Klasyki na każdą kieszeń

Rozglądając się po ulicach można dojść do wniosku, że moda na klasyki wcale nie przemija. Co więcej – przybiera na sile, widać coraz większe poszanowanie dla samochodów 25+. Mnie motomaniaka niezmiernie to cieszy, wielu z Was zapewne nie raz myślało o tym, aby znaleźć coś dla siebie. Samochód, który będzie na tą przysłowiową niedzielę, który można pucować, dłubać przy nim, powoli doprowadzać do stanu świetności. Stąd właśnie dzisiejszy wpis, bo zajmiemy się autami, które można za rozsądne pieniądze kupić i nazwać je klasycznym bez żadnych kompleksów wobec innych.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/polonez-caro-4-411c65e22504fead1.jpgZacznę od auta, które bardzo lubię, choć są ludzie, którzy zwyczajnie go nie szanują. FSO Polonez w wersji Borewicz, czy popularna przejściówka już od pewnego czasu fukcjonują, jako klasyki, ale co z Polonezem Caro? Teoretycznie ma już wszystko co powinien mieć klasyk – historię, technologię prostą jak budowa cepa, a dla nas jest jednym z symboli zmotoryzowania naszego kraju. Wiele modeli nadal jeździ, jako użytkowe samochody, nie ma się co dziwić, bo jeśli dba się o niego, to mimo iż jest paliwożerny, koroduje gdzie popadnie i wolniejszy niż wózek sklepowy to nadal pełnoprawne auto. Martwi mnie, że znika z naszych ulic w demonicznie szybkim tempie, dlatego nawołuję, kupujcie Caro i bawcie się nim!

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/polonez-caro-3-b0e65a9c3fc7c8e6b.jpgCzęści są dosłownie wszędzie, każdy powoli sam jest w stanie go naprawić, nawet jeśli blacharsko jest już nadgryziony to każdy lakiernik zrobi Wam to auto za grosze. Równie tanio można go kupić – 1000-1500 złotych, czasem taniej. I choć nie wzbudza stylistycznie zachwytu u laików to uwierzcie mi, za 5-10 lat będzie tak samo egzotyczny, jak Borewicz.
Kolejne auto brzmi w zestawieniu mojego autorstwa co najmniej dziwnie. Wszyscy wiedzą, jaki mam stosunek do Peugeotów, ale niewielu wie, że darzę ogromnym szacunkiem, a nawet sympatią model 205. Jest z czasów, gdy ta marka była na fali, nie bała się wyzwań, robiła rzeczy, które w tamtych realiach wydawały się nie do pomyślenia. Jak chociażby model GTi, który stał się legendą. Był samochodem sportowym dla każdego i nie tylko ten model robił robotę.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/peugeot-205-gti-1984-r14-da398f1.jpgLekki Peugeot zjadał nudne sedany nawet z silnikiem 1.4 o mocy 80KM. Jeździłem nim wiele razy, wersją GTi również, to auto jest po prostu dobrze zrobione, dziko wchodzi w zakręty, jeśli ma fajny wydech to warczy, jak rajdówka. Zadbajcie o jego lakier, dorzućcie fajne felgi i macie klasyka, którego wielu Wam pozazdrości. Zadbany model można nabyć za 2000 zł, a najtańsze chodzą po 1200 zł!
Zaskoczę Was znowu, bo następny samochód jest autorstwa kolejnej marki, której nie darzę zbytnią sympatią, o czym stali czytelnicy doskonale wiedzą. Ale mimo wszystko muszę w tym miejscu wspomnieć o Oplu Kadecie. Ostatnie generacje też powoli umierają, znikają z ulic, a to źle, bo jeżeli brać pod uwagę historię, to Kadett ma o czym opowiadać. Pierwsza generacja weszła do sprzedaży w 1937 roku, to dopiero piękna historia, kompakt, który pojawił się na rynku na długo przed Golfem.
https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/e-b60ced50ce08417025a7eeba580a5d.jpgWersję z lat 80 bardzo ciężko dostać, czasem można napotkać pojedyncze modele, jedne absurdalnie drogie, inne absurdalnie zaniedbane. Ale to również bardzo tanie do utrzymania auto, części nie brakuje, a zawsze można pójść nieco łatwiejszą drogą i wybrać wersję E, której jeszcze trochę zostało. Za parę lat będzie kultowy, choć na takiego nie wygląda. Pomyślcie, że po swojej śmierci był dawcą części dla Chevroletów, Pontiaców i najbardziej nam znanych Daewoo. Tania, prosta konstrukcja, która po prostu ma się nie psuć i taki właśnie był Kadett, dlatego on również zasługuje na szacunek. Wiele modeli, które jeszcze jeździ po ulicach aż się prosi, aby zamknąć się z nimi w garażu na długie godziny. Ceny również są śmieszne, ten sam przedział, co Caro i 205, a mi udało się znaleźć takiego na chodzie za 800 zł, co prawda bez progów, ale podłoga i nadwozie były praktycznie nie ruszane.

