Szukamy auta 4×4!

Dziś w dylematach coś, czego na blogu jeszcze nie było! Radosław, który dołączył do stałych czytelników bloga jakiś czas temu na wstępie informował, że w razie zakupu nowego auta na pewno się odezwie. Jest byłym właścicielem Fiata Panda, ale nie byle jakiego, bo ze stałym napędem na 4 koła! Nie jest to jednak jego fanaberia, mieszka w Kościelisku, tak więc napęd na 4 koła jest dla niego bardzo istotny.

Szukamy samochodu z napędem na 4 koła, ale wolałbym żeby był to samochód od podstaw stworzony, jako terenowy. Mój budżet to 15000 złotych, tegoroczna zima pokazała, że Panda 4×4 to zdecydowanie za mało, jeśli chodzi o poruszanie się w moich okolicach (Kościelisko, Zakopane, Poronin). Auto nie musi mieć wielkiego silnika, wolałbym tego uniknąć, a jeśli już to niech to będzie diesel. Jedyne auto, które wykluczam na wstępie – Land Rover, ze względu na koszty utrzymania i niechęć do tej marki.
https://i.wpimg.pl/1200x0/m.autokult.pl/autowp-ru-suzuki-grand-v-4326d39.jpgDość rozsądne podejście, chociaż w dzisiejszych czasach koszty utrzymania Freelandera wcale nie są, aż tak wysokie. No, ale skoro Radek nie chce, to nie będziemy mu go proponować. Kilka ciekawych aut się pojawiło, obdzwoniłem, pojeździłem i tak oto zaczynamy naszą przygodę z autami 4×4. Zaczniemy dość klasycznie, bo w tej cenie jest sporo aut z Japonii, ale takie najbardziej przyjazne, ciekawe i spełniające Twoje wymagania finansowe silnikowe to Suzuki Grand Vitara. Niestraszne są mu żadne górskie realia. W tej cenie dostaniemy model z 2001 roku, udało się znaleźć wersję diesel. 2.0 HDi o mocy 109 KM to świetna jednostka, dość elastyczna i co ważne ekonomiczna! 7 litrów na 100 kilometrów to naprawdę dobry wynik, jak na auto z napędem na 4 koła.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/67a5d5928ba522bf41739aa94c4e5c0b.jpgCzęści ogólnie dostępne, tanie, gorzej ze znalezieniem mechanika, który się tym autem zaopiekuje, ale myślę, że w Twoich okolicach tego typu auta są dość popularne i nie będziesz miał problemu ze znalezieniem dobrego fachowca. Za cenę 13000 złotych masz 5 drzwiowe auto z realnym przebiegiem i wyposażeniem z XXI wieku, czyli ABS, elektryczne szyby, centralny zamek, klimatyzacja. Suzuki Grand Vitara ma tez na pokładzie 2 poduszki powietrzne, a w testach Euro NCAP otrzymała 3 gwiazdki, nieźle jak na 16 letnie auto. Jak się jeździ? Jest bardzo intuicyjne, wsiadasz, ustawiasz wszystko pod siebie i jazda. Nie jest to najpiękniejsze wnętrze, to fakt, ale miejsca nie brakuje, bagażnik jest strasznie mały, ale jak złożysz kanapę to raczej zmieścisz już wszystko, co zazwyczaj przewozi się w samochodzie. Nie nadgryza go ząb czasu, nie jest w zasadzie podatny na korozję. To naprawdę bardzo rozsądna propozycja, aż dziwne, że wypłynęła ode mnie.

https://d-mf.ppstatic.pl/art/ao/x3/juxelfk08ggoowsokcwk0/hyundai_santa_fe_regiomoto.1200.jpg No, ale byłoby zbyt pięknie, gdyby Suzuki nie miało konkurencji. Ma jej dosyć sporo, a z tego ogromu ofert zdecydowałem się na pokazanie Ci koreańskiej odpowiedzi na japońskie 4×4. Hyundai Santa Fe – sam miałem początkowo obiekcje i pomijałem ten samochód, ale było ich tak wiele, że nie mogłem się powstrzymać, żeby się nim przejechać. Powiem szczerze – warto było, bo to ogromne zaskoczenie. Testowany model był 3 lata młodszy od Suzuki, również miał pod maską silnik diesla – 2.0 CRD o mocy 113KM. Moim zdaniem wygląda dużo lepiej niż Suzuki i co dość istotne – ma znacznie lepsze wyposażenie. Klimatyzacja automatyczna, ABS, elektryczne szyby i lusterka (w dodatku podgrzewane), skórzana tapicerka, podgrzewane fotele. Czego chcieć więcej? W środku wykonanie nie jest najwyższej jakości, ale nie jest najgorzej.

