Chodnikiem idę… „pancerność” Mercedesa W124

Bartosz obudził się z zimowego wpisu i postanowił napisać o tym jak bardzo W124 przypomina czołg. A z racji, że mówimy o dieslu, to nawet lepiej, bo sami wiecie jaki ja mam do nich stosunek. Zapraszam!

Ostatnio odciąłem się od swojego smartfona na parę dni. Nie było to celowe, po prostu zostawiłem ładowarkę u znajomych i nie miałem jak podładować baterii. Telefon to 3-letnia Xperia. Bez szału, ale jakoś sobie radzi, większość aplikacji działa. Mimo, że dość długo opierałem się telefonom dotykowym i wolałem posługiwać się tymi „klasycznymi”, to jakoś parę dni bez smartfona były słabe.

http://s1.blomedia.pl/autokult.pl/images/2011/05/Mercedes-E500.jpgGdzieś w zakamarkach, obok kasety komunijnej i pudełka na „a nie wiem co to ale nie wyrzucaj” znalazłem starą nokię, nie pamiętam jaki to model, ale jakiś taki uważany za „pancerny” – okazało się, że działa. We wcześniej wspomnianym pudełku znalazłem ładowarkę do tej nokii. Byłem uratowany, mogłem zadzwonić do mamy i powiedzieć jej, że jeszcze żyję. Ale opórcz tego, to słabo. Odkryłem, że bez słuchawek droga na uczelnię nie wynosi 20 minut, tylko w cholerę godzin. Wyjście do sklepu zajmowało jakieś pół roku, a sprzątanie było masakrycznie nudne. Najgorsze jest to, że nie mogłem pochwalić się na „snapczacie” piwem grodziskim i wyprasowaną koszulą XD Oczywiście żartuję teraz, no ale sami zapewne bez telefonu się nie ruszacie. Było jakoś tak mało ciekawie. I cholera, przypomniał mi się teraz Mercedes W124 dwaipółlitra w dizelku. Wolnossącym.

http://m.autokult.pl/mercedes-benz-w124-616x4-6d97998,630,0,0,0.jpgOgólnie, często występującą opinią na temat tego wozu jest „najlepszy produkt Mercedesa, genialne auto, złote czasy motoryzacji, ohahjakietofajnejestkultowe”. Nawet parę memów się pojawiło. I podobnie jest ze starymi nokiami – niby takie super wytrzymałe, a jednak mało kto już chce tego używać. Wracając do Merca, mimo fajnego stanu sprawiał wrażenie słabego. Fotele? Całkiem wygodne, ale wygodne w stylu kanapy u babci. Miękko i przed telewizor spoko, ale do samochodu to trochę inne się przydają. Silnik? Jego pancerność jest znana nawet największemu motoryzacyjnemu laikowi, ale dynamiki zero. Kulturę pracy można opisać tak – :/. Więcej powiedzieć nie mogę, bo jechałem tylko jako pasażer, ale wcale nad tym faktem nie ubolewam. Uczucia „chcijto” nie stwierdzono. Nie wiem czy jeden samochód to wystarczający powód na formułowanie takiej tezy, ale kultowe, stare samochody nie są dla mnie kultowe. Może to za dużo, ale wyraźnie mam z nimi problem. Można mówić, ze współczesne samochody są zbyt skomplikowane, przeładowane niepotrzebnym elektronicznym badziewiem i 80′s 4eva, ale mimo to wszyscy chcą dzisiaj 200KM z dwóch litrów w dieslu i idealnej kultury pracy. Tak samo, jak wszyscy chcą nowego Samsunga Galaxy S6. A stare nokie i kultowe W124 niech zostaną w rękach świrów, ewentualnie niech siedzą w sieci w postaci memów.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Gwiazda na masce to nie wszystko

Jakby nie patrzeć na klasę A, to trzeba stwierdzić jednoznacznie, że jest „pralkowata”. Ten przedziwny kształt sprawił, że ciężko było na początku Klasę A W168 sklasyfikować jednoznacznie w jakimś segmencie, ale wyszło na to, że jest to kompakt. Ale w przeciwieństwie do większości marek, tworzących tego typu przedziwne kształty Mercedes miał w tym swój cel.

http://m.autokult.pl/mercedes-klasy-a-616x462-7619334,630,0,0,0.jpgAuto zaprezentowało w 1997 roku i w tej bryle było produkowane, aż do 2004 roku. Był bardzo bezpieczny, bo w NCAP uzyskał, aż 4 gwiazdki, a to wszystko właśnie przez ten kształt. Otóż klasa A, została zaprojektowana, aby był w niej tzw. system absorpcji siły zderzenia czołowego, co oznacza, że przy zderzeniu czołowym silnik i skrzynia biegów nie wpadają do wnętrza pojazdu, a pod podłogę, więc super mogę wyjaśnić znajomym, dlaczego mój samochód tak wygląda, idźmy dalej. To Mercedes, więc w teorii nie możemy narzekać na wykonanie wnętrza i na szczęście jest tak w praktyce. Wnętrze wygodne, solidnie wykonane, z dobrej jakości materiałów, choć może zabrakło im trochę wyobraźni. A klasa nie była też tania, także jej nabywcy nie byli przypadkowi. Wracając na chwilę do kwestii bezpieczeństwa, ludziom z branży znany jest fakt, że A klasa przy gwałtownym manewrze dachowała, problem stał się na tyle poważny, że w 1998 roku W168 było pierwszym samochodem, który miał w standardzie montowane ESP, czyli system stabilizacji toru jazdy. Oferowano silnik 1.4 82 KM, który jest znośny w mieście, ale tam gdzie trzeba pojechać szybciej wolałbyś jechać na kogucie, niż A klasą z tym silnikiem. Jeśli więc podróżujesz dalej musisz wybrać 1.6 102 KM, albo 1.9 125 KM. Jest jeszcze wersja 2.1 140KM, ale akurat ten silnik nie grzeszył bezawaryjnością, a w dodatku z racji swojej rzadkości nie jest też najtańszy.

http://m.autokult.pl/mercedes-klasy-a-wn-c4-9-f7172c9,0,750,0,0.jpg

Musiał się pojawić też diesel 1.7 CDI, który o dziwo wewnątrz samochodu nie był tak bardzo odczuwalny jak większość diesli z tamtych lat. I silnik to nadal w tych czasach najmocniejsza strona Merca, choć nie jest tani w eksploatacji, to jest dosyć solidny, a co się psuje? A no jeden serwis podaje nagminne usterki takich rzeczy jak przełącznik światel, wskaźniki na desce rozdzielczej, włącznik kierunkowskazów, przyciski sterowania szyb, czyli zawinił ktoś z elektryką. Do tych drobnostek dochodzą usterki pompy wspomagania kierownicy, szybko zużywające się gumowe przewody i dość wrażliwe przeguby. Nie jest źle, choć powiem Wam szczerze, że nieźle się napociłem, aby zebrać jakiekolwiek informacje o tym modelu. Nie jest to zbyt popularny samochód, choć wydaje się, że nie jeździ ich mało po naszych drogach. Ale gdy zajrzymy na portal ogłoszeniowy dowiemy się, że obecnie w Polsce wystawionych jest na sprzedaż jakiś 1000 Mercedesów klasy A, dla porównania dodam, że równie drogie i produkowane w tych samych latach Audi A3 jest obecne na tym samym portalu w liczbie 1250. Wniosek jest prosty, że ludzie niechętnie pozbywają się swojej A klasy. Cenowo wygląda to różnie, ale tanio nie jest, za dobrze wyposażony model z silnikiem 1.6 musimy zapłacić około 10 tysięcy i wtedy będzie miał jakieś 13-15 lat, im starsze i bardziej ubogie, tym naturalnie spada cena, do nawet 6-7 tysięcy złotych. Przypadła ona do gustu kobietom i zdecydowana większość właścicieli Mercedesa A klasy to właśnie płeć piękna. Nie potrafię wyjaśnić tego zjawiska, ale to auto tak przylgnęło do Pań, że egzotycznym jest widzieć za jego kierownicą samotnego mężczyznę.

http://m.autokult.pl/mercedes-klasy-a-przekr--382c18d,0,750,0,0.jpg

Jak się jeździ? Świetna widoczność do przodu, dużo miejsca nawet dla mnie, choć lepiej aby z tyłu podróżowały 2, a nie 3 osoby, bo nie jest to zbyt szerokie auto i nie oferuje z tyłu tyle swobodnego miejsca, ile ma w dowodzie rejestracyjnym. Przez ten kształt autem dobrze się parkuje, ale wybaczcie mi, no nie mogę przeżyć tego projektu. Przecież to nie wygląda jak Mercedes, to młodszy, grubszy brat z rodziny królewskiej, którego wygnano za młodu i wrócił dopiero, gdy wysądził się i zdobył prawo do noszenia nazwiska. Nowa klasa A to już zupełnie inna para kaloszy, ale ten przeuroczy ziemniaczek jest jak kawał golonki na stoliku pełnym kawioru, wołowiny argentyńskiej podawanej z pastą truflową. To nie pasuje, co im strzeliło do głowy, że pewnego dnia wstali i powiedzieli – „Słuchajcie!! Robimy hatchbacka, konkurenta Golfa! Będzie jak kiosk na kółkach, ale dzięki temu przy zderzeniu silnik wpadnie pod podłogę a nie na kolana kierowcy”. Owszem chcieli wypełnić jakąś lukę w swojej ofercie i z góry założyli, że potencjali nabywcy i tak się rozwalą. Do mnie A klasa W168 nie przemawia, mimo wielu zalet które wymieniłem, cała idea wydaje mi się chybiona, ale widocznie tylko mi się wydaje, skoro była na rynku 7 lat, a kolejna generacja nadal utrzymywała ten kształt. A jakie są Wasze odczucia?

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Zwątpienie i kilka pomysłów na nowe auto

Na wstępie taka mała informacje, że już jutro (tj sobota) o godzinie 12:15 na tvnturbo, można obejrzeć powtórkę Zakupu Kontrolowanego z moim udziałem, serdecznie zapraszam! Ostatnio miałem pewien pomysł na zmianę samochodu. Nie dlatego, że straciłem sentyment do mojego Poloneza, bo tak nie jest. Wręcz przeciwnie, bo z każdą przeciwnością i naprawą której dokonuję sam przybliżam się do niego bardziej. Mam przegląd i ubezpieczenie na dłuższy czas, więc w czym rzecz?

A no Poldi ma już trochę za sobą, a przede wszystkim nierozważnego, poprzedniego właściciela, który dał mu w kość. Po 4 tysiącach, które zrobił zaczynają się standardowe usterki, typu problemy z mostem, czy padające urządzenia elektryczne. Oprócz tego robienie co 2 tygodnie jakichś 180 kilometrów, przy silniku benzynowym zaczyna nieco obciążać mój budżet. Opowiem Wam też o zerwanym kablu, ale to już raczej w innym wpisie. Dochodząc do sedna sprawy, pojawiły się alternatywy o których chcę dzisiaj napisać. 

http://media.autokult.pl/dbc820098b45e5d0d886015319fa6a91,400,300,1,0.jpg

W oko wpadła mi przede wszystkim mega okazja z Krakowa, czyli Alfa Romeo 33, o której nie wiem absolutnie nic. Trochę poczytałem, mam zamiar też podzwonić, ale to nadal za mało, więc jeśli ktoś z Was miał styczność będę wdzięczny za każdą wiadomość. Alfa ma 21 lat, silnik 1.4 90 KM i nową butlę gazową na 10 lat. Zero korozji, bo to w końcu Alfa, więc brzmi kusząco, tym bardziej że koszt tego samochodu to zaledwie 1900 złotych. Dla wielu z Was może wydawać się to szalony pomysł, ale ja sam nie wiem jak rozpocząć przygodę z Alfą, może to byłoby rozwiązanie. 33 to ostatni kompakt, zbudowany przez samą fabrykę Alfy, bez ingerencji ze strony innych fabryk. Wygląda trochę jak zaprojektowana dla zabawy, ale mi się podoba, a to jest najważniejsze. Niczego jej nie brakuje, ma wspomaganie, jest dobrze utrzymana w środku i nadal chodzi mi po głowie. To co mnie zatrzymuje to przede wszystkim brak odpowiedzi na pytanie – co z Polonezem, bo nie łatwo mi go będzie się pozbyć prędzej czy później. Wracając na chwilę do Alfy, gdy już obejrzałem na żywo szybko przeszedł mi entuzjazm. Stary boxer + gaz, to nie mogło się udać, no nic przejdźmy dalej.

http://media.autokult.pl/7d95f82c6c5f99e6c754ab30b342281e,800,600,0,0.jpg

Inną opcją jest oczywiście Lancia Kappa, o której trąbie od paru miesięcy. Jest dużo świeższa, wygląda lepiej no i to klasa wyżej, w dodatku bardzo dobrze wyposażona. Jest kilka jednostek, które są naprawdę warte uwagi, auta trzaskają przebiegi po 400 tysięcy kilometrów i więcej. Choć zawieszenie płata figle i to nie jest zbyt tanie auto w utrzymaniu, no ale rozsądkiem kupiłem Fiata Palio i Polo i średnio byłem zadowolony z tych wyborów, dlatego teraz stawiam na sentymenty i niech się dzieje wola nieba. Na Lancie będę jednak musiał poczekać nieco dłużej, bo to dwa razy większy wydatek, niby mi się nie spieszy, ale w ostatnich latach za bardzo się przyzwyczaiłem do szybkich zmian samochodów i może stąd ta chęć znalezienia czegoś nowego. Kappa to rozwiązanie wygodniejsze no i myślę na dużo dłużej niż 33, które ma już trochę lat na karku. Znów Włochy, nic nie poradzę na to, że robią auta z duszą. Ale wśród aut z południa pojawił się Niemiec. Nie byle jaki bo z gwiazdą na masce. 

http://s2.blomedia.pl/autokult.pl/images/2012/11/Jazda-Youngtimerem-cz.6-naprawy-Mercedesa-190-W201-8-260952.jpg

Zgadza się to stare, dobre W190 z początku lat 90. Nie jest najpiękniejszym autem, nie jest też najpraktyczniejsze, ani najekonomiczniejsze. Ale to nie ma znaczenia, bo ja po prostu zawsze chciałem je mieć! Chęć posiadania starego Merca jest dosyć silna, do dzisiaj pamiętam przejażdżkę w fotelu babcinym i z kredensem przed nosem, bo taki właśnie jest stary W190. Ale nie przeszkadzał mi archaiczny wygląd wnętrza, czy to że lubią korodować, po prostu fajnie by było spróbować Merca, to zupełnie coś innego niż mieć Fiata, czy Opla nawet jeśli kosztuje tyle samo, a jest 10 lat starszy. Ci którzy jeździli Mercedesem zrozumieją o co chodzi, to po prostu inne doświadczenie. Ciężka sprawa, a można wybrać tylko jednego, dobrze że naprawiłem już Poloneza i mogę się na spokojnie zastanawiać i odkładać wypłatę do skarbonki Liczę na jakieś uwagi w moją stronę, póki co te 3 auta przewijają się wśród potencjalnych następców Poldolota. 

Źródłem zdjęć jest: http://autokult.pl

Kabriolet spod gwiazdy na masce

Jakoś zupełnie nieświadomie pominąłem temat kabrioletów, dlatego dzisiaj w testach będziemy mieli jednego z popularniejszych. Bo któż nie zna Mercedesa SLK, miał już trochę swoich wcieleń, a w moim wpisie zajmę się R170, zapraszam!

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/7/7d/Mercedes-Benz_R170_320.jpg/800px-Mercedes-Benz_R170_320.jpgJeden z pierwszych roadsterów ze składanym, metalowym dachem. Głównie dlatego znajdował szerokie grono odbiorców, ponieważ był bardziej praktyczny, w zimę nie miało co przeciekać. Skrót SLK rozwijamy – Sportowy Lekki Krótki. Jest w tym oczywiście jakieś ziarno prawdy, choć większość właścicieli otwarcie przyznaje, że SLK nie jest demonem prędkości. Podstawowa wersja 2.0 miała moc 136 KM i rozpędzała samochód do setki w 10,5 sekundy, więc wynik mało sportowy, ale z drugiej strony mniej wieje. SLK 200 Kompresor, którzy lubią mieć wiatr we włosach wyciągała już 163 KM, a jakby tego było mało macie jeszcze 2.3 Kompresor – 197 KM, V6 3.2 o mocy 218 KM, albo SLK 32 AMG pod którego maską bije 354 KM, a auto setkę osiąga w nieco ponad 5 sekund, a to już mocne uderzenie. Niestety na rynku wtórnym 12 letni Mercedes Roadster z takim silnikiem kosztuje około 60 tysięcy złotych, a to więcej niż bochenek chleba. Ale nie zniechęcajmy się wersja 2.0 Kompresor już dostarcza emocji, a co dopiero większe silniki, którymi przyznam się szczerze nigdy nie jechałem. Dlatego będę się skupiał na tej konkretnej wersji. Napęd na tył, 5 biegowa, manualna skrzynia, 2 miejsca to wszystko co musi mieć rasowy roadster. A jeśli należysz do tych, którzy wolę oszczędzać siły w ręce na wieczorne uciechy, wybierzesz skrzynie automatyczną. Stylistycznie odbiega od swoich braci z fabryki, łączy go tylko znaczek na masce. To taki szalony nastolatek, wśród rodziny pełnej dentystów i prokuratorów. Ale zapominamy o tym niesfornym i dosyć intrygującym wyglądzie z zewnątrz, gdy zasiądziemy za kierownicą. Tu już jest prawdziwy Merc: skóra, wielkie koło z gwiazdą na środku, porządne wykończenia. Ale musiał mieć swój charakter, dlatego na rynku są różne wersje kolorystyczne, skórzanych siedzeń, czarno – niebieskie, czarno – czerwone itp. Nie muszę chyba wspominać, że ma full elektrykę i klimatyzację, bo chyba każdy wie z jakim autem mamy do czynienia. 

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/a/ac/Mercedes-Benz_R170_front_20080825.jpg/1024px-Mercedes-Benz_R170_front_20080825.jpg

A sama jazda to już zupełnie inna para kaloszy. Silnik podrywa samochód z miejsca po muśnięciu stopą, po pedale gazu. To tył napęd, więc trzeba brać pod uwagę rodzaj i stan nawierzchni z jaką mamy do czynienia. Jeśli będziesz miał takie życzenie SLK pójdzie bokiem bez najmniejszego problemu. Silnik brzmi świetnie, mimo iż to mały roadster, który właściwie powinien służyć do rekreacyjnej jazdy. Nie dajcie się zwieźć, można nim poszaleć. Po kilkunastu telefonach stwierdzam, że wszyscy właściciele mówią to samo, kupiliby drugi raz to samo auto. Gdy złożysz dach, okazuje się że masz spory, 350 litrowy bagażnik, a fotel dopasuje dla siebie nawet facet, który ma 1,9 wzrostu, choć pewnie będzie dziwacznie wyglądał wysiadając z niego. Spalanie, psucie się, to w przypadku takiego auta schodzi na dalszy plan, ale nie zapominajmy, że mamy do czynienia z Mercedesem, który naprawdę przykłada się do składania swoich aut, a na ich hali produkcyjnej nie znajdziecie młotka. Samochód jest wdzięczny, potrafi wiele wybaczyć, choć połyka nawet 12 litrów na setkę, to wyciągam krucyfiks na tych, którzy wpakowaliby do niego gaz, ludzie opamiętajcie się z tym gazem. Zbieram hejty za to, że neguje gaz w niektórych autach, no wybaczcie, nie jestem przeciwnikiem LPG, ale nie zaakceptuje gazu w samochodzie, który ma sportowe zacięcie, to nie działa, to jest bezsensu, to jest wieśniackie cebulandio! Cenowo wygląda to różnie, od 12 tysięcy za najsłabszy model, w przyzwoitym stanie, około 17-18 za ten, którym ja jeździłem 2.0 Kompresor, no i im młodszy samochód i większy silnik to cena idzie wzwyż. Oczywiście znajdziecie tańsze modele, ale liczcie się, że trzeba będzie w nim trochę porobić. Cena nie jest atrakcyjna, dużo taniej dostaniesz Mazdę MX-5, która nie odstaje wiele od SLK, ale no umówmy się, Mazda nigdy nie będzie Mercem.

Mały, zwinny, żwawy, wdzięczny – Mercedes SLK ma wszystkie cechy, które powinien mieć roadster. W dodatku daje nam wiele radości z jazdy, o czym sam się przekonałem. Wszystko dzięki napędowi na tył i mocnemu silnikowi. Dobrze wyposażony, wygodny, z hardtopem, to auto wyprzedza nieco swoją epokę, bo z tymi cechami nawet na dzień dzisiejszy, w kontrze nowymi C+C jest godnym konkurentem. Znalazłem na zakończenie małe „ale”, dla mnie on jest jednak za mały, nie zrozumcie mnie źle, to dobry samochód, ale na pewno nie dla mnie. Ale jeśli Cię kręci, wahasz się, to daj się ponieść i kup sobie SLK, na pewno nie będziesz żałował!

Nie trzeba być emerytem, by mieć Merca

Zazwyczaj Mercedesy kojarzą się z emerytowanymi maklerami. Jednak jest Mercedes, którego ja śmiało jestem w stanie nazwać młodzieżowym. Nie myślę tu o klasie A, bo pewnie to też komuś wpadło do głowy. Chodzi o klasę C, a konkretnie model W202. To jeden z najbardziej lubianych przeze mnie Mercedesów i to jemu poświęcę dzisiejszy wpis. 

W 1993 roku z rynku powoli uciekał popularny, kanciaty model 190. Po nim przyszła pora na tego, który prezentuje się dużo żywiej, ale nadal widać, że jest to Mercedes. Mamy charakterystyczny grill, gwiazdę na masce, która prędzej czy później nam odpadnie i wnętrze tak eleganckie, że wprawia w zazdrość inne samochody. Nie jest to największe auto klasy średniej, to fakt. Ale jeśli jesteś młodzieńcem, który ucieka ze świata kompaktów, to nie będziesz narzekał na brak miejsca. Sam zawsze chciałem akurat tego Mercedesa. Mój znajomy miał takiego, po ojcu z 1996 roku z przebiegiem 450 tysięcy kilometrów. I to na najsłabszym, benzynowym silniku 1.8! Nic dziwnego, że taryfiarze tak często sięgali i nadal sięgają po W202. To auto ma wieczne silniki, które przeżyją pewnie nawet współczesne, naszpikowane elektroniką generacje klasy C. Pamiętajcie, że tym autem jeździ się dużo, bo żal stać w garażu, dlatego gdy widzę 20 letniego W202 z przebiegiem 140 tysięcy kilometrów, jeszcze przywiezionego z Niemiec, mam ochotę zadzwonić do tego sprzedawcy i mu nawtykać jak bardzo wielkim idiotą jest, że cofnął licznik w tym samochodzie. 

Zajrzyjmy do środka, a stąd nie będzie się Wam chciało wychodzić. Mega wygodne siedzenia, genialna, wielka kierownica, w dodatku tak wyprofilowana, że leży w dłoni lepiej niż puszka coli. Wszystko ustawione pod kątem, po to by niezależnie od warunków atmosferycznych, wszystko było widoczne dla kierowcy. Może przeszkadzać trochę umiejscowienie lewarka, mógłby być trochę dalej od panelu. Jak już wspomniałem, auto wielkie nie jest, więc jeśli ja usiądę na siedzeniu kierowcy, wygodnie za mną usiądzie tylko ktoś o wzroście 1,6 metra. O wyposażeniu można długo opowiadać, bo jest wszystko co powinien mieć samochód z tamtych czasów i dopracowane tak, że nie zepsuje się nawet po 15-20 latach użytkowania. Mamy tu wszystkie podstawowe gadżety jak ABS, Wspomaganie, Elektryczne szyby czy lusterka, a także komputer pokładowy, klimatyzację, kontrolę trakcji, regulację kierownicy w dwóch płaszczyznach, takie rzeczy były wtedy nowością i to Mercedes wyznaczył standardy! Auto było tak dobre, że produkowali je aż do 2001 roku! Nie chodziło o brak pomysłu na nową klasę C, tylko jak zrobić jeszcze lepszą, przebicie W202 okazało się nie lada wyzwaniem dla koncernu Mercedes-Benz. 

Prowadzi się go genialnie, nie pałam sympatią do diesli, dlatego wybaczycie, że powiem krótko – diesel jak diesel, klekocze, mało pali i przejedzie jakiś milion kilometrów, bo to diesel Mercedesa! Ja chciałem zawsze wersję benzynową, najlepiej 2.0 136 KM. Jest po środku, dosyć żwawa, pali tyle co wersja 1.8 i zostajemy w tej samej stawce ubezpieczeniowej. Podoba mi się nawet tył samochodu, tu delikatne zejście szyby, a potem ścięcie linii bagażnika. Podstawowa sprawa z tym samochodem to ceny części. Wszędzie usłyszycie, że jeśli inwestujemy w naprawę Mercedesa, to wydamy nie mało. W przypadku W202, mamy dosyć sporo zamienników, które są dosyć dobrej jakości. Wiadomo, że co oryginał to oryginał, zawsze pojeździsz na tym więcej. Powiem tak, z tym autem nikomu nie chce się rozstawać, wystarczy spojrzeć na popularny serwis z ogłoszeniami i zobaczyć na ilość ofert – 345. Dla porównania, W203 jest prawie 3 razy więcej. Co do wad, trochę zawodzi jak na Mercedesa układ paliwowy. Tą część chyba robili na ostatnią chwilę, bo lubi się rozszczelnić, a pompa paliwa jest bardzo wrażliwa, wyjeździj bak do 0 ze dwa razy i masz załatwioną pompę. No i oczywiście korozja, 2-3 zimy i już mamy schwycone nadkola, to jest niemieckie auto, tam żadni idioci nie sypią dróg solą, w Mercedesie nie wpadli na to, że kogoś nie stać na normalne środki do pozbywania się śniegu z ulic i używa się XIX wiecznej metody sypania solą. 

Najlepiej, to gdy przymierzacie się kupić W202, przywieźcie sobie jakieś z Niemiec. Wyjdzie Was taniej, niż kupić tutaj nie skorodowany model. Bo taki kosztuje ponad 10000 złotych. Tańsze modele zawsze będą miały jakiś mankament. Najlepiej wystrzegać się modeli, w których silnik pracuje nierówno, albo hałasują przy zmianie biegów, tu już jest kaplica i trzeba będzie w niego mocno zainwestować. Ale powiem Wam, że trafiłem kiedyś na C180 za 4 tysiące złotych z przebiegiem 287 tysięcy i wniosek był następujący – nie warto się targować tylko brać! Bo był wart każdej złotówki. To wdzięczne, trwałe i wygodne samochody, w dodatku jeśli uda się Wam kupić wersję 2.0, gwarantuję Wam, że żadne BMW Wam nie ucieknie. Wasze doświadczenia z W202 lub innymi Mercedesami, chętnie poznam w komentarzach. Dzięki za uwagę!