Lexus IS – godny konkurent dla BMW 3 i Merca C

BMW Serii 3 i Mercedes Klasy C to godni siebie rywale klasy średniej. Toczą oni między sobą małą wojnę od kilku dekad, do tej walki próbowało się dołączyć nieskutecznie Audi, które pozostało w ringu z Passatem, Mondeo, Volvo, czy kilkoma Japońcami. Apropo Japończyków, do tej elitarnej dwójki zapragnął dołączyć jeden z nich w 1998 roku. Był równie drogi, jak one, ale czy równie dobry? Dzisiaj na blogu Lexus IS pierwszej generacji.

http://m.autokult.pl/lexus-is-300-616x462-25c400a2cee,630,0,0,0.jpgGdy pierwszy raz go zobaczyłem nie był jak typowy, japoński samochód. W niczym nie przypominał Avensisa, który był dosyć rozsądnym i stonowanym pojazdem (a przecież to ten sam koncern), ani Accorda, to było coś zupełnie innego. Sami spójrzcie, od razu widać, że ma charakter drania. W dodatku muszę stwierdzić, że było to jedno z najładniejszych aut klasy średniej lat 90, Toyota wstąpiła na grząski grunt, bez respektu dla Niemców postanowiła odbić im część klientów. Miała rzędowy silnik, napęd na tył i 155KM w podstawowej wersji, a to już coś. Ten konkretny model produkowano, aż do 2005 roku, z drobnym faceliftingiem pomiędzy. Zastanawiacie się pewnie, po co komu ciasny, drogi Lexus z rzędowym silnikiem i napędem na tył? To jest w zasadzie dobre pytanie, na które ja nie znam odpowiedzi, ale okazało się, że jest miejsce na rynku dla tego samochodu. Nie kupowali go emerytowani wykładowcy ekonomii, ani dla siebie, ani dla swoich rozpieszczonych synów, którzy o dziwo też studiowali ekonomię. Toyota trafiła w punkt 0 ze swoim Lexusem IS, w tą strefę, w którą nie mogło trafić Audi. Wyjaśnię Wam o co chodzi.

http://media.autokult.pl/c95db3f104882afc9e037accda45d742,400,300,0,0.jpgPewna grupa ludzi mogła sobie pozwolić na dwa auta – Mercedesa Klasy C, albo BMW serii 3. Nie stać ich było na wyższą klasę, ale nie chcieli mieć pod domem Passata, czy Renault Laguny, chcieli czegoś pośredniego między luksusem, a klasą średnią. Jednak mieli problem z Mercem i BMW, bo w tym pierwszym wyglądaliby, jak emeryci, a w tym drugim, jak handlarze kokainy. Co ma wybrać facet mający stabilną sytuację finansową, rodzinę na głowie i kryzys wieku średniego? Czy ma już przejść w oczach sąsiadów na emeryturę w Mercu, czy może odmłodzić się o 20 lat w BMW? To wybór dosyć niezręczny, więc dla takich ludzi powstał Lexus IS. Niezdecydowani na Merca i BMW mogli w końcu odetchnąć z ulgą i z uśmiechem na twarzy pomaszerować do salonu Lexusa, bez obaw że ktokolwiek wykluczy ich z elitarnego grona klasy średniej. Gdyby kupili Mondeo, Passata, Lagunę, czy Avensis mogliby zapomnieć o grze w golfa, czy piciu whisky, musieliby się przerzucić na monopoly z sąsiadami i polską wódkę, a tego nie chcieli.

