Samochód, który straszy – Citroen C5

Czas na kolejnego przedstawiciela klasy średniej. I jak nie dażę francuskiej Laguny czy 406/407 nawet sympatią, tak kiedyś próbowałem przekonać się właśnie do tego samochodu, czyli Citroena C5. Zapowiadało się nieźle, gdy zobaczyłem jego test w telewizji, choć wygląda szkaradnie to może nadrobi jazdą? C5 zasłynęło przede wszystkim z bardzo atrakcyjnej ceny w tzw. wyprzedaży z rocznika i pewnie stąd ich tyle na naszych ulicach.

http://m.autokult.pl/citroen-c5-616x462-6a90c160edbc6,630,0,0,0.jpgW 2004 roku przeprowadzono facelifting, który wyszedł na dobre, bo pierwsza wersja jest jak zamszowe buty w cukierkowym różu, w białe kropki, ubrane do spodni dresowych, wyprasowanych na kantkę. To chyba najlepsze porównanie jakie przychodzi mi do głowy. Za każdym razem, gdy próbowałem do niego wsiąść czułem się jakbym był magnesem, C5 również, tyle że o przeciwnych biegunach, on odpychał mnie, a ja jego. Odejdź zły człowieku, krytykujący francuskie samochody. Ale jakoś sie udało usiadłem w środku najpierw wersji z 2001 roku z silnikiem 2.0 HDi, wyobrażacie to sobie? Nie dość, że auto strasznie mi się nie podoba, to jeszcze ma diesla pod maską, więc dostarcza tyle samo emocji podczas jazdy, co łowienie ryb w deszcz, w stawie w którym więcej pływa trupów niż ryb. 

http://m.autokult.pl/citroen-c5-2-12d393e83e1794bbce3,0,750,0,0.jpg

Na szczęście mamy dużo wersji silnikowych od 1.8 16V do 3.0 V6, który nieźle brzmi na papierze, ale w praktyce jest jak połączenie Conchita Wurst, co z tego, że coś tam umie zaśpiewać, skoro nie da się na niego patrzeć. Wracając do wersji diesel, to co za nią przemawia to ekonomia, bo 6 litrów w mieście, które widziałem na własne oczy to wynik godny pozazdroszczenia, ciekawe ile by wziął na trasie. Na pewno znacznie mnie, bo podkręcanie C5 na wyższe obroty jest jak wylanie sobie pół litra kleju na głowę, takie same uczucie. No, ale wracając do stylistyki spójrzcie tylko na niego, tył potraktowany dziadkiem do orzechów, a przód wygląda jakby spędził weekend na madejowym łożu, po co go tak rozciągali? Wielki przód i mikroskopijny tył, wersja kombi jest bardziej proporcjonalna, ale nie zmienia faktu, że nadal ma tyle wdzięku co Rudi Schuberth. A co z wersją po faceliftingu? Na pewno wygląda lepiej, chodź to nie było trudne zadania. Jak wypada na tle rywali? No cóż Mondeo jest większe, ładniejsze i tańsze, tak więc póki co nie znalazłem racjonalnego powodu do zakupu C5.

http://media.autokult.pl/d82a4a414bc27437031f06cc3d2c5400,400,300,0,0.jpg

Wersja C5 FL, którą jeździłem miała pod maską 2.0 16V z automatem, który pracował jak w starym Renault 19, coś okropnego. Nie wiem, czy ten model miał coś nie tak z tą skrzynią, czy to przypadłość większej liczby aut, ale tak głęboko mi to zapadło w pamięć, że musiałem o tym wspomnieć. W środku dosyć wygodnie, ale litości urwane klamki, wloty powietrza popękane, z czego Wy te auta robicie w tej Francji? Auto miało na liczniku 178 tysięcy km i było od pierwszego właściciela, czy on o nie nie dbał? Ależ skąd, każdy kto miał to auto narzeka na jakość wykonania wnętrza. Co się psuje poza klamkami? Awarie elektroniki, w szczególności silnik 2.0 HPi, wersja 2.2 HDi jest tak droga w serwisowaniu, że jeśli masz rodzinę, to musisz ją porzucić, bo nie zdołasz utrzymać jednocześniej C5 i rodziny. Komfort jest przypłacony awaryjnością pneumatycznego zawieszenia, które cierpli na naszych cudownych drogach. Dodam, że jeszcze nie skończyłem wymieniać – uszczelka pod głowicą, koło pasowe, układ wydechowy, hamulce, czyli prawie wszystko, zużywa się przedwcześnie. No, ale jeśli wozisz porcelanę, albo sam nagminnie łamiesz żebra, to komfort jazdy C5 będzie Ci bardzo potrzebny na co dzień, tak więc przygotuj portfel i kupuj! Ceny zaczynają się o 7000 zł w wersji I, oraz od 13000zł za wersję FL. Chyba każdy już wie, że ja nie kupiłbym C5, a pod bronią wyznałbym, że wolę nawet Vectrę C, od tego.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Strusie jajo na czterech kołach – C3

Dzisiaj zaglądamy do Francji. Mimo tego, że można im wiele zarzucić, to w latach 90 byli liderami jeśli chodzi o małe samochody. Peugeot 205, albo lubiane przez wszystkich (poza mną) Clio. No, ale nastał XXI wiek i tak oto pojawił się Citroen C3, to właśnie on będzie bohaterem tego wpisu.

http://m.autokult.pl/citroen-c3-2-235779-e78fdb475c53,910,500,0,0.jpg

Często zdarza mi się przegiąć z oceną samochodu, nie zdziwię się zupełnie jak w końcu ktoś mi da po mordzie, ale mimo tych mrocznych obaw, mój dzisiejszy tytuł jasno Wam sugeruje, że C3 nie przypada mi do gustu stylistycznie. No i jeśli do takich wniosków doszedłeś to jesteś bystrym człowiekiem, bo miłośnikiem jajowatych kształtów nie jestem, przynajmniej jeśli chodzi o samochody. W miarę fajny przód udało się zepsuć całą resztą, jakby komuś się kichnęło podczas rysowania projektu. No, ale Citroen ma inny punkt widzenia (i całe szczęście, bo dzięki nim mam o czym pisać) i postanowił produkować C3 w tej bryle, aż do 2009 roku. Zawsze miałeś wybór, za podobne pieniądze mogłeś kupić, mniejsze, ciaśniejsze C2, ale za to dużo ładniejsze i zwinniejsze w zakrętach. Oczywiście, że przeciętny nabywca tego typu samochodu nie spędza popołudnia na torze, ale jakby ktoś nagle dostał olśnienia, warto o tym wiedzieć. C3 miało silnik 1.1 o mocy 60 KM, co jest równie bezsensowne jak twierdzenie, że ktoś może zginąć od przedawkowania cynamonu (pozdrowienia dla UE!) , bo ten silnik praktycznie nie rusza z miejsca. W jest równie kulturalny co Gordon Ramsay, tym bardziej przy wysokich obrotach. 

http://media.autokult.pl/98f5a927d3acae1c8b187fe14c04fc72,800,600,0,0.jpg

Wersja 1.4 pali praktycznie tyle samo (a przy wyższych prędkościach nawet mniej) i oferuje nam całe 90 KM, jeśli nadal Ci mało opcja 1.6 również wchodzi w grę i emituje szalone 109 KM! Jaki to musi być potwór, niestety wersją 1.6 nigdy nie zdołałem się przejechać. A jeśli należysz do fanów ropy możesz wybrać HDi 1.4 lub 1.6. Dość suchych danych jak się go prowadzi? Bez rewelacji, silnik nie brzmi fajnie, ale wersja 1.4 którą jechałem jest dość dynamiczna, można ją polubić. Mimo kształtów zaczerpniętych z Nicky Minaj parkowanie jest łatwe, może to dzięki dosyć precyzyjnemu układowi kierowniczemu. W środku jest dosyć dużo miejsca jak na tak małe auto, tu C3 miażdży chociażby Corsę. Drażnią mnie natomiast cyfrowe zegary, Fiat próbował tego jakieś 12 lat wcześniej w Tipo i się nie przyjęło, a Ci dalej swoje. Lewarek zmiany biegów sprawia dziwne wrażenie, gdy wrzucasz bieg masz wrażenie, że zaraz się rozpadnie. Zresztą do wielu plastikowych elementów można się doczepić, ale nie zapomnijmy, że to stosunkowo tani samochód. To chyba jeden z nielicznych aut, w którym wolę podróżować z tyłu, bo nie muszę oglądać tych zegarów i jest tam wystarczająco miejsca nawet dla mnie. No i moja ulubiona część w przypadku aut z Francji – awaryjność. 

http://m.autokult.pl/citroen-c3-wnetrze-23577-a91df22,0,750,0,0.jpg

Zacząłem od Pana Henia, dla którego zabawa z elektryką C3, jest jak kostka Rubika, w pewnym momencie masz ochotę nią je.. rzucić o ścianę, ale gdy Ci się już uda, to czujesz się jak jeden na milion. I tak właśnie jest tutaj, słabo zabezpieczone kable korodują, przez co po dłuższym użytkowaniu wiele zabawek zaczyna świrować, migająca deska, komputer, klimatyzacja itd. Zawieszenie, które oczywiście jest komfortowe to już reguła przy „trójkolorowych”, łączniki stabilizatorów, sworznie wahaczy, przeguby półosi. Co ciekawe ciężko mi było wydusić coś o silnikach benzynowych, zdają się być bezawaryjne, poza drobnymi wyciekami. Co innego diesle, gdzie najpopularniejsza wśród mechaników usterka to wtryskiwacze systemu Common Rail, no i ukochany „dwumas” w 1.6 HDi. Po raz kolejny udowadniam, że lepiej kupić benzyniaka niż diesla. W dodatku przy obecnych cenach paliwa, może okazać się, że przy zsumowaniu kosztów eksploatacji, jazda z silnikiem benzynowym będzie tańsza. 

Jak go podsumować? C3 jest dla ludzi, którzy wymagają od auta komfortu, tutaj macie go więcej niż Francuzów w Paryżu. Nie ma co jednak liczyć, że będzie bezproblemowy, bo na pewno nie, w tej kwestii przegrywa z konkurentami i to chyba niestety wszystkimi. Jest najdroższy w eksploatacji w swojej klasie, ale przy tym najwygodniejszy i chyba najprzestronniejszy w środku. Oczywiście nie pogodzę się z tym kształtem i nie powiem, że kupiłbym C3, bo sam komfort to dla mnie za mało. Być może też dlatego, że nie maluję sobie powiek w samochodzie i nie jest mi to aż tak potrzebne. I tu właśnie jest pies pogrzebany, bo to auto idealnie pasujące do Pań! 

Źródłem zdjęć jest:
http://autokult.pl

Reklamy samochodów – część 1

Dzisiaj skomentuje reklamy samochodów, jakie na co dzień możemy obejrzeć w telewizji. Niektóre dziwne, inne śmieszne, ale najważniejsze będą hasła reklamowe, a raczej ich skuteczność, bo z tym mam ochotę dzisiaj polemizować najbardziej.

Zacznę od tej reklamy Skody, które mnie ostatnio prześladuje. Moim zdaniem to jeden z najgorszych tekstów reklamowych jakie kiedykolwiek słyszałem. Gdyby tu było wyjaśnione dlaczego jest lepszy, bo świeżość, bo jest gwarancja, bo możemy sobie wybrać kolor, whatever! Ale nie, po prostu jest lepsze i to ma wystarczyć przeciętnemu kupującemu, aby nabył nową Skodę? Mi na przykład nie wystarcza, proszę mnie w 30 sekund przekonać, że lepiej jest wydać 35 tysięcy złotych na Skodę Citigo, niż na przykład na 3 letnie Mini, sprowadzone, zadbane, po opłatach? Przekonuje fakt gwarancji, ale to ile straci się po wyjeździe z salonu już mniej. Zresztą można kupić roczne auto, jeszcze na gwarancji, za te same pieniądze. Zupełnie nie przekonuje mnie ta reklama, nie mówię, że to się nie opłaca, bo te kredyty na salonówki są coraz atrakcyjniejsze, chodzi o samą reklamę. Mogliście się bardziej postarać, już widzę to spotkanie w dziale marketingowym „A teraz będziemy wymyślać hasło!” (…) następuje niezręczna 2 minutowa cisza… „to może… nowe jest lepsze?” wszyscy, zatrudnieni na staż popatrzyli na siebie, nerwowo łyknęli darmową kawę i „genialne! Ale dlaczego lepsze?” pomysłodawca podrapał się po głowie i odpowiedział – „bo tak!” i tak oto powstała reklama Skody. Oczywiście to moje domysły, pewnie poświęcili na to masę czasu, ale niestety przykro mi to powiedzieć – nie wyszło. 

Z kolei reklama Fiata 500 – obejrzyjcie tutaj, bardzo mi się podoba, szczególnie zwrot akcji na koniec. Można rzeczywiście zarzucać temu modelowi, że jest mały, ale każdy dobry handlowiec wie, że obiekcje klienta trzeba przejąć i obrócić przeciwko niemu. Tak właśnie zrobił Fiat a efekt widzimy obok, bo racja w tym, że zawsze znajdzie się ktoś, kto ma większy dom, basen i w końcu samochód i pewnego dnia zdasz sobie sprawę, że nie liczy się rozmiar Twojego samochodu, tylko rozmiar Twojego – jachtu! Gdy pierwszy raz obejrzałem tą reklamę to uśmiałem się, ale był to pozytywny śmiech. Biłem brawo jak na sali teatralnej na koniec spektaklu, bo to chyba jedna z najlepszych reklam jaką kiedykolwiek widziałem. Do dzisiaj lubię sobie ją puścić na poprawę humoru. 

Ten kto zagląda tu często, wie jaki mam stosunek do Golfów, ale z racji że dzisiaj podjąłem temat reklam, nie będę się skupiał na aucie, choć me oczy krwawią. Tutaj spójrzcie, a właściwie wsłuchajcie się w reklamę. Chwyt Volkswagena stary jak świat, ale skuteczny – walnąć piosenkę, która wpada w ucho i nie daje Ci spokoju, przez najbliższy tydzień, następnie zrobić zestawienie wizualne zalet samochodu i gotowe! Piosenka rzeczywiście wpada w ucho i kojarzy mi się z nowym Golfem, gdy tylko ją usłyszę, tak więc plan wykonany. W reklamie próbują mi wmówić, że Golf jest uniwersalny i dla każdego. W dodatku, że znaczek Volkswagena na masce, to jakiś niebywały prestiż. Przepraszam Was bardzo, na świecie są setki milionów fanów motoryzacji, Jeżeli wśród nich ktokolwiek marzy o Volkswagenie, to na pewno nie jest to nowy Golf, ani Passat, ani up! Żaden prestiż, mieć Volkswagena w dzisiejszych czasach, to jak mieć Opla, Skodę, nie umniejszając żadnej z tych marek. Słowo prestiż w reklamach mogą używać takie marki jak na przykład Mercedes, BMW, Lexus, bo to od zawsze były i nadal są uosobienia motoryzacyjnych marzeń każdego kierowcy. Przynajmniej nie muszą tak jak inni wypełniać niszy na rynku, na ich auta zawsze znajdą się klienci. 

No i na koniec najgłupsza ze wszystkich reklam, której nie udało mi się znaleźć na youtube, ale mam nadzieję, że większość z Was ją kojarzy. Samochód, który jest okropnie brzydki, wygląda jak makieta, ma jakieś tworzywo zamiast drzwi, w dodatku pochodzi z Francji, jest ukazywane jako wszystko czego oczekuje kierowca. Jako spełnienie jego wszystkich wymagań. Zaglądając do środka dojdziecie do wniosku, że to raczej sklep RTV, a nie samochód. I jeszcze mają czelność w reklamie zadawać pytania, dosyć oczywiste, a na koniec odpowiedzią na nie ma być to?! Oczywiście znajdą się ludzie, którym się  to auto spodoba, później spędzając godziny w serwisie oraz dni w zastępczym Citroenie C3, zrozumieją swój błąd, lecz ta reklama to największy żart jaki słyszałem. Pomysł był niezły, ale użycie tego samochodu do niej, to kompletna klapa. Ciąg dalszy nastąpi, bo reklam jest naprawdę dużo, ale czasu by je opisać, tudzież wyśmiać tak mało! Czekam na Wasze opinie.

Citroen Xsara – czyli znudzisz się zanim odpalisz

Jesteśmy dzisiaj we Francji i poruszamy ich kolejne dzieło. Klasa kompakt w latach 90, była bardzo dziwna, bo ciężko było znaleźć cokolwiek dobrego, póki nie pojawił się Focus. Golf był brzydki i tłusty, Escort psuł się częściej niż jeździł, japońskie auta były ciekawe, ale drogie w naprawie, a o koreańskich lepiej nie mówić. Więc w 1997 roku na ożywienie klimatu powstała Xsara, ze znaczkiem Citroena, która zastąpiła wysłużony i paskudnie brzydki model ZX. 

Francuzi tym razem spędzili trochę więcej niż godzinę na zaprojektowanie auta, pewnie było święto i nie można było strajkować. Linia jest niczego sobie, choć jakoś nie przypomina mi to kompaktu. Ale oczywiście co do technologii, nie wyciąga się wniosków z przeszłości i montuje to samo. Tak jak ZX, tak też Xsara miała belkę skrętną tej samej jakości, czyli po 100 tysiącach ja pękam, a Ty płać! Korozja jakoś niechętnie chwytała Xsarę, a dzisiaj cenowo waha się to między 3-4 tysiące za modele, ze sporym przebiegiem i belką od nowości, po 6-7 tysięcy za modele młodsze, które wymianę belki mają za sobą. Tu posłużę się cytatem, bo niestety wiedzy większej na ten temat nie mam „Gaz w Xsarze to zabójstwo” i na tym zamknijmy kwestie LPG. 

Co do stylistyki, mi się nie podoba. Choć widać, że się nie podoba. Niby coś oryginalnego, widać, że się starali, ale takie przedłużane nadwozie to już zdążyła wymyślić Honda, a Xsara jest nawet brzydsza i mniej praktyczna od Civica, w wersji 5 drzwiowej. Auto jest jak taka klucha na kołach. A silników do wyboru do koloru! Od 1.4 po 2.0. Ale z tych skrajności fajnie wybrać wersję 1.6 88KM, bo nie dużo pali i nie jest aż tak  mułowata. Są też wersje diesel, które podobno psują się mniej niż benzynowe, a szczególnie 1.4 HDi. Nie wiem, nie jeździłem, na ropę to jest traktor! Wersja 1.6 88KM jedzie, jedzie no i tyle w sumie. Zero jakiegoś polotu, emocji. Jest cichy, naciskając pedał gazu mam to samo uczucie jakbym miał pod stopą, małego, puchatego króliczka. Mam go gładzić, a nie zgniatać. Tak więc radości z jazdy tym autem mieć nie będziecie. Ale za to Wasi pasażerowie mogą wypić kawę, zjeść obiad, a pasażerki umalować się, bo auto jest bardzo komfortowe, w końcu to francuskie auto, a tam malują się wszyscy. 

Co do środka, jak już Wam zdradził tytuł, jest po prostu nudne. Co oni sobie myśleli, projektując to wnętrze, kierownica z Xantii, każdy wlot powietrza ma inny wymiar, wyświetlacz na środku kokpitu jak z Fiata Tipo, aż się chce wysiąść. Plusem może być za to duży bagażnik, bo 408 litrów w wersji 3 drzwiowej, więc nieźle, ale za to na tylnych siedzeniach, jest tyle samo miejsca co w Renault Clio. W dodatku jakiś geniusz w koncernie wpadł na to, żeby Xsarę napakować sterydami i tak powstała, Xsara Picasso, który wygląda paskudnie. Nie wiem jaki jest cel kupowania takiego samochodu, ale o problemie vanów będzie osobna notka. No w sumie co mam jeszcze pisać? Nawet ciężko coś skleić do kupy o tym aucie, bo nie ma w sobie nic co można uznać za charakterystyczne dla tego modelu.

Pozwolę sobie to podsumować w następujący sposób. Nie mam bladego pojęcia, jak bardzo trzeba było być zadżumionym, żeby w 1997 roku zamiast Focusa, kupić sobie Xsarę. Auto brzmi fatalnie, w środku, tak jak w prowadzeniu jest nudno, z tylu jest mało miejsca, zawieszenie pada tak samo jak w starych Citroenach, wygląd coś tam nadrabia, ale też szału nie ma. Chcesz tego Citroena, mam do Ciebie prośbę – wyjaśnij mi czemu, po co, dlaczego? Do usłyszenia!