Dylemat czytelnika – coś rozsądnego za 1500 zł

„Ogólny mój budżet na zakup auta to ok 1500zł. Wiem, że to niewielka kwota, jednakże zdaję sobie sprawę z tego, że można dostać coś ciekawego w takich pieniądzach. Najważniejsze dla mnie to niskie koszty eksploatacji (czyli jak najprostszy w konstrukcji silnik, ponieważ czym mniej skomplikowany, tym mniej może się zepsuć) i względnie niskie spalanie.” Tak w skrócie wygląda dzisiejszy dylemat jednego z moich czytelników. Więc biorę się do roboty.

http://m.autokult.pl/daewoo-nexia-1-6ae530a581357d724,630,0,0,0.jpg1500 złotych to niewielki budżet na samochód, ale wielokrotnie już udowodniłem, że można kupić sprawny samochód, który bez problemu przejdzie przegląd techniczny i nie będzie sprawiał kłopotów na dłuższą metę. W latach 90 zasada budowania samochodu była nieco inna, miało być solidnie. Nasz bohater nie będzie poruszał się sam, więc odrzucamy najpopularniejsze w tym przedziale cenowym auta małe, 3 drzwiowe, skupimy się na czymś nieco większym, z zachowaniem rozsądku (co w moim przypadku będzie trudne, znacie mnie już trochę). Najpierw kolega o pseudonimie Ice napisał mi o Fordach z silnikiem 1.8 TD, ale znając budżet od razu skreślam tą opcję, bo z tego silnika w tej cenie wiele już pewnie nie zostało. Zacznę od marki, której cena wynika właśnie ze znaczka na masce. Daewoo nie muszę nikomu przedstawiać, ale tłumaczyć się za tą markę już tak. Opinii jest oczywiście tyle co ludzi, pociesza fakt, że większość negatywnych pochodzi od tych, którzy nigdy nie mieli z nimi styczności. W tej cenie, przy tej marce podstawowym problemem będzie korozja. Mamy Espero, Nexie, Lanosa i Nubirę. Skreślamy oczywiście Nubirę, artykuł był o niej jakiś czas temu i w tej cenie nie znajdziemy takiej, którą można używać bez większego nakładu finansowego. Espero ma swoje plusy, ale z pozostałej trójki najbardziej koroduje i w tej cenie sporo z nich ma burzliwą przeszłość. Skupiłbym się na Nexii, bo najlepiej znam to auto, było dosłownie katowane przeze mnie przez 40 tysięcy kilometrów, więc mam pewien ogląd na nią.

http://m.autokult.pl/daewoo-nexia-wnetrze-10-13f8aab7,630,0,0,0.jpg

Wersja GLE i GLX mają trochę bajerów jak elektryczne szyby, klima itp. i to w sumie psuje się najbardziej. Reszta to sprawdzone konstrukcje z Opla, a w dodatku silnik 1.5 dobrze radzi sobie z LPG, jeśli myślałbyś o takiej wersji, a jeśli benzyna to pocieszę Cię, że w trasie bierze poniżej 7 l / 100km, a w cyklu mieszanym jest to maksymalnie 9 l / 100 km. Nexia ma tanie części, jest wygodna, a w wersji sedan masz bagażnik większy niż w Vectrze B. Jednak problem Nexii to taki, że jest łakomym kąskiem na rynku samochodów używanych i możliwe, że sporo się napocisz zanim w ogóle jakąś znajdziesz. Korozja nadkoli, błotników i lekkie znamiota zużycia progów są normalne, gnijąca podłoga, maska, czy bagażnik – już nie. Podobnie jest z Lanosem, choć osobiście wolę Nexię. Pierwszy kandydat już jest, inna marka? Pójdziemy trochę w starszy rocznik, bo na tapecie będzie stare, dobre Audi 80. 

