Ford Focus mk.3 FL nowe rozdanie w klasie kompakt

Odkąd nowy Focus z twarzą Aston Martina pojawił się na rynku, koniecznie chciałem go przetestować. Nie tylko ze względu na stylistykę, bardziej chodziło mi o moje oczekiwania jakie miałem wobec tego samochodu, czy jest w stanie sprostać tak wysoko postawionej poprzeczce. Nadarzyła się okazja i tak oto przed Wami test Forda Focusa Mk.3 FL.

http://m.autokult.pl/ford-focus-po-faceliftin-e40b7fd,910,500,0,0.jpgNa początku wnętrze, które od momentu otwarcia drzwi wzbudziło we mnie niemałe zainteresowanie. Przetłoczenia na kokpicie, te wręcz agresywne kształty obudowy zegarów, piękna, kształtna i jak się później okazało mega dobrze leżąca w dłoni kierownica, wszystko to już na pierwszy rzut oka było tak dobre, zrobione ze smakiem i gustem, że zapowiadało się ciekawie. Niestety na papierze już nieco gorzej, bo testowany Focus był wersją podstawową z silnikiem 1.6 co mogło sprawić, że cały czar pryśnie po wrzuceniu pierwszego biegu. No, ale dobra ustawiam pozycję za kierownicą co poszło mi bardzo gładko, zapinam pas i ruszam. Samochód jest bardzo intuicyjny, wszystko pod ręką, bardzo prosty w obsłudze, nie ma udziwnień jeśli chodzi o komputer pokładowy itd. Drążek zmiany biegów i to chyba najlepszy drążek jaki zdarzyło mi się obsługiwać, tak pewnie leży w dłoni, kierownicą do teraz nie mogę się przestać zachwycać.

http://media.autokult.pl/109c62e23734a8d3828fe1fdbeb30a5e,800,600,0,0.jpgNo i te zegary z niebieskimi wskazówkami, po prostu bajka! Kiedy siadasz za kierownicą samochodu innego niż Twój to zawsze jest jakiś element zaskoczenia, a to sprzęgło chodzi inaczej, a to zmiana biegu przebiega w nieco inny sposób i można tak wymieniać w kółko. Mimo iż często zdarza mi się siedzieć za kierownicą różnych samochodów (a w ostatnim czasie nawet za często) to wiele razy samochody mnie zaskakiwały. Z Focusem było zupełnie inaczej, jakbym miał ten samochód od lat, wyczułem go momentalnie. Pierwsza rzecz jaka mi się nasuwa to wygoda, coś niesamowitego jaką transformację przeżył Focus na przestrzeni lat w tej dziedzinie, postęp jest nieprawdopodobny i śmiem zaryzykować stwierdzenie, że jest wygodniejszy niż o klasę wyższa Mazda 6 czy Toyota Avensis. No, ale teraz mniej przyjemna część tej ody do Forda, bo zajmiemy się silnikiem. Cóż za ponury żart, aby wsadzić tam tak słaby silnik. 1.6 o mocy 125 KM zupełnie nie radzi sobie z gabarytami auta, nie jest jakoś uciążliwie powolny, jak go dociśniesz to jedzie, ale to dociskanie niesie za sobą konsekwencje, bo wskazówka od paliwa po prostu opada w oczach.

http://m.autokult.pl/ford-focus-1-5-ecoboost--5ea592f,910,500,0,0.jpgAle takie są właśnie konsekwencje zbyt małego silnika – wysokie spalanie. Nie wiem czy jest sens zakupu wersji podstawowej, lepiej dołożyć trochę i nabyć wersję EcoBoost, no ma pod maską 150 koni mechanicznych i nie zjada Twojego portfela na stacji benzynowej. Owszem musisz więcej zainwestować, ale ta inwestycja zwraca się z upływem kilometrów. Pomijając ten silnik auto prowadzi się świetnie, układ kierowniczy precyzyjny, skrzynia pracuje dokładnie tak jak ja tego chcę. W środku nie jest za głośno, wszystko jest dobrze wyciszone, ale jeśli masz ochotę posłuchać dzieła inżynierów Forda to nie musisz otwierać szyby, użyj do tego prawej nogi. Miejsca w środku mi nie brakowało, bagażnik praktyczny, na tylnych siedzeniach wygodnie usiądzie nawet stały bywalec fast foodów. No i powiedzmy sobie szczerze, nie jest to najmniejsze auto, a mimo braku w wyposażeniu czujników parkowania mam wrażenie, że z zaparkowaniem Focusa nie będzie miał problemu nawet stały użytkownik Smarta Fortwo. Na pozór tylna szyba jest mała, a kształty samochodu dość nieregularne, ale jeśli masz dobrze ustawiony fotel i lusterka to parkowanie jest jak kaszka z mleczkiem, a nawet sprawia przyjemność.

http://sds5.wp.tv/2936662-02prev.jpgTest przebiegał sprawnie i bardzo przyjemnie, Focus skradł moje serce, a przecież to tylko kompakt, który ma zadowolić każdego. Już w połowie testu zadałem sobie pytanie, na które do teraz nie znam odpowiedzi – po co kupować cokolwiek innego w tej klasie? Nie ma rozsądnego usprawiedliwienia, bo to auto jest świetne pod każdym względem, przymykam oko na to 1.6 dla mnie ten silnik może nie istnieć. Jedyna rzecz jaka może zdecydować o nie kupieniu Focusa, to cena. W porównaniu z ceną dobrze wyposażonej Skody Rapid to niestety, ale Ford wypada dość blado. Ale nadal jest tańszy od wielu konkurentów, w tym od Golfa. Nadal jest od niego dużo ładniejszy i w tym wszystkim nadal jest od niego o stokroć lepszy.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Zadanie na dziś – dynamiczny kompakt do 18 tysięcy!

Przyszedł do mnie mail następującej treści:
Witaj! Czytałam wielokrotnie na Twoim blogu, jak pomagasz w wyborze samochodu. Mam 24 lata, właśnie sprzedałam swojego starego Opla Omega, jeździłam 2 lata, ale był dla mnie za duży. Teraz szukam jakiegoś kompakta (najlepiej 5 drzwi), tak mniej więcej do 17-18 tysięcy, mój budżet całkowity to 20 tysięcy, ale chciałabym zostawić trochę na ewentualne naprawy. Warunek konieczny – silnik benzynowy, w miarę dynamiczny (Omega miała 2.5). Coś fajnie wyposażone i wygodne, byle nie Opel, ani Volkswagen, Pozdrawiam Zosia.”

http://m.autokult.pl/autowp-ru-ford-focus-5-d-bd74621,625,0,0,0.jpgWięcej pisać mi nie trzeba i nie będę ukrywał, że Zosia dała mi szerokie pole manewru. Zdecydowałem się wedle jej sugestii zostać w klasie kompakt i pierwsza moja myśl kieruje się w wiadomą dla wielu fanów bloga stronę – Ford Focus. W tej cenie dorwiemy Mk.2 gdzieś w roczniku 2007-2009 i polecana przeze mnie jednostka dla Ciebie to 1.8 125KM, jest dość żwawy i mało awaryjny. Na pewno to lepsza opcja niż 1.6, czy paliwożerne 2.0, jest tak pomiędzy i nie zostaje w tyle, na papierze imponująco nie wygląda, ale zapewniam, że mocy mu nie brakuje. Jeśli chodzi o wyposażenie, w tej cenie jeśli dobrze poszukasz znajdziesz wersję Ghia, gdzie Ford upchnął wszystko, co nawet dzisiaj można w aucie dostać. Od podstaw typu ABS, alufelgi, elektryczne szyby i lusterka, kilka poduszek, po klimatyzację dwustrefową, czujniki parkowania, ESP, czujniki deszczu, tempomat. Nie będziesz narzekać na komfort, choć nie będę ukrywał, że nie jest to nr 1 w swojej klasie, za to kawy Ci nie wyleje. Dla mnie to od dobrych paru lat lider w swojej klasie, jest tylko jeden problem. Przyglądam mu się bardzo uważnie od samego początku, gdy zacząłem pisać artykuł i ciężko mi powiedzieć, czy to auto w ogóle Ci się spodoba.
http://media.autokult.pl/ee26b6255ff990a6761c8123e914514f,800,600,0,0.jpgObawiam się, że to chyba najbrzydszy ze wszystkich Focusów, jakie powstały, no ale to kwestia gustu, sama musisz zadecydować, tymczasem przedstawiam kontrkandydata do Focusa i będzie to nie lada niespodzianka. Wielu powie, że zwariowałem, ale być może Zosia będzie chciała podjąć pewne ryzyko – BMW Serii 1. W Omedze był napęd na tył i silnik z BMW, więc zostaniesz w otoczeniu, jakim jeździłaś przez ostatnie 2 lata. Problem w tym, że w tej cenie model będzie kilka lat starszy od Focusa i na pewno bardziej przechodzony. O wyposażeniu nie wspomnę, bo jeśli będziemy mieć szczęście to znajdziemy 118i, które trochę odstaje od Focusa, ale nie brakuje mu klimatyzacji, czujników parkowania, więc XXI wiek nastał wewnątrz serii 1. Od razu mówię, że 116i to słaby wybór i bardzo prawdopodobne, że sporo właśnie tego przewinie się na portalach ogłoszeniowych, w dodatku w wersji golas (niektóre nie mają nawet klimy!). Ja wiem, że to BMW, że serwisowanie dużo droższe, że będzie więcej palił, że jest żałośnie ciasne w środku, ale dajmy trochę popracować wyobraźni! Szukamy auta dla dziewczyny, która ma 24 lata, chce dynamiczne auto i jeździła dwa lata samochodem z tylnym napędem i silnikiem 2.5 pod maską! Jak dla mnie BMW pasuje do niej idealnie, teraz pytanie czy będzie pasował również Zosi, na to odpowiedź uzyskamy już wkrótce!

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/seat-leon-1-229032-616x4-5f17f29.jpgByło coś, co ja kupiłbym w tej klasie, za te pieniądze, było coś szalonego, to może zejdę na Ziemię i na koniec rzucę czymś bardzo, bardzo rozsądnym. Miałem Ci rzucić Skodą Octavią, ale jeśli już wybieram coś z koncernu Vw to zdecydowałem się tym razem na Seata Leona. To chyba najładniejsze auto w dzisiejszym zestawieniu, rocznikowo jest, gdzieś pomiędzy Focusem, a BMW. Wyposażeniem od nich nie odstaje, porównywalnie do Focusa. No, ale jakiego ja Leona znalazłem i to nie jednego! Nagle rozsądek przestał mieć znaczenie i w efekcie Focus staje się najrozsądniejszy, ale to mało ważne! Leon 2.0 FSi 150 KM z 6 biegową skrzynią! Coś genialnego, auto jest żwawe, gdy tego chcesz, ale będzie łagodne i potulne, jak baranek w mieście. Ma trochę pod maską, więc trzeba brać poprawkę, że nie będzie palił 6 litrów na 100 kilometrów, zapomnijmy w ogóle o spalanie, myślę, że te 7,5 l / 100 km jest w zasięgu spokojnie. Auto nie będzie drogie w serwisie, nie psuje się bardziej niż konkurenci i fajnie się prezentuje. Leon kusi coraz bardziej, nawet mi się spodobał!

A teraz małe podsumowanie. Przy BMW może Ci zostać mało na naprawy (bo przy BMW zawsze jest mało), a wybierając Focusa tudzież Leona, mimo bogatych wersji, które zaprezentowałem dzisiaj te 2-3 tysiące zostaną Ci na pewno w kieszeni. Przyjrzyj się całej trójce, znajdź jakieś w Twojej okolicy na sprzedaż, przejedź się, podejmij decyzję i potem szukaj konkretnego modelu. Ford Focus Mk.2 1.8, BMW 118i czy Seat Leon 2.0 FSi. Po opisie, który wysłałaś mimo wszystko, jakoś intuicyjnie widzę Cię w Leonie, ale to w 100% subiektywna opinia, nie przywiązuj do niej specjalnie wagi. Pochwal się później co wybrałaś.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Time to say goodbye

Przyszedł moment, którego jeszcze parę miesięcy temu się nie spodziewałem. Gdy planowałem swój powrót do Miasta Królów Polski miałem wszystko dopięte na ostatni guzik, a jedno zdanie przetaczało się codziennie – dobrze, że mam spokój z samochodem i nie muszę się o tą kwestię martwić. Niestety przyszedł sądny dzień, w którym dałem się pokonać usterce mojego Scorpio. Dzisiaj będzie to coś w rodzaju pożegnania, bo to nie był zwykły samochód, to najlepsze auto jakie dotychczas miałem.

http://i68.tinypic.com/2drid5i.jpgZaczęło się zwyczajnie, jak wielu z Was wie, jedno auto mi padło, trzeba kupić inne. Scorpio pojawił się w porę, dwa tygodnie szukania auta mocno mnie zmęczyły i choć na liście byli inni kandydaci od Audi 80, przez Lancię, czy Mercedesa 190 to jego postawiłem jako pierwszego do oglądania. Nie miałem żadnych wątpliwości, to jest to! Kupiłem i jeździłem prawie dwa lata. Ciężko mi określić ile zrobił kilometrów, ale kilkanaście tysięcy na pewno. Objeździł ze mną całe południe Polski, był na Woodstocku, nigdy mnie nie zawiódł. Wszystko było robione na bieżąco i choć z zewnątrz wyglądał na nieco zmęczonego, to w środku był pełen wigoru i chętny do pożerania kolejnych tysięcy kilometrów. Przyszedł moment awarii i to szczerze przyznam ja nawaliłem, auto raz nie odpaliło, a później wszystko wróciło do normy, mimo to oddałem go do mechaników, którym ufałem, bo nigdy mnie nie zawiedli. W ciągu 2 tygodni więcej zepsuli niż naprawili i w dodatku nie byli go w stanie nawet odpalić, mi udało się to po 3 minutach.

http://i65.tinypic.com/2lxdvr5.jpgNie wiem czy to kwestia sposobu uruchamiania, czy może mam wierzyć w jakiś ponadludzki związek między mną, a nim, brzmi dziwnie, trochę jak baśń. Niestety nowe miejsce zamieszkania wymagało ode mnie posiadania własnych, czterech kółek, nie miałem zwyczajnie czasu i chyba już motywacji, żeby walczyć z usterką, której nawet nie jest w stanie zlokalizować. Tak oto pojawiło się Volvo, które jest epokę do przodu jeśli chodzi o komfort, technologię i wyposażenie, mimo to ma bardzo trudne zadanie. Bo musi dokonać tego co udało się tylko Scorpio, skraść moje serce i stać się moim mechanicznym przyjacielem. Nie ulega wątpliwościom, że to najstarsze, najbardziej przechodzone, największe auto ze wszystkich, które miałem, ale w tym wszystkim było po prostu najlepsze i to pod każdym względem. Dawało radość z jazdy, gdy trzeba było to stał w korku, jak setki innych aut, gdy trzeba było przewieźć kogoś więcej niż mnie to mieścił wszystkich i wszystko, a w dodatku się nie psuł i nie zjadał mojego portfela na stacji benzynowej. Z wielkim żalem, łezką w oku go oddałem, ale myślę, że poszedł w dobre ręce, takie odniosłem wrażenie. Spotkał go lepszy los niż wiele aut, które już miałem, bo myśli skłaniały się ku oddaniu go na złom, ale on się nie dał i choć odpala w wielkich bólach to ważne, że się nie poddaje. Różne mam podejrzenia co do tej usterki, taka najbardziej prawdopodobna to parownik, choć nie chcę już tego tematu rozbijać na części pierwsze, bo do końca się wahałem czy go nie zostawić, ale na to pozwolić sobie nie mogę. Bo już Volvo czeka w kolejce, już trzeba je ubezpieczyć i doprowadzić do porządku, a bez pieniędzy ze sprzedaży Scorpio będzie mi ciężko. Tak więc żegnam mojego mechanicznego przyjaciela, trzymam kciuki, aby nowy właściciel doprowadził go do porządku i aby służył mu przez kolejne 300 tysięcy kilometrów. Powodzenia Scorpio, mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy.

http://i68.tinypic.com/149qzrc.jpg

Rozprawka o tym, jak oczarował mnie Mustang

Są samochody i są narzędzia do przemieszczania się z punktu a do b. Kolejny samochód, który testowałem niedawno utwierdził mnie w tym przekonaniu jeszcze bardziej, ponieważ zdałem sobie sprawę z tego, jak malutkie są przy nim te samochody, które widzę codziennie jeżdżąc do pracy. Ford Mustang – legenda, same słowa już wzbudzają w motomaniakach respekt, a ja dostąpiłem zaszczytu poprowadzenia V generacji tego modelu.

http://m.autokult.pl/ford-mustang-gt-4-220506-733c6ac,0,920,0,0.jpgNa początek trzeba się z nim zapoznać, w końcu to kawał samochodu i to zza oceanu. 1.9 m szeroki, 4,77 długi, 6 biegowa, automatyczna skrzynia biegów, napęd na tył. Dla przeciętnego właściciela Opla, czy Volkswagena ta garść informacji jest tak nienaturalna i tak przerażająca, że gdyby je usłyszał odjechałby z piskiem z miejsca zdarzenia i w dodatku zapomniał przełączyć swojego wierzchowca na gaz, co równa się w przypadku takiego człowieka z wyrzutami sumienia przez resztę tygodnia. Co więcej – silnik 4.6 V8 o mocy 305 KM może nie wydawać się specjalnie wielkim osiągnięciem, jak na 2008 roku produkcji, ale przestaje to mieć znaczenie, gdy wreszcie ruszycie. To nie jest zwykły samochód sportowy, to jest po prostu Mustang, w zasadzie od pierwszych chwil za kierownicą oznajmia Ci dobitnie, że nie ma zamiaru Cię słuchać i musisz się naprawdę postarać, żeby go zdobyć. Moje ruszanie wzbudziło niemały atak śmiechu u właściciela, bo bardzo szybko traciłem przyczepność i w sumie nie szukam dla siebie wytłumaczenia, ale było dość mokro.

http://m.autokult.pl/ford-mustang-gt-3-220506-205ab48,0,920,0,0.jpgWracając na chwilę na początek tej przygody, zanim ruszyłem zapoznałem się z obsługą. Ponieważ to amerykański samochód, to nietrudno się domyślić, że filozofii nie ma. Ustawienie pozycji za kierownicą, jak w każdym Fordzie, dość łatwo się ułożyłem, noga na hamulec, wbijamy D i jedziemy. Szczerze nie miałem zamiaru się skupiać od początku na wnętrzu, którego tak wiele osób się czepia, zdaję sobie sprawę jaka jest cena Mustanga i jak to się ma do innych samochodów z charakterem. I choć plastiki, wykończenia, czy nawet drążek skrzyni biegów przypominają trochę poprzednią epokę to uwierzcie mi, zapomina się o tym, gdy go odpalisz i ruszysz z miejsca. Samo odpalenie Muscle Car’a zawsze wzbudza we mnie ciarki, a co dopiero, gdy siedzę za jego kierownicą. Gdyby znalazł mi się jakiś wariat, który w takiej sytuacji mi powie – wnętrze Mustanga jest słabo wyciszone, przysięgam niech lepiej wyjeżdża na Ziemię Ognistą, choć i tam go znajdę i wyrwę język za te paskudne słowa. Bo nie słyszeć Mustanga to jedna z największych zbrodni motoryzacyjnych świata, chyba nawet jeszcze większa niż utrzymywanie Vw Golfa na rynku.

http://m.autokult.pl/ford-mustang-wnetrze-220-dee596e,0,920,0,0.jpgNo i w pewnym momencie zapragnąłem ruszyć, ale oczywiście Ford nie poddał się bez walki, zaczął szaleć lewa, prawa, prawa lewa i dopiero po chwili, jak wyczułem gaz mogłem swobodnie ruszyć. Silnik brzmi po prostu bajecznie, to wersja GT, więc naprawdę wrażeń z jazdy nie brakuje. Wewnątrz nie czujesz, aby był to demon prędkości, ale jeśli ktoś nazwie go powolnym to oczywistym jest jedno – że po prostu nigdy tym autem nie jechał. Pod moją nogą zjadał wszystko co chciał z prawego pasa, a pod nogą właściciela to zeżarł i jeszcze przy okazji bekał po tym wszystkim. Nie żeby Mustang był arogancki, nie no ani trochę nie jest. Mustang jest po prostu sobą, ma głęboko to co go otacza, nawet to, że czasem nie mieści się na jednym pasie. Mówię o tym samochodzie cały czas jak o osobie trzeciej, która jakby towarzyszyła nam w podróży, ale w rzeczywistości tak nie było. Czasem to ja się czułem, jak osoba trzecia, bo gdy Mustang zapragnął sobie zredukować bieg to po prostu to robił, jak chciał się trochę poślizgać to się ślizgał i w zasadzie w ciągu tej godziny jazdy nie znalazłem sposobu na opanowanie go.

http://m.autokult.pl/ford-mustang-shelby-gt50-9bde723,0,920,0,0.jpgObawiam się jednego, że kupię sobie w końcu takie auto i nie przeżyję nawet tygodnia, ale jaka to by była piękna śmierć – przekraczasz bramy piekła w płonącym Mustangu, zamiast na wózku inwalidzkim z rurką w nosie. Dałem się oczarować? Chyba za mało powiedziane, ja się po prostu zakochałem. Jak widać dzisiaj nie były istotne liczby, statystyki, spalanie czy ergonomia wnętrza, dzisiaj rozmawiamy tylko o emocjach, bo przy takim samochodzie po prostu nie można postąpić inaczej. Co mam do dodania? Że cholernie żałuję, że zapewne upłynie trochę czasu zanim jeszcze raz usiądę za kierownicą Forda Mustanga i pewnie jeszcze więcej zanim go kupię. Ale na szczęście są jeszcze dobrzy i uprzejmi motomaniacy, którzy innym motomaniakom chcą zrobić frajdę i wywołać uśmiech na twarzy – Panie Waldemarze bardzo serdecznie Panu dziękuję za użyczenie samochodu, za ten ogromny kredyt zaufania no i przepraszam za to nieudolne ruszanie. Na dzisiaj to tyle, tematów mi nie brakuje, w kolejce do pisania już ustawiły się nowe BMW 316i, Toyota Avensis, Skoda Superb, Mazda 6 i wiele innych, także śledźcie bloga na bieżąco.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Panie i Panowie, przedstawiam Volvorine

Mam tak dużo do napisania, a tak mało czasu! Od tego co się podziało w ostatnim czasie jeśli chodzi o testy, bo miałem kilka perełek (w tym Mustanga z 2008 roku!) i będę chciał Wam te tematy przybliżyć, po mój nowy samochód i przy okazji stary, który nie poddał się bez walki. Dzisiaj przedstawiam Wam Volvo S40 vel Volvorine, bo tak go nazwałem.

http://i66.tinypic.com/dw8llk.jpgOd zawsze chciałem mieć Volvo. Przymierzałem się już wcześniej, ale do starszego 240, 740. Kiedy Scorpio padł miałem sporo problemów w związku z brakiem samochodu, gdyby nie życzliwość bliskich to pewnie nie dałbym sobie rady z wieloma rzeczami, chociażby z samą przeprowadzką. Udało się, ale pozostaje kwestia auta na miejscu, a okazało się, że w związku z miejscem zamieszkania będzie mi bardzo potrzebne. Długo biłem się z myślami, walczyć dalej, aby Scorpio wstało, czyli ściągać go na lawetę, ciągnąć do mechanika, który daje nadzieję, że go wskrzesi, czy odłożyć ten wątek na bok, zamknąć rozdział pod tytułem „Ford Scorpio Mk.1″. Nie było mi łatwo, ale postanowiłem, że zamkniemy rozdział Scorpio i poszukamy czegoś na zastępstwo. Być może tym razem czas na coś, co swym wyglądem nie wzbudza uwagi, nie jest aż tak egzotyczny, choć nie wiem czy to dobre słowo, może wymarły będzie lepsze. Bo problem ze Scorpio pojawia się w jednym momencie – gdy trzeba coś wymienić, bo o części wcale nie jest łatwo. W dodatku dowiedziałem się, że posiadany przeze mnie model to „biały kruk”. Gdy padła diagnoza na moduł zapłonowy, jedyny dostępny jest w Wlk. Brytanii, nie ma go nawet w hurtowniach w Niemczech, bo sprawdziłem. No, więc ta z  jednej strony zaleta, czyli rzadkość szybko stała się wadą, która prawie go uśmierciła. Prawie.. bo tak oto pojechałem go odebrać i zacząłem walkę – rozrusznik, ręczne ssanie gazu i tak w kółko, aż w końcu wstał, ożył i odjechał z tego paskudnego placu mechaników, których z nazwy tylko przez grzeczność nie wymienię, możecie się spróbować domyślić. http://i68.tinypic.com/ibc1av.jpgNo i pytanie – co teraz? Mamy pod domem – Volvo S40, rocznik 1997, silnik 1731cm3, 115KM, benzyna. Sedan, czarny metalik, na 15 calowych, aluminiowych felgach. W wyposażeniu – wspomaganie, ABS, welurowa tapicerka, elektryczne szyby, szyberdach i lusterka, podgrzewane fotele, tempomat. Z drugiej strony mam starego Forda Scorpio, który wizualnie już jest zmęczony, trochę go już zaczyna boleć żywot, bo coś tam rzeczywiście nie zadziałało, skoro wylądował u mechaników. Ale z drugiej strony to mój przyjaciel, jakkolwiek dziwnie to brzmi. Przeżyliśmy już prawie 2 lata, dziesiątki tysięcy kilometrów, bez większych awarii, pełnych frajdy, bo to auto naprawdę daje radość z jazdy. Gdy odpalił to wzruszyłem się, bo jak to możliwe, że 2 tygodnie mechanicy nie mogli go odpalić, a ja zrobiłem to w 3,5 minuty? To nie jest zwykły samochód. Mam ogromny mętlik w głowie, choć wszystko wskazuje na to, że decyzję już podjąłem w momencie, gdy pojechałem po Volvo. Volvo, które jest mi póki co obce, jest moje, chcę z nim zrobić porządek i chcę, żeby było jedyne w swoim rodzaju, mimo iż bardzo wiele jeździ ich po naszych ulicach. Wiele aut miałem, z kilkoma związałem się i było mi bardzo żal, ale ze Scorpio będzie najtrudniej. Póki co na pewno nie oddam go nikomu w takim stanie. Trzeba doprowadzić go do porządku i normalnego mechanika, wyczyścić i chyba będzie na sprzedaż.

http://i64.tinypic.com/x604l2.jpgZnacie go dobrze, więc jeśli kogoś zainteresował to zapraszam, bo oddam go tylko w dobre ręce. Wracając do Volvo, na zdjęciach okropnie brudny, bo nie było go kiedy umyć, prowadzi się super, na pewno wygodniej mi się parkuje, wnętrze do wyczyszczenia, a co do samej jazdy jest na pewno ciszej, do czego nie przywykłem i mam nieodparte wrażenie, że elastyczność tej jednostki sprawia, że mogę sobie pozwolić na więcej. Teoretycznie jest słabszy od Scorpio, ma mniejszy silnik i w dodatku jest cięższy, mniej wyważony, ale gdy wejdzie ponad 3,5 tysiąca obrotów z silnika wydobywa się wręcz rasowy ryk, a w to niepozornie wyglądające Volvo wstępuje diabeł. Pojechałem na autostradę i była to nie lada zabawa, nie wiem czy osiągnie więcej niż Scorpio, ale wydaje mi się, że zbiera się szybciej. No, ale to akurat mało istotne kwestie, szukałem auta, które jestem w stanie polubić, a do Volvo zawsze miałem duży szacunek, a przy okazji nie będzie niespodzianką dla mechaników, musi być łatwiejszy w eksploatacji. Volvo najlepiej pasowało do tego schematu, choć przyznam się Wam, że niewiele brakło, abym kupił Alfę Romeo 156. Ale o tym kiedy indziej, wkrótce temat Scorpio powróci, chyba już jako oferta sprzedażowa, choć różnie bywa, może wpadnę na inny pomysł.