Rozprawka o tym, jak oczarował mnie Mustang

Są samochody i są narzędzia do przemieszczania się z punktu a do b. Kolejny samochód, który testowałem niedawno utwierdził mnie w tym przekonaniu jeszcze bardziej, ponieważ zdałem sobie sprawę z tego, jak malutkie są przy nim te samochody, które widzę codziennie jeżdżąc do pracy. Ford Mustang – legenda, same słowa już wzbudzają w motomaniakach respekt, a ja dostąpiłem zaszczytu poprowadzenia V generacji tego modelu.

http://m.autokult.pl/ford-mustang-gt-4-220506-733c6ac,0,920,0,0.jpgNa początek trzeba się z nim zapoznać, w końcu to kawał samochodu i to zza oceanu. 1.9 m szeroki, 4,77 długi, 6 biegowa, automatyczna skrzynia biegów, napęd na tył. Dla przeciętnego właściciela Opla, czy Volkswagena ta garść informacji jest tak nienaturalna i tak przerażająca, że gdyby je usłyszał odjechałby z piskiem z miejsca zdarzenia i w dodatku zapomniał przełączyć swojego wierzchowca na gaz, co równa się w przypadku takiego człowieka z wyrzutami sumienia przez resztę tygodnia. Co więcej – silnik 4.6 V8 o mocy 305 KM może nie wydawać się specjalnie wielkim osiągnięciem, jak na 2008 roku produkcji, ale przestaje to mieć znaczenie, gdy wreszcie ruszycie. To nie jest zwykły samochód sportowy, to jest po prostu Mustang, w zasadzie od pierwszych chwil za kierownicą oznajmia Ci dobitnie, że nie ma zamiaru Cię słuchać i musisz się naprawdę postarać, żeby go zdobyć. Moje ruszanie wzbudziło niemały atak śmiechu u właściciela, bo bardzo szybko traciłem przyczepność i w sumie nie szukam dla siebie wytłumaczenia, ale było dość mokro.

http://m.autokult.pl/ford-mustang-gt-3-220506-205ab48,0,920,0,0.jpgWracając na chwilę na początek tej przygody, zanim ruszyłem zapoznałem się z obsługą. Ponieważ to amerykański samochód, to nietrudno się domyślić, że filozofii nie ma. Ustawienie pozycji za kierownicą, jak w każdym Fordzie, dość łatwo się ułożyłem, noga na hamulec, wbijamy D i jedziemy. Szczerze nie miałem zamiaru się skupiać od początku na wnętrzu, którego tak wiele osób się czepia, zdaję sobie sprawę jaka jest cena Mustanga i jak to się ma do innych samochodów z charakterem. I choć plastiki, wykończenia, czy nawet drążek skrzyni biegów przypominają trochę poprzednią epokę to uwierzcie mi, zapomina się o tym, gdy go odpalisz i ruszysz z miejsca. Samo odpalenie Muscle Car’a zawsze wzbudza we mnie ciarki, a co dopiero, gdy siedzę za jego kierownicą. Gdyby znalazł mi się jakiś wariat, który w takiej sytuacji mi powie – wnętrze Mustanga jest słabo wyciszone, przysięgam niech lepiej wyjeżdża na Ziemię Ognistą, choć i tam go znajdę i wyrwę język za te paskudne słowa. Bo nie słyszeć Mustanga to jedna z największych zbrodni motoryzacyjnych świata, chyba nawet jeszcze większa niż utrzymywanie Vw Golfa na rynku.

http://m.autokult.pl/ford-mustang-wnetrze-220-dee596e,0,920,0,0.jpgNo i w pewnym momencie zapragnąłem ruszyć, ale oczywiście Ford nie poddał się bez walki, zaczął szaleć lewa, prawa, prawa lewa i dopiero po chwili, jak wyczułem gaz mogłem swobodnie ruszyć. Silnik brzmi po prostu bajecznie, to wersja GT, więc naprawdę wrażeń z jazdy nie brakuje. Wewnątrz nie czujesz, aby był to demon prędkości, ale jeśli ktoś nazwie go powolnym to oczywistym jest jedno – że po prostu nigdy tym autem nie jechał. Pod moją nogą zjadał wszystko co chciał z prawego pasa, a pod nogą właściciela to zeżarł i jeszcze przy okazji bekał po tym wszystkim. Nie żeby Mustang był arogancki, nie no ani trochę nie jest. Mustang jest po prostu sobą, ma głęboko to co go otacza, nawet to, że czasem nie mieści się na jednym pasie. Mówię o tym samochodzie cały czas jak o osobie trzeciej, która jakby towarzyszyła nam w podróży, ale w rzeczywistości tak nie było. Czasem to ja się czułem, jak osoba trzecia, bo gdy Mustang zapragnął sobie zredukować bieg to po prostu to robił, jak chciał się trochę poślizgać to się ślizgał i w zasadzie w ciągu tej godziny jazdy nie znalazłem sposobu na opanowanie go.

http://m.autokult.pl/ford-mustang-shelby-gt50-9bde723,0,920,0,0.jpgObawiam się jednego, że kupię sobie w końcu takie auto i nie przeżyję nawet tygodnia, ale jaka to by była piękna śmierć – przekraczasz bramy piekła w płonącym Mustangu, zamiast na wózku inwalidzkim z rurką w nosie. Dałem się oczarować? Chyba za mało powiedziane, ja się po prostu zakochałem. Jak widać dzisiaj nie były istotne liczby, statystyki, spalanie czy ergonomia wnętrza, dzisiaj rozmawiamy tylko o emocjach, bo przy takim samochodzie po prostu nie można postąpić inaczej. Co mam do dodania? Że cholernie żałuję, że zapewne upłynie trochę czasu zanim jeszcze raz usiądę za kierownicą Forda Mustanga i pewnie jeszcze więcej zanim go kupię. Ale na szczęście są jeszcze dobrzy i uprzejmi motomaniacy, którzy innym motomaniakom chcą zrobić frajdę i wywołać uśmiech na twarzy – Panie Waldemarze bardzo serdecznie Panu dziękuję za użyczenie samochodu, za ten ogromny kredyt zaufania no i przepraszam za to nieudolne ruszanie. Na dzisiaj to tyle, tematów mi nie brakuje, w kolejce do pisania już ustawiły się nowe BMW 316i, Toyota Avensis, Skoda Superb, Mazda 6 i wiele innych, także śledźcie bloga na bieżąco.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl