Mocny, głośny i pazerny – Chevrolet Camaro

Mocne uderzenie na początek lutego! Samochód legenda, kolejny okaz zza oceanu, który przyspiesza bicie serca wielu fanów motoryzacji. V8 pod maską, 432 KM, silnik 6.2, czyli Chevrolet Camaro V.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/chevrolet-camaro-274377--e1b78a9.jpgWiele jest aut, które chętnie widziałbym u siebie pod domem, ale Camaro jest samochodem z nieco innej bajki. Kocham Mustanga, nigdy się tego nie wyrzeknę, ale jeśli postawi mi ktoś obok niego Camaro mam niepohamowaną ochotę wsiąść właśnie do niego. Robi wrażenie bardziej agresywnego, nieokiełznanego, jakby chciał powiedzieć – „Masz jakiś problem?”. Jeszcze bardziej niesamowite jest to, że można go kupić w cenie nowego Forda Mondeo i dużo taniej niż niedawno opisywane BMW Serii 3. Co prawda to nadal używane auto, ale jakie ono robi wrażenie, jak bardzo jest inne od tej całej masy, która porusza się po polskich drogach. Oczywiście nie jestem wariatem do szpiku kości, zdaję sobie sprawę, jakie niesie za sobą konsekwencje posiadanie takiego samochodu w naszych realiach. Spalanie, wysokie opłaty, problemy z serwisem, rozmiary, weźmy jeszcze pod uwagę, że to produkt General Motors, więc po dłuższym namyśle można dojść do wniosku, że łatwiej go ukraść, niż kupić.

http://m.autokult.pl/2016-chevrolet-camaro-17-a5b46d2,910,500,0,0.jpgDość tych dywagacji, skupmy się na samym wozie. Jest wielki, jak ciągnik siodłowy – 4,8 metra długości, 1,9 metra szerokości sprawia, że każdy, europejski odpowiednik sika w majtki, gdy widzi coś takiego w lusterku. Testowany model wcale nie był podstawową wersją, miał czym straszyć. 5,2 sekudny do setki czynią go zjadaczem autostrad, choć prędkość jest ograniczona do 250 km/h to można to przeboleć, u nas i tak nie można jeździć więcej, a na niemieckiej autostradzie wcale nie jest łatwo rozpędzic się do takiej prędkości. Jakby na  to nie spojrzeć to do osiągów nie można się przyczepić, w tej cenie Camaro wydaje się bezkonkurencyjne. Jak wnętrze? Choć wydaje się to nieprawdopodobne, ale jest jeszcze gorzej zrobione od Mustanga. Te plastiki są straszne, ale gdy już go odpalisz zapominasz dosłownie o wszystkim, nie mam słów, które opiszą ten dźwięk, rasowy, charakterystyczny, nie do podrobienia.