http://m.autokult.pl/lexus-is300-wn-c4-99trze-83112a2,0,920,0,0.jpgTen mechanizm mam nadzieję udało mi się w precyzyjny, choć dość dziwny sposób wyjaśnić. Przejdźmy do samego samochodu, w środku wygląda świetnie. Co prawda zegary wzrorowane na tych noszonych przez Richarda Bransona mogą się wydawać dość pretensjonalne, ale to tylko mały detal. Nie brakuje mu w środku nic w stosunku do konkurentów, jest dość przyjemnie. Wersja kombi jest moim zdaniem zbyteczna i wygląda dziwnie, ale skoro seria 3 i klasa C są w wersji dla handlowców, dlaczego nie? Jak sama jazda Lexusem IS? Coś zupełnie innego. Nie jest narwana, jak BMW, potrafi być dostojnym samochodem w mieście, ale nie zostanie w tyle na autostradzie. Komfort jazdy zachowany na wysokim poziomie, kawa nie wyleje się na nasz drogi garnitur, ale nie będzie to też samochód, który w zakrętach zachowuje się, jak gondola. Wydaje się, że wszystko tutaj współgra ze sobą idealnie. Auto jest dobrze wyposażone, ma świetny silnik, wygląda dobrze, Lexus idealnie wcisnął się między Merca i BMW. Czas przejść do samego użytkowania, to Japończyk, więc wydaje się, że będziemy rzadziej zaglądać do mechanika, niż w przypadku Niemców.

http://m.autokult.pl/lexus-is-300-3-de24d7b5da6866dcd,0,920,0,0.jpgAle nie popadajmy w skrajności, jest parę wad o których musiecie wiedzieć. Właściciele IS zbyt często doświadczyli w swoim życiu bólu związanego z nieodpalającym pojazdem. W modelach z początku produkcji nagminnie pojawiał się problem z zapłonem, gdzieś tutaj zapewne była jakaś impreza i za dużo sake wypito poprzedniego dnia, przez co zapłon został niedopracowany. Drobne problemy wewnątrz, czyli nie działające przełączniki, psująca się zmieniarka płyt CD, czy zegary Richarda Brunsona, które w pewnym momencie przestawały świecić, nie wiedziec dlaczego. Ale to mała cena, bo silnik chodzi, jak w zegarku i nie ma usterek, które kopią nas po kieszeni, a pamiętajmy, że to samochód, który ma zacięcie sportowe i startuje do BMW, więc dość często będzie ryczał na wysokich obrotach. Właściciele narzekali też na łożyska w układzie przeniesienia napędu, potrafiły się szybko zużywać, a nie były tanie. Ogólnie słowo tanie w przypadku Lexusa w ogóle nie istnieje. Oryginalne części nawet dzisiaj są 3 razy droższe od zamienników, a serwis znacznie bardziej problematyczny, niż w przypadku BMW, czy Merca, bo mało kto u nas to auto miał od nowości. Ale wiecie co Wam powiem? Gdybym miał wybrać z całej trójki samochód dla siebie bez wahania wziąłbym Lexusa, dodam jeszcze, że mamy w gamie także silnik 3.0 którego moc to 214 KM, a przyspieszenie do setki 7,2 sekundy. To naprawdę dobry wóz i warto dać mu szanse, gdy staniemy przed dylematem Mercedes Klasy C, czy BMW serii 3.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Miejski samochód wszechczasów

Przyszedł czas, aby na tapecie benzyny w żyłach pojawił się jeden z najpopularniejszych, miejskich samochodów ostatnich dwóch dekad. Samochód, który znają chyba wszyscy, którym jeździł prawie każdy, nawet jeśli go nie miał – Fiat Seicento.

http://m.autokult.pl/fiat-seicento-1-6a42a9285f0778ea,630,0,0,0.jpgRok 1998 lubiane Cinquecento odeszło w niepamięć. Czy jego następca będzie na tyle tani i wystarczająco tani, żeby zastąpić najtańsze auto na polskim rynku motoryzacyjnym? Otóż w naszym kraju, który z komunizmu przeszedł transformację do Lecha, później ponownie do komunizmu pojawiało się coraz więcej samochodów. Seicento stało się kolejnym etapem zmotoryzowania naszego kraju. Równolegle na ulicach pojawiało się coraz więcej Daewoo, a koreański koncern postanowił wypuścić mocnego konkurenta dla Seicento – Matiza. Był większy, kosztował podobnie i był równie ubogi. Mimo tego nowy maluch Fiata radził sobie świetnie na rynku. Łącznie wyprodukowano ponad 1,3 miliona sztuk i to w Tychach! Ostatni zjechał z taśmy dopiero w 2010 roku, tak mu było dobrze na rynku motoryzacyjnym, że ciężko było w związku z coraz to surowszymi wymogami bezpieczeństwa znaleźć dobrego zastępce.