http://media.autokult.pl/5b2e997398b785ac0d0b581ffdffe954,800,600,0,0.jpgW to grono można wrzucić jeszcze kilka innych aut – Audi 80, BMW E34, Forda Escorta, Skodę Favorit, Fiata Pandę I, Daihatsu Charade, Volvo 440, Renault 19, wszystkie za mniej niż 1500 zł! Czekają na kogoś, kto odmieni ich los i wpisze na listę klasyków. Wielu sceptycznie podejdzie do tego wpisu, ale ja wierzę, że są wśród Was tacy fani motoryzacji, którzy potrafią z nich zrobić auto, którego za 10 lat zazdrościć będą właśnie Ci negatywnie nastawieni do tematu. Zatem do dzieła!

 

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Neutralny, pozytywny diesel – Opel Astra I

Stała się rzecz dziwna. Przejechałem się Oplem Astrą I, w dodatku z dieslem 1.7 TD pod maską. Silnik oplowski, wywodzący się jeszcze z Kadetta, a nie z pod znaku Isuzu. Nigdy nie pociągała mnie Astra, a tym bardziej diesle, ale z ciekawości postanowiłem zrobić parę rundek, porozmawiać z właścicielem i dzisiejszy wpis jest poświęcony temu modelowi.

http://media.autokult.pl/531637e415dfc437f6e94adfd46a542c,400,300,0,0.jpgAstra I (F) zastąpiła w rodzinie Opla wysłużonego od kilku dekad Kadetta. I dobrze, miała zupełnie inną stylistykę i jest z nami po dziś dzień. Nie porywa wyglądem, ale nie jest też brzydka, zastanawiał się czy da się zrobić bardziej neutralny emocjonalnie samochód? To idealna propozycja dla ludzi, którzy traktują samochód, jak narzędzie do przemieszczania się z punktu A do B, czyli dla większości. Stąd już wiemy, dlaczego Astra jest tak popularnym pojazdem. Drugie miejsce w plebiscycie Europejski Samochód Roku 1992 jest dla mnie absolutnie niezrozumiały, bo Astra niby przegrała z Golfem III. To absurd, bo moim zdaniem jest od niego lepsza pod każdym względem, nic nie przemawia nawet dzisiaj za kupieniem Golfa, zamiast Astry. Powiem więcej, wersja sedan naprawdę może się podobać, mimo iż to zwyczajny kompakt, którego bryła nie ma w zasadzie żadnego charakteru. Ale, gdy dodamy mu kuferek z tyłu zaczyna się coś dziać, kiedyś myślałem nawet o zakupie Astry, padło wtedy jednak na Fiata Palio, co okazało się nie lada głupotą.

http://s1.blomedia.pl/autokult.pl/images/2010/01/astra_wnetrze.jpgWersja, której poświęciłem kilka godzin mojego czasu, czyli diesel 1.7 od początku skojarzyła mi się z Isuzu, które nie ma dobrej opinii wśród użytkowników i dziennikarzy. Ale właściciel zapewniał mnie, że to silnik GM. No i proszę, doedukowałem się w tym zakresie, bo rzeczywiście tak właśnie jest. Wersja o mocy 68 KM, która posiada dwa wentylatory chłodnicy cieczy i chłodnicę oleju silnikowego to właśnie diesel Opla. No więc dobra czas na jazdę próbną, samochodem za rozsądne pieniądze, który jeździ na paliwie ciągnika rolniczego. Drgania, głośna praca, to oczywiście normalne, smród na zimnym silniku, cały urok diesla. Ruszamy 68 konnym potworem w trasę i małe zaskoczenie. Jest jak na diesla dość żwawy, w porównaniu do silnika 1.9 D Fiata to o niebo lepsze doświadczenie. Auto jakoś się rozpędza, po zamknięciu drzwi, przy 2 tysiącach obrotów nie ma tragedii, da się swobodnie rozmawiać, nawet siedząc na tylnej kanapie. Komfort jazdy wiele się nie różni, zawieszenie standardowo, jak we wszystkich Astrach I dość miękkie, ale kubka z kawą wypełnioną po brzegi raczej proszę nie wozić.

