Najlepsze auto na taksówkę?

Z racji, że ostatnio mam odwyk od kierowania swoim autem (z wiadomych przyczyn) zdarzyło mi się dosyć często poruszać taksówkami. Nie ma ich za dużo w tak małym mieście, ale naszła mnie refleksja pod tytułem jakie auto jest najlepsze na przewóz osób? Kilka aut się przewinęło, więc rozwińmy ten temat.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/mazda-626-6-616x410-6ec76b0ed1a9.jpgZacznijmy od tego, który moim zdaniem zupełnie na taksówkę się nie nadaje. Mazda 626, którą jechałem ostatnio, zawieszenie w tym samochodzie, albo było już tak mocno zużyte, że wszystko czułem wewnątrz jako pasażer, albo zwyczajnie nie ma preferencji do bycia taksówką. Miejsca może mi nie brakowało, ale jakoś siedzenie za pasażera zupełnie nie sprawiało mi przyjemności. Gdy odsuniesz wygodnie przedni fotel, to na tyle nie zostaje zbyt wiele miejsca, no chyba, że masz 1.5 metra wzrostu. Jadać za pasażera jestem okropny, bo lubię mieć wyprostowane nogi i być wygodnie oparty o siedzisko. W Maździe nie miałem takiej możliwości, nie było mi w ogóle wygodnie. Tak oto podjechało po mnie pewnego dnia Renault Scénic III generacji, jak wiadomo jest to van, w dodatku tylko 5 osobowy, więc jego byt na rynku motoryzacyjnym wydaje mi się bezcelowy.

https://i.wpimg.pl/625x0/m.autokult.pl/renault-scenic-2010-1280-7ecc73e.jpgAle gdy już wszedłem do środka to muszę powiedzieć, że zacząłem rozumieć o co chodzi. Miejsca dużo, nad głową, na nogi, wielkie fotele, w dodatku, jak to Francuz miał bardzo komfortowe zawieszenie, gdybym miał kawę w kubku, zalaną po brzegi myślę, że mógłbym ją spokojnie trzymać w dłoni, nie martwiąc się o los moich spodni. W środku cicho, a był to przecież diesel, auto nie było uciążliwe nawet przy wyższej prędkości. Wydaje się, że Francuzi robią auta dla pasażerów, a Scénic wydaje się do tego idealny. Jechałem też innym Francuzem – Peugeot 607, jako pasażera chwilowego nie interesuje mnie jak się użytkuje to auto, ile pali, czy jak drogie są naprawy. Było mi mega wygodnie, co za fotele! Co za komfort!

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/peugeot-607-5-616x462-f1dc2d4da9.jpgNiedługo będę musiał odszczekać moją niechęć do francuskich aut, a to wszystko przez te taksówki. 607 jechało mi się zdecydowanie najwygodniej, regulacją foteli to mogłem się bawić całą podróż, za dużo możliwości, co akurat jest zaletą, bo każdy znajdzie pozycję dla siebie. W środku trochę głośniej niż w Scénicu, ale nie było aż tak źle, to również był diesel, więc mogę mu to wybaczyć. Był również Opel Zafiry, też wielkie auto, ale komfortem na pewno nie dorównuje francuskim konkurentom, z Renault przegrał zdecydowanie pod każdym względem. Miał mniej wygodne fotele, wszystko było bardziej odczuwalne, w szczególności dziury. Mimo iż nie był to diesel, tylko wersja benzyna + LPG miałem wrażenie, że wewnątrz słychać go dużo bardziej.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/opel-zafira-taxi-8e903f98f1dc24c.jpgA więc, jeśli chodzi o wygłuszenie Opel znów przegrał. Temat robi się coraz ciekawszy, ale póki co najlepszym samochodem na taksówkę wydaje się taki, którego wyprodukowali Francuzi! Nie wiem, jak z Mercedesami, jechałem jednym jako pasażer jakiś czas temu, ale nie będę porywał się na ocenę teraz, bo było to kilka lat wstecz. Jak już się przejadę taksówkami z pod znaczka innych producentów to ponowimy wpis i zobaczymy jak wypadną na tle Mazdy 626, Renault Scénic, Peugeota 607 i Opla Zafiry, póki co najlepszą taksówką jaką mi się jechało zostaje 607.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Ma być tanio! Panda vs Spark vs C1/107/Aygo

Ponownie wracam do Was z porcją nie do końca sprawdzonych faktów, subiektywnych i twardych opinii. Znów chcę być pożywką dla fanów nudnej motoryzacji i  przepełnionych olejem napędowym Januszy. Na dobry początek staniemy przed dylematem zakupu małego samochodu, coś z dobrym rocznikiem, taniego, dobre na pierwsze auto, na drugie w rodzinie lub po prostu coś czym da się jeździć. Dobry rocznik, małe rozmiary, niska cena to będzie nam dzisiaj przyświecać.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/fiat-panda1-616x453-19bbf609503c.jpgPierwsze auto jakie przychodzi mi na myśl po tych kilku słowach to Fiat, a jakiego mam wybrać do walki z innymi przedstawicielami taniej strefy motoryzacyji, jeśli nie Pandę? 2 168 491 dokładnie tyle małych Pand zjechało z taśmy montażowej w Tychach do Grudnia 2012 roku. Kolejny samochód, który zmotoryzował Polskę na dobre, za niecałe 30000 złotych można było nabyć pięcio osobowy samochód, który nawet miał bagażnik! Produkowany przez 9 lat, miał w swojej gamie silnik 1.1 dobrze znany z Seicento, twardy jak byk, 54 KM, 15 sekund do setki i brak wspomagania w najtańszej wersji. 1.2 60 KM to wersja droższa, a w późniejszym czasie 1.2 69 KM zastąpiło na dobre 1.1, który zwyczajnie była już przestarzała, nawet kilka lat wstecz. 1.4 16 V o mocy 100 KM to już czysty potwór, a wersja wysokoprężna miała zachwycić nawet najbardziej wybrednych oraz tych, którzy mają firmowy samochód na ON i potrzebują faktury na każde 5 złotych wydane na stacji benzynowej.

http://m.autokult.pl/fiat-panda-wn-c4-99trze-9ed4c59c,750,470,0,0.jpgPanda to samochód prosty, tani w zakupie, tani w eksploatacji, niebudzący skrajnych emocji, Fiat po raz kolejny zrobić to co potrafi najlepiej. Dziś Pandę II możemy nabyć za około 6-7 tysięcy złotych. Na rynku pełno Pand nawet tańszych, ale każda ma za sobą głębszą historię, choć nie oznacza to, że będzie to dogorywający model. LPG to dość popularny sposób jeszcze mocniejszego odciążania portfela i słusznie, bo Panda radzi sobie z gazem wzorowo. Oczywiście musimy się liczyć w takiej sytuacji z brakiem koła zapasowego lub uszczupleniem powierzchni bagażnika, o imponującej liczbie 206 litrów, coś za coś. Na szczęście świat poszedł do przodu i zamiast koła zapasowego wystarczy nam puszka uszczelniacza do opon w bagażniku! No dobra koniec komplementów, bo Panda ma trochę wad. Plastiki w środku są paskudne, mój 25 letni Ford ma lepszej jakości wnętrze, mimo upływu czasu i setek tysięcy kilometrów. Znalezienie wygodnej pozycji za kierownicą dla kogoś większego od gimnazjalisty wcale nie jest takie proste, faceliftingi tylko pogarszały wizerunek Pandy, 3 osoby na tylnej kanapie tylko w przypadku, gdy wieziemy anorektyczki na terapię, w innym wypadku będzie to Fear Factory, no i na końcu wad będzie drążek zmiany biegów, który dla mnie jest zaletą, bo lubię wyżej umieszczony drążek, ale z wielu rozmów o Pandzie odnoszę wrażenie, że denerwowało to nabywców Pandy przez długie lata.

http://media.autokult.pl/8a29005cf0237cf13f6141e35e26e961,800,600,0,0.jpgKto stanie do boju z Pandą? Samochodem globalnym, wyjątkowo ekonomicznym i tanim? Po upadku Daewoo, Chevrolet miał kontynuować ich dzieło na rynku europejskim, tanie, proste auta dla ludu. W miejscu, gdzie pojawił się Matiz kilka lat wstecz, znalazł się Spark, który podjął walkę z Pandą. Sprzedawany na całym świecie, pod milionem różnych nazw, równie tani co chleb tostowy i równie prymitywny co podstawowa wersja Pandy. Silnik 0.8 54 KM był bardzo powolny, ale ekonomiczny, dla fanów ostrej jazdy Chevrolet stworzył wersję 1.0 66 KM, która na pierwszym biegu nie miała sobie równych na światłach przez pierwsze półtorej sekundy. W środku plastiki są tak cienkie, że kartka papieru wydaje się trwała, jak tytan przy wykończeniach Sparka. Tylna kanapa jest niewygodna, coś jak kościelna ława. Podobnie, jak Panda mało pali i jest tani w naprawie.

