Walka w klasie B – Ibiza wchodzi na ring!

Ostatnio jeżdżę na potęgę segmentem B. To dobrze, bo mam coraz lepszy ogląd tej klasy i mogę porównać każde z nich bezpośrednio. Ostatnio była mowa o Micrze, która bardzo zaskakuje, dzisiaj czas na jej konkurenta – Seata Ibizę.

https://i.wpimg.pl/641x360/m.autokult.pl/125-356c7ed2f41f81d89513a90a239c.jpgPojawiła się w 2008 roku i od tego czasu w niezmiennej formie jest dostępna w salonie. Drobne poprawki stylistyczne miały miejsce, a w efekcie mamy naprawdę bardzo ładny, mały samochodzik. Wystarczy spojrzeć na nią z boku, aby widzieć, że po prostu ma charakter, te przetłoczenia, światła z przodu, maska, ale fajnie się na nią patrzy. Zaryzykuję stwierdzenie, że jest najładniejsza w swojej klasie, a przecież to konkurent dla Alfy Romeo Mito! Testowany model ma pod maską 3 cylindrowy silnik, 1.0 MPi o mocy 75KM. Brzmi zabawnie, taki mini silnik, który nie za dużo może nam zaoferować na drodze szybkiego ruchu. Każdy kto tak pomyślał czytając dane techniczne nie ma bladego pojęcia w jak wielkim błędzie jest. Aby zrozumieć o co mi chodzi trzeba się nią po prostu przejechać. Ibiza nie waży nawet tony, więc ta moc jej wystarczy.

http://m.autokult.pl/seat-ibiza-2013-9-278611-17a67af,910,500,0,0.jpgOdpalasz, ruszasz i doznajesz szoku, bo Seat rusza z miejsca, jak szalony, zachowuje się trochę jak szczeniak z ADHD, a do tego ten 3 cylindrowy silnik brzmi bardziej rasowo niż 150 konny Renault Talisman. Jak on pięknie warczy, jak on chętnie zjada inne auta to po prostu niesamowite! Jakby tego nie ująć po prostu mnie zatkało, co zdarza się bardzo rzadko. W mieście jest, jak mały bolid, który przeciśnie się między zawalidrogami na lewym i prawym pasie, jakby to były pachołki. Nie jest tak zwrotna, jak Micra, tego nie mogę powiedzieć. Układ kierowniczy mógłby być dokładniejszy, ale ten na pokładzie Seata nie jest najgorszy, a podczas innych manewrów typu zawracanie, parkowanie bardzo nam pomaga. Samochód jest mały, więc to wszystko jest dużo prostsze, w dodatku ma w miarę regularne kształty, więc nie są mu straszne galerie handlowe w weekend. Czy łatwe parkowanie przypłacimy ciasnotą wewnątrz?

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/seat-ibiza-fr-test-autok-a258bf5.jpgAbsolutnie nie! Ibiza ma znacznie więcej miejsca niż testowana Micra, w dodatku jest dużo wygodniejsza. Skrzynia biegów – mistrzostwo świata, co prawda aby uzyskać spalanie na poziomie producenta będziecie musieli nią często wachlować, ale nawet zmiana biegów w tym małym aucie jest przyjemna. Ibiza to taki miejski gokart, ale znacznie wygodniejszy i lepiej wyposażony. A no właśnie! Wnętrze Ibizy to już inna para kaloszy niż u konkurencji. Mamy tu sterowanie radiem z kierownicy, bluetooth, klimatyzację, ale także dotykowy ekran, dzięki czemu wszystko obsługuje się dużo łatwiej. W dodatku wszystkie te elementy mają czerwone podświetlenie, które po zmroku wygląda genialnie. Ogólnie muszę powiedzieć, że wnętrze jest po prostu dobrze zrobione, przyjemnie się na to patrzy, niby to plastiki w tych samych kolorach co Skoda, czy Volkswagen, ale takie detale jak czerwone podświetlenie, kształt kierownicy z posrebrzaną wstawką (która genialnie leży w dłoni), czy właśnie ekran dotykowy sprawiają, że czujesz się w tym aucie dobrze, jakby był klasę wyżej, choć powiem szczerze, że nawet jej większa siostra – Octavia, czy Rapid nie są tak dobrze zrobione w środku, jak Ibiza.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/2012-seat-ibiza-12-0227c4f6d57fd.jpgJeżdżę i jeżdżę, a ta jazda zwyczajnie mnie cieszy, zupełnie jakbym wsiadł w jakiegoś, starego hothatcha. Warczy, rusza z miejsca, jak szalona, ma dobre wnętrze, świetną pozycję za kierownicą i sporo miejsca. Gdy pisałem o Micrze jasno określiłem, że już niedługo dowiecie się, kto w tej klasie jest lepszy. I tak oto Panie i Panowie – lider w swojej klasie Seat Ibiza, zmiata konkurencję. Ale czy aby na pewno? Nie no ma parę wad – pierwsza sprawa to cena, a te zaczynają się od 44800 złotych, a to bardzo dużo, jak za tą klasę. Kolejna sprawa to spalanie, bo trzeba się napocić, żeby spalić w mieście około 6 litrów na 100 km, a realne spalanie to 7-8 litrów, a to już bardzo dużo w tej klasie. Jeżeli chcesz się sprawnie dostać z jednego punktu do drugiego, w zatłoczonym mieście jest idealna, ale zapłacisz za to wyższy rachunek na stacji benzynowej. Lakier jest nietrwały, zaraz na nim wszystko widać, nie podobają mi się czarne lusterka, powinny być w kolorze nadwozia, no i w całym moim zachwycie nad stylistyką światła z tyłu są zdecydowanie za małe, jakoś tak średnio pasują do tej klapy. Ale mimo tego spalania, wysokiej ceny i kilku mankamentów to właśnie to auto w klasie B kupiłbym dla siebie, jest tak dobre.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Niespełniony sen o Tata Nano

Ten projekt miał być hitem, najtańszy samochód świata dostępny w salonie. Indyjska firma Tata, która zmotoryzowała swój kraj jest ambitna, a ich samochody można kupić u nas za całkiem rozsądne pieniądze. Nie będę oceniał tych aut, ponieważ nigdy nimi nie jeździłem. Ale do głowy przyszło mi zbadanie wątku Nano.

http://m.autokult.pl/tata-nano-496x329-4c9b2053aa04c6,630,0,0,0.jpgWygląda zabawnie, bryła trochę matizowata i muszę stwierdzić, że to pierwsza pralka na kółkach, która mi się podoba. Serio uważam, że Tata Nano to urocze mało autko, a jeszcze bardziej podoba mi się to ile kosztuje w Indiach. 100 tysięcy rupii, czyli jakieś 7000 złotych za nowy samochód! Wyobraźcie sobie, że za 3-4 wypłaty możecie kupić nowy samochód, albo wziąć na niego kredyt i spłacać go jak telewizor, czy lodówkę przez 2-3 lata. Genialna sprawa! Jak Wy to zrobiliście? A no pod maską niewiele ma, w środku podobnie, jakość blachy żadna. Silnik 0.6 wyciąga moc 33 KM, ale właściwie kogo to obchodzi, gdy nowe auto jest tak tanie. Gdybym miał na stałe mieszkać w Krakowie, albo na przykład Warszawie chętnie kupiłbym sobie takie Nano i jeździł nim do pracy. I w sumie tylko tyle, bo to autko nie bardzo nadaje się na dłuższe trasy. 105 km/h prędkości maksymalnej to mniej niż nasza Syrena, a wnętrze pewnie przyprawia o bóle kostno-stawowe.

http://m.autokult.pl/800px-tata-nano-266582-e55da5a4c,630,0,0,0.jpgMimo to ma 5 drzwi, śmieszną gębę i kółka jak rowerek dziecięcy. Uwaga! W promocji dostajecie też kierownicę i zamykanie wlewu paliwa gratis! Ej nie śmieję się w tym momencie, nadal nie mogę wyjść z podziwu jak zdołali zamontować dosłownie każdą niezbędną część za takie pieniądze. No, ale czas rzucić entuzjazm w niepamięć i wzbić się nad ponure, czerwone, socjalistyczne niebo Unii Europejskiej. Tak, tak! Nie zapomninajcie, że nie żyjecie w wolnym świecie, nie wolno Wam kupić tego co się Wam podoba, tylko to co podoba się tym draniom w Brukseli. Narzucili oni takie normy bezpieczeństwa, że po dostosowaniu Nano do europejskich norm, kosztowałaby ona jakieś 6-7 tysięcy euro, a więc przestaje to być dobra oferta. Nie chcę tu zahaczać o politykę, ale traktowanie obywateli Europy, jak kompletnie nieodpowiedzialnych kretynów, którzy nie potrafią zadbać o własne bezpieczeństwo to czyste niewolnictwo.

http://www.autoinfoz.com/gallery/interior/big/int-1317472392Tata%20Nano%20Diesel%20Interior%20Photos%204.jpgChciałbym mieć odkurzacz o takiej mocy, jaka mi się podoba, chciałbym wypić herbatę z dziurawca, chciałbym nadal czuć cynamon w szarlotce, chciałbym móc sobie wybrać żarówkę taką jaką chcę i wreszcie chciałbym sam zdecydować co ma w wyposażeniu mój samochód i jak bardzo jest bezpieczny. Jeśli sobie kupię Tata Nano, wyjadę na drogę dwupasmową, rozpędzę do 70km/h i nie zdążę wyhamować przed drzewem, to sam będę winny swojej śmierci i nikomu nic do tego. Najdziwniej pewnie czują się ludzie starsi, którzy przeżyli komunę, transformację do Lecha i z powrotem do komunizmu i następnie w 2004 roku do systemu niewolniczego. Coś strasznego, zwrócćie nam wolność! Pozwólcie mniej zamożnym ludziom kupić sobie auto w salonie. Tata Nano to byłaby wspaniała propozycja i pewnie sam bym z niej skorzystał. Ba! Zapewne co drugi Polak miałby na swoim podjeździe oprócz swojego obecnego auta małe, ekonomiczne Tata Nano. Może jeszcze dożyjemy czasów wolności i będzie nam dane poznać własności jezdne najtańszego samochodu świata, póki co musimy poczekać.

Najładniejszy z trojaczków – Citroen C1

Na rynku motoryzacyjnym od zawsze pojawiają się bliźniacze modele. Zazwyczaj polega to na tym, że wypuszcza się auto o innym znaczku i nazwie na jakiś rynek z przyczyn marketingowych. Jednak parę lat temu powstał Citroen C1, Toyota Aygo i Peugeot 107, czyli 3 różne marki, 3 różne nazwy, kilka kosmetycznych zmian w nadwozie i w sumie tyle. Najdziwniejsze jest to, że nie podzielili oni między siebie rynków zbytu, w każdym kraju można było wybrać jaki znaczek chce się mieć .

http://media.autokult.pl/e003705cdf334f0a745e6aaebc5079e1,400,300,0,0.jpgTe same silniki – 1.0i oraz 1.5 HDi, takie same podzespoły, bardzo podobne wnętrze i różnice widać tylko na zewnątrz. No i co ciekawe w cenie, bo Toyota była z nich najdroższa, najtęższe umysły borykają się z problemem rozwiązania zagadki – Dlaczego? Ja Wam nie odpowiem na to pytanie, ale faktem jest, że zamiast testować każdy z osobna, można wybrać jeden i mamy pogląd na całą resztę. Ja jeździłem Citroenem C1 w wersji benzynowej i gdy zobaczyłem się w szklanym odbiciu hipermarketu, na którym zaparkowałem poczułem się jak kompletny kretyn. Facet o gabarytach słonia nie może mieć tak małego auto, no ale cóż wsiadam, może nikt mnie nie zauważy. Co ciekawe w środku jest dość dużo miejsca, a większe problemy z ustawieniem siedzenia miałem w Volkswagenie Golfie, niż w C1. No, ale przecież to Francuz, nie ma co patrzeć na wyposażenie, bo i tak wiadomo, że wszystko się popsuje i popęka.

http://m.autokult.pl/citroen-c1-3-dda3358d5a1ca43a3bc,959,0,0,0.jpgAle tu wkracza zasada – nie szufladkować. Skoro cegiełkę do tego projektu przyłożyła Toyota, to nie może być, aż tak źle. I rzeczywiście usłyszałem sporo dobrego o tym maluchu. Pomijam łączniki stabilizatora, bo to na naszych drogach norma, w każdym aucie się psuje. Zdarzają się zapowietrzenia w zbiorniku paliwa, same przewody paliwowe też nie grzeszą trwałością. Największy problem jest, gdy nie przypilnujemy sobie przebiegu i zapomnimy, że istnieje takie urządzenie jak pompa wody. A ta w całej trójce jest nadwyraz wrażliwa, więc przegrzane C1, Aygo, czy 107 to żadna nowość dla mechaników. Na szczęście, jak na auto z XXI wieku serwis jest tani i to cieszy, bo pomysłodawcy zostali przy tradycyjnej koncepcji takich aut – małe, zwrotne, wygodne dla kierowcy, ekonomiczne i tanie w naprawie. No właśnie, ekonomiczne!

http://media.autokult.pl/0f4ab1095f0598e47e6dc9a6381c7876,800,600,0,0.jpgWłaścicielka tej C1 przyjechała z palącą się rezerwą, więc naturalnie z racji, że to ja chcę sobie nim pojeździć zaproponowałem zatankowanie, ona na to, że nie trzeba bo C1 jeździ na powietrze, jedzie już 90 km na rezerwie i nic. Mój upór był bezowocny, więc ruszyłem w podróż. Samochód prosty w prowadzeniu, dość szybko reagujący na moje polecenia – zmień bieg, zahamuj, ruszaj. Silnik idealny do takiego autka i nawet nie próbowałem go podkręcać na wyższe obroty, bo to równie okrutne co wstawić żółwia na bieżnie. Miałem miejsca wystarczająco, ale gdybym był wyższy chociaż o 4-5 cm to byłoby nieco gorzej. Póki co jestem miło zaskoczony, czyżby Francuzi przypomnieli sobie, jak się robi małe, fajne auta? Jeszcze Wam nie odpowiem, bo czas na kilka wad.

http://m.autokult.pl/citroen-c1-2009-0-77eca7377d7f63,910,500,0,0.jpg Samochód ma bagażnik wielkości mojej kieszeni w spodniach, siedzenie z tyłu jest jak zamknięcie się w pralce, nie podobają mi się wskaźniki, a raczej jedyny wskaźnik w środku, kierownica jest wykonana z najpaskudniejszego plastiku świata, a mimo skrzyni biegów, która wie czego chce kierowca sam lewarek zmiany sprawia wrażenie, jakby przy każdej zmianie miał się złamać. Co ze stylistyką? Jakoś dziwnym trafem C1 podoba mi się najbardziej z całej trójki i fajnie wygląda w czerownym kolorze. Ocena końcowa nie powinna być zaskoczeniem, to dobre autko do miasta i na krótkie dystanse, ale jazda tym na dłuższą metę sprawi, że będziecie nienawidzić swojego C1, krzyczeć na niego i kląć, a to sprawi, że on się rozpłacze i skuli na swoim miejscu parkingowym. Warto mieć C1 u siebie, ale pod warunkiem, że macie drugi samochód, nawet jakiegoś kompakta, jak na przykład Ford Focus.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Strusie jajo na czterech kołach – C3

Dzisiaj zaglądamy do Francji. Mimo tego, że można im wiele zarzucić, to w latach 90 byli liderami jeśli chodzi o małe samochody. Peugeot 205, albo lubiane przez wszystkich (poza mną) Clio. No, ale nastał XXI wiek i tak oto pojawił się Citroen C3, to właśnie on będzie bohaterem tego wpisu.

http://m.autokult.pl/citroen-c3-2-235779-e78fdb475c53,910,500,0,0.jpg

Często zdarza mi się przegiąć z oceną samochodu, nie zdziwię się zupełnie jak w końcu ktoś mi da po mordzie, ale mimo tych mrocznych obaw, mój dzisiejszy tytuł jasno Wam sugeruje, że C3 nie przypada mi do gustu stylistycznie. No i jeśli do takich wniosków doszedłeś to jesteś bystrym człowiekiem, bo miłośnikiem jajowatych kształtów nie jestem, przynajmniej jeśli chodzi o samochody. W miarę fajny przód udało się zepsuć całą resztą, jakby komuś się kichnęło podczas rysowania projektu. No, ale Citroen ma inny punkt widzenia (i całe szczęście, bo dzięki nim mam o czym pisać) i postanowił produkować C3 w tej bryle, aż do 2009 roku. Zawsze miałeś wybór, za podobne pieniądze mogłeś kupić, mniejsze, ciaśniejsze C2, ale za to dużo ładniejsze i zwinniejsze w zakrętach. Oczywiście, że przeciętny nabywca tego typu samochodu nie spędza popołudnia na torze, ale jakby ktoś nagle dostał olśnienia, warto o tym wiedzieć. C3 miało silnik 1.1 o mocy 60 KM, co jest równie bezsensowne jak twierdzenie, że ktoś może zginąć od przedawkowania cynamonu (pozdrowienia dla UE!) , bo ten silnik praktycznie nie rusza z miejsca. W jest równie kulturalny co Gordon Ramsay, tym bardziej przy wysokich obrotach. 