http://m.autokult.pl/hyundai-santa-fe-jpg-bf142c1b3ac,750,470,0,0.jpgJak użytkowanie? Parę osób skarżyło się, że ten silnik jest zdecydowanie za słaby i rzeczywiście racja jest po ich stronie, bo auto waży prawie 2 tony i naprawdę nie jest demonem prędkości. W dodatku spalanie na poziomie 9-10 litrów to podobno norma w jego przypadku. 2.0 CRD miało w największe mrozy problem z odpalaniem, 3 osoby z którymi rozmawiałem przyznały to otwarcie na wstępie. Koszty utrzymania porównywalne do Suzuki, ale Santa Fe jest znacznie większy, może nawet wygodniejszy. Jak się nim jeździ? Podstawowa sprawa to wyciszenie, którego praktycznie nie ma, nie wiem czego użyli do wyciszenia wnętrza, prawdopodobnie kleju do tapet. Jeśli jeździsz nim do 2 tysięcy obrotów jest w porządku, ale czasem trzeba ten silnik przycisnąć, żeby wyjechał żwawo pod górkę, więc w Twoich okolicach będzie trzeba znosić ten odgłos jednostki CRD dosyć często. Ma swoje wady, nasunęło się ich więcej niż w przypadku Suzuki, ale mimo wszystko dostajesz wielkie auto, z dobrym wyposażeniem, młodsze i w tej samej cenie.

https://i.wpimg.pl/315x211/m.autokult.pl/honda-hr-v-1-304989-616x-4347d7c.jpgCzy warto wspomnieć o jakimś aucie jeszcze? Wykluczyłeś Land Rovera, choć z miłą chęcia wpakowałbym Cię do Freelandera, może zmieniłbyś zdanie. Nie chcesz też auta z wielkim silnikiem, rozumiem to, choć tutaj z kolei kusi mnie pokazanie Ci Jeepa Grand Cherokee z silnikiem diesla 3.0. Nie pokażę Ci natomiast Opla Frontera, bo jest straszny. Pozostaje mi na koniec inny japończyk – Honda HR-V. Najmniejszy z całej trójki, ale przecież jeździłeś Pandą, więc to może być dla Ciebie duży plus. Tutaj masz benzynowe 1.6, 2.0, które znajdziesz w tej cenie nawet z instalacją gazową. Bardzo solidny, w wyposażeniu też niczego mu nie brakuje od ABSu, poduszek, po elektryczne szyby i klimatyzację. Jest najstarszy z całej trójki, najbardziej zadbany model znalazłem z 1999 roku. Co do stylistyki zdania są podzielone, wzbudza uwagę, mi osobiście się podoba, nie ginie w tłumie kanciatych terenówek z początku XXI wieku. Użytkownicy bardzo chwalą to auto, narzekać mogą pasażerowie z tylnej kanapy, bo nie ma tam zbyt dużo miejsca. Z usterek usłyszałem tylko o słabym sprzęgle, ale akurat w modelu, który testowałem wymieniono je 2 miesiące wcześniej. Tak więc mamy dość rozsądne, choć nudne Suzuki, dobrze wyposażone, ale głośne i paliwożerne Santa Fe i małe, ale zadziorne HR-V. Wybór należy do Ciebie, ja po Pandzie zdecydowałbym się na HR-V.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Audi A6 3.0 TDi, czyli duże zaskoczenie

Postanowiłem, że trochę zmienię formę pisania i w najbliższych artykułach będę się skupiał na konkretnym modelu samochodu, jaki zdarzyło mi się testować. Postaram się unikać ogólników i skupić się na danej wersji silnikowej i wyposażeniowej, bez szufladkowania pozostałej częsci rodziny omawianego samochodu. Tak oto na tapetę trafiło używane Audi A6 z 2004 roku (C6) z silnikiem 3.0 TDi.

http://m.autokult.pl/autowp-ru-audi-a6-3-0-td-29ea0fd,0,920,0,0.jpgSześciocylindrowy silnik diesla w tym modelu Audi to prawdziwy hit, dosyć pożądany model na rynku wtórnym i głównie dlatego tak mocno zainteresowałem się tą konkretnie jednostką. Dotarłem do osoby, która chciała go sprzedać i tak oto zaczął się test główny. W środku typowe Audi – robione tak, aby cieszyło oko podstarzałego prezesa, jak i młodego chłopaka, którego tata wozi się Mercedesem klasy S. Z racji, że kompromisy w motoryzacji nie zawsze się udają należy podejść do tego wnętrza z dużym dystansem. Akurat ta wersja miała beżową lub brązową skórę (ciężko określić) i drewniane wstawki, co działa na mnie równie odstraszająco, co włos w świeżo podanej potrawie. Nie lubię tego połączenia, a era drewna skończyła się na Mercedesie W124, zostawmy to już za sobą! No, ale są tacy, którym może się to podobać, nie mogę powiedzieć, że to niegustownie wykończone wnętrze, choć w lazurowo niebieskim Audi takie wnętrze to moim zdaniem totalny niewypał. Co innego, gdyby to Audi było czarne, to już inna para kaloszy i być może lepiej byłoby to spasowane, ale no niestety w tej konkretnie wersji wygląda to źle. Wygoda wnętrza poraża, bardzo szybko znalazłem wygodną pozycję, chwyciłem za koło kierownicy i ruszyłem do przodu.

http://m.autokult.pl/polift-b203c2991b5bb06acfd5fb5f9,0,920,0,0.jpgNo i wielkie zaskoczenie, bo silnik naprawdę przyjemny, gdy go dociśniemy. Czuć ten moment obrotowy na poziomie 450 Nm, niesamowitą przyczepność, oj ma kopa ten diesel i nie jednego benzyniaka byłby w stanie zawstydzić. Kultura pracy na zewnątrz fatalna, jak w każdym dieslu, ale z drugiej strony co nas obchodzi, jak brzmi na zewnątrz? W środku wytłumiono dość dobrze zarówno odgłosy, jak i drgania tego diabła, którym możnaby orać pole z tą samą siłą, co w traktorze Ferguson. A6 ma świetne zawieszenie i bardzo dobrze radzi sobie z nierównościami, pod tym względem jest dużo lepsze od BMW serii 5. Skrzynia automatyczna niewyczuwalnie zmienia biegi, bijesz po gazie, a ona wie czego tak naprawdę chcesz, szczerze powiem, że gdybym to ja miał zmieniać biegi w sześciocylindrowym dielsu, to byłbym nieco zakłopotany i cieszę się, że Audi mnie w tym wyręczyło. Przyczepność, przyczepność i jeszcze raz przyczepność, największy plus tego samochodu, było dosyć ślisko, zastał mnie wiosenny deszczyk, a tu proszę bardzo jadę sobie dwupasmową drogą, mam dość ostry zakręt i nie myślę o zdjęciu nogi z gazu, mogę sobie pozwolić na nieco więcej niż w moim tylnonapędowym Fordzie. Przyznam się, że mimo sceptycznego podejścia do tego modelu naprawdę dobrze się bawiłem za jego kierownicą.

http://m.autokult.pl/przed-s-line-1bebe69448ada6fa94c,0,920,0,0.jpgTen model obala teorię, że Audi to tylko droższy Volkswagen, nic podobnego! To samochód przy którym producent naprawdę spędził dużo czasu, aby dostarczał maksymalną radość z jazdy. Nie mogę tu powiedzieć, że towarzyszyły temu testowi jakieś wielkie emocje, w języku niemieckim takie słowo nie istnieje, ale może ono wywołać uśmiech na twarzy. Sama stylistyka to oczywiście bardzo indywidualna kwestia, do mnie Audi nigdy nie przemawiało, jest to ich standardowa stylistyka, czyli samochód dla właściciela fabryki, taki ‚working class hero’. Coś do poprawek? Jego właściciel mógłbym gadać dniami i nocami o układzie napędu rozrządu, spoglądając w internet widzę, że to dość popularny wątek, bo jest to bardzo skomplikowany element i aby przy nim pogrzebać trzeba wyjąć cały silnik, tak więc koszty są horrendalne. Inny problem to wtryskiwacze, które również są niedoskonałe i drogie w wymianie i oczywiście filtr cząstek stałych, ale kupując współczesnego diesla, kupujesz problemy z filtrem cząstek stałych, to chyba wiedzą już najwięksi laicy. Wrażenia z jazdy bardzo pozytywne, wizualnie dużo gorzej, ale nie mogę ganić kogoś z to, że podoba mu się Audi, po prostu to inna bajka, na pewno nie dla mnie. Audi A6 3.0 TDi to samochód dla ludzi, którzy cenią sobie komfort i lubią przycisnąć, bez zwracania uwagi na detale i elementy wizualne, a takich ludzi wśród biznesmenów mamy najwięcej także owacja dla Audi, zamierzony cel sprzedażowy został osiągnięty!

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Neutralny, pozytywny diesel – Opel Astra I

Stała się rzecz dziwna. Przejechałem się Oplem Astrą I, w dodatku z dieslem 1.7 TD pod maską. Silnik oplowski, wywodzący się jeszcze z Kadetta, a nie z pod znaku Isuzu. Nigdy nie pociągała mnie Astra, a tym bardziej diesle, ale z ciekawości postanowiłem zrobić parę rundek, porozmawiać z właścicielem i dzisiejszy wpis jest poświęcony temu modelowi.

http://media.autokult.pl/531637e415dfc437f6e94adfd46a542c,400,300,0,0.jpgAstra I (F) zastąpiła w rodzinie Opla wysłużonego od kilku dekad Kadetta. I dobrze, miała zupełnie inną stylistykę i jest z nami po dziś dzień. Nie porywa wyglądem, ale nie jest też brzydka, zastanawiał się czy da się zrobić bardziej neutralny emocjonalnie samochód? To idealna propozycja dla ludzi, którzy traktują samochód, jak narzędzie do przemieszczania się z punktu A do B, czyli dla większości. Stąd już wiemy, dlaczego Astra jest tak popularnym pojazdem. Drugie miejsce w plebiscycie Europejski Samochód Roku 1992 jest dla mnie absolutnie niezrozumiały, bo Astra niby przegrała z Golfem III. To absurd, bo moim zdaniem jest od niego lepsza pod każdym względem, nic nie przemawia nawet dzisiaj za kupieniem Golfa, zamiast Astry. Powiem więcej, wersja sedan naprawdę może się podobać, mimo iż to zwyczajny kompakt, którego bryła nie ma w zasadzie żadnego charakteru. Ale, gdy dodamy mu kuferek z tyłu zaczyna się coś dziać, kiedyś myślałem nawet o zakupie Astry, padło wtedy jednak na Fiata Palio, co okazało się nie lada głupotą.

http://s1.blomedia.pl/autokult.pl/images/2010/01/astra_wnetrze.jpgWersja, której poświęciłem kilka godzin mojego czasu, czyli diesel 1.7 od początku skojarzyła mi się z Isuzu, które nie ma dobrej opinii wśród użytkowników i dziennikarzy. Ale właściciel zapewniał mnie, że to silnik GM. No i proszę, doedukowałem się w tym zakresie, bo rzeczywiście tak właśnie jest. Wersja o mocy 68 KM, która posiada dwa wentylatory chłodnicy cieczy i chłodnicę oleju silnikowego to właśnie diesel Opla. No więc dobra czas na jazdę próbną, samochodem za rozsądne pieniądze, który jeździ na paliwie ciągnika rolniczego. Drgania, głośna praca, to oczywiście normalne, smród na zimnym silniku, cały urok diesla. Ruszamy 68 konnym potworem w trasę i małe zaskoczenie. Jest jak na diesla dość żwawy, w porównaniu do silnika 1.9 D Fiata to o niebo lepsze doświadczenie. Auto jakoś się rozpędza, po zamknięciu drzwi, przy 2 tysiącach obrotów nie ma tragedii, da się swobodnie rozmawiać, nawet siedząc na tylnej kanapie. Komfort jazdy wiele się nie różni, zawieszenie standardowo, jak we wszystkich Astrach I dość miękkie, ale kubka z kawą wypełnioną po brzegi raczej proszę nie wozić.

http://m.autokult.pl/autowp-ru-opel-astra-sed-f99181e,625,0,0,0.jpgBiegi w porządku, wchodzą nawet lepiej niż w moim Fordzie, a gdy auto się zagrzeje delikatne drgania drażnią przez jakieś 10 minut, potem można przywyknąć. Chodź był efekt ciszy, gdy po jeździe próbnej wsiadłem do Forda i stałem na światłach, czułem się jakbym miał wyłączony silnik, tak bardzo przywykłem do klekotu diesla. Jednostka Opla jest mniej awaryjna niż ta od Isuzu, pali w granicach 6 litrów na 100 kilometrów, chyba, że przekiblujemy w korkach to może połknąć nawet 7,5 litra. Za to, gdy wyjedziemy na drogę szybkiego ruchu, wrzucimy piąty bieg i pojedziemy sobie 100 km/h (nie więcej) można tak jechać na pełnym baku nawet 1000 kilometrów, nieźle! Ja na pełnym baku gazu i pełnym benzyny przejadę niewiele więcej, bo 1200 kilometrów. Moja niechęć do silników diesla została powiedzmy w jakiś sposób przełamana przez tego starego, oplowskiego diesla, choć czy mógłbym nim jeździć sam na co dzień? Myślę, że nie, ale teraz w 100% rozumiem tych, którzy kupują coś takiego i traktują, jak narzędzie do pracy. Gdybym był człowiekiem, który nie czuje mięty do motoryzacji, pewnie też miałbym pod domem diesla i nie martwił się, że powyżej 120km/h mogę dostać ataku epileptycznego.

http://media.autokult.pl/e3b53f625414133e11dfdb4ceb57885c,800,600,0,0.jpgA teraz najlepsza część, Astra, którą jechałem kosztowałaby mnie 1100 złotych! Coś niesamowitego, oczywiście ma 200 rys na masce, jedna ma 40cm i wygląda jakby powstała na skutek kontaktu z grubym śrubokrętem, wydech do roboty, bo ma dość sporą dziurę i prędzej czy później złamie nam się w pół, lekkie zapocenia i korozja progów i opony do kupienia, ale to wszystko da się zrobić i nie będzie to kosztowało wiele. Pamiętajmy, że stare Ople są w utrzymaniu prawie tak samo tanie, jak Daewoo czy Fiat. To jest przełom, bo Astra I diesel, najbardziej neutralny i wydawałoby się jeden z najnudniejszych aut świata wywarł w miarę pozytywne wrażenie. Chamstwem i ignorancją byłoby mu wystawić negatywną ocenę, to auto które było warte każdej złotówki, a sprzedający był w stanie się targować do równego 1000 złotych. I choć wydaje się nam, że na rynku samochodów używanych w tej cenie nie ma już nic co nadaje się do jazdy, to w najbliższym czasie przekonacie się, że jest inaczej, a to tylko pierwszy przykład.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Chodnikiem idę… „pancerność” Mercedesa W124

Bartosz obudził się z zimowego wpisu i postanowił napisać o tym jak bardzo W124 przypomina czołg. A z racji, że mówimy o dieslu, to nawet lepiej, bo sami wiecie jaki ja mam do nich stosunek. Zapraszam!

Ostatnio odciąłem się od swojego smartfona na parę dni. Nie było to celowe, po prostu zostawiłem ładowarkę u znajomych i nie miałem jak podładować baterii. Telefon to 3-letnia Xperia. Bez szału, ale jakoś sobie radzi, większość aplikacji działa. Mimo, że dość długo opierałem się telefonom dotykowym i wolałem posługiwać się tymi „klasycznymi”, to jakoś parę dni bez smartfona były słabe.

http://s1.blomedia.pl/autokult.pl/images/2011/05/Mercedes-E500.jpgGdzieś w zakamarkach, obok kasety komunijnej i pudełka na „a nie wiem co to ale nie wyrzucaj” znalazłem starą nokię, nie pamiętam jaki to model, ale jakiś taki uważany za „pancerny” – okazało się, że działa. We wcześniej wspomnianym pudełku znalazłem ładowarkę do tej nokii. Byłem uratowany, mogłem zadzwonić do mamy i powiedzieć jej, że jeszcze żyję. Ale opórcz tego, to słabo. Odkryłem, że bez słuchawek droga na uczelnię nie wynosi 20 minut, tylko w cholerę godzin. Wyjście do sklepu zajmowało jakieś pół roku, a sprzątanie było masakrycznie nudne. Najgorsze jest to, że nie mogłem pochwalić się na „snapczacie” piwem grodziskim i wyprasowaną koszulą XD Oczywiście żartuję teraz, no ale sami zapewne bez telefonu się nie ruszacie. Było jakoś tak mało ciekawie. I cholera, przypomniał mi się teraz Mercedes W124 dwaipółlitra w dizelku. Wolnossącym.

http://m.autokult.pl/mercedes-benz-w124-616x4-6d97998,630,0,0,0.jpgOgólnie, często występującą opinią na temat tego wozu jest „najlepszy produkt Mercedesa, genialne auto, złote czasy motoryzacji, ohahjakietofajnejestkultowe”. Nawet parę memów się pojawiło. I podobnie jest ze starymi nokiami – niby takie super wytrzymałe, a jednak mało kto już chce tego używać. Wracając do Merca, mimo fajnego stanu sprawiał wrażenie słabego. Fotele? Całkiem wygodne, ale wygodne w stylu kanapy u babci. Miękko i przed telewizor spoko, ale do samochodu to trochę inne się przydają. Silnik? Jego pancerność jest znana nawet największemu motoryzacyjnemu laikowi, ale dynamiki zero. Kulturę pracy można opisać tak – :/. Więcej powiedzieć nie mogę, bo jechałem tylko jako pasażer, ale wcale nad tym faktem nie ubolewam. Uczucia „chcijto” nie stwierdzono. Nie wiem czy jeden samochód to wystarczający powód na formułowanie takiej tezy, ale kultowe, stare samochody nie są dla mnie kultowe. Może to za dużo, ale wyraźnie mam z nimi problem. Można mówić, ze współczesne samochody są zbyt skomplikowane, przeładowane niepotrzebnym elektronicznym badziewiem i 80′s 4eva, ale mimo to wszyscy chcą dzisiaj 200KM z dwóch litrów w dieslu i idealnej kultury pracy. Tak samo, jak wszyscy chcą nowego Samsunga Galaxy S6. A stare nokie i kultowe W124 niech zostaną w rękach świrów, ewentualnie niech siedzą w sieci w postaci memów.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Dostawcza legenda, za grosze

Czy jest ktoś, kto nie zna tego samochodu? Wątpię, bo to prawdziwa legenda dostawczych samochodów. Ford Transit, powstał w 1965 i szybko stał się hitem, nie tylko jako dostawcze auto, ale także mafijne… A to dlatego, że wersja 2.0 70KM, była w stanie uciec radiowozom, nawet z lat 70. No, ale dość historii dzisiaj przyglądamy się generacjom od 1986 aż do 2003.

Transit o zmodernizowanym nadwoziu zadebiutował w 1986 roku, był większy od konkurentów, a także znacznie tańszy. Co ciekawe, generacje III, IV i V wyglądają bardzo podobnie. Różnią ich przede wszystkim silniki i delikatnie przodem. Najpopularniejszą wersją, jest zdecydowanie diesel – 2.5, który w zależności od rocznika i wersji miał różną moc od 75 do 100KM. Konstrukcja auta była prosta, był też łatwy i tani w naprawie. Stosowany dosłownie wszędzie – jako bus, przewóz pracowników, w branży budowlanej, gastronomii, a nawet była wersja Country 4×4 stosowana w wojsku. Każdy z nas pamięta na pewno karetki Transity, a nawet wozy policyjne czy straży pożarnej. Auto uniwersalne, woziło i nadal wozi cały świat. Transit nie grzeszył wyposażeniem, więc wersja z ABSem i wspomaganiem, to już dobry wybór. Zresztą, po co komu jakieś bajery, to auto do pracy a nie na wycieczki. Choć o wycieczkach też pomyśleli, tworząc campera na bazie Transita, które dzisiaj tanie nie są!

Osobiście wolę Transita od T4, bo jest tańszy, większy a spalanie ma na podobnym poziomie. W dodatku lepiej się czuję we wnętrzu Transita, mam więcej miejsca nad głową, lewarek lepiej leży w dłoni i widoczność jest nieco lepsza. Ale to subiektywna opinia. Jest to tanie auto, bo można takiego Transita w stanie – do jazdy kupić za mniej niż 3000 zł. Racja, że będzie obdarty z każdej strony, przebieg nie będzie powalał na kolana, a ruda chwyta się, gdzie tylko może, ale skoro to ma być auto do pracy, to nikt nie każe mu wyglądać. U mnie temat wziął się nie bez powodu, sam przymierzam się do kupienia czegoś takiego i świadczenia usług transportowych, skarbonkę muszę sobie naszykować. Z tego co zobaczyłem dotychczas bez wahania zdecydowałbym się na Transita. Nie tylko dlatego, że jest tani, ale przede wszystkim dlatego, że jeździłem takim i było to tak samo wygodne, jak jazda osobówką. Nie sprawia problemów przy parkowaniu, załadunku czy na drodze szybkiego ruchu, jest jak kameleon – dostosowuje się do otoczenia.

 Podoba mi się też ilość wersji tego samochodu. Stricte osobowe, 6 osób + paka zamienne na 3 osoby + paka. Wysokie, niskie, standardowe, krótkie długie, lodówki itd. Każdy znajdzie coś dla siebie. Wersją na zdjęciu obok, spokojnie przewieziecie współczesną lodówkę, a te jak wszyscy wiemy niskie nie są. No i co do konkretnych już wad Transita. To Ford z lat 80 i 90 więc koroduje i to na potęgę. Nie sposób temu zapobiec, tym bardziej gdy używany jest 20 godzin na dobę. Ale za to łatwo się pozbyć  korozji samemu. Auto lubi wymiany uszczelek, w silniku i w skrzyni biegów. Każdy kto ma Transita, wie że nie należy oszczędzać na uszczelkach, bo wycieki to kolejna bolączka tego samochodu. Tandetna jakość zamków – lepiej nie zostawiajcie w nim nic cennego, otwarcie Transita zajmuje 15 sekund, a oprócz tego jakość klamek jak w Escorcie, już teraz tych klamek prawie nie ma, bo raz na rok trzeba wymienić, tak szybko pękają. Co do spalanie około 8-9 litrów, chyba że nie umiesz jeździć autem dostawczym to i 10 litrów ropy Ci spali. Nie mam danych co do wersji benzynowych 2.0, których parę na rynku jest ale myślę, że spalanie około 12-13 litrów to takie, z którym trzeba się liczyć. 

No chyba, że macie gaz to na pewno będzie taniej, a widziałem parę Transitów na gaz. Minus taki, że pomniejszamy przestrzeń ładunkową, no ale zawsze coś za coś. Osobiście wybrałbym wersję 2.5 TD, bo tu przynajmniej to spalanie jest dosyć stałe. No i to auto globalne, jest ich zdecydowanie najwięcej więc części na złomowisku i w sklepach Wam nie braknie. To dobry wóz, choć ma tandetne i słabe klamki i lubi korodować. Jednak w pracy wizualne kwestie nie mają znaczenia, ważne jest to, jak tym autem się pracuje, a robi się to naprawdę dobrze. Wolę go od Transportera, czy grupy Fiata, jako właściciel tworzysz z tym autem jego historię, która z każdą generacją staje się bogatsza. Czekam na komentarze, do usłyszenia!