http://m.autokult.pl/2016-chevrolet-camaro-26-a1e795a,910,500,0,0.jpgJeżeli masz na składzie trochę gotówki, a wokół siebie sporo przestrzeni to szybko dojdziesz do wniosku, że Camaro to idealne auto do oczyszczenia świata z opon. 569 Nm momentu obrotowego robi swoje, niestety nie mogłem się nacieszyć tym momentem zbyt długo, zważywszy na to, że mieliśmy tylko dwa komplety, a mnie nie było stać na zakup kolejnego. To co Was zaskoczy – testowane Camaro miało manualną skrzynię biegów! To dopiero zabawa, choć znam ludzi, którzy uznaliby to za wadę, to nie martwi mnie to specjalnie, bo Ci sami ludzie przy oględzinach Camaro nie zwracaliby uwagi na silnik, brzmienie, stylistykę, o nie! Ich głowę zaprzątałby zupełnie inny problem – gdzie tu wpakować butle z gazem? Fakt, że samochód pali 26 litrów na 100 kilometrów, aż prowokuje do takich rozważań, ale no zlitujmy się, stać Cię na Camaro? To powinno Cię być stać na paliwo do niego. Wsadzić gaz do Camaro to jak oświadczyć się kuzynce, wygodne, bo ślub będzie tańszy, w końcu macie tą samą rodzinę, ale cały otaczający Cię świat będzie miał poważne wątpliwości co do Twojego zdrowia psychicznego.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/chevrolet-camaro-z-pakie-99708ee.jpgCzas ruszyć w trasę, która liczy ponad 80 kilometrów. Serce biło mi tak mocno, jakbym się zakochał, co w moim przypadku wydaje się bardzo dziwne, bo podobno ja nie mam serca. Silnik jest naprawdę głośny, tak bardzo, że udało nam się uruchomić alarm w Toyocie Yaris. w środku można sobie darować konwersacje, jeśli masz zamiar jechać tym autem tak jak rasowym muscle carem to nie łudź się, że będzie szansa na inteligentną rozmowę, to auto Ci na to nie pozwoli. Warczy na wszystko i na wszystkich, wgniata w fotel, a jeśli ciągniesz go na 5-6 tysięcy obrotów to przenosi drgania do środka. Czy to wada? Absolutnie nie! Dzięki temu czujesz się częścią tego samochodu, jakbyś miał się z nim zrosnąć i zostać na zawsze, szczerze? Nie miałbym nic przeciwko, co za wspaniały samochód. Mam gdzieś tą twardą kierownicę, niespasowane plastiki, nie przemawia do mnie nawet to, że nie będę go miał gdzie zaparkować, miałem ciarki na plecach przez całą podróż, a to największy komplement, jaki może ode mnie dostać samochód. Kilka godzin spędzonych z Chevroletem Camaro to zdecydowanie za mało, to auto nie można sobie wypożyczyć, czy pojeździć chwilę, to jest zwyczajnie niebezpieczne. Jak z paleniem papierosów, nie ma czegoś takiego, że zapalisz raz i potem nie chcesz do tego wrócić. Możesz się na siłę powstrzymywać, odurzać innymi zamiennikami nikotynowymi, ale to nigdy nie będzie to samo. Aby zaspokoić swój głód musisz kupić paczkę papierosów, tak samo jest z Camaro, aby zaspokoić głód motoryzacyjny musisz je mieć. Nieważne, że będziesz musiał sprzedać cały dobytek, żeby go zatankować, nieważne, że Twoja dziewczyna połamie paznokcie na plastikach wewnątrz, to nie ma żadnego znaczenia, ponieważ gdy już skończą się pieniądze na paliwo ją też będziesz musiał sprzedać i możliwe, że zrobisz to bez zawahania. Dlatego ten samochód jest po prostu niebezpieczny, bo zmusi Cię do tego, żebyś wyrzekł się wszystkiego w imię posiadania go na stałe. Nigdy nie myślałem, że znajdzie się wóz zza oceanu, który pokocham bardziej niż Mustanga, ale ten epizod z Camaro nie pozostawił mi żadnych złudzeń, to najlepszy amerykański samochód, jaki kiedykolwiek prowadziłem.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Rozprawka o tym, jak oczarował mnie Mustang

Są samochody i są narzędzia do przemieszczania się z punktu a do b. Kolejny samochód, który testowałem niedawno utwierdził mnie w tym przekonaniu jeszcze bardziej, ponieważ zdałem sobie sprawę z tego, jak malutkie są przy nim te samochody, które widzę codziennie jeżdżąc do pracy. Ford Mustang – legenda, same słowa już wzbudzają w motomaniakach respekt, a ja dostąpiłem zaszczytu poprowadzenia V generacji tego modelu.

http://m.autokult.pl/ford-mustang-gt-4-220506-733c6ac,0,920,0,0.jpgNa początek trzeba się z nim zapoznać, w końcu to kawał samochodu i to zza oceanu. 1.9 m szeroki, 4,77 długi, 6 biegowa, automatyczna skrzynia biegów, napęd na tył. Dla przeciętnego właściciela Opla, czy Volkswagena ta garść informacji jest tak nienaturalna i tak przerażająca, że gdyby je usłyszał odjechałby z piskiem z miejsca zdarzenia i w dodatku zapomniał przełączyć swojego wierzchowca na gaz, co równa się w przypadku takiego człowieka z wyrzutami sumienia przez resztę tygodnia. Co więcej – silnik 4.6 V8 o mocy 305 KM może nie wydawać się specjalnie wielkim osiągnięciem, jak na 2008 roku produkcji, ale przestaje to mieć znaczenie, gdy wreszcie ruszycie. To nie jest zwykły samochód sportowy, to jest po prostu Mustang, w zasadzie od pierwszych chwil za kierownicą oznajmia Ci dobitnie, że nie ma zamiaru Cię słuchać i musisz się naprawdę postarać, żeby go zdobyć. Moje ruszanie wzbudziło niemały atak śmiechu u właściciela, bo bardzo szybko traciłem przyczepność i w sumie nie szukam dla siebie wytłumaczenia, ale było dość mokro.