http://m.autokult.pl/seicento-3-bf4d5256cc14f6d1032b7,0,920,0,0.jpgWłaściwie to Panda wygryzła trochę Seicento z rynku, głównie dlatego, że Matiz zniknął, a Panda oferowała znacznie więcej miejsca, za niewiele więcej. Cudów nie było, dwie wersje silnikowe 900 o mocy 39KM i 1.1 54 KM z jednopunktowym wtryskiem Webera oraz ostatnia wersja 1.1 z wielopunktowym wtryskiem. Typowo miejski samochód ze spalaniem w granicach 6 litrów, dość miejsca z przodu, a jeśli się uprzemy to i dwie osoby usiądą wygodnie z tyłu. Moje, najbardziej ekstremalne doświadczenie z Seicento to podróż na Woodstock w cztery osoby, z bagażami na tydzień. Nie było to zbyt przyjemne doświadczenie, a po drodze w związku z przeoczeniem przez mojego szacownego kolegę przejazdu kolejowego uszkodziliśmy tylni amortyzator. Ale dojechał bez marudzenia, choć zapewne w związku z tym, że siedziałem z tyłu i prawie doszło do amputacji moich nóg, więcej nie zdecydowałbym się na taką podróż.

http://m.autokult.pl/seicento-02-f67cddb54414db891664,0,920,0,0.jpgPolacy uwielbiają ładować gaz do Seicento, a przy sprzedaży utwierdzać kupującego, że pali tyle samo gazu co benzyny. Chciałbym oświadczyć wszem i wobec, że jeździłem łącznie pięcioma Seicentami na gaz i żaden nie zszedł poniżej 8 litrów na 100 kilometrów, a potrafiły łyknąć nawet 10 litrów. Oczywiście można tłumaczyć się oszczędnością, ale obecnie przy spadających cenach benzyny i rosnących cenach gazu i serwisu instalacji gazowej można powiedzieć, że montaż w Seicento gazu jest moim zdaniem trochę bezsensu, ale jeśli ktoś uważa inaczej trudno, Wasza sprawa! Ja wolałbym wersję benzynową, bo w przypadku „Seia” skracamy znacznie żywot silnika, gdy montujemy gaz. Mógłbym teraz rozpisać się o tym, że jazda jest nudna, auto jest niewygodne i wykonane okropnym plastikiem i robić to wszystko przez resztę postu, ale zaskoczę Was i tego nie zrobię. Seicento to jeden z najlepszych aut miejskich, jakie kiedykolwiek powstało.

http://m.autokult.pl/seicento-wnetrze-67b625178feba1a,0,920,0,0.jpgByło, jest i będzie śmiesznie tanie w zakupie, utrzymaniu. Nie przyjmuję argumentu – nie stać mnie na samochód, głównie przez istnienie Seicento i jego poprzednika Cinquecento. Te samochody są tańsze w utrzymaniu niż zwierzątko domowe, rzadko woła jeść i jeśli podróżujesz po większym, zatłoczonym mieście, samotnie lub w duecie jest zbawieniem. Wszędzie się wciśnie, nie zostaje w tyle nawet na szybszych odcinkach, a w bagażniku zmieszczą się 3 reklamówki pokaźnych zakupów. Czy można wymagać coś więcej od samochodu, który kosztował 22 tysiące, gdy był nowy? Absolutnie nie! Seicento daje nam znacznie więcej, niż moglibyśmy oczekiwać za tą cenę. Pójdę o krok dalej, ani Tico, ani Matiz nie mogą się równać z Seicento, mimo iż mają jedną parę drzwi więcej. Przejeździłem tym autem w jednej pracy naprawdę sporo kilometrów i mimo siedzeń, których wygoda jest porównywalna do tych w pociągach EN57, to nie czułem się specjalnie zmęczony jazdą po mieście. Owszem jazda na dłuższe trasy to katorga, ale w którym miejskim aucie za taką kasę jest inaczej?

http://m.autokult.pl/fiat-seicento-wn-c4-99tr-7724ff9,0,920,0,0.jpgW dodatku powiem Wam, że jazda Seicento wcale nie jest nudna. Fakt nie jest to demon prędkości, nie wgniata w fotel, a przyjemniejsze dźwięki wydaje ekspres do kawy, ale to auto jest.. hmm brakuje mi słowa, ujmę to tak Seicento jest na tyle pociesznym samochodem, że jego wady przestają mieć znaczenie. W dodatku, gdy rzadko zaglądasz do warsztatu i na stację benzynową to aż przyjemnie jeździ się takim samochodem. O usterkach nie chcę pisać głównie, dlatego, że dobrze serwisowane Seicento, w którym na bieżąco wymienia się olej, pilnuje się hamulców i zawieszenia zwyczajnie się nie psuje. Korodują progi, błotniki i nadkola, ale za to należy podziękować drogowcom, którzy sypią tyle soli ile śniegu mamy danej zimy. Można się na siłę czepiać, że koroduje bak paliwa, przewody i sporo właścicieli przeszło już przez etap wycieku paliwa. Niektóre elementy są zbyt delikatne – półośki, przeguby, linka ręcznego, sprzęgło, synchronizatory skrzyni biegów – te części mogą się zużyć wcześniej niż nam się wydaje, ale to nic bo kosztują mniej niż zakupy w sklepie odzieżowym! Co do stylistyki można powiedzieć, że nie dało się zrobić nic ładniejszego, a Seicento wygląda znacznie lepiej niż Matiz przed domem. To auto, które nie przyniesie Ci wstydu i nikt Cię nie wyśmieje, gdy dowie się, że to Twoje auto. Nie nazwie go żelazkiem, pudełkiem, choć moim zdaniem Cinquecento jest ładniejsze, ale to subiektywne odczucie, jak już wiecie ja jestem dziwny. W środku zawsze czepiam się miski przed siedzeniem pasażera.

http://m.autokult.pl/seicento-sporting-2a59b1f303caf0,0,920,0,0.jpgTa miska wygląda co najmniej dziwnie, jakby nie potrafili zrobić czego o normalniejszych kształtach, służącego za podręczny schowek. Ale gdy już się go użytkuje trochę okazuje się, że można tam wrzucić plecak, nawet mała torbę z zakupach, bez obaw, że będzie tańczyć po siedzeniach, albo wyląduje na twarzy pasażera, przy mocniejszym hamowaniu. Więc mimo swych rozmiarów, dzięki misce Seicento można też nazwać samochodem funkcjonalnym. Pojawił mi się w głowie wątek drugiego samochodu dla mnie, mniejszego, na szybki wypad do sklepu i tak sobie myślę, że to mógłby być najlepszy wybór ze wszystkich. Za 2-3 tysiące dostaniesz „Seja” w niezłym stanie, a jak się postarasz to nawet od pierwszego właściciela. Sporo jest jeszcze takich ofert, bo ludzie pozbywają się ich w większości tylko z jednego powodu, jeśli umrą. Jeśli dołożysz kilkanaście stówek to znajdziesz Sportinga, który prezentuje się rasowo, a na światłach do drugiego biegu upokorzy inne samochody. Nie lubię małych samochodów, drażni mnie jazda nimi, a w Seicento jest zupełnie na odwrót, mógłbym go kupić nawet za chwilę i uwierzcie mi, jeśli już trochę czytacie moje wypociny, to wiecie, że nie ma lepszej rekomendacji dla samochodu.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Kolejny Golf na rynku – Seat Toledo