http://media.autokult.pl/98f5a927d3acae1c8b187fe14c04fc72,800,600,0,0.jpg

Wersja 1.4 pali praktycznie tyle samo (a przy wyższych prędkościach nawet mniej) i oferuje nam całe 90 KM, jeśli nadal Ci mało opcja 1.6 również wchodzi w grę i emituje szalone 109 KM! Jaki to musi być potwór, niestety wersją 1.6 nigdy nie zdołałem się przejechać. A jeśli należysz do fanów ropy możesz wybrać HDi 1.4 lub 1.6. Dość suchych danych jak się go prowadzi? Bez rewelacji, silnik nie brzmi fajnie, ale wersja 1.4 którą jechałem jest dość dynamiczna, można ją polubić. Mimo kształtów zaczerpniętych z Nicky Minaj parkowanie jest łatwe, może to dzięki dosyć precyzyjnemu układowi kierowniczemu. W środku jest dosyć dużo miejsca jak na tak małe auto, tu C3 miażdży chociażby Corsę. Drażnią mnie natomiast cyfrowe zegary, Fiat próbował tego jakieś 12 lat wcześniej w Tipo i się nie przyjęło, a Ci dalej swoje. Lewarek zmiany biegów sprawia dziwne wrażenie, gdy wrzucasz bieg masz wrażenie, że zaraz się rozpadnie. Zresztą do wielu plastikowych elementów można się doczepić, ale nie zapomnijmy, że to stosunkowo tani samochód. To chyba jeden z nielicznych aut, w którym wolę podróżować z tyłu, bo nie muszę oglądać tych zegarów i jest tam wystarczająco miejsca nawet dla mnie. No i moja ulubiona część w przypadku aut z Francji – awaryjność. 

http://m.autokult.pl/citroen-c3-wnetrze-23577-a91df22,0,750,0,0.jpg

Zacząłem od Pana Henia, dla którego zabawa z elektryką C3, jest jak kostka Rubika, w pewnym momencie masz ochotę nią je.. rzucić o ścianę, ale gdy Ci się już uda, to czujesz się jak jeden na milion. I tak właśnie jest tutaj, słabo zabezpieczone kable korodują, przez co po dłuższym użytkowaniu wiele zabawek zaczyna świrować, migająca deska, komputer, klimatyzacja itd. Zawieszenie, które oczywiście jest komfortowe to już reguła przy „trójkolorowych”, łączniki stabilizatorów, sworznie wahaczy, przeguby półosi. Co ciekawe ciężko mi było wydusić coś o silnikach benzynowych, zdają się być bezawaryjne, poza drobnymi wyciekami. Co innego diesle, gdzie najpopularniejsza wśród mechaników usterka to wtryskiwacze systemu Common Rail, no i ukochany „dwumas” w 1.6 HDi. Po raz kolejny udowadniam, że lepiej kupić benzyniaka niż diesla. W dodatku przy obecnych cenach paliwa, może okazać się, że przy zsumowaniu kosztów eksploatacji, jazda z silnikiem benzynowym będzie tańsza. 

Jak go podsumować? C3 jest dla ludzi, którzy wymagają od auta komfortu, tutaj macie go więcej niż Francuzów w Paryżu. Nie ma co jednak liczyć, że będzie bezproblemowy, bo na pewno nie, w tej kwestii przegrywa z konkurentami i to chyba niestety wszystkimi. Jest najdroższy w eksploatacji w swojej klasie, ale przy tym najwygodniejszy i chyba najprzestronniejszy w środku. Oczywiście nie pogodzę się z tym kształtem i nie powiem, że kupiłbym C3, bo sam komfort to dla mnie za mało. Być może też dlatego, że nie maluję sobie powiek w samochodzie i nie jest mi to aż tak potrzebne. I tu właśnie jest pies pogrzebany, bo to auto idealnie pasujące do Pań! 

Źródłem zdjęć jest:
http://autokult.pl

Mała, twarda, silna Toyota, to musi być Starlet

Gdy tylko ktoś prosi o samochód nieśmiertelny, zawsze na myśl przychodzi mi jakiś Japończyk z lat 90. A jak się zagłębia i potrzebuje coś małego, niedrogiego to na myśl przychodzi mi Toyota Starlet. Samochód legenda, gdzie jego następcą został przełomowy Yaris, choć moim zdaniem do pięt jej nie dorasta, a dlaczego? Zapraszam na dzisiejszy wpis!

