Jak zwyczajne Volvo, staje się niezwyczajne.

Volvo jest ze mną już 5 miesięcy, prawie 4 tysiące kilometrów za mną, więc mogę się pokusić o małe podsumowanie tego co działo się z moim samochodem przez ten czas. Wielu z Was nadal zadaje mi pytanie co podkusiło mnie do zakupu S40, podobno to auto zupełnie nie pasuje do blogera motoryzacyjnego, dzisiaj moim zadaniem jest zbicie tego argumentu.

http://i67.tinypic.com/2qnmx5f.jpgKilka napraw, które musiały się odbyć są juz za mną. Zawieszenie z tyłu, klocki hamulcowe z przodu, zaciski z tyłu, nie zniechęca mnie to, przecież ma 20 lat i swoje potrzeby. Serwis jest droższy w porównaniu z moimi poprzednimi autami, ale liczyłem się z tym kupując go. Wniosek, jaki nasunął mi się od razu po takim czasie użytkowania – Volvo S40 to wół roboczy, którego ciężko będzie zajechać. Element, który najszybciej się poddaje to blacha, bo S40 z początku produkcji koroduje, gdzie popadnie. Nie ma tragedii, natomiast po zimie muszę konkretnie zająć się progami, bo tutaj nie ma żartów. Nie jest jak w przypadku Daewoo, czy Fiata, że strach go podnieść na lewarku, ale nie można lekceważyć nawet powierzchownej korozji. Spalanie tej przedziwnej jednostki o pojemności 1710 cm3 waha się od 8 do 10 litrów w cyklu mieszanym, dużo zależy od tego jaki mam nastrój w dany dzień.

http://i66.tinypic.com/2igm7v5.jpgJeśli chcę dać upust moim negatywnym emocjom to przyciskam go tworząc w baku wir. Volvo przy wyższych obrotach ma apetyt, ale to co dzieje się z tym autem od 3,5 tysiąca obrotów wzwyż zupełnie do niego nie pasuje. Zwyczajnie w tym aucie budzi się demon, który ma ochotę zjadać każde auto, jakie napotka na swojej drodze. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jego 115KM nie pozwala na zbyt wiele, ale jest ambitny i to mu trzeba przyznać. Każdy wie, że stylistycznie nie jest to typowe Volvo z lat 90. Był to spory szok dla fanów marki w tamtych czasach, bo stylistyka miała być bardziej sportowa, trochę mniej kanciata i wyszło naprawdę ładne auto. Nie będę się upierał, że to najładniejsze auto w swoim segmencie, muszę być czasem obiektywny, ale nie wyobrażam sobie człowieka, który powie wprost, że to auto jest brzydkie. Powiem więcej! S40 w środku jest dość ciasne, bagażnik nie jest za duży, a zawieszenie mogłoby być miększe. Mimo to mając do wyboru Forda Mondeo, Mercedesa klasy C oraz uwaga Alfę Romeo 156, którą kocham nad życie, jakaś wewnętrzna siła zmusiła mnie do kupienia Volvo. Nie wiem, czy się starzeje, to byłoby dziwne, bałem się, że utknę w nudnym, szwedzkim pudełku, ale tak się nie stało!

https://images81.fotosik.pl/342/2f4d072e4282aef4med.jpgS40 potrafi dostarczyć emocji, jak wiele innych, na pozór dużo ciekawszych aut. Wyprzedanie nim to czysta zabawa, trzeba przy tej mocy dość często redukować, ale dzięki temu fundujesz ludziom egzotyczny widok – ryczące Volvo, które wyprzeda wszystko co jedzie zdecydowanie za wolno. Z 9 aut, które miałem to najlepiej wyposażony, najbezpieczniejszy samochód, ale z drugiej strony pomijając Fiata Palio dość mocno ginie w tłumie. Moje S40 ma fajne felgi aluminiowe, które sprawiają, że wygląda dużo atrakcyjniej. Brakuje mi tego spoilera na klapie, strasznie mi się podobały te wersje i poważnie rozważam założenie u siebie tego gadżetu. Wiele takich elementów sprawie, że Volvo S40 staje się autem o kilku twarzach. Z jednej strony solidne, rozsądne, szwedzkie wozidełko, z drugiej zadziorny, ambitny sedan, który wcale nie jest mułem. Każdy kolejny kilometr sprawia, że lubię go coraz bardziej, brak nieprzyjemnych niespodzianek, które fundowało mi praktycznie każde auto, które miałem sprawia, że zaczynam mu ufać i wreszcie to, że on rozumie mnie, a ja rozumiem jego sprawia, że zaczynam traktować go jak przyjaciela. Ten nasz związek motoryzacyjny z każdym dniem zyskuje na sile, mimo głosów, że nie pasuje do mnie, że jest zbyt rozsądny. Ale dochodzę do takiego szalonego wniosku, że sztuką jest sprawić, by na pozór nudny wół roboczy stał się zupełnie czymś innym. Choć z nazwy i na papierze nie będzie nigdy się wyróżniał z tłumu, to mój konkretny model może być wyjątkowy, nie tylko dlatego, że należy do mnie, ale przez to jak będzie wyglądał na tle innych S40, ogólnie na tle całej marki Volvo. Mam ochotę o niego zadbać mechanicznie, a później dać upust wyobraźni, oczywiście z umiarem, bo każdy wie, jaki mam stosunek do tuningowania aut. Jeśli mam uatrakcyjnić wizerunek Volvo S40 to w tym miejscu obiecuję jedno – robię to tylko na oryginalnych odpowiednikach tej marki. Wszystko wymaga czasu i pewnego nakładu finansowego, więc zapewne trochę poczekamy zanim ten wizerunek ulegnie drastycznym zmianom, ale obiecuję, że będziecie świadkami tego procesu i wielu z Was cofnie słowa o nudnym, nic nie wnoszącym do mojej kartoteki pojazdów Volvo S40.

Co gorsze, uszkodzenia mechaniczne, czy blacharskie?

Takie przedziwne pytanie wysłał do mnie Pan Antonii. Już nakreślam sprawę. Gdy kupujemy samochód za niewielkie pieniądze coś musi być w samochodzie nie tak. Oczywiście zdarzają się modele, który zwyczajnie są zużyte i przez to ich cena idzie w dół, ale na rynku mam sporo do wyboru i często powstaje pytanie. Czy kupić samochód, który ma do naprawy na przykład jeden z elementów mechanicznych: silnik, zawieszenie? Czy może pokusić się o samochód z korozją, uszkodzeniami blacharskimi? Spróbujmy się zastanowić nad tymi wątkami dzisiaj.

http://m.autokult.pl/nagar-w-silniku-f04c1b496cadf553,630,0,0,0.jpg

Tak naprawdę wszystko zależne jest od samochodu z jakim mamy do czynienia. W jednym naprawa silnika, albo co gorsza jego wymiana może kosztować nas parę tysięcy złotych, mowa tu przede wszystkim o samochodach lepszych marek. A gdy mamy do czynienia z samochodami bardziej przyziemnymi, czyli Fiat, Opel, Kia to spokojnie jesteśmy się w stanie zmieścić nawet w 1000 złotych. Z kolei naprawa blacharska to zawsze jest duży wydatek. Bo nie nazwę naprawą zabawy ze szpachlą i sprayem w puszce, to zwyczajnie fuszerka, która działa na chwilę. Mówmy tu konkretnie o wymianie zniszczonego elementu, czy maski, błotnika, drzwi, progów, nie ma znaczenia. Każdy z tych elementów trzeba zabezpieczyć, przygotować do malowania pod kolor naszego pojazdu. I to kolor decyduje w dużej mierze o końcowym rachunku w warsztacie blacharsko-lakierniczym. Jeżeli jest popularny, łatwy do zdobycia to cena może okazać się atrakcyjna. Jeśli jednak mamy auto na przykład z limitowanej serii, z kolorem na zamówienie to koszt samego lakieru może nas powalić z nóg. Ponadto przygotowanie pojazdu do malowania to też nie taka trywialna sprawa. http://m.autokult.pl/w201-przygotowanie-do-la-38d3226,300,200,1,0.jpg

