Szukamy auta 4×4!

Dziś w dylematach coś, czego na blogu jeszcze nie było! Radosław, który dołączył do stałych czytelników bloga jakiś czas temu na wstępie informował, że w razie zakupu nowego auta na pewno się odezwie. Jest byłym właścicielem Fiata Panda, ale nie byle jakiego, bo ze stałym napędem na 4 koła! Nie jest to jednak jego fanaberia, mieszka w Kościelisku, tak więc napęd na 4 koła jest dla niego bardzo istotny.

Szukamy samochodu z napędem na 4 koła, ale wolałbym żeby był to samochód od podstaw stworzony, jako terenowy. Mój budżet to 15000 złotych, tegoroczna zima pokazała, że Panda 4×4 to zdecydowanie za mało, jeśli chodzi o poruszanie się w moich okolicach (Kościelisko, Zakopane, Poronin). Auto nie musi mieć wielkiego silnika, wolałbym tego uniknąć, a jeśli już to niech to będzie diesel. Jedyne auto, które wykluczam na wstępie – Land Rover, ze względu na koszty utrzymania i niechęć do tej marki.
https://i.wpimg.pl/1200x0/m.autokult.pl/autowp-ru-suzuki-grand-v-4326d39.jpgDość rozsądne podejście, chociaż w dzisiejszych czasach koszty utrzymania Freelandera wcale nie są, aż tak wysokie. No, ale skoro Radek nie chce, to nie będziemy mu go proponować. Kilka ciekawych aut się pojawiło, obdzwoniłem, pojeździłem i tak oto zaczynamy naszą przygodę z autami 4×4. Zaczniemy dość klasycznie, bo w tej cenie jest sporo aut z Japonii, ale takie najbardziej przyjazne, ciekawe i spełniające Twoje wymagania finansowe silnikowe to Suzuki Grand Vitara. Niestraszne są mu żadne górskie realia. W tej cenie dostaniemy model z 2001 roku, udało się znaleźć wersję diesel. 2.0 HDi o mocy 109 KM to świetna jednostka, dość elastyczna i co ważne ekonomiczna! 7 litrów na 100 kilometrów to naprawdę dobry wynik, jak na auto z napędem na 4 koła.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/67a5d5928ba522bf41739aa94c4e5c0b.jpgCzęści ogólnie dostępne, tanie, gorzej ze znalezieniem mechanika, który się tym autem zaopiekuje, ale myślę, że w Twoich okolicach tego typu auta są dość popularne i nie będziesz miał problemu ze znalezieniem dobrego fachowca. Za cenę 13000 złotych masz 5 drzwiowe auto z realnym przebiegiem i wyposażeniem z XXI wieku, czyli ABS, elektryczne szyby, centralny zamek, klimatyzacja. Suzuki Grand Vitara ma tez na pokładzie 2 poduszki powietrzne, a w testach Euro NCAP otrzymała 3 gwiazdki, nieźle jak na 16 letnie auto. Jak się jeździ? Jest bardzo intuicyjne, wsiadasz, ustawiasz wszystko pod siebie i jazda. Nie jest to najpiękniejsze wnętrze, to fakt, ale miejsca nie brakuje, bagażnik jest strasznie mały, ale jak złożysz kanapę to raczej zmieścisz już wszystko, co zazwyczaj przewozi się w samochodzie. Nie nadgryza go ząb czasu, nie jest w zasadzie podatny na korozję. To naprawdę bardzo rozsądna propozycja, aż dziwne, że wypłynęła ode mnie.

https://d-mf.ppstatic.pl/art/ao/x3/juxelfk08ggoowsokcwk0/hyundai_santa_fe_regiomoto.1200.jpg No, ale byłoby zbyt pięknie, gdyby Suzuki nie miało konkurencji. Ma jej dosyć sporo, a z tego ogromu ofert zdecydowałem się na pokazanie Ci koreańskiej odpowiedzi na japońskie 4×4. Hyundai Santa Fe – sam miałem początkowo obiekcje i pomijałem ten samochód, ale było ich tak wiele, że nie mogłem się powstrzymać, żeby się nim przejechać. Powiem szczerze – warto było, bo to ogromne zaskoczenie. Testowany model był 3 lata młodszy od Suzuki, również miał pod maską silnik diesla – 2.0 CRD o mocy 113KM. Moim zdaniem wygląda dużo lepiej niż Suzuki i co dość istotne – ma znacznie lepsze wyposażenie. Klimatyzacja automatyczna, ABS, elektryczne szyby i lusterka (w dodatku podgrzewane), skórzana tapicerka, podgrzewane fotele. Czego chcieć więcej? W środku wykonanie nie jest najwyższej jakości, ale nie jest najgorzej.

http://m.autokult.pl/hyundai-santa-fe-jpg-bf142c1b3ac,750,470,0,0.jpgJak użytkowanie? Parę osób skarżyło się, że ten silnik jest zdecydowanie za słaby i rzeczywiście racja jest po ich stronie, bo auto waży prawie 2 tony i naprawdę nie jest demonem prędkości. W dodatku spalanie na poziomie 9-10 litrów to podobno norma w jego przypadku. 2.0 CRD miało w największe mrozy problem z odpalaniem, 3 osoby z którymi rozmawiałem przyznały to otwarcie na wstępie. Koszty utrzymania porównywalne do Suzuki, ale Santa Fe jest znacznie większy, może nawet wygodniejszy. Jak się nim jeździ? Podstawowa sprawa to wyciszenie, którego praktycznie nie ma, nie wiem czego użyli do wyciszenia wnętrza, prawdopodobnie kleju do tapet. Jeśli jeździsz nim do 2 tysięcy obrotów jest w porządku, ale czasem trzeba ten silnik przycisnąć, żeby wyjechał żwawo pod górkę, więc w Twoich okolicach będzie trzeba znosić ten odgłos jednostki CRD dosyć często. Ma swoje wady, nasunęło się ich więcej niż w przypadku Suzuki, ale mimo wszystko dostajesz wielkie auto, z dobrym wyposażeniem, młodsze i w tej samej cenie.

https://i.wpimg.pl/315x211/m.autokult.pl/honda-hr-v-1-304989-616x-4347d7c.jpgCzy warto wspomnieć o jakimś aucie jeszcze? Wykluczyłeś Land Rovera, choć z miłą chęcia wpakowałbym Cię do Freelandera, może zmieniłbyś zdanie. Nie chcesz też auta z wielkim silnikiem, rozumiem to, choć tutaj z kolei kusi mnie pokazanie Ci Jeepa Grand Cherokee z silnikiem diesla 3.0. Nie pokażę Ci natomiast Opla Frontera, bo jest straszny. Pozostaje mi na koniec inny japończyk – Honda HR-V. Najmniejszy z całej trójki, ale przecież jeździłeś Pandą, więc to może być dla Ciebie duży plus. Tutaj masz benzynowe 1.6, 2.0, które znajdziesz w tej cenie nawet z instalacją gazową. Bardzo solidny, w wyposażeniu też niczego mu nie brakuje od ABSu, poduszek, po elektryczne szyby i klimatyzację. Jest najstarszy z całej trójki, najbardziej zadbany model znalazłem z 1999 roku. Co do stylistyki zdania są podzielone, wzbudza uwagę, mi osobiście się podoba, nie ginie w tłumie kanciatych terenówek z początku XXI wieku. Użytkownicy bardzo chwalą to auto, narzekać mogą pasażerowie z tylnej kanapy, bo nie ma tam zbyt dużo miejsca. Z usterek usłyszałem tylko o słabym sprzęgle, ale akurat w modelu, który testowałem wymieniono je 2 miesiące wcześniej. Tak więc mamy dość rozsądne, choć nudne Suzuki, dobrze wyposażone, ale głośne i paliwożerne Santa Fe i małe, ale zadziorne HR-V. Wybór należy do Ciebie, ja po Pandzie zdecydowałbym się na HR-V.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Hyundai i10 wkracza do akcji

W 2007 roku Koreańczycy postanowili na poważnie zagrozić europejskim przedstawicielom segmentu A. Pojawiała się wcześniej Kia Picanto, ale jakoś nie odbiła się szerokim echem i nie odniosła rynkowego sukcesu. Tak oto na jej płycie podłogowej stworzono Hyundaia i10, zasada była następująca – ma być prosto i tanio.

http://m.autokult.pl/hyundai-i10-1-1-test-aut-8f69839,0,920,0,0.jpgSkupię się na wersji po faceliftingu, bo jest bardziej dopracowana no i mówiąc wprost więcej ich wmieszało się między Pandy, czy trojaczki C1/107/Aygo. 3 wersje silnikowe – podstawowa 1.1 o mocy 66KM, 1.2 78KM oraz diesel 1.1 CRDi 75KM. Na szczęście udało mi się przejechać każdym, więc mam większe pole do manewru. Wersja podstawowa – no idealna do miasta, jest dość żwawy, nie muli go na wyższych biegach, a i na światłach ma co nieco do pokazania innym, nie zostaje w tyle. Auto nie waży nawet tony, więc naprawdę zwinnie przemieszcza się między budynkami. Na dłuższą trasę jazda z takim silnikiem jest oczywiście męcząca, ale kto kupuje takie auto na trasy po 300-400 km? Jeśli są już tacy przedstawiciele handlowi, poruszający się i10 to zdecydowanie lepiej sprawdzi się wersja 1.2, albo nawet dość elastyczny diesel.

http://m.autokult.pl/hyundai-i10-1-1-test-aut-61be9f1,0,920,0,0.jpgOba ekonomiczne, choć diesel zdecydowanie droższy w utrzymaniu. Chyba nie ma takiej siły, która przekonałaby mnie, że diesel w miejskim, tanim aucie to dobry wybór. Jest głośny, drgania przenoszą się do środka, no w każdym maluchu jest dokładnie to samo, tu nie jest inaczej, dlatego szybko wróciłem do wersji benzynowej. Wrażenia z jazdy? Jak to tanim autem, bez szału, dobrze reaguje na moje komendy, hamulce mogłyby być lepsze, ale na szczęście w standardzie jest ABS. i10 ma dziwne sprzęgło, nie wiem czy to przypadłość koreańskich samochodów, że wszystkie tak „wysoko biorą”, ale to nie pierwszy samochód ze wschodu, który tak reaguje i nie jest to raczej kwestia zużycia. Bynajmniej nie było mi się łatwo przyzwyczaić do tego. Pozycja za kierownicą – lepsza niż w Pandzie, bardzo dobra widoczność, a parkowanie to bajka, mógłbym to robić cały dzień, koperty, do tyłu, do przodu. Wnętrze?

http://m.autokult.pl/hyundai-i10-1-1-test-aut-08ec204,0,920,0,0.jpgMa swoje ciekawe detale, jak na przykład sterowanie radiem z kierownicy, posrebrzane plastiki w wersji, którą testowałem, podoba mi się, że każdy przycisk, przełącznik, czy schowek jest w zasięgu kierowcy, bardzo łatwy w dostępie. To auto stworzone z myślą o tym, że kierowca ma mieć wszystko pod ręką. Zdziwi wielu to co napiszę, ale jeśli chodzi o wnętrze to najlepsze auto segmentu A jakim jeździłem! W końcu znalazłem godnego konkurenta dla Pandy, który w dodatku cenowo nie odstaje od włoskiego potentata. Co do stylistyki ciężko mi cokolwiek pisać, biorąc pod uwagę, że auto tworzono z myślą, aby było jak najtańsze. Nie jest na pewno brzydki, w porównaniu z poprzednikiem, czyli Hyundaiem Atos, który stylistycznie mógł konkurować tylko z pralką Amica wygląda bosko! Gdy już dobrniecie w wersji podstawowej do 5 biegu, po 16 sekundach do 100 km/h nietrudno dojść do wniosku, że pasowałoby zwolnić. Odniosłem wrażenie, że bardzo go męczą wyższe prędkości. Zupełnie inaczej było w wersji 1.2, którą aż nosiło na 5 biegu, żeby go trochę docisnąć, żwawy maluch. Nie poszalejecie tym za dużo, ale te 120-130 km/h możecie śmiało cisnąć, bębenki w uszach Wam nie wybuchną. Ogólna ocena? Bardzo pozytywnie, i10 to maluch idealny do takich miast jak Kraków, gdzie wszędzie jest ciasno, wszędzie są korki. Łatwo się nim parkuje, pali mniej niż 6 l / 100km i pomieści w bagażniku (225 l) niemałe zakupy. Ciężko mi to napisać, ale chyba wolę go od Pandy, tak jakoś mnie naszło mimo iż jeździłem nim pierwszy raz, a Pandą nie zliczę już ile razy. Wzbudził we mnie zaufanie i chętnie przejechałbym się nim w większym mieście.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Bardzo tani, koreański kucyk