We wpisie właściwie zawrę dwie generacje, te najświeższe – czyli III i IV. Na zdjęciu obok mamy III, która zadebiutowała w 1988 roku, a jej produkcję zakończono w 1996. Wersja silnikowa 1.0 – słaba i mało popularna. Tą, która zawładnęła rynkiem była 1.3 – XL o mocy 71KM, albo mocniejsze 12 zaworowe o mocy 75KM, ewentualnie 16 zaworowa wersja o mocy 82KM – 100KM, choć ciężko taką dostać. Był też prymitywny diesel 1.5D, który nie wzbudzał pozytywnych emocji. Starlet to jeden z najbardziej ekonomicznych aut tego segmentu, miażdżył konkurentów, bo potrafił palić nawet 5 litrów na 100 kilometrów, a w mieście ten wynik był w granicach 6,5 – 7 litrów. Wszystko przez ten genialny silnik 1.3, który ma wystarczająco dużo mocy, aby autko było żwawe i jednocześnie jest na tyle lekki, by nie miał dużo do uciągnięcia. 

Co ciekawe autko niby miejskie, a sprawdza się również na dłuższych trasach i nie łamie kręgosłupa. Stylistyka nie wyróżnia się niczym specjalnym, bo autko jest z czasów, gdy w japońskim słowniku nie istniało słowo – stylistyka, ale to można również zaliczyć na plus, bo to segment, w którym wyróżnianie się z tłumu absolutnie nie jest w cenie. Mogę sobie dzwonić, pytać a i tak ciężko mi znaleźć jakiekolwiek usterki, które są powtarzalne, to auto po prostu się nie psuje. Wystarczy wymieniać wszystko na czas i chodzi lepiej niż szwajcarski zegarek. Jest prostej budowy toteż nie ma się nawet co zepsuć. W środku miejsca nie brakuje, części są w przyzwoitych cenach, czego chcieć więcej? I pomyśleć, że można nabyć taką Starletkę za jakieś 3 tysiące złotych w stanie idealnym. Wiadomo jak to auta z lat 90, lubi korodować, lecz nie jest to ani podłoga, ani progi! Drobne wypryski na tylnej klapie i ewentualne błotniki z tyłu, to jeszcze nie powód, żeby zrezygnować z jego zakupu. 

Kolejna generacja Starlet wiele nie różniła się od poprzedniczki, trochę nowocześniejsza bryła, ograniczenie gamy silników do jednego 1.3 (bo skoro jest zajebisty to po co inne?) i już wystarczy, Niestety Starlet nie nadążyła za wciąż zmieniającymi się trendami w segmencie B, Toyota musiała szybko dokonać odważnych ruchów i tak powstał Yaris, o którym porozmawiamy kiedy indziej. Mimo wszystko Starlet IV jest moim zdaniem uroczym autem, nie jest brzydka, ani ładna jak taki pocieszny kundelek. Jak można poprawić coś, co jest nie do zdarcia? A no chociażby zniwelować ryzyko korozji i tak właśnie zrobiono w przypadku Starlet. Z drugiej strony, gdyby Toyota robiła tylko takie auta jak Starlet pewnie by prędzej czy później zbankrutowała i kupiliby ją Chińczycy, tak jak to było z wiecznie nieśmiertelnym Volvo. 

Jeśli jeździsz czymś ileś lub nawet naście lat, to jasne, że nie chce się tego wymieniać na nowe, bo po co? Toyota Starlet to właśnie takie auto, do którego niezależnie od pogody idziesz rano i masz 100% pewność, że Ci odpali. Nie ma ich wiele na rynku wtórnym i to nie dlatego, że jest ich u nas mało, po prostu nikt się tego auta nie chce pozbyć. Zazwyczaj jeśli już to zostaje w gronie znajomych, rodziny, tak to wygląda, rzadko który trafia na handel i to jeszcze lepiej świadczy o tym samochodzie. Fakt, że ciężko ją dostać, a to wbrew pozorom pożądane auto na rynku wtórnym, idealny na dojazdy do pracy, po mieście, na pierwsze auto. Jestem w stanie to powiedzieć, to najlepsze auto segmentu B z lat 90! Żadne Punto, żadna Corsa nie pokona Starletki, chyba, że w ilości posiadanych gadżetów, które i tak się popsują. To świetny wóz i choć jechałem nią jako kierowca zaledwie 2 razy, polubiłem ją jak własne.