http://media.autokult.pl/b370663353bf35981de056aa835f96d8,400,300,1,0.jpgAle jakby na ten temat nie spojrzeć Spark jest potwornie brzydki, Panda wydaje się przy nim być klasową miss. Cenowo wygląda to bardzo podobnie, Spark szybciej tracił na wartości i nie nadawał się do pracy powozu przedstawiciela handlowego, więc istnieje dużo mniejsze ryzyko, że Spark będzie zajeżdżony. Do walki z Pandą postanowiły stanąć trzy, wielkie koncerny motoryzacyjne. Jej pozycja była tak mocna, że postanowili złączyć swoje siły – Citroen, Peugeot i Toyota.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/citroen-c1-r44-496x372-84c071078.jpgGdyby w tym gronie nie znajdowała się Toyota, byłby to bardzo ryzykowny zabieg, ale w tym świecie wina, bagietek i croissantów znalazło się miejsce dla Japończyka. I tak oto w 2005 roku pojawiły się trojaczki – C1, 107 i Aygo. Dużo droższe od Pandy, czy Sparka, ale lepiej wykonane i budzące większe zaufanie. W testach Euro NCAP dostały 4 gwiazdki, czyli o jedną więcej od Pandy i Sparka. Oferowane były z silnikiem 1.0 68 KM, dużo żwawszym i równie ekonomicznym. W dodatku klienci nie byli skazani na 5 drzwiową wersję, mogli się ograniczyć do jednej pary drzwi. Wersja wysokoprężna 1.4 HDi spala mniej niż koń, ale nie jest już tak tania w eksploatacji. Ogólnie na tej płaszczyźnie trojaczki przegrywają bitwę, a nie liczcie na to, że będą mniej awaryjne, w tym segmencie prostoty awaryjność jest na podobnym poziomie (według danych użytkowników najmniej trwały wydaje się Spark).

http://m.autokult.pl/2009-toyota-aygo-2-94e6011475a7d,630,0,0,0.jpgNo i silnik trojaczków nie kocha tak LPG, jak Panda, więc dla wielu może to być wada i bariera nie do przebycia. Kolejna wada? Kształt tylnej szyby może drażnik przy parkowaniu, próg załadunku to kompletna pomyłka, a wersja 5 drzwiowa sprawia dziwne wrażenie wizualne, jakby projektant zupełnie zapomniał o tej wersji nadwoziowej i zrobił ją w ostatniej chwili na kolanie, wciskając drugą parę drzwi na siłę, jestem pod wrażeniem, że udało im się zmieścić jeszcze wlew paliwa. No i gdzie tu zwycięzca? Próżno szukać tu wrażeń z jazdy, wygód, zachwycających elementów stylistycznych, to nie ten segment, choć najlepiej z całego grona prowadziło mi się Citroena C1, bardzo komfortowo, cicho i wygodnie. Gdy wsiądziesz w jednego z trojaczków po przejażdżce Pandą można dojść do wniosku, że to auta z dwóch różnych epok, Panda nadal ma naleciałości lat 90, jest paskudnie twarda, każde najechanie na amebę kończy się trzaskiem zawieszenia, o Sparku w tej kwestii już nawet nie wspominam, czyste Daewoo Tico. Osobiście chyba wolałbym dołożyć parę groszy i jeździć jednym z trojaczków, taki spontaniczny wybór. Na tym skończyłbym pisać, ale położyłem się spać i dzisiaj rano postanowiłem dopisać jeszcze kilka zdań. Bo mimo tego, że C1 lepiej się prowadzi, mogę w nim wypić kawę i wygląda dość pociesznie, Panda będzie wygranym w tym pojedynku. Jest tańsza pod każdym względem, w dodatku dużo łatwiej ją sprzedać, bo to samochód bardzo uniwersalny. Mimo całej sympatii do trojaczków z Kolín zwycięzcą pojedynku taniości jest Fiat Panda!

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/fiat-panda-2003-1280x960-fce0f42.jpg

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Alternatywa dla Volkswagena dla dziewczyny

Po długiej przewie przybyłem z nową porcją kilku, tysięcy znaków, niedorzecznych porównań i irytujących dla niektórych właścicieli opinii. Dziękuję za każdego maila od Was, motywowały mnie do intensywniejszej pracy. I tak oto zaczniemy dzisiaj od Aleksandry, która napisała następującego maila:

Trafiłam na Twój blog szukając informacji o tym, jaki samochód ma być ten pierwszy. Zaraz będę zadać prawko i powoli się rozglądam. Zakładam, że rodzice mnie dofinansują, więc budżet określam tak 5-10tyś. Na pierwszy samochód chcę coś małego (parkowanie w moim mieście to tragedia) z małym spalaniem, koniecznie w automacie. Jednocześnie, jak to kobieta, chciałabym żeby był przyjemny dla oka, oryginalny :P Wiadomo, że wygląd nie jest ważniejszy od funkcjonalności. Wpadł mi w oko VW New Beetle, uroczy szkrab. (…) Nie może być za duże, ale musi mieć min. 4 siedzenia, bo mam siostry, które będę wozić do szkoły, raczej nie chciałabym cabrioleta. Mój ojciec zdecydowanie upiera się przy VW. A Ty, mógłbyś coś polecić :)?

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/citroen-c1-r44-496x372-84c071078.jpgObawiam się jednak, że ze względu na przedostatnie zdanie, nie będzie to taka trywialna sprawa. Może się spotkać z argumentem, że skoro rodzice dokładają do samochodu to oni go wybiorą, lecz dzisiaj postaram się aby propozycja ode mnie spodobała się zarówno Tobie, jak i Twojemu tacie. I wybacz, ale pominę jedną dość istotną zasadę, jaką narzuciłaś, czyli auto w automacie. Na pierwszy samochód lepszy jest manual, głównie dlatego, że najwięcej uczysz się podczas pierwszych 10-15 tysięcy kilometrów, a przy automacie to będzie mało efektywna lekcja. Nie idź tą drogą! Z drugiej strony proponowane pojazdy są dostępne w automacie, ale mogą nie zmieścić się w budżecie. Tak więc, zacznę od małego samochodu, który co ciekawe pochodzi z Francji! Mowa tu mianowicie o Citroenie C1, o którym pisałem już jakiś czas temu. Bliźniak Peugeota 107 i Toyoty Aygo jak najbardziej mieści się w Twoim przedziale cenowym, będzie to najświeższy ze wszystkich samochodów, jakie dzisiaj przedstawię, bo do 10 tysięcy złotych możesz kupić 6-7 letnie C1. Jest małe, bardzo dobrze się nim parkuje, w środku jest wystarczająco miejsca dla dwóch osób, jeśli będziesz podróżować z kimś na tylnym siedzeniu to nie będzie może najlepsze doświadczenia dla tych osób, ale są auta jeszcze mniejsze, ewentualnie rozglądnij się za wersją 5 drzwiową.

http://media.autokult.pl/0f4ab1095f0598e47e6dc9a6381c7876,800,600,0,0.jpgCitroeny słyną ze skomplikowanej elektroniki, na szczęście C1 prawie w ogóle jej nie posiada, w dodatku jak wspominałem w swoim wpisie o tym samochodzie, cegiełkę do tego projektu przyłożyła Toyota, a to już duży plus. Wersja z silnikiem 1.0 pali mniej niż labrador, silnik jest kulturalny, w mieście radzi sobie znakomicie. Jego minusy to oczywiście jakość wykończeń, ponieważ to auto klasy A, więc dosyć tanie, nie będą to plastiki najwyższej jakości, ale bronią się przed Fiatem, który łamie paznokcie po każdym dotknięciu kokpitu. Kolejny minus to słabe wyposażenie, w którym prawdopodobnie znajdziesz radio CD, poduszkę powietrzną i kierownicę gratis, ale myślę, że przy pierwszym samochodzie nie musisz mieć w standardzie dwustrefowej klimy, full elektryki, głównie dlatego, że to elementy, które również będą wymagały serwisu i powiększą koszty utrzymania pojazdu. Citroen C1 idealnie wpasowuje się w Twój schemat, stylistycznie moim zdaniem bardzo pasuje do kobiety.

http://media.autokult.pl/342db648322a349e1f613cf9eed58c8b,400,300,0,0.jpgJeśli chodzi o Volkswagena New Beetle moja opinia jest dość powierzchowna, bo miałem styczność z tym samochodem tylko raz. Oczywiście masz 100% rację, że to uroczy samochodu, a pod tą zasłonką ukrywa się Golf, więc wydaje się, że Twój tata nie powinien mieć nic przeciwko. Ja jednak chcę zauważyć, że to dużo większy samochód, dosyć niewygodny w parkowaniu ze względu na kształt, w dodatku będzie więcej palił. Nie radzę pakować się na pierwsze auto w silnik diesla, chyba że dojeżdżasz dziennie 50 kilometrów do szkoły. Najbardziej rozsądną opcją byłby silnik 1.6 choć i tak ubezpieczenie będzie znacznie wyższe niż w przypadku C1, spalanie również. Z drugiej strony, auto będzie ciekawsze, lepiej wyposażone no i dużo starsze, coś za coś. Gdy mam styczność z ekstremistą Volkswagenów na myśl zawsze przychodzi mi marka z ich koncernu, czyli Seat. Dużo ciekawsza stylistycznie opcja, z tymi samymi rozwiązaniami. I gdy kończyłem zdanie o New Beetle, wpadł mi do głowy Seat Leon, a zaraz potem Ibiza.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/seat-ibiza-1-616x452-f415dfbe34e.jpgGłównie dlatego, że Ibiza jest mniejsza, będzie dużo świeższa i przy dobrych lotach dostaniesz dobrze wyposażony model. W grę wchodzi ekonomiczny 1.2 12V lub ewentualnie nieco żwawszy 1.4. Są tacy, którzy powiedzą wprost, że auto trochę ginie w tłumie, ale moim zdaniem to jedno z ładniejszych aut tego segmentu. Jest dość odważne, lecz wewnątrz nadal widać mocne wpływy Volkswagena, tu mnie nie urzeka zupełnie, jest zbyt ponury. Ale to Ty będziesz tym jeździć, więc jeśli już dojdzie do zakupu Seata, zawsze możesz dodać trochę własnej inwencji wewnątrz pojazdu. To dobry konkurent dla C1, bo mimo iż to pojazd dużo starszy będzie zbliżony kosztami utrzymania i spalaniem. Na ładniejszego brata Volkswagena Polo będzie Ci też łatwiej namówić tatę. Na koniec rywalizacji dorzucę Smarta Forfour, którego bardzo lubię.

http://m.autokult.pl/smart-forfour-brabus-cli-e5a1687,630,0,0,0.jpgJest zupełnie inny stylistycznie, w środku ma dużo miejsca, na pewno najbardziej wyróżnia się z tłumu. To z dzisiejszych aut dość szalona propozycja, bo w kwestii napraw będzie najdroższy ze wszystkich, dzisiejszym propozycji. Nadrabia nowoczesnością i świetlnym wyposażeniem, nawet w wersji 1.1, no i to wnętrze to czysta, kolorystyczna rewolucja. Nie będzie palił zbyt dużo, no i nie zapominajmy, że właścicielem Smarta jest koncern Mercedes-Benz, a to również duży atut. Wersja 1.1 o mocy 75 KM jest najbardziej optymalnym wyborem, a w tej cenie będzie na pewno lepiej utrzymana niż jego mocniejsze odpowiedniki. I to jest właśnie mój Joker w tej talii, auto które ja bym wybrał gdybym był kobietą. dodam, że modelem pokrewnym jest Mitsubishi Colt IV, a trochę japońszczyzny przy małym, miejskim aucie to atut, który trudno podważyć. Jeśli Twój tata przeczyta ten wpis mam nadzieję, że na dobre wyprowadzimy go z ciemnego, ponurego i nudnego świata Volkswagena, bo dla młodej osoby utknąć w Volkswagenie, na początku swojej przygody z motoryzacją to z całym szacunkiem istne piekło. Wybacz mi, że pominąłem kwestie automatycznej skrzyni biegów, ale z racji, że jestem uparty uważam, że to naprawdę zły wybór, jeśli chodzi o pierwszy samochód. Będę Cię zachęcał do polubienia manualnej skrzyni biegów. Dodam jeszcze na swoje wytłumaczenie, że w tej cenie samochody w automacie będą dużo starsze i bardziej zużyte (zwyczajnie bardzo ciężko znaleźć cokolwiek poza Smartem Fortwo, co jest warte uwagi). Życzę powodzenia na egzaminie i w szukaniu samochodu, mam nadzieję, że chociaż trochę pomogłem!

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Mały, świeży hatchback na pierwsze auto

Dzisiaj kolejny, interesujący dylemat od czytelnika. Przemek niedawno zdał prawo jazdy i ma do wydania około 15 tysięcy na swój pierwszy samochód, ale chciałby w tej kwocie zmieścić się z ubezpieczeniem na cały rok oraz ewentualnymi drobnymi naprawami. Jak ma wyglądać dokładnie pojazd? Oto mail od Przemysława z Iławy:

„4 Miesiące temu zdałem prawo jazdy, udało mi się odłożyć trochę pieniędzy i chciałbym kupić w końcu samochód (mam dość jeżdżenia Renault Espace od rodziców, w dodatku okazjonalnie). Szukam małego samochodu, liczy się niska pojemność, bo będę go ubezpieczał na siebie. Z tego co się orientowałem to na samo ubezpieczenie muszę liczyć pewnie z 2000 złotych, a cała kwota do wydania to 15000 złotych. I tak w tej kwocie chciałbym zmieścić to nieszczęsne ubezpieczenie i ewentualne naprawy na początek, bo takie zawsze się znajdą. Interesuje mnie więc auto hatchback, jakiegoś niskiego segmentu, myślę, że to dobry wybór na początek, czy pomoże mi Pan? ” Oczywiście, że tak! Trochę zaspałem z wpisami ostatnio, a tego maila dostałem 4 dni temu, mam nadzieję, że nie będziesz mi miał za złe, że tak późno uzyskałeś odpowiedź, zaczynamy!

http://m.autokult.pl/honda-jazz-01-d4b95e76329cea5e4d,630,0,0,0.jpgPrzejrzałem kilkanaście ofert, trochę podzwoniłem i jedno auto zainteresowało mnie szczególnie. Jest to mała Honda Jazz, która nie jest u nas zbyt popularna i nieczęsto pojawia się na łamach portali ogłoszeniowych. Nie bierze się to z problematyki związanej z tym autem, ale z tego, że Jazz dość mocno trzyma cenę, a właściciele niechętnie pozbywają się tego modelu. Propozycja ode mnie to 10 letni Jazz z silnikiem benzynowym, 1.4 o mocy 83KM. Samochód cieszy cię bardzo dobrą opinią wśród mechaników, w serwisach Hondy była najrzadziej widzianym samochodem tej marki. Na pokładzie będziesz miał niezłe wyposażenie od systemów bezpieczeństwa, bardzo ważnych dla młodego kierowcy, jak poduszki powietrzne, ABS, po przydatne gadżety, jak klimatyzacja, elektryczne szyby, wspomaganie kierownicy, radio mp3, czy szyberdach.

http://m.autokult.pl/honda-jazz-wnetrze-010-6538fd5d6,0,920,0,0.jpgMimo iż to segment B nie jest to mały samochód, w środku dużo miejsca dla pasażerów z tyłu, choć jazda w 5 osób na dłuższą trasę może być dość uciążliwa, ale 4 osoby pojadą komfortowo. Dodajmy do tego spory bagażnik – 380 litrów, niską masę około tony i mamy naprawdę fajny samochodzik. W dodatku dość fajnie się prezentuje, choć nie wyróżnia się w tłumie. Spalanie tej jednostki silnikowej to około 7 litrów w cyklu miejskim, 6,5 w mieszanym na 100 kilometrów, a to naprawdę świetny wynik. Na dzień dobry w takim modelu musisz się nastawić na pewno na podstawowe naprawy typu wymiana oleju, świec, ewentualne drobne naprawy w zawieszeniu, bo to jest najbardziej wrażliwy element tego samochodu. Po rozmowie z mechanikami szacuję, że koszt naprawy jednego z modeli, który znalazłem nie przekroczy 600złotych, a doszła do tego jeszcze wymiana klocków hamulcowych.

http://m.autokult.pl/honda-jazz-05-6aea48b15b1000d8d8,630,0,0,0.jpgW autku lubi rdzewieć tylna klapa, ma dość delikatną blachę, a najbardziej denerwujący jest dostęp do wymiany żarówek. Tak trywialna rzecz może sprawić niemały ból głowy, gdy oglądałem ją wczoraj w komisie sam sprzedający nie potrafił znaleźć sposoby na wymianę głupiej żarówki, dostęp jest straszny, małe japońskie rączki tam się dostaną, z nami może być trochę gorzej. Ale nie są to rzeczy, które rzutują w jakikolwiek sposób na całościową ocenę, bo to świetny samochód i ze wszystkich proponowanych dzisiaj najmniej straci na wartości. Idźmy dalej, zostawmy Japonię. Mocny konkurent dla Jazz to Ford Fusion, którego bardzo lubię. W tej cenie dostaniesz zarówno wersję benzynową 1.4 80KM, jak i diesla 1.4 TDCi 68KM.

http://media.autokult.pl/eaca15dab787fb17baf09874a878c376,800,600,0,0.jpgWspominam o tym z uwagi na to, że Espace, którym się poruszałeś miało diesla pod maską i być może zdążyłeś się już trochę przyzwyczaić. Nie wiem ile będziesz robił kilometrów rocznie, ale jeśli codziennie będziesz dojeżdżał do szkoły, później do pracy to może wybór diesla będzie odpowiedni. Cenowo mieścisz się w tej kwocie, dostaniesz 10-11 letniego Forda, z dobrym silnikiem wyposażeniem na poziomie Jazza i nie mniejszą przestrzenią wewnątrz. Nieco podwyższone zawieszenie to duży atut tego samochodu, niestraszne Ci będą wysokie krawężniki, czy teren gdzie brakuje asfaltu. Spalanie silnika Duratec 1.4 na poziomie 8,5 litra w cyklu miejskim (tak mniej więcej wygląda maksymalne spalanie), a w cyklu mieszanym około 7 litrów, więc na tej płaszczyźnie przegrywa z Jazzem. Za to wersja diesel to spalanie około 5,3 litra na 100 kilometrów.

http://media.autokult.pl/b43413c74b4e43d74f86cf3ade7d1d08,400,300,1,0.jpgNa dzień dobry warto zająć się rozrządem i pompą wody, oczywiście olej i świece to podstawa. Całośc na dzień dobry to około 800 złotych w jednym z przykładowych modeli, który miał jednego właściciela, ładny kolor, był krajowy i może minimalnie przekroczylibyśmy budżet, ale w przypadku rok starszego modelu, w kolorze srebrnym mamy nawet małą rezerwę. To co może sprawiać kłopoty podczas użytkowania Forda Fusion to problemy z sondą lambda, na która skarży się wiele użytkowników, drobne ogniska korozji na tylnej klapie, czy drzwiach, łożysko podpory półosi, czy niezbyt dobre wykończenie wnętrza. Ale to samochód dużo tańszy w naprawie niż Jazz, bardziej popularny, przez co może łatwiej będzie go w przyszłości sprzedać.

http://media.autokult.pl/f05975902c99edfd53dbf912868442aa,400,300,1,0.jpgLubię tego małego Forda, jest ambitny, choć wnętrze nie urzeka oryginalnością, choć nie jest to cud stylistyczny, to w tej prostocie jest metoda. Dodajmy do tego, że sporo modeli było używane, jako służbowy, tak więc jest to pojazd, dla którego długie trasy i spore przebiegi nie stanowią problemu.  I wiesz co dalej? Odejdę od dotychczasowej koncepcji dylematów, gdzie dawałem opcję nr 3. Przeglądam, dzwonię, pytam, ale nie mogę znaleźć godnego konkurenta dla Jazza i Fusiona. Oba są warte siebie, godnie ze sobą konkurują i są świetnymi propozycjami, w 100% zgodne z Twoimi wymaganiami. Dam Ci dzisiaj dość wąski wybór, między Fordem, a Hondą, bo z tymi parametrami ciężko znaleźć coś lepszego, równie świeżego, dobrze wyposażonego, z niskim ubezpieczeniem i spalaniem. Jeśli pytasz mnie o zdanie, ja rozglądnąłbym się za Fordem, ale wybór ostateczny należy do Ciebie, życzę Ci powodzenia!

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Samochód inny, niż inne?!

Zadano mi ciekawe pytanie, czy jest możliwość kupienia w Polsce samochodu innego niż wszystkie? Wydaje się to pytanie trywialne, ale autorowi nie chodzi o coś co jest mało popularne, czy rzadko spotykanie, chodziło mu o samochód, którego w Polsce jest co najwyżej kilkanaście sztuk i w dodatku postanowił ograniczyć budżet do 10 tysięcy złotych. Wariat czy co? No nic, postanowiłem obdzwonić trochę miejsc w Polsce i oto na jakie samochody wpadłem. Jestem się w stanie założyć, że część z Was pierwszy raz w życiu zobaczy te auta na oczy, ale motoryzacja nie jedno ma imię!

http://i64.tinypic.com/2j1wzee.jpg10 tysięcy złotych i auto którego w Polsce zwyczajnie nie ma i nigdy nie było! Wydaje się, że to zadanie awykonalne, ale nie dla Waszego ulubionego blogera. Rozgrzałem telefon do czerwoności, doszedłem do tego, że nie kupię nic z XXI wieku, to będzie raczej oldtimer, w dodatku problematyczny w serwisie i być może nie na chodzie. Co tam, postawię sobie poprzeczkę jeszcze wyżej musi być na chodzie. Tak oto pierwszym samochodem na który wpadłem był Brytyjczyk, a konkretnie Triumph TR7. Idę o zakład, że nie macie w swoim mieście czegoś takiego, auto z lat 80, które pod maską ma silnik 1.8 o mocy 110KM. W tamtych czasach to było coś, w dodatku to kabriolet, więc możecie być pewnie, że do kwietnia nim na ulicę nie wyjedziecie, chyba że w trzech kurtkach. Oczywiście nie obce mi było istnienie tego samochodu, widziałem kiedyś Triumpha na żywo, konkretnie TR5 na zlocie klasyków, ale TR7 jeszcze nigdy. I kto by pomyślał, że dostanę go w Polsce za około 8 tysięcy złotych? Świetna sprawa, gwarantuję Wam, że będziecie się musieli pół godziny tłumaczyć z zakupu tego samochodu, a drugie tyle zajmie Wam wyjaśnianie co to za samochód i skąd się wziął.

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/7/7a/Austin_1800_%28ADO71%29.jpg/1280px-Austin_1800_%28ADO71%29.jpgIdąc dalej trafiłem na kolejny brytyjski samochód – Austina Princess, którego fani Top Gear pamiętają z odcinka o British Leyland. Nie wiem, czy wśród czytelników znajdzie się ktoś kogo rozgrzeje widok tego samochodu do czerwoności, ale skoro chcemy się wyróżniać tak mocno, dlaczego nie? Dodam, że trzeba być kompletnym wariatem, żeby wydać 10000 złotych na taki samochód, ale jeśli chcesz być jednym z kilku posiadaczy Austinów w naszym kraju to dobry sposób. To również auto z lat 80, pod maską którego bije silnik 2.2 o mocy 115KM! Chyba Triumph był jednak lepszą propozycją, ta jest przerażająca i w jakimś stopniu zgadzam się z Clarksonem, że to auto wygląda, jak kawał żółtego sera, ale to już oldtimer, więc miejmy choć trochę szacunku dla niego, ktoś się nieźle napracował, aby to auto pojawiło się na ulicy. Gdy zacząłem szukać samochodu dziwnego, innego założyłem, że zostanę w świecie oldtimerów. To założenie okazało się w 100% błędne, gdy dodzwoniłem się do Szczecina.

http://m.autokult.pl/brilliance-bs4-95ea88678ffdeb591,959,0,0,0.jpgOkazało się, że mogę sobie w cenie do 10000złotych kupić kilkuletni, dobrze wyposażony samochód. Brzmi jak bójda na kółkach i rzeczywiście coś w tym jest, bo samochód nazywa się Huachen Zhonghua, a na europejskim rynku Brilliance. Tak moi drodzy, Chińczycy już nas zalewają swoimi samochodami i za jakieś 8000 zł + koszty rejestracji w kraju możecie mieć 5-6 letni samochód, dosyć duży, ze starym silnikiem Mitsubishi pod maską. Można? Można! To strasznie dziwna propozycja i strasznie dziwny samochód, ale może być tak, że niedługo będzie ich na ulicach pełno, ze względu chociażby na cenę. Za tą cenę udało mi się też znaleźć amerykańskiego vana, ze skrzynią biegów, którą fani amerykańskich filmów zawsze chcieli mieć – drążek zmiany biegów przy kierownicy. Oczywiście jest to automat, więc nie będziemy go używać zbyt często, ale zawsze można się tym pochwalić.

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/d/dd/1993-95_Mercury_Villager.jpgI na tym właściwie kończą się pochwały, bo Mercury Villager wygląda paskudnie i nawet nie ciekawi mnie, jak się tym jeździ, absolutnie jest to zły pomysł. Nie idźcie tą drogą, nawet jeśli chcecie się wyróżniać z tłumu, lepiej już kupić chińskie auto, tak mi się przynajmniej wydaje, bo dzisiejszy wpis to bardziej czcze spekulacje, których zażądał jeden z czytelników. Czy można mi dać trudniejsze zadanie? Pewnie nie raz mnie jeszcze zaskoczycie. Jestem przekonany, że w tej kwestii temat się wydaje wyczerpany, jest kilka takich aut, których mamy w Polsce tylko kilkanaście sztuk, ale ich ceny idą w dziesiątki tysięcy, jeśli natomiast macie 10000zł to darujcie sobie poszukiwania w stylu – kupię auto, którego nie ma nikt w promieniu 500 kilometrów, bo to się może źle skończyć, nawet gdy przyjdzie Wam wymienić świece, bo skąd w Polsce wytrzasnąć świece do Austina Princess, czy chińskiego Brilliance? Nie wiem i życzę Wam, abyście nie musieli szukać odpowiedzi na to pytanie.

Źródło zdjęć: http://autokult.pl https://en.wikipedia.org