Szukamy auta 4×4!

Dziś w dylematach coś, czego na blogu jeszcze nie było! Radosław, który dołączył do stałych czytelników bloga jakiś czas temu na wstępie informował, że w razie zakupu nowego auta na pewno się odezwie. Jest byłym właścicielem Fiata Panda, ale nie byle jakiego, bo ze stałym napędem na 4 koła! Nie jest to jednak jego fanaberia, mieszka w Kościelisku, tak więc napęd na 4 koła jest dla niego bardzo istotny.

Szukamy samochodu z napędem na 4 koła, ale wolałbym żeby był to samochód od podstaw stworzony, jako terenowy. Mój budżet to 15000 złotych, tegoroczna zima pokazała, że Panda 4×4 to zdecydowanie za mało, jeśli chodzi o poruszanie się w moich okolicach (Kościelisko, Zakopane, Poronin). Auto nie musi mieć wielkiego silnika, wolałbym tego uniknąć, a jeśli już to niech to będzie diesel. Jedyne auto, które wykluczam na wstępie – Land Rover, ze względu na koszty utrzymania i niechęć do tej marki.
https://i.wpimg.pl/1200x0/m.autokult.pl/autowp-ru-suzuki-grand-v-4326d39.jpgDość rozsądne podejście, chociaż w dzisiejszych czasach koszty utrzymania Freelandera wcale nie są, aż tak wysokie. No, ale skoro Radek nie chce, to nie będziemy mu go proponować. Kilka ciekawych aut się pojawiło, obdzwoniłem, pojeździłem i tak oto zaczynamy naszą przygodę z autami 4×4. Zaczniemy dość klasycznie, bo w tej cenie jest sporo aut z Japonii, ale takie najbardziej przyjazne, ciekawe i spełniające Twoje wymagania finansowe silnikowe to Suzuki Grand Vitara. Niestraszne są mu żadne górskie realia. W tej cenie dostaniemy model z 2001 roku, udało się znaleźć wersję diesel. 2.0 HDi o mocy 109 KM to świetna jednostka, dość elastyczna i co ważne ekonomiczna! 7 litrów na 100 kilometrów to naprawdę dobry wynik, jak na auto z napędem na 4 koła.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/67a5d5928ba522bf41739aa94c4e5c0b.jpgCzęści ogólnie dostępne, tanie, gorzej ze znalezieniem mechanika, który się tym autem zaopiekuje, ale myślę, że w Twoich okolicach tego typu auta są dość popularne i nie będziesz miał problemu ze znalezieniem dobrego fachowca. Za cenę 13000 złotych masz 5 drzwiowe auto z realnym przebiegiem i wyposażeniem z XXI wieku, czyli ABS, elektryczne szyby, centralny zamek, klimatyzacja. Suzuki Grand Vitara ma tez na pokładzie 2 poduszki powietrzne, a w testach Euro NCAP otrzymała 3 gwiazdki, nieźle jak na 16 letnie auto. Jak się jeździ? Jest bardzo intuicyjne, wsiadasz, ustawiasz wszystko pod siebie i jazda. Nie jest to najpiękniejsze wnętrze, to fakt, ale miejsca nie brakuje, bagażnik jest strasznie mały, ale jak złożysz kanapę to raczej zmieścisz już wszystko, co zazwyczaj przewozi się w samochodzie. Nie nadgryza go ząb czasu, nie jest w zasadzie podatny na korozję. To naprawdę bardzo rozsądna propozycja, aż dziwne, że wypłynęła ode mnie.

https://d-mf.ppstatic.pl/art/ao/x3/juxelfk08ggoowsokcwk0/hyundai_santa_fe_regiomoto.1200.jpg No, ale byłoby zbyt pięknie, gdyby Suzuki nie miało konkurencji. Ma jej dosyć sporo, a z tego ogromu ofert zdecydowałem się na pokazanie Ci koreańskiej odpowiedzi na japońskie 4×4. Hyundai Santa Fe – sam miałem początkowo obiekcje i pomijałem ten samochód, ale było ich tak wiele, że nie mogłem się powstrzymać, żeby się nim przejechać. Powiem szczerze – warto było, bo to ogromne zaskoczenie. Testowany model był 3 lata młodszy od Suzuki, również miał pod maską silnik diesla – 2.0 CRD o mocy 113KM. Moim zdaniem wygląda dużo lepiej niż Suzuki i co dość istotne – ma znacznie lepsze wyposażenie. Klimatyzacja automatyczna, ABS, elektryczne szyby i lusterka (w dodatku podgrzewane), skórzana tapicerka, podgrzewane fotele. Czego chcieć więcej? W środku wykonanie nie jest najwyższej jakości, ale nie jest najgorzej.

http://m.autokult.pl/hyundai-santa-fe-jpg-bf142c1b3ac,750,470,0,0.jpgJak użytkowanie? Parę osób skarżyło się, że ten silnik jest zdecydowanie za słaby i rzeczywiście racja jest po ich stronie, bo auto waży prawie 2 tony i naprawdę nie jest demonem prędkości. W dodatku spalanie na poziomie 9-10 litrów to podobno norma w jego przypadku. 2.0 CRD miało w największe mrozy problem z odpalaniem, 3 osoby z którymi rozmawiałem przyznały to otwarcie na wstępie. Koszty utrzymania porównywalne do Suzuki, ale Santa Fe jest znacznie większy, może nawet wygodniejszy. Jak się nim jeździ? Podstawowa sprawa to wyciszenie, którego praktycznie nie ma, nie wiem czego użyli do wyciszenia wnętrza, prawdopodobnie kleju do tapet. Jeśli jeździsz nim do 2 tysięcy obrotów jest w porządku, ale czasem trzeba ten silnik przycisnąć, żeby wyjechał żwawo pod górkę, więc w Twoich okolicach będzie trzeba znosić ten odgłos jednostki CRD dosyć często. Ma swoje wady, nasunęło się ich więcej niż w przypadku Suzuki, ale mimo wszystko dostajesz wielkie auto, z dobrym wyposażeniem, młodsze i w tej samej cenie.

https://i.wpimg.pl/315x211/m.autokult.pl/honda-hr-v-1-304989-616x-4347d7c.jpgCzy warto wspomnieć o jakimś aucie jeszcze? Wykluczyłeś Land Rovera, choć z miłą chęcia wpakowałbym Cię do Freelandera, może zmieniłbyś zdanie. Nie chcesz też auta z wielkim silnikiem, rozumiem to, choć tutaj z kolei kusi mnie pokazanie Ci Jeepa Grand Cherokee z silnikiem diesla 3.0. Nie pokażę Ci natomiast Opla Frontera, bo jest straszny. Pozostaje mi na koniec inny japończyk – Honda HR-V. Najmniejszy z całej trójki, ale przecież jeździłeś Pandą, więc to może być dla Ciebie duży plus. Tutaj masz benzynowe 1.6, 2.0, które znajdziesz w tej cenie nawet z instalacją gazową. Bardzo solidny, w wyposażeniu też niczego mu nie brakuje od ABSu, poduszek, po elektryczne szyby i klimatyzację. Jest najstarszy z całej trójki, najbardziej zadbany model znalazłem z 1999 roku. Co do stylistyki zdania są podzielone, wzbudza uwagę, mi osobiście się podoba, nie ginie w tłumie kanciatych terenówek z początku XXI wieku. Użytkownicy bardzo chwalą to auto, narzekać mogą pasażerowie z tylnej kanapy, bo nie ma tam zbyt dużo miejsca. Z usterek usłyszałem tylko o słabym sprzęgle, ale akurat w modelu, który testowałem wymieniono je 2 miesiące wcześniej. Tak więc mamy dość rozsądne, choć nudne Suzuki, dobrze wyposażone, ale głośne i paliwożerne Santa Fe i małe, ale zadziorne HR-V. Wybór należy do Ciebie, ja po Pandzie zdecydowałbym się na HR-V.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Honda CR-V III pod lupą

