Mocny, głośny i pazerny – Chevrolet Camaro

Mocne uderzenie na początek lutego! Samochód legenda, kolejny okaz zza oceanu, który przyspiesza bicie serca wielu fanów motoryzacji. V8 pod maską, 432 KM, silnik 6.2, czyli Chevrolet Camaro V.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/chevrolet-camaro-274377--e1b78a9.jpgWiele jest aut, które chętnie widziałbym u siebie pod domem, ale Camaro jest samochodem z nieco innej bajki. Kocham Mustanga, nigdy się tego nie wyrzeknę, ale jeśli postawi mi ktoś obok niego Camaro mam niepohamowaną ochotę wsiąść właśnie do niego. Robi wrażenie bardziej agresywnego, nieokiełznanego, jakby chciał powiedzieć – „Masz jakiś problem?”. Jeszcze bardziej niesamowite jest to, że można go kupić w cenie nowego Forda Mondeo i dużo taniej niż niedawno opisywane BMW Serii 3. Co prawda to nadal używane auto, ale jakie ono robi wrażenie, jak bardzo jest inne od tej całej masy, która porusza się po polskich drogach. Oczywiście nie jestem wariatem do szpiku kości, zdaję sobie sprawę, jakie niesie za sobą konsekwencje posiadanie takiego samochodu w naszych realiach. Spalanie, wysokie opłaty, problemy z serwisem, rozmiary, weźmy jeszcze pod uwagę, że to produkt General Motors, więc po dłuższym namyśle można dojść do wniosku, że łatwiej go ukraść, niż kupić.

http://m.autokult.pl/2016-chevrolet-camaro-17-a5b46d2,910,500,0,0.jpgDość tych dywagacji, skupmy się na samym wozie. Jest wielki, jak ciągnik siodłowy – 4,8 metra długości, 1,9 metra szerokości sprawia, że każdy, europejski odpowiednik sika w majtki, gdy widzi coś takiego w lusterku. Testowany model wcale nie był podstawową wersją, miał czym straszyć. 5,2 sekudny do setki czynią go zjadaczem autostrad, choć prędkość jest ograniczona do 250 km/h to można to przeboleć, u nas i tak nie można jeździć więcej, a na niemieckiej autostradzie wcale nie jest łatwo rozpędzic się do takiej prędkości. Jakby na  to nie spojrzeć to do osiągów nie można się przyczepić, w tej cenie Camaro wydaje się bezkonkurencyjne. Jak wnętrze? Choć wydaje się to nieprawdopodobne, ale jest jeszcze gorzej zrobione od Mustanga. Te plastiki są straszne, ale gdy już go odpalisz zapominasz dosłownie o wszystkim, nie mam słów, które opiszą ten dźwięk, rasowy, charakterystyczny, nie do podrobienia.

