Klasyki na każdą kieszeń

Rozglądając się po ulicach można dojść do wniosku, że moda na klasyki wcale nie przemija. Co więcej – przybiera na sile, widać coraz większe poszanowanie dla samochodów 25+. Mnie motomaniaka niezmiernie to cieszy, wielu z Was zapewne nie raz myślało o tym, aby znaleźć coś dla siebie. Samochód, który będzie na tą przysłowiową niedzielę, który można pucować, dłubać przy nim, powoli doprowadzać do stanu świetności. Stąd właśnie dzisiejszy wpis, bo zajmiemy się autami, które można za rozsądne pieniądze kupić i nazwać je klasycznym bez żadnych kompleksów wobec innych.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/polonez-caro-4-411c65e22504fead1.jpgZacznę od auta, które bardzo lubię, choć są ludzie, którzy zwyczajnie go nie szanują. FSO Polonez w wersji Borewicz, czy popularna przejściówka już od pewnego czasu fukcjonują, jako klasyki, ale co z Polonezem Caro? Teoretycznie ma już wszystko co powinien mieć klasyk – historię, technologię prostą jak budowa cepa, a dla nas jest jednym z symboli zmotoryzowania naszego kraju. Wiele modeli nadal jeździ, jako użytkowe samochody, nie ma się co dziwić, bo jeśli dba się o niego, to mimo iż jest paliwożerny, koroduje gdzie popadnie i wolniejszy niż wózek sklepowy to nadal pełnoprawne auto. Martwi mnie, że znika z naszych ulic w demonicznie szybkim tempie, dlatego nawołuję, kupujcie Caro i bawcie się nim!

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/polonez-caro-3-b0e65a9c3fc7c8e6b.jpgCzęści są dosłownie wszędzie, każdy powoli sam jest w stanie go naprawić, nawet jeśli blacharsko jest już nadgryziony to każdy lakiernik zrobi Wam to auto za grosze. Równie tanio można go kupić – 1000-1500 złotych, czasem taniej. I choć nie wzbudza stylistycznie zachwytu u laików to uwierzcie mi, za 5-10 lat będzie tak samo egzotyczny, jak Borewicz.
Kolejne auto brzmi w zestawieniu mojego autorstwa co najmniej dziwnie. Wszyscy wiedzą, jaki mam stosunek do Peugeotów, ale niewielu wie, że darzę ogromnym szacunkiem, a nawet sympatią model 205. Jest z czasów, gdy ta marka była na fali, nie bała się wyzwań, robiła rzeczy, które w tamtych realiach wydawały się nie do pomyślenia. Jak chociażby model GTi, który stał się legendą. Był samochodem sportowym dla każdego i nie tylko ten model robił robotę.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/peugeot-205-gti-1984-r14-da398f1.jpgLekki Peugeot zjadał nudne sedany nawet z silnikiem 1.4 o mocy 80KM. Jeździłem nim wiele razy, wersją GTi również, to auto jest po prostu dobrze zrobione, dziko wchodzi w zakręty, jeśli ma fajny wydech to warczy, jak rajdówka. Zadbajcie o jego lakier, dorzućcie fajne felgi i macie klasyka, którego wielu Wam pozazdrości. Zadbany model można nabyć za 2000 zł, a najtańsze chodzą po 1200 zł!
Zaskoczę Was znowu, bo następny samochód jest autorstwa kolejnej marki, której nie darzę zbytnią sympatią, o czym stali czytelnicy doskonale wiedzą. Ale mimo wszystko muszę w tym miejscu wspomnieć o Oplu Kadecie. Ostatnie generacje też powoli umierają, znikają z ulic, a to źle, bo jeżeli brać pod uwagę historię, to Kadett ma o czym opowiadać. Pierwsza generacja weszła do sprzedaży w 1937 roku, to dopiero piękna historia, kompakt, który pojawił się na rynku na długo przed Golfem.
https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/e-b60ced50ce08417025a7eeba580a5d.jpgWersję z lat 80 bardzo ciężko dostać, czasem można napotkać pojedyncze modele, jedne absurdalnie drogie, inne absurdalnie zaniedbane. Ale to również bardzo tanie do utrzymania auto, części nie brakuje, a zawsze można pójść nieco łatwiejszą drogą i wybrać wersję E, której jeszcze trochę zostało. Za parę lat będzie kultowy, choć na takiego nie wygląda. Pomyślcie, że po swojej śmierci był dawcą części dla Chevroletów, Pontiaców i najbardziej nam znanych Daewoo. Tania, prosta konstrukcja, która po prostu ma się nie psuć i taki właśnie był Kadett, dlatego on również zasługuje na szacunek. Wiele modeli, które jeszcze jeździ po ulicach aż się prosi, aby zamknąć się z nimi w garażu na długie godziny. Ceny również są śmieszne, ten sam przedział, co Caro i 205, a mi udało się znaleźć takiego na chodzie za 800 zł, co prawda bez progów, ale podłoga i nadwozie były praktycznie nie ruszane.

http://media.autokult.pl/5b2e997398b785ac0d0b581ffdffe954,800,600,0,0.jpgW to grono można wrzucić jeszcze kilka innych aut – Audi 80, BMW E34, Forda Escorta, Skodę Favorit, Fiata Pandę I, Daihatsu Charade, Volvo 440, Renault 19, wszystkie za mniej niż 1500 zł! Czekają na kogoś, kto odmieni ich los i wpisze na listę klasyków. Wielu sceptycznie podejdzie do tego wpisu, ale ja wierzę, że są wśród Was tacy fani motoryzacji, którzy potrafią z nich zrobić auto, którego za 10 lat zazdrościć będą właśnie Ci negatywnie nastawieni do tematu. Zatem do dzieła!

 

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Powrót do wątku o FSO

Dzisiaj pewien film z youtube, który sprawił, że prawie się udławiłem. Nie wiem czy ze śmiechu, czy przerażenia i to w sumie najdziwniejsze w tym wszystkim. Czasami mam wrażenie, że są te zakątki youtube do których nie warto zaglądać dla własnego bezpieczeństwa, wątek Poloneza Caro Plus, powróćmy do tego na jedną chwilę.



Przy całej mojej sympatii do tego samochodu, którym jeździłem przez rok czasu muszę powiedzieć, że ten film wywołał u mnie szok, jakiego dotąd nie znałem. Dlaczego? Bo większego steku bzdur nie słyszałem i nie widziałem już dawno. Walczące o utrzymanie się na rynku FSO, które musiało się podzielić udziałami z Daewoo, które też niedługo upadnie z fetą prezentuje „nowego” Poloneza Caro Plus. Fakt było parę nowych elementów, które giniły jeszcze bardziej niż w starym Caro, ale to nie powód do świętowania.

http://m.autokult.pl/polonez-caro-plus1-7cc269608fd7d,0,920,0,0.jpgLubię, wręcz kocham Poloneza, ale to jakaś farsa, jak go przedstawiano. Jak zbawcę narodu, marki, a przecież to cały czas technologia lat 80. Gdy usłyszałem tekst „zaszło naprawdę dużo zmian” to spadłem z krzesła i doznałem rozległego udaru, bo najwidoczniej Pan z filmu nie zna definicji słowa zmiana. Pozbycie się gaźnika, dodanie wspomagania z Daewoo, odblaskowej listwy z tyłu i hamulców Lucas to żadna zmiana. To po prostu modernizacja kilku elementów, wymuszona przez konkurentów, których Polonez miał coraz więcej. Czemu się dziwimy, że FSO upadło? Jeśli Ci ludzie popadali w samozachwyt po stworzeniu Caro Plus to nic dziwnego, że nie udało się utrzymać na rynku, a Fabryka na Żeraniu to teraz wychodek dla psów. Był mega tani, dość solidny, ale to nie powód, żeby twierdzić, że w końcu mamy auto godne konkurować z zachodem, bo tak nie było. To nie był samochód, z którym FSO mogło wejść w XXI wiek, owszem dobrze, że powstał, bo pomógł zmotoryzować społeczeństwo, ale to tylko stary, tani, duży samochód, z technologią mającą ponad 20 lat, trafny komentarz pod filmem – „Takiego Poloneza jakby wprowadzili w początku lat 90 to byłby szał”. Caro Plus pojawił się o jakieś 7 lat za późno, aby odnieść sukces. Dodajmy do tego tą reklamę:



O wszystkie siły i niebiosa, czy Wy totalnie zgłupieliście? „Teraz możesz mu zaufać” co to miałoby niby znaczyć? Że jeśli kupisz stare Caro to jakbyś zagrał w ruletkę na śmierć i życie? Sami sobie zaczęli kopać grób. Czy inżynierowie i marketingowcy FSO żyli w przekonaniu, że końcem lat 90 dobre hamulce to rarytas i element luksusu? Przecież to podstawa podstaw, żeby samochód jakoś hamował, a uwydatnienie w reklamach faktu, że nowe hamulce Lucas sprawiają, że Polonez w końcu jakoś hamuje to tylko i wyłącznie strzelenie sobie w stopę. Jakbyś powiedział na rozmowie kwalifikacyjnej – byłem niekompetentnym idiotą w poprzedniej pracy, ale postanowiłem to naprawić i teraz już nie będę idiotą.

http://m.autokult.pl/polonez-caro-silnik-1-6--28e0892,0,920,0,0.jpgNie ma się co chwalić, że się coś spieprzyło w przeszłości, a teraz zrobiło się to dobrze, tym bardziej jeśli są to hamulce. Teraz możemy się śmiać z takiej reklamy, ale w gruncie rzeczy to wcale nie jest śmieszne, to przerażające! Może chcieli pokazać dystans do siebie, ale jakoś nie przemawia do mnie taka argumentacja, można to było zrobić zupełnie inaczej. Cały projekt FSO można było końcem lat 90 zrobić inaczej, może wrócić do FSO Wars, zostawić już tego biednego Caro w spokoju. Często o tym myślę, jak do tego doszło, że nie mamy polskich samochodów, że nawet czeska Skoda, rosyjska Łada, rumuńska Dacia utrzymały się na rynku i ktoś je chciał, a nas nie chciał nikt? Fakt powiecie, że Skoda, Dacia są w rękach innych koncernów, ale produkuje się je w kraju z którego pochodzą, przez krajowe ręce i mogą być z tego dumni, a my? Mieliśmy hamulce Lucas, wspomaganie z Daewoo i żałosny koniec w 2002 roku. Są przebłyski, niedługo pojawi się Syrena, jest projekt Poloneza o którym wspominałem (którego w sumie narazie nikt nie chce), ale to narazie za mało, potrzebny nam człowiek z kapitałem, który obudzi się rano i powie – chcę odbudować jakąś starą markę samochodu, najlepiej polską! I zapewne taki człowiek się nie pojawi, więc będziemy przez najbliższe dekady bić brawo i kłaniać się w pas Czechom i ich Skodom, przykre.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Święto Niepodległości z Syreną 103

Dzisiaj w Polsce obchodzimy Święto Niepodległości i nawet google o tym pamięta! W moim samochodzie również akcenty polskie, bo mamy co świętować. Z okazji tego dnia, krótkie wspomnienie chluby polskiej motoryzacji lat 50 i 60 – Syrena, polski samochód produkowany najpierw przez FSO w Warszawie, a później od 1972 roku przez FSM w Bielsku.

http://media.autokult.pl/c918a466bd62eac996c5ae81ecd3e934,400,300,0,0.jpgSkupię się na modelu bliżej mi znanym czyli FSO Syrena 103. Produkowany od 1963 do 1966 roku w Warszawskich zakładach model różnił się od poprzednika przodem oraz nowym silnikiem S-150. Zmiany dotyczyły układu wydechowego, faz rozrządu oraz stopnia sprężania w silniku. Dzięki temu nowa Syrena rozwijała moc 30 KM. 4 biegowa skrzynia biegów, zbiornik paliwa w końcu trafił we właściwe miejsce, bo za tylną kanapę, a samochód był zwyczajnie piękny! Do dzisiaj jest to model, który może się podobać, a sam pomysł stworzenia nowej Syreny jest jak najbardziej na czasie.

http://img06.deviantart.net/cd62/i/2010/220/5/e/fso_syrena_103_by_jas39.jpgW 1965 roku w Syrenie 103 doczekaliśmy się nagrzewnicy z elektryczną dmuchawą, która była połączona z układem chłodzenia. Karoseria nowej Syreny 103 była znacznie sztywniejsza, zaczęto je lakierować piecowo, więc jakość znacznie się poprawiła. Można powiedzieć, że samochód w porównaniu z zachodnimi pojazdami był autem z technologią z przed dekady, ale spójrzymy jeszcze raz na lata produkcji. Wszyscy wiemy, jak bardzo był to burzliwy okres. Wymiary pojazdu nie zmieniły się, bryła była praktycznie ta sama, z drobnymi poprawkami wizualnymi, bo jak już wspomniałem jest inny przód, usunięto ze zderzaków charakterystyczne kły, a masa pojazdu wzrosła do 970 kg (przytył o 40kg w stosunku do Syreny 102).

http://m.autokult.pl/syrena-105bosto-f54d18a42a2496cc,750,470,0,0.jpgNajwiększe wrażenie wywarła na mnie Syrena 103 znajdująca się w Muzeum Inżynierii Miejskiej w Krakowie. W tym modelu mamy nadal zawiasy drzwi z tyłu, więc wsiadanie na tylną kanapę jest znacznie łatwiejsze niż w kolejnych modelach. 103 nie szło jeszcze z trendami zachodu, ale to dobrze, bo takie drzwi są znacznie lepsze. A obok na zdjęciu już nowszy model, nowy brzmi dla wielu dziwnie, bo ciężko znaleźć znaczące różnice wizualne.  To wspaniały samochód i pamiętajcie, że każda Syrena zasługuje na troskę. Trzeba zostawić te wspaniałe samochody dla przyszłych pokoleń, odnawiać wszelkie zaniedbane modele. Łącznie wszystkich Syren wyprodukowano 521 311 egzemplarzy, biorąc pod uwagę powojenną historię Polski to dobry wynik, a dzisiaj każdy model jest na wagę złota.

Źródło Zdjęć:
http://autokult.pl

Geneza upadku FSO

Fabryka Samochodów Osobowych – nie ma człowieka w naszym kraju, któremu obce są te słowa. Założna w 1951 roku firma, która zmotoryzowała cały naród w szarej, komunistyczej rzeczywistości. Wiele można powiedzieć o FSO złego i dobrego, ale zastanówmy się przez chwilę czy potrafimy odpowiedzieć na proste pytanie. Dlaczego FSO zniknęło? Co robiło źle? Dlaczego nikt nie próbuje reanimować polskiej marki?

http://m.autokult.pl/27-d7045d94bb538f35022f6b59a87f1,750,470,0,0.jpgFirma zaczęła od modelu Warszawa, później była Syrena, następnie fiatowski projekt 125p, Polonez i na tym koniec. Później pojawiły się jeszcze Matizy i Lanosy ze znaczkiem FSO, które były produkowane na rynek wschodni, gdzie panuje wolność w użytkowaniu samochodów i obywateli traktuje się jak odpowiedzialnych, zdrowych na umyśle ludzi. Ostatni montowany w warszawskiej fabryce samochód to Chevrolet Aveo, a gdy wygasła licencja wynieśli się i nigdy nie wrócili. Powiecie, że ludzie kupowali 125p i Polonezy, bo nie mogli mieć nic innego i w sumie macie trochę racji. Z drugiej strony, jeżeli wyobrazimy sobie, że za tej samej klasy samochód z zachodu trzeba było zapłacić dwa razy więcej to szybko wycofujemy się z tego argumentu. Owszem auta typu Opel Ascona, Ford Cortina były znacznie bardziej zaawansowane technicznie niż 125p, ale były tych samych rozmiarów.

http://m.autokult.pl/polonez-caro-89abbe07b389dbfdeeb,630,0,0,0.jpgNawet dzisiaj to co ostetecznie decyduje o wyborze samochodu to zazwyczaj cena. Mamy też Poloneza, projekt przy którym FSO uparcie trwało przez 24 lata. Od Borewicza po Plusy ze znaczkiem Daewoo-FSO. Problem w tym, że technologicznie były zacofane, bo nie było dostępu do nowszej technologii, a nasi inżynierowie musieli robić coś z niczego będąc za żelazną kurtyną. Gdy ośmielamy się na ocenę produktów polskiej marki, należy wziąć pod uwagę wszystkie czynniki. Prawda jest taka, że dostęp do innowacyjnych technologii z zachodu był mocno ograniczony. Następnie doszło do transformacji i tak oto narodził się Caro, który nadal bazował na starym Polonezie. Mimo to Polacy kupowali Poloneza i już nie można było się tłumaczyć, że nie ma dostępu do niczego.

http://m.autokult.pl/fabryka-fso-na-zeraniu-2-1c919da,750,470,0,0.jpgPrawda jest taka, że za cenę Poloneza można było dostać samochód o połowę mniejszy, a gdy ma się rodzinę perspektywa wyjazdu w cztery osoby Fiatem Cinquecento nie bywa wesoła. Dlatego Caro nadal królowało, ale z roku na rok pojawiały się nowości na rynku motoryzacyjnym. Gdy na polskim rynku pojawiło się Daewoo upadek FSO był już prawie pewny. Połączenie sił było wyrokiem śmierci dla Polonezów i chodź były produkowane do 2002 roku to nikt nie pomyślał o modernizacji krajowego samochodu. Dobra dostał wtrysk, dostał wspomaganie kierownicy, można było wsadzić gaz i tanio jeździć, dostał nawet hamulce firmy Lucas! Ambicje Polaków rosły i Polonez przestał był dużym, tanim, praktycznym autem, stał się dla wielu obciachem. Kojarzył się z czasami, które już przeminęły i nikt nie chce ich powrotu. I to jest właśnie problem FSO, to skąd się wywodził, a nie to co produkował. Ludzie woleli się cisnąć w Tico, niż jeździć komunistycznym Polonezem. Nie wytrzymał transformacji, w tamtym momencie potrzebowali czegoś nowego, powiewu świeżości i tego zabrakło.

http://autokult.pl/polska-motoryzacja-xx-wieku/images/cars/car11.pngA mieli po drodze wiele znakomitych projektów – FSO Ogar, Polonez Analog, FSO Wars. Gdyby Wars w 1986 roku wszedł do produkcji FSO przetrwałoby, jestem tego pewien. Miał być nowocześniejszy, dostosowany nie do polskich wymagań, lecz do zachodnich. Ale przerwanie produkcji 125p, czy Poloneza było zbyt drastycznym krokiem dla firmy, firma przykleiła się do dużych aut i nie miała warunków na tworzeniu równolegle kolejnego modelu. Więc Wars przegrał walkę o swoje miejsce w FSO i wszystko przez to, że prawdopodobnie byłby droższy w produkcji od Poloneza i przy tym znacznie mniejszy. Nie rozumiem do dzisiaj założeń firmy i pewnie nikt tego nie rozumie. Czemu nikt nie reanimuje FSO? Bo przepisy UE rzucają takie wymagania na producentów, że stworzenie auta tańszego niż Fiat Panda, Dacia Sandero, czy Skoda Citigo graniczy z cudem. A pomyślcie sobie, że przeciętny Kowalski zamienia swoją Fabię na nowego FSO, który kosztuje tyle samo. Nie do wyobrażenia prawda? I niestety obawiam się, że polski przemysł motoryzacyjny upadł na zawsze. Smutne.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

2014 za nami, małe podsumowanie

Ten rok upłynął pod znakiem trzech marek dla mnie – Volkswagen, FSO, Ford. To właśnie te auta gościły na moim parkingu, konkretnie Vw Polo, FSO Polonez Caro Plus i najnowszy nabytek Ford Scorpio. Ten rok to także pierwszy rok działalności mojego bloga, dzisiaj małe podsumowanie tego co się działo od strony motoryzacyjnej przez ostatnie 12 miesięcy. 

http://i57.tinypic.com/29da15w.jpg

Można powiedzieć wprost, że zaczęło się koszmarnie, od nudnego Polo, bez żadnego charakteru. Jazda nim przyprawiała mnie o zawroty głowy, mdłości i biegunkę. Był ciasny, nie za ładny, w ciągu miesiąca strzeliła mi uszczelka pod głowicą i dodatkowo wydech. Jedyna zaleta Polo to spalanie w granicach 6 litrów na 100 km. Po 3 miesiącach odpuściłem, pozbyłem się i więcej nie chcę widzieć na oczy. Jedyny Vw jakiego mam w planie kupić jeszcze w swoim życiu to Garbus, jako maskotka podwórka. Idąc dalej muszę oczywiście wspomnieć o moim głównym aucie 2014 roku, czyli Polonezie Caro Plus. Kupiony w sumie dla zabawy, troszkę pół żartem, pół serio, zainspirowany moją przygodą w Zakupie Kontrolowanym TvnTurbo. Kosztował mniej niż rower mojej dziewczyny i wyglądał strasznie. Był obdarty z każdej strony, miał dziurę w drzwiach i nadkolu, a do tego ozdobiłem go milionem naklejek i pandą na tablicy rejestracyjnej. Brzmi to jak agonalna spowiedź, ale fakt jest taki, że Polonez był niezniszczalny. Katowany przez całe życie jak mały osiołek, w końcu trafił pod moje skrzydła, gdzie zaznał spokoju. Wymieniłem w nim w ciągu 9 miesięcy użytkowania – olej, filtr oleju i powietrza, świece, wąż chłodnicy i cewkę zapłonową. Koszty praktycznie żadne, w dodatku auto zawiozło nas na Woodstock, 530 km w jedną stronę. 

http://i58.tinypic.com/1zpip8w.jpg

Palił w zależności od humoru, raz 10-11 litrów, a raz 7 na 100 km. Jakby tego nie ująć był moją maskotką, autkiem do którego wracałem z uśmiechem, bardzo rozpoznawalnym bo jeśli mnie pamięć nie myli około 7 razy słyszałem dzięki niemu – to Ty jesteś tym blogerem? Zawsze znalazł się czas dla niego, aby sprawdzić czy wszystko działa, zrobić małą rundkę za kierownicą, czy wysprzątać. I choć początkowo plan był taki, aby trzymać go maksymalnie 3 miesiące, to został dużo dłużej i miał być z nami dalej. Niestety moja nieuwaga doprowadziła go do ruiny i musieliśmy się z nim pożegnać, nie było przyjemnie i do teraz mi go brakuje. To była naprawdę fajna przygoda mieć Poloneza i polecam ją każdemu, bo naprawdę miłe uczucie. W dodatku to jest polskie! Gdy już oddałem Poldolota w ostatnią podróż kontynuowałem poszukiwanie samochodu, które trwało łącznie 2 tygodnie. Musiałem zmierzyć się z rzęchami i złomami, stanąłem przed poważnym Alfadylematem, ale w końcu udało się znaleźć auto, które spełniało wszystkie moje oczekiwania. Mowa oczywiście o starym, dobrym Scorpio. Auto wielkie jak lądownik, ale wygodniejsze niż nie jeden, droższy samochód, który prowadziłem. 

http://i58.tinypic.com/2vb502f.jpg

Wygląda świetnie, w dodatku mój portfel może trochę przy nim odpocząć, bo w bagażniku mam butle z gazem. Już po nowym roku przyjdzie czas podsumować kilka tygodni, które mamy za sobą i póki co same miłe zaskoczenia, ale o tym później. Zakup Scorpio to także udowodnienie wszystkim niedowiarkom, że da się kupić ciekawy i sprawny technicznie samochód za mniej niż 2000 złotych. A może po prostu miałem szczęście? Raczej nie należę do ludzi, którzy są szczęściarzami w życiu, więc raczej wybieram opcję pierwszą. Zacząłem 2014 od segmentu B, skończyłem na segmencie D/E, fajnie! Ten rok to także występ w Zakupie Kontrolowanym, dzięki któremu mój blog zyskał na popularności. Łącznie weszło Was tutaj 54348, więc jak na blog bez reklam muszę to uznać za sukces. Postanowiłem też nawiązać współpracę z autokult.pl gdzie od jakiegoś czasu również mam swoje publikacje. Jakbym tego nie ujął ten rok z perspektywy bloga i motoryzacji był dla mnie bardzo udany, a to w dużej mierze dzięki Wam, ludziom dla których piszę. Gdyby Was nie było, to całą idea byłaby bezsensu. Serdecznie dziękuję za każdy przeczytany artykuł, za każdy komentarz, mail, liczę na to, że ze mną zostaniecie na 2015 rok! Wszystkim życzę pomyślności, wszystkiego dobrego w 2015, oby wszystko poszło zgodnie z Waszymi planami, bawcie się!