Suvy, czyli klasa samochodów, która powoli zaczyna być bardziej atrakcyjna niż kompakty na rynku motoryzacyjnym. Jest ich na naszych ulicach coraz więcej. Napompowane auta, w których widoczność jest lepsza, miejsca nie brakuje i przy obecnych cenach paliw nie są to auta dużo droższe w utrzymaniu. Stosunkowo niedawno miałem okazję przejechać się Hondą CR-V III generacji i tym chcę się podzielić.

https://i.wpimg.pl/652x430/m.autokult.pl/honda-crv-1-243813-616x3-1f8b69e.jpgSamochód dość dziwny stylistycznie, bo nie mogę powiedzieć, że jest brzydki, ale nie potrafię jednoznacznie określić, czy mi się podoba. Zadebiutowała w 2006 roku i w tej formie, z delikatnym face liftingiem przetrwała aż do 2012. Jeździłem wersją ze sprawdzonym i dość popularnym silnikiem 2.0 i-VTEC o mocy 150KM. Nie wydaje się to dużo jak na półtora tonowe auto, więc nie spodziewałem się fajerwerków siadając za jej kierownicą. Pierwsza sprawa ustawienie wygodnej pozycji, jak to w SUVie prosta sprawa, widoczność świetna, duża tylna szyba, regularne kształty. No to zapinamy pasy i jedziemy. Jest dość cicho, spokojnie, jak dla mnie zdecydowanie za spokojnie, więc trzeba ją przycisnąć. Silnik Hondy robi co może i w zasadzie daje radę, choć zgaduję w ciemno, że werją 2.4 170 KM jeździ się o niebo lepiej.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/honda-cr-v-3-8-336718-9e687c04fa.jpgOwszem mógłby się zbierać szybciej, ale to przecież SUV, nie ma walczyć z BMW M3. Dość wygodny, choć szczerze spodziewałem się dużo miększych wrażeń z jazdy. Układ jezdny perfekcyjnie, samochód zachowywał się dokładnie tak, jak tego chciałem, poddawał się moim komendom w ułamku sekudny, jest bardzo dokładny. Bardzo praktyczny i przestronny w środku, mimo iż dość mocno odsuwam fotel, za moimi plecami nadal było sporo miejsca. Spalanie? Jeździłem wahadłowo, dociskałem, sprawdzałem hamulce etc, ale 10 litrów na 100 km/h według komputera nie przekroczyłem. Maksymalne spalanie 9,6 l /100km, minimalne na poziomie 7,7 l / 100km, czyli zważywszy na to, że mam ciężką nogę i jechałem nią pierwszy raz mogę uznać, że to niezły wynik. W wyposażeniu niczego mu nie brakowało, choć powiem szczerzy, że po Hondzie spodziewałem się lepszego wnętrza, nie jest ani tandetne, ani źle wykończone, ale jakby za mało się postarali.

http://m.autokult.pl/honda-cr-v-3-wnetrze-1-3-2df6b85,910,500,0,0.jpgOd takiego producenta wymaga się znacznie więcej, tym bardziej, że CR-V wcale nie jest tani, dość mocno trzyma cenę. Model testowy, z przebiegiem 177 tys. km kosztował ponad 48 tys. złotych do negocjacji, a to przecież 8 letnie auto, za tą cenę dostaniesz nową Dacię Duster. Ale nietaktem będzie porównywać te dwa auta, bo mimo iż Dacia jest nowa, nie ruszona, to daleko jej do jakości i łatwości prowadzenia CR-V. No i kolejny minus, że jest to jeden z najdroższych do utrzymania SUVów. Pojemność bagażnika 422 litry, bez fajerwerków, ale wystarczy i dość łatwo się do niego dostać. Sama jazda nie dostarcza wielkich emocji, ale da się cieszyć z jazdy tym samochodem, tym bardziej, że niespecjalnie trzeba się martwić i wyboje, dziury w nawierzchni. Ogólnie miałbym bardzo duży dylemat, nie wiem do końca, czy to auto warte zakupu. Wstrzymam się i końcowego werdyktu nie będzie, pojeździmy konkurentami CR-V III i wrócimy do niej przy okazji postu, w których to oni będą bohaterami.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Mały, świeży hatchback na pierwsze auto

Dzisiaj kolejny, interesujący dylemat od czytelnika. Przemek niedawno zdał prawo jazdy i ma do wydania około 15 tysięcy na swój pierwszy samochód, ale chciałby w tej kwocie zmieścić się z ubezpieczeniem na cały rok oraz ewentualnymi drobnymi naprawami. Jak ma wyglądać dokładnie pojazd? Oto mail od Przemysława z Iławy:

„4 Miesiące temu zdałem prawo jazdy, udało mi się odłożyć trochę pieniędzy i chciałbym kupić w końcu samochód (mam dość jeżdżenia Renault Espace od rodziców, w dodatku okazjonalnie). Szukam małego samochodu, liczy się niska pojemność, bo będę go ubezpieczał na siebie. Z tego co się orientowałem to na samo ubezpieczenie muszę liczyć pewnie z 2000 złotych, a cała kwota do wydania to 15000 złotych. I tak w tej kwocie chciałbym zmieścić to nieszczęsne ubezpieczenie i ewentualne naprawy na początek, bo takie zawsze się znajdą. Interesuje mnie więc auto hatchback, jakiegoś niskiego segmentu, myślę, że to dobry wybór na początek, czy pomoże mi Pan? ” Oczywiście, że tak! Trochę zaspałem z wpisami ostatnio, a tego maila dostałem 4 dni temu, mam nadzieję, że nie będziesz mi miał za złe, że tak późno uzyskałeś odpowiedź, zaczynamy!

http://m.autokult.pl/honda-jazz-01-d4b95e76329cea5e4d,630,0,0,0.jpgPrzejrzałem kilkanaście ofert, trochę podzwoniłem i jedno auto zainteresowało mnie szczególnie. Jest to mała Honda Jazz, która nie jest u nas zbyt popularna i nieczęsto pojawia się na łamach portali ogłoszeniowych. Nie bierze się to z problematyki związanej z tym autem, ale z tego, że Jazz dość mocno trzyma cenę, a właściciele niechętnie pozbywają się tego modelu. Propozycja ode mnie to 10 letni Jazz z silnikiem benzynowym, 1.4 o mocy 83KM. Samochód cieszy cię bardzo dobrą opinią wśród mechaników, w serwisach Hondy była najrzadziej widzianym samochodem tej marki. Na pokładzie będziesz miał niezłe wyposażenie od systemów bezpieczeństwa, bardzo ważnych dla młodego kierowcy, jak poduszki powietrzne, ABS, po przydatne gadżety, jak klimatyzacja, elektryczne szyby, wspomaganie kierownicy, radio mp3, czy szyberdach.

http://m.autokult.pl/honda-jazz-wnetrze-010-6538fd5d6,0,920,0,0.jpgMimo iż to segment B nie jest to mały samochód, w środku dużo miejsca dla pasażerów z tyłu, choć jazda w 5 osób na dłuższą trasę może być dość uciążliwa, ale 4 osoby pojadą komfortowo. Dodajmy do tego spory bagażnik – 380 litrów, niską masę około tony i mamy naprawdę fajny samochodzik. W dodatku dość fajnie się prezentuje, choć nie wyróżnia się w tłumie. Spalanie tej jednostki silnikowej to około 7 litrów w cyklu miejskim, 6,5 w mieszanym na 100 kilometrów, a to naprawdę świetny wynik. Na dzień dobry w takim modelu musisz się nastawić na pewno na podstawowe naprawy typu wymiana oleju, świec, ewentualne drobne naprawy w zawieszeniu, bo to jest najbardziej wrażliwy element tego samochodu. Po rozmowie z mechanikami szacuję, że koszt naprawy jednego z modeli, który znalazłem nie przekroczy 600złotych, a doszła do tego jeszcze wymiana klocków hamulcowych.

