilka ciekawych aut, wcale nie droższych w eksploatacji od Astry, czy Golfa. Głównie dlatego, że na rynku mamy sporo części używanych, w dobrym stanie. I tak oto dobrymi propozycjami w tej cenie mogą być – Audi 80, Volvo 460, Mazda 323, Nissan Almera. Jeśli natomiast zależy Ci na w miarę świeżym aucie i nie dbasz o to ile jeździ go po drogach, na pewno zwróć uwagę na Daewoo, bo może trafić się Nexia, Nubira, czy Lanos w fajnym stanie lub do niewielkich poprawek. Niestety po raz kolejny, nie znalazłem Nexii w normalnym stanie, do lekkich napraw, wszystko zajeżdżone, biedne Nexie. Na dzisiaj to tyle, czekam nadal na komentarze w stylu – zgaduj jakie auto kupiłem. 

Źródłem zdjęć jest strona: http://autokult.pl

Najmniejsza w swoim segmencie – Micra

Nissan Micra II to samochód konkurujący między innymi z Oplem Corsą, Citroenem Saxo, czy Fordem Fiestą. Jednak ze wszystkich aut tego segmentu, które zdołałem przetestować, ogłosiłem go zdecydowanie najmniejszym autem. Oczywiście nie decyduje to o końcowej ocenie, ale na wstępie dla wielu (chociażby dla mnie) jego wymiary, od razu zdyskwalifikowały go jako potencjalny samochód. Dzisiaj ocenię całokształt, zobaczmy co z tego wyjdzie. 

Nie wyobrażam sobie, że ktoś określi ją jako auto swoich marzeń, ale nie o to chodzi w tym segmencie. Auto ma być zwinne, mało palić i być niedrogie w eksploatacji. Produkowana od 1992 do 2003 roku, z niewielkimi faceliftingami, jest jednym z najdłużej produkowanych aut tej marki. A wszystko przez to co ja określiłem wadą – niewielki rozmiar. Micra idealnie sprawdza się jako drugie auto w rodzinie – na zakupy, do pracy. Nie ma co pakować w nią gazu, bo spalanie i tak jest niskie. Dostępne silniki to 1.0 55 KM z początku produkcji, późniejsze modele były o 5 KM mocniejsze, 1.3 16V – 75KM, 1.4 16V – 82 KM i prosty diesel 1.5 – 57KM, który ze spalaniem potrafił zejść poniżej 5 litrów na 100 kilometrów, a to już prawie za darmo. Nie chcę dzisiaj pisać tyle co zwykle o stylistyce, ale jak na miejski pojazd, muszę powiedzieć, że jest przystojny, szczególnie po faceliftingu. 

Szczególnie upodobały go sobie Panie, właściwie to nie widziałem jeszcze żadnego faceta w Micrze. To co dla mnie jest wadą, czyli niewielkie rozmiary, dla innych jest mega zaletą i co prawda to prawda, parkowanie Micrą jest łatwiejsze niż jakimkolwiek innym autem, nawet jeśli nie macie wspomagania. Z użytkowych minusów na pewno ciasnota – już przy moim 1,8 metra było mi ciasno, a po odsunięciu fotela nie usiadłby za mną nikt kto ma nogi. Bagażnik 205 litrów, nie najgorzej, ale na przykład Corsa ma 260. Wszystko jest fajnie do momentu, gdy trzeba by jej użyć jako auta dla więcej niż dwóch osób. Bo przy większej liczbie osób na pokładzie, Micra z silnikiem 1.0 ma biedę ruszyć z miejsca no i pali o litr więcej. A no właśnie, jak to jest ze spalaniem? Z mojego wywiadu wynikło, że w cyklu miejskim około 6,5 litra na 100 km, mocniejsze silniki mogą wziąć ponad 7 litrów, a przy ekonomicznej jeździe kwestia 5 – 5,5 litra na 100 kilometrów. Micra lubi jeździć, więc przy tańszych modelach, niech Was nie zdziwi, anie nie przerazi przebieg 250 tysięcy kilometrów (ja takie widziałem nie raz). Auto ma silnik jak żyleta, tnie kilometr za kilometrem i ciężko ją stępić. 

Gdy już skończyłem obdzwanianie warsztatów, doszedłem do wniosku, ze poza wymianą przepływomierza powietrza, nie ma po co zaglądać pod maskę, tam się nic nie dzieje. Nawet wycieki pojawiają się rzadko w tym modelu. Niektóre auta z początku produkcji, mogą mieć w naturze wydawanie dziwnych dźwięków z rozrządu. To co Micry zupełnie nie odróżnia od innych konkurentów z lat 90, to korozja, która chwyta nadkola, tylną klapę i błotniki. W dodatku fabryczne zabezpieczenie przewodów elektrycznych jest bardzo słabe i te lubią puszczać. Auto ma wrażliwe końcówki drążka i łączniki stabilizatora, wjechanie z impetem na wysoki krawężnik, może skończyć się kolejną wymianą. To auto miejskie, które jest dosyć delikatne, jest małym, słodkim, autkiem i tak chce być traktowane. W innym przypadku należy się mierzyć właśnie z takimi usterkami jak powyżej dosyć często, ale nie częściej niż w Punto, czy Corsie. Choć części nie błyszczą promocyjnymi cenami, to robocizna będzie nas kosztować niewiele, bo to prosta konstrukcja. 

Auto we wnętrzu jest bardzo, skromne, szare, plastiki nie są najgorszej jakości, ale z Japończyków wypada zdecydowanie najgorzej. W dodatku ta dziwaczna kierownica, coś mi w niej nie pasowało. Za to fotele są dosyć wygodne, co jest dużym atutem dla miejskiego auta, tym bardziej, że konkurenci jak na przykład Punto mogą nam połamać kręgosłup. Ceny? W zależności oczywiście od rocznika, za starszą Micrę w dobrym stanie trzeba liczyć co najmniej 2500 złotych (i to będzie okazja), a za wersje świeższe, jak ta zielona powyżej, około 5 – 6 tysięcy minimum. Trzyma cenę, bo to dosyć pożądany samochód, jeśli się na niego zdecydujecie, a za 2 lata zapragniecie się go pozbyć, to nie będziecie długo szukać kupca. Uważam, że to fajne auto dla studentki, idealne na budżet, pasujące do większości kobiet, ma sporo fajnych kolorów i zmieści się w zakątku akademika. Jednak nie widzę dla niej szerszej grupy odbiorców, po prostu ciężko mi sobie to wyobrazić. Może Wy macie inne zdanie? Piszcie, dziękuję za uwagę.