Emocje po japońsku, czyli Toyota Supra

Dzięki uprzejmości jednego z czytelników (Panie Michale jeszcze raz bardzo dziękuję) mogłem zasiąść za kółkiem jednej z ikon japońskiej motoryzacji. Muskularna królowa driftu, takie określenie słyszałem nie raz na temat Toyoty Supry, udało mi się w końcu sprawdzić na własnej skórze, jak królowa sprawdza się w realnym świecie.

http://m.autokult.pl/toyota-supra-02-1024x768-bf22b59,0,920,0,0.jpgRzędowa szóstka, 3.0 pojemności, 24 zawory, moc 225 koni mechanicznych, już same liczby robią wrażenie. A weźmy pod uwagę, że to auto z 1997 roku. Mieliśmy trochę parkingu, więc na początek zobaczyłem co potrafi na zamkniętej przestrzeni i powiem wprost, robi piorunujące wrażenie. To kolejny przykład na to, że napęd na tył to jedyne, słuszne rozwiązanie gwarantujące emocje na wysokim poziomie. Przyspieszenie od 0 – 100 km/h to około 7 sekund, więc w mgnieniu oka przemykamy na autostradzie obok innych samochodów. Szczerze powiem, że zupełnie nie czułem upływu czasu w tym samochodzie, w ogóle czas dla mnie nie istniał. Wywarła na mnie ogromne wrażenie. Brzmienie silnika po prostu nie do określenia słowami, to zupełnie inny rodzaj dźwięku niż to co wydobywa się z pod maski europejskich odpowiedników. Ciężko mi powiedzieć, który lepszy, bo Supra oczarowała mnie do tego stopnia, że nie zwracałem uwagi na to, że mam później o niej napisać.
http://m.autokult.pl/suprengn-94dbf439ec9cee07d8635ba,910,500,0,0.jpgMogę powiedzieć, że nie jest to samochód, który może prowadzić każdy, o nie, zapomnijcie o tym. Nie jest do końca dzika i narowista, to za dużo powiedziane, układ kierowniczy jest dopracowany, szerokie opony pomagały na śliskim, ale spróbujcie jej dać za dużo gazu, a pokaże Wam, kto tu rządzi. Skrzynia biegów – majstersztyk, hamulce reagują błyskawicznie, dokładnie wiedzą czego chcę, nie zdzierają twarzy po każdym postawieniu buta na pedał. Co do samego wnętrza nie było wygodnie, nie podobała mi się pozycja za kierownicą, ale jak już ruszysz z miejsca to zupełnie Cię to nie obchodzi. Jeśli uważasz się za fana motoryzacji to musisz przejechać się Toyotą Suprą, nie ma innej możliwości. To zupełnie inny rodzaj emocji, bardziej namacalny, jeździłem szybkimi wozami, siedziałem za kierownicą mega dopracowanego BMW M3, ale nie dawał mi aż tyle radości z jazdy co Supra. Japończycy są odrobinę bardziej szaleni w tej kwestii, a to najlepsze co może Cię spotkać za kierownicą sportowego wozu.

https://i.wpimg.pl/985x0/m.autokult.pl/toyota-supra-us-spec-jza-9b0f982.jpgAle nie dajcie się zwieść, bo to wóz, który zwyczajnie nie wybaczy Ci błędu przy wyższej prędkości, jesteś zdany tylko i wyłącznie na siebie, to pułapka dla niedoświadczonych. Sam starałem się nie przesadzać, mieć ją cały czas pod kontrolą, bo wiedziałem, że jest jak zwierzę. Ludzie uwielbiają tuningować Suprę, w sumie nie wiem dlaczego, bo ja nie rozumiem tuningu zupełnie, ale to samochód do tego stworzony. Ma dużo ostrych linii, pazura w stylistyce i momentami prosi się, żeby to podkreślić. Nie jest to najpiękniejsze, sportowe coupe, nigdy tego nie powiem, zupełnie nie wiem, czy w ogóle mi się podoba i czy jestem w stanie wymówić zdanie – Toyota Supra to ładny samochód. Gdy patrzę na nią z tyłu mam do niej jakiś respekt, tak po prostu, gdybym stanął na światłach za nią to byłbym pewien, że jak tylko mrugnę okiem nie będzie jej już przede mną. Stylistyka ma jasny przekaz, to auto jest szybkie, głośne i daje sporą dawkę adrenaliny. Nie służy do podziwiania i nie będzie bohaterką plakatów, ale i tak potrafi skraść serce. To naprawdę genialny samochód, przy którym można stracić głowę, a słowo rozsądek przestaje mieć znaczenie, dosłownie znika ze słownika.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Powrót do wątku o FSO

Dzisiaj pewien film z youtube, który sprawił, że prawie się udławiłem. Nie wiem czy ze śmiechu, czy przerażenia i to w sumie najdziwniejsze w tym wszystkim. Czasami mam wrażenie, że są te zakątki youtube do których nie warto zaglądać dla własnego bezpieczeństwa, wątek Poloneza Caro Plus, powróćmy do tego na jedną chwilę.



Przy całej mojej sympatii do tego samochodu, którym jeździłem przez rok czasu muszę powiedzieć, że ten film wywołał u mnie szok, jakiego dotąd nie znałem. Dlaczego? Bo większego steku bzdur nie słyszałem i nie widziałem już dawno. Walczące o utrzymanie się na rynku FSO, które musiało się podzielić udziałami z Daewoo, które też niedługo upadnie z fetą prezentuje „nowego” Poloneza Caro Plus. Fakt było parę nowych elementów, które giniły jeszcze bardziej niż w starym Caro, ale to nie powód do świętowania.

http://m.autokult.pl/polonez-caro-plus1-7cc269608fd7d,0,920,0,0.jpgLubię, wręcz kocham Poloneza, ale to jakaś farsa, jak go przedstawiano. Jak zbawcę narodu, marki, a przecież to cały czas technologia lat 80. Gdy usłyszałem tekst „zaszło naprawdę dużo zmian” to spadłem z krzesła i doznałem rozległego udaru, bo najwidoczniej Pan z filmu nie zna definicji słowa zmiana. Pozbycie się gaźnika, dodanie wspomagania z Daewoo, odblaskowej listwy z tyłu i hamulców Lucas to żadna zmiana. To po prostu modernizacja kilku elementów, wymuszona przez konkurentów, których Polonez miał coraz więcej. Czemu się dziwimy, że FSO upadło? Jeśli Ci ludzie popadali w samozachwyt po stworzeniu Caro Plus to nic dziwnego, że nie udało się utrzymać na rynku, a Fabryka na Żeraniu to teraz wychodek dla psów. Był mega tani, dość solidny, ale to nie powód, żeby twierdzić, że w końcu mamy auto godne konkurować z zachodem, bo tak nie było. To nie był samochód, z którym FSO mogło wejść w XXI wiek, owszem dobrze, że powstał, bo pomógł zmotoryzować społeczeństwo, ale to tylko stary, tani, duży samochód, z technologią mającą ponad 20 lat, trafny komentarz pod filmem – „Takiego Poloneza jakby wprowadzili w początku lat 90 to byłby szał”. Caro Plus pojawił się o jakieś 7 lat za późno, aby odnieść sukces. Dodajmy do tego tą reklamę:



O wszystkie siły i niebiosa, czy Wy totalnie zgłupieliście? „Teraz możesz mu zaufać” co to miałoby niby znaczyć? Że jeśli kupisz stare Caro to jakbyś zagrał w ruletkę na śmierć i życie? Sami sobie zaczęli kopać grób. Czy inżynierowie i marketingowcy FSO żyli w przekonaniu, że końcem lat 90 dobre hamulce to rarytas i element luksusu? Przecież to podstawa podstaw, żeby samochód jakoś hamował, a uwydatnienie w reklamach faktu, że nowe hamulce Lucas sprawiają, że Polonez w końcu jakoś hamuje to tylko i wyłącznie strzelenie sobie w stopę. Jakbyś powiedział na rozmowie kwalifikacyjnej – byłem niekompetentnym idiotą w poprzedniej pracy, ale postanowiłem to naprawić i teraz już nie będę idiotą.

http://m.autokult.pl/polonez-caro-silnik-1-6--28e0892,0,920,0,0.jpgNie ma się co chwalić, że się coś spieprzyło w przeszłości, a teraz zrobiło się to dobrze, tym bardziej jeśli są to hamulce. Teraz możemy się śmiać z takiej reklamy, ale w gruncie rzeczy to wcale nie jest śmieszne, to przerażające! Może chcieli pokazać dystans do siebie, ale jakoś nie przemawia do mnie taka argumentacja, można to było zrobić zupełnie inaczej. Cały projekt FSO można było końcem lat 90 zrobić inaczej, może wrócić do FSO Wars, zostawić już tego biednego Caro w spokoju. Często o tym myślę, jak do tego doszło, że nie mamy polskich samochodów, że nawet czeska Skoda, rosyjska Łada, rumuńska Dacia utrzymały się na rynku i ktoś je chciał, a nas nie chciał nikt? Fakt powiecie, że Skoda, Dacia są w rękach innych koncernów, ale produkuje się je w kraju z którego pochodzą, przez krajowe ręce i mogą być z tego dumni, a my? Mieliśmy hamulce Lucas, wspomaganie z Daewoo i żałosny koniec w 2002 roku. Są przebłyski, niedługo pojawi się Syrena, jest projekt Poloneza o którym wspominałem (którego w sumie narazie nikt nie chce), ale to narazie za mało, potrzebny nam człowiek z kapitałem, który obudzi się rano i powie – chcę odbudować jakąś starą markę samochodu, najlepiej polską! I zapewne taki człowiek się nie pojawi, więc będziemy przez najbliższe dekady bić brawo i kłaniać się w pas Czechom i ich Skodom, przykre.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Gwiazda na masce to nie wszystko

Jakby nie patrzeć na klasę A, to trzeba stwierdzić jednoznacznie, że jest „pralkowata”. Ten przedziwny kształt sprawił, że ciężko było na początku Klasę A W168 sklasyfikować jednoznacznie w jakimś segmencie, ale wyszło na to, że jest to kompakt. Ale w przeciwieństwie do większości marek, tworzących tego typu przedziwne kształty Mercedes miał w tym swój cel.

http://m.autokult.pl/mercedes-klasy-a-616x462-7619334,630,0,0,0.jpgAuto zaprezentowało w 1997 roku i w tej bryle było produkowane, aż do 2004 roku. Był bardzo bezpieczny, bo w NCAP uzyskał, aż 4 gwiazdki, a to wszystko właśnie przez ten kształt. Otóż klasa A, została zaprojektowana, aby był w niej tzw. system absorpcji siły zderzenia czołowego, co oznacza, że przy zderzeniu czołowym silnik i skrzynia biegów nie wpadają do wnętrza pojazdu, a pod podłogę, więc super mogę wyjaśnić znajomym, dlaczego mój samochód tak wygląda, idźmy dalej. To Mercedes, więc w teorii nie możemy narzekać na wykonanie wnętrza i na szczęście jest tak w praktyce. Wnętrze wygodne, solidnie wykonane, z dobrej jakości materiałów, choć może zabrakło im trochę wyobraźni. A klasa nie była też tania, także jej nabywcy nie byli przypadkowi. Wracając na chwilę do kwestii bezpieczeństwa, ludziom z branży znany jest fakt, że A klasa przy gwałtownym manewrze dachowała, problem stał się na tyle poważny, że w 1998 roku W168 było pierwszym samochodem, który miał w standardzie montowane ESP, czyli system stabilizacji toru jazdy. Oferowano silnik 1.4 82 KM, który jest znośny w mieście, ale tam gdzie trzeba pojechać szybciej wolałbyś jechać na kogucie, niż A klasą z tym silnikiem. Jeśli więc podróżujesz dalej musisz wybrać 1.6 102 KM, albo 1.9 125 KM. Jest jeszcze wersja 2.1 140KM, ale akurat ten silnik nie grzeszył bezawaryjnością, a w dodatku z racji swojej rzadkości nie jest też najtańszy.

http://m.autokult.pl/mercedes-klasy-a-wn-c4-9-f7172c9,0,750,0,0.jpg

Musiał się pojawić też diesel 1.7 CDI, który o dziwo wewnątrz samochodu nie był tak bardzo odczuwalny jak większość diesli z tamtych lat. I silnik to nadal w tych czasach najmocniejsza strona Merca, choć nie jest tani w eksploatacji, to jest dosyć solidny, a co się psuje? A no jeden serwis podaje nagminne usterki takich rzeczy jak przełącznik światel, wskaźniki na desce rozdzielczej, włącznik kierunkowskazów, przyciski sterowania szyb, czyli zawinił ktoś z elektryką. Do tych drobnostek dochodzą usterki pompy wspomagania kierownicy, szybko zużywające się gumowe przewody i dość wrażliwe przeguby. Nie jest źle, choć powiem Wam szczerze, że nieźle się napociłem, aby zebrać jakiekolwiek informacje o tym modelu. Nie jest to zbyt popularny samochód, choć wydaje się, że nie jeździ ich mało po naszych drogach. Ale gdy zajrzymy na portal ogłoszeniowy dowiemy się, że obecnie w Polsce wystawionych jest na sprzedaż jakiś 1000 Mercedesów klasy A, dla porównania dodam, że równie drogie i produkowane w tych samych latach Audi A3 jest obecne na tym samym portalu w liczbie 1250. Wniosek jest prosty, że ludzie niechętnie pozbywają się swojej A klasy. Cenowo wygląda to różnie, ale tanio nie jest, za dobrze wyposażony model z silnikiem 1.6 musimy zapłacić około 10 tysięcy i wtedy będzie miał jakieś 13-15 lat, im starsze i bardziej ubogie, tym naturalnie spada cena, do nawet 6-7 tysięcy złotych. Przypadła ona do gustu kobietom i zdecydowana większość właścicieli Mercedesa A klasy to właśnie płeć piękna. Nie potrafię wyjaśnić tego zjawiska, ale to auto tak przylgnęło do Pań, że egzotycznym jest widzieć za jego kierownicą samotnego mężczyznę.

http://m.autokult.pl/mercedes-klasy-a-przekr--382c18d,0,750,0,0.jpg

Jak się jeździ? Świetna widoczność do przodu, dużo miejsca nawet dla mnie, choć lepiej aby z tyłu podróżowały 2, a nie 3 osoby, bo nie jest to zbyt szerokie auto i nie oferuje z tyłu tyle swobodnego miejsca, ile ma w dowodzie rejestracyjnym. Przez ten kształt autem dobrze się parkuje, ale wybaczcie mi, no nie mogę przeżyć tego projektu. Przecież to nie wygląda jak Mercedes, to młodszy, grubszy brat z rodziny królewskiej, którego wygnano za młodu i wrócił dopiero, gdy wysądził się i zdobył prawo do noszenia nazwiska. Nowa klasa A to już zupełnie inna para kaloszy, ale ten przeuroczy ziemniaczek jest jak kawał golonki na stoliku pełnym kawioru, wołowiny argentyńskiej podawanej z pastą truflową. To nie pasuje, co im strzeliło do głowy, że pewnego dnia wstali i powiedzieli – „Słuchajcie!! Robimy hatchbacka, konkurenta Golfa! Będzie jak kiosk na kółkach, ale dzięki temu przy zderzeniu silnik wpadnie pod podłogę a nie na kolana kierowcy”. Owszem chcieli wypełnić jakąś lukę w swojej ofercie i z góry założyli, że potencjali nabywcy i tak się rozwalą. Do mnie A klasa W168 nie przemawia, mimo wielu zalet które wymieniłem, cała idea wydaje mi się chybiona, ale widocznie tylko mi się wydaje, skoro była na rynku 7 lat, a kolejna generacja nadal utrzymywała ten kształt. A jakie są Wasze odczucia?

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Zadziorny roadster – BMW Z3

Nigdy nie ukrywałem, że nie darzę marki BMW specjalną sympatią. Szanuję je za świetne silniki, dobre prowadzenie, ale totalnie nie przemawiają do mnie swoją formą. Są jednak wyjątki takie jak Z3, które wzbudza we mnie pozytywne emocje.

http://media.autokult.pl/809d48a62831b57d3ef9b859f4d335cc,800,600,0,0.jpgMoje pierwsze spotkanie z Z3 miało miejsce jakieś 4 lata temu, gdy starszy brat jednej z koleżanek nabył takowy samochód. Auto było produkowanie od 1997 do 2002 roku i jako roadster całkiem nieźle radził sobie na rynku. Silników było sporo od 1.8 do wersji M 3.2 o mocy 321 KM, dzisiaj jest to rodzynek wart czasem więcej, niż używane Z4. Popularnym modelem była też wersja 1.9 i mocy 118KM lub 140 KM, dzisiaj do dostania od ręki na rynku wtórnym. I właśnie tą wersję prowadziłem jako pierwszą i byłem pozytywnie zaskoczony. Autko daje dużo frajdy, silnik mimo 4 cylindrów i niewielkiej mocy brzmi nieźle, to pomyślcie co było jak później udało mi się poprowadzić wersję 2.2 o mocy 170 KM! Genialny wóz, choć zdecydowanie wymaga pewnego doświadczenia, najlepiej w prowadzeniu BMW, bo to nie to samo co Volkswagen, czy Fiat i to powie Wam każdy właściciel mocniejszej „bejcy” z lat 90. Co z wyglądem? Oczywiście z przodu podkreśla swój rodowód, ale nie jest to takie typowe BMW, ma charakter i aspiracje. Niezależnie czy jeździsz Z3 z dachem, czy bez, to ona zawsze wygląda dobrze. No i oprócz wiatru we włosach daje Wam piękny dźwięk, gdy się ją przyciśnie. Miejsca mi osobiście nie brakowało, ale mam wrażenie, że gdybym był chociaż 5cm wyższy, to byłby dla mnie za mały.

http://m.autokult.pl/bmw-z3-2-301721-616x462-b41cda54,630,0,0,0.jpg

Co prawda mogliby trochę poszaleć z wnętrzem stylistycznie, ale postawili na solidne i znane z poprzednich modeli kształty. Oprócz tego to kabriolet i w przypadku Z3 musicie się liczyć z tym, że po złożeniu dachu, bagażnik praktycznie nie istnieje. Jedną z wad na którą skarżą się właściciele, do których dzisiaj wydzwaniałem to słabe uszczelnienia, przede wszystkim w bagażniku. Ogólnie rzecz biorąc Z3 jest autem, które nie sprawia wiele problemów właścicielowi, o ile o nią dba. Uszkodzenie, które potwierdziło się w 7 na 11 wykonanych telefonów to wentylator chłodnicy, a przegrzane Z3 to okropne wydatki. Jeden Pan uściślił, że chodzi o sprzęgło wiskotyczne wentylatora chłodnicy, które z biegiem czasu ulega uszkodzeniu. Kilka modeli z warsztatu tego samego Pana pojawiło się ze zjedzonymi nadkolami i progami, a to przecież nie był tani samochód! Swoją drogą Pan mówił, że na bieżąco jeszcze 2 lata temu serwisował 6 takich modeli, a mieszka w Gdańsku, tak więc trójmiasto oficjalnym miastem Z3 w Polsce, jest tam już człowiek, który wie o nich wszystko, serdecznie pozdrawiam! Co do zawieszenia to już kwestia tego jak był jeżdżony, a raczej upalany. Należy pamiętać, że serwis Z3 nie będzie należał do najtańszych, chcesz BMW? 

http://media.autokult.pl/06de9f377fb2c921ec8daf15b1efaf13,800,600,0,0.jpg

No to płać, life is brutal. Lubię kabriolety, ostatnio często o nich piszę, ale sam nie wiem czy kupiłbym sobie, nie do końca jestem przekonany, czy takie auto do mnie pasuje. Jeśli już miałbym kupić to problem byłby jeszcze poważniejszy – którego wybrać? Pisałem o MX-5, które jest matką wszystkich roadsterów, Merc SLK, który ma w sobie klasę no i teraz Z3, które daje radość z jazdy (chyba, że jesteś fanem automatycznej skrzyni biegów). Ciężka sprawa, pewnie zadecydowałaby cena, a BMW nie należy do najtańszych. Ceny dobrych egzemplarzy zaczynają się od 15 tysięcy złotych, poniżej nawet nie ma co patrzeć bo w większości są powypadkowe, albo upalone. Z3 to chyba moje ulubione BMW i minęło sporo czasu od mojej ostatniej jazdy tym autem, dlatego jeśli jesteś właścicielem tego auta i udostępnisz go do filmiku, to pisz na maila, dogadamy się jak zrobi się cieplej!

Źródłem zdjęć jest:
http://autokult.pl

Nubira, czyli coś co trudno znaleźć

Daewoo Nubira, która zadebiutowała w 1997 roku, jako następca Espero to samochód wygodny, dosyć ładny i stosunkowo tani w eksploatacji. Sprawdzając portale ogłoszeniowe można łatwo dojść do wniosku, że mój tytuł to zupełne przeciwieństwo rzeczywistości. Ale nie dajcie się zwieźć, bo znaleźć dobrą Nubirę jest naprawdę trudno.

http://m.autokult.pl/daewoo-nubira-1-245698-6-dec6c8e,630,0,0,0.jpg

Ten tani wynalazek klasy średniej to dobra alternatywa dla dużo starszych przedstawicieli tej rasy. W dodatku kuszą niskie koszty eksploatacji oraz dobra tolerancja instalacji LPG. W standardzie montowana z silnikiem 1.6 16V DOHC 106 KM, taka sama jak w Lanosie, lub coś ciekawszego jak 2.0 16V DOHC 133 KM. Ta druga lubi więcej połknąć w mieście, ale na trasie mniej daje w kość i pali tyle samo. To właśnie silnik Nubiry to jej największy atut poza ceną. Poza drobnymi wyciekami, które pojawiają się w każdym aucie, ciężko cokolwiek jej zarzucić. Zasługuje jak najbardziej na miano bezawaryjnej jednostki, mimo powszechnej opinii. Kolejna sprawa – to chyba najmniej gnijące Daewoo. To nie oznacza oczywiście, że to auta w których blacha będzie czysta, bo tak nie będzie, lecz dobre zabezpieczenie antykorozyjne konstrukcji pozwala nam na wstępie, przy oględzinach stwierdzić wypadkowość modelu Nubira. Bo jeśli gnije podłoga, podłużnica, albo progi możecie być pewni, że auto miało przygodę. No i z tym jest kłopot, bo Nubira, która do setki przyspiesza w mniej niż 10 sekund, to łakomy kąsek dla turbo debili, którzy przeceniają swoje umiejętności. 

http://m.autokult.pl/daewoo-nubira-7-245698-39920e8c3,630,0,0,0.jpg

W efekcie auto ląduje na drzewie, w rowie a potem idzie do Mirka na tydzień i kończy na olx. Stąd właśnie mój tytuł, Nubira w stanie do jazdy, nie do oddania na złom to w niższym przedziale cenowym ewenement, chyba że macie określoną z góry poważną usterkę, jak na przykład uszczelka pod głowicą. Dlatego nie napalajcie się na Nubirę za 2 tysiące, za zadbany model, nawet pierwszej generacji trzeba przygotować około 3500 złotych. W grudniu jeździłem dwoma, obie były w stanie fatalnym, lecz mimo to zachowały podczas prowadzenia największe atuty – komfort i przyjemność w prowadzeniu mimo miękkiego zawieszenia. Wiele użytkowników skarży się na nieprecyzyjny układ kierowniczy, przede wszystkim Ci, którzy poruszają się po mieście, ale to da się przeżyć, pamiętajmy że to tani samochód. W środku jest pojemny, przestronny, nawet w 5 osób jedzie się wygodnie. Co się psuje? Problemy z zawieszeniem – tuleje wahaczy, jak i same wahacze to dosyć popularna usterka większości Daewoo, także Nubiry. Problemy z elektryką – centralny zamek, elektryczne szyby takie drobne bolączki tego modelu. No i modele z instalacją lpg, jeśli były niewłaściwie eksploatowane (patrz jakieś 70% tych które jeździ) to auto po około 200-250 tysiącach kilometrów zaczyna zjadać olej, a głowica nadaje się do regeneracji. 

http://m.autokult.pl/daewoo-nubira-wagon-uk-s-3dc3af5,630,0,0,0.jpg

Tym bardziej odradzam większość Nubir w podejrzanie niskiej cenie, no chyba że chcecie się bawić w remonty, to już Wasza wola. Nie chcę wyjść na fana Daewoo, ale to kolejne auto, które po prostu im wyszło. Miało być tanie, proste i sprawiać radość i takie właśnie jest. Nie odważę się go porównywać do 3 razy droższych aut, to byłoby głupie, próbując go zestawiać w przedziale około 4 – 5 tysięcy złotych, może się okazać że Nubira będzie – najtańsze w eksploatacji, najlepiej wyposażona i największa. Co czyni ją świetną propozycją. I nie przejmujcie się opiniami ludzi, którzy w życiu nawet nie usiedli za kierownicą tego samochodu. Podzwońcie jak ja po warsztatach, zróbcie mały wywiad i sami przekonacie się jak jest naprawdę.