Grupa Volkswagena pod koniec lat 90 zalała Europę Golfami. Przyjmowały one różne postacie, a i tak zazwyczaj miała tą samą grupę odbiorców. O wyborze decydowała cena i nadwozie, bo szukanie różnic gdzie indziej to zabawa w znajdź 3 różnice. Bora to oczywiście Golf sedan, a Octavia to Bora dla ludzi, których nie stać na Volkswagena. No i jest jeszcze w tej układance dzisiejszy bohater, czyli Seat Toledo II.

http://m.autokult.pl/seat-toledo-ii-739f6ebc88e6f8a63,0,750,0,0.jpgPodobnie jak większość Seatów, Toledo zostało zaprojektowane przez Giugiaro, choć nie rzuca się to specjalnie w oczy. Co poza projektantem różniło go od dwóch braci? Miał mieć bardziej „sportowy” charakter. Ale logiki nie ma tu żadnej, bo w ofercie były 4 silniki diesla, takie same jak w Octavii. Była oczywiście wersja ze sportowym zacięciem, która pod maską miała 5 cylindrowy silnik 2.3 i wersja 1.8 20VT generująca 180 KM. Mimo to i tak wszyscy, którzy mogli kupić tańszą Octavię wybierali diesla, albo silnik 1.6. Powstaje, więc pytanie po co komu Toledo na rynku? A ponieważ na ulicach nadal za mało było Golfów, w 1999 roku pojawił się Leon przy którym Toledo wygląda, jak starszy, grubszy i mniej kochany przez rodziców brat. Podstawowa wersja 1.4 75KM w sedanie, taka sama jak w mniejszej Cordobie, a przecież już w najmniejszym sedanie z rodziny Seat silnik 1.4 był mułowaty i drażnił wszędzie tam, gdzie można jechać więcej niż 50km/h.

http://media.autokult.pl/f1e15c668986f9dacd35672d1d030b9c,800,600,0,0.jpgAle jeśli należysz do „Zielonych” i będziesz jeździł swoim Toledo jak kondukt pogrzebowy, to zaliczysz niskie spalanie. Fakt, że przy tym prędzej czy później ktoś wysiądzie i da Ci po gębie, bo zrobiłeś korek o długości równika, ale czego się nie robi dla matki Ziemi? Ciężko mi się pisze o tym Toledo, bo ono prawie nic sobą nie reprezentuje. Owszem,jest ładniejsze od Octavii, a nawet Bory, ale nadal nie na tyle ładne, by je kupić. Nie ma w nim sportowego charakteru, to nie Subaru Impreza, nawet stare BMW serii 3 zje, połknie i wypluje Toledo. Seaty dosyć szybko tracą na wartości, ale dzisiaj sytuacja wygląda podobnie, jak w salonie, leży gdzieś po środku między Octavią, którą wszyscy chwalą (poza mną), a Borą, o której prawie nikt nie słyszał. Toledo na rynku wtórnym wybiera się ze względu na nadwozie (które znudzi Wam się po 3 dniach), albo ze względu na to, że nie znalazło się Octavii, w przyzwoitym stanie.

http://m.autokult.pl/seat-toledo-ii-wn-c4-99t-6a6adbe,0,750,0,0.jpgJak jest w środku Toledo? Zaskoczę Was – nie jest w 100% takie same  jak w Golfie, a to dlatego, że istnieje jeszcze Audi i można było ukraść kilka przycisków z A3, zaszaleli. Pewnie, stąd trochę wyższa cena w stosunku do Skody.Siedzenia takie same jak w Golfie i Octavii, wnętrza szare, nudne, nijakie. Seat oczywiście jest dosyć solidnym samochodem, ma niezłe wyposażenie, w typowych usterkach znajdziemy kilka drobnych usterek jak psujące się elektryczne szyby, immobillizer, a z poważniejszych nagminnie umierająca sonda lambda oraz połykanie oleju przy zamontowanej instalacji gazowej (nieistotne jakiej klasy). Za to bagażnik ma 500 litrów, więc zmieścicie tak więcej niż w Vectrze B, za to z tyłu miejsca nie wystarcza dla 3 osób, normalnych rozmiarów. I kolejny raz moja nieokrzesana chęć wyduszenia, jak najwięcej emocji z samochodu podpowiada mi, że gdyby Toledo miało napęd na tył, to wszystko byłoby zupełnie inaczej. Ale niestety dla grupy Volkswagena stworzenie auta, które nie jest Golfem to było w latach 90 trochę za ciężkie wyzwanie. Musieliby przypomnieć sobie, czym jest wał napędowy i przerabiać całą konstrukcje – nein! nein! nein! I co tu począć? Mamy na rynku 38 Golfów pod różną nazwą i póki są na tą klienci, będzie ich jeszcze więcej. Ja natomiast po 3 jazdach próbnych, 9 rozmowach telefonicznych i 1,5 h rozmyślań, nie znalazłem powodu, dla którego miałbym kupić Toledo. Udanej majówki!

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Niedoceniany Ford Cougar

Ten samochód zasługiwał nas swój wpis już dawno i jest mi wstyd, że o nim zapomniałem. Auta typu coupe – jest w czym wybierać i choć u nas Ford nie kojarzy się z tym nadwoziem to miał on w swojej gamie sporo aut tego typu. Cougar jest chyba jednym z najbardziej niedocenianych Fordów jaki powstał.

http://media.autokult.pl/11bba9fd62688379956d59ebbf616a05,800,600,0,0.jpgPierwsze co rzuca się w oczy to jego wygląd zewnętrzny. Masywne i agresywne kształty, jest dosyć duży i wzbudza we mnie chęć przejechania się. Produkowano go w latach 1998 – 2002, konstrukcyjnie bazuje na Mondeo, ale silniki to już inna para kaloszy. Do wyboru mamy Zetec’a 2.0 o mocy 130KM, który średnio pasuje do jego wyglądu, znacznie lepiej prezentuje się z silnikiem 2.5 V6 o mocy 170KM. Ta wersja do setki przyspiesza w 8,5 sekundy, co nie wydaje się imponującym wynikiem jak na coupe, tym bardziej że musiał konkurować z zadziornymi Włochami – Alfą Romeo GTV i Fiatem Coupe. Jak się można było spodziewać Alfa z silnikiem V6 i Fiat z turbo pod maską były znacznie szybsze od Cougara, przez co mało kto chciał go mieć. W dodatku to był czas, gdy Ford był na fali w klasie kompakt, więc każdemu marka kojarzyła się z Focusem. Tak więc Cougar ma problem – jest ładny i aspiruje do być dobrym coupe, ale nie potrafi się przebić. Straszne jest też to, że nawet Peugeot 406 Coupe jest od niego szybszy.

http://media.autokult.pl/62f4cb8fa86491802694db4ac85e7df6,400,300,1,0.jpg

Jak w środku? Za kierownicą siedzi się wygodnie, choć dosyć długo szukałem dla siebie wygodnej pozycji, a z tyłu mimo swoich rozmiarów Ford nie oferuje zbyt wiele, przestrzeni nie ma prawie w ogóle, mamy za to bagażnik o pojemności 428 litrów, choć może akurat w tego typu samochodzie nie jest to aż tak istotne. Jak się użytkuje Cougara na co dzień? Zadałem to pytanie jak zwykle kilkunastu, losowo wybranym właścicielom i w większości są to pozytywne opinie. Tani w eksploatacji, dosyć wygodny, choć zdarza się być paliwożerny, ale każdy kto kupuje tego typu samochód bierze to pod uwagę. Ogólnie właściciele ciepło wypowiadają się o tym samochodzie, ale mechanikom ciężko jest jakoś przypomnieć sobie ten samochód, a co dopiero usterki. Na szczęście wydusiłem kilka usterek i usłyszałem o nagminnym psuciu się wskaźników w samochodzie, nietrwałych, gumowych elementach zawieszenia i o tendencjach do przegrzewania się. To nie typowy Ford, który wiele nam wybaczy, akurat ten model wymaga zwiększonej uwagi od swojego właściciela. Kurcze ciężo mi ocenić ten samochód jednoznacznie, mam poważny problem. Gdy nim jeździłem ciężko było się do czegoś przyczepić, może brzmienie silnika nie zapiera dechu w piersiach, wspomniane wcześniej włoskie maszyny brzmią znacznie lepiej. 

http://media.autokult.pl/2236c0e9fc6e4704764d20bd0c9a0bcf,800,600,0,0.jpg

Ale teraz, gdy jestem właścicielem innego Forda, zrozumiałem jaki jest problem z Cougarem i czego mu brakuje. Fordy z zacięciem sportowym, które wpisały się w historię motoryzacji zawsze miały napęd na tylną oś, a Cougar postanowił pójść z duchem czasu i ma napęd na przód. Oczywiście wiem, że moja kochana Alfa też ma napęd na przód, ale ona jest charakterystyczna w zupełnie inny sposób. Natomiast Ford postanowił zabić i zamazać swoją charakterystyczność, bo gdyby Cougar miał napęd na tył, dawałby znacznie więcej radości z jazdy i byłby alternatywą dla BMW E46. No i bingo, mamy to! Auto, które mogło być mega dobre, mimo tego, że jest powolne jak na swoją klasę, zostało pozbawione ostatniej szansy na sukces. Cougar powinien mieć napęd na tył i fakt, że jego poprzednik, czyli Probe też miał napęd na przód mnie nie przekonuje. Probe był znacznie lżejszy i szybszy, a Cougar oferuje nam nietuzinkową stylistykę, sporo miejsca dla siedzących z przodu, tanie koszty eksploatacji, ale przy tym słabo brzmiący silnik, za mało emocji z jazdy i upokorzenie przed właścicielami Fiata Coupe, Alfy GTV, czy nawet Peugeota 406 coupe. Mimo swoich wad jego cena zachęca do zakupu podobnie jak stylistyka, bo za 7-9 tys. złotych dostaniemy Cougara w przyzwoitym stanie, z silnikiem V6 i wyposażeniem na miarę XXI wieku. Nie mówię oczywiście, że nie daje radości z jazdy, to byłoby okrutne i głupie stwierdzenie, oczywiście, że daje radość z jazdy, ale jest jej trochę za mało, jest zbyt grzeczny i rozsądny. Gdyby Cougar miał mocniejszy silnik i napęd na tył zabijałby swoich kierowcow, gdyby przesadzili i gdyby takie było odbiłby się szerszym echem. No, ale patrząc na to z zupełnie innej strony, nasz kraj to nie jeden wielki tor wyścigowy, tylko pełna dziur dżungla, zamieszkała w większości przez grupę Volkswagena, a jeśli w ten sposób patrzymy na rynek samochodów w Polsce, trzeba stwierdzić, że Cougar i tak będzie wzbudzał pozytywne emocje tam, gdzie się pojawi i jest wart zakupu.

Matka wszystkich roadsterów – MX5

Nadrabiam zaległości z kabrioletami, które rzadko gościły dotychczas na blogu. Mazda MX-5, znany wszystkim samochód łączący w sobie wszystkie dobre cechy kabrioleta. Powstał dla ludzi, który znudziły kompakty, sedany i zapragnęli czegoś równie solidnego i łatwego w prowadzeniu w rozsądnych pieniądzach. 

http://media.autokult.pl/2852c36f9bca87a7f504b71d03a2f965,800,600,0,0.jpg

Bierzemy pod lupę drugą generację modelu, produkowana od 1998 do 2005 roku była hitem sprzedażowym na całym świecie. Ładne, aerodynamiczne nadwozie, łatwość prowadzenia, przestronność wnętrza i napęd na tył dający dużo frajdy. Recepta w 100% skuteczna i wykonana. Najsłabszy, 4 cylindrowy silnik 1.6 miał 110 KM i wcale nie jest powolny, kolejne wersje 1.8 131-140 KM oraz wersja Turbo 1.8 wyciągająca 178 KM to już więcej emocji, więcej frajdy, ale i więcej wymaga i mniej wybacza niż standardowe 1.6. Pamiętajmy, że auto waży niecałe 1100 kg, więc nawet 110KM czyni MX-5 dynamicznym samochodem. We wnętrzu jest wygodnie, solidnie jak przystało na Japończyków, a w bagażniku o pojemności 144 litrów zmieszczą się zakupy dla dwóch osób. I nie zgodzę się ze stwierdzenie, że to kobiece auto, już SLK o którym pisałem jest bardziej kobiece niż MX-5. Ma w sobie charakter i taką zadziorność, co czyni ją uniwersalną w kwestii płci kierowcy. Auto otrzymało 4 gwiazdki w NCAP, więc jest też bezpieczne i ochroni nas przed wariatem w swoim BMW Z3, który zapragnie się z nami zmierzyć na 1/4 mili. 

http://i62.tinypic.com/2akk8rn.jpg

MX-5 nie ma twardego dachu, więc trzeba się liczyć z tym, że o ten element trzeba bardzo dbać. Także dlatego, że jego naprawa jest dosyć problematyczna, a zakup nowego może okazać się bolesnym doświadczeniem. W aucie nie psuje się zbyt wiele, figle płatają czujnik temperatury, kontrolka pasów. Poważnym problemem jest rdza nadkoli, na którą bardzo narzekają użytkownicy, są bardzo wrażliwe na sól, której w Polsce mamy pod dostatkiem nawet na wiosnę. Mazda potrafi wiele wybaczyć, ale nie dopilnowanie wymiany takich części jak świece, czy filtry może skończyć się poważniejszą awarią. I tak poza tym ciężko było mi znaleźć w wywiadzie z mechanikami coś bardzo niepokojącego. To kolejne potwierdzenie tezy – japońskie z lat 90 się nie psuje! To najrozsądniejszy zakup, ze wszystkich kabrioletów dostępnych na naszym rynku wtórnym. Cenowo wygląda to różnie, ale 10 tysięcy wystarczy na MX-5, którą trzeba będzie lekko dopieścić, jak większość używanych aut. Samo prowadzenie jest bajecznie proste, choć neandertalczyków ostrzegam, że dawanie po gazie na śliskim, ze względu na masę Mazdy, może zakończyć się wizytą u blacharza. To auto do którego podchodzi się z luzem, uśmiechem, ale też rozwagą. 

http://i61.tinypic.com/jrza0g.jpg

No chyba, że masz doświadczenie w autach tylnonapędowych, choć i tak poczujesz różnice między dajmy na to BMW 3, a roadsterem z napędem na tył. Zakup MX-5 może się okazać też bardzo bezpieczny, bo ludzie kupujący to auto nie upalają go do czerwonych obrotów, raczej mamy na rynku zadbane modele, a właściciele uczciwie podzielą się z nami jego historią. W komisach ciężko o takie auta, bo rzadko się sprzedają, tym lepiej, bo możemy bezpośrednio poznać tą osobę, która nim jeździła. Nie trudno jest wysnuć wniosek, że to naprawdę dobry samochód, wart polecenia. Gdyby mnie ktoś zapytał o rozsądnego roadstera, bez wahania wskazałbym MX-5, choć sam pewnie i tak kupiłbym Alfę Romeo Spider, taki już jestem. Ale ja lubię ryzyko, a większość raczej stabilizację, dlatego jeśli nie chcesz mieć niespodzianek, tylko stabilne cztery koła, bez dachy pod domem to znajdź swój ulubiony kolor i leć do bankomatu. 

Źródłem zdjęć jest:
http://autokult.pl