Citroen C4 – ma w sobie to coś?

Klasa kompakt w XXI wieku została zdominowana przez Golfa, Focusa i Astrę, jednak inni producenci nie złożyli broni, a Francuzi bardzo ambitnie podeszli do tematu. Szukali rozwiązań, dzieki którym mogli odciągnąć ludzi od sprawdzonych rozwiązań technicznych, czy stylistycznych. Tak oto pojawił się Citroen C4.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/citroen-c4-coupe-616x453-96da6bc.jpgNa pierwszy rzut oka trudno się nie zgodzić ze stwierdzeniem, że ma w sobie coś co może się podobać. Przede wszystkim wersja 3 drzwiowa, czy nazywana czasem coupe jest ciekawa i mało rozsądna. Wydaje się mało praktyczny, ale wcale taki nie jest. Prakowanie tym samochodem jest śmiesznie łatwe ze względu na ukształtowanie tylnej szyby i niewielkie rozmiary. Wnętrze to też inna bajka. Takie detale, jak cyfrowy wyświetlacz pojawiały się już we francuskich samochodach, ale jakoś w C4 wygląda to bardzo przyjaźnie i cieszy oko. Do tego coś co mnie osobiście bardzo drażniło i wprowadzało w lekkie zakłopotanie, czyli nieruchoma, wewnętrzna część kierownicy. Obracamy samym kołem, a przy spoglądaniu na kierownicę wygląda to dość dziwnie. Mamy szeroką gamę silników, z czego 1.4 zasłynął z ekonomiczności, ale był okropnie powolny, dobry do miasta, lecz gdy trzeba przycisnąć nie ma za bardzo z czego – 88 KM. Dalej mamy mniej ekonomiczne 1.6, które daje więcej radości. Szukając kompromisu stworzono silnik 1.6 VTi, który poniekąd łączył cechy obu silników, bo spalał mniej niż standardowy 1.6, a miał przy tym więcej mocy.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/citroen-c4-3-cf3af24a17b292528e5.jpgOczywiście wiązało się to z mniejszą trwałością jednostki, coś za coś. Im wyżej tym ciekawiej, bo wersja 2.0 VTS miała już 180KM, ale kosztowała horrendalne pieniądze. Dostępne były jeszcze wersje z automatyczną skrzynią, w których można zanudzić się  na śmierć. Silniki diesla HDi, których jest dużo mniej niż opinii na ich temat. Jedni cenią sobie ich elastyczność, inni narzekają na ciągłe usterki, których geneza jest ciężka do określenia. Czy Francuzi znów eksperymentowali na swoich klientach, czy może oni źle eksploatowali tą jednostkę? 1.6 HDi to jeden z najekonomiczniejszych silników w klasie, więc są powody, aby go nabyć. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że nie będą tanie w eksploatacji. W serwisie Citroena powiedziano mi wprost, że koła zamachowe i wtryskiwacze w silnikach HDi są dość problematyczne i drogie w naprawie. Więc może lepiej zostać przy starym, dobrym benzyniaku, a ropę zostawmy ciągnikom siodłowym. Silniki benzynowe nie są, aż tak straszne i co ciekawe w C4 elektronika dość dobrze znosi upływ czasu, poza drobnymi awariami mechanizmu podnoszenia szyb czy tempomatu. Co innego zawieszenie, które bardzo nie lubi polskich dróg. Łożysko podpory półosi obiło mi się o uszy w rozmowach o awariach C4.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/citroen-c4-wn-c4-99trze--30f00ea.jpgCo z jazdą? Wersja, którą testowałem, czyli 1.6 jest dość dynamiczna, konkurujący z nią Focus ma ciężki start, bo ma o 10 KM mniej i w dodatku jest nieco cięższy. W środku jest sporo przestrzeni i nie trudno znaleźć sobie wygodną pozycję. Jednak jadąc Citroenem drzemie we mnie swego rodzaju niepokój, nie mam takiego zaufania, jak do Focusa. Paradoksalnie wydaje mi się nawet mniej wygodny, niż Ford. Dodajmy do tego, że w zakupie jest znacznie droższy, w serwisie również, więc niższe o 0,5 l / 100km spalanie niewiele daje w ogólnym rozrachunku. Żeby sprawić sobie C4 trzeba się zwyczajnie na nie uprzeć i tyle. Nie chcę Focusa, nie chcę Golfa, nie chcę Astry, mam gdzieś cenę, chcę Citroena C4! To dość ciekawy samochód, ale nie zdobywa mojego serca, nie jest to auta za którym obejrzałbym się na parkingu, nie daje aż tak dużo radości z jazdy, co nie umniejsza jego zaletom i ogólnej ocenie. Jest to auto warte uwagi, ale czy warte zakupu? To już kwestia bardzo subiektywna, ale ja i tak po jeździe próbnej poszedłbym po Focusa.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Golf V vs Megane II vs Focus II – pojedynek na szczycie

Początek XXI wieku upłynął nam pod znakiem kompaktów. Koncerny jeszcze wtedy nie wpadły na pomysł napompowania ich i rozpowszechnienia dziwnego segmentu, zwanego dzisiaj SUVami. Tak oto trwał pojedynek na szczycie! Trzech największych konkurentów rozgrywało między sobą piłeczkę i starało się przekonać więcej klientów niż konkurencja, ale którego wybrać? Dzisiaj na blogu postaram się rozstrzygnąć jeden z największych dylematów i problemów pierwszego świata. Przed Państwem pojedynek Volkswagen Golf V vs Renault Megane II vs Ford Focus II.

http://m.autokult.pl/volkswagen-golf-v-1-2104-e95572f,630,0,0,0.jpgNa początek Golf. Po spasionym, paskudnym i zupełnie niezrozumiałym dla mnie modelu IV przyszedł czas na powiew świeżości. Tak naprawdę trudno było stworzyć coś gorszego, a więc koncern Volkswagena postanowił się postarać. Jest Golf V, który nie wygląda jak psia kupa na środku nowego dywanu, a na dodatek oferuje dosyć sporo miejsca w środku i dobre własności jezdne. Niestety w środku nadal jest równie ciekawy, co blokowiska z lat 80 i najdroższy z całej trójki. Owszem są wersje, które mają beżowe wnętrze, ale kosztują tyle, że głowa boli mnie od samego patrzenia.

http://m.autokult.pl/autowp-ru-renault-megane-bf96e3f,630,0,0,0.jpgIdąc dalej mamy Renault Megane, które wygląda dziwnie. Fakt to na tamte czasy najbezpieczniejszy samochód świata, a to dość ważne w tym segmencie. Ale na wszystkie siły, czy musieliście mu zrobić zadek w stylu Nicky Minaj? To było niepotrzebne i wygląda obleśnie. W dodatku system odpalania tego samochodu kartą, zamiast kluczykiem to kolejny durny pomysł, który się nie sprawdził. Jest najbardziej komfortowy z całej trójki, tłumi wszystkie nierówności, ale będzie też najdroższy w utrzymaniu i najdelikatniejszy z całej trójki. Zdecydowanie będziemy częściej widziani w warsztacie z Megane niż z Golfem i Focusem. W środku sporo miejsca, jest wygodniejszy i ma ciekawsze wnętrze niż Golf. Gdy przejrzymy oferty aut używanych okaże się, że jest też tańszy niż Golf V, więc Renault stanęło na wysokości zadania.

http://m.autokult.pl/autowp-ru-ford-focus-5-d-bd74621,625,0,0,0.jpgNo i czas na Focusa II. Wszyscy wiemy, jak zaskoczył świat Ford wypuszczając pierwszy model. Po awaryjnym, gnijącym Escorcie przyszedł czas stworzyć coś, co będzie walczyło na równych zasadach z Golfem. I tak oto końcem XX wieku Golf przegrał, z kretesem. Focus I zdobył wszelkie europejskie tytuły samochodu roku i wydawało się, że nie da się tego zepsuć. W 2003 roku Volkswagen wypuścił model V i dość mocno rąbnął w twarz Forda. W 2004 przyszła odpowiedź, czyli Focus II. Wydaje się, że bryła jest ta sama, ale nowy Focus jest większy od poprzednika. Pozbyli się kontrowersyjnego wnętrza, które rozlewało nam się przed oczami, dali kilka a’la aluminiowych wstawek, przepiękną kierownicę i tak oto moim zdaniem Focus ma najładniejsze wnętrze z całej trójki. Nie jest tak komfortowy, jak Renault, ale sama jazda jest przyjemniejsza niż w Golfie. Stylistyka to kwestia indywidualna, choć moim zdaniem Focus II jest brzydszy niż jego poprzednik. Mam nie mały ból głowy bo z przodu najbardziej podoba mi się Focus, a z tyłu raczej Golf wygląda lepiej. Nie wiem co Ford sobie myślał tak mocno ścinając tył. Cenowo Focus jest najtańszy z całej trójki i za cenę Golfa V z silnikiem 1.6 możemy dostać nieźle wyposażoną wersję 2.0 Focusa.

http://ocdn.eu/images/pulscms/NTc7MDQsMTEsYiwzMWEsMWJlOzA2LDMyMCwxYzI_/2581e54001a8b5f14d67f9cda2d2a15b.jpgSpróbujmy się teraz zastanowić – Renault jest po środku w cenie, jest najbezpieczniejsze i ma najlepsze zawieszenie, ale będzie się psuł częściej od pozostałej dwójki i będzie droższy w utrzymaniu. W dodatku ten zadek, no jeśli priorytetem jest dla Was nie rozlana kawa na progu zwalniającym to wybór Megane jest uzasadniony, ale dla mnie to za mało, odpadłeś! Teraz Focus – najtańszy, nie odstaje osiągami od reszty, wygoda porównywalna do Golfa, a na tylnej kanapie mi osobiście jest wygodniej niż w Golfie. Ma większy bagażnik, pali mniej, jest tańszy w utrzymaniu i nie jest specjalnie awaryjnym samochodem. Na końcu mamy Golfa V, który gdzieś tam się przebudził, w końcu postarali się trochę bardziej, niż przy modelu III i IV, po pojawieniu się Focusa zrozumieli, że nie wystarczy polegać na tym, że to Golf jest prekursorem tej klasy. Nie przyprawia o mdłości, może się wydawać atrakcyjny i trzyma cenę. Prowadzi się lepiej niż Megane, a niektóre wersje silnikowe skopią tyłek Focusowi na autostradzie. W dodatku jego tył nie jest potraktowany, ani sylikonem, ani gilotyną. To bardzo trudny wybór, bo każdy z tych samochodów to inna historia, choć ta sama klasa. Mimo wszystko, ja z całej trójki stawiam na Focusa. To dobrze zainwestowane pieniądze, sporo kasy zostanie mi w kieszeni, za równowartość Golfa 1.6 będę miał dobrze wyposażonego Focusa, który zapewne będzie też młodszy, ma świetne wnętrze i sporo miejsca, przeboleję ten ścięty tył. Panie i Panowi pojedynek wygrywa – Ford Focus II. Na koniec odpowiem na pytanie, które prędzej, czy później ktoś zada, gdzie jest w tym zestawieniu Astra III?! A no nie ma i nie będzie, bo tak!

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Nie trzeba być emerytem, by mieć Merca

Zazwyczaj Mercedesy kojarzą się z emerytowanymi maklerami. Jednak jest Mercedes, którego ja śmiało jestem w stanie nazwać młodzieżowym. Nie myślę tu o klasie A, bo pewnie to też komuś wpadło do głowy. Chodzi o klasę C, a konkretnie model W202. To jeden z najbardziej lubianych przeze mnie Mercedesów i to jemu poświęcę dzisiejszy wpis. 

W 1993 roku z rynku powoli uciekał popularny, kanciaty model 190. Po nim przyszła pora na tego, który prezentuje się dużo żywiej, ale nadal widać, że jest to Mercedes. Mamy charakterystyczny grill, gwiazdę na masce, która prędzej czy później nam odpadnie i wnętrze tak eleganckie, że wprawia w zazdrość inne samochody. Nie jest to największe auto klasy średniej, to fakt. Ale jeśli jesteś młodzieńcem, który ucieka ze świata kompaktów, to nie będziesz narzekał na brak miejsca. Sam zawsze chciałem akurat tego Mercedesa. Mój znajomy miał takiego, po ojcu z 1996 roku z przebiegiem 450 tysięcy kilometrów. I to na najsłabszym, benzynowym silniku 1.8! Nic dziwnego, że taryfiarze tak często sięgali i nadal sięgają po W202. To auto ma wieczne silniki, które przeżyją pewnie nawet współczesne, naszpikowane elektroniką generacje klasy C. Pamiętajcie, że tym autem jeździ się dużo, bo żal stać w garażu, dlatego gdy widzę 20 letniego W202 z przebiegiem 140 tysięcy kilometrów, jeszcze przywiezionego z Niemiec, mam ochotę zadzwonić do tego sprzedawcy i mu nawtykać jak bardzo wielkim idiotą jest, że cofnął licznik w tym samochodzie. 

Zajrzyjmy do środka, a stąd nie będzie się Wam chciało wychodzić. Mega wygodne siedzenia, genialna, wielka kierownica, w dodatku tak wyprofilowana, że leży w dłoni lepiej niż puszka coli. Wszystko ustawione pod kątem, po to by niezależnie od warunków atmosferycznych, wszystko było widoczne dla kierowcy. Może przeszkadzać trochę umiejscowienie lewarka, mógłby być trochę dalej od panelu. Jak już wspomniałem, auto wielkie nie jest, więc jeśli ja usiądę na siedzeniu kierowcy, wygodnie za mną usiądzie tylko ktoś o wzroście 1,6 metra. O wyposażeniu można długo opowiadać, bo jest wszystko co powinien mieć samochód z tamtych czasów i dopracowane tak, że nie zepsuje się nawet po 15-20 latach użytkowania. Mamy tu wszystkie podstawowe gadżety jak ABS, Wspomaganie, Elektryczne szyby czy lusterka, a także komputer pokładowy, klimatyzację, kontrolę trakcji, regulację kierownicy w dwóch płaszczyznach, takie rzeczy były wtedy nowością i to Mercedes wyznaczył standardy! Auto było tak dobre, że produkowali je aż do 2001 roku! Nie chodziło o brak pomysłu na nową klasę C, tylko jak zrobić jeszcze lepszą, przebicie W202 okazało się nie lada wyzwaniem dla koncernu Mercedes-Benz. 

Prowadzi się go genialnie, nie pałam sympatią do diesli, dlatego wybaczycie, że powiem krótko – diesel jak diesel, klekocze, mało pali i przejedzie jakiś milion kilometrów, bo to diesel Mercedesa! Ja chciałem zawsze wersję benzynową, najlepiej 2.0 136 KM. Jest po środku, dosyć żwawa, pali tyle co wersja 1.8 i zostajemy w tej samej stawce ubezpieczeniowej. Podoba mi się nawet tył samochodu, tu delikatne zejście szyby, a potem ścięcie linii bagażnika. Podstawowa sprawa z tym samochodem to ceny części. Wszędzie usłyszycie, że jeśli inwestujemy w naprawę Mercedesa, to wydamy nie mało. W przypadku W202, mamy dosyć sporo zamienników, które są dosyć dobrej jakości. Wiadomo, że co oryginał to oryginał, zawsze pojeździsz na tym więcej. Powiem tak, z tym autem nikomu nie chce się rozstawać, wystarczy spojrzeć na popularny serwis z ogłoszeniami i zobaczyć na ilość ofert – 345. Dla porównania, W203 jest prawie 3 razy więcej. Co do wad, trochę zawodzi jak na Mercedesa układ paliwowy. Tą część chyba robili na ostatnią chwilę, bo lubi się rozszczelnić, a pompa paliwa jest bardzo wrażliwa, wyjeździj bak do 0 ze dwa razy i masz załatwioną pompę. No i oczywiście korozja, 2-3 zimy i już mamy schwycone nadkola, to jest niemieckie auto, tam żadni idioci nie sypią dróg solą, w Mercedesie nie wpadli na to, że kogoś nie stać na normalne środki do pozbywania się śniegu z ulic i używa się XIX wiecznej metody sypania solą. 

Najlepiej, to gdy przymierzacie się kupić W202, przywieźcie sobie jakieś z Niemiec. Wyjdzie Was taniej, niż kupić tutaj nie skorodowany model. Bo taki kosztuje ponad 10000 złotych. Tańsze modele zawsze będą miały jakiś mankament. Najlepiej wystrzegać się modeli, w których silnik pracuje nierówno, albo hałasują przy zmianie biegów, tu już jest kaplica i trzeba będzie w niego mocno zainwestować. Ale powiem Wam, że trafiłem kiedyś na C180 za 4 tysiące złotych z przebiegiem 287 tysięcy i wniosek był następujący – nie warto się targować tylko brać! Bo był wart każdej złotówki. To wdzięczne, trwałe i wygodne samochody, w dodatku jeśli uda się Wam kupić wersję 2.0, gwarantuję Wam, że żadne BMW Wam nie ucieknie. Wasze doświadczenia z W202 lub innymi Mercedesami, chętnie poznam w komentarzach. Dzięki za uwagę!