http://m.autokult.pl/ford-mustang-gt-3-220506-205ab48,0,920,0,0.jpgWracając na chwilę na początek tej przygody, zanim ruszyłem zapoznałem się z obsługą. Ponieważ to amerykański samochód, to nietrudno się domyślić, że filozofii nie ma. Ustawienie pozycji za kierownicą, jak w każdym Fordzie, dość łatwo się ułożyłem, noga na hamulec, wbijamy D i jedziemy. Szczerze nie miałem zamiaru się skupiać od początku na wnętrzu, którego tak wiele osób się czepia, zdaję sobie sprawę jaka jest cena Mustanga i jak to się ma do innych samochodów z charakterem. I choć plastiki, wykończenia, czy nawet drążek skrzyni biegów przypominają trochę poprzednią epokę to uwierzcie mi, zapomina się o tym, gdy go odpalisz i ruszysz z miejsca. Samo odpalenie Muscle Car’a zawsze wzbudza we mnie ciarki, a co dopiero, gdy siedzę za jego kierownicą. Gdyby znalazł mi się jakiś wariat, który w takiej sytuacji mi powie – wnętrze Mustanga jest słabo wyciszone, przysięgam niech lepiej wyjeżdża na Ziemię Ognistą, choć i tam go znajdę i wyrwę język za te paskudne słowa. Bo nie słyszeć Mustanga to jedna z największych zbrodni motoryzacyjnych świata, chyba nawet jeszcze większa niż utrzymywanie Vw Golfa na rynku.

http://m.autokult.pl/ford-mustang-wnetrze-220-dee596e,0,920,0,0.jpgNo i w pewnym momencie zapragnąłem ruszyć, ale oczywiście Ford nie poddał się bez walki, zaczął szaleć lewa, prawa, prawa lewa i dopiero po chwili, jak wyczułem gaz mogłem swobodnie ruszyć. Silnik brzmi po prostu bajecznie, to wersja GT, więc naprawdę wrażeń z jazdy nie brakuje. Wewnątrz nie czujesz, aby był to demon prędkości, ale jeśli ktoś nazwie go powolnym to oczywistym jest jedno – że po prostu nigdy tym autem nie jechał. Pod moją nogą zjadał wszystko co chciał z prawego pasa, a pod nogą właściciela to zeżarł i jeszcze przy okazji bekał po tym wszystkim. Nie żeby Mustang był arogancki, nie no ani trochę nie jest. Mustang jest po prostu sobą, ma głęboko to co go otacza, nawet to, że czasem nie mieści się na jednym pasie. Mówię o tym samochodzie cały czas jak o osobie trzeciej, która jakby towarzyszyła nam w podróży, ale w rzeczywistości tak nie było. Czasem to ja się czułem, jak osoba trzecia, bo gdy Mustang zapragnął sobie zredukować bieg to po prostu to robił, jak chciał się trochę poślizgać to się ślizgał i w zasadzie w ciągu tej godziny jazdy nie znalazłem sposobu na opanowanie go.

