Honda CR-V III pod lupą

Suvy, czyli klasa samochodów, która powoli zaczyna być bardziej atrakcyjna niż kompakty na rynku motoryzacyjnym. Jest ich na naszych ulicach coraz więcej. Napompowane auta, w których widoczność jest lepsza, miejsca nie brakuje i przy obecnych cenach paliw nie są to auta dużo droższe w utrzymaniu. Stosunkowo niedawno miałem okazję przejechać się Hondą CR-V III generacji i tym chcę się podzielić.

https://i.wpimg.pl/652x430/m.autokult.pl/honda-crv-1-243813-616x3-1f8b69e.jpgSamochód dość dziwny stylistycznie, bo nie mogę powiedzieć, że jest brzydki, ale nie potrafię jednoznacznie określić, czy mi się podoba. Zadebiutowała w 2006 roku i w tej formie, z delikatnym face liftingiem przetrwała aż do 2012. Jeździłem wersją ze sprawdzonym i dość popularnym silnikiem 2.0 i-VTEC o mocy 150KM. Nie wydaje się to dużo jak na półtora tonowe auto, więc nie spodziewałem się fajerwerków siadając za jej kierownicą. Pierwsza sprawa ustawienie wygodnej pozycji, jak to w SUVie prosta sprawa, widoczność świetna, duża tylna szyba, regularne kształty. No to zapinamy pasy i jedziemy. Jest dość cicho, spokojnie, jak dla mnie zdecydowanie za spokojnie, więc trzeba ją przycisnąć. Silnik Hondy robi co może i w zasadzie daje radę, choć zgaduję w ciemno, że werją 2.4 170 KM jeździ się o niebo lepiej.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/honda-cr-v-3-8-336718-9e687c04fa.jpgOwszem mógłby się zbierać szybciej, ale to przecież SUV, nie ma walczyć z BMW M3. Dość wygodny, choć szczerze spodziewałem się dużo miększych wrażeń z jazdy. Układ jezdny perfekcyjnie, samochód zachowywał się dokładnie tak, jak tego chciałem, poddawał się moim komendom w ułamku sekudny, jest bardzo dokładny. Bardzo praktyczny i przestronny w środku, mimo iż dość mocno odsuwam fotel, za moimi plecami nadal było sporo miejsca. Spalanie? Jeździłem wahadłowo, dociskałem, sprawdzałem hamulce etc, ale 10 litrów na 100 km/h według komputera nie przekroczyłem. Maksymalne spalanie 9,6 l /100km, minimalne na poziomie 7,7 l / 100km, czyli zważywszy na to, że mam ciężką nogę i jechałem nią pierwszy raz mogę uznać, że to niezły wynik. W wyposażeniu niczego mu nie brakowało, choć powiem szczerzy, że po Hondzie spodziewałem się lepszego wnętrza, nie jest ani tandetne, ani źle wykończone, ale jakby za mało się postarali.

http://m.autokult.pl/honda-cr-v-3-wnetrze-1-3-2df6b85,910,500,0,0.jpgOd takiego producenta wymaga się znacznie więcej, tym bardziej, że CR-V wcale nie jest tani, dość mocno trzyma cenę. Model testowy, z przebiegiem 177 tys. km kosztował ponad 48 tys. złotych do negocjacji, a to przecież 8 letnie auto, za tą cenę dostaniesz nową Dacię Duster. Ale nietaktem będzie porównywać te dwa auta, bo mimo iż Dacia jest nowa, nie ruszona, to daleko jej do jakości i łatwości prowadzenia CR-V. No i kolejny minus, że jest to jeden z najdroższych do utrzymania SUVów. Pojemność bagażnika 422 litry, bez fajerwerków, ale wystarczy i dość łatwo się do niego dostać. Sama jazda nie dostarcza wielkich emocji, ale da się cieszyć z jazdy tym samochodem, tym bardziej, że niespecjalnie trzeba się martwić i wyboje, dziury w nawierzchni. Ogólnie miałbym bardzo duży dylemat, nie wiem do końca, czy to auto warte zakupu. Wstrzymam się i końcowego werdyktu nie będzie, pojeździmy konkurentami CR-V III i wrócimy do niej przy okazji postu, w których to oni będą bohaterami.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Toyota Camry – solidność ponad wszystko

Klasa wyższa – czyli świat wielkich przestrzeni, dobrego wyposażenia i wygody. Samochody te tworzone z przeznaczeniem dla biznesmenów, osób zamożniejszych w latach swojej świetności wzdychały do nich klasy robotnicze. Dzisiaj można nabyć pojazd klasy wyższej z lat 90 za bardzo rozsądne pieniądze, choć niełatwo się zdecydować. W wielu przypadkach opinie są podzielone, ale udało się znaleźć samochód co do którego większość jest zgodna, nawet w gronie dziennikarskim – Toyota Camry III.

http://m.autokult.pl/jazda-youngtimerem-cz2-2-3d09a31,0,920,0,0.jpgToyota z lat 90 – synonimem tych słów jest niezawodność i z tym zgodzi się każdy, kto miał taką Toyotę na swoim podjeździe. Camry nie jest tu wyjątkiem i to właśnie ta solidność sprawiła, że stała się legendą klasy wyższej, a dzisiaj na rynku samochodów używanych schodzi, jak ciepłe bułeczki. Nie ma zbyt wiele ogłoszeń na jej temat głównie dlatego, że ludzie niechętnie się jej pozbywają. Gdy już znalazłem taką Toyotę to okazało się, że na placu zrobiła się 3 osobowa kolejka do niej, jeszcze chwila i właściciel rozpocząłby licytację modelu. Camry największą popularność zdobył w Stanach Zjednoczonych i to na ten rynek produkowane było większość modeli, także późniejszych. Silniki – 2.2 16 V o mocy 136 KM oraz 3.0 190 KM (widlasta szósta) tylko takie były dostępne na rynku europejskim, ale nikt specjalnie nie narzekał. Camry to dość duży samochód, więc taki silnik jest nawet wskazany, model który ja prowadziłem to 2.2, ten z silnikiem 3.0 trudniej znaleźć.

http://media.autokult.pl/02b095cbf55d1e460e3aa4bd37e2fef3,800,600,0,0.jpgTo dosyć dobry test, bo sam mam samochód klasy wyższej z początku lat 90, więc miałem do czego porównywać. Wielkość podobna, bo ponad 4,7 metra długości, w środku podobnie z miejscem, może w moim Fordzie trochę więcej miejsca z tyłu, ale za to Camry ma bardziej praktyczny bagażnik. Sam silnik bardzo żwawy i świetnie sobie radzi z gabarytami tego samochodu, przebieg modelu który prowadziłem to 312 tysięcy kilometrów i widzę, że to norma w tym przypadku, nikt nawet nie próbuje oszukiwać, bo jeśli ktoś szuka Camry z lat 90 zdaje sobie sprawę, że to krążownik szos, którym nie jeździ się na zakupy. Jeśli wpadnie Ci do głowy z rana „jedźmy na południe Francji” możesz bez obaw wsiąść w Camry i jechać przed siebie, to auto nie boi się absolutnie niczego. Gdy osiągniesz prędkość autostradową masz wrażenie, jakby dopiero wtedy rozwinął skrzydła, jak większość aut klasy wyższej, dopiero na piątym biegu Camry jest w swoim naturalnym środowisku. Jakość wnętrza – nienaganna, dobre jakości plastiki, wygodne siedzenia, choć jest tu dość japońsko, czyli szaro, buro, bez większych emocji i wstawek rodem z kredensu.

http://media.autokult.pl/239fd53d3392c8f4a914c30cbb3e6326,800,600,0,0.jpgTen samochód jest mega poprawny, nie próbuje nas nawet zaskoczyć, nie takie jest jego przeznaczenie. Nie wiem czy jest to do końca samochód biznesmena, nie próbuje taki być, to raczej auto dla człowieka, który ma kasę, lubi jeździć, ale nie jest wielkim fanem motoryzacji, nie szuka w samochodzie ognia z rury wydechowej. Co do samej stylistyki – Camry nie pręży muskułów, nie jest charakterna, tutaj także jest dośc poprawnie i nawet dodatek w formie spoilera nie przekonuje mnie do tego, że wgniecie mnie w fotel po naciśnięciu pedału gazu. Ale nie jest to też brzydki samochód, można na niej zawiesić oko na dłużej niż 1,5 sekudny. To jest ten typ samochodu, który z aluminiowymi felgami ma +10 do urody i ja sobie go nie wyobrażam w kołpakach, to nie przystoi tej Toyocie. Wyposażenie bardzo przyzwoite – jest ABS, centralny zamek, elektryczne szyby i klimatyzacja manualna, czyli wszystko to co w latach 90 powinien mieć samochód tej klasy w standardzie. Przejdźmy do wad – nie jest to samochód tani w serwisie, dorównuje cenom swoim niemieckim konkurentom (BMW, Mercedes), chcociażby z tego powodu wolę mojego Forda. Ale czy ma to większe znaczenie, skoro Camry psuje się rzadziej niż dom? Kolejna sprawa to spalanie – bez wahania większość właścicieli mówi 10-11 litrów to norma, a jeśli masz instalacje gazową przygotuj się na 13 litrów na 100 kilometrów. I to w zasadzie tyle, ciężko się przyczepić do czegoś więcej, nie będę tego robił na siłę, bo to naprawdę dobry samochód, wart każdej zainwestowanej złotówki. Jeśli ktokolwiek mnie zapyta jakie mam zdanie na temat Camry, to po ostatnim teście jestem w stanie powiedzieć tylko jedno – bierz w ciemno i nie zastanawiaj się.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Lexus IS – godny konkurent dla BMW 3 i Merca C

BMW Serii 3 i Mercedes Klasy C to godni siebie rywale klasy średniej. Toczą oni między sobą małą wojnę od kilku dekad, do tej walki próbowało się dołączyć nieskutecznie Audi, które pozostało w ringu z Passatem, Mondeo, Volvo, czy kilkoma Japońcami. Apropo Japończyków, do tej elitarnej dwójki zapragnął dołączyć jeden z nich w 1998 roku. Był równie drogi, jak one, ale czy równie dobry? Dzisiaj na blogu Lexus IS pierwszej generacji.

http://m.autokult.pl/lexus-is-300-616x462-25c400a2cee,630,0,0,0.jpgGdy pierwszy raz go zobaczyłem nie był jak typowy, japoński samochód. W niczym nie przypominał Avensisa, który był dosyć rozsądnym i stonowanym pojazdem (a przecież to ten sam koncern), ani Accorda, to było coś zupełnie innego. Sami spójrzcie, od razu widać, że ma charakter drania. W dodatku muszę stwierdzić, że było to jedno z najładniejszych aut klasy średniej lat 90, Toyota wstąpiła na grząski grunt, bez respektu dla Niemców postanowiła odbić im część klientów. Miała rzędowy silnik, napęd na tył i 155KM w podstawowej wersji, a to już coś. Ten konkretny model produkowano, aż do 2005 roku, z drobnym faceliftingiem pomiędzy. Zastanawiacie się pewnie, po co komu ciasny, drogi Lexus z rzędowym silnikiem i napędem na tył? To jest w zasadzie dobre pytanie, na które ja nie znam odpowiedzi, ale okazało się, że jest miejsce na rynku dla tego samochodu. Nie kupowali go emerytowani wykładowcy ekonomii, ani dla siebie, ani dla swoich rozpieszczonych synów, którzy o dziwo też studiowali ekonomię. Toyota trafiła w punkt 0 ze swoim Lexusem IS, w tą strefę, w którą nie mogło trafić Audi. Wyjaśnię Wam o co chodzi.

http://media.autokult.pl/c95db3f104882afc9e037accda45d742,400,300,0,0.jpgPewna grupa ludzi mogła sobie pozwolić na dwa auta – Mercedesa Klasy C, albo BMW serii 3. Nie stać ich było na wyższą klasę, ale nie chcieli mieć pod domem Passata, czy Renault Laguny, chcieli czegoś pośredniego między luksusem, a klasą średnią. Jednak mieli problem z Mercem i BMW, bo w tym pierwszym wyglądaliby, jak emeryci, a w tym drugim, jak handlarze kokainy. Co ma wybrać facet mający stabilną sytuację finansową, rodzinę na głowie i kryzys wieku średniego? Czy ma już przejść w oczach sąsiadów na emeryturę w Mercu, czy może odmłodzić się o 20 lat w BMW? To wybór dosyć niezręczny, więc dla takich ludzi powstał Lexus IS. Niezdecydowani na Merca i BMW mogli w końcu odetchnąć z ulgą i z uśmiechem na twarzy pomaszerować do salonu Lexusa, bez obaw że ktokolwiek wykluczy ich z elitarnego grona klasy średniej. Gdyby kupili Mondeo, Passata, Lagunę, czy Avensis mogliby zapomnieć o grze w golfa, czy piciu whisky, musieliby się przerzucić na monopoly z sąsiadami i polską wódkę, a tego nie chcieli.

http://m.autokult.pl/lexus-is300-wn-c4-99trze-83112a2,0,920,0,0.jpgTen mechanizm mam nadzieję udało mi się w precyzyjny, choć dość dziwny sposób wyjaśnić. Przejdźmy do samego samochodu, w środku wygląda świetnie. Co prawda zegary wzrorowane na tych noszonych przez Richarda Bransona mogą się wydawać dość pretensjonalne, ale to tylko mały detal. Nie brakuje mu w środku nic w stosunku do konkurentów, jest dość przyjemnie. Wersja kombi jest moim zdaniem zbyteczna i wygląda dziwnie, ale skoro seria 3 i klasa C są w wersji dla handlowców, dlaczego nie? Jak sama jazda Lexusem IS? Coś zupełnie innego. Nie jest narwana, jak BMW, potrafi być dostojnym samochodem w mieście, ale nie zostanie w tyle na autostradzie. Komfort jazdy zachowany na wysokim poziomie, kawa nie wyleje się na nasz drogi garnitur, ale nie będzie to też samochód, który w zakrętach zachowuje się, jak gondola. Wydaje się, że wszystko tutaj współgra ze sobą idealnie. Auto jest dobrze wyposażone, ma świetny silnik, wygląda dobrze, Lexus idealnie wcisnął się między Merca i BMW. Czas przejść do samego użytkowania, to Japończyk, więc wydaje się, że będziemy rzadziej zaglądać do mechanika, niż w przypadku Niemców.

http://m.autokult.pl/lexus-is-300-3-de24d7b5da6866dcd,0,920,0,0.jpgAle nie popadajmy w skrajności, jest parę wad o których musiecie wiedzieć. Właściciele IS zbyt często doświadczyli w swoim życiu bólu związanego z nieodpalającym pojazdem. W modelach z początku produkcji nagminnie pojawiał się problem z zapłonem, gdzieś tutaj zapewne była jakaś impreza i za dużo sake wypito poprzedniego dnia, przez co zapłon został niedopracowany. Drobne problemy wewnątrz, czyli nie działające przełączniki, psująca się zmieniarka płyt CD, czy zegary Richarda Brunsona, które w pewnym momencie przestawały świecić, nie wiedziec dlaczego. Ale to mała cena, bo silnik chodzi, jak w zegarku i nie ma usterek, które kopią nas po kieszeni, a pamiętajmy, że to samochód, który ma zacięcie sportowe i startuje do BMW, więc dość często będzie ryczał na wysokich obrotach. Właściciele narzekali też na łożyska w układzie przeniesienia napędu, potrafiły się szybko zużywać, a nie były tanie. Ogólnie słowo tanie w przypadku Lexusa w ogóle nie istnieje. Oryginalne części nawet dzisiaj są 3 razy droższe od zamienników, a serwis znacznie bardziej problematyczny, niż w przypadku BMW, czy Merca, bo mało kto u nas to auto miał od nowości. Ale wiecie co Wam powiem? Gdybym miał wybrać z całej trójki samochód dla siebie bez wahania wziąłbym Lexusa, dodam jeszcze, że mamy w gamie także silnik 3.0 którego moc to 214 KM, a przyspieszenie do setki 7,2 sekundy. To naprawdę dobry wóz i warto dać mu szanse, gdy staniemy przed dylematem Mercedes Klasy C, czy BMW serii 3.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Stylistyczna „ewolucja” Subaru Imprezy

Jest niewiele aut, które wokół siebie wytworzyły swego rodzaju kult. Niewątpliwie jednym z nich jest Subaru Impreza, czyli samochód który zna każdy. Jedni cenią go za to, że jest uosobieniem sportowego sedana, inni za to, że można go używać codziennie, jak każdy inny samochód. Charakter, napęd na cztery koło, niebieski lakier + złote felgi, to jego znaki rozpoznawcze, a ja dzisiaj skupię się na stylistyce modelu Impreza.

http://m.autokult.pl/subaru-impreza-turbo-616-690b541,630,0,0,0.jpgImpreza pierwszej generacji, a konkretnie wersja z turbodoładowaniem odbiła się szerokim echem na rynku motoryzacyjnym, a sukcesy jakie odnosiła w Rajdowych Mistrzostwach Świata sprawiły, że kolejne modele miały do udźwignięcia niełatwe zadanie. Produkowana od 1993 do 2000 roku Impreza może nie była najpiękniejszym sedanem lat 90, ale miała charakter. WRX, STi, czy RB5 to modele, które my motomaniacy znamy i ciężko powiedzieć – nie chciałbym takiej Imprezy. Gdy na nią patrzę też ciężko mi stwierdzić, że jest brzydka, albo nijaka. I nie jest też ładna, dlatego uznałem, że pierwsza generacja Imprezy zasługuje na własne określenie stylistyki – imprezowatość.

http://i.ytimg.com/vi/A6va_xir79s/0.jpgPowiedzmy wprost, że jest to odnośnik do kolejnych generacji, a że poprzeczka jest postawiona wysoko musieli się nieźle napocić w Japonii, aby stworzyć coś lepszego. No i moim zdaniem schrzanili. Mam wrażenie, że gość który projektował Imprezę II jest blisko spokrewniony z projektantem następcy mojego Forda Scorpio. Wiecznie zdziwiona i przerażona twarz, a przecież nie takie jest Subaru, gdy się je prowadzi prawda? Z tyłu natomiast wygląda jak Daewoo, coś jakby połączyć tył Nubiry i Nexii. Jak to bywa z autami, nowa Impreza przytyła i choć nadal miała napę na cztery koła i świetne silniki, to straciła stylistycznie charakter, który miała pierwsza generacja. Produkowali ją od 2001 do 2007 roku, a w 2003 przeprowadzono facelifting.

http://m.autokult.pl/e24892caa76dc2b4613c188ee335f7d5,465,310,1,0.jpgTrzeba przyznać, że Subaru i tak długo czekało z nadzieją, że klientela przyzwyczai się do nowego przodu Imprezy, ale tak się nie stało. A więc model po faceliftingu, mamy tu coś zupełnie innego, wygląda znacznie lepiej, ale jest za mało imprezowata, nie sprawia wrażenia brzydkiej, ale próbuje czerpie wzorce z modelu Legacy, czego Impreza nie powinna robić. Skoro mamy kult Imprezy, dlaczego Impreza ma mieć kult innego samochodu, nie dlatego miliony ludzi na świecie pokochało ten samochód prawda? Powiem więcej, ta Impreza jest za ładna! Za bardzo się stara przypodobać ludziom, którzy spędzają wolną chwilę w sklepie z odzieżą, gdzie ceny zaczynają się od 600 zł za podkoszulek. Przychodzi rok 2006, a Subaru robi kolejny facelifting!

http://m.autokult.pl/subaru-impreza-09-616x46-2d24bf3,630,0,0,0.jpgPrzód zyskuje nowy nosek, a tylne światła zostały potraktowane wybielaczem. Mimo to Impreza po kolejnym faceliftingu jest już bardziej imprezowata. Na pierwszy rzut oka w ogóle nie przypomina pierwszej generacji, ale gdy popatrzymy na nią dłużej niż 5 minut, dochodzimy do wniosku, że już nie jest tak ładna jak była wcześniej, ale nie jest też brzydka, bingo! Udało Wam się drodzy Japończycy. No, ale już roku później przyszedł czas na nową Imprezę, więc długo się nie nacieszyliśmy. Produkowana od 2007 do 2011 generacja sprawia wrażenie mniejszej od ostatniego modelu po faceliftingu, ale czy nawiązuje do pierwszej generacji?

http://m.autokult.pl/new-impreza-shots-hi15-e2e314d47,630,0,0,0.jpgNie powiem o niej, że jest ładna, tego możecie być pewni, bo nie jest. Gdy patrzę na tył przychodzi mi na myśl Monaro i nie pytajcie mnie dlaczego, bo sam nie mam pojęcia. Ale sam fakt, że to auto przyszło mi do głowy już jest niepokojące, bo czyżby Impreza znów zaczęła zapożyczać? Wiecie co, może nie byłoby tak źle, gdyby nie durna, pseudo chromowana listwa, czy górna część grilla sam nie wiem jak to nazwać, nieważne! Ważne natomiast, że wygląda to źle i gdy popatrzę dłużej na przód stwierdzam, że znów jest za mało imprezowata. No i w dodatku jest za gruba. Tak, więc ostatnia, IV generacja Imprezy. Powiem wprost – pojechaliście po bandzie i z niej spadliście drodzy projektanci Subaru.

http://m.autokult.pl/500x-2011-subaru-wrx-sti-cfdb16f,910,500,0,0.jpgCzy przyjęliście na etat projektanta europejskich Chevroletów? Bo nowa Impreza wygląda jakby miała być nową wersją Lacetti. Cóż za pogwałcenie własnej historii, najgorzej że zostali przy koncepcji chromowanych elementów z przodu. Z tyłu dodali światełka wielkości lampek choinkowych i zderzak, który stanowi 70% całej tylnej części samochodu. Muszę stwierdzić, że wolałbym pierwszą wersję, II generacji Imprezy ze zdziwioną twarzą i światłami Forda Scorpio III, niż najnowszą Imprezę z 2011 roku. I jeszcze mieli czelność zrobić wersję crossover! Zniszczyliście dzidzictwo pierwszej Imprezy, która nie szła na kompromisy, miała głęboko gdzieś obowiązujące trendy i była ikoną sportowego sedana. Wstydźcie się! Niedługo pewnie doczekamy się kolejnej Imprezy, wiążę nadzieję, że wróci do niej epitet, który stworzyłem inspirowany pierwszą generacją – imprezowata. Trzymam mocno kciuki!

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl