Panie i Panowie, przedstawiam Volvorine

Mam tak dużo do napisania, a tak mało czasu! Od tego co się podziało w ostatnim czasie jeśli chodzi o testy, bo miałem kilka perełek (w tym Mustanga z 2008 roku!) i będę chciał Wam te tematy przybliżyć, po mój nowy samochód i przy okazji stary, który nie poddał się bez walki. Dzisiaj przedstawiam Wam Volvo S40 vel Volvorine, bo tak go nazwałem.

http://i66.tinypic.com/dw8llk.jpgOd zawsze chciałem mieć Volvo. Przymierzałem się już wcześniej, ale do starszego 240, 740. Kiedy Scorpio padł miałem sporo problemów w związku z brakiem samochodu, gdyby nie życzliwość bliskich to pewnie nie dałbym sobie rady z wieloma rzeczami, chociażby z samą przeprowadzką. Udało się, ale pozostaje kwestia auta na miejscu, a okazało się, że w związku z miejscem zamieszkania będzie mi bardzo potrzebne. Długo biłem się z myślami, walczyć dalej, aby Scorpio wstało, czyli ściągać go na lawetę, ciągnąć do mechanika, który daje nadzieję, że go wskrzesi, czy odłożyć ten wątek na bok, zamknąć rozdział pod tytułem „Ford Scorpio Mk.1″. Nie było mi łatwo, ale postanowiłem, że zamkniemy rozdział Scorpio i poszukamy czegoś na zastępstwo. Być może tym razem czas na coś, co swym wyglądem nie wzbudza uwagi, nie jest aż tak egzotyczny, choć nie wiem czy to dobre słowo, może wymarły będzie lepsze. Bo problem ze Scorpio pojawia się w jednym momencie – gdy trzeba coś wymienić, bo o części wcale nie jest łatwo. W dodatku dowiedziałem się, że posiadany przeze mnie model to „biały kruk”. Gdy padła diagnoza na moduł zapłonowy, jedyny dostępny jest w Wlk. Brytanii, nie ma go nawet w hurtowniach w Niemczech, bo sprawdziłem. No, więc ta z  jednej strony zaleta, czyli rzadkość szybko stała się wadą, która prawie go uśmierciła. Prawie.. bo tak oto pojechałem go odebrać i zacząłem walkę – rozrusznik, ręczne ssanie gazu i tak w kółko, aż w końcu wstał, ożył i odjechał z tego paskudnego placu mechaników, których z nazwy tylko przez grzeczność nie wymienię, możecie się spróbować domyślić. http://i68.tinypic.com/ibc1av.jpgNo i pytanie – co teraz? Mamy pod domem – Volvo S40, rocznik 1997, silnik 1731cm3, 115KM, benzyna. Sedan, czarny metalik, na 15 calowych, aluminiowych felgach. W wyposażeniu – wspomaganie, ABS, welurowa tapicerka, elektryczne szyby, szyberdach i lusterka, podgrzewane fotele, tempomat. Z drugiej strony mam starego Forda Scorpio, który wizualnie już jest zmęczony, trochę go już zaczyna boleć żywot, bo coś tam rzeczywiście nie zadziałało, skoro wylądował u mechaników. Ale z drugiej strony to mój przyjaciel, jakkolwiek dziwnie to brzmi. Przeżyliśmy już prawie 2 lata, dziesiątki tysięcy kilometrów, bez większych awarii, pełnych frajdy, bo to auto naprawdę daje radość z jazdy. Gdy odpalił to wzruszyłem się, bo jak to możliwe, że 2 tygodnie mechanicy nie mogli go odpalić, a ja zrobiłem to w 3,5 minuty? To nie jest zwykły samochód. Mam ogromny mętlik w głowie, choć wszystko wskazuje na to, że decyzję już podjąłem w momencie, gdy pojechałem po Volvo. Volvo, które jest mi póki co obce, jest moje, chcę z nim zrobić porządek i chcę, żeby było jedyne w swoim rodzaju, mimo iż bardzo wiele jeździ ich po naszych ulicach. Wiele aut miałem, z kilkoma związałem się i było mi bardzo żal, ale ze Scorpio będzie najtrudniej. Póki co na pewno nie oddam go nikomu w takim stanie. Trzeba doprowadzić go do porządku i normalnego mechanika, wyczyścić i chyba będzie na sprzedaż.

http://i64.tinypic.com/x604l2.jpgZnacie go dobrze, więc jeśli kogoś zainteresował to zapraszam, bo oddam go tylko w dobre ręce. Wracając do Volvo, na zdjęciach okropnie brudny, bo nie było go kiedy umyć, prowadzi się super, na pewno wygodniej mi się parkuje, wnętrze do wyczyszczenia, a co do samej jazdy jest na pewno ciszej, do czego nie przywykłem i mam nieodparte wrażenie, że elastyczność tej jednostki sprawia, że mogę sobie pozwolić na więcej. Teoretycznie jest słabszy od Scorpio, ma mniejszy silnik i w dodatku jest cięższy, mniej wyważony, ale gdy wejdzie ponad 3,5 tysiąca obrotów z silnika wydobywa się wręcz rasowy ryk, a w to niepozornie wyglądające Volvo wstępuje diabeł. Pojechałem na autostradę i była to nie lada zabawa, nie wiem czy osiągnie więcej niż Scorpio, ale wydaje mi się, że zbiera się szybciej. No, ale to akurat mało istotne kwestie, szukałem auta, które jestem w stanie polubić, a do Volvo zawsze miałem duży szacunek, a przy okazji nie będzie niespodzianką dla mechaników, musi być łatwiejszy w eksploatacji. Volvo najlepiej pasowało do tego schematu, choć przyznam się Wam, że niewiele brakło, abym kupił Alfę Romeo 156. Ale o tym kiedy indziej, wkrótce temat Scorpio powróci, chyba już jako oferta sprzedażowa, choć różnie bywa, może wpadnę na inny pomysł.

Raport sytuacyjny, Scorpio w śpiączce

Nowy miesiąc, nowe wyzwania, nowe posty! Na początek kilka faktów o Scorpio. Tak, auto nie działa, póki co mam sialalala i wożę się za pasażera. Miałem na chwilę inne auto zastępcze, ale skomplikowana historia, o której nie będziemy rozmawiać, zajmie się nią ktoś inny (szczegóły wkrótce).

http://i66.tinypic.com/4rckz7.jpgProblem ze Scorpio zaczął się w poniedziałek, wychodzę na parking pod basenem, przekręcam kluczyk a tu głucho, zero reakcji rozrusznika na polecenia ze stacyjki. Totalne zero, kilkanaście prób nie przyniosło efektu, samochód został odpalony na „pych” i tak oto pognałem do mechanika, gdzie postawiliśmy wszystko na rozrusznik. Termin naprawy – środa, który był dość problematyczny, bo we wtorek do pracy, a w środę na tatuaż do Mikołowa, więc auto jest mi potrzebne. Na szczęście mam wspaniałych ludzi wokół siebie i nie miałem problemu z transportem, stało się jednak coś dziwnego. Po tym jak kilkakrotnie uderzyłem w rozrusznik, podociskałem te kable, minęła godzina, dwie, auto odpaliło! Bez problemu, bez żadnego żyłowania. Szok! We wtorek pojechałem normalnie do pracy, ale z racji, że jestem przezorny to wolałem z tym zrobić i auto trafiło do mechanika w środę. Szczotki, bendiks do wymiany, walczymy od czwartku, bo wtedy przyjadą części, no w porządku. Rozrusznik naprawiony, auto kręci, ale nie zapala.

http://i67.tinypic.com/wbxen5.jpgPół czwartku, cały piątek walki mechaników z diagnozą, rozebranie elektryki na części pierwsze, bo auto zwyczajnie nie ma iskry. Komputer/moduł sterujący silnikiem był lekko zalany płynem do spryskiwaczy, więc poszedł do przelutowania, ale nie dało to żadnych efektów. Końcem piątku stwierdzono, że stawiamy na komputer, jutro będę zamawiał i miejmy nadzieję, że po wymianie Scorpio ruszy, ale szanse są jak wszędzie 50/50, jeśli nie wystartuje to będziemy mieli poważny problem, bo to auto jest mi potrzebne, jak jeszcze nigdy akurat teraz. Póki co jestem pasażerem i to nie byle czego, bo MG ZR, co w sumie mi zaczęło pasować i jest to przerażające. Miałem na chwilę coś zastępczego, nawet chciałem kupić, ale nie udało się z różnych przyczyn, o których ciężko mówić publicznie. Tak, więc póki co pozostaje mi Was prosić, żebyście trzymali kciuki, niech Scorpio po wymianie modułu zastartuje. Niedługo relacje z testów, które przeprowadziłem, będzie ciekawie, uwierzcie mi na słowo! Póki co skazany na życzliwość rodziny i przyjaciół tudzież na komunikację miejską, siedzę na pasażerskim fotelu, choć wolałbym na moich starych, welurowych, fordowskich siedziskach. Przykro trochę i nie będę ukrywał, że zwyczajnie boję się o los mojego Scorpio, oby nie było tak źle.

Co się widuje na lawetach? Odcinek 2

Po dwóch miesiącach ponowiłem mój „lawetowy” eksperyment. Zebrałem dane ze 100 spotkanych lawet i powiem Wam, że wynik zupełnie mnie nie zaskoczył. Przypomnę tylko dla tych co nie pamiętają poprzedniego wpisu (odnośnik), że obserwuję lawety i dokumentuję pojazdy jakie na nich spotkałem. W tym wpisie po raz drugi zbieram te statystyki w całość. 

1. Peugeot                     22
2. Citroen                      18
3. BMW                        11
3. Renault                     11
5. Nissan                        8
6. Fiat                             7
7. Opel                           6
8. Ford                           4
9. Jeep                           3
9. Alfa Romeo               3
11. Skoda                      2
11. Porsche                   2
13. Saab                        1
13. Honda                     1
13. Mercedes                1

Pamiętam o Waszych uwagach i wiem, że forma przedstawienia Was gryzie, ale musicie mi to wybaczyć. Nie mam tu fajniejszych opcji, więc trzeba si zadowolić tym co jest. Dla malkontentów, którzy cały dzień siedzą przy arkuszach kalkulacyjnych i mają zboczenia zawodowe dodaję wykres:

http://i57.tinypic.com/2n686l4.png

Co tu dużo komentować. Lider pozostał bez zmian, moja teza się potwierdziła. Na drugim miejscu nadal mamy francuską markę, ale jest to tym razem Citroen. Renault nie uciekło daleko i zostało na podium, co dziwne jest na 3 miejscu z BMW. Dalej bez zaskoczeń – Nissany, które mają podzespoły Renault, Opel w ciągu dwóch miesięcy stał się mniej awaryjny, a w zestawieniu znów pojawiło się Porsche. Jeśli mam wyszczególnić, jakie modele widziałem to w Peugeocie znów nie ma zaskoczeń: 11: Peugeot 307, 4: Peugeot 407, 3: Peugeot 207, 2: Peugeot 208, 1: Peugeot 1007, 1: Peugeot 3008. Tak więc Peugeot pozostaje miss lawet, a model 307 pokonał królową lawet Renault Lagunę, którą spotkałem „tylko” 7 razy. Jeśli nudzi Wam się w komunikacji miejskiej, albo mijacie lawetę na autostradzie to polecam zacząć taką zabawę, ja oczywiście będę ją kontynuował. 

Co się widuje na lawetach?

Postanowiłem zrobić pożytek z moich 30 minutowych podróży do pracy, w komunikacji miejskiej. Od jakiegoś czasu szukam na ulicach Krakowa lawet i dokumentuje sobie pojazdy, które na nich zobaczę. Takie małe statystyki pojazdów, które najczęściej lądują na tym upokarzającym dla auta i jego właściciela miejscu. Specjalnie mnie nie zaskoczyły wyniki tego liczenia, ograniczyłem się do 100 lawet i statystyki z małym komentarzem możecie zobaczyć poniżej.

100 samochodów to trochę dużo, więc okroimy trochę nasze statystyki. Zajmiemy się tylko i wyłącznie markami samochodów, bo gdybym miał wymieniać modele, mogłoby to trochę zająć. Oto pełna lista samochodów, spotkanych na krakowskich lawetach, w ostatnich miesiącach:

1.   Peugeot        29
2.   Renault        18
3.   Opel             13
4.   Fiat                9
5.   Citroen          5
5.   Skoda            5
5.   BMW            5
8.   Volkswagen  3
8.   Ford               3
8.   Dacia             3
12.  Alfa Romeo  2
12.  Daewoo         1
12.  Nissan           1
12.  Land Rover   1
12.  Porsche         1
12.  Toyota           1

http://m.autokult.pl/holowanie-na-lawecie-2f658d0503a,0,750,0,0.jpgZaznaczam oczywiście, że ograniczyłem się wyłącznie do miasta Kraków, ale nie jest do końca bezcelowy. Chciałem sam przekonać się, czy słusznie czepiam się francuskich aut i jak widać w rankingu odpowiedź brzmi – tak. Ale nawet ja nie spodziewałem się, aż takiego przebicia. Ten test zakończyłem wczoraj, a już dzisiaj zacząłem nowy i za jakiś czas powtórzę ranking i zobaczymy, czy był to przypadek. Zaznaczę, że nie mijam po drodze do pracy żadnego serwisu Peugeota i Renault. 29 to sporo samochodów, najczęściej widywałem model 307 i 407, zgroza! W przypadku Renault, które zajmuje niechlubne drugie miejsce, również nie było zaskoczeń, bo z 19 zliczonych aut tej marki na lawetach, 10 to Laguny. Zadziwiała mnie obecność Opla w pierwszej trójce, tym bardziej, że 7 z 13 to Ople Astra. BMW nie powinno nikogo zaskakiwać, choć biorąc pod uwagę to ile jeździ BMW po drogach, w porównaniu chociażby do Peugeota, można się nad tym zastanowićhttp://m.autokult.pl/peugeot-307-1-616x453-f8e1a0c653,630,0,0,0.jpg. Co ciekawe z 5 BMW, które naliczyłem na lawetach, każdy to inny model, ale większość to SUVy – X1, X3, X5, Seria 1, Seria 7. A może popatrzmy od drugiej strony, kogo nie ma w tym zestawieniu? Mercedes, to pierwsze co przyszło mi na myśl, bo nie zaobserwowałem ani jednego. Spodziewałem się, że nie spotkam na lawecie Volvo, podobnie z japońskimi autami. Ani jednego Mitsubishi, jedna, nieszczęsna Toyota Avensis, żadnej Hondy i jeden Nissan, w dodatku 370Z. Nie do końca też wiem, ile z tych aut rzeczywiście było popsutych, największą rozkminę miałem właśnie z tym Nissanem, ale z drugiej strony kto mając Nissana 370Z wrzuca go na lawetę, zamiast nim jechać? Nie wyglądał na nowego, miał normalne tablice rejestracyjne, więc coś musiało nawalić. I tu również możemy przypisać zasługi francuskim autom, bo przecież 370Z to wspólny projekt Renault i Nissana. A więc na pytanie jednego z czytelników „czy przestaniesz się w końcu czepiać francuskich aut? Nigdy nie miałeś, a wielce chcesz oceniać” odpowiadam – nie przestanę. Wystarczą mi rozmowy z ludźmi, obserwacje i trochę lektury, wszystko potwierdza tezę o awaryjności tych samochodów. Dodam tylko, że wśród Renault i Peugeota liczonych w zestawieniu, nie było ani jednego z lat 90. Wszystkie to twory XXI wieku. Za jakiś czas powtórzymy ranking i zobaczymy co z tego wyniknie.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Odruch, który powinien mieć każdy

Z cyklu refleksje, znów dzisiaj będę trochę marudził o mentalności Polaków. Policz ile razy zatrzymałeś się, gdy zobaczyłeś kogoś z popsutym na poboczu samochodem? Ja mam taki odruch, że gdy tylko zobaczę samotnego kierowcę, z maską w górze i awaryjnymi światłami zatrzymuję się i pytam czy wszystko w porządku, czy trzeba pomóc? I często spotykam się ze zdziwieniem drugiej strony, bo to takie nie polskie. 

Auto może się popsuć w najmniej spodziewanym momencie, jednak gdy jesteśmy sami często nie możemy sobie poradzić ze wszystkim. Nie mam tu na myśli takich banałów jak wymiana koła, ale poważniejszych usterkach. Może warto się zatrzymać i zapytać czy nie trzeba pomóc? Może Pan / Pani na poboczu będzie tam sterczeć i czekać na pomoc parę godzin, a my przejedziemy obojętnie. Gdy padł mi przewód chłodnicy i mój samochód wypuścił wszystkie płyny, w ciągu 20 minut postoju na pasie awaryjnym (mimo korka) zatrzymał się jeden kierowca z pytaniem czy może na pomóc? Zaoferował nawet holowanie do najbliższej stacji benzynowej, to było bardzo miłe, ale u nas rzadko spotykane. Moim zdaniem powinna to być norma, że jeden kierowca pomaga drugiemu, a do dlatego, że może to spotkać każdego z nas. 

Kiedyś byłem świadkiem takiego zjawiska, na obwodnicy był korek, nie było pasa awaryjnego. Ludzie trąbią, machają ja myślę o co chodzi? Wysiadam z samochodu, mijam 6 samochodów i widzę starszego Pana, pchającego swoje stare Renault Laguna, pod górkę na najbliższy pas awaryjny, który był 200 metrów dalej. Dodam, że padał deszcz i jaka złość mnie ogarnęła, że żaden z tych kierowców, którzy widzieli co się dzieje nie podszedł do Pana i nie pomógł mu pchać, jeden gadał przez telefon, drugi coś był w garniturze, gdzie on właściciel Skody Superb będzie pomagał. Chwilę zajęło przepchnięcie auta kawałek dalej. Zjechałem swoim pogadałem chwilę i poczekałem z Panem aż przyjedzie jego syn. Ja wiem, że nie wszyscy mają na to czas, żeby zatrzymać się na parę minut, ale w takiej sytuacji to nie wiem jakim trzeba być człowiekiem, żeby nie pomóc. 

Inny przykład jadę samochodem i z daleka widzę auto na awaryjnych, śnieżyca jak cholera, – 15 stopni na dworze i Pan w jesiennej kurtce z kanistrem w dłoni machający na popularnego „stopa”. Nawet się nie zastanawiałem, zatrzymałem się i podwiozłem Pana na stację benzynową i z powrotem do jego auta, z 50 razy usłyszałem dziękuję, a w drodze powrotnej Pan wyznał, że stoi tam od pół godziny. Ruchliwa droga, środek dnia i naprawdę nikt się nie zatrzymał, żeby Pana chociaż podrzucić na stację, która był 4 km dalej i po drodze? Co się dzieje z tymi ludźmi? Nie chcę tu wyjść na szowinistę, ale osobiście gdy widzę Panią z kapciem to się zatrzymuję i pytam czy wymienić koło, czy już ktoś jest w drodze do niej. Albo ja jestem dziwakiem lub jakby to kozaczki nazwały frajerem, albo naprawdę jest z nami źle. Psioczą wszyscy na policję, a kilkanaście razy widziałem, jak pomagali ludziom, których auta uległy awarii. Nie kazali wzywać lawety, zaholowali do najbliższej stacji, to są przykłady z życia. Mówcie sobie co chcecie, ale dobra powraca. A żaden z Was nie chciałby się znaleźć w takiej sytuacji, więc drogi czytelniku, nie przechodź obojętnie obok cudzego nieszczęścia na drodze, bo gdy ktoś przejedzie obojętnie obok Twojego nieszczęścia, będzie Ci równie nieprzyjemnie.