http://m.autokult.pl/autowp-ru-opel-astra-sed-f99181e,625,0,0,0.jpgBiegi w porządku, wchodzą nawet lepiej niż w moim Fordzie, a gdy auto się zagrzeje delikatne drgania drażnią przez jakieś 10 minut, potem można przywyknąć. Chodź był efekt ciszy, gdy po jeździe próbnej wsiadłem do Forda i stałem na światłach, czułem się jakbym miał wyłączony silnik, tak bardzo przywykłem do klekotu diesla. Jednostka Opla jest mniej awaryjna niż ta od Isuzu, pali w granicach 6 litrów na 100 kilometrów, chyba, że przekiblujemy w korkach to może połknąć nawet 7,5 litra. Za to, gdy wyjedziemy na drogę szybkiego ruchu, wrzucimy piąty bieg i pojedziemy sobie 100 km/h (nie więcej) można tak jechać na pełnym baku nawet 1000 kilometrów, nieźle! Ja na pełnym baku gazu i pełnym benzyny przejadę niewiele więcej, bo 1200 kilometrów. Moja niechęć do silników diesla została powiedzmy w jakiś sposób przełamana przez tego starego, oplowskiego diesla, choć czy mógłbym nim jeździć sam na co dzień? Myślę, że nie, ale teraz w 100% rozumiem tych, którzy kupują coś takiego i traktują, jak narzędzie do pracy. Gdybym był człowiekiem, który nie czuje mięty do motoryzacji, pewnie też miałbym pod domem diesla i nie martwił się, że powyżej 120km/h mogę dostać ataku epileptycznego.

http://media.autokult.pl/e3b53f625414133e11dfdb4ceb57885c,800,600,0,0.jpgA teraz najlepsza część, Astra, którą jechałem kosztowałaby mnie 1100 złotych! Coś niesamowitego, oczywiście ma 200 rys na masce, jedna ma 40cm i wygląda jakby powstała na skutek kontaktu z grubym śrubokrętem, wydech do roboty, bo ma dość sporą dziurę i prędzej czy później złamie nam się w pół, lekkie zapocenia i korozja progów i opony do kupienia, ale to wszystko da się zrobić i nie będzie to kosztowało wiele. Pamiętajmy, że stare Ople są w utrzymaniu prawie tak samo tanie, jak Daewoo czy Fiat. To jest przełom, bo Astra I diesel, najbardziej neutralny i wydawałoby się jeden z najnudniejszych aut świata wywarł w miarę pozytywne wrażenie. Chamstwem i ignorancją byłoby mu wystawić negatywną ocenę, to auto które było warte każdej złotówki, a sprzedający był w stanie się targować do równego 1000 złotych. I choć wydaje się nam, że na rynku samochodów używanych w tej cenie nie ma już nic co nadaje się do jazdy, to w najbliższym czasie przekonacie się, że jest inaczej, a to tylko pierwszy przykład.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Mój 8 samochód – Ford Scorpio

Panie i Panowie przedstawiam Wam mój kolejny samochód. Zakupiłem używanego Forda Scorpio z 1991 roku, sprowadzonego do Polski w 2001 roku. Kierowałem się przede wszystkim nieodpartą chęcią posiadania auta klasy wyższej z lat 90 i tak też postąpiłem. Scorpio Mk.1 to samochód, który prawie wymarł na naszym rynku. Głównie przez korozję i napęd na tył, który wyzwala w mężczyznach dziwne zjawisko popisywania się. 

http://i58.tinypic.com/2vb502f.jpg

Mam tutaj silnik 2.0 o mocy 120KM, czyli silnik odprężony, który lubi pożerać kilometry. Mimo niewielkiej mocy auto ma kopyto, udało mi się to już sprawdzić na drodze ekspresowej, 4 bieg, 2.5 tys. obrotów i prędkość na liczniku – 120 km/h na nawigacji 116km/h. Więc jest dobrze, coś w końcu mam pod prawą nogą. Auto ma napęd na tył, co dla mnie też było dużym atutem, bo wolę je od przednionapędówek. Wygląda fajnie, delikatnie zaokrąglona linia z przodu, ale zachowano kanciate kształty, jak to przystało na przełom lat 80 i 90. Wielkie światła z przodu, delikatna atrapa, muskularne zderzaki. Jest świetny, bardzo mi się podoba zewnętrznie. Idąc dalej w stronę rzeczy istotniejszych, auto ma sporo części na rynku wtórnym dostępnych na portalach aukcyjnych i w skupach. W sklepach motoryzacyjnych nie brakuje części eksploatacyjnych, choć tu w końcu będę płacił normalne pieniądze za filtry, świece i uszczelki, kiedyś trzeba było. Wizualnie jest kilka mankamentów – odpryski na przednim zderzaku, pęknięty zderzak tylny. Na szczęście nie ma problemów z korozją, więc odetchnę od tego przynajmniej na jakiś czas. Instalacja gazowa ważna do 2021, butla niestety w bagażniku, ale tu kufer jest tak wielki, że nie będzie mi to zbytnio przeszkadzało, przypominam, że to wersja sedan, która jest dłuższa niż cokolwiek w mojej okolicy. 

http://i58.tinypic.com/qrg6lt.jpg

Ten samochód jest znacznie większy w rzeczywistości niż na zdjęciach, prawie 4,8 metra długości + hak, którym mógłbym pociągnąć dom. Nie przeszkadza mi to, do parkowania się przyzwyczaję, a jeśli nie to zainwestuję w czujniki parkowania. Auto ma ważne opłaty, technicznie póki co nie narzekam. Na dzień dobry musiałem kupić akumulator, a z racji silnika był to sprzęt o pojemności 80 Ah. Oprócz tego kupiłem opony, bo na aucie mam zamontowane letnie gumy, a tak być nie może. Trochę małe mam te koła jak na gabaryty, bo to przecież tylko 14 cali, na wiosnę będę szukał alufelg 15 cali. Co muszę naprawić? Póki co nie działa licznik kilometrów na desce rozdzielczej, nie mogę otworzyć baku z paliwem, bo zamek jest wyłamany (na szczęście Scorpio odpala i płynnie jeździ na gazie), lekki wyciek z z pod pokrywy zaworów, trzeba znaleźć nowy uszczelniacz wału, coś lekko popukuje z przodu przy większej dziurze i tyle znalazłem. Wydech był spawany, więc spodziewam się, że po zimie coś tam może puścić, ale póki co się tym nie martwię. Autem jeździ się genialnie, ma kopa, dzięki podwójnemu wydechowi brzmi rasowo, a oprócz tego ma miękkie zawieszenie, to najbardziej komfortowe auto jakie miałem, ośmielę się powiedzieć, że jest bardziej komfortowy od Vectry C, czy Passata B4. 

http://i59.tinypic.com/33op1mw.jpg

Wnętrze zadbane, widać, że fotel kierowcy był wymieniany, zapewne wyglądał fatalnie. Wszystko działa, są małe problemy z otwieraniem drzwi z centralnego zamka od strony kierowcy, ale to też pewnie będzie się dało szybko naprawić. Szyberdach udało mi się otworzyć raz, a teraz mam z tym problem, muszę trochę pogrzebać. Głupie w naszym kraju, interesowanie się przebiegiem każe mi się podzielić tą informacją. 284 tysiące km i chętnie pokażę jak może wyglądać i jeździć auto z takim przebiegiem, bo dla wielu malkontentów to może być szok. Jak już wspomniałem, nie przerażają mnie tego typu przebiegi, bo to NIE JEST duży przebieg, tylko normalny. To u nas utarł się jakiś durny stereotyp na ten temat. Wracając do samochodu jestem zachwycony póki co, nie będę oczywiście chwalił dnia przed zachodem słońca, trochę chcę w nim porobić, na wiosnę czeka mnie przegląd techniczny, raczej nie powinno być żadnych przygód, ale lepiej dmuchać na zimne. Zrobię jakiś filmik, będziecie mogli poznać go bliżej.