Klasyki na każdą kieszeń

Rozglądając się po ulicach można dojść do wniosku, że moda na klasyki wcale nie przemija. Co więcej – przybiera na sile, widać coraz większe poszanowanie dla samochodów 25+. Mnie motomaniaka niezmiernie to cieszy, wielu z Was zapewne nie raz myślało o tym, aby znaleźć coś dla siebie. Samochód, który będzie na tą przysłowiową niedzielę, który można pucować, dłubać przy nim, powoli doprowadzać do stanu świetności. Stąd właśnie dzisiejszy wpis, bo zajmiemy się autami, które można za rozsądne pieniądze kupić i nazwać je klasycznym bez żadnych kompleksów wobec innych.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/polonez-caro-4-411c65e22504fead1.jpgZacznę od auta, które bardzo lubię, choć są ludzie, którzy zwyczajnie go nie szanują. FSO Polonez w wersji Borewicz, czy popularna przejściówka już od pewnego czasu fukcjonują, jako klasyki, ale co z Polonezem Caro? Teoretycznie ma już wszystko co powinien mieć klasyk – historię, technologię prostą jak budowa cepa, a dla nas jest jednym z symboli zmotoryzowania naszego kraju. Wiele modeli nadal jeździ, jako użytkowe samochody, nie ma się co dziwić, bo jeśli dba się o niego, to mimo iż jest paliwożerny, koroduje gdzie popadnie i wolniejszy niż wózek sklepowy to nadal pełnoprawne auto. Martwi mnie, że znika z naszych ulic w demonicznie szybkim tempie, dlatego nawołuję, kupujcie Caro i bawcie się nim!

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/polonez-caro-3-b0e65a9c3fc7c8e6b.jpgCzęści są dosłownie wszędzie, każdy powoli sam jest w stanie go naprawić, nawet jeśli blacharsko jest już nadgryziony to każdy lakiernik zrobi Wam to auto za grosze. Równie tanio można go kupić – 1000-1500 złotych, czasem taniej. I choć nie wzbudza stylistycznie zachwytu u laików to uwierzcie mi, za 5-10 lat będzie tak samo egzotyczny, jak Borewicz.
Kolejne auto brzmi w zestawieniu mojego autorstwa co najmniej dziwnie. Wszyscy wiedzą, jaki mam stosunek do Peugeotów, ale niewielu wie, że darzę ogromnym szacunkiem, a nawet sympatią model 205. Jest z czasów, gdy ta marka była na fali, nie bała się wyzwań, robiła rzeczy, które w tamtych realiach wydawały się nie do pomyślenia. Jak chociażby model GTi, który stał się legendą. Był samochodem sportowym dla każdego i nie tylko ten model robił robotę.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/peugeot-205-gti-1984-r14-da398f1.jpgLekki Peugeot zjadał nudne sedany nawet z silnikiem 1.4 o mocy 80KM. Jeździłem nim wiele razy, wersją GTi również, to auto jest po prostu dobrze zrobione, dziko wchodzi w zakręty, jeśli ma fajny wydech to warczy, jak rajdówka. Zadbajcie o jego lakier, dorzućcie fajne felgi i macie klasyka, którego wielu Wam pozazdrości. Zadbany model można nabyć za 2000 zł, a najtańsze chodzą po 1200 zł!
Zaskoczę Was znowu, bo następny samochód jest autorstwa kolejnej marki, której nie darzę zbytnią sympatią, o czym stali czytelnicy doskonale wiedzą. Ale mimo wszystko muszę w tym miejscu wspomnieć o Oplu Kadecie. Ostatnie generacje też powoli umierają, znikają z ulic, a to źle, bo jeżeli brać pod uwagę historię, to Kadett ma o czym opowiadać. Pierwsza generacja weszła do sprzedaży w 1937 roku, to dopiero piękna historia, kompakt, który pojawił się na rynku na długo przed Golfem.
https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/e-b60ced50ce08417025a7eeba580a5d.jpgWersję z lat 80 bardzo ciężko dostać, czasem można napotkać pojedyncze modele, jedne absurdalnie drogie, inne absurdalnie zaniedbane. Ale to również bardzo tanie do utrzymania auto, części nie brakuje, a zawsze można pójść nieco łatwiejszą drogą i wybrać wersję E, której jeszcze trochę zostało. Za parę lat będzie kultowy, choć na takiego nie wygląda. Pomyślcie, że po swojej śmierci był dawcą części dla Chevroletów, Pontiaców i najbardziej nam znanych Daewoo. Tania, prosta konstrukcja, która po prostu ma się nie psuć i taki właśnie był Kadett, dlatego on również zasługuje na szacunek. Wiele modeli, które jeszcze jeździ po ulicach aż się prosi, aby zamknąć się z nimi w garażu na długie godziny. Ceny również są śmieszne, ten sam przedział, co Caro i 205, a mi udało się znaleźć takiego na chodzie za 800 zł, co prawda bez progów, ale podłoga i nadwozie były praktycznie nie ruszane.