http://m.autokult.pl/honda-jazz-05-6aea48b15b1000d8d8,630,0,0,0.jpgW autku lubi rdzewieć tylna klapa, ma dość delikatną blachę, a najbardziej denerwujący jest dostęp do wymiany żarówek. Tak trywialna rzecz może sprawić niemały ból głowy, gdy oglądałem ją wczoraj w komisie sam sprzedający nie potrafił znaleźć sposoby na wymianę głupiej żarówki, dostęp jest straszny, małe japońskie rączki tam się dostaną, z nami może być trochę gorzej. Ale nie są to rzeczy, które rzutują w jakikolwiek sposób na całościową ocenę, bo to świetny samochód i ze wszystkich proponowanych dzisiaj najmniej straci na wartości. Idźmy dalej, zostawmy Japonię. Mocny konkurent dla Jazz to Ford Fusion, którego bardzo lubię. W tej cenie dostaniesz zarówno wersję benzynową 1.4 80KM, jak i diesla 1.4 TDCi 68KM.

http://media.autokult.pl/eaca15dab787fb17baf09874a878c376,800,600,0,0.jpgWspominam o tym z uwagi na to, że Espace, którym się poruszałeś miało diesla pod maską i być może zdążyłeś się już trochę przyzwyczaić. Nie wiem ile będziesz robił kilometrów rocznie, ale jeśli codziennie będziesz dojeżdżał do szkoły, później do pracy to może wybór diesla będzie odpowiedni. Cenowo mieścisz się w tej kwocie, dostaniesz 10-11 letniego Forda, z dobrym silnikiem wyposażeniem na poziomie Jazza i nie mniejszą przestrzenią wewnątrz. Nieco podwyższone zawieszenie to duży atut tego samochodu, niestraszne Ci będą wysokie krawężniki, czy teren gdzie brakuje asfaltu. Spalanie silnika Duratec 1.4 na poziomie 8,5 litra w cyklu miejskim (tak mniej więcej wygląda maksymalne spalanie), a w cyklu mieszanym około 7 litrów, więc na tej płaszczyźnie przegrywa z Jazzem. Za to wersja diesel to spalanie około 5,3 litra na 100 kilometrów.

http://media.autokult.pl/b43413c74b4e43d74f86cf3ade7d1d08,400,300,1,0.jpgNa dzień dobry warto zająć się rozrządem i pompą wody, oczywiście olej i świece to podstawa. Całośc na dzień dobry to około 800 złotych w jednym z przykładowych modeli, który miał jednego właściciela, ładny kolor, był krajowy i może minimalnie przekroczylibyśmy budżet, ale w przypadku rok starszego modelu, w kolorze srebrnym mamy nawet małą rezerwę. To co może sprawiać kłopoty podczas użytkowania Forda Fusion to problemy z sondą lambda, na która skarży się wiele użytkowników, drobne ogniska korozji na tylnej klapie, czy drzwiach, łożysko podpory półosi, czy niezbyt dobre wykończenie wnętrza. Ale to samochód dużo tańszy w naprawie niż Jazz, bardziej popularny, przez co może łatwiej będzie go w przyszłości sprzedać.

http://media.autokult.pl/f05975902c99edfd53dbf912868442aa,400,300,1,0.jpgLubię tego małego Forda, jest ambitny, choć wnętrze nie urzeka oryginalnością, choć nie jest to cud stylistyczny, to w tej prostocie jest metoda. Dodajmy do tego, że sporo modeli było używane, jako służbowy, tak więc jest to pojazd, dla którego długie trasy i spore przebiegi nie stanowią problemu.  I wiesz co dalej? Odejdę od dotychczasowej koncepcji dylematów, gdzie dawałem opcję nr 3. Przeglądam, dzwonię, pytam, ale nie mogę znaleźć godnego konkurenta dla Jazza i Fusiona. Oba są warte siebie, godnie ze sobą konkurują i są świetnymi propozycjami, w 100% zgodne z Twoimi wymaganiami. Dam Ci dzisiaj dość wąski wybór, między Fordem, a Hondą, bo z tymi parametrami ciężko znaleźć coś lepszego, równie świeżego, dobrze wyposażonego, z niskim ubezpieczeniem i spalaniem. Jeśli pytasz mnie o zdanie, ja rozglądnąłbym się za Fordem, ale wybór ostateczny należy do Ciebie, życzę Ci powodzenia!

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Koncertowo, po japońsku – Honda Concerto

Witam serdecznie po weekendowej przerwie. Dzisiaj zajmę się samochodem, który jest dosyć intrygujący. Mam wrażenie, że gdyby Japończycy budowali swoje domy, tak jak auta w latach 90, pewnie trzęsienia Ziemi traktowaliby jak my letni deszcz. Honda Concerto (z włoskiego koncert, stąd ten tytuł) produkowana w latach 1988 – 1994, a na rynku europejskim pojawiła się tylko i wyłącznie w wersji liftback. Już wtedy współpraca Rover i Honda kwitły, tak więc jak się można spodziewać Concerto miało swojego odpowiednika, pod znakiem brytyjskiej marki i był to Rover serii 200. Ale nie o nim dzisiaj mowa, choć wiele się nie różni. 

Na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się niczym specjalnym i nie wzbudza skrajnych emocji, przynajmniej w moim przypadku. To samochód, do którego zawsze ciągnęła mnie cena, bo można takie auto kupić nawet za 1500 zł i to w nie najgorszym stanie! Dodam, że miał to być mój pierwszy samochód, jednak ktoś sprzątnął mi go z przed nosa w ostatniej chwili. Wersje silnikowe: 1.4 – 88KM z dwoma gaźnikami, 1.5i – 90KM z jednopunktowym wtryskiem, 1.6 – 106KM również z dwoma gaźnikami oraz 1.6 – 112KM lub 122KM w przypadku wersji 16 zaworowej, oznaczonej 1.6i, obie na wtrysku. Można rzec – do wyboru do koloru, silniki starego typu z początku produkcji, jest i na wtrysku i co ciekawe, praktycznie każdą z tych wersji można dostać na rynku wtórnym. Najlepiej oczywiście wybrać wersję 1.6 na wtrysku, darujmy sobie zabawy z gaźnikami. 

Samochód nie jest duży, ma zaledwie 4,4 metra długości i waży niewiele ponad tonę, tak więc taki silnik jest dla niego wystarczający. Honda prostej budowy to recepta na bezawaryjny samochód, w dodatku nie jeździ ich zbyt wiele po naszych drogach, nawet na rynku wtórnym ciężko znaleźć taką Hondę, a jeśli już się uda, ciężko jest ją wycenić. Żadnych średnich rynkowych, jak już wspomniałem można taką nabyć za 1500zł, ale widziałem też ofertę za 3000zł. W aucie ludzie zakładają gaz, a to dlatego, że silnik pali w mieście nawet 9 litrów, więc nie jest to imponujący wynik, dla wielu gaz w tym przypadku to zbawienie. Nikt specjalnie się nie skarżył na to, że auto po zamontowaniu gazu zaczęło chodzić gorzej, ale jeśli ktoś ma inne informacje, niech się nimi z nami podzieli. A jak z serwisowaniem? Z racji, że ma swojego angielskiego bliźniaka to części Wam nie zabraknie i są w rozsądnych cenach, tym bardziej, że zanim coś się zepsuje, potrwa to co najmniej 100 tysięcy kilometrów. To te czasy, gdy naprawdę przykładano się do samochodów, a nadrzędnym celem było, aby auto jeździło jak najdłużej, a nie to co teraz do gwarancji i dobranoc. 

Wnętrze jak i całe Concerto jest proste, kwadratowe, kierownica jak w Civicu, jest dosyć praktycznie – schowki i płaski kokpit dogodzą nawet tym co robią ze swojego samochodu podręczną szafę na wszystko. Siedzenia nie najgorszej wykonane, ale ciężko się do nich dopasować, jakby kształt był wyłącznie na wzrost Azjaty. Nie brakuje tu oczywiście paru fajnych gadżetów, jak chociażby elektrycznie otwierany szyberdach. Niestety to co fajne w lato, w zimę może narobić kłopotu, bo uszczelki lubią puszczać, tym bardziej w jego wieku. Idąc dalej co do serwisowania, wiadome jest, że Honda będzie korodować, na szczęście głównie nadkola i błotniki, podwozie dosyć się trzyma, chyba, że auto miało bliskie spotkanie z dębem, bo inne drzewo nie złamie tych zderzaków, założę się, że stanowią co najmniej 30% masy tego samochodu, co to jest za moc! Serwisantom ciężko było znaleźć jakiekolwiek, powtarzające się usterki, poza wydechem, który zazwyczaj wymieniali przy przebiegach 150 tysięcy i wyżej, zaznaczam, że był to wydech fabryczny. 

A więc staruszek daję radę, jest to dobra opcja dla tych, którzy lubią lata 90, nie chcą się specjalnie wyróżniać, a przy odpowiedzi na pytanie – czym jeździsz, wzbudzać zaintrygowanie u pytającego, bo wielu ludzi po prostu nie kojarzy tego auta po nazwie. Nie powala na kolana, ale jeśli by się z nim zabawić – jakiś ładny spoiler, felgi, zadbać o lakier, to można się wzbogacić o interesujące, atrakcyjne, kanciate autko, które za 10 lat może być już warte coś więcej. Zdarzyło mi się ją widzieć, w odmianie – wieś tuning i to nic przyjemnego, ale no i takie elementy się zdarzają, co przemalują go na seledynowo, dadzą progi wycięte z drzwi od lodówki babci i kredens zamiast spoilera. Cóż za nietakt, tych ludzi powinno się poddać jakiejś terapii szokowej, bo inaczej to się nigdy nie skończy, nawet tak proste auto zniszczyć potrafią. Japońce z lat 90 to niezniszczalne dranie, fakt, że ten jest mało ekonomiczny, na autostradzie przy 4 tysiącach obrotów pękną Wam bębenki i nikt na Was nie spojrzy z uśmiechem, ale to mała cena gdy w zamian otrzymujemy auto, które praktycznie się nie psuje. 

Niekończąca się historia – Honda Civic

Wracamy do klasy kompakt. Lecimy do Japonii, bo tam czeka na nas kolejna legenda tej klasy, czyli Honda Civic. Skupię się dzisiaj na VI generacji tego modelu, jednej z najpopularniejszych, która ma bliźniaka w koncernie Rover. Co nam oferuje poza bogatą historią? Zaraz się przekonamy. 

Mimo iż Civic wyglądał dosyć nowocześnie i młodzieżowo, to jego grupą odbiorców nie byli małolaci. Kupowali i kupują ją wszyscy i do różnych celów. Jeśli chodzi o VI generację tego samochodu, to była przede wszystkim mniejsza od konkurencji w wersji 3 drzwiowej, albo dużo większa od konkurencji w wersji 5 drzwiowej. Japończycy podeszli do sprawy bezkompromisowo, albo za duże albo za małe, a klient niech wybiera. Nadwozie ma charakterystyczny kształt, a 5 drzwiowa wersja spodobała się Brytyjczykom i tak powstał Rover 400. Ale nie o Roverze dzisiaj będziemy mówić. Co jest z tą Hondą, no cóż niby nie jest brzydka, ale nie jest też ładna. Nie ma w niej nic nowego, świeżego, to po prostu stara recepta na bryłę samochodu, od 72 roku przekształcana, na coraz bardziej okrągłe kształty. Wielu stałych klientów i dziennikarzy motoryzacyjnych, na przestrzeni lat zarzucało Hondzie, że zaczyna wiać nudą. I jak teraz już widzicie, powstała kosmiczna VIII generacja tego modelu, która wszystko zmieniła. VI specjalnie się nie wyróżnia, charakterystyczne są zupełnie inne bryły nadwozia, 5 drzwiowe, 3 drzwiowe i wersja coupe wyglądają jak 3 różne samochody. 

Łatwo się tu pomylić, bo VI 5 drzwiowe, przechodziło tyle faceliftingów, że aż trudno uwierzyć, że to nadal ta sama generacja. I tutaj jest w sumie podobnie co w mniejszej wersji, niby nie ma się do czego doczepić, ale też nie porywa mnie ten samochód, jest po prostu poprawny. Problem w identyfikacji był też taki, że Honda produkowała dwa, różne nadwozia na rynki europejski i japońskie. To ich krajowa produkcja, więc pewnie chcieli być lepsi od innych. Wersji wyposażenia było tak dużo, że wymieniałbym je tu jeszcze z dwa akapity, ale na uwagę zasługuje fakt, że Honda jako jedna z pierwszych firm wypuściła wersję zasilaną gazem ziemnym. W Polsce jest pewnie z 20 stacji CNG, więc nadal jest to interes nieopłacany, no bo tanio, ale gdzie to tankować w trasie na przykład? Wspomaganie kierownicy, ABS, 2 poduszki powietrzne, centralny zamek, to było wyposażenie podstawowe, nieźle biorąc pod uwagę, że niektórzy producenci nie mieli w podstawowej wersji nic poza kierownicą i lewarkiem skrzyni biegów. Osobiście muszę się niestety zgodzić z większością i zarzucić Hondzie, że była strasznie asekuracyjna w przypadku tego modelu. 

Nie chciała ryzykować, trzymała się tego co sprzedaje się przez 25 lat i w sumie przez to nie było w latach 90 ani jednego boom na Hondę Civic. Była takim średniakiem, nie sprzedawała się najgorzej, ani też najlepiej, pewna grupa odbiorców po prostu chciała mieć Civica. Już Wam wyjaśniam dlaczego. To auto miało i nadal ma niezniszczalne silniki, wystarczy podzwonić po kilku serwisach, żeby to potwierdzić. Silnik ma miano żylety, jeśli tam są jakieś usterki to są to drobne wycieki przy wyższych przebiegach, albo korodujące przewody, nakrętki itp. Auto jest nie do zdarcia, no i dosyć sporo się ścigało. Silników też było sporo od podstawowego 1.4 75KM lub 90KM, przez 1.5 o mocy 90KM – 115KM, aż po 1.6 SOHC 106KM – 127KM, albo mocny 1.6 V-TEC 115KM – 170KM. Wersja najmocniejsza jest bardzo pożądana na rynku wtórnym. Nie ma się co dziwić, bo o ile V-TEC o mocy 115KM został stworzony, po to by palić jak najmniej o tyle nawet wersja o mocy 125KM ma kopa i daje radość z jazdy. Nie będę się skupiał specjalnie na praktyczności, w tej kwestii Civic też jest średniakiem, ale nie jest w nim ciasno i to najważniejsze. Co do trwałości innych podzespołów niż silnik, sporo zastrzeżeń wysłuchałem odnośnie kolektora wydechowego, lubią pękać, podobno to plaga, szczególnie w modelach z początku. produkcji. Pękają osłony przegubów, a przy wyższych obrotach w środku jest okropny hałas, nie postarali się z wyciszeniem tej Hondy. 

Co do wnętrze jest tak samo poprawne jak cała reszta samochodu, niczym się nie wyróżnia, poza kierownicą, która wygodnie leży w dłoni. Tak to jest po prostu szare, a wstawki drewniane w niektórych modelach mają strasznie dziwny kolor i szybko niszczeją. Co do korozji, to punktowo zdarzają się wypryski nadkoli, czy progów, ale tragedii nie ma. Bardziej trzeba uważać na korodującą misę olejową. Coś nieprawdopodobnego, takiej gafy bym się nie spodziewał po Hondzie! No i oczywiście to chyba każdy właściciel tego auta potwierdzi – nietrwały układ wydechowy. Ma swoje bolączki, zresztą jak każde auto, ale to trwała konstrukcja więc warta uwagi, w dodatku cenowo nie wygląda to najgorzej, a można trafić na zadbany model, nawet od pierwszego właściciela, który całe życie stał w garażu, albo na wersje wyposażeniową, która przyćmi nawet klasę średnią.

Jak tu go ocenić, sam nie wiem. Powiem w ten sposób, gdybym ją dostał za darmo dbałbym o nią i cieszył się każdą jazdą, ale sam nie kupiłbym tego auta. Po prostu za mało się postarali, nie ma w sobie nic charakterystycznego, jest poprawna pod każdym względem, przez co bardzo szybko bym się nią znudził. Co nie oznacza, że to zły samochód, bo takie stwierdzenie byłoby głupie, to dobry wóz, tyle że bardziej dla tych co cenią w autach coś innego niż kreatywność i oryginalność.