W zależności od modelu i części, która musi być pomalowana pochłonie ona mechanikowi sporo roboczogodzin, które też zostaną ujęte na fakturze. Coraz większą popularność zdobywa u nas pokrywanie pojazdów folią! Oryginalna powłoka lakiernicza nie zostaje naruszona, samochód wygląda świeżo, trwa to znacznie krócej niż lakierowanie i co najważniejsze jest znacznie tańsze. Wróćmy teraz do uszkodzeń stricte mechanicznych. Czasami z samochodem, jak z człowiekiem, dopiero podczas samej operacji okazuje się na ile poważna jest wada, którą mieliśmy usunąć. I tak oto po rozebraniu części silnika celem wymiany kilku uszczelek może się okazać, że czekają nas nowe wydatki. Tak naprawdę nikt nie podejmie się podania Wam wyceny naprawy, zanim jej dokona.

http://m.autokult.pl/xtzclub-336426-471a804feb8c81158,630,0,0,0.jpgWiele rzeczy wychodzi w praniu i ciężko jest stwierdzić co skrywa nasz nowy samochód. Nie liczmy też, że dowiemy się o wszystkich uszkodzeniach od handlarza, cudów nie ma. Wychodzi na to, że i tak źle, i tak niedobrze. Ale powiem Wam szczerze, powierzchowne uszkodzenia blacharskie, które zaniżają cenę to element, którego uszkodzenie możecie potwierdzić na 100% sami, a jeśli chodzi o inne elementy potrzebny nam specjalista. Jeżeli mamy znajomego blacharza-lakiernika to sytuacja jest jasna, można spróbować odnowić pojazd,. Na złomowiskach pojawia się coraz więcej pojazdów, których elementy są nieskorodowane, co najwyżej posiadają kilka rys, a z racji, że pojazd i tak będzie malowany, to nie ma to absolutnie żadnego znaczenia. Jeśli natomiast macie pod ręką specjalistę, który będzie Wam w stanie zweryfikować mechanikę przed zakupem, lub nie jest dla Was problemem udać się na stacje diagnostyczną to warto zweryfikować uszkodzenia i zrobić małą wycenę.

http://m.autokult.pl/zawieszenie-hamulce-przo-e4352c7,1200,0,0,0.jpgBądźcie w tej kwestii pesymistami i zanim kupicie pojazd do naprawy, od razu sprawdźcie ile kosztuje lekko używany silnik. A jeśli chodzi o zawieszenie, hamulce to elementy, których uszkodzenia czuć od razu. Popukiwania w zawieszeniu, znoszenie pojazdu podczas jazdy lub hamowania, skrzypy przy wsiadaniu to wszystko może wróżyć wydatki. Ale te elementy, jak już wspomniałem za 50 złotych zweryfikujecie na stacji diagnostycznej. Dostaniecie wypis, jak na przeglądzie gdzie komputer wykrył nieprawidłowości, a jeśli traficie na miłego diagnostę zabierze Was pod samochód i pokaże w czym tkwi problem. A więc moja rada, jeśli chcecie kupić lekko uszkodzony pojazd, do naprawy i nie jest on marki premium, lub macie dostęp do specjalisty, który weryfikuje stan silnika, to możecie śmiało zwrócić uwagę tylko na stan blacharsko-lakierniczy. Jeśli natomiast w głowie Wam Mercedes, BMW to może warto podzwonić po blacharzach i wynegocjować cenę naprawy elementu uszkodzonego lub skorodowanego zanim złożycie podpis na umowie.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Scorpio szykuje się na trasę

Forda już wkrótce czeka wyzwanie. Chodzi oczywiście o Woodstock, do którego już zaczynamy przygotowania. Ponad 500 kilometrów w jedną stronę, więc chcę aby wszystko było dopięte na ostatni guzik, dzisiaj mały przegląd mojego Scorpio po 7 miesiącach użytkowania, zapraszam!

http://i57.tinypic.com/erhb89.jpgJak już wspomniałem mam problem z temperaturą, która pokazuje się jak chce na zegarach. Raz w ogóle nie działa, raz wskaźnik zawiesi się na jednym poziomie i trzyma nawet 6 godzin po wyłączeniu silnika. Zbadałem sprawę dokładnie i jeden wentylator działa po wyłączeniu silnika i to dobra wiadomość. Dzięki pomocy z forum Forda Scorpio udało mi się zlokalizować czujnik temperatury odpowiedzialny za te zawirowania i w tym momencie czekam na nowy. Problemem jest też kabel, który dochodzi do czujnika. Jest mocno zmęczony i obawiam się, że będzie trzeba zasięgnąć porady elektryka. Niestety pojawił się ostatnio dodatkowy problem. Po 4 dniach nie mogłem go odpalić, brakło mi prądu. Ciężko było mi powiedzieć, czy to jakiś gadżet pobiera prąd, czy sprawa jest poważniejsza.

Dzięki pomocy kolegi zmierzyliśmy ładowanie alternatora i jest minimalnie poniżej normy, więc nie w tym rzecz. Nie wygląda też na to, żebym czegoś nie wyłączył. Doładowałem akumulator, pozostawiłem na kilka dni i udało się go odpalić. Po dłuższym namyśle przypomniała mi się sytuacja, w której klema akumulatora odpięła się na dziurze, w którą wjechałem. Ponieważ w tamtym momencie dosyć się spieszyłem to niedbale założyłem klemę i być może podczas ostatniego wyjazdu, gdzie kilka dziur mnie zaatakowało sytuacja się powtórzyła. Martwi mnie tylko, że kontrolka akumulatora nie zasygnalizowała mi tej sytuacji. Bo jeśli klema była za luźna, to sprawa jest rozwiązana. Ale rozważam oczywiście zakup alternatora, bo gdy braknie prądu w dłuższej podróży to koszty będą niemałe. Idąc dalej nadal nie rozwiązałem problemu zawieszonego pływaka w butli gazowej. Głównie dlatego, że serwisant kazał mi wyjeździć ten gaz, który mi pozostał.

http://i57.tinypic.com/ddnj45.jpgNie zrobiłem tego jeszcze, bo niedawno napełniłem butle na full, a także dlatego, że gdy wyjeżdżę gaz muszę przełączyć się na benzynę, a jaka pamiętacie mój przewód paliwowy lekko cieknie. Dlaczego go jeszcze nie wymieniłeś imbecylu? Mam dosyć dziwny, nylonowy przewód, który obecnie jest nieosiągalny w sklepie. Muszę dobrać zamiennik, czyli ściągnąć przewód, który w tej chwili jest w komorze i zawieźć do sklepu. Nie jestem tego w stanie zrobić pod blokiem, zrobię to pod domem. Dodatkowo zarówno przewód, jak i wspomniany wcześniej czujnik są w tym samym miejscu w komorze silnika, więc gdy już rozbiorę to co utrudnia mi dostęp wymienię jedno przy drugim. Oprócz tego pojawiło się lekkie skrzypienie tylnego amortyzatora i to już będzie grubszy wydatek na przyszłość. Cały czas zachwycam się Scorpio, jego przestrzenią w środku, komfortem jazdy i kosztami, jakie ponoszę na każde 100 kilometrów. I wierzcie albo nie, ale po raz pierwszy od 2 lat nie oglądam ogłoszeń w internecie pod kątem samego siebie i nie wyobrażam sobie mieć pod domem innego auta niż Ford Scorpio.

„Jak tam Scorpio?”

Pytanie z dzisiejszego tytułu słyszę ostatnio dosyć często, dlatego dzisiaj skupię się na moim samochodzie. Zapewne zauważyliście, że piszę o nim znacznie mniej, niż o Polonezie. Uspokoję Was, że nie jest to równoznaczne z tym, że wolałem FSO, jest właściwie na odwrót. Tak, więc po krótkim, majowym urlopie wracam ze Scorpio na tapecie. Na wstępie pragnę jeszcze podziękować za krótką współpracę Bartoszowi, który nie dysponuje czasem, aby jego wpis zagościł u nas raz na tydzień. Mimo to dziękujemy za kilka fajnych wpisów i cykl „Chodnikiem Idę..”

http://i58.tinypic.com/245c9ph.jpgScorpio jeździ pod moim nazwiskiem już pół roku. Ciężko mi określić pokonaną odległość, gdyż licznik nadal nie działa i nie jest to do końca taka trywialna sprawa jak mi się wydawało. Uznałem, że są w Scorpio ważniejsze rzeczy do zrobienia, niż licznik i to one mają priorytet. Zacząłem od oleju, a ponieważ Ford z przebiegiem prawie 300 tysięcy kilometrów nadal jeździ na oleju półsyntetycznym i nie spala ani kropli, postanowiłem, że nie będę w tej kwestii oszczędzał. Postawiłem na Mobil Super i do kompletu zakupiłem oryginalny, fordowski filtr oleju oraz świece. Wcześniej zamontowano zamiennik i auto było na półsyntetyku z Lotosa. Po wymianie na znacznie droższy zestaw, moje Scorpio pracuje znacznie ciszej, a rozruch po tygodniu stania na parkingu jest znacznie łatwiejszy. Kolejna rzecz to felgi i opony, dzięki uprzejmości poprzedniego właściciela, z którym nadal mam kontakt, szybko udało się nabyć nowy komplet butów dla Forda. Różnica? Kolosalna, auto znacznie lepiej się prowadzi, nie ślizga mi się po każdej mżawce i co najważniejsze – koła są w pełni wyważone.  

http://i62.tinypic.com/eh5k4.jpgOptymistycznie nastawiony zacząłem planować co stanie się z moją wypłatą w połowie maja, jednak po raz pierwszy Ford miał dla mnie niespodziankę. Ponieważ skrzynia biegów pracuje tak, jakby w środku siedział karzeł z wielkim młotem uznałem za stosowne natychmiastową wymianę oleju w skrzyni, gdyż mechanik stwierdził, że ten który obecnie tam pływa jest za gęsty. Wymienię i zobaczymy, czy to pomoże, bo przy niższych temperaturach, wrzucenie drugiego biegu było tak trudne, jak obalenie obecnego systemu. Ale jakiś czas temu miałem wizytę na stacji benzynowę, gdzie moja kuchenka w bagażniku, została napełniona do połowy (nawet to sprawdziłem). Po przejechaniu jakichś 60 km okazało się, że mam w bagażniku złoża gazu, gdyż wskaźnik przekazywał mi swoim położeniem następującą informację – butla jest napełniona w 90% i tak już zostało. A ponieważ moja instalacja gazowa jest starsza, niż twarz Krzysztofa Ibisza, elektroniczny wskaźnik, a raczej 3 diody, umieszone wewnątrz pojazdu, obok przełącznika są podłączone bezpośrednio do wskaźnika w bagażniku. Przypominając informację z początku wpisu – nie działa mi licznik kilometrów, okazuje się, że muszę jeździć na wyczucie. Żaden wskaźnik łaskawie nie poinformuje mnie, że Scorpio wchłonęło już znaczną część magicznie taniego paliwa. Ale nie przejmuję się, nawet jeśli braknie mi gazu, przecież mam benzynę w baku.

http://i62.tinypic.com/312iixk.jpgPo spojrzeniu na deskę rozdzielczą przypomniałem sobie, że mam zepsuty pływak, a jedyna informacja jaką mogę zakodować, to 10 litrów, które zalałem 5 miesięcy temu. No, ale dobra dla pewności odpalam moje cudo na benzynie i działa, rewelacja! Jako człowiek, który nie może przeżyć dnia bez otwarcia maski, postanowiłem zajrzeć pod nią, gdy mam załączoną pracę na benzynie. I tu mamy kolejną niespodziankę – cieknący przewód paliwowy, do stu piorunów! Później okazało się, że wbrew wielkiemu, 20 calowemu członkowi, jaki posiada Scorpio, jest on kobietą. Miewa raz w tygodniu moment „ten dzień”, w którym nie chce mu się odpalić, tak po prostu wyzywa Cię do walki ze swoim rozrusznikiem. Problem zapewne jest trywialny i trzeba wymienić filterek od gazu, ale sama sytuacja była zaskakująca. Nie myślcie, że to koniec. Genialne władze Oświęcimia postanowiły jakiś czas temu zamknąć główny most, tak więc zostaliśmy skazani na jeden most i korki były niewyobrażalne. Stałem tak godzinę z odpalonym silnikiem, ale wskazówka temperatury ani drgnęła, trzymała się na poziomie, który uzyskała przy prędkości 70km/h na 4 biegu. Tak, więc Scorpio nie lubi, gdy się podgląda informacje o jego stanie zdrowia, uznał je za zbyt intymne i zataił je przede mną. I to wszystko w 2 tygodnie, tak więc odłożyłem na dalszy plan wymianę oleju w skrzyni (z racji, że temperatura nas rozpieszcza, 2 bieg znów jest w użyciu od samego rozruchu) i postawiłem za priorytet doprowadzenie wskaźników do porządku.

http://i58.tinypic.com/2ly31j5.jpgJakby na to nie patrzeć, to usterki, które mnie dotknęły są drobne i nie są to niespodzianki, przez które chociaż na chwilę krzywo spojrzałem się w strone Scorpio. Absolutnie nie! To świetny samochód – duży, wygodny, dość przystojny, wzbudza respekt i zachwyt u większości motomaniaków, póki co nie słyszałem na niego złego słowa, nie pali jak smok, bo zamykanie się w 10 litrach gazu na 100 kilometrów, to wyczyn dla 24 letniego Forda. W dodatku w końcu mam samochód, którym mogę wyprzedzać inne samochody. Właściwie to akurat jest minusem, bo gdy ktoś mnie wyprzedzi, muszę go dogonić i wyprzedzić, aby odzyskać honor, znowu mam 10 lat. Po naprawie wskaźników i wymianie oleju w skrzyni, czeka mnie jeszcze mały przegląd instalacji elektrycznej i jeśli nie będzie kolejnych niespodzianek, to Scorpio będzie nieskalane. Największym problemem mojego samochodu nie jest rozmiar, jak mi się wydawało na początku, ale o dziwo kolor, bo 2 minuty po wyjeździe z myjni widzę na nim każdy mikroorganizm. Nie piszę o nim zbyt dużo, dlatego że ciągle odkrywam ten samochód, czekam na moment, w którym mogę wycisnąć jak najwięcej informacji, emocji i z dnia na dzień lubię go coraz bardziej. 

Raport sytuacyjny, wymiana cewki

Dla tych, których interesuje żywot mojego styranego wizualnie Poloneza dzisiejszy wpis będzie ciekawy. Caro jest ze mną już ponad 8 miesięcy, zrobił 4 tysiące kilometrów więc wypadałoby, aby coś się popsuło. To i tak najlepszy wynik czasowy, jaki osiągnął wśród wszystkich moich samochodów co do usterek, a co się popsuło? Zaraz się dowiecie. 