http://m.autokult.pl/ford-mustang-shelby-gt50-9bde723,0,920,0,0.jpgObawiam się jednego, że kupię sobie w końcu takie auto i nie przeżyję nawet tygodnia, ale jaka to by była piękna śmierć – przekraczasz bramy piekła w płonącym Mustangu, zamiast na wózku inwalidzkim z rurką w nosie. Dałem się oczarować? Chyba za mało powiedziane, ja się po prostu zakochałem. Jak widać dzisiaj nie były istotne liczby, statystyki, spalanie czy ergonomia wnętrza, dzisiaj rozmawiamy tylko o emocjach, bo przy takim samochodzie po prostu nie można postąpić inaczej. Co mam do dodania? Że cholernie żałuję, że zapewne upłynie trochę czasu zanim jeszcze raz usiądę za kierownicą Forda Mustanga i pewnie jeszcze więcej zanim go kupię. Ale na szczęście są jeszcze dobrzy i uprzejmi motomaniacy, którzy innym motomaniakom chcą zrobić frajdę i wywołać uśmiech na twarzy – Panie Waldemarze bardzo serdecznie Panu dziękuję za użyczenie samochodu, za ten ogromny kredyt zaufania no i przepraszam za to nieudolne ruszanie. Na dzisiaj to tyle, tematów mi nie brakuje, w kolejce do pisania już ustawiły się nowe BMW 316i, Toyota Avensis, Skoda Superb, Mazda 6 i wiele innych, także śledźcie bloga na bieżąco.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Auta typu coupe – kiedy i dla kogo?

Jestem w stanie pokusić się o stwierdzenie, że słowo coupe jest nadużywane w dzisiejszych czasach, nie wystarczy mieć dwoje drzwi, żeby auto takowym określić. Jest to auto, które w swojej stylistyce ma być bardziej opływowe, drapieżne, podobnie w prowadzeniu. Krew mnie zalewa jak ktoś nazywa twory typu – Opel Tigra autem typu coupe. Aż mnie ręka swędzi. Jak to jest z tymi autami, czy warto obdarzyć je uwagą? Zachęcam do dyskusji! 

Ciężko jest określić dla kogo są samochody o tym nadwoziu. Może określę to tak – gdy masz już trochę lat na karku, rodzinę i auto klasy średniej, kombi, z silnikiem diesla przed domem, a w głębi jesteś motomaniakiem – to oznacza, że jesteś jednym z najbardziej cierpiących ludzi na świecie. Może się okazać, że takie coupe, jako drugi samochód, którym poruszasz się do pracy, czy na wypad z kumplami okaże się idealnym rozwiązaniem. Czy to auto dla młodych? Na pewno nie na pierwsze auto. Zazwyczaj pierwsze auto jest „do zarżnięcia”, że to tak wulgarnie określę, a auto zarżnąć auto typu coupe, to zbrodnia przeciwko ludzkości, chyba, że kupujesz Opla Calibrę, to w drugą stronę, bo to akurat jedno z tych aut, które nie cierpię i uważam, że to nie powinno się w motoryzacji wydarzyć. Nie jest oczywiście powiedziane, że coupe to auto trudne w prowadzeniu, mimo iż ma zacięcie sportowe, może być łatwe i przyjemne w prowadzeniu, a gdy trzeba depnąć, nie zostanie w tyle. Taki właśnie jest Hyundai Coupe, którego zdjęcie zdążyliście już zauważyć. Naprawdę fajny wóz! Co innego na przykład sprawić sobie klasyczne coupe – dla wielu to jak strzelić sobie w stopę. O te auta naprawdę trzeba dbać, bo to już nie są zwykłe zabawki, to prawdziwe auta z duszą. Mam kilka swoich wymarzonych coupe, które chciałbym mieć. 

Okropnie mnie ciągnie do Forda Capri. Uwielbiam patrzeć na ten samochód, ostatnio gdy zobaczyłem takiego w Krakowie, myślałem, że od niego nie odejdę. Kanciata, klasyczna stylistyka, napęd na tył – po prostu bajka. Jednak jest to jak przystało na starego Forda – samochód, który wymaga specjalnej troski i oczywiście gnije. Więc jak już się uda coś znaleźć w dobrej cenie to nadwozie jest do renowacji. Dużo jest starych Porsche w dobrej cenie, ale zajeżdżonych. Sporo jest wersji coupe, aut klasy średniej. Niektóre, jak chociażby Peugeot 406 wyglądają dużo lepiej niż wersja standardowa. Nie brakuje oczywiście BMW serii 3 w tej wersji. Jakby tego nie ująć, coupe to po prostu wersja samochodu dla automaniaka! 

