Lexus IS 200t – japoński uwodziciel

Obok tego samochodu po prostu nie można przejść obojętnie. Przyciąga wzrok nawet najbardziej wybrednej klienteli i nie ma się co dziwić. To przecież jedno z najładniejszych, japońskich aut ostatniej dekady. Nie znasz się nam malarstwie, jedyne co przyszło ci rysować to ludziki na marginesie podczas nudnych lekcji chemii, ale patrzysz na niego i masz ochotę go namalować, jest tak dobry. Lexus IS 200 T, to dzisiejszy bohater, który walczy o swoje miejsce na rynku.

https://i.wpimg.pl/315x0/m.autokult.pl/lexus-is-4-3e2f9f2825e389a63aa3f.jpgPatrząc na to trochę chłodnym okiem – 162900 złotych za podstawową wersję, a dodatki typu skóra to koszt rzędu 20000 złotych, nie wspominając o ubogiej gamie kolorystycznej podstawowej wersji. W środku nie ma cudów, są tacy, którzy twierdzą, że pewien Amerykanin nie wydostał się z tylnego siedzenia, bo jest tam tak niewiele miejsca. Bagażnik ma 480 litrów, pali jakieś 11 litrów na 100 kilometrów w mieście. I tym oto sposobem na wejściu powstaje pytanie – po co komu cholernie drogi, ciasny Lexus z dziwnym zegarkiem na środku, tak zaprojektowanym, abyś nie odczytał godziny. Wszystko się wyjaśnia, gdy go odpalisz i ruszysz z miejsca. O mój Boże, siło w którą wierzę, czy cokolwiek w czym teraz jestem co się tutaj dzieje. Przecież pod maską jest tylko 2.0 a zachowujesz się, jak kompletny wariat. No i tutaj zaczyna się ta magiczna przygoda z nowym Lexusem IS. Pod maską ma 240 KM, do setki przyspiesza w 7 sekund, a do tego ma napęd na tył. Ten ciasny sedan ma moment obrotowy 350 Nm! Mam tyle momentu, że mogę robić dziury w czasoprzestrzeni na każdym rondzie.

https://m.autokult.pl/lexus-is-1-4bc8abdb6146d269152d8,750,470,0,0.jpgTo zupełnie nieistotne, że ma automatyczną skrzynie biegów i mówię to ja, największy przeciwnik tego rodzaju udogodnienia. To auto po prostu sprawia, że czujesz się lepiej. Każdy zakręt sprawia, że chcesz go pokonać lepiej, dokładniej i co najważniejsze – szybciej! Może nie są to jakieś ogromne pokłady mocy na papierze, ale uwierzcie mi jak ta moc przenosi się na asfalt to jest nie do opisania. Dodajmy do tego, że automat na pokładzie Lexusa jest ośmiostopniowy, czyli jeśli zechcesz nim jeździć oszczędnie to na pewno tak pojedzie. I to jest właśnie w nim najfajniejsze, daje radość, gdy jej potrzebujesz i jest normalnym samochodem użytkowym, gdy nim być musi. Wnętrze, jak to w Lexusie dopracowane w każdym detalu, nie ma się do czego doczepić, jakość na najwyższym poziomie, a niemieccy konkurenci mogą pomarzyć sobie o tak pięknych fotelach, kokpicie, kierownicy, drążku zmiany biegów, wszystko poza tym oldschoolowym zegarkiem mi się podoba. I nie interesuje mnie, że BMW 330i jest szybsze, bo Lexus ma to, czego nigdy BMW mieć nie będzie – klasę i styl. Trzyma fason, nigdy Cię nie zawstydzi w towarzystwie kogokolwiek, a jeśli BMW chce się ścigać, to przykro mi, ale z ch…chwastami nie tańczę.

https://m.autokult.pl/lexis-is-200t-9-d262629695981260,910,500,0,0.jpgNie mogę też być brutalny, bo BMW 3 to główny konkurent dla Lexusa IS, ale jest tak cholernie wulgarne, że ciężko mi wysiąść z Lexusa i pomaszerować w jego stronę. To, jak randka z dziewczyną, której niczego nie brakuje z wyglądu i inteligencji, ale klnie jak szewc, pali i pije więcej od Ciebie, dokładnie taka jest seria 3! Lexus natomiast jest tym cichą, schowaną w kącie urodziwą damą, która gdy trzeba się odezwać zmiecie Cię z powierzchni Ziemi ripostą, sarkazmem, zrobi to ze smakiem. Zakochałem się w IS, nawet jeśli ma jakieś wady, o których mowa jakieś kilkanaście zdań temu to nie mają znaczenia, gdy się nim przejedziesz, zapomnisz o nich po pierwszych 300 metrach, bo to samochód z charakterem, duszą, coś o co naprawdę ciężko w XXI wieku.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Największe rozczarowanie w historii – Toyota Avensis

O wielu samochodach wypowiadałem się z marszu nieciekawie, postępowałem bardzo pochopnie, co wielu irytowało. Co ciekawe, nigdy w tym gronie nie znajdowała się żadna Toyota, a tym bardziej Avensis, który wydawał się dość rozsądnym wyborem w swojej klasie. Bo bezpieczne, bo podobno lider niezawodności itd. Sytuacja drastycznie się zmieniła, gdy poobcowałem z tym samochodem trochę dłużej. Dałem jej szansę i nie napisałem posta po jednej, dwóch przejażdżkach, o nie! Jechałem nią naście razy, a moja ocena wcale nie uległa przez ten czas znaczącej zmianie. O absurdalności modelu Avensis dzisiaj sobie porozmawiamy.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/toyota-avensis-2015-test-358ca20.jpgNa pierwszy rzut oka nie jest to nadzwyczajny samochód pod żadnym względem, Toyota nie eksperymentuje w kwestiach stylistyki już od dłuższego czasu, skoro się sprzedaje to po co? Nie jest to ładne auto, ale nie jest też brzydkie, nie wzbudza we mnie żadnych emocji, to raczej typowa D klasa, która ma sobie jeździć z punktu A do B i nie robić niespodzianek. Co innego, gdy wejdziemy do środka, w szczególności do podstawowej wersji, bo o takiej będzie dzisiaj mowa. Wsiadasz, rozglądasz się i masz wrażenie, że jesteś w Oplu z przed 10 lat. Nic nowego, twórczego, ciekawego, kompletne średniowiecze motoryzacyjne. Panel centralny wygląda ciekawiej w Hyundaiu i20, korbki do otwierania szyb z tyłu i jednostrefowa klimatyzacja w tej klasie?! Czy to w ogóle możliwe? Okazuje się, że tak Toyota postanowiła oszczędzić, gdzie tylko się da. Efekty są katastrofalne, bo gdy tylko ktoś wsiądzie do środka zapomina, że to nowy samochód. Nie czujesz się, jak w aucie z salonu, mimo iż pachnie jeszcze nowością. Zegary są nudne, ekran do wyświetlania komunikatów z komputera jest przeszczepiony z chińskiego kalkulatora, a siedzenia jak w starej Corolli. Byłem wściekły, bo od takiej marki wymaga się jednak czegoś więcej niż od niskobudżetowej Skody, czy Fiata, a nawet te są lepiej zrobione.

http://m.autokult.pl/2-10fca25a0806161c3f7028f5ec2c23,0,920,0,0.jpgDobra! Wdech, wydech może samochód obroni się jazdą, warto spróbować. Wkładamy kluczyk do stacyjki, Toyota ma gdzieś modę na guziki do odpalania, może to i dobrze. Odpalasz silnik, jest bardzo cichy i nic dziwnego, bo pod maską nie ma prawie nic. Silnik 1.6 o mocy 132 KM, też jest jakby z poprzedniej epoki. W dodatku w aucie, które ma miliard systemów bezpieczeństwa, poduszek i waży półtorej tony. To zdecydowanie za mało, zupełnie nie radzi sobie z gabarytami. Efekt jest taki, że musisz redukować z 6 biegu na 4, żeby wyjechać pod większą górkę, a spalanie drastycznie idzie do góry. 8 litrów na 100 kilometrów – to wszystko na co stać Avensisa, znam podstawy ecodrivingu, nie raz chwaliłem się na facebooku co potrafią nowe auta, ale tutaj osiągnięcie normalnego spalania graniczy z cudem, a na pewno przyprawi Cię o nerwicę i ból prawej ręki od ciągłego zmieniania biegów. Co za koszmarny samochód! Powiadają, że jest niezawodny, no to chyba mieliśmy pecha, gdy dwa Avensisy postanowiły się zepsuć i zupełnie bez powodu wejść w tryb awaryjny.

http://m.autokult.pl/dsc01038-3d09af966b2a731ba20aa73,0,920,0,0.jpgJeden włączył wszystkie możliwe kontrolki ostrzegawcze po najechaniu na dziurę, drugi model gdy stał w korku w temperaturze -23 stopni postanowił zgasnąć, wejść w tryb awaryjny, a po 160 km trasy doszedł do wniosku, że ma słaby akumulator. Co prawda po jakichś 10 minutach mu przeszło, ale nie było to zbyt przyjemne doświadczenie. Byłem nią w Białym Dunajcu, w szczytowym momencie tej zimy, gdzie śnieg nie przestawał padać, a temperatura spadała z minuty na minutę. Tona śniegu, górka wystarczyły, żeby pokonać Toyotę Avensis. Ona po prostu nie dawała sobie rady z podjazdem, nawet na drugim biegu! Seat Ibiza, był bardziej żwawy i szybko odnalazł się w tych warunkach. Nie będę okrutny, zdaję sobie sprawę, że nie były to łatwe warunki dla samochodu, ale skoro małe autko klasy B dało radę, to dlaczego auto 2 razy droższe, o dwie klasy wyżej nie mogło sobie poradzić? Wiem, że to skrajne warunki, ale projektując auto trzeba się przygotować na każdą ewentualność. Jeśli kupiliście Avensisa w podstawowej wersji i postanowiliście wybrać się nim w góry napewno cała wyprawa zakończyła się gorzkim rozczarowaniem.

http://m.autokult.pl/dsc01036-d6b7dcc8f63641bb05e49a5,0,920,0,0.jpgCzy to auto to jeden wielki zbiór wad? No nie do końca! Zawieszenie jest nie najgorsze, bardzo dobrze wyciszone wnętrze, przepiękna kierownica, która genialnie leży w dłoni, dobra widoczność, świetne hamulce, ale na tym koniec. Siedzenia są niewygodne, znalezienie optymalnej pozycji graniczy z cudem, z tyłu jest mało miejsca, bagażnik też jest za mały. No zwyczajnie jest mi przykro, bo naprawdę nie spodziewałem się, aż takiego bubla ze strony japońskiego potentata. Wiem jedno, muszę dorwać się do lepiej wyposażonej wersji, z lepszym silnikiem, ale nie zmieni to faktu, że w swojej ofercie Toyota ma auto, które ma masę wad i zupełnie nie nadąża za obecnymi trendami. To naprawdę nieprzyjemna przygoda, ogromne rozczarowanie i uwierzcie mi, z trudnem przenosiłem te wszystkie słowa na klawiaturę, bo zawsze wydawało mi się, że w całej klasie D, Avensis jest gdzieś po środku, jakby kompromis, stabilizacja, coś pewnego, a okazało się, że jest nawet o klasę niżej i muszę napisać słowa, na które jeszcze jakiś czas temu bym się nie odważył – wolę Skodę Octavię od Toyoty Avensis. Tym oto szokującym wyznaniem zakończę ten wpis.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Szukamy auta 4×4!

Dziś w dylematach coś, czego na blogu jeszcze nie było! Radosław, który dołączył do stałych czytelników bloga jakiś czas temu na wstępie informował, że w razie zakupu nowego auta na pewno się odezwie. Jest byłym właścicielem Fiata Panda, ale nie byle jakiego, bo ze stałym napędem na 4 koła! Nie jest to jednak jego fanaberia, mieszka w Kościelisku, tak więc napęd na 4 koła jest dla niego bardzo istotny.

Szukamy samochodu z napędem na 4 koła, ale wolałbym żeby był to samochód od podstaw stworzony, jako terenowy. Mój budżet to 15000 złotych, tegoroczna zima pokazała, że Panda 4×4 to zdecydowanie za mało, jeśli chodzi o poruszanie się w moich okolicach (Kościelisko, Zakopane, Poronin). Auto nie musi mieć wielkiego silnika, wolałbym tego uniknąć, a jeśli już to niech to będzie diesel. Jedyne auto, które wykluczam na wstępie – Land Rover, ze względu na koszty utrzymania i niechęć do tej marki.
https://i.wpimg.pl/1200x0/m.autokult.pl/autowp-ru-suzuki-grand-v-4326d39.jpgDość rozsądne podejście, chociaż w dzisiejszych czasach koszty utrzymania Freelandera wcale nie są, aż tak wysokie. No, ale skoro Radek nie chce, to nie będziemy mu go proponować. Kilka ciekawych aut się pojawiło, obdzwoniłem, pojeździłem i tak oto zaczynamy naszą przygodę z autami 4×4. Zaczniemy dość klasycznie, bo w tej cenie jest sporo aut z Japonii, ale takie najbardziej przyjazne, ciekawe i spełniające Twoje wymagania finansowe silnikowe to Suzuki Grand Vitara. Niestraszne są mu żadne górskie realia. W tej cenie dostaniemy model z 2001 roku, udało się znaleźć wersję diesel. 2.0 HDi o mocy 109 KM to świetna jednostka, dość elastyczna i co ważne ekonomiczna! 7 litrów na 100 kilometrów to naprawdę dobry wynik, jak na auto z napędem na 4 koła.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/67a5d5928ba522bf41739aa94c4e5c0b.jpgCzęści ogólnie dostępne, tanie, gorzej ze znalezieniem mechanika, który się tym autem zaopiekuje, ale myślę, że w Twoich okolicach tego typu auta są dość popularne i nie będziesz miał problemu ze znalezieniem dobrego fachowca. Za cenę 13000 złotych masz 5 drzwiowe auto z realnym przebiegiem i wyposażeniem z XXI wieku, czyli ABS, elektryczne szyby, centralny zamek, klimatyzacja. Suzuki Grand Vitara ma tez na pokładzie 2 poduszki powietrzne, a w testach Euro NCAP otrzymała 3 gwiazdki, nieźle jak na 16 letnie auto. Jak się jeździ? Jest bardzo intuicyjne, wsiadasz, ustawiasz wszystko pod siebie i jazda. Nie jest to najpiękniejsze wnętrze, to fakt, ale miejsca nie brakuje, bagażnik jest strasznie mały, ale jak złożysz kanapę to raczej zmieścisz już wszystko, co zazwyczaj przewozi się w samochodzie. Nie nadgryza go ząb czasu, nie jest w zasadzie podatny na korozję. To naprawdę bardzo rozsądna propozycja, aż dziwne, że wypłynęła ode mnie.

https://d-mf.ppstatic.pl/art/ao/x3/juxelfk08ggoowsokcwk0/hyundai_santa_fe_regiomoto.1200.jpg No, ale byłoby zbyt pięknie, gdyby Suzuki nie miało konkurencji. Ma jej dosyć sporo, a z tego ogromu ofert zdecydowałem się na pokazanie Ci koreańskiej odpowiedzi na japońskie 4×4. Hyundai Santa Fe – sam miałem początkowo obiekcje i pomijałem ten samochód, ale było ich tak wiele, że nie mogłem się powstrzymać, żeby się nim przejechać. Powiem szczerze – warto było, bo to ogromne zaskoczenie. Testowany model był 3 lata młodszy od Suzuki, również miał pod maską silnik diesla – 2.0 CRD o mocy 113KM. Moim zdaniem wygląda dużo lepiej niż Suzuki i co dość istotne – ma znacznie lepsze wyposażenie. Klimatyzacja automatyczna, ABS, elektryczne szyby i lusterka (w dodatku podgrzewane), skórzana tapicerka, podgrzewane fotele. Czego chcieć więcej? W środku wykonanie nie jest najwyższej jakości, ale nie jest najgorzej.

http://m.autokult.pl/hyundai-santa-fe-jpg-bf142c1b3ac,750,470,0,0.jpgJak użytkowanie? Parę osób skarżyło się, że ten silnik jest zdecydowanie za słaby i rzeczywiście racja jest po ich stronie, bo auto waży prawie 2 tony i naprawdę nie jest demonem prędkości. W dodatku spalanie na poziomie 9-10 litrów to podobno norma w jego przypadku. 2.0 CRD miało w największe mrozy problem z odpalaniem, 3 osoby z którymi rozmawiałem przyznały to otwarcie na wstępie. Koszty utrzymania porównywalne do Suzuki, ale Santa Fe jest znacznie większy, może nawet wygodniejszy. Jak się nim jeździ? Podstawowa sprawa to wyciszenie, którego praktycznie nie ma, nie wiem czego użyli do wyciszenia wnętrza, prawdopodobnie kleju do tapet. Jeśli jeździsz nim do 2 tysięcy obrotów jest w porządku, ale czasem trzeba ten silnik przycisnąć, żeby wyjechał żwawo pod górkę, więc w Twoich okolicach będzie trzeba znosić ten odgłos jednostki CRD dosyć często. Ma swoje wady, nasunęło się ich więcej niż w przypadku Suzuki, ale mimo wszystko dostajesz wielkie auto, z dobrym wyposażeniem, młodsze i w tej samej cenie.

https://i.wpimg.pl/315x211/m.autokult.pl/honda-hr-v-1-304989-616x-4347d7c.jpgCzy warto wspomnieć o jakimś aucie jeszcze? Wykluczyłeś Land Rovera, choć z miłą chęcia wpakowałbym Cię do Freelandera, może zmieniłbyś zdanie. Nie chcesz też auta z wielkim silnikiem, rozumiem to, choć tutaj z kolei kusi mnie pokazanie Ci Jeepa Grand Cherokee z silnikiem diesla 3.0. Nie pokażę Ci natomiast Opla Frontera, bo jest straszny. Pozostaje mi na koniec inny japończyk – Honda HR-V. Najmniejszy z całej trójki, ale przecież jeździłeś Pandą, więc to może być dla Ciebie duży plus. Tutaj masz benzynowe 1.6, 2.0, które znajdziesz w tej cenie nawet z instalacją gazową. Bardzo solidny, w wyposażeniu też niczego mu nie brakuje od ABSu, poduszek, po elektryczne szyby i klimatyzację. Jest najstarszy z całej trójki, najbardziej zadbany model znalazłem z 1999 roku. Co do stylistyki zdania są podzielone, wzbudza uwagę, mi osobiście się podoba, nie ginie w tłumie kanciatych terenówek z początku XXI wieku. Użytkownicy bardzo chwalą to auto, narzekać mogą pasażerowie z tylnej kanapy, bo nie ma tam zbyt dużo miejsca. Z usterek usłyszałem tylko o słabym sprzęgle, ale akurat w modelu, który testowałem wymieniono je 2 miesiące wcześniej. Tak więc mamy dość rozsądne, choć nudne Suzuki, dobrze wyposażone, ale głośne i paliwożerne Santa Fe i małe, ale zadziorne HR-V. Wybór należy do Ciebie, ja po Pandzie zdecydowałbym się na HR-V.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Zwrotny i szalony maluch – Nissan Micra IV

Samochody klasy B są dość specyficzną częścią rynku motoryzacyjnego. Podoba mi się różnorodność tej klasy i kompletny brak dominacji jednego, konkretnego modelu. Przesiadając się do kolejnych przedstawicieli tej klasy od Pandy, przez Ibizę, Fabię, czy Hyundaia i20 każdy zaskakuje mnie czymś nowym. Podobnie było, gdy usiadłem za kierownicą Nissana Micry IV generacji, o którym dzisiaj trochę poczytacie.

