Hyundai i10 wkracza do akcji

W 2007 roku Koreańczycy postanowili na poważnie zagrozić europejskim przedstawicielom segmentu A. Pojawiała się wcześniej Kia Picanto, ale jakoś nie odbiła się szerokim echem i nie odniosła rynkowego sukcesu. Tak oto na jej płycie podłogowej stworzono Hyundaia i10, zasada była następująca – ma być prosto i tanio.

http://m.autokult.pl/hyundai-i10-1-1-test-aut-8f69839,0,920,0,0.jpgSkupię się na wersji po faceliftingu, bo jest bardziej dopracowana no i mówiąc wprost więcej ich wmieszało się między Pandy, czy trojaczki C1/107/Aygo. 3 wersje silnikowe – podstawowa 1.1 o mocy 66KM, 1.2 78KM oraz diesel 1.1 CRDi 75KM. Na szczęście udało mi się przejechać każdym, więc mam większe pole do manewru. Wersja podstawowa – no idealna do miasta, jest dość żwawy, nie muli go na wyższych biegach, a i na światłach ma co nieco do pokazania innym, nie zostaje w tyle. Auto nie waży nawet tony, więc naprawdę zwinnie przemieszcza się między budynkami. Na dłuższą trasę jazda z takim silnikiem jest oczywiście męcząca, ale kto kupuje takie auto na trasy po 300-400 km? Jeśli są już tacy przedstawiciele handlowi, poruszający się i10 to zdecydowanie lepiej sprawdzi się wersja 1.2, albo nawet dość elastyczny diesel.

http://m.autokult.pl/hyundai-i10-1-1-test-aut-61be9f1,0,920,0,0.jpgOba ekonomiczne, choć diesel zdecydowanie droższy w utrzymaniu. Chyba nie ma takiej siły, która przekonałaby mnie, że diesel w miejskim, tanim aucie to dobry wybór. Jest głośny, drgania przenoszą się do środka, no w każdym maluchu jest dokładnie to samo, tu nie jest inaczej, dlatego szybko wróciłem do wersji benzynowej. Wrażenia z jazdy? Jak to tanim autem, bez szału, dobrze reaguje na moje komendy, hamulce mogłyby być lepsze, ale na szczęście w standardzie jest ABS. i10 ma dziwne sprzęgło, nie wiem czy to przypadłość koreańskich samochodów, że wszystkie tak „wysoko biorą”, ale to nie pierwszy samochód ze wschodu, który tak reaguje i nie jest to raczej kwestia zużycia. Bynajmniej nie było mi się łatwo przyzwyczaić do tego. Pozycja za kierownicą – lepsza niż w Pandzie, bardzo dobra widoczność, a parkowanie to bajka, mógłbym to robić cały dzień, koperty, do tyłu, do przodu. Wnętrze?

http://m.autokult.pl/hyundai-i10-1-1-test-aut-08ec204,0,920,0,0.jpgMa swoje ciekawe detale, jak na przykład sterowanie radiem z kierownicy, posrebrzane plastiki w wersji, którą testowałem, podoba mi się, że każdy przycisk, przełącznik, czy schowek jest w zasięgu kierowcy, bardzo łatwy w dostępie. To auto stworzone z myślą o tym, że kierowca ma mieć wszystko pod ręką. Zdziwi wielu to co napiszę, ale jeśli chodzi o wnętrze to najlepsze auto segmentu A jakim jeździłem! W końcu znalazłem godnego konkurenta dla Pandy, który w dodatku cenowo nie odstaje od włoskiego potentata. Co do stylistyki ciężko mi cokolwiek pisać, biorąc pod uwagę, że auto tworzono z myślą, aby było jak najtańsze. Nie jest na pewno brzydki, w porównaniu z poprzednikiem, czyli Hyundaiem Atos, który stylistycznie mógł konkurować tylko z pralką Amica wygląda bosko! Gdy już dobrniecie w wersji podstawowej do 5 biegu, po 16 sekundach do 100 km/h nietrudno dojść do wniosku, że pasowałoby zwolnić. Odniosłem wrażenie, że bardzo go męczą wyższe prędkości. Zupełnie inaczej było w wersji 1.2, którą aż nosiło na 5 biegu, żeby go trochę docisnąć, żwawy maluch. Nie poszalejecie tym za dużo, ale te 120-130 km/h możecie śmiało cisnąć, bębenki w uszach Wam nie wybuchną. Ogólna ocena? Bardzo pozytywnie, i10 to maluch idealny do takich miast jak Kraków, gdzie wszędzie jest ciasno, wszędzie są korki. Łatwo się nim parkuje, pali mniej niż 6 l / 100km i pomieści w bagażniku (225 l) niemałe zakupy. Ciężko mi to napisać, ale chyba wolę go od Pandy, tak jakoś mnie naszło mimo iż jeździłem nim pierwszy raz, a Pandą nie zliczę już ile razy. Wzbudził we mnie zaufanie i chętnie przejechałbym się nim w większym mieście.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Peugeot 1007 – to nie powinno się zdarzyć

Są rzeczy, które w motoryzacji wydarzyć się nie powinny. Wpadki miewały wielkie firmy, jak Saab, który wymyślił skrzynię Sensonic, Lancia i ich rdzewiejąca Beta, Audi i model A2, czy Fiat i ich Multipla. Jednak pewna marka opanowała do perfekcji tę dziedzinę, postanowili robić takie samochody, które wielu inżynierom pojawiały się tylko w koszmarach. A jednym z nich jest model 1007, który jest absurdalny w każdym calu.

http://m.autokult.pl/peugeot-1007-2-243970-61-e306600,625,0,0,0.jpgKońcem 2004 roku pojawił się na rynku 1007, samochód miejski, z elektrycznie przesuwanymi drzwiami. Miało to być ułatwienie dla klientów, co wiele mówi o tym, jak Peugeot traktował nabywców swoich produktów. Nie martwiłbym się, gdyby elektrycznie, przesuwane drzwi (i dodajmy do tego, że to jedyna para drzwi w całym samochodzie) stworzył Mercedes, Volvo, czy Toyota, ale wziął się za to Peugeot, wiecie co mam na myśli? Po prostu ciekawi mnie, czy znane są przypadki w XXI wieku, że to dobrodziejstwo francuskiego producenta, jakimś dziwnym trafem się popsuło i uwięziło właściciela na długie godziny. Jeszcze ciekawsze, czy były przypadki śmiertelne 1007, ale nawet jeśli to Peugeota stać na wyciszanie takich spraw, nieważne! Poza absurdalnym pomysłem, który właściwie był zupełnie niepotrzebny i tylko Francuzi mogli na niego wpaść pozostają jeszcze inne kwestie, jak chociażby wygląd. Ten samochód jest zwyczajnie koszmarny, jest jak postać z Ringu, coś przerażającego.

http://media.autokult.pl/f86f31d822eae5de4a2e2ed72c17a9f0,800,600,0,0.jpgNie przyjmuję do wiadomości opinii, że jest ciekawy, czy tym bardziej ładny, bo absolutnie taki nie jest, mylicie się! Ja się tego auta zwyczajnie boję, czegoś takiego nie doświadczyłem w swoim życiu, tylko i wyłącznie w momencie, gdy zobaczyłem a następnie musiałem usiąść za kierownicą 1007, trauma na całe życie. Gdy drzwi się za mną zatrzasnęły, pierwsze co sobie pomyślałem – o kur…de zostanę tu już na zawsze, umrę zatrzaśnięty w Peugeocie. Wiecie dlaczego? Zasiadłem za kierownicą tego robaka, zamknęły się magiczne drzwi, po czym szybko się okazało, że auto nie odpali, bo padł akumulator. No, ale jakoś się wydostałem, choć gdyby kręcono kolejną część horroru Piła, byłoby to ciekawe wyzwanie dla mnie samego usiąść ponownie za kierownicą 1007, czy spłonąć żywcem, pewnie potrzebowałbym więcej czasu na zastanowienie. Co do samego prowadzenia, mamy pod maską silnik 1.4 o mocy 73 KM, co jest kolejną pomyłką, bo to auto waży z tymi drzwiami jakieś tysiąc ton. Efekt jest taki, że do setki rozpędza się w 15 sekund, a prędkość maksymalna to podobno 167 km/h, ale nie wiem czy ktoś odważył się ją osiągnąć.

