Citroen C4 – ma w sobie to coś?

Klasa kompakt w XXI wieku została zdominowana przez Golfa, Focusa i Astrę, jednak inni producenci nie złożyli broni, a Francuzi bardzo ambitnie podeszli do tematu. Szukali rozwiązań, dzieki którym mogli odciągnąć ludzi od sprawdzonych rozwiązań technicznych, czy stylistycznych. Tak oto pojawił się Citroen C4.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/citroen-c4-coupe-616x453-96da6bc.jpgNa pierwszy rzut oka trudno się nie zgodzić ze stwierdzeniem, że ma w sobie coś co może się podobać. Przede wszystkim wersja 3 drzwiowa, czy nazywana czasem coupe jest ciekawa i mało rozsądna. Wydaje się mało praktyczny, ale wcale taki nie jest. Prakowanie tym samochodem jest śmiesznie łatwe ze względu na ukształtowanie tylnej szyby i niewielkie rozmiary. Wnętrze to też inna bajka. Takie detale, jak cyfrowy wyświetlacz pojawiały się już we francuskich samochodach, ale jakoś w C4 wygląda to bardzo przyjaźnie i cieszy oko. Do tego coś co mnie osobiście bardzo drażniło i wprowadzało w lekkie zakłopotanie, czyli nieruchoma, wewnętrzna część kierownicy. Obracamy samym kołem, a przy spoglądaniu na kierownicę wygląda to dość dziwnie. Mamy szeroką gamę silników, z czego 1.4 zasłynął z ekonomiczności, ale był okropnie powolny, dobry do miasta, lecz gdy trzeba przycisnąć nie ma za bardzo z czego – 88 KM. Dalej mamy mniej ekonomiczne 1.6, które daje więcej radości. Szukając kompromisu stworzono silnik 1.6 VTi, który poniekąd łączył cechy obu silników, bo spalał mniej niż standardowy 1.6, a miał przy tym więcej mocy.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/citroen-c4-3-cf3af24a17b292528e5.jpgOczywiście wiązało się to z mniejszą trwałością jednostki, coś za coś. Im wyżej tym ciekawiej, bo wersja 2.0 VTS miała już 180KM, ale kosztowała horrendalne pieniądze. Dostępne były jeszcze wersje z automatyczną skrzynią, w których można zanudzić się  na śmierć. Silniki diesla HDi, których jest dużo mniej niż opinii na ich temat. Jedni cenią sobie ich elastyczność, inni narzekają na ciągłe usterki, których geneza jest ciężka do określenia. Czy Francuzi znów eksperymentowali na swoich klientach, czy może oni źle eksploatowali tą jednostkę? 1.6 HDi to jeden z najekonomiczniejszych silników w klasie, więc są powody, aby go nabyć. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że nie będą tanie w eksploatacji. W serwisie Citroena powiedziano mi wprost, że koła zamachowe i wtryskiwacze w silnikach HDi są dość problematyczne i drogie w naprawie. Więc może lepiej zostać przy starym, dobrym benzyniaku, a ropę zostawmy ciągnikom siodłowym. Silniki benzynowe nie są, aż tak straszne i co ciekawe w C4 elektronika dość dobrze znosi upływ czasu, poza drobnymi awariami mechanizmu podnoszenia szyb czy tempomatu. Co innego zawieszenie, które bardzo nie lubi polskich dróg. Łożysko podpory półosi obiło mi się o uszy w rozmowach o awariach C4.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/citroen-c4-wn-c4-99trze--30f00ea.jpgCo z jazdą? Wersja, którą testowałem, czyli 1.6 jest dość dynamiczna, konkurujący z nią Focus ma ciężki start, bo ma o 10 KM mniej i w dodatku jest nieco cięższy. W środku jest sporo przestrzeni i nie trudno znaleźć sobie wygodną pozycję. Jednak jadąc Citroenem drzemie we mnie swego rodzaju niepokój, nie mam takiego zaufania, jak do Focusa. Paradoksalnie wydaje mi się nawet mniej wygodny, niż Ford. Dodajmy do tego, że w zakupie jest znacznie droższy, w serwisie również, więc niższe o 0,5 l / 100km spalanie niewiele daje w ogólnym rozrachunku. Żeby sprawić sobie C4 trzeba się zwyczajnie na nie uprzeć i tyle. Nie chcę Focusa, nie chcę Golfa, nie chcę Astry, mam gdzieś cenę, chcę Citroena C4! To dość ciekawy samochód, ale nie zdobywa mojego serca, nie jest to auta za którym obejrzałbym się na parkingu, nie daje aż tak dużo radości z jazdy, co nie umniejsza jego zaletom i ogólnej ocenie. Jest to auto warte uwagi, ale czy warte zakupu? To już kwestia bardzo subiektywna, ale ja i tak po jeździe próbnej poszedłbym po Focusa.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Renault 5 – wywołuje skrajne emocje

Czasy, gdy francuska motoryzacja była ekscytująca są dawno za nami. Wszyscy pamiętają kultowego Peugeota 205 GTi, jednego z najlepszych hothatchy w historii. Renault miało Clio V6, ale na długo przed nim był dzisiejszy bohater – Renault 5. Dosyć dziwny samochód, już na pierwszy rzut oka, ale nie oceniajmy pochopnie, sprawdziłem na własnej skórze co jest wart stare Renault.

http://media.autokult.pl/a0c545e331a3ec9a5840c9a52a22dc67,400,300,0,0.jpgPierwsze Renault 5 pojawiło się w 1972 roku i było najmniejszym, dostępnym wtedy na rynku francuskim autem. Druga generacja, o której dzisiaj mowa produkowana była od 1984 roku. Sprzedano ich ponad 5,5 miliona egzemplarzy, a największą popularność przyniosła jej dzika wersja GT Turbo. Nie jeździłem wersją Turbo, ale dane mi było usiąść na fotelu pasażera i pojeździć po leśnych ścieżkach. Powiem Wam szczerze, że było to genialne przeżycie. Wersja, którą mnie przewieziono była z 1988 roku, więc miała już turbosprężarkę chłodzoną cieczą, moc 120 KM i w efekcie 100 km/h osiągała w mniej niż 8 sekund. I to dało się odczuć, Renault nawet brzmiało świetnie, mimo malutkiego silnika. Dodajmy jeszcze, że ważyło jakieś 800 kg, więc wyobraźcie sobie co robiło 120KM z tak lekkim samochodem. Zabawa przednia, choć ja z racji, że nie lubię jeździć na fotelu pasażera, musiałem zrobić sobie małą przerwę pod drzewem. I to był pierwszy i jedyny przypadek od dnia, w którym odebrałem prawo jazdy, gdy samochód załatwił mój żołądek, żadnemu się to jeszcze nie udało. I z racji, że to mały samochód, którego rozstaw osi to zaledwie 2407 mm, prędkość 80km/h odczuwasz znacznie dotkliwiej, niż 140km/h w dużo mocniejszym aucie Volkswagenie Phaetonie, którym też kiedyś jechałem. I wiecie co?

http://media.autokult.pl/1859daff363f1b3a249e68e50d287f0b,800,600,0,0.jpgTo 1.4 z turbosprężarką daje znacznie większą frajdę z jazdy, nawet na siedzeniu pasażera, niż Phaeton z silnikiem 6.0 420KM jako kierowca. Gdy teraz próbuję sobie odtworzyć jazdę Volkswagenem, po prostu mi to nie wychodzi, nie pamiętam do końca jaki był i co czułem, a z Renault 5 pamiętam każdą sekundę i każde źdźbło trawy, po którym przejechała. Ale GT Turbo to droga i trudna do kupienia wersja, co z pozostałymi? Benzynowe 1.1 1.0 i 1.4 były dosyć wdzięczne, nie miało się w nich co zepsuć i nie paliły prawie nic. To było jedno z najekonomiczniejszych aut lat 80, które schodziło poniżej 5 litrów na 100 km w trasie, ze stałą prędkością. Silniki 1.1 i 1.0 są czterobiegowe, ale to możnaby uznać za minus, gdyby auto dużo paliło i przy wyższych obrotach prosiło się o nadbieg ekonomiczny, a tak nie jest. Jechałem Wersją 1.1 i muszę przyznać, że byłem zaskoczony. Lekki, zwrotny i bardzo łatwy w prowadzeniu. Oczywiście nie ma fajerwerków, od tego była wersją GT, ale w porównaniu ze starą Corsą, czy Fiestą, prowadzi się znacznie lepiej i jest w niej wygodnie. Nie mogę też zapomnieć o alternatywie dla GT, czyli wolnossącym silniku 1.7, bo Renault 5 Baccara właśnie taki silnik miała pod maską.

https://ranwhenparkeddotnet.files.wordpress.com/2012/09/renault-5-baccara-4.jpgNigdy nie widziałem go na żywo, ale gdy rozmawiałem dzisiaj z Panem Kamilem, właścicielem Renault 5 w wersji diesel, wyznał, że jego dziadek podobno miał Baccarę i silnik nie brzmiał emocjonująco, sama jazda nie dostarczała zbyt dużo emocji, ale plusem było wspomaganie kierownicy (cytując „auto można było prowadzić małym palcem u stopy”) elektryczne szyby (w małym aucie z lat 80, czujecie?) i skórzaną tapicerkę, no coś wspaniałego. Teraz Pan Kamil jeździ dieslem, bo to akurat ten był w najlepszym stanie, ze wszystkich, które obejrzał. Nie narzeka na nic, poza kulturą pracy, a tej jak wiadomo w dieslu brak. Przejdźmy do mniej przyjemnych rzeczy, jeśli chodzi o Renault 5. W 3 drzwiowej wersji z tyłu jest za mało miejsca, bagażnik jest pod strasznie dziwnym kątek, więc wsadzenie tam czegoś wyższego od pudełka z pizzą jest niemożliwe, ale najgorsza w tym wszystkim jest ta stylistyka. Bo jeśli miałbym Renault 5 i ktoś by mi powiedział „ale Ty masz brzydkie auto” nie mógłbym go uderzyć w twarz. Bo choć nie jest to najbrzydsze auto świata, to z pewnością nie jest to stylistyka, która u każdego wywoła uśmiech na twarzy. U mnie wywołuje, choć ja nie widzę siebie w innej wersji niż GT, bo nawet jeśli jakiś kierowca BMW serii 3 wyszydziłby ze mnie na światłach, to mógłbym mu pokazać co potrafi ta mała mucha. Najdziwniejsze jest to, że sam nie potrafię powiedzieć, czy to auto mi się podoba, jest strasznie dziwne, ale podobnie było później z Twingo, z tym, że w jego przypadku nie mam wątpliwości, jest paskudne, 5 znacznie bardziej mi się podoba.

http://m.autokult.pl/renault-super5-gt-turbo--74207e7,630,0,0,0.jpgTo autko można kochać i cieszyć się nim i zupełnie mnie to nie dziwi, ale można też mówić, że jest szkaradne i też mnie to nie zdziwi, cóż za skrajny przypadek, nawet ja nie potrafię się określić. Ale kolejna zaleta tego samochodu to cena. Dziś, aby kupić klasyka, w dobrym stanie i dodatkowo rzadko spotykany, trzeba przygotować sporo gotówki, ale nie w przypadku Renault 5. Bo udało mi się znaleźć wersję GT w dobrym stanie, z lekko wgnieconym błotnikiem za 8500 zł, do negocjacji, jeszcze gdzie indziej znalazłem za 9000 zł i w rozmowie telefonicznej Pan szczerze przyznał, że odda go nawet za 7000 zł, o ile właściciel będzie wart jego Renault 5. A w Niemczech znalazłem w stanie nieskazitelnym za 1200 euro. Standardowa wersja, w stanie 1:1 to koszt uwaga – 2500 złotych. Świetna sprawa, jest znacznie tańsze od Peugeota 205 GTi, a niewiele mu ustępuje, to kolejny przykład, że Francuzi 30 lat temu zrobili dla motoryzacji coś dobrego i wielka szkoda, że tak nie zostało.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Samochód, który straszy – Citroen C5

Czas na kolejnego przedstawiciela klasy średniej. I jak nie dażę francuskiej Laguny czy 406/407 nawet sympatią, tak kiedyś próbowałem przekonać się właśnie do tego samochodu, czyli Citroena C5. Zapowiadało się nieźle, gdy zobaczyłem jego test w telewizji, choć wygląda szkaradnie to może nadrobi jazdą? C5 zasłynęło przede wszystkim z bardzo atrakcyjnej ceny w tzw. wyprzedaży z rocznika i pewnie stąd ich tyle na naszych ulicach.

http://m.autokult.pl/citroen-c5-616x462-6a90c160edbc6,630,0,0,0.jpgW 2004 roku przeprowadzono facelifting, który wyszedł na dobre, bo pierwsza wersja jest jak zamszowe buty w cukierkowym różu, w białe kropki, ubrane do spodni dresowych, wyprasowanych na kantkę. To chyba najlepsze porównanie jakie przychodzi mi do głowy. Za każdym razem, gdy próbowałem do niego wsiąść czułem się jakbym był magnesem, C5 również, tyle że o przeciwnych biegunach, on odpychał mnie, a ja jego. Odejdź zły człowieku, krytykujący francuskie samochody. Ale jakoś sie udało usiadłem w środku najpierw wersji z 2001 roku z silnikiem 2.0 HDi, wyobrażacie to sobie? Nie dość, że auto strasznie mi się nie podoba, to jeszcze ma diesla pod maską, więc dostarcza tyle samo emocji podczas jazdy, co łowienie ryb w deszcz, w stawie w którym więcej pływa trupów niż ryb. 

http://m.autokult.pl/citroen-c5-2-12d393e83e1794bbce3,0,750,0,0.jpg

Na szczęście mamy dużo wersji silnikowych od 1.8 16V do 3.0 V6, który nieźle brzmi na papierze, ale w praktyce jest jak połączenie Conchita Wurst, co z tego, że coś tam umie zaśpiewać, skoro nie da się na niego patrzeć. Wracając do wersji diesel, to co za nią przemawia to ekonomia, bo 6 litrów w mieście, które widziałem na własne oczy to wynik godny pozazdroszczenia, ciekawe ile by wziął na trasie. Na pewno znacznie mnie, bo podkręcanie C5 na wyższe obroty jest jak wylanie sobie pół litra kleju na głowę, takie same uczucie. No, ale wracając do stylistyki spójrzcie tylko na niego, tył potraktowany dziadkiem do orzechów, a przód wygląda jakby spędził weekend na madejowym łożu, po co go tak rozciągali? Wielki przód i mikroskopijny tył, wersja kombi jest bardziej proporcjonalna, ale nie zmienia faktu, że nadal ma tyle wdzięku co Rudi Schuberth. A co z wersją po faceliftingu? Na pewno wygląda lepiej, chodź to nie było trudne zadania. Jak wypada na tle rywali? No cóż Mondeo jest większe, ładniejsze i tańsze, tak więc póki co nie znalazłem racjonalnego powodu do zakupu C5.

http://media.autokult.pl/d82a4a414bc27437031f06cc3d2c5400,400,300,0,0.jpg

Wersja C5 FL, którą jeździłem miała pod maską 2.0 16V z automatem, który pracował jak w starym Renault 19, coś okropnego. Nie wiem, czy ten model miał coś nie tak z tą skrzynią, czy to przypadłość większej liczby aut, ale tak głęboko mi to zapadło w pamięć, że musiałem o tym wspomnieć. W środku dosyć wygodnie, ale litości urwane klamki, wloty powietrza popękane, z czego Wy te auta robicie w tej Francji? Auto miało na liczniku 178 tysięcy km i było od pierwszego właściciela, czy on o nie nie dbał? Ależ skąd, każdy kto miał to auto narzeka na jakość wykonania wnętrza. Co się psuje poza klamkami? Awarie elektroniki, w szczególności silnik 2.0 HPi, wersja 2.2 HDi jest tak droga w serwisowaniu, że jeśli masz rodzinę, to musisz ją porzucić, bo nie zdołasz utrzymać jednocześniej C5 i rodziny. Komfort jest przypłacony awaryjnością pneumatycznego zawieszenia, które cierpli na naszych cudownych drogach. Dodam, że jeszcze nie skończyłem wymieniać – uszczelka pod głowicą, koło pasowe, układ wydechowy, hamulce, czyli prawie wszystko, zużywa się przedwcześnie. No, ale jeśli wozisz porcelanę, albo sam nagminnie łamiesz żebra, to komfort jazdy C5 będzie Ci bardzo potrzebny na co dzień, tak więc przygotuj portfel i kupuj! Ceny zaczynają się o 7000 zł w wersji I, oraz od 13000zł za wersję FL. Chyba każdy już wie, że ja nie kupiłbym C5, a pod bronią wyznałbym, że wolę nawet Vectrę C, od tego.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Co ma do zaoferowania Renault Megane II?

Jak już wiecie francuska motoryzacja zazwyczaj wywołuje u mnie negatywne emocje. Nie podoba mi się stylistyka tych samochodów, nie podobają mi się ich innowacje, nie podoba mi się ich bezawaryjność (bo po prostu jej nie ma) oraz cholernie nie podoba mi się ich cena. Oczywiście są pewne perełki, które są warte każdej złotówki jak chociażby Peugeot 205 GTi, czy chociażby klasyczny Citroen DS. Na codzień mamy jednak styczność z takimi autami jak chociażby Renault Megane II, który jest bohaterem dzisiejszego wpisu.

http://m.autokult.pl/autowp-ru-renault-megane-bf96e3f,630,0,0,0.jpgPierwsze co rzuca się w oczy to oczywiście wielki tyłek. Gdyby Nicki Minaj miała być samochodem, prawdopodobnie byłoby to Renault Megane II. Nie wiem czy miało to być praktyczne, czy po prosto ładnie wyglądać, ale nie sprawdziło się w obu przypadkach. Był produkowane od 2002 roku i był jednym z pierwszych kompaktów, który tak bardzo różnił się od swojego poprzednika. Żaden z producentów nie był aż tak odważny jak Renault i to się chwali, bo choć mnie może się nie podobać, to są ludzie (i widzę ich dosłownie codziennie za kierownicą Megane II), którym to auto po prostu się podoba. Przejdźmy do tzw. innowacyjności, czyli co ma w sobie jeszcze Megane II, czego nie mają konkurenci? Muszę wspomnieć o kartach startowych, które wprowadzono, bo to chyba najgłupszy pomysł świata. Co Wam zawinił ten biedny kluczyk, że się go pozbyliście? Przeniesienie odpalania samochodu całkowicie poza naszą kontrolę to przecież samobójstwo i to nie mogło zadziałać poprawnie. Wkładamy sobie kartę do konsoli, naciskamy magiczny przycisk „Start” (mogli go chociaż zrobić w kolorze czerwonym) i ruszamy w świat swoim Renault. Ciekawe czy jest jakiś właściciel, u którego to nigdy się nie zepsuło, piszcie do mnie jeśli tak jest, bo ja wykonałem 12 telefonów i u każdego z właścicieli był w trakcie użytkowania problem z kartą startową. Ledwo zacząłem pisać i już mam pierwszą, poważną usterkę pojawiającą się w tym modelu, o zgrozo! A co mamy pod maską? Wachlarz możliwości – od słabych silników 1.4 82-98 KM, które do setki rozpędzają się 13,5 lub 12,5 sekundy, w zależności od rodzaju silnika.

http://m.autokult.pl/renault-megane-ii-2-4aadf362cd11,0,750,0,0.jpg

Nie jest to porywający wynik, ale na zakupy wystarczy. Jednak mimo wielu innowacyjności Megane nie waży aż tak dużo przez co silnik 1.4 jest dosyć ekonomiczny, bo w cyklu mieszanym można zejść spokojnie poniżej 7 litrów na 100 kilometrów. Nieco mocniejszy silnik 1.6 113 KM pali niewiele więcej, a jeśli przyjdzie nam jechać to drodze dwupasmowej, te dodatkowe 20 KM może się przydać. Idziemy wyżej i tak oto dochodzimy do silnika 2.0, który w swoim słowniku nie ma słowa ekonomia, a rekord spalania jaki dzisiaj usłyszałem w przypadku Megane II pochodził właśnie z tego silnika, uwaga – 13 litrów na 100 kilometrów, prawie jak Dodge RAM! Oczywiście jest szereg wersji specjalnych jak 2.0 T RS 226 KM, RS F1 R26 – 230 KM, ale dosyć rzadko widywane na naszych drogach, choć mi się zdarzyło stosunkowo niedawno porozmawiać z właścicielem 2.0T RS, który był po prostu zakochany w tym aucie. Nie będę ukrywał, że brzmienie silnika miał naprawdę niezłe, ale nie pasowała mi stylistyka RS do tej linii samochodu. Silniki diesla z wtryskiem Common Rail bardzo chwalone, choć drogie w eksploatacji, dlatego niskie rachunki za spalanie, szybko są podbijane przez wizytę w warsztacie. 1.5dCi, 1.9 dCi to auta, które w mieście palą maksymalnie 6 litrów, a to już fajny wynik. Jechałem wersją 1.4 98KM oraz dieslem 1.5 dCi, gdzie nawet diesel miał niezłą kulturę pracy (przynajmnie w środku przy zamkniętych oknach). Ale auto jest potwornie nudne, nawet jadąc dynamiczniej na przykład 80km/h nie czuje się radości z jazdy, brzmienie silnika jest fatalne, zawieszenie na mój gust za miękkie, ale dla innych to z kolei atut.

http://m.autokult.pl/renault-megane-ii-wn-c4--654b1aa,0,750,0,0.jpg

Wnętrze jak na cenę Megane II nie porywa, plastiki są średniej jakości, a w dodatku szybko się zużywają. Co z awaryjnością? Megane II to już auto XXI wieku, czyli wieku w którym bezawaryjność i długowieczność przestały mieć znaczenie (na czymś koncerny muszą zarabiać!). I tak oto właściciele skarżą się na skrzynie biegów i sprzęgło, które są cholernie drogie, awarie elektroniki i układu elektrycznego, w zawieszeniu szybko zużywają się łożyska, w dieslu psuje się zawór EGR, a jego koszt to 300 złotych, jednemu z właścicieli z którym rozmawiałem wtryski padły po 130 tysiącach km, innemu po 180 i moim zdaniem to kompletna pomyłka. Pojawiło się też sporo drobnych usterek, które się nie powtarzały tak więc ciężko nawet po godzinie wiszenia na telefonie jednoznacznie stwierdzić ile tych usterek jest, ale mogę oficjalnie powiedzieć, że przy pisaniu wpisu o Megane II nasłuchałem się najwięcej usterek różnego rodzaju. Oczywiście nr 1 w rankingu są wspaniałe karty startowe. Powstaje pytanie po co kupować Renault Megane II? Dla wyglądu? Dla komfortu jazdy, który po 120 tys. km zostanie przyćmiony strzelającymi plastikami? Cena jest szatańska, bo używany model z silnikiem 1.6 to jakieś 12 tysięcy złotych i to jest dopiero auto w stanie gdzie wydatki na wstępie nie przekroczą tysiąca złotych, diesle są tańsze co nie dziwi biorąc pod uwagę awaryjność wtrysków, czy zaworu EGR, udało mi się znaleźć model za 8500 złotych, choć właściciel niewiele chciał mi powiedzieć przez telefon, co wzbudziło moje podejrzenia. Cena nie zachęca, Focus jest tańszy, Astra jest tańsza, Civic jest tańszy, Corolla jest tańsza, wybór jest ogromny, więc po co kupować Megane II? Nie znalazłem odpowiedzi, więc jeśli ktoś ją zna czekam ze zniecierpliwieniem.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Strusie jajo na czterech kołach – C3

Dzisiaj zaglądamy do Francji. Mimo tego, że można im wiele zarzucić, to w latach 90 byli liderami jeśli chodzi o małe samochody. Peugeot 205, albo lubiane przez wszystkich (poza mną) Clio. No, ale nastał XXI wiek i tak oto pojawił się Citroen C3, to właśnie on będzie bohaterem tego wpisu.

http://m.autokult.pl/citroen-c3-2-235779-e78fdb475c53,910,500,0,0.jpg

Często zdarza mi się przegiąć z oceną samochodu, nie zdziwię się zupełnie jak w końcu ktoś mi da po mordzie, ale mimo tych mrocznych obaw, mój dzisiejszy tytuł jasno Wam sugeruje, że C3 nie przypada mi do gustu stylistycznie. No i jeśli do takich wniosków doszedłeś to jesteś bystrym człowiekiem, bo miłośnikiem jajowatych kształtów nie jestem, przynajmniej jeśli chodzi o samochody. W miarę fajny przód udało się zepsuć całą resztą, jakby komuś się kichnęło podczas rysowania projektu. No, ale Citroen ma inny punkt widzenia (i całe szczęście, bo dzięki nim mam o czym pisać) i postanowił produkować C3 w tej bryle, aż do 2009 roku. Zawsze miałeś wybór, za podobne pieniądze mogłeś kupić, mniejsze, ciaśniejsze C2, ale za to dużo ładniejsze i zwinniejsze w zakrętach. Oczywiście, że przeciętny nabywca tego typu samochodu nie spędza popołudnia na torze, ale jakby ktoś nagle dostał olśnienia, warto o tym wiedzieć. C3 miało silnik 1.1 o mocy 60 KM, co jest równie bezsensowne jak twierdzenie, że ktoś może zginąć od przedawkowania cynamonu (pozdrowienia dla UE!) , bo ten silnik praktycznie nie rusza z miejsca. W jest równie kulturalny co Gordon Ramsay, tym bardziej przy wysokich obrotach. 

http://media.autokult.pl/98f5a927d3acae1c8b187fe14c04fc72,800,600,0,0.jpg

Wersja 1.4 pali praktycznie tyle samo (a przy wyższych prędkościach nawet mniej) i oferuje nam całe 90 KM, jeśli nadal Ci mało opcja 1.6 również wchodzi w grę i emituje szalone 109 KM! Jaki to musi być potwór, niestety wersją 1.6 nigdy nie zdołałem się przejechać. A jeśli należysz do fanów ropy możesz wybrać HDi 1.4 lub 1.6. Dość suchych danych jak się go prowadzi? Bez rewelacji, silnik nie brzmi fajnie, ale wersja 1.4 którą jechałem jest dość dynamiczna, można ją polubić. Mimo kształtów zaczerpniętych z Nicky Minaj parkowanie jest łatwe, może to dzięki dosyć precyzyjnemu układowi kierowniczemu. W środku jest dosyć dużo miejsca jak na tak małe auto, tu C3 miażdży chociażby Corsę. Drażnią mnie natomiast cyfrowe zegary, Fiat próbował tego jakieś 12 lat wcześniej w Tipo i się nie przyjęło, a Ci dalej swoje. Lewarek zmiany biegów sprawia dziwne wrażenie, gdy wrzucasz bieg masz wrażenie, że zaraz się rozpadnie. Zresztą do wielu plastikowych elementów można się doczepić, ale nie zapomnijmy, że to stosunkowo tani samochód. To chyba jeden z nielicznych aut, w którym wolę podróżować z tyłu, bo nie muszę oglądać tych zegarów i jest tam wystarczająco miejsca nawet dla mnie. No i moja ulubiona część w przypadku aut z Francji – awaryjność. 

http://m.autokult.pl/citroen-c3-wnetrze-23577-a91df22,0,750,0,0.jpg

Zacząłem od Pana Henia, dla którego zabawa z elektryką C3, jest jak kostka Rubika, w pewnym momencie masz ochotę nią je.. rzucić o ścianę, ale gdy Ci się już uda, to czujesz się jak jeden na milion. I tak właśnie jest tutaj, słabo zabezpieczone kable korodują, przez co po dłuższym użytkowaniu wiele zabawek zaczyna świrować, migająca deska, komputer, klimatyzacja itd. Zawieszenie, które oczywiście jest komfortowe to już reguła przy „trójkolorowych”, łączniki stabilizatorów, sworznie wahaczy, przeguby półosi. Co ciekawe ciężko mi było wydusić coś o silnikach benzynowych, zdają się być bezawaryjne, poza drobnymi wyciekami. Co innego diesle, gdzie najpopularniejsza wśród mechaników usterka to wtryskiwacze systemu Common Rail, no i ukochany „dwumas” w 1.6 HDi. Po raz kolejny udowadniam, że lepiej kupić benzyniaka niż diesla. W dodatku przy obecnych cenach paliwa, może okazać się, że przy zsumowaniu kosztów eksploatacji, jazda z silnikiem benzynowym będzie tańsza. 

Jak go podsumować? C3 jest dla ludzi, którzy wymagają od auta komfortu, tutaj macie go więcej niż Francuzów w Paryżu. Nie ma co jednak liczyć, że będzie bezproblemowy, bo na pewno nie, w tej kwestii przegrywa z konkurentami i to chyba niestety wszystkimi. Jest najdroższy w eksploatacji w swojej klasie, ale przy tym najwygodniejszy i chyba najprzestronniejszy w środku. Oczywiście nie pogodzę się z tym kształtem i nie powiem, że kupiłbym C3, bo sam komfort to dla mnie za mało. Być może też dlatego, że nie maluję sobie powiek w samochodzie i nie jest mi to aż tak potrzebne. I tu właśnie jest pies pogrzebany, bo to auto idealnie pasujące do Pań! 

Źródłem zdjęć jest:
http://autokult.pl