http://m.autokult.pl/2016-chevrolet-camaro-26-a1e795a,910,500,0,0.jpgJeżeli masz na składzie trochę gotówki, a wokół siebie sporo przestrzeni to szybko dojdziesz do wniosku, że Camaro to idealne auto do oczyszczenia świata z opon. 569 Nm momentu obrotowego robi swoje, niestety nie mogłem się nacieszyć tym momentem zbyt długo, zważywszy na to, że mieliśmy tylko dwa komplety, a mnie nie było stać na zakup kolejnego. To co Was zaskoczy – testowane Camaro miało manualną skrzynię biegów! To dopiero zabawa, choć znam ludzi, którzy uznaliby to za wadę, to nie martwi mnie to specjalnie, bo Ci sami ludzie przy oględzinach Camaro nie zwracaliby uwagi na silnik, brzmienie, stylistykę, o nie! Ich głowę zaprzątałby zupełnie inny problem – gdzie tu wpakować butle z gazem? Fakt, że samochód pali 26 litrów na 100 kilometrów, aż prowokuje do takich rozważań, ale no zlitujmy się, stać Cię na Camaro? To powinno Cię być stać na paliwo do niego. Wsadzić gaz do Camaro to jak oświadczyć się kuzynce, wygodne, bo ślub będzie tańszy, w końcu macie tą samą rodzinę, ale cały otaczający Cię świat będzie miał poważne wątpliwości co do Twojego zdrowia psychicznego.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/chevrolet-camaro-z-pakie-99708ee.jpgCzas ruszyć w trasę, która liczy ponad 80 kilometrów. Serce biło mi tak mocno, jakbym się zakochał, co w moim przypadku wydaje się bardzo dziwne, bo podobno ja nie mam serca. Silnik jest naprawdę głośny, tak bardzo, że udało nam się uruchomić alarm w Toyocie Yaris. w środku można sobie darować konwersacje, jeśli masz zamiar jechać tym autem tak jak rasowym muscle carem to nie łudź się, że będzie szansa na inteligentną rozmowę, to auto Ci na to nie pozwoli. Warczy na wszystko i na wszystkich, wgniata w fotel, a jeśli ciągniesz go na 5-6 tysięcy obrotów to przenosi drgania do środka. Czy to wada? Absolutnie nie! Dzięki temu czujesz się częścią tego samochodu, jakbyś miał się z nim zrosnąć i zostać na zawsze, szczerze? Nie miałbym nic przeciwko, co za wspaniały samochód. Mam gdzieś tą twardą kierownicę, niespasowane plastiki, nie przemawia do mnie nawet to, że nie będę go miał gdzie zaparkować, miałem ciarki na plecach przez całą podróż, a to największy komplement, jaki może ode mnie dostać samochód. Kilka godzin spędzonych z Chevroletem Camaro to zdecydowanie za mało, to auto nie można sobie wypożyczyć, czy pojeździć chwilę, to jest zwyczajnie niebezpieczne. Jak z paleniem papierosów, nie ma czegoś takiego, że zapalisz raz i potem nie chcesz do tego wrócić. Możesz się na siłę powstrzymywać, odurzać innymi zamiennikami nikotynowymi, ale to nigdy nie będzie to samo. Aby zaspokoić swój głód musisz kupić paczkę papierosów, tak samo jest z Camaro, aby zaspokoić głód motoryzacyjny musisz je mieć. Nieważne, że będziesz musiał sprzedać cały dobytek, żeby go zatankować, nieważne, że Twoja dziewczyna połamie paznokcie na plastikach wewnątrz, to nie ma żadnego znaczenia, ponieważ gdy już skończą się pieniądze na paliwo ją też będziesz musiał sprzedać i możliwe, że zrobisz to bez zawahania. Dlatego ten samochód jest po prostu niebezpieczny, bo zmusi Cię do tego, żebyś wyrzekł się wszystkiego w imię posiadania go na stałe. Nigdy nie myślałem, że znajdzie się wóz zza oceanu, który pokocham bardziej niż Mustanga, ale ten epizod z Camaro nie pozostawił mi żadnych złudzeń, to najlepszy amerykański samochód, jaki kiedykolwiek prowadziłem.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Ma być tanio! Panda vs Spark vs C1/107/Aygo

Ponownie wracam do Was z porcją nie do końca sprawdzonych faktów, subiektywnych i twardych opinii. Znów chcę być pożywką dla fanów nudnej motoryzacji i  przepełnionych olejem napędowym Januszy. Na dobry początek staniemy przed dylematem zakupu małego samochodu, coś z dobrym rocznikiem, taniego, dobre na pierwsze auto, na drugie w rodzinie lub po prostu coś czym da się jeździć. Dobry rocznik, małe rozmiary, niska cena to będzie nam dzisiaj przyświecać.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/fiat-panda1-616x453-19bbf609503c.jpgPierwsze auto jakie przychodzi mi na myśl po tych kilku słowach to Fiat, a jakiego mam wybrać do walki z innymi przedstawicielami taniej strefy motoryzacyji, jeśli nie Pandę? 2 168 491 dokładnie tyle małych Pand zjechało z taśmy montażowej w Tychach do Grudnia 2012 roku. Kolejny samochód, który zmotoryzował Polskę na dobre, za niecałe 30000 złotych można było nabyć pięcio osobowy samochód, który nawet miał bagażnik! Produkowany przez 9 lat, miał w swojej gamie silnik 1.1 dobrze znany z Seicento, twardy jak byk, 54 KM, 15 sekund do setki i brak wspomagania w najtańszej wersji. 1.2 60 KM to wersja droższa, a w późniejszym czasie 1.2 69 KM zastąpiło na dobre 1.1, który zwyczajnie była już przestarzała, nawet kilka lat wstecz. 1.4 16 V o mocy 100 KM to już czysty potwór, a wersja wysokoprężna miała zachwycić nawet najbardziej wybrednych oraz tych, którzy mają firmowy samochód na ON i potrzebują faktury na każde 5 złotych wydane na stacji benzynowej.

http://m.autokult.pl/fiat-panda-wn-c4-99trze-9ed4c59c,750,470,0,0.jpgPanda to samochód prosty, tani w zakupie, tani w eksploatacji, niebudzący skrajnych emocji, Fiat po raz kolejny zrobić to co potrafi najlepiej. Dziś Pandę II możemy nabyć za około 6-7 tysięcy złotych. Na rynku pełno Pand nawet tańszych, ale każda ma za sobą głębszą historię, choć nie oznacza to, że będzie to dogorywający model. LPG to dość popularny sposób jeszcze mocniejszego odciążania portfela i słusznie, bo Panda radzi sobie z gazem wzorowo. Oczywiście musimy się liczyć w takiej sytuacji z brakiem koła zapasowego lub uszczupleniem powierzchni bagażnika, o imponującej liczbie 206 litrów, coś za coś. Na szczęście świat poszedł do przodu i zamiast koła zapasowego wystarczy nam puszka uszczelniacza do opon w bagażniku! No dobra koniec komplementów, bo Panda ma trochę wad. Plastiki w środku są paskudne, mój 25 letni Ford ma lepszej jakości wnętrze, mimo upływu czasu i setek tysięcy kilometrów. Znalezienie wygodnej pozycji za kierownicą dla kogoś większego od gimnazjalisty wcale nie jest takie proste, faceliftingi tylko pogarszały wizerunek Pandy, 3 osoby na tylnej kanapie tylko w przypadku, gdy wieziemy anorektyczki na terapię, w innym wypadku będzie to Fear Factory, no i na końcu wad będzie drążek zmiany biegów, który dla mnie jest zaletą, bo lubię wyżej umieszczony drążek, ale z wielu rozmów o Pandzie odnoszę wrażenie, że denerwowało to nabywców Pandy przez długie lata.

http://media.autokult.pl/8a29005cf0237cf13f6141e35e26e961,800,600,0,0.jpgKto stanie do boju z Pandą? Samochodem globalnym, wyjątkowo ekonomicznym i tanim? Po upadku Daewoo, Chevrolet miał kontynuować ich dzieło na rynku europejskim, tanie, proste auta dla ludu. W miejscu, gdzie pojawił się Matiz kilka lat wstecz, znalazł się Spark, który podjął walkę z Pandą. Sprzedawany na całym świecie, pod milionem różnych nazw, równie tani co chleb tostowy i równie prymitywny co podstawowa wersja Pandy. Silnik 0.8 54 KM był bardzo powolny, ale ekonomiczny, dla fanów ostrej jazdy Chevrolet stworzył wersję 1.0 66 KM, która na pierwszym biegu nie miała sobie równych na światłach przez pierwsze półtorej sekundy. W środku plastiki są tak cienkie, że kartka papieru wydaje się trwała, jak tytan przy wykończeniach Sparka. Tylna kanapa jest niewygodna, coś jak kościelna ława. Podobnie, jak Panda mało pali i jest tani w naprawie.

http://media.autokult.pl/b370663353bf35981de056aa835f96d8,400,300,1,0.jpgAle jakby na ten temat nie spojrzeć Spark jest potwornie brzydki, Panda wydaje się przy nim być klasową miss. Cenowo wygląda to bardzo podobnie, Spark szybciej tracił na wartości i nie nadawał się do pracy powozu przedstawiciela handlowego, więc istnieje dużo mniejsze ryzyko, że Spark będzie zajeżdżony. Do walki z Pandą postanowiły stanąć trzy, wielkie koncerny motoryzacyjne. Jej pozycja była tak mocna, że postanowili złączyć swoje siły – Citroen, Peugeot i Toyota.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/citroen-c1-r44-496x372-84c071078.jpgGdyby w tym gronie nie znajdowała się Toyota, byłby to bardzo ryzykowny zabieg, ale w tym świecie wina, bagietek i croissantów znalazło się miejsce dla Japończyka. I tak oto w 2005 roku pojawiły się trojaczki – C1, 107 i Aygo. Dużo droższe od Pandy, czy Sparka, ale lepiej wykonane i budzące większe zaufanie. W testach Euro NCAP dostały 4 gwiazdki, czyli o jedną więcej od Pandy i Sparka. Oferowane były z silnikiem 1.0 68 KM, dużo żwawszym i równie ekonomicznym. W dodatku klienci nie byli skazani na 5 drzwiową wersję, mogli się ograniczyć do jednej pary drzwi. Wersja wysokoprężna 1.4 HDi spala mniej niż koń, ale nie jest już tak tania w eksploatacji. Ogólnie na tej płaszczyźnie trojaczki przegrywają bitwę, a nie liczcie na to, że będą mniej awaryjne, w tym segmencie prostoty awaryjność jest na podobnym poziomie (według danych użytkowników najmniej trwały wydaje się Spark).

http://m.autokult.pl/2009-toyota-aygo-2-94e6011475a7d,630,0,0,0.jpgNo i silnik trojaczków nie kocha tak LPG, jak Panda, więc dla wielu może to być wada i bariera nie do przebycia. Kolejna wada? Kształt tylnej szyby może drażnik przy parkowaniu, próg załadunku to kompletna pomyłka, a wersja 5 drzwiowa sprawia dziwne wrażenie wizualne, jakby projektant zupełnie zapomniał o tej wersji nadwoziowej i zrobił ją w ostatniej chwili na kolanie, wciskając drugą parę drzwi na siłę, jestem pod wrażeniem, że udało im się zmieścić jeszcze wlew paliwa. No i gdzie tu zwycięzca? Próżno szukać tu wrażeń z jazdy, wygód, zachwycających elementów stylistycznych, to nie ten segment, choć najlepiej z całego grona prowadziło mi się Citroena C1, bardzo komfortowo, cicho i wygodnie. Gdy wsiądziesz w jednego z trojaczków po przejażdżce Pandą można dojść do wniosku, że to auta z dwóch różnych epok, Panda nadal ma naleciałości lat 90, jest paskudnie twarda, każde najechanie na amebę kończy się trzaskiem zawieszenia, o Sparku w tej kwestii już nawet nie wspominam, czyste Daewoo Tico. Osobiście chyba wolałbym dołożyć parę groszy i jeździć jednym z trojaczków, taki spontaniczny wybór. Na tym skończyłbym pisać, ale położyłem się spać i dzisiaj rano postanowiłem dopisać jeszcze kilka zdań. Bo mimo tego, że C1 lepiej się prowadzi, mogę w nim wypić kawę i wygląda dość pociesznie, Panda będzie wygranym w tym pojedynku. Jest tańsza pod każdym względem, w dodatku dużo łatwiej ją sprzedać, bo to samochód bardzo uniwersalny. Mimo całej sympatii do trojaczków z Kolín zwycięzcą pojedynku taniości jest Fiat Panda!

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/fiat-panda-2003-1280x960-fce0f42.jpg

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Chevroler Orlando – w końcu ciekawy van

Dzisiaj nietypowo, jak na mnie zajmę się vanem! Chevrolet Orlando, który jakiś czas temu rzucił mi się w oczy na naszych ulicach pojawia się coraz częściej. Jak się ma do głównych graczy na rynku, takich jak Zafira, Espace, czy S-Max? Sprawdźmy!

http://m.autokult.pl/chevrolet-orlando-2-3194-46508b2,630,0,0,0.jpgProdukcję zaczęto w 2010 roku i trzeba przyznać, że projekt potraktowano bardzo poważnie. Chodzi mi tu przede wszystkim o to, co w vanie jest najważniejsze, czyli przestrzeń w środku. A tej akurat nie brakuje w Orlando, bo jest większy niż moja kuchnia. Ma ponad 4,5 metra długości, rozstaw osi 2,7 metra i 1,6 wysokości. Wszystko jest na swoim miejscu na pierwszy rzut oka. Co do stylistyki trzeba powiedzieć wprost, że nie jest to standardowy van do jakich przywykliśmy w Europie. Co więcej, gdy patrzę na niego z tyłu z niewiadomych przyczyn przychodzi mi na myśl suv. Nie pisałbym o tym aucie, gdyby nie jedna sprawa – ma 7 miejsc! Brawo! Bo o to chodzi w vanie, żeby pomieścił więcej osób niż chociażby Mondeo kombi. Jednak przeżyłem małe rozczarowanie, gdy zajrzałem na drugi rząd siedzeń. Niestety nie zmieściłem się tam, więc jest to samochód typowo rodzinny i ostatni rząd przeznaczono dla dzieci, które nie potrzebują zbyt wiele miejsca na nogi. Mamy pierwszy minus, co dalej?

http://media.autokult.pl/c33f03004feeff17b3607102391ea295,400,300,0,0.jpgSpójrzmy na jego rodowód. Niby ma znaczek Chevroleta, niby nawiązuje stylistycznie do suvów z oferty, ale jest produkowany głównie w Korei i Wietnamie. Zaczynają się schody, bo nie specjalnie przekonuje mnie jakość wykonania w koreańskich autach tych samych rozmiarów, jak chociażby Kia Carnival (fatalny samochód), Hyundai Matrix. Orlando również nie błyszczy, jeśli chodzi o jakość wykonania, ale gdy spojrzałem w cennik, przestało mi to przeszkadzać. Na wszystkie siły, ten samochód jest śmiesznie tani! Za 40 tysięcy dostaniecie Orlando z 2011 roku, z silnikiem 1.8 140 KM i dosłownie pełnym wyposażeniem – od ABS, elektrycznych szyb i lusterek, po tempomat, kontrolę trakcji, nawigację. I pochylmy się trochę nad tym silnikiem, bo to główny sprawca tej ceny. To starsza jednostka owszem, ale sprawdzona i trwała, a w dodatku mam dobrą wiadomość dla największych hejterów tego bloga – możecie tam wsadzić instalację gazową!

http://m.autokult.pl/dsc-0159-e599391055e99bb0f95660b,630,0,0,0.jpg Co do prowadzenia – układ kierowniczy mógłby mnie bardziej słuchać, zawieszenie mogłoby być miekszę, a z drugiej strony jeśli tatuś wraca ze szkoły, bo właśnie odwiózł swoje pociechy może go w zakręcie przycisnąć bez konsekwencji, że skończy na dachu. W ofercie są jeszcze dwa diesle – ekonomiczne 2.0 130KM, przez które można osiwieć na autostradzie i bardziej żwawe 2.0 o mocy 163KM, które z kolei przyprawi Was o łysinę na stacji benzynowej. Trudno zbiera się informacje o awaryjności o samochodie, którego w 2011 roku sprzedało się u nas zaledwie 668 sztuk, ale gdy już się dokopiemy usłyszymy o stukach w układzie kierowniczym, skrzypiących fotelach i plastikach, a także bardzo delikatnym nadwoziu. Podsumowując powiem Wam, że jestem mile zaskoczony tym vanem, bo cena jest kusząca, design również. Oczywiście jest się do czego doczepić, ale w ogólnym rozrachunku ten van jest wart uwagi i gdy szukasz Espace, czy Zafiry z 2006 roku, warto obdzwonić dilerów i zapytać o nieco młodsze Orlando.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Cuda z Ameryki

Jakiś czas temu gościliśmy we Włoszech, podziwiając to co zostało kiedyś wyprodukowany w tym kraju. Dzisiaj wybierzemy się za ocean, krainę bardzo odległą normom europejskim. Samochody ze Stanów Zjednoczonych są znacznie większe niż europejskie, klient od zawsze miał tam zupełnie inne priorytety i dlatego amerykańskie wozy są tak charakterystyczne, zupełnie inne niż europejskie.

http://media.autokult.pl/413c34b2f8bc8c4e3fd1c89d5753439b,800,600,0,0.jpgZacznę od Chevroleta Monte Carlo z lat 80. Samochód wielu kojarzył się z wyścigami Nascar, w których często się pojawiał. Akurat ten model uważam za najładniejszego ze wszystkich Monte Carlo, może też dlatego, że nie próbował na siłę być wielki. To chyba jedno z najdostoniejszych coupe, jakie kiedykolwiek powstało. Trzyma się cały czas tej samej bryły, tego samego kształtu, nawet wnętrze jest równie kanciate co nadwozie. Jak wiecie jestem fanem kanciatych kształtów, dlatego nie powinno Was dziwić, że podoba mi się Monto Carlo. Najbardziej jednak podoba mi się przód, to taki wzorcowy poker face, żadne inne auta takiego nie ma. Wyobrażam go sobie w czerni, z beżowym dachem i nie wyrabiam, oddałbym nerkę żeby sobie takiego kupić.

http://m.autokult.pl/1970-dodge-challenger-z--ead1206,959,0,0,0.jpgKolejnym autem będzie Dodge Challenger I, który jest znacznie ładniejszy niż Charger i nikt mi tego z głowy nie wybije. Pisałem już o nim za sprawą filmu „Znikający punkt”, gdzie grał główną rolę. Pokuszę się o odważne stwierdzenie – to najbardziej rasowy muscle car, jaki kiedykolwiek powstał. Dźwięki jakie wydobywają się z jego układu wydechowego w 100% pasują do wyglądu, a niewiele samochodów może się pochwalić tą cechą. Podwójne światła z przodu, lekko ukryte pod maską, delikatny, chromowany zderzak, przetłoczenia na masce. Niby takie detale, a czynią z Challengera pięknego muscle car, moim zdaniem znacznie ładniejszy niż chociażby Mustang.

http://m.autokult.pl/plymouth-barracuda-058c53fd671a6,465,310,1,0.jpgNastępne cudo z Ameryki to Plymouth Barracuda, którego fanom motoryzacji nie muszę przestawiać. Dodam tylko, że nie chodzi mi o tą najpopularniejszą z lat 70, ale tą wcześniejszą (widać na zdjęciu). To co moim zdaniem w niej najładniejsze, dla wielu jest wadą. Chodzi mi o odstający tył samochodu. Przy aucie normalnych rozmiarów wygląda to ordynarnie, ale muskularna Barracuda mająca V8 pod maską aż się prosi, aby ją klepnąć w ten tyłek. A gdy zrobisz to za delikatnie powie – no dawaj, mocniej! W przypadku pięknych aut można czasem zahaczyć o pronografię i Barracuda robi to bez najmniejszych skrupułów. Stylistycznie jest tak dzika i ordynarna, że aż piękna. Słowo ordynarna padło tu wiele razy, ale to chyba synonim Barracuda.

http://img4.wikia.nocookie.net/__cb20110527194444/supernatural/images/7/7e/Chevy-impala.jpgMuszę też wspomnieć o Chevrolecie Impala, którego wielbię i czczę od wielu, wielu lat. Sprawdzałem już setki razy ile kosztowałoby mnie sprowadzenie Impali i te setki razy pogrążałem się w bólu i agonii. Uwielbiam jej światła otoczone chromem, wielbiam te zderzaki, które mogłyby służyć jako ogrodzenie. No i te kształty, których nie powstydziłby się żaden amerykański samopchód. Jest po prostu genialna w każdym calu, to samochód, który Amerykanom po prostu wyszedł i choć oni pewnie nie zrozumieliby ani jednego zdania, które tu napisałem, darzę ich szacunkiem za to, że dali światu Impalę.

http://m.autokult.pl/my-pink-daddy-caddy-6206-ccab7cc,630,0,0,0.jpgNa koniec mam dla Was Cadillaca Eldorado, najstarszego w tym zestawieniu, bo jeszcze z końca lat 50 ubiegłego wieku. I to w sumie nic nie muszę mówić. Mamy samochód z przodem jak krzywizna Ziemi i wielkim skrzydłem na tyle. Pomysł na stworzenie takiego auta wydawał się szalony i dlatego tak genialnie wygląda. I gdyby ktoś kazał mi wybierać jeden z tych aut, które dzisiaj wymieniłem miałbym poważny dylemat, ale zapewne skończyłoby się na Challengerze.

 

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Chevrolet Epica – luksus niewielkim kosztem

Samochód o którym dzisiaj opowiem, jest moim zdaniem jednym z najbardziej niedocenianych na naszym rynku. Chevrolet Epica, który zadebiutował w 2006 roku, choć dla wielu był zaliczany do klasy średniej, moim zdaniem był dobrym konkurentem dla Skody Superb. Jednak coś było takiego w tym aucie, że ludzie go nie chcieli, być może to, że nadal kojarzył się bardziej z Daewoo niż z GM. 

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/9/9d/Chevrolet_Epica.JPGNa pierwszy rzut oka można stwierdzić, że to przystojny samochód. Oprócz tego jest dosyć duży, co sugeruje, że ma większe aspiracje niż klasa średnia. Oprócz tego pod maską nie znajdziecie śmiesznego silnika, wyjętego z Lacetti, czy innych modeli Chevroleta. Mamy za to stare, dobre 2.0 24V – tak to 6 cylindrowy silnik. Pod maską mamy 144 konie mechaniczne, to niewiele jak na auto tych gabarytów, dlatego dla bardziej wymagających powstała wersja 2.5 24V, która nie była nowocześniejsza od Omegi B i wyciągała zaledwie 156 koni. Mogę śmiało powiedzieć, że ten drugi silnik to jakaś pomyłka. Dodał masy i zaledwie 12 koni, czyli poza spalaniem nie ma większej różnicy w przyspieszeniu. Sprawdziłem to, bo akurat gdy oglądałem Epicę, w komisie była druga, właśnie ta mocniejsza i wiecie co? Była nawet tańsza! Kolejnym powodem, dla którego ośmielam się podważać wszystkie dane, we wszystkich motoryzacyjnych serwisach odnośnie klasy, w jakiej umieścić Epicę jest wyposażenie – full elektryka, klimatyzacja, tempomat, abs, poduszki powietrzne, komputer – to mimo wszystko w 2006 roku nadal nie była podstawa w klasie średniej. Kolejne wersje mają nawet skórzaną tapicerkę, kierownicę wielofunkcyjną, podgrzewane fotele, czujniki parkowania, czujniki deszczu. W dodatku był i nadal jest tani, w związku z przejęciem Daewoo, przejęto też tendencje do spadku ceny i tak oto dzisiaj taką Epicę, w wieku 7 lat, z drugą wersją wyposażenia, silnikiem 2.0 144KM kosztuje uwaga – niecałe 20 tysięcy złotych. Niesamowite! Auto jest przestronne, ma duży bagażnik, wygląda ładnie i jest dosyć wygodne jak na swoją cenę. Gdzie tu haczyk? 

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/8/86/Chevrolet_Epica_Heck.JPG

Cena to nie efekt kaprawej plakietki, spadek ceny to nie tylko wina rodowodu w Daewoo. Jest coś jeszcze, a mianowicie sposób wykonania tego samochodu. Produkowana była w Korei, więc jak się domyślacie jakość blachy jest porównywalna z miską dla psa, a materiały użyte chociażby do budowy kokpitu są tak tandetne, że pozostaje się tylko przeżegnać. Brak spasowania, paskudne plastiki, niezbyt nowoczesny silnik, to chyba wystarczy by samochód cenowo kusił nie jednego właściciela Astry. Sama jazda Epicą nie dostarcza zbyt wiele emocji, jak już wspomniałem jest wygodna, ale słabo wyciszona, przy wyższych prędkościach masz wrażenie, że zaraz coś odpadnie. Ale w minusach można odnaleźć też plusy, paradoksalnie. Bo ten silnik, który nie imponuje mocą i brzmi jak kasa fiskalna z pokorą przyjmuje dobrej jakości instalację gazową. Powiem Wam, że nie opłaca się mieć Epici w innej opcji niż z gazem, bo benzyny pali po 12 litrów na 100 km i gazu tyle samo, o ile go będziecie regulować, bo jeśli nie to skończy się na 16 litrach na 100 km. Auto ma tanie części i pomijając durne kontrolki, które świecą się bez powodu (i czasem znikają, a czasem nie) oraz skrzynie biegów przeszczepioną chyba z Opla Senatora, to można go uznać za niezły i mało awaryjny samochód. Jest opcja z automatyczną skrzynią biegów, która ma już siwe włosy, albo z manualną, dla tych, którzy uważają, że dzierganie to relaksujące zajęcie. Z dwojga złego, lepiej już wziąć automat, bo w aucie, które i tak nigdy nie będzie brzmiało dobrze, nie warto się wysilać.

Trochę przesoliłem to auto na koniec, może dlatego, że mogło być nieco bardziej ambitne. Owszem wygląda dosyć dobrze, prowadzi się nienagannie i bez fajerwerków, w wyposażeniu ma wszystko to co powinno mieć, ale niektóre rzeczy jak skrzynia biegów, czy tandetne materiały mogą kogoś drażnić i to bardzo. Mi by to może nie przeszkadzało, ale wolę o tym napisać, dla tych którzy jeżdżą na przykład starym Audi A6 i chcieliby się przesiąść do Epici. To nie jest auto dla kogoś, kto miał cokolwiek klasy wyższej, to raczej dla tych, którzy jeździli na przykład kompaktem, a teraz wymagają czegoś więcej. Wybór należy do Was!