Komu jak komu, ale Japończykom od dziesiątek lat dobrze wychodzą auta typu coupe! Zaczęło się od Datsunów, potem chociażby prezentowany obok Nissan, genialny Skyline, albo paskudnie wyglądający, ale świetny w prowadzeniu Starion, Toyota Celica, czy MR2, nawet Civic w wersji coupe! Jest tego multum, w dodatku jak wiadomo, jeśli coś z lat 80 i 90 się psuje to na pewno nie jest japońskie! Nawet w dzisiejszym, nudnym, pełnym elektroniki, systemów wspomagających jazdę, Japończycy udowodnili, że da się zrobić dobre coupe, które ufa kierowcy i da mu się trochę zabawić, mowa oczywiście o GT86. Zajęła drugie miejsce jako – europejski samochód roku 2013, wraz z bliźniaczym Subary BRZ. Zaledwie 4 cylindrowy silnik 2.0, a ile zabawy i radości z jazdy. Sam nim nie jeździłem, ale obejrzałem tyle programów z nim i na każdym wyraz twarzy prowadzących go dziennikarzy był ten sam, zdradzał nam jednoznaczne stwierdzenie – Boże to świetny wóz! 

A co z Amerykanami? No cóż, powiem Wam, że trochę się nie zgadzam z tym, żeby nazywać Mustanga, Camaro i inne wspaniałe auta zza oceanu coupe. Dlaczego? Bo one tworzą klasę samą dla siebie, to nie są auta typu coupe, tylko muscle car’y! To zupełnie inna klasa samochodu, nie wyobrażam sobie dzisiaj porównania w jednej lidze Toyoty GT86 z Mustangiem, to dwa różne auta, dla dwóch, różnego rodzaju odbiorców. Choć oba dają radość z jazdy, zwiększają stężenie testosteronu, to nie jest ten sam rodzaj radości. W dodatku często można się spotkać z twierdzeniem, że muscle car to takie przedłużenie… wiadomo czego! Coś w tym nawet jest. Ja czułbym się dużo bardziej męsko w Camaro niż poruszanej wcześniej Toyocie, ale to o niej nie świadczy źle, jak już wspomniałem to auta dla dwóch różnych grup. Jak już wspomniałem o Porsche to wiadomo, że należy im oddać to, że właściwie to ta marka jest takim prekursorem tego nadwozia. Porsche to zawsze były tylko coupe, później jeszcze roadstery, teraz robią się jakieś dziwne twory typu – Panamera czy Cayenne. Każdy fan motoryzacji wie, że szczególne miejsce w historii zawsze będzie miało doskonałe 944. To auto pokazało innych producentom co znaczy słowo – wyważenie. W połączeniu z nienaganną i charakterystyczną stylistyką Porsche wyszedł wóz, który ma swoje szczególne miejsce w historii, za całokształt. Dzisiaj można je dostać w cenie Astry III diesel, co czyni go jeszcze atrakcyjniejszą propozycją. Auta typu coupe, to samochody, które mają podnosić poziom testosteronu, czyli tytułowa benzyna w żyłach ma nam buzować z coraz większym natężeniem, z każdym naciśnięciem pedału gazu. Takie właśnie są samochody Coupe! 

No i niewybaczalnym grzechem byłoby nie wspomnieć o Alfie Romeo. GTV też wyznaczyło swój tor w tworzeniu aut coupe, zarówno stare jak i nowe. To auto nie tylko ma się dobrze prowadzić, ale także powalać na kolana stylistyką. I takie są właśnie Alfy, wypełniają tą nisze na rynku, jak mieć genialnie wyglądające i prowadzące się jak marzenie auto typu coupe. Odpowiedź jest jedna i krótka – GTV! Już nie mówmy tu o tych durnych stereotypach, o tym ile kosztuje naprawa itd. Nie o tym dzisiaj mowa! To temat, który przeciętny użytkownik czterech kółek pominie, ale prawdziwy motomaniak rozgada się tak, że resztę dnia można z nim spędzić przy piwie. Po tym właśnie poznasz fana motoryzacji, auta typu coupe. Mam nadzieję, że rozbudzę w Was dyskusję na ten temat. O jakich autach tu nie wspomniałem, a powinienem? Czekam na komentarze, miłej soboty!