http://media.autokult.pl/5b2e997398b785ac0d0b581ffdffe954,800,600,0,0.jpgW to grono można wrzucić jeszcze kilka innych aut – Audi 80, BMW E34, Forda Escorta, Skodę Favorit, Fiata Pandę I, Daihatsu Charade, Volvo 440, Renault 19, wszystkie za mniej niż 1500 zł! Czekają na kogoś, kto odmieni ich los i wpisze na listę klasyków. Wielu sceptycznie podejdzie do tego wpisu, ale ja wierzę, że są wśród Was tacy fani motoryzacji, którzy potrafią z nich zrobić auto, którego za 10 lat zazdrościć będą właśnie Ci negatywnie nastawieni do tematu. Zatem do dzieła!

 

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Moda na klasyki przyciągnęła pazerne świnie

Parę lat temu można było kupić Fiata 126p za 200-300 zł, do zabawy, na części, reklamę, obojętnie. Stare Polonezy nadal kupowano na woły pociągowe, montowano w nich gaz, podobnie było z dużym Fiatem (125p). Jeśli chciałeś się wyróżniać z tłumu, zbierałeś około 5-6 tysięcy i miałeś Garbusa do lekkiego remontu. Fani NRD mogli się nacieszyć tekturowym Trabantem za parę stówek. Dzisiaj brzmi to, jak jedna z Baśni Andersena.

http://s1.blomedia.pl/autokult.pl/images/2011/11/Syrena-1.jpgModa na klasyki, która od dobrych dwóch lat pompuje ceny starszych aut wydaje się nie mieć końca. Ludzie wertują ogłoszenia w poszukiwaniu perełek, a handlarze i prywatni właściciele próbują zbić majątek na tej modzie i naiwności klientów. Mamy na facebooku nawet specjalną stronę, na której możemy obserwować ogłoszenia, które nie do końca są adekwatne do rzeczywistości, przynajmniej jeśli chodzi o cenę. Z racji, że postanowiłem na blogu nie używać wulgaryzmów dam Wam tylko odnośnik do tej strony – KLIK. Można się nieźle pośmiać, ale sprawa wydaje się poważna. Jak można za zajeżdżone, zardzewiałe do foteli i nie będące nawet na chodzie samochody wołać parę tysięcy złotych? To jest nie tyle głupie, ale bezczelne.

http://m.autokult.pl/04-496x330-942d73775add1d28d0374,630,0,0,0.jpgFani motoryzacji klasycznej starają się wyłapać, jak najwięcej starych aut i doprowadzić je do stanu używalności, głównie dlatego, że je kochają i nie chcą aby umarły śmiercią haniebną. Zadanie to utradniają delikwenci, którzy próbują przez parę miesięcy sprzedać na przykład Garbusa bez podłogi, silnika, czy wnętrza za 6 tysięcy złotych. Oczywiście, jako że są to bezduszne postacie nie obchodzi ich to, że cena jest nieadekwatna do stanu, a z każdą chwilą mały Garbi traci na wartości coraz bardziej, bo niszczeje. W efekcie nikt nie kupi tego samochodu, a po modzie, która w końcu przeminie Garbi poleci na żyletki. Podobnie jest z innymi modelami i jest to okrutne. Kocham samochody i moim zdaniem każdy klasyk, który znika z powierzchni Ziemi to strata dla ludzkości. Już nie chodzi tylko o wiek, o to, że jest już zabytkiem, ale także o to, że każdy z tych aut niesie za sobą pewną historię, którą fajnie by było przekazać kolejnym pokoleniom.

http://m.autokult.pl/volkswagen-garbus-1938-2-c9934df,630,0,0,0.jpgSam poluję na klasyka, którego chętnie umieściłbym w garażu pod kocem i dopieszczał przy każdej wolnej chwili, ale ludzie opamiętajcie się! Wołając absurdalne ceny za samochody w stanie agonalnym nie tylko robicie z siebie kompletnych idiotów, lądując na stronach takich, jak ta powyżej, ale dokonujecie zbrodni przeciwko motoryzacyjnemu światu. Poza bezdusznymi, pazernymi idiotami, są jeszcze tacy, których postępowania w ogóle nie rozumiem. Ze stron pokroju Wrastające w Krakowie możemy dowiedzieć się o autach, które stoją i niszczeją na placach i podwórkach w naszej okolicy. Odwzorowań tej strony w innych miastach jest pełno. Konkretnie na tej stronie kilka razy spotkałem się z niezłą kolekcją klasyków, które można odratować, ale gdy ktoś zapukał do właściciela słyszał coś w stylu – nie sprzedam, bo nie i koniec.

http://m.autokult.pl/07-d31c79d45f14ece003d08add9cbd0,0,920,0,0.jpgPo co trzymać samochód, który tylko stoi na placu i niszczeje z roku na rok wyglądając coraz gorzej? Czy Wy totalnie zwariowaliście? Był jeden człowiek, który miał starego Citroena, Volkswagena T1 i dwa Garbusy, które stały u niego w zaroślach, ledwo je było widać zza krzaków. Sam właściciel wyglądał na niezbyt zamożnego, ale on nie sprzeda, bo to jest jego i tyle w tym temacie. Ten człowiek ledwo chodził, poruszał się o balkoniku i po co mu te samochody? Dlaczego nie pozwoli, aby odzyskały dawny blask? Na pewno nie jest do nich przywiązany, bo pozwolił aby porastał je mech, więc niech ktoś odpowie mi na to pytanie.

http://m.autokult.pl/03-ed009bb8ec3b9424f2d09e85a4eb0,0,920,0,0.jpgW 100% popieram akcje pokroju ratujmy klasyki, programy typu „Samochód Marzeń, Kup i Zrób”, to coś wspaniałego! Fantastycznie, że w naszym kraju istnieje coś takiego, jak żółte blachy i konserwator zabytków, który zajmuje się zarejestrowaniem pojazdu, jako zabytkowy, oby tak dalej. Walczmy wszyscy, nawet jeśli ta moda przeminie i pazerne świnie znikną z portali ogłoszeniowych (choć o to nie będzie łatwo). W takich sytuacjach żałuję, że nie mam kieszeni wypchanych pieniędzmi, bo gdyby tak było pojechałbym do każdego takiego delikwenta i chętnie pozwoliłbym mu się udławić banknotami, ratując przy tym pojazd, który stał się częścią naszej kultury. Może to trudno zrozumieć, ale dla mnie samochód jest trochę, jak zwierzątko domowe, istota żywa, która ma duszę i powinna być przez człowieka traktowana z należytym szacunkiem. Przez 40 lat uchronić się od złomowiska i rozpaść się na kawałki na placu z powodu kilku kawałków papieru, cóż za ponury absurd. Smutno mi się robi na samą myśl, więc jeśli tylko widzicie ogłoszenia z klasykami, które wyglądają jak ponury żart spamujcie telefonami, nie dajcie żyć pazerom, taki mam dzisiaj apel.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Wystawa Classic Moto Show w Krakowie

http://i59.tinypic.com/4nlvn.jpgW dniu dzisiejszym wybrałem się na wystawę Classic Moto Show, która od piątku do niedzieli czeka na Was w Muzeum Inżynierii Miejskiej w Krakowie. Takie wydarzenie oczywiście nie mogło mnie ominąć. Spodziewałem się naprawdę wspaniałych samochodów, gościłem już na podobnych wydarzeniach, ale tutaj organizatorzy przeszli samych siebie. Przede wszystkim chodzi mi o ilość samochodów! Nie powiem ile ich tam było, ale bardzo dużo, już na wejściu witały nas klasyki, między innymi wspaniałe Jaguary XJS, wszystkie oczywiście w stanie kolekcjonerskim. Gdy staję się przy takim samochodzie, nie masz ochoty iść dalej, ale gdy już oderwiesz od niego wzrok, to widzisz obok coś jeszcze starszego, w jeszcze lepszym stanie i tak całą wystawę.http://i58.tinypic.com/1zwu38.jpg Samochody ze wszystkich zakątków świata, z różnych epok. Na dłużej zawiesiłem oko na ekspozycję z Mini, które bardzo lubię. Można chyba zobaczyć odmiany ze wszystkich brytyjskich fabryk. Jeśli chodzi o motoryzację z Wysp to poza Jaguarami i Mini można było nawet zobaczyć takie rarytasy jak wspaniały Austin Healey.  http://i61.tinypic.com/14mfdig.jpgNajwięcej miejsca na wystawie zajęła oczywiście motoryzacja zza oceanu. I nie chodzi mi w o ilość aut, ale o samą powierzchnię na wystawie. Jak wiadomo jeden amerykański wóz zajmuje tyle powierzchni co 10 normalnych samochodów, na szczęście w Muzeum Inżynierii Miejskiej nie brakowało miejsca i można było zobaczyć takie cuda jak Chevrolet Impala, http://i61.tinypic.com/15wjec0.jpgCadillac DeVille, Ford Mustang, a nawet Corvette C3. Nie pierwszy raz widziałem chociażby Impalę na żywo, ale dzisiaj po prostu się w niej zakochałem. No i to wspaniałe wnętrze, któremoim zdaniem amerykańskie klasyki wygrywają z pozostałymi. Każdy chciałby mieć kanapę z przodu i lewarek biegów przy kierownicy, genialne! Aż miało się ochotę wsiąść i odjechać jak najdalej. http://i58.tinypic.com/2ro6l90.jpgPoza klasykami w wydaniu podstawowym można było obejrzeć takie cuda jak to obok, wersja rajdowa Forda Sierra Cosworth, którego kocham nad życie. Szkoda, że nie złapałem właściciela, chętnie oddałbym mu swoją nerkę w zamian za ten samochód. Jeśli chodzi o polską motoryzację, to jest oczywiście ekspozycja stała Muzeum Inżynierii Miejskiej w Krakowie, którą po prostu musicie zobaczyć na żywo. http://i60.tinypic.com/2rgn7o3.jpgByła też specjalna uliczka w której stały specjalne pojazdy z czasów PRLu, co widzicie na zdjęciu obok. Fiat 125p Milicji, a także wersja Ambulans i klasyczna Nysa. Na takiej wystawie nie mogło zabraknąć reprezentacji Volkswagena. Mowa tu oczywiście o Garbusach, a jeden z nich przemierzył podobno cały świat. Na miejscu pojawili się także przedstawiciele salonu BMW, którzy postanowili przywieźć ze sobą kilka współczesnych samochodów, które nie wzbudzały, aż takiego zainteresowania jak klasyki, ale miło z ich strony, że chcieli wpaść. Parę klasycznych BMW zobaczycie na filmiku poniżej. Wiecie co zdaję sobie sprawę, że strasznie ogólnie się dziś wypowiadam, czytane zapewne nie brzmi dobrze, dlatego polecę Wam abyście zarezerwowali jutro kilka godzin i wybrali się sami. Nie da się przenieść emocji, jakie towarzyszą człowiekowi podczas oglądania tak wspaniałej ekspozycji na klawiaturę. To po prostu trzeba zobaczyć, a dla tych co mieszkają za daleko przygotowałem krótki filmik z kilkoma modelami:



Chętnie bym tam wrócił i spędził więcej czasu. Jedyne czego mi brakowało (bo nie wydaje mi się żebym ją przeoczył) to klasyczna Alfa Romeo. Liczyłem chociaż na Alfę Romeo Spider, albo stare GTV, no ale Alf tym razem zabrakło, może za rok! Jak zawsze zapraszam Was do komentowania. Wiem, że dzisiejsza notka brzmi bardziej jak informator, wybaczcie mi to, ale te wspaniałe samochody po prostu mnie onieśmielają. Z tego miejsca zapraszam Was również na stronę organizatora:
http://www.classicmotoshow.pl/

Klasyki – z Polski czy z zagranicy?

Drogi czytelniku, jeśli miałbyś dzisiaj wybrać sobie jeden klasyczny samochód, który otrzymasz zupełnie za darmo to skąd by on był? Z Polski, czy raczej zagraniczny? Ja subiektywnie dzisiaj zastanowię się nad tym tematem.

Zrobiła nam się moda na klasyki, to już fakt. Coraz więcej widzi się ich na ulicach, takie kultowe modele jak chociażby Fiat 125p, przestały znikać z ulic, a nawet na nie wracają. W Oświęcimiu jeździ nawet taksówka z serialu „Zmiennicy”. Ja jestem uradowany, bo uwielbiam klasyki, jest na czym zawiesić oko, nie muszę patrzyć na kolejną Kia’e Cee’d, która mnie mija… a nie to był Peugeot 308, no nie ważne. Fajnie, że nawet ignoranci doceniają obecność klasyków na ulicach. Ciekawe jest też to, że coraz więcej jest aut, których nie było u nas nawet za czasów świetności 125p czy Poloneza. Widuję ostatnio sporo takich modeli jak Mercedes W123, czyli popularna beczka, Fiat 132, czy takie cuda jak Ford Capri, Chevrolet Camaro itp. Oby tak dalej i może to nie moda, a frustracja współczesną motoryzacją i to by mnie zupełnie nie zdziwiło. No więc jeśli już jesteś człowiekiem odważnym, masz trochę zaskórniaków na boku powstaje pytanie co wybrać? Czy iść w stronę legend PRLu, czy może pójść na całość i wybrać egzotyczny model? Gdy staje się przed zakupem swojego pierwszego klasyka, pewnie scenariusz się jakiś w głowie ułożył, ale spróbujmy przeanalizować za i przeciw jednego i drugiego scenariusza. 

Wiadomo, że klasyk sprowadzony z zagranicy, który nigdy nie był sprzedawany na polskim rynku jako nowy, będzie dużo rzadszy niż Polonez Borewicz czy Fiat 125p. Jednak ta rzadkość to też problem w przypadku potencjalnego serwisowania. Bo o klasyka trzeba dbać. Najlepiej mieć mechanika, który z tym autem miał kiedyś styczność, no chyba że sam majsterkujesz to problem z głowy. Znalezienie części do na przykład Forda Capri w Polsce graniczy z cudem. Zauważyłem nawet, że potrafi być problem z takimi światowymi hitami jak Garbus, którego też u nas jest jak na lekarstwo, a jeśli się już pojawi to w takiej cenie, że odechciewa się go kupować. Jak coś poważnego się popsuje, może się skończyć na tym, że auto na dobre utknie w garażu, póki nie nazbierasz na sprowadzenie części z Niemiec. Więc może jednak dobre, bo polskie? Fakt jest taki, zawsze będziesz wyglądał znacznie lepiej niż milion ludzi, którzy jeżdżą Golfem. Polecam Wam serdecznie profil na facebook’u: Sprzedaj Golfa, kup Poloneza. Genialna inicjatywa, którą benzyna w żyłach w 100% popiera. 

A u nas tego kwiatu jest dosyć sporo, tylko z racji, że kupowanie klasyków jest na topie, wykorzystują to właściciele aut, które na miano klasyka już nie zasługują, a raczej na auto do kompletnej odbudowy. Na to należy uważać, bo niektórzy wołają sobie chociażby za Polonezy po 6-7 tysięcy, gdy akurat jego model nie jest wart więcej niż 3. Borewicz to teraz jeden z najbardziej pożądanych modeli. Fakt, że może będziesz mnie oryginalny niż ktoś w Fordzie Capri, ale będziesz miał nadal wspaniałego klasyka, podtrzymasz polską historię motoryzacji, no i w razie awarii każdy tata, dziadek, wujek, sąsiad, który żył w czasach PRLu, będzie w stanie go naprawić. I to jest piękne, nawet ja jeżdżąc moją odmianą Poloneza, która ma w sobie domieszkę Daewoo i nie jest w ogóle klasykiem, słyszę tak dużo ciepłych słów na drodze, parkingach, od kierowców, przechodniów, że aż mi się zachciewa mieć za takiego Borewicza kiedyś. Ile to lat musi upłynąć, żeby ludzie docenili coś na nowo, lepiej późno niż wcale. 

Osobiście marzy mi się Ford Cortina, cóż to jest za samochód! Cudo na kołach, wygląda po prostu pięknie, jest charakterystyczny i jazda czymś takim w tym zapełnionym elektroniką, bezdusznym świecie zabawek na wielkich 18 calowych felgach, to po prostu najlepsze co może spotkać kierowcę. Ale w głębi wiem też, że na dużo szacunku i uwagi zasługuje polska motoryzacji, więc musiałbym też kupić starego Poloneza. Hmm.. ciężko się zdecydować, ale jaki wynik tego by nie był, to wybór zawsze będzie dobry. A dlaczego? Bo zawsze, gdy ktoś kupuje klasyka, zaczyna o niego dbać, aby kwitnął dalej, zachowuje w swoim garażu kawałek historii, taki który nie został jeszcze pogrzebany. Każdy posiadacz klasyka, to człowiek który dokonuje pięknej misji, zachowania wizji dawnej motoryzacji na żywo dla przyszłych pokoleń, no i to jest piękne. I nie ważne, czy będzie to FSO, Trabant czy Ford. Ważne, że będzie Twój i będzie jedyny w swoim rodzaju, że drugi taki już nigdy nie powstanie i takiego auta życzę każdemu z Was!

Poprawianie klasyki to zbrodnia

Dzisiaj wrócimy do tematu klasyków. Nie bez powodu, ponieważ ostatnimi czasy, gdy rozglądam się po ulicach i widzę na nich jakiegoś klasyka mam następujące spostrzeżenie. Coraz więcej młodych sięga do PRLu. Niestety bardzo nieumiejętnie. 

http://www.hen-budapest.com/images/katakt/trabant1(1).jpg

Weźmy na tapetę takiego Trabanta. Jedna z ikon NRD, samochód bardzo pocieszny wizualnie, choć problematyczny w użytkowaniu. Bo to silnik dwusuw, kopci, ciężko pali, w środku śmierdzi, ale na tym właśnie polega magia tych samochodów. Ludzie powinni kupować te auta, żeby o nie dbać, dopieszczać, w dobrym stanie mieć je koniecznie na żółtych tablicach. Takie autko pozwoli Wam cieszyć się każdym kilometrem, bardziej niż chociażby w Skodzie Fabii. Ale nie o to chodzi. Otóż trochę bezmyślnych osobników (grupa niestety coraz większa) próbuje ulepszać fabrykę. Na ogół to nie wychodzi o potem mamy twory typu wieś tuning. Ja nie mówię o subtelnych wstawkach jak chociażby jakieś listewki, parę naklejek, wypiaskowane felgi w stylu retro, 

https://img.4plebs.org/boards/o/image/1395/87/1395875475887.jpg

ale nóż mi się w kieszeni otwiera jak widzę coś takiego.  Kompletny dramat: kolor nie wiadomo skąd, o zderzaku nie wspomnę, oklejanie świateł, najgłupsze lusterka jakie kiedykolwiek widziałem i wielki sedes na środku maski. Koszmar, jeśli kupujesz klasyka i masz zamiar z nim zrobić to co na zdjęciu obok, to lepiej sobie daj spokój, oddaj go komuś innemu. Coraz więcej młodych ludzi sięga po klasyki, cieszy mnie, że skala zjawiska wieś -tuningu nie jest duża, ale jednak każdy stracony w takiej modyfikacji klasyk po prostu boli. Tych aut nie przybywa, więc należy je szanować. Takie dążenie do zarejestrowania na żółtych tablicach powinno motywować każdego właściciela takiego klasyka. Wiadomo, że żeby zarejestrować auto na żółte tablice, poza wiekiem, należy spełnić kryterium oryginalności części. No i bingo, dzięki temu tak potwornie zniszczone samochody nie pójdą nigdy więcej w obieg. Ale łezka się w oku kręci, gdy ktoś tak oszpeca samochód. Chcesz się bawić w tuning? Kup sobie Golfa, Civica czy coś podobnego, a prawdziwe klasyki zostaw pasjonatom! 

http://klassikauto.pl/wp/wp-content/uploads/2012/08/auta-prl-Warszawa-204-1-6.jpg

Wziąłem najpierw na tapetę Trabanta, których jest mało, ale są auta rzadsze – jak na przykład Warszawa. Spójrzcie na nią – kwintesencja lat 50. Te fałdy wszędzie, malutkie drzwi w stosunku do monstrualnej wielkości karoserii, charakterystyczne, okrągłe lampy. Każdy, kto kocha wozy, chciałby mieć taką w swoim garażu. Nie każdego stać, bo dzisiaj za równowartość takiej Warszawy, można mieć 10 letnią Octavię z full opcją, ale na wszystkie siły ziemskie, nie porównujmy tego! Za Octavią nikt się nie obejrzy, a w Warszawie – będą Cię błagać żebyś ich przewiózł. I powiem Wam, że może właśnie to przyciąga młodych ludzi to aut z PRLu. Ja oczywiście klasyka nie mam, bo mam taką odmianę Poloneza, że na nazwanie jej klasykiem jest o wiele za wcześnie, ale on też jest fajnym przykładem na to, że auto ma sprawiać radość z jazdy. Mając Polo nikt nie zwrócił na mnie i mój samochód uwagi. A teraz? Wczoraj siedzę sobie wygodnie na parkingu, a tu podchodzi do mnie Pan i mówi „Panie! Nie ma jak Polonez, ja 3 miałem, super auto! Dobrze, że Wy młodzi to kupujecie, przynajmniej na złom nie idą, bo szkoda ich” 

http://i1.ytimg.com/vi/eDb0rZUJGEU/hqdefault.jpg

no takie słowa z ust 80 letniego fana motoryzacji, najbardziej obrazuje jaki kierunek powinniśmy obrać kupując klasyki. Bo na pewno nie ten co na zdjęciu obok.  Jak można jej było to zrobić, jeśli komuś z czytelników się to podoba, to niech mi powie w czym to coś obok, jest ładniejsze od Warszawy w oryginale?! Bo ja widzę zniszczony projekt, to tak jakby próbować pomalować jakiś obraz, tyle, że lepiej, nie wiem na przykład bierzemy „Damę z Łasiczką” i domalowujemy yorka, zamiast łasiczki, bo to takie cool i na czasie. Ludzie zlitujcie się! Kto jest ze mną w akcji „STOP NISZCZENIU KLASYKÓW” klawiatura do góry! Trzeba powstrzymywać tych wariatów. Bo chcemy na ulicach widzieć piękne, zadbane, warkoczące jak za dawnych lat klasyki jak ten:

http://s3.flog.pl/media/foto/1681658_garbus.jpg

Celowo dodałem większe zdjęcie niż zwykle, aby można było lepiej się przyjrzeć. Nawet jeśli nie lubisz stylistyki Garbusa, to musisz przyznać, że ten model to dzieło sztuki. Utrzymać tak samochód to po prostu marzenie, a im więcej ma lat tym lepiej! Trzeba stawać w obronie tych aut, których widać coraz mniej – jak Warszawa, Garbus – one są najbardziej narażone na zakup przez ludzi, którzy widzą ideał w Golfie kumpla w kolorze wymiocin niemowlaka, z 18 calowymi felgami i car audio za 2 bańki. Horror! Akurat tuningiem gardzę dogłębnie. Są auta, które zostały stworzone do tego rodzaju „ozdabiania” jak Subaru Impreza, Mitsubishi Evo, czy BMW M3. 

http://www101.patrz.pl/u/f/39/33/26/393326.jpg

Ale uwierzcie mi twórcy takich aut jak Warszawa, Trabant czy Garbus – przewracają się w grobie, gdy widzą coś takiego jak na przykład to na zdjęciu obok. Biedny, mały Garbus. Nie wiem na jakiej podstawie właściciel jest dumny ze swojego dzieła i kto je podziwia, ale tak jak mówię – Ci ludzie mają na sumieniu te klasyki, które powinny wyglądać, jak ich odpowiedniki zdjęcia wcześniej. Pamiętajcie – poprawianie fabryki zazwyczaj nie wychodzi na dobre.