http://m.autokult.pl/peugeot-1007-25-9d4b226b5b9b23bd,625,0,0,0.jpgGłównie dlatego, że taka prędkość to większe prawdopodobieństwo wypadku, tym bardziej dla Peugeota, a czy uda się otworzyć drzwi, gdy zderzymy się z przeszkodą i auto zacznie płonąć? Pomyślcie tylko, poduszki zadziałały, żyjecie, ale te wspaniałe elektrycznie drzwi się zacięły, a auto zaczyna płonąć, cóż za paskudna śmierć. Co prawda mamy mocniejsze silniki, jak 1.6 16V o mocy 109 KM, ale są jeszcze droższe niż podstawowy model. Wersje z silnikiem HDi z kolei psuły się zanim zdążyły się popsuć drzwi, więc jest nadzieja na przeżycie. Zacieranie turbosprężarki, awarie Common Rail, zaworu EGR to tylko niektóre usterki tego modelu. Auto nie pali mało, bo jest ciężkie i ma niezbyt mocny silnik, tak więc aby go rozpędzić trzeba użyć znacznej siły. Dodajmy do tego wszystkiego, że gdy na dworze panuje taka pogoda, jak teraz możecie zapomnieć o tym, że elektryczne drzwi zadziałają. W środku jest, jak każdy Peugeot, czyli stara się być modnym gadżetem, ale nasza uwaga skupia się tylko i wyłącznie na tym, co pierwsze się popsuje. Drogi, brzydki, absurdalny, awaryjny i przepełniony strachem, taki jest Peugeot 1007, absurd motoryzacyjny od którego rozsądek każe trzymać się z daleka. Jeśli fani tego modelu i marki właśnie nabrali ochoty wylać na mnie wiadro pomyj, albo płynów, które ich Peugeot wyrzucił rano pod siebie, bo skupiłem się tylko na wadach, to pragnę się wytłumaczyć. Niestety nie mogłem wspomnieć w swoim wpisie o zaletach, z prostej przyczyny, bo ich nie ma, na to już nie mogę nic poradzić, wybaczcie mi! 

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Ypsilon, czyli Fiat w przebraniu

Im bliżej końca XX wieku, tym coraz gorzej wiodło się jednej z ikon motoryzacji, czyli Lancii. W 1996 roku postanowili wysłać na emeryturę model Y10, który bardziej przypominał Yugo niż Lancie. Tak oto przyszedł czas na Ypsilona, małe auto przy którym dano się trochę pobawić pędzlem projektantom.

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/7/78/Lancia_Y_Elefantino_Blu.jpg/1280px-Lancia_Y_Elefantino_Blu.jpgMówię tak nie bez przyczyny, bo nawet dzisiaj Ypsilon ma coś takiego w sobie, że rzuca się w oczy. Nie do końca prosta i banalna linia, coś na kształt łuku, ciekawy tył i przód nawiązujący do większych modeli marki z tamtego okresu. W całości auto bazuje oczywiście na Fiacie Punto, ale było ofetowane tylko i wyłącznie w wersji trzy drzwiowej. Podstawową jednostką silnikową było 1.1 55 KM znane nam bardzo dobrze z Fiata Seicento, silnik mały, ekonomiczny i do dzisiaj widuje się modele z przebiegiem ponad 200 tysięcy kilometrów, oferowane na sprzedaż. Kolejne silniki 1.2 – 60KM, 1.2 16V – 80-86KM i 1.4 80KM. Niska masa (od 850kg) sprawiła, że auto jest żwawe i w mieście spisuje się znakomicie. Oczywiście na trasie brakuje mu mocy, a na wyższych obrotach nie brzmi jak Integrale, czy Fulvia, ale nie takie było przeznaczenie tego modelu. Miał tylko zaciekawić stylistycznie i w zasadzie dlatego je kupowano, bo był to znacznie ciekawiej wyglądający Fiat. A to bardzo źle, bo nie taka miała być Lancia.

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/b/b1/Lancia_Y_Interior106.jpgPowinna być trochę szalona, niedorzeczna, robić coś czego boją się robić inne marki. Chociażby, jak Fulvia, która była pod każdym względem niedorzeczna, pod względem ceny, małych rozmiarów (dużo mniejszych od konkurencji) wydawało się szaleństwem kupić ten samochód, tym bardziej, że pod maską nie miała zbyt wiele do zaoferowanie. Ale miała w sobie charakter, warczała jak karabin maszynowy i dostarczała więcej emocji, niż nie jeden muskularny wóz. W czasach, gdy rynek sportowy hurtem wzięły hothatche zabrakło w nich Lancii, która mogła zrobić najlepszego. Cóż za ponury absurd, kandydat do najlepszego hothatcha nie dostał szansy, aby się zaprezentować w tej klasie. We wnętrzu jest parę dziwactw, jak chociażby zegary umieszczone centralnie, co jest okropnie dziwnym rozwiązaniem. Jednak było dość starannie dopracowane i nie widac, żeby specjalnie oszczędzano na nim, nie rzuca się to w oczy. Kierownica to dla mnie ważna kwestia (jak już wiadomo), a w tym modelu jest mega wygodna i naprawdę ładna.

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/e/ef/Lanciaycosmo9.JPG/1024px-Lanciaycosmo9.JPGNie martwiłby mnie taki detal, jak brak miejsca na tylnych siedzeniach, czy bagażnik o pojemności 215 litrów, gdyby Lancia oferowała mi zastrzyk emocji, adrenaliny, taki jak miała w zwyczaju odkąd się pojawiła na rynku. Natomiast Ypsilon nie oferuje podczas jazdy zbyt wiele, jest równie prosta co Seicento, czy Punto. I to straszne, bo pójście w tym kierunku oznaczało dla Lancii śmierć na rynku, pozbyła się jedynej cechy, która sprawiała, że ludzie ją kupowali – szaleństwa podczas jazdy. Przykro to mówić, ale jest zwyczajnie nudna podczas jazdy, nie ma do zaoferowania więcej niż Fiaty, więc w zasadzie po co ją kupować? Fakt jest trochę ładniejsza, wygodniejsza i może lepiej wykonana od Fiata, ale przy tym oczywiście znacznie droższa, po co komu Fiat w ładnym przebraniu? Wielka szkoda, bo auto miało potencjał, wystarczyło dać po szklance wódki inżynierom i posłać ich do pracy przy silniku i zawieszeniu, efekty mogłyby być ciekawe. Ale niestety nie było i już nie będzie. Pozostało nam patrzeć na Chryslery ze znaczkiem Lancii, które niszczą całą spuściznę wielkiej, legendarnej marki samochodów.

Źródło zdjęć:
https://en.wikipedia.org/

Mały, świeży hatchback na pierwsze auto

Dzisiaj kolejny, interesujący dylemat od czytelnika. Przemek niedawno zdał prawo jazdy i ma do wydania około 15 tysięcy na swój pierwszy samochód, ale chciałby w tej kwocie zmieścić się z ubezpieczeniem na cały rok oraz ewentualnymi drobnymi naprawami. Jak ma wyglądać dokładnie pojazd? Oto mail od Przemysława z Iławy:

„4 Miesiące temu zdałem prawo jazdy, udało mi się odłożyć trochę pieniędzy i chciałbym kupić w końcu samochód (mam dość jeżdżenia Renault Espace od rodziców, w dodatku okazjonalnie). Szukam małego samochodu, liczy się niska pojemność, bo będę go ubezpieczał na siebie. Z tego co się orientowałem to na samo ubezpieczenie muszę liczyć pewnie z 2000 złotych, a cała kwota do wydania to 15000 złotych. I tak w tej kwocie chciałbym zmieścić to nieszczęsne ubezpieczenie i ewentualne naprawy na początek, bo takie zawsze się znajdą. Interesuje mnie więc auto hatchback, jakiegoś niskiego segmentu, myślę, że to dobry wybór na początek, czy pomoże mi Pan? ” Oczywiście, że tak! Trochę zaspałem z wpisami ostatnio, a tego maila dostałem 4 dni temu, mam nadzieję, że nie będziesz mi miał za złe, że tak późno uzyskałeś odpowiedź, zaczynamy!