http://media.autokult.pl/3a6a8676b73b0ae1a8f7d9fec993f389,400,300,0,0.jpg

Auto praktycznie niezniszczalne, chyba, że trafi na drzewo. Też był o niej szczegółowy artykuł, a jedyna wada to chyba rocznik. Zdarzają się modele skorodowane, choć tutaj podłoga i progi są mocne. Silniki odprężone, niewielka moc, przez co gaz w 80 jest bardzo popularny. Silnik 1.8 najlepszy, bo wersja 1.6 wykończy Cię przy wyższych prędkościach. Spalanie w wersji benzynowej nie zachęca, tak więc warto szybko pomyśleć o LPG, albo znaleźć wersję z już założoną instalacją, co wcale nie jest takie trudne. Jest też wersja diesel 1.6, bardzo prosta w budowie i naprawie, ale spalanie sięga 7 litrów na setkę, więc szybko przestaje być ekonomiczny. Nie bój się oczywiście przebiegów, bo w Audi 80 dopiero przy 300-350 tysiącach km zaczyna coś dolegać, a ceny części? Nie oszukujmy się, większość w tej cenia stawia na używane podzespoły, a tych u nas nie brakuje. A więc mamy młody rocznikowo, lekko korodującym, ale dobrze wyposażony samochód, jakim jest Nexia oraz starą jak świat, ale niezniszczalną konstrukcję jaką jest Audi 80, co zrobimy dalej? Skomplikujemy sprawę i wprowadzimy propozycję nr 3.

http://m.autokult.pl/skoda-felicia-kombi-10-2-575b71f,910,500,0,0.jpg

Nie ponosi mnie dzisiaj fantazja, dlatego auto które zaproponuję będzie bardzo rozsądne, ale jednocześnie najmniejsze ze wszystkich propozycji. O Skodzie Felicii też był artykuł, nawet osobiście miałem propozycje kupna w Zakupie Kontrolowanym. I rzeczywiście to udane, małe autko, może nawet bardziej niż jego brat, czyli Polo. 5 drzwi i kierownica, wystarczy? Jeśli tak to przyjrzyj się bliżej, nawet wersji kombi, jeśli hatchback to za mało. Silnik 1.3 nie sprawia większych problemów, jak wszystkie małe wozy, a naprawisz go sam w letnie, sobotnie po południe. Najbardziej ekonomiczny samochód z całej trójki, 6-7 litrów na setkę i to wszystko. Jest też wersja z silnikiem 1.6, takim jak w Polo, ale tu licz się z większym spalaniem, za to na autostradzie wręcz przeciwnie. Gaz w Felicii? No cóż, w tym przypadku licz się z tym, że silnik zacznie marudzić już przy 180 tysiąch kilometrów, coś tam trzeba będzie pogrzebać. Lepiej kupić Felicie w benzynie i zagazować. Co ciekawe, sporo jest jeszcze takich od pierwszego właściciela, mój sąsiad niedawno sprzedał swoją, którą nabył w salonie jakieś 16 lat temu.

http://m.autokult.pl/skoda-felicia-wnetrze-6--ee37af2,630,0,0,0.jpg

Ludzie nie chcą się go pozbywać, bo jest jak wierny kundele, niby niczym się nie wyróżnia, ale po prostu go lubisz, bo spełnia wszystkie swoje zadania. Tutaj też pojawia się problem korozji, choć częściej pojawia się na nadwoziu, niż podwoziu. Jeśli elementy konstrukcyjne są skorodowane, to autko miało przygodę i omijaj szerokim łukiem, bo Felicji nie da się dobrze naprawić po wypadku, bo to po prostu się nie opłaca. Daewoo Nexia, Audi 80, Skoda Felicia – 3 zupełnie różne samochody, każdy oferuje coś innego, każdy znajdziesz w tej cenie 1500 złotych. Nexia i Skoda mają tanie części, a Audi psuje się tak rzadko, że w sumie ta informacja jest Ci zbędna, lać i jeździć. Co wybrałbym na Twoim miejscu? Pamiętając Twojego pierwszego maila, gdzie skłaniałeś się do Mondeo 1.8 TD, wybrałbym właśnie Audi. Fakt jest starsze i na papierze, i wizualnie, i technologicznie. Ale za to jest skonstruowane w czasach, gdy nie wyobrażano sobie, że auto przejedzie mniej niż 300-400 tysięcy kilometrów. http://media.autokult.pl/23d6f588fc0c5622e74658a6d0b9a014,800,600,0,0.jpgOstatnio spotkałem takie Audi na parkingu, białe, czarne zderzaki, dwa wypryski koło wlewu paliwa i to w sumie wszystko, a na liczniku 364 tysiące, a gdy odjeżdżało, pracowało znacznie lepiej niż Peugeot 206, który stał obok niej. Poza tym, gdy kupujesz Mondeo za 1500 złotych, gdzieś musisz szukać uzasadnienia tej ceny, dobre modele kosztują około 2500 złotych, wiem bo sam szukałem przed zakupem Scorpio, taka jest średnia rynkowa, a jeśli cena jest o 1000 zł niższa od średniej, coś tu nie gra. W przypadku Audi sprawa jest jasna – auto ma ponad 20 lat i większość ze względu na swoją długowieczność już dawno przekroczyło tą polską barierę psychologiczną, jaką jest 200 tys. km. Ale rozsądni i Ci co się znają wiedzą, że dla Audi 80, życie zaczyna się po 200 tys. km, wtedy dopiero silnik się dotarł. Życzę Ci udanych wyborów i nie zapomnij zajrzeć na stację diagnostyczną przed zakupem!