Kolejny samochód z lat 90, tańszy niż rower. Hyundai o uroczej nazwie Pony, zadebiutował w 1974 rok, a jego ostatnia wersja zjechała z taśmy w 1994 roku. Można go było kupić nawet w Stanach i kosztował bardzo rozsądne pieniądze. Choć auto nigdy nie ekscytowało stylistycznie to miał sporą grupę odbiorców.

http://m.autokult.pl/hyundai-pony-ls-21310834-446b085,630,0,0,0.jpgOpisujemy IV generację tego modelu to tak naprawę to samo co III, z małym faceliftingiem. No i rzeczywiście wygląda lepiej niż poprzednik, ale jakoś do mnie nie przemawia. Taki zwyczajny samochód, któremu nie można nadać żadnej cechy. Pod maską mamy silniki Mitsubishi, a to dobra wiadomość. Można kupić tylko wersje benzynowe 1.3 – 58 KM lub 72 KM, albo 1.5 77 KM lub 84KM. Dodajmy jeszcze, że to japońskie silniki z lat 80, więc nie bardzo ma się co popsuć. I rzeczywiście, gdy porozmawia się z właścicielami (a takiego miał też mój kolega) to nie słyszy się o wielkich awariach silnika. Bardziej czepiają się karoserii, która koroduje dosłownie wszędzie, co jest normą u starych, koreańskich aut. Są pewne awarie w elektryce, zwarcia, ciągle psujące się światła, czy deska rozdzielcza. Powiem Wam szczerze, że co do awaryjności wygląda to całkiem nieźle, bo strasznie mało usterek usłyszałem dzisiaj w słuchawce. Co do samej jazdy wygląda to już trochę inaczej. Nie jest to do końca wygodny samochód, na dziurach strasznie trzęsie, plastiki są źle spasowane, kierownica źle leży w dłoni.

http://m.autokult.pl/hyundai-pony-sedan-2-783a2ee1ce3,630,0,0,0.jpgSkrzynia biegów jest strasznie dziwna, prowadziłem 3 Pony, dwa z silnikiem 1.3 oraz 1.5, w każdy działa zupełnie inaczej, może to kwestia ustawienia sprzęgła, ale powinnien być jeden wzór ustawienia prawda? W dodatku nie da się zaprzyjaźnić z 5 biegiem, bo aż 4 razy zdarzyło mi się wbić 3, zamiast 5 biegu. I co ciekawe to nie ja jestem kretynem, który nie potrafi się obsługiwać lewarkiem zmiany biegów, wracałem z właścicielem za kierownicą i on miał dokładnie ten sam problem, a zaręczał że robił ze skrzynią kilka miesięcy temu. Z góry założyłem, że to oszust, więc obejrzałem innego, tym razem w wersji sedan. No i wyglądało to mniej więcej tak: -Może Pan wbić 5 bieg? -”No właście coś tu jest nie tak z tym 5 biegiem, ale mechanik mówił, że skrzynia ok”. Zbieg okoliczności? Być może, ale w jednej z dzisiejszych rozmów Pan też wspomniał o skrzyni, ale jemu wchodził 5 bieg, zamiast 3. Dobra już wiemy, że skrzynia i zawieszenie są do bani, ale to tanie auto więc można mu wybaczyć. Z tyłu jest dosyć sporo miejsca, a do bagażnika zmieścicie pokaźne zakupy. Co do prędkości byłem mile zaskoczony, bo nie mulił, nie zostawał w tyle na światłach, a gdy wyjechałem na chwilę na normalną drogę, to dało się go prowadzić przy 100km/h. Choć silnik rzęzi na wyższych obrotach to nie nazwę tych dźwięków agonalnymi. Ceny części?

http://i58.tinypic.com/35lyxdu.jpgTanie jak barszcz, w dodatku na co drugim złomowisku znajdziecie takiego Hyundaia, a z racji, że nie było zbyt wiele wersji wyposażenia zawsze znajdziecie szukanego drobiazgu, o ile nie jest skorodowany! Blacha Pony jest okropna, podobnie przewody hamulcowe i paliwowe, aby to auto utrzymać trzeba co zimę pozbywać się nawet drobnych oznak korozji, a to dość kosztowna operacja. Efekt jest taki, że niewiele już zostało Pony na naszych ulicach. Ale te które zostały kosztują śmieszne pieniądze, a najlepszą ofertą był Pony z 1991 roku, który miał zaledwie dwóch właścicieli. Miał lekko wgnieciony błotnik, i małe wypryski wokół wlewu paliwa, ale progi całe i podłoga cała. Miał też instalacje gazową, a odprężony silnik Mitsubishi z lat 80 dobrze znosi gaz. Cena? 1800 zł na wstępie, myślę że po dłuższej rozmowie zeszłoby nawet na 1600 i to serio jest okazja, jeśli potrzebujesz na szybko urządzenia do przemieszczania się. We mnie niestety nie wzbudza żadnych emocji i choć jest to dobra propozycja, za rozsądne pieniądze, to nie kupiłbym go, bo nie potrafiłbym go polubić.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Jeden z najgorszych aut świata – Kia Pride

No i czas na testy! Jedno z najgorszych aut jakim jeździłem, w którym nie znalazłem absolutnie żadnej zalety. Z pozoru miłe, urocze, małe autko, a w rzeczywistości coś zupełnie odwrotnego. Ten twór nazywa się Kia Pride, nakradło części z Mazdy i było przekonane, że to się uda. A jak jest w rzeczywistości?

http://m.autokult.pl/autowp-ru-kia-pride-3-do-4b25e3a,630,0,0,0.jpgJest grupa ludzi, która uważa to auto za świetną, bezawaryjną alternatywę dla europejskich, czy japońskich maluchów. Niestety ich problem polega na tym, że nigdy nie jeździli innymi autami, bo tylko tak mogę racjonalnie wyjaśnić zakup Pride. Auto pochodzi z czasów, gdy koreańskiemu producentowi nie wiodło się jeszcze tak dobrze jak teraz. Musiał bazować na starych podzespołach lepszych producentów i dodawał swoje 3 grosze. Najdziwniejsze jest to, że produkowano go przez 13 lat i uwaga – nadal jest produkowany! Głównie dlatego, że to jedno z najtaniej zrobionych aut w historii. Ma silniki 1.1, 1.3 i mimo, że świat szedł do przodu, przez długie lata miały pod maską gaźnik, dopiero wymogi europejskie wymusiły wprowadzenie w silniku 1.3 wtrysku. Mocnarny silnik 1.1 wyciągał 52KM, a 1.3 całe 12 więcej (ten z wtryskiej wyszybował do 73KM). Jednak nie są to normalne konie mechaniczne, bo te dane podaje producent, nazwę je koreańskimi końmi mechanicznymi, Kia Pride 1.1 jest wolniejsza od każdego auta w tej klasie. Jest zrobiona z blachy, która zaczynała gnić już w salonie, co ja wygaduję, ona gniła w drodze do fabryki, w której tworzono Pride. To auto nie ma słabych punktów, podatnych na korozję, ono całe jest jednym wielkim słabym punktem na mapie motoryzacji, bo rdza go bierze dosłownie wszędzie.

http://m.autokult.pl/800px-kia-pride-silver-v-60e6c64,910,500,0,0.jpgMimo to, że do stworzenia auta nie użytko nic poza młotkiem i zapalniczką, a części pochodzą z lat 80, auto się psuje. Instalacja elektryczna to jakaś pomyłka, aby uszkodzić element zawieszenia wystarczy większy krawężnik, środek zużywa się, ale nie na przestrzeni lat jak w normalnym aucie, tylko na przestrzeni miesięcy. Czy może być gorzej? Owszem, może być, jeśli będziecie na tyle odważni, aby się przejechać. Jechałem tym autem 3 razy i za każdym razem nie mogłem uwierzyć, że jest aż tak okropne. Skrzynia biegów to jakaś pomyłka, jakby zrobiono ją z drewna, wnętrze jest odrażające, nie wiem czy można ten materiał nazwać plastikiem, to będzie obraza dla producentów plastiku, kierownica zrobiona z materiału, którego używa się do produkcji piłeczek ping – pongowych, a skaj użyty do uszycia siedzeni buduje odporność, zapewne miał być użyty do produkcji więziennych prycz, ale ktoś uznał, że to będzie zbyt okrutne, dlatego trafił do Kii Pride. Auto jest powolne, chyba, że macie wersję 1.3, ale nie martwcie się, nie pozwoli Wam jechać zbyt szybko, bo dźwięk jaki dobiega z silnika, nawet przy 2.5 tys. obrotów jest okropny. Wnętrze jest wygłuszone klejem do tapet, a miejsca starcza dla kogoś, kto uznaje Fiata Seicento za vana. Czy cena to wystarczający argument na to, aby kupić coś takiego? Na pewno nie, dlatego mówi się, że będzie ekonomiczny, wcale taki nie jest. Z 9 telefonów (bo tylko tylu śmiałków odważyło się przyznać do tego, że kupiło to auto), aż 4 Panów zaprzeczyło, gdy wspomniałem o niskim spalaniu, jakie można wyczytać z internetu. Rekordowe spalanie – spróbujecie zgadnąć?

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/1/12/Kia_Pride_Kombi_Front.jpgIle może palić gaźnikowe 1.1 z początku lat 90? 11,5 l/100km w mieście, w dodatku na deser uraczył swojego właściciela przegrzaniem. To chyba jedyne auto na rynku, w którym możecie być pewni niskiego przebiegu typu – 120 tysięcy km, bo jazda tym to naprawdę coś w rodzaju Fear Factor. Gdyby zrobiono kolejną część horroru Piła, zapewne jeden z niepokornych bohaterów musiałby do końca życia jeździć Kia Pride, jako kara za brak szacunku do życia i samego siebie. I to chyba idealne określenie, mam wrażenie, że mógłbym tak godzinami i skoro Jeremy Clarkson dostał pracę w Top Gear, bo przez 15 minut opowiadał o okropności Citroena 2CV, to ja chętnie na rozmowie kwalifikacyjnej mogę opowiadać o okropności Kii Pride, jednego z najgorszych aut świata.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl, 
CC BY-SA 3.0

SubiektywnyMotomaniak: „Koreańskie zaskoczenie”

„Każdy z nas pamięta stare modele koreańskiej KII, które jak szybko pojawiały się na polskich drogach tak szybko z nich znikały. Kiedyś KIA Shuma była hitem sprzedaży, nawet u mnie, w małym miasteczku jeździło kilka nówek. Niestety tak szybko jak się pojawiły tak szybko znikły. Dzisiaj ciężko spotkać chociaż jedną. Dowodzi to tylko marnej jakości koreańskich samochodów. Na przestrzeni lat koncern KIA zmienił podejście do projektowania aut, pojawiło się Picanto z powodzeniem konkurujące z Pandą, ale Cerato nie radziło sobie zbyt dobrze w walce z Golfem czy nawet Stilo. Kompaktowy CEE’D miał to zmienić będąc pierwszym modelem oferowanym z 7-letnią gwarancją producenta. Jak dzisiaj spisuje się 6 letnia KIA?

Skupiając się konkretnie na modelu CEE’D, a właściwie cee’d /producent używa małych liter przy oznaczaniu modeli/. Następca niezbyt popularnego Cerato został zaprezentowany w roku 2006. Dostępny jest w trzech wersjach nadwozia, począwszy od standardowego cee’d'a 5d po przed kombi nazwane cee’d_sw na 3-drzwiowym pro_cee’d kończąc. Wiadomo, gust każdy ma swój ale chyba nikt nie powie, że cała rodzina kompaktowych KII jest brzydka. Dla mnie? Dla mnie jest ładne, ciekawe, nowoczesne, ale nie futurystyczne. Najbardziej podoba mi się kombi, z ciekawie poprowadzoną linią okien i światłami na całych słupkach. Trzeba jednak przyznać, że atletyczna trzydrzwiówka ma nie mniej uroku. Po faceliftingu, który przed wszystkim wprowadził „nos tygrysa” estetyka cee’d'ów tylko zyskała. Karoseria, nawet najładniejsza nie pojedzie sama, musi być napędzana odpowiednimi jednostkami, zaspokajającymi potrzeby rynku. Tutaj KIA również stanęła na wysokości zadania oferując w swoim kompaktowym modelu jednostki odpowiednie dla każdego. Startując od benzynowego, oszczędnego 1.4ccm dla niewymagających po przez optymalne 1.6ccm po 2.0ccm o sportowym zacięciu. W dzisiejszych czasach samymi benzyniakami, nawet najlepszymi, świata się nie zawojuje, dlatego też KIA zaoferowała silniki wysokoprężne własnej konstrukcji – 1.6CRDi w kilku wariantach mocy oraz 2.0CRDi. Została nam kwestia wnętrza. Estetyka? Nie odbiegająca poziomem od nadwozia, czyli ciekawa, miła dla oka i bez fajerwerków czego nie można traktować jako zarzut. Wsiadając do cee’d'a szybko odnajdujemy „co do czego”, gdyż przycisków nawet w bogato wyposażonych wersjach jest tyle ile trzeba, co nie jest oczywiste w nowszych Astrach czy Focusach gdzie konsole są przeładowane małymi przyciskami do granic zdrowego rozsądku. Wieczorem oraz w nocy jazdy nie uprzykrza pomarańczowe podświetlenie, bardzo neutralne dla oka. Niestety to też nie jest dzisiaj oczywiste, wręcz coraz rzadziej spotykane wśród niebieskich, krwistoczerwonyh czy śnieżnobiałych podświetleń. Wnętrze dodatkowo ożywia w niektórych wersjach wykończenie plastikowych elementów w srebrnym kolorze. Materiały? Tutaj niestety już typowe dla aut XXI wieku. Próżno tu szukać tapicerki czy wykończenia drzwi z przyjemnego weluru jak choćby w mojej Astrze starszej o równe 10 lat. Tapicerka foteli w egzemplarzu z przebiegiem 300kkm+ jest już przetarta, ale po 100kkm wygląda całkiem świeżo. Do tego reszta materiałów „zimna” w dotyku. Sytuację ratują naprawdę wygodne fotele.

Mimo chodem w „obiektywnej” prezentacji modelu zawarłem kilka „subiektywnych” spostrzeżeń. Teraz tylko dołożę kolejne. Wraz z zaczęciem obecnej pracy zawodowej otrzymałem narzędzie w postaci KII pro_cee’d. Egzemplarz jak to firmówka wyposażony w silnik diesla – tutaj konkretnie wersja 1.6ccm w wariancie 115KM. Nie wiem natomiast który poziom wyposażenia ma „mój” egzemplarz, ale ma praktycznie wszystko czego można by oczekiwać od współczesnego auta, już nie mówię od firmówki /a różne już miałem/. Na pokładzie jest wspomaganie kierownicy, elektryczne szyby no i klimatyzacja. Podróże służbowe umila zadziwiająco dobrze grający zestaw audio z wejściem AUX oraz USB przez co nie muszę machać płytami. Dodatkowo radio może być sterowane z kierownicy. Niektórzy stwierdzą, że poza USB nic nadzwyczajnego. Owszem, może i nic nadzwyczajnego, ale kiedyś miałem Pandę gdzie nawet gniazdka zapalniczki nie było więc nawigacja działała jakieś 1.5h od odpięcia od komputera. Wrażenia z jazdy? Przed pierwszą trasą sam nie wiedziałem czego się spodziewać. Jako pasjonat motoryzacji dziwnie chłodno podszedłem do „nowego” auta w swoim nazwijmy to „motoportfolio”. Pierwsze kilometry, no nie było łatwo. Charakterystyka diesla nigdy mi nie odpowiadała, nigdy też nie byłem zwolennikiem silników diesla i pomimo paru naprawdę dobrych doświadczeń nigdy nim nie będę. Zakres użytecznych obrotów pomiędzy 1700 a 3000obr/min (SICK!) do tego mega odczuwalna turbo dziura powodowała, że jazda była szarpana i niezbyt przyjemna, do dzisiaj zastanawiam się czy bardziej męczyłem się ja czy auto. Szarpane przyspieszanie, bo zmieniam bieg nic się nie dzieje, gaz w podłogę, sekunda, dwie, włącza się turbo. Auto zaczyna ciągnąć – no nareszcie, ale parę sekund później przekraczamy 3000obr i silnik dostaje zadyszki, dynamika przyspieszania spada. Kolejny bieg i znowu to samo. Przy zwalnianiu sytuacja niewiele lepsza. Hamowanie silnikiem, 5 bieg, 70, 60, 50 i czkawka. Poprawie sytuacji nie sprzyjało na przemienne używanie prywatnej benzyny i służbowego diesla. Nieumiejętna jazda „zaowocowała” spalaniem na poziomie 6.7l/100km. Z czasem jednak nauczyłem się cierpliwości do turbo, zmieniania biegów w zakresie 2500-3000 obrotów oraz tego na jakim biegu najlepiej utrzymywać daną prędkość. Dzięki temu średnie spalanie po kilku tysiącach kształtowało się na poziomie 6.3l/100km. Jak na jazdę w dużej mierze w mieście, między innymi w mega zakorkowanym Oświęcimiu i nie mniej zakorkowanym Żywcu, do tego autostradowe wycieczki do Wrocławia, myślałem, że jest nieźle, ale kolega w takim samym aucie osiąga 5.8l/100km więc da się lepiej. Po wyjeżdżeniu 100godzin komputer się sam zresetował i po kolejnych kilometrach spalanie unormowało się na poziomie równych 6l. Uważam, że to dobry wynik tym bardziej, że ani auto ani ja nie jesteśmy zawalidrogami, czasami wykorzystuję potencjał w sumie dość dynamicznego silnika. W mieście dynamika auta na 3 pierwszych biegach jest ponad zadowalająca, w trasie, powyżej 100km/h jest już gorzej i nie zawadziłby także 6 bieg, bo przy dozwolonych 140km/h mamy już ponad 3000obr/min. Sam na miliard procent nie zdecydowałbym się na zakup tego konkretnego silnika, wolałbym benzynowe dwa litry z LPG, ale jak ktoś lubi diesle to uważam, że to dobra propozycja. Po 15kkm nauczyłem się jeździć dieslem, ale nie powiem żeby ta jazda sprawiała mi przyjemność, ale nie jest już uciążliwa. Co innego zawieszenie. Zestrojone tak jak lubię najbardziej. Zapewniające wystarczającą dozę komfortu, ale przed wszystkim dające poczucie bezpieczeństwa i kontroli w dynamicznych zakrętach. Inni użytkownicy firmowych KII narzekają, że zawieszenie jest twarde, dla mnie jest idealne. Sprężyste, zwarte. Jestem pod ogromnym wrażeniem jak Koreańczycy to zestroili. Tak jest w trzy drzwiowym pro_cee’d, który przypuszczam w koncepcji projektantów miał dawać namiastkę posiadania auta sportowego. Nie wiem jak sprawa ma się w 5d czy kombi ale nawet w ostatnim chciałbym mieć tak zestrojone zawieszenie. Atletyczne nadwozie współgra ze zwartym zawieszeniem. Jedynie silnik o „słabej kondycji” (czyt. dostający zadyszki) nie pasuje do reszty „sportowej” układanki. Jednak nie samym zapier****niem żyje człowiek i czasami trzeba też postać w korku czy pojechać w kolumnie. Tutaj ukazuje się drugie oblicze pro_cee’d'a. Świetne fotele, o których już wspominałem i podłokietnik, o którym wcześniej zapomniałem pozwalają na wygodne podróżowanie wiele godzin. Nawet po przejechaniu 600km w jeden dzień nie czuć zmęczenia. Miejsca dla osoby o wzroście lekko ponad 180cm jest wystarczająco. Ani lewe kolano nie uwiera o drzwi ani prawe o konsole. Jednym słowem auto szyte na miarę. Wszystko pięknie do puki jedziemy do przodu. Manewrowanie na parkingu ułatwiane przez wspomaganie, które jest chyba elektryczno-hydrauliczne jest utrudniane przez bardzo małe przeszklenia w tylnej części auta. Bagażnik? wystarczający, żeby wsadzić torbę i laptopa jadąc na kilkudniową delegację, ale na rodzinne wakacje raczej by go brakło.

Czas na podsumowanie. Koreańczycy zafundowali mi niemałe, a przed wszystkim miłe zaskoczenie. Auto do którego podszedłem bardzo chłodno /aż zadziwiająco chłodno/ okazało się niemalże idealne. Twarde, zwarte, o wygodne pozycji za kierownicą, zapewniające tyle miejsca ile potrzebuje jedna osoba oraz wyposażone w to co dla mnie jest „wystarczającym minimum”. O jakości auta świadczy także fakt, że każdy kto gdzieś tam przy okazji jechał ze mną za pasażera rzuca luźne: „ile to kosztuje, bo kupiłbym takie”. Dlaczego zatem niemalże? NIGDY nie zostanę fanem diesli.”

SubiektywnyMotomaniak