https://i.wpimg.pl/985x0/m.autokult.pl/nissan-micra-test-autoku-a5108f5.jpgDo poprzedniej Micry bałem się wsiąść, nie żebym wątpił w jej testy NCAP, ale była przerażająca z zewnątrz. Z drugiej strony to auto posiadało najlepszy system antykradzieżowy świata, stojąc w równym rzędzie z Multiplą, Citroenem C5, czy SsangYongiem Rodiusem. Nikt nie chciał jej kraść przez to jak wygląda. W 2010 przyszło nowe, wygląda już nieco lepiej, więc warto było ją przetestować. Pierwsza sprawa wnętrze, które w wersji podstawowej nie jest zbyt interesujące. Moi hejterzy, których pozdrawiam (w szczególności Pana, który tak bardzo nie lubi mojego bloga, że napisał skrypt do spamowania komentarzami w ilości 50+) powiedzą po raz kolejny, że jestem skończonym kretynem, bo w klasie B wymaga się, aby auto było tanie, a nie miało ładne wnętrze. No niech Wam będzie, polecam usiąść za kierownicą Seata Ibiza, następnie za kierownicą Micry i zobaczycie o co mi chodzi.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/nissan-micra-test-autoku-09ecfa4.jpgNie ma tam nic interesującego, z marszu wymieniłbym z 5 aut, starszych o 10-15 lat, które wyglądają lepiej w środku. Podoba mi się natomiast to, że mamy XXI wiek w samochodzie klasy B, pełne wyposażenie, od klimatyzacji, systemów bezpieczeństwa, po sterowanie radiem z kierownicy, wejście AUX, USB, Bluetooth, użytkownicy Skody Rapid, czy Octavii, które są o klasę wyżej mogą pomarzyć o takich rarytasach w podstawowej wersji. Miejsca w środku nie brakuje, łatwo znaleźć dla siebie pozycję za kierownicą. Eksperyment pod tytułem, czy zmieszczę się w bagażniku Nissana Micra również zdałem śpiewająco, jeśli chodzi o przestrzeń to miło mnie zaskoczył ten maluch. Na papierze mam pod maską 1.2 80KM, więc przyzwoicie jak na samochód, który waży ledwo tonę.
https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/nissan-micra-test-autoku-9237ee8.jpgCzas na najważniejszy test, jak jeździ Nissan Micra IV generacji? Gdy ruszyłem kopara mi opadła, bo to auto brzmi jak mały, karabin maszynowy. Nigdy w życiu nie słyszałem czegoś takiego, warczy jak mały, słodki piesek, ale jest to tak przyjemny dźwięk, że każdy kilometr Micrą staje się fajniejszy. Parkowanie – mistrzostwo świata, kształt samochodu dużo pomaga, ale najlepszą częścią Micry jest układ kierowniczy. Precyzyjny co do nanometra, sprawia, że to auto jest tak zwrotne, że robi Wam 360° w miejscu. Zwrotność to najlepsze słowo, które określa ten samochód, bo jeździłem już prawie wszystkim w tej klasie, ale żadne nie było w tej dziedzinie, aż tak dobre. I to jest bardzo duży plus dla tego samochodu, bo przecież 80% swojego życia ma spędzać w miejskiej dżungli, a w tym środowisku zwrotność to element na wagę złota. Z każdą minutą jeździło mi się co raz lepiej, doszedłem do przedziwnego wniosku pod tytułem „zaczyna podobać mi się ta Micra”.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/nissan-micra-test-autoku-44c5de0.jpgAutko nie daje sobie pluć w brodę, gdy trzeba kogoś wyprzedzić, ten kto jeździł po Krakowie, wie ile trzeba się napocić, żeby w niektórych miejscach zyskać kilka minut, a Micrą to czysta przyjemność i dobra zabawa. Można nią czerpać radość z jazdy, niczym w starym Peugeocie 205, a to bardzo duży komplement. Jak ze spalaniem? To auto w ogóle nic nie pali! Jakby nim nie jeździć, to i tak pali około 6 litrów na 100 kilometrów maksymalnie, a jeśli jesteś fanem oszczędzania to zejście poniżej 5 litrów jest w Twoim zasięgu, choć przyznam szczerze, że trzeba się naprawdę napocić, żeby osiągnąć taki wynik. Cena 37400 złotych to taka średnia w klasie, tyle jest rzeczywiście warta. Choć jakość plastiku, czy sprzętu audio pozostawia wiele do życzenia, to mimo wszystko nie mogę powiedzieć, że to auto niewarte swojej ceny. Bezpieczna, ekonomiczna, dobrze wyposażona, w miarę wygodna, warcząca jak karabin i zwrotna, jak żadne inne w tej klasie, brzmi jak samochód idealny. Ale niestety cały czas pozostaje kwestia stylistyki, ja wiem, że są gusta i guściki, wybaczcie ja nie potrafię się przekonać do tego, jak ona wygląda, dla mnie nadal jest brzydka. I mimo iż podczas jazdy prawie skradła moje serce, to z czystym sumieniem, z marszu wybrałem auto, które jest dużo lepsze w tej klasie od niej. A jaki to samochód, przekonacie się w kolejnych wpisach.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Emocje po japońsku, czyli Toyota Supra

Dzięki uprzejmości jednego z czytelników (Panie Michale jeszcze raz bardzo dziękuję) mogłem zasiąść za kółkiem jednej z ikon japońskiej motoryzacji. Muskularna królowa driftu, takie określenie słyszałem nie raz na temat Toyoty Supry, udało mi się w końcu sprawdzić na własnej skórze, jak królowa sprawdza się w realnym świecie.

http://m.autokult.pl/toyota-supra-02-1024x768-bf22b59,0,920,0,0.jpgRzędowa szóstka, 3.0 pojemności, 24 zawory, moc 225 koni mechanicznych, już same liczby robią wrażenie. A weźmy pod uwagę, że to auto z 1997 roku. Mieliśmy trochę parkingu, więc na początek zobaczyłem co potrafi na zamkniętej przestrzeni i powiem wprost, robi piorunujące wrażenie. To kolejny przykład na to, że napęd na tył to jedyne, słuszne rozwiązanie gwarantujące emocje na wysokim poziomie. Przyspieszenie od 0 – 100 km/h to około 7 sekund, więc w mgnieniu oka przemykamy na autostradzie obok innych samochodów. Szczerze powiem, że zupełnie nie czułem upływu czasu w tym samochodzie, w ogóle czas dla mnie nie istniał. Wywarła na mnie ogromne wrażenie. Brzmienie silnika po prostu nie do określenia słowami, to zupełnie inny rodzaj dźwięku niż to co wydobywa się z pod maski europejskich odpowiedników. Ciężko mi powiedzieć, który lepszy, bo Supra oczarowała mnie do tego stopnia, że nie zwracałem uwagi na to, że mam później o niej napisać.
http://m.autokult.pl/suprengn-94dbf439ec9cee07d8635ba,910,500,0,0.jpgMogę powiedzieć, że nie jest to samochód, który może prowadzić każdy, o nie, zapomnijcie o tym. Nie jest do końca dzika i narowista, to za dużo powiedziane, układ kierowniczy jest dopracowany, szerokie opony pomagały na śliskim, ale spróbujcie jej dać za dużo gazu, a pokaże Wam, kto tu rządzi. Skrzynia biegów – majstersztyk, hamulce reagują błyskawicznie, dokładnie wiedzą czego chcę, nie zdzierają twarzy po każdym postawieniu buta na pedał. Co do samego wnętrza nie było wygodnie, nie podobała mi się pozycja za kierownicą, ale jak już ruszysz z miejsca to zupełnie Cię to nie obchodzi. Jeśli uważasz się za fana motoryzacji to musisz przejechać się Toyotą Suprą, nie ma innej możliwości. To zupełnie inny rodzaj emocji, bardziej namacalny, jeździłem szybkimi wozami, siedziałem za kierownicą mega dopracowanego BMW M3, ale nie dawał mi aż tyle radości z jazdy co Supra. Japończycy są odrobinę bardziej szaleni w tej kwestii, a to najlepsze co może Cię spotkać za kierownicą sportowego wozu.

https://i.wpimg.pl/985x0/m.autokult.pl/toyota-supra-us-spec-jza-9b0f982.jpgAle nie dajcie się zwieść, bo to wóz, który zwyczajnie nie wybaczy Ci błędu przy wyższej prędkości, jesteś zdany tylko i wyłącznie na siebie, to pułapka dla niedoświadczonych. Sam starałem się nie przesadzać, mieć ją cały czas pod kontrolą, bo wiedziałem, że jest jak zwierzę. Ludzie uwielbiają tuningować Suprę, w sumie nie wiem dlaczego, bo ja nie rozumiem tuningu zupełnie, ale to samochód do tego stworzony. Ma dużo ostrych linii, pazura w stylistyce i momentami prosi się, żeby to podkreślić. Nie jest to najpiękniejsze, sportowe coupe, nigdy tego nie powiem, zupełnie nie wiem, czy w ogóle mi się podoba i czy jestem w stanie wymówić zdanie – Toyota Supra to ładny samochód. Gdy patrzę na nią z tyłu mam do niej jakiś respekt, tak po prostu, gdybym stanął na światłach za nią to byłbym pewien, że jak tylko mrugnę okiem nie będzie jej już przede mną. Stylistyka ma jasny przekaz, to auto jest szybkie, głośne i daje sporą dawkę adrenaliny. Nie służy do podziwiania i nie będzie bohaterką plakatów, ale i tak potrafi skraść serce. To naprawdę genialny samochód, przy którym można stracić głowę, a słowo rozsądek przestaje mieć znaczenie, dosłownie znika ze słownika.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl