Audi A6 3.0 TDi, czyli duże zaskoczenie

Postanowiłem, że trochę zmienię formę pisania i w najbliższych artykułach będę się skupiał na konkretnym modelu samochodu, jaki zdarzyło mi się testować. Postaram się unikać ogólników i skupić się na danej wersji silnikowej i wyposażeniowej, bez szufladkowania pozostałej częsci rodziny omawianego samochodu. Tak oto na tapetę trafiło używane Audi A6 z 2004 roku (C6) z silnikiem 3.0 TDi.

http://m.autokult.pl/autowp-ru-audi-a6-3-0-td-29ea0fd,0,920,0,0.jpgSześciocylindrowy silnik diesla w tym modelu Audi to prawdziwy hit, dosyć pożądany model na rynku wtórnym i głównie dlatego tak mocno zainteresowałem się tą konkretnie jednostką. Dotarłem do osoby, która chciała go sprzedać i tak oto zaczął się test główny. W środku typowe Audi – robione tak, aby cieszyło oko podstarzałego prezesa, jak i młodego chłopaka, którego tata wozi się Mercedesem klasy S. Z racji, że kompromisy w motoryzacji nie zawsze się udają należy podejść do tego wnętrza z dużym dystansem. Akurat ta wersja miała beżową lub brązową skórę (ciężko określić) i drewniane wstawki, co działa na mnie równie odstraszająco, co włos w świeżo podanej potrawie. Nie lubię tego połączenia, a era drewna skończyła się na Mercedesie W124, zostawmy to już za sobą! No, ale są tacy, którym może się to podobać, nie mogę powiedzieć, że to niegustownie wykończone wnętrze, choć w lazurowo niebieskim Audi takie wnętrze to moim zdaniem totalny niewypał. Co innego, gdyby to Audi było czarne, to już inna para kaloszy i być może lepiej byłoby to spasowane, ale no niestety w tej konkretnie wersji wygląda to źle. Wygoda wnętrza poraża, bardzo szybko znalazłem wygodną pozycję, chwyciłem za koło kierownicy i ruszyłem do przodu.

http://m.autokult.pl/polift-b203c2991b5bb06acfd5fb5f9,0,920,0,0.jpgNo i wielkie zaskoczenie, bo silnik naprawdę przyjemny, gdy go dociśniemy. Czuć ten moment obrotowy na poziomie 450 Nm, niesamowitą przyczepność, oj ma kopa ten diesel i nie jednego benzyniaka byłby w stanie zawstydzić. Kultura pracy na zewnątrz fatalna, jak w każdym dieslu, ale z drugiej strony co nas obchodzi, jak brzmi na zewnątrz? W środku wytłumiono dość dobrze zarówno odgłosy, jak i drgania tego diabła, którym możnaby orać pole z tą samą siłą, co w traktorze Ferguson. A6 ma świetne zawieszenie i bardzo dobrze radzi sobie z nierównościami, pod tym względem jest dużo lepsze od BMW serii 5. Skrzynia automatyczna niewyczuwalnie zmienia biegi, bijesz po gazie, a ona wie czego tak naprawdę chcesz, szczerze powiem, że gdybym to ja miał zmieniać biegi w sześciocylindrowym dielsu, to byłbym nieco zakłopotany i cieszę się, że Audi mnie w tym wyręczyło. Przyczepność, przyczepność i jeszcze raz przyczepność, największy plus tego samochodu, było dosyć ślisko, zastał mnie wiosenny deszczyk, a tu proszę bardzo jadę sobie dwupasmową drogą, mam dość ostry zakręt i nie myślę o zdjęciu nogi z gazu, mogę sobie pozwolić na nieco więcej niż w moim tylnonapędowym Fordzie. Przyznam się, że mimo sceptycznego podejścia do tego modelu naprawdę dobrze się bawiłem za jego kierownicą.

http://m.autokult.pl/przed-s-line-1bebe69448ada6fa94c,0,920,0,0.jpgTen model obala teorię, że Audi to tylko droższy Volkswagen, nic podobnego! To samochód przy którym producent naprawdę spędził dużo czasu, aby dostarczał maksymalną radość z jazdy. Nie mogę tu powiedzieć, że towarzyszyły temu testowi jakieś wielkie emocje, w języku niemieckim takie słowo nie istnieje, ale może ono wywołać uśmiech na twarzy. Sama stylistyka to oczywiście bardzo indywidualna kwestia, do mnie Audi nigdy nie przemawiało, jest to ich standardowa stylistyka, czyli samochód dla właściciela fabryki, taki ‚working class hero’. Coś do poprawek? Jego właściciel mógłbym gadać dniami i nocami o układzie napędu rozrządu, spoglądając w internet widzę, że to dość popularny wątek, bo jest to bardzo skomplikowany element i aby przy nim pogrzebać trzeba wyjąć cały silnik, tak więc koszty są horrendalne. Inny problem to wtryskiwacze, które również są niedoskonałe i drogie w wymianie i oczywiście filtr cząstek stałych, ale kupując współczesnego diesla, kupujesz problemy z filtrem cząstek stałych, to chyba wiedzą już najwięksi laicy. Wrażenia z jazdy bardzo pozytywne, wizualnie dużo gorzej, ale nie mogę ganić kogoś z to, że podoba mu się Audi, po prostu to inna bajka, na pewno nie dla mnie. Audi A6 3.0 TDi to samochód dla ludzi, którzy cenią sobie komfort i lubią przycisnąć, bez zwracania uwagi na detale i elementy wizualne, a takich ludzi wśród biznesmenów mamy najwięcej także owacja dla Audi, zamierzony cel sprzedażowy został osiągnięty!

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Premiery 2016 – Volvo S90

Kolejna interesująca premiera 2016 roku pochodzi ze Szwecji. Zgadza się, Volvo postanowiło powalczyć w klasie wyższej o coś więcej niż dotychczas udało się S80, czy S60. Oba od ponad dekady dostają po piętach od konkurentów i nie są zbyt popularne w swej klasie. No, ale nadchodzi nowe – S90, które ma odmienić losy szwedzkiej marki.

http://m.autokult.pl/volvo-concept-coupe-fron-d478f44,630,0,0,0.jpgNie brzmi to przekonująco – Volvo, które będzie konkurować z Mercedesem E, BMW Serii 5, czy Audi A6, ale tak właśnie ma być. Patrząc na same zdjęcia możemy powiedzieć, że w tych ambicjach producent nie zatracił charakterystycznej dla Volvo stylistyki. Jest dość statecznie, ale w S90 mamy więcej charakteru niż w S80. Ma on walczyć nie tylko w Europie, ale przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych i Chinach, czyli rynkach, które chłoną spore sedany, jak gąbka wodę. Nie będzie atakować klasy najwyższej, czyli Mercedesa S, czy BMW 7, jak sugerowałaby nazwa, głównie dlatego, że S90 zostało stworzone z myślą o kierowcy. Świadczy o tym chociażby zwrócenie konsoli centralnej i deski rozdzielczej wyraźnie w stronę kierowcy.

http://m.autokult.pl/170151-rear-volvo-s90-os-ef0f7cd,910,500,0,0.jpgTo nie będzie auto dla podstarzałego businessmena, który siada z najnowszym Iphonem na tylne siedzenie, przeglądając swoje konta w poszukiwaniu kolejnych milionów. To ma być raczej samochód dla tych, którzy mają pieniądze i lubią prowadzić w komfortowych warunkach. Dla tych, którzy kupują Mercedesa klasy E, ale także dla fanów BMW serii 5. Szwedzi nie będą mieli lekko, bo Niemcy dość mocno zdominowali rynek w tym segmencie. Sama stylistyka jest dość subtelna, nie krzyczy – patrzcie na mnie, kosztuje ogromne pieniądze, a mój właściciel może Was kupić za kwotę, jaką wydaje na niedzielny obiad. A we wnętrzu? Ma być starannie, luksusowo, nie zabraknie tu drewnianych wstawek i dobrej jakości skóry. Powstaje zasadnicze pytanie – ile to będzie kosztować?

http://m.autokult.pl/170196-location-front-qu-9f88960,465,310,1,0.jpg Nie pojawiły się póki co oficjalne informacje na ten temat, choć Volvo ma świadomość ile trzeba zapłacić za niemieckie sedany i zapewne wzięło to pod uwagę podczas tworzenia modelu S90. Dodajmy do tego, że pod jego maską pojawi się Twin Engine, czyli hybryda znana z modelu XC90, która zebrała bardzo dobre opinie. Już sama moc silnika wzbudza zainteresowanie, bo to 398 KM. Sam nie wiem, czy podoba mi się to Volvo, nie ja jestem docelowym klientem, więc może powstrzymam się od szczegółowego opisu stylistyki, ważne będzie czy spodoba się Chińczykom, bo to właśnie w Chinach co kilka sekund ktoś kupuje nowy samochód. Cenią sobie dobre wyposażenie i sporo przestrzeni wewnątrz, więc pod tym względem na pewno S90 nie będzie odstawało od konkurencji. Na tym nie koniec, bo Volvo ma w zanadrzu jeszcze inne działa, skierowane w stronę Mercedesa Klasy S, BMW Serii 7 i Audi A8. Trwają prace nad modelem S100, więc szwedzki producent postanowił bez skrupułów uderzyć w bogatszą klientelę i troszkę zamieszać w niemieckim układzie sił. Bardzo dobrze, bo w tej klasie zdecydowanie za mało działo się przez ostatnie lata, Volvo napawa nadzieją na coś ciekawego, nowego, świeża krew w tej klasie jest potrzebna bardziej, niż w każdej innej. Tak więc czekamy i bacznie przyglądamy się szwedzkiemu producentowi.

Na koniec z racji, że mamy ostatni dzień roku chciałbym Wam wszystkim życzyć wszystkiego dobrego, spełnienia Waszych marzeń, wytrwałego dążenia do celu, aby ten rok 2016 był lepszy od poprzedniego, no i udanej imprezy dzisiaj!

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Toyota Camry – solidność ponad wszystko

Klasa wyższa – czyli świat wielkich przestrzeni, dobrego wyposażenia i wygody. Samochody te tworzone z przeznaczeniem dla biznesmenów, osób zamożniejszych w latach swojej świetności wzdychały do nich klasy robotnicze. Dzisiaj można nabyć pojazd klasy wyższej z lat 90 za bardzo rozsądne pieniądze, choć niełatwo się zdecydować. W wielu przypadkach opinie są podzielone, ale udało się znaleźć samochód co do którego większość jest zgodna, nawet w gronie dziennikarskim – Toyota Camry III.

http://m.autokult.pl/jazda-youngtimerem-cz2-2-3d09a31,0,920,0,0.jpgToyota z lat 90 – synonimem tych słów jest niezawodność i z tym zgodzi się każdy, kto miał taką Toyotę na swoim podjeździe. Camry nie jest tu wyjątkiem i to właśnie ta solidność sprawiła, że stała się legendą klasy wyższej, a dzisiaj na rynku samochodów używanych schodzi, jak ciepłe bułeczki. Nie ma zbyt wiele ogłoszeń na jej temat głównie dlatego, że ludzie niechętnie się jej pozbywają. Gdy już znalazłem taką Toyotę to okazało się, że na placu zrobiła się 3 osobowa kolejka do niej, jeszcze chwila i właściciel rozpocząłby licytację modelu. Camry największą popularność zdobył w Stanach Zjednoczonych i to na ten rynek produkowane było większość modeli, także późniejszych. Silniki – 2.2 16 V o mocy 136 KM oraz 3.0 190 KM (widlasta szósta) tylko takie były dostępne na rynku europejskim, ale nikt specjalnie nie narzekał. Camry to dość duży samochód, więc taki silnik jest nawet wskazany, model który ja prowadziłem to 2.2, ten z silnikiem 3.0 trudniej znaleźć.

http://media.autokult.pl/02b095cbf55d1e460e3aa4bd37e2fef3,800,600,0,0.jpgTo dosyć dobry test, bo sam mam samochód klasy wyższej z początku lat 90, więc miałem do czego porównywać. Wielkość podobna, bo ponad 4,7 metra długości, w środku podobnie z miejscem, może w moim Fordzie trochę więcej miejsca z tyłu, ale za to Camry ma bardziej praktyczny bagażnik. Sam silnik bardzo żwawy i świetnie sobie radzi z gabarytami tego samochodu, przebieg modelu który prowadziłem to 312 tysięcy kilometrów i widzę, że to norma w tym przypadku, nikt nawet nie próbuje oszukiwać, bo jeśli ktoś szuka Camry z lat 90 zdaje sobie sprawę, że to krążownik szos, którym nie jeździ się na zakupy. Jeśli wpadnie Ci do głowy z rana „jedźmy na południe Francji” możesz bez obaw wsiąść w Camry i jechać przed siebie, to auto nie boi się absolutnie niczego. Gdy osiągniesz prędkość autostradową masz wrażenie, jakby dopiero wtedy rozwinął skrzydła, jak większość aut klasy wyższej, dopiero na piątym biegu Camry jest w swoim naturalnym środowisku. Jakość wnętrza – nienaganna, dobre jakości plastiki, wygodne siedzenia, choć jest tu dość japońsko, czyli szaro, buro, bez większych emocji i wstawek rodem z kredensu.

http://media.autokult.pl/239fd53d3392c8f4a914c30cbb3e6326,800,600,0,0.jpgTen samochód jest mega poprawny, nie próbuje nas nawet zaskoczyć, nie takie jest jego przeznaczenie. Nie wiem czy jest to do końca samochód biznesmena, nie próbuje taki być, to raczej auto dla człowieka, który ma kasę, lubi jeździć, ale nie jest wielkim fanem motoryzacji, nie szuka w samochodzie ognia z rury wydechowej. Co do samej stylistyki – Camry nie pręży muskułów, nie jest charakterna, tutaj także jest dośc poprawnie i nawet dodatek w formie spoilera nie przekonuje mnie do tego, że wgniecie mnie w fotel po naciśnięciu pedału gazu. Ale nie jest to też brzydki samochód, można na niej zawiesić oko na dłużej niż 1,5 sekudny. To jest ten typ samochodu, który z aluminiowymi felgami ma +10 do urody i ja sobie go nie wyobrażam w kołpakach, to nie przystoi tej Toyocie. Wyposażenie bardzo przyzwoite – jest ABS, centralny zamek, elektryczne szyby i klimatyzacja manualna, czyli wszystko to co w latach 90 powinien mieć samochód tej klasy w standardzie. Przejdźmy do wad – nie jest to samochód tani w serwisie, dorównuje cenom swoim niemieckim konkurentom (BMW, Mercedes), chcociażby z tego powodu wolę mojego Forda. Ale czy ma to większe znaczenie, skoro Camry psuje się rzadziej niż dom? Kolejna sprawa to spalanie – bez wahania większość właścicieli mówi 10-11 litrów to norma, a jeśli masz instalacje gazową przygotuj się na 13 litrów na 100 kilometrów. I to w zasadzie tyle, ciężko się przyczepić do czegoś więcej, nie będę tego robił na siłę, bo to naprawdę dobry samochód, wart każdej zainwestowanej złotówki. Jeśli ktokolwiek mnie zapyta jakie mam zdanie na temat Camry, to po ostatnim teście jestem w stanie powiedzieć tylko jedno – bierz w ciemno i nie zastanawiaj się.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Mój 8 samochód – Ford Scorpio

Panie i Panowie przedstawiam Wam mój kolejny samochód. Zakupiłem używanego Forda Scorpio z 1991 roku, sprowadzonego do Polski w 2001 roku. Kierowałem się przede wszystkim nieodpartą chęcią posiadania auta klasy wyższej z lat 90 i tak też postąpiłem. Scorpio Mk.1 to samochód, który prawie wymarł na naszym rynku. Głównie przez korozję i napęd na tył, który wyzwala w mężczyznach dziwne zjawisko popisywania się. 

http://i58.tinypic.com/2vb502f.jpg

Mam tutaj silnik 2.0 o mocy 120KM, czyli silnik odprężony, który lubi pożerać kilometry. Mimo niewielkiej mocy auto ma kopyto, udało mi się to już sprawdzić na drodze ekspresowej, 4 bieg, 2.5 tys. obrotów i prędkość na liczniku – 120 km/h na nawigacji 116km/h. Więc jest dobrze, coś w końcu mam pod prawą nogą. Auto ma napęd na tył, co dla mnie też było dużym atutem, bo wolę je od przednionapędówek. Wygląda fajnie, delikatnie zaokrąglona linia z przodu, ale zachowano kanciate kształty, jak to przystało na przełom lat 80 i 90. Wielkie światła z przodu, delikatna atrapa, muskularne zderzaki. Jest świetny, bardzo mi się podoba zewnętrznie. Idąc dalej w stronę rzeczy istotniejszych, auto ma sporo części na rynku wtórnym dostępnych na portalach aukcyjnych i w skupach. W sklepach motoryzacyjnych nie brakuje części eksploatacyjnych, choć tu w końcu będę płacił normalne pieniądze za filtry, świece i uszczelki, kiedyś trzeba było. Wizualnie jest kilka mankamentów – odpryski na przednim zderzaku, pęknięty zderzak tylny. Na szczęście nie ma problemów z korozją, więc odetchnę od tego przynajmniej na jakiś czas. Instalacja gazowa ważna do 2021, butla niestety w bagażniku, ale tu kufer jest tak wielki, że nie będzie mi to zbytnio przeszkadzało, przypominam, że to wersja sedan, która jest dłuższa niż cokolwiek w mojej okolicy. 

http://i58.tinypic.com/qrg6lt.jpg

Ten samochód jest znacznie większy w rzeczywistości niż na zdjęciach, prawie 4,8 metra długości + hak, którym mógłbym pociągnąć dom. Nie przeszkadza mi to, do parkowania się przyzwyczaję, a jeśli nie to zainwestuję w czujniki parkowania. Auto ma ważne opłaty, technicznie póki co nie narzekam. Na dzień dobry musiałem kupić akumulator, a z racji silnika był to sprzęt o pojemności 80 Ah. Oprócz tego kupiłem opony, bo na aucie mam zamontowane letnie gumy, a tak być nie może. Trochę małe mam te koła jak na gabaryty, bo to przecież tylko 14 cali, na wiosnę będę szukał alufelg 15 cali. Co muszę naprawić? Póki co nie działa licznik kilometrów na desce rozdzielczej, nie mogę otworzyć baku z paliwem, bo zamek jest wyłamany (na szczęście Scorpio odpala i płynnie jeździ na gazie), lekki wyciek z z pod pokrywy zaworów, trzeba znaleźć nowy uszczelniacz wału, coś lekko popukuje z przodu przy większej dziurze i tyle znalazłem. Wydech był spawany, więc spodziewam się, że po zimie coś tam może puścić, ale póki co się tym nie martwię. Autem jeździ się genialnie, ma kopa, dzięki podwójnemu wydechowi brzmi rasowo, a oprócz tego ma miękkie zawieszenie, to najbardziej komfortowe auto jakie miałem, ośmielę się powiedzieć, że jest bardziej komfortowy od Vectry C, czy Passata B4. 

http://i59.tinypic.com/33op1mw.jpg

Wnętrze zadbane, widać, że fotel kierowcy był wymieniany, zapewne wyglądał fatalnie. Wszystko działa, są małe problemy z otwieraniem drzwi z centralnego zamka od strony kierowcy, ale to też pewnie będzie się dało szybko naprawić. Szyberdach udało mi się otworzyć raz, a teraz mam z tym problem, muszę trochę pogrzebać. Głupie w naszym kraju, interesowanie się przebiegiem każe mi się podzielić tą informacją. 284 tysiące km i chętnie pokażę jak może wyglądać i jeździć auto z takim przebiegiem, bo dla wielu malkontentów to może być szok. Jak już wspomniałem, nie przerażają mnie tego typu przebiegi, bo to NIE JEST duży przebieg, tylko normalny. To u nas utarł się jakiś durny stereotyp na ten temat. Wracając do samochodu jestem zachwycony póki co, nie będę oczywiście chwalił dnia przed zachodem słońca, trochę chcę w nim porobić, na wiosnę czeka mnie przegląd techniczny, raczej nie powinno być żadnych przygód, ale lepiej dmuchać na zimne. Zrobię jakiś filmik, będziecie mogli poznać go bliżej. 

Odwieczny pojedynek – E34 vs W124

Dwa auta klasy wyższej, oba zaczęto produkować końcem lat 80, oba są dobrze wyposażone i oba należy nazwać kultowymi. Jednak, gdy zachodzi potrzeba decydowania, które z nich lepiej wybrać pojawiają się schody. Dzisiaj to ja zmierzę się z tym dylematem i nie będzie tu odpowiedzi typu – nie ma jednoznacznego zwycięzcy. 

Trzecia generacja BMW serii 5, dosyć charakterystyczna, moim zdaniem najładniejsza ze wszystkich. Ma w sobie więcej charakteru, niż dwie ostatnie piątki razem wzięte. Szeroka paleta silników, wersji wyposażenie, zmieniające się na przestrzeni lat oblicza E34 sprawiły, że dzisiaj wielu docenia trud jaki włożyła fabryka z Bawarii i stara się utrzymać ją w jak najlepszym stanie, tak aby za parę lat mogło dostać żółte tablice. Wiele silników otrzymało tytuł silnika roku, nie ma się co dziwić, bo to chyba najmniej awaryjne jednostki tej marki jakie kiedykolwiek powstały. Żeby było łatwiej, wezmę porównam dzisiaj dwie podobne wersje silnikowe, wezmę pod uwagę tylko jedną – 6 cylindrowe 520i o mocy 150 KM. Do setki w niecałe 11 sekund, napęd na tył, a w środku komfort godny tej klasy auta. Trudno byłoby stawać z nią do walki innym samochodom no chyba, że ma się gwiazdę na masce.

No i proszę bardzo W124, produkowane dłużej niż E34, wypuszczone o 4 lata wcześniej, mimo to nie odstające ani technologią, ani osiągami. 2.0 – 136 KM i o 2 cylindry mniej, tak prezentuje się Mercedes W124, którego prowadziłem. Do setki o pół sekundy dłużej niż BMW, prędkość maksymalna też jest mniejsza, ale myślę, że to mało interesująca dla nabywcy informacja. Mercedes również ma napęd na tył, ale jest lżejsze od BMW, toteż nie będzie od niego odstawać, mimo tego, że konkurent ma rzędową szóstkę pod maską. Co do wnętrza jest tu jeszcze wygodniej niż w BMW, mogę powiedzieć, że trochę bardziej klasycznie. Merc jest nieco większy i czuć to w środku, jest też w większości przypadków lepiej wyposażony od BMW. 

Cenowo, jeśli chcemy egzemplarz w dobrym stanie wygląda to podobnie, minimum 7 tysięcy na dzień dobry. Nie będę tu gadał o cenach części, bo to bezsensu, to klasyki z wyższej półki, więc trzeba się przygotować na wydatki, jeśli Ci nie pasuje idź szukaj po komisach Fiata Pandy i nie marudź. Dobrze się złożyło, że w obu przypadkach jeździłem tymi wersjami, które dzisiaj porównuję. I tak oto Mercedes jest dostojny, czułem się jak półgłówek, prowadzą go w bluzie z kapturem, powinienem mieć na sobie przynajmniej koszulę i krawat. Ale gdy już przycisnąłem go mocniej, w żyłach „zabuzowało”, oczy się zaświeciły i byłem panem drogi, czułem się jak małe dziecko na symulatorze jazdy. Super sprawa mieć samochód, który wzbudza respekt u starszego pokolenia motomaniaków, a i dostarczy odpowiedniej dawki adrenaliny tym, którzy lubią jazdę na autostradzie. I choć silnik przy wyższych obrotach nie brzmi, tylko pyta – „Czy, aby na pewno sir?”, to można się cieszyć Mercem niezależnie od prędkości. 

W dodatku żadna dziura, żaden wybój, ani parkowanie na krawężniku nie było odczuwalne w środku. Siedzenia były mega wygodne, choć te wstawki drewniane trochę mnie drażnią w oczy, taka była moda i nic się na to nie poradzi. Za to tak genialnej kierownicy, nie ma w żadnym innym aucie. Kształt, grubość, jest po prostu idealna. Przyciski umieszczone tak, że można je intuicyjnie odnaleźć, siadając po raz pierwszy za jego kierownicę. Ciężko tu się do czegokolwiek doczepić, oczywiście sporo osób stwierdzi, że to auto dla gościa po 50 roku życia, ale posiadanie go w młodszym wieku, świadczy tylko o tym, że albo ten ktoś jest mega dojrzały, albo miał już BMW, albo po prostu nie lubi chodzić w dresach. 

A przechodząc do BMW, jest zrobione zupełnie inaczej, w środku odważne, choć kolorystycznie stonowane, miejscami nudne. Kratka wentylacyjna na kokpicie jest drażniąca, bo zbiera się w niej wszystko co pałęta się po samochodzie. Fotele równie wygodne, środkowy panel trochę przekombinowany, kierownica bardzo podobna, choć trochę cieńsza. Sama jazda jest idealna, aby wydłużyć to i owo. Głośne, zrywne BMW z 6 garami pod maską, krzyczy na wszystko wokoło i nie chce słyszeć sprzeciwu. Jest znacznie gorzej wyciszony niż Mercedes, ale za to brzmienie silnika jest o niebo ładniejsze i nie potrzeba tu wymyślnych wydechów, wielkości rur kanalizacyjnych. I powiem Wam szczerze, że jakoś ciężej było mi znaleźć wygodną pozycję w BMW niż w Mercedesie. Sama jazda super, jest się czym nacieszyć, ciężko tu się czepiać tego, że tutaj prędzej wyleje Wam się kawa niż w W124, to już szukanie na siłę wad, w to się bawił nie będę. Pominę też fakt, że E34 to kolejna ofiara tunerów w szerokich spodniach i na rynku nie brakuje nam zniszczonych stylistycznie modeli tej marki. Zrozumcie w końcu, że poprawianie tego typu fabryki, może wyjść tylko na złe, zatrzymajcie się na alufelgach.  

Moment kulminacyjny i odpowiedź na postawione dzisiaj pytanie, co jest lepsze – BMW czy Mercedes? Dla mnie odpowiedź jest prosta – Mercedes W124 zostaje zwycięzcą. Osiągi – porównywalne 0:0, wnętrze – przestronniejsze i wygodniejsze niż w BMW, a więc 1:0 dla Merca. E34 – nieco narowiste, w mieście jazda autem z takim silnikiem nie należy do przyjemnych, mimo fajnego brzmienia, za to W124 czy jedziesz 40 km/h czy 140 km/h, to prowadzenie sprawia Ci przyjemność – 2:0. W dodatku Mercedes wzbudza szacunek, daje prestiż, no i nikt nie będzie Cię kojarzył z grupą społeczną do której nie należysz, do takiej która urządza sobie zabawy, czy E34 lepiej spali gumę od Golfa III ? Niestety to przykre, że BMW na 0:3 przegrywa nie z własnej winy, ale co poradzić, reguły dylematów są nieubłagane, nie można kupić obydwu, choć to wydawałoby się najrozsądniejsze. Ja z tej dwójki bezapelacyjnie wybieram Mercedesa, mimo rzędowej szóstki, mimo tego brzmienia i mimo większego pazura w stylistyce. 3 rzeczy, które wymieniłem wcześniej są dużo ważniejsze. A jaki jest Wasz typ w tym pojedynku? Chętnie wymienię się zdaniami w komentarzach.