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Nubira, czyli coś co trudno znaleźć

Daewoo Nubira, która zadebiutowała w 1997 roku, jako następca Espero to samochód wygodny, dosyć ładny i stosunkowo tani w eksploatacji. Sprawdzając portale ogłoszeniowe można łatwo dojść do wniosku, że mój tytuł to zupełne przeciwieństwo rzeczywistości. Ale nie dajcie się zwieźć, bo znaleźć dobrą Nubirę jest naprawdę trudno.

http://m.autokult.pl/daewoo-nubira-1-245698-6-dec6c8e,630,0,0,0.jpg

Ten tani wynalazek klasy średniej to dobra alternatywa dla dużo starszych przedstawicieli tej rasy. W dodatku kuszą niskie koszty eksploatacji oraz dobra tolerancja instalacji LPG. W standardzie montowana z silnikiem 1.6 16V DOHC 106 KM, taka sama jak w Lanosie, lub coś ciekawszego jak 2.0 16V DOHC 133 KM. Ta druga lubi więcej połknąć w mieście, ale na trasie mniej daje w kość i pali tyle samo. To właśnie silnik Nubiry to jej największy atut poza ceną. Poza drobnymi wyciekami, które pojawiają się w każdym aucie, ciężko cokolwiek jej zarzucić. Zasługuje jak najbardziej na miano bezawaryjnej jednostki, mimo powszechnej opinii. Kolejna sprawa – to chyba najmniej gnijące Daewoo. To nie oznacza oczywiście, że to auta w których blacha będzie czysta, bo tak nie będzie, lecz dobre zabezpieczenie antykorozyjne konstrukcji pozwala nam na wstępie, przy oględzinach stwierdzić wypadkowość modelu Nubira. Bo jeśli gnije podłoga, podłużnica, albo progi możecie być pewni, że auto miało przygodę. No i z tym jest kłopot, bo Nubira, która do setki przyspiesza w mniej niż 10 sekund, to łakomy kąsek dla turbo debili, którzy przeceniają swoje umiejętności. 

http://m.autokult.pl/daewoo-nubira-7-245698-39920e8c3,630,0,0,0.jpg

W efekcie auto ląduje na drzewie, w rowie a potem idzie do Mirka na tydzień i kończy na olx. Stąd właśnie mój tytuł, Nubira w stanie do jazdy, nie do oddania na złom to w niższym przedziale cenowym ewenement, chyba że macie określoną z góry poważną usterkę, jak na przykład uszczelka pod głowicą. Dlatego nie napalajcie się na Nubirę za 2 tysiące, za zadbany model, nawet pierwszej generacji trzeba przygotować około 3500 złotych. W grudniu jeździłem dwoma, obie były w stanie fatalnym, lecz mimo to zachowały podczas prowadzenia największe atuty – komfort i przyjemność w prowadzeniu mimo miękkiego zawieszenia. Wiele użytkowników skarży się na nieprecyzyjny układ kierowniczy, przede wszystkim Ci, którzy poruszają się po mieście, ale to da się przeżyć, pamiętajmy że to tani samochód. W środku jest pojemny, przestronny, nawet w 5 osób jedzie się wygodnie. Co się psuje? Problemy z zawieszeniem – tuleje wahaczy, jak i same wahacze to dosyć popularna usterka większości Daewoo, także Nubiry. Problemy z elektryką – centralny zamek, elektryczne szyby takie drobne bolączki tego modelu. No i modele z instalacją lpg, jeśli były niewłaściwie eksploatowane (patrz jakieś 70% tych które jeździ) to auto po około 200-250 tysiącach kilometrów zaczyna zjadać olej, a głowica nadaje się do regeneracji. 

http://m.autokult.pl/daewoo-nubira-wagon-uk-s-3dc3af5,630,0,0,0.jpg

Tym bardziej odradzam większość Nubir w podejrzanie niskiej cenie, no chyba że chcecie się bawić w remonty, to już Wasza wola. Nie chcę wyjść na fana Daewoo, ale to kolejne auto, które po prostu im wyszło. Miało być tanie, proste i sprawiać radość i takie właśnie jest. Nie odważę się go porównywać do 3 razy droższych aut, to byłoby głupie, próbując go zestawiać w przedziale około 4 – 5 tysięcy złotych, może się okazać że Nubira będzie – najtańsze w eksploatacji, najlepiej wyposażona i największa. Co czyni ją świetną propozycją. I nie przejmujcie się opiniami ludzi, którzy w życiu nawet nie usiedli za kierownicą tego samochodu. Podzwońcie jak ja po warsztatach, zróbcie mały wywiad i sami przekonacie się jak jest naprawdę. 

Tanie terenówki z naszego podwórka

Potrzebujesz terenówki, ale Twój budżet jest mocno ograniczony? Ten wpis na pewno Ci pomoże. Na naszym rynku jest pełno aut z napędem na cztery koła, które nie dość że są w cenie normalnego auta klasy średniej z lat 90, to jeszcze oferują dosyć niewielkie koszty otrzymania. Sprawdźmy jaką terenówki kupimy za 7000 złotych.

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/1/1c/SsangYong_Musso_front_20080320.jpg/1024px-SsangYong_Musso_front_20080320.jpg

SsangYong/Daewoo Musso – chodzi pod różnymi nazwami, ale samochód jest dokładnie ten sam. Nie ma on wielu nowatorskich zastosowań, nie ma fajerwerków ani w środku, ani na zewnątrz to po prostu klasyczny 4×4. W większości modeli mamy zwykłą skrzynię rozdzielczą, bez centralnego mechanizmu różnicowego, Tylko wersje z 6 cylindrowym silnikiem 3.2 był układ TOD, który po wykryciu różnicy prędkości na przedniej i tylnej osi, dołącza napęd przedni w trybie 4H, był też tryb 4L, w którym można włączyć 4×4 z reduktorem. Więc wersja 3.2 będzie lepiej się sprawdzała w terenie. Ja nie jeździłem w terenie, ale zdarzyło mi się tym typem z silnikiem 2.9 diesel pojeździć trochę szutrze i wszystko spoko. Fakt jest trochę tandetny w środku i w modelu którym jechałem było wiele dzikich odgłosów, ale tamten akurat kosztował 5500 złotych, więc zupełnie mnie to nie dziwiło. Za model w miarę normalnym stanie zapłacimy około 7000 złotych, trzeba się liczyć z takimi usterkami jak zapiekanie dyfra, szybko zużywającymi się hamulcami i nietrwałym sprzęgłem. 

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/4/4a/Opel_Frontera_hl_red.jpg/1024px-Opel_Frontera_hl_red.jpg

Z kolei ten samochód, czyli Opel Frontera, to jeden z popularniejszych, tanich terenówek, Opel produkował ją przez 12 lat w wersji 3 i 5 drzwiowej.Tutaj też spotykamy się z prostą konstrukcją, która miała trochę pojeździć po lasach i błotach, rama nośna, sztywny most na czterech wahaczach wzdłużnych z tyłu i poprzeczne, podwójne wahacze z przodu. Frontera prezentuje się znacznie lepiej niż Musso, jest też lepiej wykonana w środku, Najsłabszy z silników 2.0 115KM jest zdecydowanie za mały na to auto i wielu odradza jego zakup, najlepszą opcją wydaje się benzynowe 2.2 16V – 136KM, choć nie łatwo je znaleźć w dobrej cenie. Z diesli najpopularniejszy to 2.5 115KM, bo pali najmniej ze wszystkich. W samym aucie psują się hamulce, lubi korodować, no i pojawiają się awarie układu przeniesienia napędu, ale można mu to wybaczyć. Ceny różne, ale można znaleźć perełkę za 6 tysięcy z paroma wgniotkami, 250 tys. km na blacie i zawieszeniem w przyzwoitym stanie. Wybór należy do Was! To moi dwaj liderzy, ja wahałbym się między tymi dwoma, ale żeby skomplikować sytuację wprowadzimy kolejnego konkurenta. 

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/1/1a/Isuzu_Trooper_%28first_generation%2C_first_facelift%29_%28front%29%2C_Serdang.jpg/1280px-Isuzu_Trooper_%28first_generation%2C_first_facelift%29_%28front%29%2C_Serdang.jpg

Stary, kanciaty, prymitywny i przez to może dosyć porządany, bo stare terenówki mają swój klimat. Stanowił alternatywę dla Land Rovera, a krótko ujmując był dla tych, których nie stać na Land Rovera. Nie będę przytaczał żadnych danych, to auto mniej skomplikowane niż stodoła. Pomyślicie terenówka z lat 80, boże wszechmogący cóż za nietakt. Ale nie dajcie się zwieść, to benzynowy silnik 2.2 lub diesel 2.2 to wszystko co możecie dostać. Nie ma skomplikowanej elektroniki, ani bajerów które mogą się popsuć. Naprawiasz taśmą klejącą i młotkiem. W sumie dobrze, jeśli ktoś chce poszaleć w terenie, albo mieszka na bagnie to idealna propozycja. Wbrew pozorom nie psuje się często, jest wielki, a silnikiem uciągniesz stu letni dąb. Przeniesienie napędu przez skrzynie manualną i reduktor, łącznie z trzema opcjami – napęd na jedną oś (tylną), drogowe 4×4 i terenowe 4×4. Nic więcej nie jest potrzebne! W wyposażeniu macie 100 ton blachy i siedzenia, czego chcieć więcej? 

Tak więc macie Koreańczyka, który nie może się określić jaki powinien mieć znaczek na masce, terenówkę Opla, zrobioną z nadwozia kombi i intrygujące, proste, źle kojarzone Isuzu. Wielu ciśnie się na usta – gorzej już być nie może, ale wolę któregoś z nich niż 3 drzwiową Suzuki Vitarę – zabawkę dla fryzjerów. Wybór należy do Was!

Zdjęcia: C-C BY SA 3.0

Coś dla bardzo niewymagających.

No tak, przyszedł czas na recenzję żelazka. Daewoo Tico, auto które jest dosłownie wszędzie, bo tyle ich nakupowaliśmy. Produkcja trwała już od początku lat 90, ale po fuzji Daewoo – FSO, gdy dystrybucja modeli Daewoo w Polsce wskoczyła na najwyższy stopień, czyli w 1996 roku mieliśmy w Polsce prawdziwe boom na Tico. 

Zacznę od jednej z najśmieszniejszych reklam jakie widziałem. Przy takich wygibasach normalne Tico miałoby już te wahacze w niebiosach, ale nie w super tico z reklamy. A hasło reklamowe – „ambitny typ” w przypadku tego samochodu, jest tak niestosowne, jak machanie rosyjską flagą w ambasadzie ukraińskiej. 

Nie mam bladego pojęcia, z której strony to auto jest ambitne, chyba zrobię konkurs na ten temat. Auto było w jednej wersji silnikowej – 3 cylindry 0.8 po co więcej? No chociażby po to, żebym nie musiał być skazany na 18 sekund do 100 km na godzinę, z 40 konnego silnika. Wiem, że to miało być tanie miejskie auto, ale Cinquecento też było tanie i miało silniki 700, 900 i 1.1 dla wymagających. Mogli się chociaż trochę postarać. Plusem Tico miała być para drzwi więcej niż u konkurencji. I rzeczywiście to przyciągnęło sporą grupę odbiorców. Bo nawet dla 7 latka, wejście na tylną kanapę Cinquecento było wyzwaniem. Bagażnik 180 litrów, podobnie jak u konkurencji, ale gdy złożysz siedzenia masz ponad 800 litrów! Tico szybko poza wożeniem Zosi i Wojciecha do supermarketu, zaczęło spełniać rolę auta w które pakuje się po dach. Do dzisiaj na jednym z targowisk widzę wypakowane po dach owocami Tico, które pojawia się tam co sobotę. Ciekawostka o Tico – końcem lat 80, gdy swego rodzaju hitem dla mas (a w szczególności w Indiach) było Maruti, Tico miało być jego następną, ale jakoś nie doszło do porozumienia ani z Suzuki, ani z indyjską spółką o nazwie Maruti. Nawet Hindusi go nie chcieli! Ciekawe, że najwięcej odbiorców miał w Polsce i Rumunii, nie żebym coś sugerował, ale marnie to wygląda. W Ameryce Płd. występowało pod nazwą – Fino i też cieszyło się dosyć sporą popularnością. 

To niesamowite, ile ciekawych historii kryje jeden, mały samochód. Patrzycie teraz na wnętrze moi drodzy, to nie jest karuzela, która stoi w pasażu handlowym. Kierownica wygląda śmiesznie, jakby jej ktoś po prostu nie dokończył, a jak już weszła do produkcji machnął ręką. Jest tak cienka, że można ją chwycić palcami u stóp. Zegary są niebieskie, nie wiem w sumie dlaczego. W ogóle ten cały kokpit jest jakiś dziwny, bo jak Cinquecento było takie wgłębienie, w które mogłeś włożyć wszystko, tak tutaj jest po prostu kawał plastiku pod kątek prostym, przypominający półkę ze ściany. Gwarantuję Ci, że cokolwiek na niej położysz wyląduje na pasażerze. Miejsca nie ma za dużo, ale i tak więcej niż w komunikacji miejskiej. No i jest schowek, w którym zmieszczą się kasety z moją muzą. Co należy wiedzieć kupując Tico? Przede wszystkim to, że Tico to śmiertelna pułapka. Składa się jak paczka zapałek w starciu z podeszwą. 

To nadwozie jest strasznie sztywne, znalazłem zdjęcie Tico po kolizji i nie zachęca do zakupu, sami przyznajcie. Próbowano jeszcze montować specjalne wzmocnienia w drzwiach, żeby to poprawić choć na niewiele to się zdało. No, ale to auto miejskie wyprzedzać tym się raczej nie da, chyba że traktory albo Polonezy! Podstawowy atut Tico, nie do przebicia przez konkurencję – ekonomia. Ten samochód jeździ na powietrze, to nie są żarty! 4-5 litrów benzyny na 100 kilometrów, słyszałem to od każdego właściciela. Potem Ci sami właściciele montowali w tym gaz i jeszcze ciekawsze, że gazu brały tyle samo. Wyobraźcie to sobie 12 zł na 100 kilometrów magia co? Nie ma się co dziwić, bo auto nie waży nawet 700 kg, ma 40KM, więc nikt normalny nawet nie kręci tego auta wysoko, bo to równie przyjemne co przejechać długimi paznokciami po tablicy, tak więc można go śmiało uznać, za najekonomiczniejsze, używane auto! 

No i w sumie mamy odpowiedź, skąd ich się tyle wzięło. Może się narażę, ale jestem w stanie powiedzieć, że Tico jest bardziej ekonomiczne niż Cinquecento. Miałem styczność z kilkoma modelami jednego i drugiego auta i zawsze Tico paliło mniej. W dodatku jest większe. Choć i tak uważam, że CC wygląda znacznie lepiej. Jeśli powiesz – „o jedzie żelazko”, nawet laik będzie wiedział, że jedzie Tico. Za to właściciel takiego żelazka wydaje na paliwo ze 4 razy mniej niż ja, no ale kto bogatemu właścicielowi Poloneza zabroni nie? Co do usterkowości jest tego trochę, zaczynając od korozji, czego można było się spodziewać po znaczku na masce, przy pewnym przebiegu każde Tico zaczyna chodzić strasznie nierówno (chyba producent nie spodziewał się, że aż tyle tysięcy kilometrów przejedzie) szybko zużywające się hamulce, padająca pompa wody, lakier zarysujesz kartką papieru. Ale to tylko małe, tanie żelazko! Ma po prostu jeździć, czy do pracy czy do marketu. To nie jest pojazd do robienia szumu na drodze, albo do wyjazdu na trasę Warszawa – Amsterdam. Dzisiaj kosztuje nawet poniżej 1000zł, a dobry, zadbany model kupisz za 2 tysiące złotych, nawet bez korozji! Jakbym się nie czepiał ilości wad, słabej konstrukcji, wyglądu muszę stwierdzić co następuje – Tico w świecie motoryzacji spełnia swoją rolę w 100%. Nie chodzi o wygląd, nie chodzi nawet o praktyczność, którą i tak Tico jak na swoje gabaryty ma, chodzi o to żeby było tanio i jest. Tico jest tak cholernie tanie – w zakupie, utrzymaniu, dosłownie z każdej strony. Dlatego jeśli nie stać Cię na samochód, kup sobie Tico. Zapraszam do komentowania!

Daewoo Espero – przedziwne auto

Wracamy do tematu koreańskiej marki, która zdobyła polski rynek, po czym zbankrutowała. Szkoda, bo to był dobry motyw, tanie w utrzymaniu auto, słabo wykonane, starej technologii, ale za to pewnej, bo takie było Daewoo, bazujące na starych silnikach Opla i płytach podłogowych. Jeśli chodzi o Espero, historia była bardziej skomplikowana. Posłuchajcie sami!

Już sam wygląd jest…. dziwny? No nie mam innego słowa. Nadwozie aerodynamiczne, to trzeba mu przyznać! Miało być trochę wyższą klasą niż Nexia, ale właściwie to ciężko powiedzieć czy tak było w rzeczywistości. Jak Nexia bazowała na Kadecie, tak Espero sięgało jeszcze głębiej w historię Opla, aż do modelu Ascona. Oczywiście nie mam nic, ani do Kadeta ani do Ascona, jak już wspomniałem, stare rozwiązania, ale działające pozwoliły obniżyć cenę tego samochodu. Ciekawsza historia zaczyna się, w momencie gdy zapytam skąd wzięła się ta stylistyka? Bo ani to podobne do któregoś z modeli Daewoo, odstaje strasznie od tego co prezentowała Nexia, czy potem Lanos. Historia jest następująca. Auto zostało zaprojektowane przez studio – Bertone, które jest równie dziwne co stylistyka Espero. Potrafiło zaprojektować takie cuda jak Lamborghini Miura czy Alfa Romeo 90, ale wychodziły od nich też Skoda Favorit, albo Opel Kadett Cabrio. Już wiemy czemu ten jest taki dziwny. Do czego zmierzam? No zastanówcie się, jak taką niskobudżetową firmę jak Daewoo mogło być stać na Bertone? To tak jakby, dziewczyna sprzedająca hot-dogi w budce, podała nam tego hot-doga z Rolexem na ręce. 

Historia była taka, że to co widzicie na tych zdjęciach zostało zaprojektowane dla Citroena! Jednak, gdy sami zainteresowani projekt zobaczyli, odrzucili go w trybie natychmiastowym. Bertone nie było oczywiście tym faktem uradowane, że ich projekt jest po prostu do dupy. Więc sprzedali je za grosze Daewoo i tak postało Espero, niesamowite! To auto istnieje tylko dlatego, że Citroenowi nie podobało się to nadwozie. Ciekawe jaką mieli minę, gdy zobaczyli debiut Espero, bo plotka głosi, że sam Citroen o tym nie wiedział. No i proszę pierwszy powód do kupienia Espero – Mój samochód projektowało to samo studio co Lamborghini Miurę! Kładziesz na kolana Golfiarzy! Dobra, przejdźmy do samego samochodu, zostawmy jego genezę, choć przyznacie sami że jest ciekawe. Auto przestarzałe technologicznie, ale tanie w naprawie. Silniki: 1.5 GLX taki jak w Nexii o mocy 90KM oraz dwa silniki SOHC 1.8 – 95KM i 2.0 – 105KM. Auto było dosyć ciężkie, jak na Daewoo bo ważyło grubo ponad 1100kg przy podstawowej wersji, ale przy silniku 2.0 można było sobie depnąć. Auto miało być rodzinnym, dobrze wyposażonym sedanem. 

