Sportowe coupe tańsze niż używana Octavia

Stanęły obok siebie, jak gdyby nigdy nic do siebie nie miały. Z pozoru dwa, zupełnie inne samochody, w rzeczywistości mając tyle samo pieniędzy co na kilkuletnią Skodę Octavię możesz mieć każdy z nich. Nietypowy pojedynek, który zdarzył się zupełnie przez przypadek Mitsubishi Eclipse kontra BMW E46 320i w wersji coupe.

http://media.autokult.pl/05a50f37824055658346cc2d73475d02,400,300,1,0.jpgNa początku Mitsubishi, które nie wszyscy kojarzą, a to dlatego, że jego głównym rynkiem zbytu są Stany Zjednoczone. Jak spojrzymy w dane techniczne odniesiemy wrażenie, że rzeczywiście jest dosyć amerykański. Silnik 2.4 i tylko 162 KM mocy, ale jakby na to nie spojrzeć to coupe i ma mieć zacięcie sportowe. Choć gdy patrzę na niego jakoś nie czuję, że jest to samochód, który mogę nazwać rasowym sportowcem, jest trochę zbyt stateczny w swojej stylistyce. Świetne kształty, nie jest to brzydki samochód, a jeśli stoi na fajnych alufelgach to dobrze się na niego patrzy, ale jego wygląd nie sprawia, że mam ochotę do niego wsiąść i go przycisnąć, nic takiego się nie zdarzyło. Silnik mimo dużej pojemności, ma trochę mało mocy, rzędowy układ cylindrów, 220 Nm momentu obrotowego, uzyskiwane przy 4000 obrotów na minutę i napęd na przód. To 9 letnie Mitsubishi porywa na pewno bardziej niż Skoda Octavia 1.2 TSI, ale co z konkurencją?

http://media.autokult.pl/51dd112bc519c9a8f528b892cd15419d,400,300,1,0.jpgCo w cenie 24000zł można dostać w podobnym roczniku, z podobnym silnikiem? Odpowiedź uzyskałem po powrocie z jazdy Eclipse. Pozycja za kierownicą – świetna, siedzi się dość nisko, fotele przystosowane do tego, aby przytrzymywały Cię w zakrętach, deska rozdzielcza genialnie zaprojektowana, to chyba najładniejszy element całego samochodu. Gdy tylko go odpaliłem nie miałem już wątpliwości, że to samochód sportowy, bo po prostu brzmiał świetnie. Eclipse bardzo dobrze trzyma się drogi, do setki przyspiesza w około 9 sekund, więc nie jest to wynik porywający, ale nie ma się też czego wstydzić. Mam wrażenie, że zawieszenie mogłoby być nieco twardsze, ale skoro przygotowali go na rynek amerykański to zupełnie mnie nie dziwi, że jest trochę zmiękczony. Prowadzi się bardzo przyjemnie, gdy tylko przekroczysz 4000 obr/min masz ochotę na więcej i więcej, bo wtedy w Mitsubishi rodzi się chęć zjadania aut na prawym pasie.

http://media.autokult.pl/ef6bf42cd82e53a854ed3f34d6f947ae,400,300,1,0.jpgJechałem tak już dłuższą chwilę i zaczęło podobać mi się to Eclipse, ciężko było mi się do czegoś doczepić, jakimś cudem trafiłem na wersję z manualną skrzynią, więc miałem więcej zabawy z tej przejażdżki. Gdy tylko wróciłem uznałem, że to będzie fajny artykuł, ale wszystko zmieniło się po chwili. Obok Mitsubishi na parkingu stanęło BMW E46 Coupe, jak się okazało był to kolega właściciela Eclipse, który ciągle mu wypomina, że ma lepsze auto. No to zmieńmy koncepcję z testów na mały pojedynek BMW 320i coupe VS Mitsubishi Eclipse. E46 wszyscy znamy, nie trzeba go specjalnie przedstawiać, jest z nim pewien problem. Oczywiście nie chodzi o sam samochód, raczej o ludzi, którzy nim jeżdżą. Gdy ktoś podjeżdża takim autem, spodziewasz się, że wysiądzie z niego wielki gość, z błyszczącą głową, łańcuchami i rękami jak konar dębu.

https://i.wpimg.pl/985x0/m.autokult.pl/2000-e46-m3-coupe-1-9817bd45bef1.jpgDlatego niełatwo kupić sobie taki samochód. Wersja, która stanęła do pojedynku z Eclipse to 2.2 170 KM z 2004 roku. Mają podobne wyposażenie i mogą się ze sobą zmierzyć, bo moc również jest zbliżona. Jak się można było spodziewać Mitsubishi.. przegrało, z kretesem. BMW do setki przyspiesza w 8 sekund, 210 Nm momentu obrotowego uzyskuje przy 3500 obr/min, w dodatku ma napęd na tył, więc jest dużo bardziej sportowa. Pod maską rzędowa szóstka, tradycyjna jednostka BMW i w tej kwestii Eclipse musi uznać wyższość BMW, trochę przykro, bo auto miało ambicję być dobrą propozycją na sportowe coupe w cenie Octavii, ale E46 wszystko popsuło. Układ kierowniczy, osiągi, zawieszenie, to co najważniejsze w takim aucie w BMW jest dużo lepsze niż w Mitsubishi. I choć nie podoba mi się jej wnętrze, nie podoba mi się z zewnątrz to nie potrafię powiedzieć, że z tej dwójki wybrałbym Eclipse.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/bmw-m3-1-249458-616x445-39b8facb.jpgZnów użyję sparafrazowanego powiedzenia z Top Gear – 320i zjada, połyka i beka wydechem na sam koniec w tym bezpośrednim pojedynku z Mitsubishi. Można je oczywiście kupić, nie będzie to jakaś zbrodnia przeciwko motoryzacji, ale przyjdzie dzień, taki jak ten, gdy testowałem go na potrzeby bloga, że pojawi się obok BMW i będzie Ci zwyczajnie głupio, że Twoje auto jest słabsze, mniej rasowe i mniej sportowe. Są oczywiście inne propozycje w tej cenie, mamy Mercedesa CLK, Peugeota 407 coupe, albo po prostu można kupić jeszcze bardziej rasowe, głośniejsze, mocniejsze auto, ale będzie ono dużo, dużo starsze. Dlatego ten pojedynek, który zdarzył się zupełnie przez przypadek jest dość trafiony, choć BMW zmiażdżyło Eclipse to szczerze mówiąc nie zganiłbym kogoś za zakup tego drugiego, bo za Mitsubishi nie musisz się tłumaczyć, w dodatku dużo łatwiej będzie się nim jeździło, bo gdy będziesz się chciał włączyć do ruchu nikt Ci tego nie będzie utrudniał, a w BMW wszyscy wiemy, jak jest. Wybór należy do Was 

Źródło zdjęć: http://autokult.pl

Emocje po japońsku, czyli Toyota Supra

Dzięki uprzejmości jednego z czytelników (Panie Michale jeszcze raz bardzo dziękuję) mogłem zasiąść za kółkiem jednej z ikon japońskiej motoryzacji. Muskularna królowa driftu, takie określenie słyszałem nie raz na temat Toyoty Supry, udało mi się w końcu sprawdzić na własnej skórze, jak królowa sprawdza się w realnym świecie.

http://m.autokult.pl/toyota-supra-02-1024x768-bf22b59,0,920,0,0.jpgRzędowa szóstka, 3.0 pojemności, 24 zawory, moc 225 koni mechanicznych, już same liczby robią wrażenie. A weźmy pod uwagę, że to auto z 1997 roku. Mieliśmy trochę parkingu, więc na początek zobaczyłem co potrafi na zamkniętej przestrzeni i powiem wprost, robi piorunujące wrażenie. To kolejny przykład na to, że napęd na tył to jedyne, słuszne rozwiązanie gwarantujące emocje na wysokim poziomie. Przyspieszenie od 0 – 100 km/h to około 7 sekund, więc w mgnieniu oka przemykamy na autostradzie obok innych samochodów. Szczerze powiem, że zupełnie nie czułem upływu czasu w tym samochodzie, w ogóle czas dla mnie nie istniał. Wywarła na mnie ogromne wrażenie. Brzmienie silnika po prostu nie do określenia słowami, to zupełnie inny rodzaj dźwięku niż to co wydobywa się z pod maski europejskich odpowiedników. Ciężko mi powiedzieć, który lepszy, bo Supra oczarowała mnie do tego stopnia, że nie zwracałem uwagi na to, że mam później o niej napisać.
http://m.autokult.pl/suprengn-94dbf439ec9cee07d8635ba,910,500,0,0.jpgMogę powiedzieć, że nie jest to samochód, który może prowadzić każdy, o nie, zapomnijcie o tym. Nie jest do końca dzika i narowista, to za dużo powiedziane, układ kierowniczy jest dopracowany, szerokie opony pomagały na śliskim, ale spróbujcie jej dać za dużo gazu, a pokaże Wam, kto tu rządzi. Skrzynia biegów – majstersztyk, hamulce reagują błyskawicznie, dokładnie wiedzą czego chcę, nie zdzierają twarzy po każdym postawieniu buta na pedał. Co do samego wnętrza nie było wygodnie, nie podobała mi się pozycja za kierownicą, ale jak już ruszysz z miejsca to zupełnie Cię to nie obchodzi. Jeśli uważasz się za fana motoryzacji to musisz przejechać się Toyotą Suprą, nie ma innej możliwości. To zupełnie inny rodzaj emocji, bardziej namacalny, jeździłem szybkimi wozami, siedziałem za kierownicą mega dopracowanego BMW M3, ale nie dawał mi aż tyle radości z jazdy co Supra. Japończycy są odrobinę bardziej szaleni w tej kwestii, a to najlepsze co może Cię spotkać za kierownicą sportowego wozu.

https://i.wpimg.pl/985x0/m.autokult.pl/toyota-supra-us-spec-jza-9b0f982.jpgAle nie dajcie się zwieść, bo to wóz, który zwyczajnie nie wybaczy Ci błędu przy wyższej prędkości, jesteś zdany tylko i wyłącznie na siebie, to pułapka dla niedoświadczonych. Sam starałem się nie przesadzać, mieć ją cały czas pod kontrolą, bo wiedziałem, że jest jak zwierzę. Ludzie uwielbiają tuningować Suprę, w sumie nie wiem dlaczego, bo ja nie rozumiem tuningu zupełnie, ale to samochód do tego stworzony. Ma dużo ostrych linii, pazura w stylistyce i momentami prosi się, żeby to podkreślić. Nie jest to najpiękniejsze, sportowe coupe, nigdy tego nie powiem, zupełnie nie wiem, czy w ogóle mi się podoba i czy jestem w stanie wymówić zdanie – Toyota Supra to ładny samochód. Gdy patrzę na nią z tyłu mam do niej jakiś respekt, tak po prostu, gdybym stanął na światłach za nią to byłbym pewien, że jak tylko mrugnę okiem nie będzie jej już przede mną. Stylistyka ma jasny przekaz, to auto jest szybkie, głośne i daje sporą dawkę adrenaliny. Nie służy do podziwiania i nie będzie bohaterką plakatów, ale i tak potrafi skraść serce. To naprawdę genialny samochód, przy którym można stracić głowę, a słowo rozsądek przestaje mieć znaczenie, dosłownie znika ze słownika.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Alfa GT – czy to na pewno rasowe coupe?

Ostatnio brakowało czasu, weny do pisania, ale na szczęście dzięki blog.autoraport.pl nie zostaliście zupełnie bez moich wpisów. Dzisiaj wracam w stylowej kompozycji, bo tak oto na tapecie pojawia się Alfa Romeo GT.

Podzespoły na których oparta jest ta Alfa są dosłownie wyjęte ze 156 i 147. Nadwoziem nie zajął się ani Pininfariny, ale Bertone i powiem szczerze, że do GTV jej daleko, choć jak każda Alfa kusi stylistyką bardziej niż standardowe coupe. Na początku Alfa zażartowała ze swoich klientów oferując tylko silnik 2.0 o mocy 165 KM oraz 3.2 z modelu 166 wyciągająca 240 KM na 1485 kg masy własnej, więc było czym zaszaleć. Ale co z tego? Rozum Wam odjęło? Alfa bez Twin Spark to jak Cola bez cukru. W 2006 roku poszli po rozum do głowy i legendarne 1.8 TwinSpark wylądowało pod maską GT. Fantastycznie! Znów możnabyło poobcować z poboczami i warsztatami przynajmniej raz w tygodniu. Dla fanów Arnolda Schwarzenegera jest też GT z silnikiem diesla Common Rail 1.9 150KM.

http://m.autokult.pl/alfa-romeo-gt-2003-1280x-1b5df16,630,0,0,0.jpgWracając do TwinSparka, ze wspaniałymi dwiema świecami na cylinder, które kończą swój żywot w najbardziej nieoczekiwanym momencie, warto dodać, że układ zmiennych faz rozrządu dla zaworów ssących oraz układ dolotowy o zmiennej długości sprawiły, że z GT można wykrzesać 140, nieokiełznanych, włoskich koni mechanicznych. Przyspieszenie od 0-100 km/h zajmuje niespełna 11 sekund, co w klasie coupe wydaje się pomyłką, ale na wyprzedzenie Forda Cougara powinno wystarczyć. Brzmi to fatalnie dopiero wtedy, gdy zorientujemy się, że amator filmów z Terminatorem, kochający traktory i ciągniki siodłowe osiągnie setkę o sekundę szybciej. Jak to możliwe? GT jest zwyczajnie grube i silnik TwinSpark, z całą moją sympatią do niego, jest zwyczajnie za słaby na ten model. Ale w tym przypadku przyspieszenie, elastyczność nie ma takiego znaczenia, bo brzmi znacznie lepiej niż cała reszta. Oczywiste, że w układzie hamulcowy zastosowano wentylowane tarcze z przodu, które na szczęście nie zdziera nam twarzy przy gwałtownym hamowaniu.

http://m.autokult.pl/alfa-romeo-gt-23-ed3712c3aac2f75,625,0,0,0.jpgPytanie co psuje się w tej Alfie może wydać się zabawne, ale zwróćmy szczególną uwagę na rzeczy, które naprawdę dają nam w kość. Zawieszenie w GT to jakaś pomyłka, o ile nie mogę się przyczepić do twardości, bo jest idealna to przyczepię się do trwałości, bo kompletny remont dosłownie każdej części przy przebiegu 75 tysięcy kilometrów to już lekka przesada, a zdarzyło się 7 z 10 właścicieli GT z którymi rozmawiałem. Wcześniej wspomniały układ zmiennych faz rozrządu, a uściślając wariator też ma swoje humory, ale tego można się było już domyślić po zdaniu, w którym o nim wspomniałem. O ile Alfa nigdy specjalnie nie skarżyła się na korozję, o tyle GT ma problemy z punktowymi przebiciami w podłodze, możliwe, że ktoś odpowiedzialny za to wziął w tym czasie urlop w fabryce i tak oto mamy po 10 latach na polskich drogach ser szwarcarski, zamiast podłogi. Na koniec dodam jeszcze, że automatyczna skrzynia Salespeed to na rynku wtórnym wydatek rzędu 4 tysięcy złotych, ale to dobrze, bo Alfa ma mieć manualną skrzynię i każdy kto myślał inaczej został we właściwy sposób ukarany, awarią automatycznę skrzyni. Ceny?

http://m.autokult.pl/alfa-romeo-gt-2003-1280x-0bce797,0,920,0,0.jpgJak to Alfa, traci na wartości szybciej niż sprzęt RTV. Model w niezłym stanie kupimy już za 16 tysięcy złotych, będzie miał nie więcej niż 9 lat i właściwy, benzynowy silnik pod maską. Jeśli któryś geniusz wpadnie na pomysł montażu instalacji gazowej, albo co gorsza zapyta o to mnie radzę skonsultować się z lekarzem lub farmaceutą. W dodatku za takie pieniądze otrzymujecie nieziemskie wnętrze, z charakterem. Wewnątrz nie jest to do końca sportowy samochód, choć nie brakuje mu ambicji i takich akcentów. Jest to raczej coupe dla wygodnych, świetne fotele, dobra jakość wykończeń no i mamy nawet trochę miejsca z tyłu i w bagażniku, choć nie wiem czy w przypadku Alfy Romeo ma to jakieś znaczenie. Kupujemy ją żeby na nią patrzeć, na GT również można zawiesić oko na co najmniej kilkanaście minut, ale szczerze? To chyba najmniej udane coupe Alfy w historii. Na dłuższą chwilę staję przy GTV, na całe tygodnie przy starym GTV6, a przy Brerze dochodzę do wniosku, że nie muszę nią jeździć, wystarczy że cieszy moje oczy na podjeździe. W dodatku GT wygląda rasowo tylko w czerwonym kolorze, a za model o tej barwie musimy zapłacić już jakieś 20 tysięcy złotych. Dlatego jeśli miałbym do wydania około 16 tysięcy na coupe, wybrałbym starą Alfę GTV, a to co zaoszczędzę zostawił na mechanika, do którego pojadę w kolejnym tygodniu użytkowania. Ale to nieważne, bo tą markę i tak kocham pełną piersią, choćby nie wiem jak się psuła i co byście o niej nie mówili.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Volvo, które nie wygląda jak Volvo

Dzisiaj będzie krótko, bo zrobię coś, czego staram się unikać. Napiszę o samochodzie, którego nigdy nie prowadziłem, a bardzo bym chciał. Staram się od jakiegoś czasu złapać w ofertach sprzedaży Volvo 480, jak najbliżej mnie i sprawdzić, jak to jest w praktyce z autem, które tak bardzo wyłamało się ze schematu stylistycznego swojej marki.

http://m.autokult.pl/volvo-480-1988-9a9fa69fd79bb05ef,630,0,0,0.jpgVolvo coupe, z lat 80 brzmi dziwnie prawda? A jednak w 1985 roku powstało Volvo 480. I choć nadal było nieco kanciate i nadal miało charakterystyczny znaczek, to z żadnej strony nie przypominało statecznej, szwedzkiej marki. Powiem więcej, jak na Szwedów to było wręcz szalone. Spójrzcie tylko na niego, moda lat 80, czyli otwierane światła, agresywna sylwetka i tył jak z kosmosu. Oczywiście większość upiera się, że to zwykły hatchback i klasa kompakt, ale dla mnie to pełnoprawne, małe coupe. Co jest w nim poza nietuzinkową stylistyką? Zawieszenie, które projektował Lotus, tak, tak! Ten prawdziwy, brytyjski Lotus, co utwierdza mnie w przekonaniu, że to auto z zacięciem sportowym. Silniki? 4 cylindrowe generujące moc 109 KM, silnik 1.7 Turbo o mocy 122 KM i co dziwne 2.0 o mocy 108 KM! Tyle pracy i udało się wykrzesać tylko jednego konia mechanicznego więcej.

http://media.autokult.pl/d3a838d8db2bad5a37b209881dab1f81,400,300,0,0.jpgDodzwoniłem się do 3 właścicieli, niestety nie przekazali mi zbyt wiele informacji, nawet gdy powiedziałem, że go nie kupię tylko chcę napisać o nim artykuł. Spojrzałem do środku na parkingu ostatnio i tu rzeczywiście mamy prawdziwe Volvo, bo to kokpit Spitfire. Kurde strasznie mi się podoba to Volvo, gdy będę rozważał zakup drugiego auta, jako zabawki do polerowania muszę ująć 480, jak to wygląda cenowo? Ciężko powiedzieć, raz znalazłem model za 4000 zł i poza wgnieceniem z przodu nie wyglądał źle, a teraz znalazłem „kolekcjonerski” za 8000zł, sprowadzony z Niemiec. Ile zostałoby pasjonatom motoryzacji w kieszeni, gdyby z naszego języka wyrzucić słowo kolekcjonerski, które jest w ostatnich latach zdecydowanie nadużywane. Zachwycam się Volvo 480, ale nie mogę go ocenić, bo nim nie jechałem, dlatego apel do Was! Jeśli ustrzelicie wzrokiem 480 w pobliżu Krakowa, albo Oświęcimia to piszcie do mnie maila, bo muszę się nim przejechać. 

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Niedoceniany Ford Cougar

Ten samochód zasługiwał nas swój wpis już dawno i jest mi wstyd, że o nim zapomniałem. Auta typu coupe – jest w czym wybierać i choć u nas Ford nie kojarzy się z tym nadwoziem to miał on w swojej gamie sporo aut tego typu. Cougar jest chyba jednym z najbardziej niedocenianych Fordów jaki powstał.

http://media.autokult.pl/11bba9fd62688379956d59ebbf616a05,800,600,0,0.jpgPierwsze co rzuca się w oczy to jego wygląd zewnętrzny. Masywne i agresywne kształty, jest dosyć duży i wzbudza we mnie chęć przejechania się. Produkowano go w latach 1998 – 2002, konstrukcyjnie bazuje na Mondeo, ale silniki to już inna para kaloszy. Do wyboru mamy Zetec’a 2.0 o mocy 130KM, który średnio pasuje do jego wyglądu, znacznie lepiej prezentuje się z silnikiem 2.5 V6 o mocy 170KM. Ta wersja do setki przyspiesza w 8,5 sekundy, co nie wydaje się imponującym wynikiem jak na coupe, tym bardziej że musiał konkurować z zadziornymi Włochami – Alfą Romeo GTV i Fiatem Coupe. Jak się można było spodziewać Alfa z silnikiem V6 i Fiat z turbo pod maską były znacznie szybsze od Cougara, przez co mało kto chciał go mieć. W dodatku to był czas, gdy Ford był na fali w klasie kompakt, więc każdemu marka kojarzyła się z Focusem. Tak więc Cougar ma problem – jest ładny i aspiruje do być dobrym coupe, ale nie potrafi się przebić. Straszne jest też to, że nawet Peugeot 406 Coupe jest od niego szybszy.

http://media.autokult.pl/62f4cb8fa86491802694db4ac85e7df6,400,300,1,0.jpg

Jak w środku? Za kierownicą siedzi się wygodnie, choć dosyć długo szukałem dla siebie wygodnej pozycji, a z tyłu mimo swoich rozmiarów Ford nie oferuje zbyt wiele, przestrzeni nie ma prawie w ogóle, mamy za to bagażnik o pojemności 428 litrów, choć może akurat w tego typu samochodzie nie jest to aż tak istotne. Jak się użytkuje Cougara na co dzień? Zadałem to pytanie jak zwykle kilkunastu, losowo wybranym właścicielom i w większości są to pozytywne opinie. Tani w eksploatacji, dosyć wygodny, choć zdarza się być paliwożerny, ale każdy kto kupuje tego typu samochód bierze to pod uwagę. Ogólnie właściciele ciepło wypowiadają się o tym samochodzie, ale mechanikom ciężko jest jakoś przypomnieć sobie ten samochód, a co dopiero usterki. Na szczęście wydusiłem kilka usterek i usłyszałem o nagminnym psuciu się wskaźników w samochodzie, nietrwałych, gumowych elementach zawieszenia i o tendencjach do przegrzewania się. To nie typowy Ford, który wiele nam wybaczy, akurat ten model wymaga zwiększonej uwagi od swojego właściciela. Kurcze ciężo mi ocenić ten samochód jednoznacznie, mam poważny problem. Gdy nim jeździłem ciężko było się do czegoś przyczepić, może brzmienie silnika nie zapiera dechu w piersiach, wspomniane wcześniej włoskie maszyny brzmią znacznie lepiej. 

http://media.autokult.pl/2236c0e9fc6e4704764d20bd0c9a0bcf,800,600,0,0.jpg

Ale teraz, gdy jestem właścicielem innego Forda, zrozumiałem jaki jest problem z Cougarem i czego mu brakuje. Fordy z zacięciem sportowym, które wpisały się w historię motoryzacji zawsze miały napęd na tylną oś, a Cougar postanowił pójść z duchem czasu i ma napęd na przód. Oczywiście wiem, że moja kochana Alfa też ma napęd na przód, ale ona jest charakterystyczna w zupełnie inny sposób. Natomiast Ford postanowił zabić i zamazać swoją charakterystyczność, bo gdyby Cougar miał napęd na tył, dawałby znacznie więcej radości z jazdy i byłby alternatywą dla BMW E46. No i bingo, mamy to! Auto, które mogło być mega dobre, mimo tego, że jest powolne jak na swoją klasę, zostało pozbawione ostatniej szansy na sukces. Cougar powinien mieć napęd na tył i fakt, że jego poprzednik, czyli Probe też miał napęd na przód mnie nie przekonuje. Probe był znacznie lżejszy i szybszy, a Cougar oferuje nam nietuzinkową stylistykę, sporo miejsca dla siedzących z przodu, tanie koszty eksploatacji, ale przy tym słabo brzmiący silnik, za mało emocji z jazdy i upokorzenie przed właścicielami Fiata Coupe, Alfy GTV, czy nawet Peugeota 406 coupe. Mimo swoich wad jego cena zachęca do zakupu podobnie jak stylistyka, bo za 7-9 tys. złotych dostaniemy Cougara w przyzwoitym stanie, z silnikiem V6 i wyposażeniem na miarę XXI wieku. Nie mówię oczywiście, że nie daje radości z jazdy, to byłoby okrutne i głupie stwierdzenie, oczywiście, że daje radość z jazdy, ale jest jej trochę za mało, jest zbyt grzeczny i rozsądny. Gdyby Cougar miał mocniejszy silnik i napęd na tył zabijałby swoich kierowcow, gdyby przesadzili i gdyby takie było odbiłby się szerszym echem. No, ale patrząc na to z zupełnie innej strony, nasz kraj to nie jeden wielki tor wyścigowy, tylko pełna dziur dżungla, zamieszkała w większości przez grupę Volkswagena, a jeśli w ten sposób patrzymy na rynek samochodów w Polsce, trzeba stwierdzić, że Cougar i tak będzie wzbudzał pozytywne emocje tam, gdzie się pojawi i jest wart zakupu.