http://i58.tinypic.com/mwegxu.jpg

Jak zawsze idę do samochodu, otwieram drzwi, zasiadam za sterami – czas jechać na zakupy. Odpalam moje cudo, co ciekawe z trudem, a to mu się nie zdarzało. Gdy już nastąpił rozruch silnika odczuwam dobrze znane mi objawy. To zapach awarii, a konkretnie mój wspaniały samochód pracuje na dwóch z czterech cylindrów, czyli przy swojej masie ma mniej mocy niż moja pralka. Przerażające, no ale co zrobić stało się! Moje podejrzenia padły na niezbyt dobrze wyglądające kable zapłonowe, ale naprawę odłożyłem na inny dzień. Zanim to nastąpiło pojawił się kolega Norbert, który ma znacznie większą wiedzę o samochodach z okresu PRLu niż znany wszystkim dziennikarz Szanowny Pan Patryk M. Obalił moją tezę na nie działające kable w 5 minut. Po podpięciu wszystkich kabli po kolei, do jednej ze sprawnych świec okazało się, że wszystkie działają, była iskra – fantastycznie. W dodatku jedna ze świec, wyglądała jakby nigdy nie była używana. Innowacyjny system oszczędzania świec w FSO, nie znaliśmy tego, ale w końcu wyszło na jaw. Tak więc skoro nie świece, nie kable to padło na cewkę. 

http://i62.tinypic.com/4trprt.jpg%20

Tą cewkę, która oberwała rykoszetem z płynu chłodzącego, podczas pęknięcia węża, w drodze powrotnej z Woodstocku. Dwa gniazda, dokładnie te, które były wcześniej zalane były winowajcą! Ceny przerażające bo od 70zł w wzyż, ale na szczęście w jednym z 3 pudełek części, które nabyłem parę miesięcy temu znalazłem cewkę, gloria! W dzień wolny od pracy zająłem się wymianą z pełnym zapałem. Już dawno tyle nie kląłem, mój samochód zrobił się purpurowy ze wstydu. No ale jak tu nie kląć, skoro wszystkie 3 śruby wyszły gładko, a do czwartek praktycznie nie ma dojścia, horror! W dodatku jako człowiek upośledzony w pracach ręcznych musiałem upuścić końcówkę potrzebną do odkręcenia i akurat spadła na osłonę. Dodałem sobie do obowiązków demontaż osłony, ale udało się i odzyskałem końcówkę. Problemem nadał było odkręcenie trzeciej śruby. Zdemontowałem zatem całą podstawę, która odpowiadała za trzymanie cewki, odgiąłem ją nieco do siebie no i eureka jest dojście. Zanim na to wpadłem zdążyłem odkręcić już osłonę misy olejowej, wypalić z 5 papierosów i zebrać dwóch gapiów. Gdy już pozbyłem się niesprawnej części olśniło mnie! Zanim przykręcę z ogromnym trudem sprzęt, który wygrzebałem z kartonu po bananach pełnego różnych wynalazków produkcji FSO, kupionego za parę groszy pasowałoby sprawdzić czy to w ogóle działa! A więc nie wkręcam, podpinam wszystko ładnie (bo ta cewka ma nawet opisane gdzie powinna być podpięta dana świeca, ponumerowane od 1 do 4) i siadam za kółko – chwila prawdy. Odpalam i jest ON ŻYJE! Musiałem zakrzyczeń czcionką, aby oddać mą euforię, jaka towarzyszyła tej podniosłej chwili. Po niespełna 10 minutach miałem swoją, nową cewkę na miejscu. Zebrałem ładnie swoje zabawki, poprosiłem Pana sąsiada, który zaparkował obok, aby zjechał z mojego roboczego koca i udałem się na spoczynek. Zauważyłem płynniejszą pracę i co ciekawe wzrost mocy. http://i60.tinypic.com/4jkytx.jpgTeraz to auto rusza z miejsca jak bolid formuły 1. Jedno, durne urządzenie unieruchomiło mnie na kilka dni i upokorzyło, bo musiałem drałować z zakupami tramwajem zajmując tym samym przestrzeń trzem innym osobom, no ale trudno! Usterka można powiedzieć błaha, rozwiązana metodą prób i błędów, a w dodatku wyjąłem fabryczną cewkę, tak więc wytrzymałość tego podzespołu FSO – 221 tysięcy km lub 17 lat. A ja ruszam dalej! Komentarze na dole, a jeśli Ci się podało kliknij łapkę i udostępnij dalej, jeśli Ci się nie podobało to tylko kliknij łapkę. Miłego!