Niestety, tak się nie stało, główną grupą odbiorców byli – taksówkarze! I jakoś mnie to specjalnie nie dziwi, bo auto tanie w naprawie, żwawe, duże, z miękkim zawieszeniem, dzięki czemu pasażerowie wygodnie jeździli sobie z tyłu no i co chyba najważniejsze dla taryfiarza, znoszące gaz bez najmniejszego zająknięcia. I co ciekawe nie palił go jak Fiat Siena czy Palio, w ogóle go nie palił. Rozmawiałem z gościem, który miał Espero i opowiadał mi, że pali mu to 7 litrów gazu, nie wierzyłem oczywiście, więc zalał go przy mnie do pełna, zrobiliśmy rundkę z miasta do miasta, wyszło nas dokładnie 53km, wjeżdżamy na stacje, lejemy gaz i dokładnie wlazło mu 3,8 litra! Niewiarygodne! A benzyny pali podobno jeszcze mniej. No, ale oczywiście jak to Daewoo – gnije na potęgę, dziury w progach, pękająca podłoga, drzwi, nie wspomnę już o słupkach tuż pod uszczelką od szyby. Aż ciekawe czy zdarzyło się komuś, że szyba wpadła mu do środka, bo słupki były aż tak zardzewiałe. 

No, ale nie oczekujmy nie wiadomo czego, za samochód, który kosztował niecałe 34 tysiące złotych, czyli mniej niż Fiat Siena, który był mniejszy, słabszy i zaryzykuję stwierdzenie, że brzydszy! W dodatku w Sienie nie było nawet wspomagania, a tu miałeś to w podstawowej wersji! A gdyby wziąć Siene w wersji ze wspomaganiem i lepszym silnikiem, to Espero dostawałeś już z ABSem, klimą i poduszką powietrzną! Brak przekonania do Daewoo? Czy można to, że Espero jest po prostu…. dziwne? No, bo jak go inaczej nazwać. Nie można powiedzieć, że to jest zły samochód, to byłoby głupie. Można się nim cieszyć, nie jest ciasny, wnerwiający, ani odrażający. To po prostu tani, prosty, dobrze wyposażony sedan, ze starym silnikiem Opla i nadwoziem Bertone! To auto dzisiaj jest bardziej doceniane niż kiedyś, teraz gdy kosztuje grosze, bo 2,5 – 3 tysiące i masz wypasione, niepordzewiałe Espero, z gazem i klimą! Które auto za taką kasę zaoferuje Ci to samo? Bo na pewno nie Fiat! W dodatku części są tanie, na rynku nie braknie zamienników, a naprawisz go nawet Ty sam, bo jest to bajecznie proste. To w sumie smutne, że koncern, który końcem lat 90 zmotoryzował Polskę musiał upaść. Fakt, że zrobił to na własne życzenie, bo darmowy serwis gwarancyjny, był tak nieuregulowany, że klienci po prostu go nadużywali, a niektóre auta był sprzedawane właściwie po kosztach. 

To dziwne stwierdzenie, bo Daewoo zabiło po prostu hmm.. brak ambicji? No tak! Brak ambicji, żeby być czymś lepszym. To co miała Kia i Hyundai! I proszę jak teraz wyglądają ich samochody? To poważni gracze na rynku. W zarządzie Daewoo zabrakło kogoś, kto nadałby im świeżości, odważnego człowieka z pomysłem na coś nowego. Bo pomysł na auto niezły, grupa odbiorców spora (bo na tanie auta zawsze się znajdą – patrz dzisiaj Dacia Logan, Sandero), ale właśnie ich. błąd polegał na tym, że ich grupa nie wymieniała samochodu co 2-3 lata. A oni uparcie trzymali się aut dla niezamożnych. Gdy grupa odbiorców się skończyła, Daewoo też się skończyło.

Z pogawędki o Espero, zrobił pogawędkę od całym koncernie Daewoo. No, ale krótko na koniec powiem Wam – to samochód wart każdego grosza, choć nie porywa, ani stylistyką, ani technologią, to może cieszyć swojego właściciela, a ten na pewno na brak wygód narzekał nie będzie, nie w tym samochodzie!