http://m.autokult.pl/honda-jazz-01-d4b95e76329cea5e4d,630,0,0,0.jpgPrzejrzałem kilkanaście ofert, trochę podzwoniłem i jedno auto zainteresowało mnie szczególnie. Jest to mała Honda Jazz, która nie jest u nas zbyt popularna i nieczęsto pojawia się na łamach portali ogłoszeniowych. Nie bierze się to z problematyki związanej z tym autem, ale z tego, że Jazz dość mocno trzyma cenę, a właściciele niechętnie pozbywają się tego modelu. Propozycja ode mnie to 10 letni Jazz z silnikiem benzynowym, 1.4 o mocy 83KM. Samochód cieszy cię bardzo dobrą opinią wśród mechaników, w serwisach Hondy była najrzadziej widzianym samochodem tej marki. Na pokładzie będziesz miał niezłe wyposażenie od systemów bezpieczeństwa, bardzo ważnych dla młodego kierowcy, jak poduszki powietrzne, ABS, po przydatne gadżety, jak klimatyzacja, elektryczne szyby, wspomaganie kierownicy, radio mp3, czy szyberdach.

http://m.autokult.pl/honda-jazz-wnetrze-010-6538fd5d6,0,920,0,0.jpgMimo iż to segment B nie jest to mały samochód, w środku dużo miejsca dla pasażerów z tyłu, choć jazda w 5 osób na dłuższą trasę może być dość uciążliwa, ale 4 osoby pojadą komfortowo. Dodajmy do tego spory bagażnik – 380 litrów, niską masę około tony i mamy naprawdę fajny samochodzik. W dodatku dość fajnie się prezentuje, choć nie wyróżnia się w tłumie. Spalanie tej jednostki silnikowej to około 7 litrów w cyklu miejskim, 6,5 w mieszanym na 100 kilometrów, a to naprawdę świetny wynik. Na dzień dobry w takim modelu musisz się nastawić na pewno na podstawowe naprawy typu wymiana oleju, świec, ewentualne drobne naprawy w zawieszeniu, bo to jest najbardziej wrażliwy element tego samochodu. Po rozmowie z mechanikami szacuję, że koszt naprawy jednego z modeli, który znalazłem nie przekroczy 600złotych, a doszła do tego jeszcze wymiana klocków hamulcowych.

http://m.autokult.pl/honda-jazz-05-6aea48b15b1000d8d8,630,0,0,0.jpgW autku lubi rdzewieć tylna klapa, ma dość delikatną blachę, a najbardziej denerwujący jest dostęp do wymiany żarówek. Tak trywialna rzecz może sprawić niemały ból głowy, gdy oglądałem ją wczoraj w komisie sam sprzedający nie potrafił znaleźć sposoby na wymianę głupiej żarówki, dostęp jest straszny, małe japońskie rączki tam się dostaną, z nami może być trochę gorzej. Ale nie są to rzeczy, które rzutują w jakikolwiek sposób na całościową ocenę, bo to świetny samochód i ze wszystkich proponowanych dzisiaj najmniej straci na wartości. Idźmy dalej, zostawmy Japonię. Mocny konkurent dla Jazz to Ford Fusion, którego bardzo lubię. W tej cenie dostaniesz zarówno wersję benzynową 1.4 80KM, jak i diesla 1.4 TDCi 68KM.

http://media.autokult.pl/eaca15dab787fb17baf09874a878c376,800,600,0,0.jpgWspominam o tym z uwagi na to, że Espace, którym się poruszałeś miało diesla pod maską i być może zdążyłeś się już trochę przyzwyczaić. Nie wiem ile będziesz robił kilometrów rocznie, ale jeśli codziennie będziesz dojeżdżał do szkoły, później do pracy to może wybór diesla będzie odpowiedni. Cenowo mieścisz się w tej kwocie, dostaniesz 10-11 letniego Forda, z dobrym silnikiem wyposażeniem na poziomie Jazza i nie mniejszą przestrzenią wewnątrz. Nieco podwyższone zawieszenie to duży atut tego samochodu, niestraszne Ci będą wysokie krawężniki, czy teren gdzie brakuje asfaltu. Spalanie silnika Duratec 1.4 na poziomie 8,5 litra w cyklu miejskim (tak mniej więcej wygląda maksymalne spalanie), a w cyklu mieszanym około 7 litrów, więc na tej płaszczyźnie przegrywa z Jazzem. Za to wersja diesel to spalanie około 5,3 litra na 100 kilometrów.

http://media.autokult.pl/b43413c74b4e43d74f86cf3ade7d1d08,400,300,1,0.jpgNa dzień dobry warto zająć się rozrządem i pompą wody, oczywiście olej i świece to podstawa. Całośc na dzień dobry to około 800 złotych w jednym z przykładowych modeli, który miał jednego właściciela, ładny kolor, był krajowy i może minimalnie przekroczylibyśmy budżet, ale w przypadku rok starszego modelu, w kolorze srebrnym mamy nawet małą rezerwę. To co może sprawiać kłopoty podczas użytkowania Forda Fusion to problemy z sondą lambda, na która skarży się wiele użytkowników, drobne ogniska korozji na tylnej klapie, czy drzwiach, łożysko podpory półosi, czy niezbyt dobre wykończenie wnętrza. Ale to samochód dużo tańszy w naprawie niż Jazz, bardziej popularny, przez co może łatwiej będzie go w przyszłości sprzedać.

http://media.autokult.pl/f05975902c99edfd53dbf912868442aa,400,300,1,0.jpgLubię tego małego Forda, jest ambitny, choć wnętrze nie urzeka oryginalnością, choć nie jest to cud stylistyczny, to w tej prostocie jest metoda. Dodajmy do tego, że sporo modeli było używane, jako służbowy, tak więc jest to pojazd, dla którego długie trasy i spore przebiegi nie stanowią problemu.  I wiesz co dalej? Odejdę od dotychczasowej koncepcji dylematów, gdzie dawałem opcję nr 3. Przeglądam, dzwonię, pytam, ale nie mogę znaleźć godnego konkurenta dla Jazza i Fusiona. Oba są warte siebie, godnie ze sobą konkurują i są świetnymi propozycjami, w 100% zgodne z Twoimi wymaganiami. Dam Ci dzisiaj dość wąski wybór, między Fordem, a Hondą, bo z tymi parametrami ciężko znaleźć coś lepszego, równie świeżego, dobrze wyposażonego, z niskim ubezpieczeniem i spalaniem. Jeśli pytasz mnie o zdanie, ja rozglądnąłbym się za Fordem, ale wybór ostateczny należy do Ciebie, życzę Ci powodzenia!

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Cinquecento 704 – taniej się nie da!

Cinquecento gościło już na blogu, ale był to raczej luźny opis samochodu, który sam posiadałem. W kategorii moje maszyny znajdziecie archiwalny wpis o nim, a dzisiaj robimy drugie podejście do tematu. Dlaczego? Ostatnio pisałem o Astrze I za 1000 złotych, którą przetestowałem i wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Teraz czas na Cinquecento, które jest jeszcze tańsze i przejechałem się dwoma.

http://m.autokult.pl/fiat-cinquecento-4-30075-e61edec,630,0,0,0.jpgObydwa modele miały pod maską silnik 704 cm³, czyli wersję przeznaczoną na polski rynek. Ten sam silnik mogliśmy znaleźć w Fiacie 126p BIS. Mieliśmy dwie wersje tego silnika – jedna o mocy 31 KM z gaźnikiem FOS lub Weber oraz wersję 30 KM z gaźnikiem Aisan i katalizatorem spalin. Ci, którzy są w temacie wiedzą, jaka jest różnica w obu gaźnikach, poza znaczącym wzrostem mocy w przypadku polskiego gaźnika. W piekle już czekają na tego, który stworzył gaźnik Aisan, bo ma on swoje humory. Wersje z polskim gaźnikiem chodzą znacznie lepiej, są mniej awaryjny, a Aisan to gaźnik specjalnej troski. Cinquecento 700 to samochód, który właściwie nadaje się tylko do miasta, jazda nim na dłuższą metę, na większych trasach jest męcząca, bo auto rozpędza się maksymalnie do 127 km/h i ma 4 biegi. Ale jako miejski samochód sprawdza się idealnie. Jest mały, lekki i pali niewiele. Oba modele, które testowałem miały tego cholernego Aisana i w sumie wiedziałem to zanim pojechałem oglądać, a to dlatego, że modele z Weberem są nieco droższe.

http://media.autokult.pl/d458f8d028a7abfcc1b4be74c5288e4c,800,600,0,0.jpgJedno Cinquecento kosztowało 700 złotych, a drugie 850 zacznijmy od najtańszego. Był bardzo zaniedbany w środku, ale jakoś niespecjalnie mnie to obchodziło. Weźmy pod uwagę, że Cinquecento w tym przedziale cenowym, ma tylko dwóch konkurentów – rower i skuter. Lekka korozja na błotniku, wgniecone drzwi, nie działająca wycieraczka, trochę oleju pod maską, gaźnik Aisan i przegląd, który wychodzi za miesiąc czasu. To wszystko złożyło się na cenę 700 zł. W zasadzie, jakby na to nie spojrzeć jest to niewiele czynników, ale z perspektywy Cinquecento wystarczająco, aby cena spadła do takiego poziomu. Po wyłączeniu ręcznego ssania oczywiście zgasł i to nie dlatego, że wyłączyliśmy je za wcześnie, abosultnie. Jeśli takie rzeczy się dzieją to winowajca może być jeden, a ma na imię Aisan. Nie mogłem go zapalić, więc usłyszałem od właściciela dajmy mu chwilę. Po koło 2 minutach samochód odpalił od strzału i jechałem dalej. Nie było dla mnie to nadzywczajne doświadczenie, bo miałem już ten model, ale przesiadając się z prawie 5 metrowego sedana, do auta wielkości kabiny prysznicowej można wpaść w małe zakłopotanie. Ze względu na niską masę ruszanie na światłach to niezła zabawa, bo samochód do zmiany na drugi bieg zostawia za sobą inne pojazdy.

http://m.autokult.pl/fiat-cinquecento-3-30075-6d0e558,625,0,0,0.jpgPomyślcie co się dzieje w silniku 1.1! W trakcie jazdy dowiedziałem się, że kable od radia praktycznie nie istnieją, fotel pasażera jest złamany, a ręczny chciałby łapać, ale nie może. W dodatku czułem, że sprzęgło trochę ślizga i zapewne za niedługo będzie do wymiany. Właściciel zaoferował wjazd na kanał, więc jak najbardziej skorzystałem z tej opcji. Pod spodem zero niespodzianek, korozji specjalnie nie widać, punktowe przebicia na progu, pełno oleju na dole silnika i wzorowy wydech. Można powiedzieć, że po zainwestowaniu równowartości mojej kurtki w samochód możnaby jeździć do upadłego, czyli przez najbliższe 60 lat. Przebieg na poziomi 188 tysięcy kilometrów był jak najbardziej realny, a według dokumentacji kupowałem pojazd od drugiego właściciela. Czego chcieć więcej od samochodu za 700zł ? Przesiadłem się do droższego Cinquecento, którego nadwozie było w lepszym stanie, znalazłem dwie dziwne rysy i nic poza tym. Jeden próg nadawał się już do roboty, ale pojazd miał przegląd do czerwca 2016 roku, a ubezpieczenie do lipca 2016 roku, więc jeżdżę bez większych opłat przez prawie rok czasu.

http://media.autokult.pl/687c5b80073b4a537cc5595825b41a80,800,600,0,0.jpgTen silnik wyglądał już lepiej, nie znalazłem żadnego wycieku, auto miało lekkie zapocenia i ten model nie zgasł ani razu. W dodatku miał radio na wyposażeniu. Mimo podobnego przebiegu 191 tysięcy kilometrów i rocznika – 1993 (poprzedni model za 700 zł był z 1996) auto wydawało się bardziej zadbane. W środku podobno nie palone, co zupełnie mnie nie interesowało, a w bagażniku koło zapasowe, gaśnica, lewarek i klucz do kół, czyli full opcja. Przy hamowaniu znosiło mnie lekko na prawo, więc to trzeba by było zrobić w pierwszej kolejności. Linka ręcznego tu również była zerwana, to chyba zmora aut w tej cenie. Za to sprzęgło i skrzynia chodziły bez zarzutu. Oczywiście cena nie była do negocjacji, moim zdaniem i tak była wystarczająco niska. Z całej dwójki pokusiłbym się o model nr 2, bo mam mniej do roboty. Na pewno to znacznie lepsza opcja, niż rower, czy skuter. Nie pada, ogrzewanie działa, pali niewiele więcej i wygląda uroczo. Najtańszy model z polskim gaźnikiem jaki znalazłem kosztował 1100 złotych, więc można też uniknąć tego „elektronicznego” diabła pod maską, jeśli ma się w portfelu kilka stówek więcej. Jeśli ktoś Wam powie, że nie da się kupić auta za mniej niż 1000 złotych, odeślijcie go do tego postu.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl