Szukamy auta 4×4!

Dziś w dylematach coś, czego na blogu jeszcze nie było! Radosław, który dołączył do stałych czytelników bloga jakiś czas temu na wstępie informował, że w razie zakupu nowego auta na pewno się odezwie. Jest byłym właścicielem Fiata Panda, ale nie byle jakiego, bo ze stałym napędem na 4 koła! Nie jest to jednak jego fanaberia, mieszka w Kościelisku, tak więc napęd na 4 koła jest dla niego bardzo istotny.

Szukamy samochodu z napędem na 4 koła, ale wolałbym żeby był to samochód od podstaw stworzony, jako terenowy. Mój budżet to 15000 złotych, tegoroczna zima pokazała, że Panda 4×4 to zdecydowanie za mało, jeśli chodzi o poruszanie się w moich okolicach (Kościelisko, Zakopane, Poronin). Auto nie musi mieć wielkiego silnika, wolałbym tego uniknąć, a jeśli już to niech to będzie diesel. Jedyne auto, które wykluczam na wstępie – Land Rover, ze względu na koszty utrzymania i niechęć do tej marki.
https://i.wpimg.pl/1200x0/m.autokult.pl/autowp-ru-suzuki-grand-v-4326d39.jpgDość rozsądne podejście, chociaż w dzisiejszych czasach koszty utrzymania Freelandera wcale nie są, aż tak wysokie. No, ale skoro Radek nie chce, to nie będziemy mu go proponować. Kilka ciekawych aut się pojawiło, obdzwoniłem, pojeździłem i tak oto zaczynamy naszą przygodę z autami 4×4. Zaczniemy dość klasycznie, bo w tej cenie jest sporo aut z Japonii, ale takie najbardziej przyjazne, ciekawe i spełniające Twoje wymagania finansowe silnikowe to Suzuki Grand Vitara. Niestraszne są mu żadne górskie realia. W tej cenie dostaniemy model z 2001 roku, udało się znaleźć wersję diesel. 2.0 HDi o mocy 109 KM to świetna jednostka, dość elastyczna i co ważne ekonomiczna! 7 litrów na 100 kilometrów to naprawdę dobry wynik, jak na auto z napędem na 4 koła.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/67a5d5928ba522bf41739aa94c4e5c0b.jpgCzęści ogólnie dostępne, tanie, gorzej ze znalezieniem mechanika, który się tym autem zaopiekuje, ale myślę, że w Twoich okolicach tego typu auta są dość popularne i nie będziesz miał problemu ze znalezieniem dobrego fachowca. Za cenę 13000 złotych masz 5 drzwiowe auto z realnym przebiegiem i wyposażeniem z XXI wieku, czyli ABS, elektryczne szyby, centralny zamek, klimatyzacja. Suzuki Grand Vitara ma tez na pokładzie 2 poduszki powietrzne, a w testach Euro NCAP otrzymała 3 gwiazdki, nieźle jak na 16 letnie auto. Jak się jeździ? Jest bardzo intuicyjne, wsiadasz, ustawiasz wszystko pod siebie i jazda. Nie jest to najpiękniejsze wnętrze, to fakt, ale miejsca nie brakuje, bagażnik jest strasznie mały, ale jak złożysz kanapę to raczej zmieścisz już wszystko, co zazwyczaj przewozi się w samochodzie. Nie nadgryza go ząb czasu, nie jest w zasadzie podatny na korozję. To naprawdę bardzo rozsądna propozycja, aż dziwne, że wypłynęła ode mnie.

https://d-mf.ppstatic.pl/art/ao/x3/juxelfk08ggoowsokcwk0/hyundai_santa_fe_regiomoto.1200.jpg No, ale byłoby zbyt pięknie, gdyby Suzuki nie miało konkurencji. Ma jej dosyć sporo, a z tego ogromu ofert zdecydowałem się na pokazanie Ci koreańskiej odpowiedzi na japońskie 4×4. Hyundai Santa Fe – sam miałem początkowo obiekcje i pomijałem ten samochód, ale było ich tak wiele, że nie mogłem się powstrzymać, żeby się nim przejechać. Powiem szczerze – warto było, bo to ogromne zaskoczenie. Testowany model był 3 lata młodszy od Suzuki, również miał pod maską silnik diesla – 2.0 CRD o mocy 113KM. Moim zdaniem wygląda dużo lepiej niż Suzuki i co dość istotne – ma znacznie lepsze wyposażenie. Klimatyzacja automatyczna, ABS, elektryczne szyby i lusterka (w dodatku podgrzewane), skórzana tapicerka, podgrzewane fotele. Czego chcieć więcej? W środku wykonanie nie jest najwyższej jakości, ale nie jest najgorzej.

http://m.autokult.pl/hyundai-santa-fe-jpg-bf142c1b3ac,750,470,0,0.jpgJak użytkowanie? Parę osób skarżyło się, że ten silnik jest zdecydowanie za słaby i rzeczywiście racja jest po ich stronie, bo auto waży prawie 2 tony i naprawdę nie jest demonem prędkości. W dodatku spalanie na poziomie 9-10 litrów to podobno norma w jego przypadku. 2.0 CRD miało w największe mrozy problem z odpalaniem, 3 osoby z którymi rozmawiałem przyznały to otwarcie na wstępie. Koszty utrzymania porównywalne do Suzuki, ale Santa Fe jest znacznie większy, może nawet wygodniejszy. Jak się nim jeździ? Podstawowa sprawa to wyciszenie, którego praktycznie nie ma, nie wiem czego użyli do wyciszenia wnętrza, prawdopodobnie kleju do tapet. Jeśli jeździsz nim do 2 tysięcy obrotów jest w porządku, ale czasem trzeba ten silnik przycisnąć, żeby wyjechał żwawo pod górkę, więc w Twoich okolicach będzie trzeba znosić ten odgłos jednostki CRD dosyć często. Ma swoje wady, nasunęło się ich więcej niż w przypadku Suzuki, ale mimo wszystko dostajesz wielkie auto, z dobrym wyposażeniem, młodsze i w tej samej cenie.

https://i.wpimg.pl/315x211/m.autokult.pl/honda-hr-v-1-304989-616x-4347d7c.jpgCzy warto wspomnieć o jakimś aucie jeszcze? Wykluczyłeś Land Rovera, choć z miłą chęcia wpakowałbym Cię do Freelandera, może zmieniłbyś zdanie. Nie chcesz też auta z wielkim silnikiem, rozumiem to, choć tutaj z kolei kusi mnie pokazanie Ci Jeepa Grand Cherokee z silnikiem diesla 3.0. Nie pokażę Ci natomiast Opla Frontera, bo jest straszny. Pozostaje mi na koniec inny japończyk – Honda HR-V. Najmniejszy z całej trójki, ale przecież jeździłeś Pandą, więc to może być dla Ciebie duży plus. Tutaj masz benzynowe 1.6, 2.0, które znajdziesz w tej cenie nawet z instalacją gazową. Bardzo solidny, w wyposażeniu też niczego mu nie brakuje od ABSu, poduszek, po elektryczne szyby i klimatyzację. Jest najstarszy z całej trójki, najbardziej zadbany model znalazłem z 1999 roku. Co do stylistyki zdania są podzielone, wzbudza uwagę, mi osobiście się podoba, nie ginie w tłumie kanciatych terenówek z początku XXI wieku. Użytkownicy bardzo chwalą to auto, narzekać mogą pasażerowie z tylnej kanapy, bo nie ma tam zbyt dużo miejsca. Z usterek usłyszałem tylko o słabym sprzęgle, ale akurat w modelu, który testowałem wymieniono je 2 miesiące wcześniej. Tak więc mamy dość rozsądne, choć nudne Suzuki, dobrze wyposażone, ale głośne i paliwożerne Santa Fe i małe, ale zadziorne HR-V. Wybór należy do Ciebie, ja po Pandzie zdecydowałbym się na HR-V.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Mocny, głośny i pazerny – Chevrolet Camaro

Mocne uderzenie na początek lutego! Samochód legenda, kolejny okaz zza oceanu, który przyspiesza bicie serca wielu fanów motoryzacji. V8 pod maską, 432 KM, silnik 6.2, czyli Chevrolet Camaro V.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/chevrolet-camaro-274377--e1b78a9.jpgWiele jest aut, które chętnie widziałbym u siebie pod domem, ale Camaro jest samochodem z nieco innej bajki. Kocham Mustanga, nigdy się tego nie wyrzeknę, ale jeśli postawi mi ktoś obok niego Camaro mam niepohamowaną ochotę wsiąść właśnie do niego. Robi wrażenie bardziej agresywnego, nieokiełznanego, jakby chciał powiedzieć – „Masz jakiś problem?”. Jeszcze bardziej niesamowite jest to, że można go kupić w cenie nowego Forda Mondeo i dużo taniej niż niedawno opisywane BMW Serii 3. Co prawda to nadal używane auto, ale jakie ono robi wrażenie, jak bardzo jest inne od tej całej masy, która porusza się po polskich drogach. Oczywiście nie jestem wariatem do szpiku kości, zdaję sobie sprawę, jakie niesie za sobą konsekwencje posiadanie takiego samochodu w naszych realiach. Spalanie, wysokie opłaty, problemy z serwisem, rozmiary, weźmy jeszcze pod uwagę, że to produkt General Motors, więc po dłuższym namyśle można dojść do wniosku, że łatwiej go ukraść, niż kupić.

http://m.autokult.pl/2016-chevrolet-camaro-17-a5b46d2,910,500,0,0.jpgDość tych dywagacji, skupmy się na samym wozie. Jest wielki, jak ciągnik siodłowy – 4,8 metra długości, 1,9 metra szerokości sprawia, że każdy, europejski odpowiednik sika w majtki, gdy widzi coś takiego w lusterku. Testowany model wcale nie był podstawową wersją, miał czym straszyć. 5,2 sekudny do setki czynią go zjadaczem autostrad, choć prędkość jest ograniczona do 250 km/h to można to przeboleć, u nas i tak nie można jeździć więcej, a na niemieckiej autostradzie wcale nie jest łatwo rozpędzic się do takiej prędkości. Jakby na  to nie spojrzeć to do osiągów nie można się przyczepić, w tej cenie Camaro wydaje się bezkonkurencyjne. Jak wnętrze? Choć wydaje się to nieprawdopodobne, ale jest jeszcze gorzej zrobione od Mustanga. Te plastiki są straszne, ale gdy już go odpalisz zapominasz dosłownie o wszystkim, nie mam słów, które opiszą ten dźwięk, rasowy, charakterystyczny, nie do podrobienia.

http://m.autokult.pl/2016-chevrolet-camaro-26-a1e795a,910,500,0,0.jpgJeżeli masz na składzie trochę gotówki, a wokół siebie sporo przestrzeni to szybko dojdziesz do wniosku, że Camaro to idealne auto do oczyszczenia świata z opon. 569 Nm momentu obrotowego robi swoje, niestety nie mogłem się nacieszyć tym momentem zbyt długo, zważywszy na to, że mieliśmy tylko dwa komplety, a mnie nie było stać na zakup kolejnego. To co Was zaskoczy – testowane Camaro miało manualną skrzynię biegów! To dopiero zabawa, choć znam ludzi, którzy uznaliby to za wadę, to nie martwi mnie to specjalnie, bo Ci sami ludzie przy oględzinach Camaro nie zwracaliby uwagi na silnik, brzmienie, stylistykę, o nie! Ich głowę zaprzątałby zupełnie inny problem – gdzie tu wpakować butle z gazem? Fakt, że samochód pali 26 litrów na 100 kilometrów, aż prowokuje do takich rozważań, ale no zlitujmy się, stać Cię na Camaro? To powinno Cię być stać na paliwo do niego. Wsadzić gaz do Camaro to jak oświadczyć się kuzynce, wygodne, bo ślub będzie tańszy, w końcu macie tą samą rodzinę, ale cały otaczający Cię świat będzie miał poważne wątpliwości co do Twojego zdrowia psychicznego.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/chevrolet-camaro-z-pakie-99708ee.jpgCzas ruszyć w trasę, która liczy ponad 80 kilometrów. Serce biło mi tak mocno, jakbym się zakochał, co w moim przypadku wydaje się bardzo dziwne, bo podobno ja nie mam serca. Silnik jest naprawdę głośny, tak bardzo, że udało nam się uruchomić alarm w Toyocie Yaris. w środku można sobie darować konwersacje, jeśli masz zamiar jechać tym autem tak jak rasowym muscle carem to nie łudź się, że będzie szansa na inteligentną rozmowę, to auto Ci na to nie pozwoli. Warczy na wszystko i na wszystkich, wgniata w fotel, a jeśli ciągniesz go na 5-6 tysięcy obrotów to przenosi drgania do środka. Czy to wada? Absolutnie nie! Dzięki temu czujesz się częścią tego samochodu, jakbyś miał się z nim zrosnąć i zostać na zawsze, szczerze? Nie miałbym nic przeciwko, co za wspaniały samochód. Mam gdzieś tą twardą kierownicę, niespasowane plastiki, nie przemawia do mnie nawet to, że nie będę go miał gdzie zaparkować, miałem ciarki na plecach przez całą podróż, a to największy komplement, jaki może ode mnie dostać samochód. Kilka godzin spędzonych z Chevroletem Camaro to zdecydowanie za mało, to auto nie można sobie wypożyczyć, czy pojeździć chwilę, to jest zwyczajnie niebezpieczne. Jak z paleniem papierosów, nie ma czegoś takiego, że zapalisz raz i potem nie chcesz do tego wrócić. Możesz się na siłę powstrzymywać, odurzać innymi zamiennikami nikotynowymi, ale to nigdy nie będzie to samo. Aby zaspokoić swój głód musisz kupić paczkę papierosów, tak samo jest z Camaro, aby zaspokoić głód motoryzacyjny musisz je mieć. Nieważne, że będziesz musiał sprzedać cały dobytek, żeby go zatankować, nieważne, że Twoja dziewczyna połamie paznokcie na plastikach wewnątrz, to nie ma żadnego znaczenia, ponieważ gdy już skończą się pieniądze na paliwo ją też będziesz musiał sprzedać i możliwe, że zrobisz to bez zawahania. Dlatego ten samochód jest po prostu niebezpieczny, bo zmusi Cię do tego, żebyś wyrzekł się wszystkiego w imię posiadania go na stałe. Nigdy nie myślałem, że znajdzie się wóz zza oceanu, który pokocham bardziej niż Mustanga, ale ten epizod z Camaro nie pozostawił mi żadnych złudzeń, to najlepszy amerykański samochód, jaki kiedykolwiek prowadziłem.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

BMW 316i F30, czy spodoba się każdemu?

BMW to marka, która budzi skrajne emocje. Dla jednych marzenie, samochód po prostu idealne, inni uważają go za przereklamowane i absurdalne. Najnowasza wersja BMW serii 3, czyli F30 nie odstaje od tego schematu, ale testowana wersja ma na pokładzie automatyczną skrzynię biegów, czy przekonuje do siebie nawet hejterów? Postanowiłem to sprawdzić.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/bmw-320d-luxury-f30-test-9931f99.jpgPierwsza sprawa 316i, jak sama nazwa wskazuje ma na pokładzie silnik 1.6, a jego moc to zawrotne 136 KM. Ponad 9 sekund do setki i 220 Nm momentu obrotowego to dość ubogi wynik, zważywszy na cenę 120 tysięcy złotych. Przecież za takie pieniądze mamy naprawdę dobrze wyposażone wersje takich samochodów, jak Ford Mondeo, Skoda Superb, czy nawet Audi A4. No, ale to przecież BMW, chcesz je to musisz płacić! Nie zerwali z tradycją, pod maską nadal mamy rzędowy silnik, napęd na tył również nie znika z pokładu bawarskiej limuzyny. Niby wszystko jest tak, jak zawsze, ale czasy się zmieniają, fani BMW to także grupa, która ciągle ewoluuje. Teraz coraz częściej pojawiają się w nim córki lekarzy, żony prawników oraz chłopcy, którzy bardziej od piwa cenią rurki w pstrokatych kolorach. Grupa biceps+ postanowiła przesiąść się na Audi, więc BMW staje się bardziej rozsądną opcją, jeśli chodzi o kwestie wizerunkowe. Ale zajmijmy się ważniejszymi kwestiami, czyli samym samochodem.

http://m.autokult.pl/bmw-f30-335d-xdrive-m-sp-f3c4631,910,500,0,0.jpgWyposażenie nie najgorsze, choć za tą cenę wolałbym mieć nawigację w standardzie, podgrzewane fotele również. W dodatku jakość wykonania wnętrza pozostawia wiele do życzenia, plastiki skrzypią i to okropnie, jak w Oplach z początku tej dekady. Cóż za hańba! Fotele wygodne, ale samo wnętrze jakoś nie przyciąga wzroku, jest po prostu przeciętne, nie czujesz się jak w samochodzie za 120 tysięcy złotych. Automatyczna skrzynia biegów w postaci joystick’a to dość nowatorskie rozwiązanie, BMW korzysta z niego już parę lat. W praktyce nawet się to sprawdza, przechodzenie między jednym trybem, a drugim jest łatwe, aż za bardzo, nawet nastolatek, który nigdy nie siedział za kierownicą to ogarnie. Gdy już znajdziesz pozycję za kierownicą, położysz kluczyk w takim miejscu, aby stacyjka była w stanie go odczytać i zdecydujesz się czy jechać na „D” czy „S” możesz ruszać.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/16217990331977278495-fb3bba249d7.jpgNie jest to szybki samochód, ani trochę, ale automatyczna skrzynia daje nam jasno do zrozumienia, że to prawdziwe BMW, bo zmiana biegów nie odbywa się, jak w każdym automacie. Pedał gazu jest bardzo czuły, jedno zbyt mocne naciśnięcie i z eco drivingu nici, bo zaczyna nam się kręcić do 3-4 tysięcy obrotów. Nie wiem, co za szaleniec programował tą skrzynię, ale w mieście to istny koszmar. Wyczucie 316i w automacie zajmuje trochę czasu, ale szybko dochodzi się do wniosku, że ten samochód nie uznaje kompromisów. Albo jedziesz jak totalny muł, muskając lekko gaz i zmieniając biegi przy 2-2,5 tys. obrotów, albo poruszasz się jak kompletny wariat. 7 biegowa skrzynia sama nie może się zdecydować, na którym biegu chce jechać, ale można jej pomóc, włączamy tryb manualnego przełączania biegów, góra, dół i sami decydujemy na jakim biegu jedziemy.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/clipboard01-616x332-e3b3768d440a.jpgO ile może to pozornie sprawiać frajdę to zarówno na autostradzie, jak i w mieście jest to totalnie bezużyteczna opcja przy tym silniku, bo zwyczajnie jest za słaby. Przecież nie po to mamy automat, żeby sami zmieniać biegi w mieście prawda? Co dało się zauważyć od razu, auto jest bardziej komfortowe od poprzednich serii 3, więc już mamy odpowiedź, dlaczego grupa ludzi kupująca BMW tak bardzo się zmieniła. Dla starych fanów marki to auto będzie za miękkie, a jak dla mnie i tak komfort jazdy nie jest na poziomie innych aut tej klasy. Niby fajne brzmienie silnika, ale nie chcę go słyszeć za każdym razem, gdy ruszam na światłach, niby wygląda nieźle, ma fajne kształty, ale gdy przyjdzie Ci siedzieć na tylnej kanapie to rozmiary BMW F30 będą dla Ciebie absurdalne. Bo z zewnątrz to auto wcale małe nie jest, a w środku jest po prostu za ciasno. Jeśli masz ponad 1,9 metra to życzę Ci powodzenia w szukaniu wygodnej pozycji na tylnej kanapie.

http://i63.tinypic.com/w2f7du.jpgBagażnik też jest za mały, to zaledwie 480 litrów, więc zapomnij, że pojedziesz tym na weekend w cztery osoby, a jeśli na pokładzie są kobiety to muszą jechać we dwie, bo do bagażnika zmieści się co najwyżej 1/3 tego co mogą zabrać, reszta będzie leżała na tylnych siedzeniach. Można też kupić drugie auto, z właściwymi rozmiarami bagażnika i kierowcą, aby woził za nami bagaże, to oczywiście kosztowna opcja, ale przecież ulubione słowo bawarskiego koncernu. Sama jazda jest fajna, gdy masz przed sobą 200-300 kilometrów autostrady, ale poruszanie się po mieście jest męczące. Jeździłem tak dłuższy czas, najpierw po autostradzie, potem po mieście, parkowałem, ale nie znalazłem racjonalnego powodu, aby kupić takie auto. To po prostu istne szaleństwo, albo nawet głupota. Gorzej wyposażone, mniejsze, słabsze, bardziej tandetne i dużo droższe od konkurencji, a i tak nadal znajdą się tacy, którzy je kupią, a robią to ze względu na historię, którą reprezentuje znaczek na masce. Historię, którą tego typu modele po prostu plugawią.

 

Źródło zdjęć: http://autokult.pl

Walka w klasie B – Ibiza wchodzi na ring!

Ostatnio jeżdżę na potęgę segmentem B. To dobrze, bo mam coraz lepszy ogląd tej klasy i mogę porównać każde z nich bezpośrednio. Ostatnio była mowa o Micrze, która bardzo zaskakuje, dzisiaj czas na jej konkurenta – Seata Ibizę.

https://i.wpimg.pl/641x360/m.autokult.pl/125-356c7ed2f41f81d89513a90a239c.jpgPojawiła się w 2008 roku i od tego czasu w niezmiennej formie jest dostępna w salonie. Drobne poprawki stylistyczne miały miejsce, a w efekcie mamy naprawdę bardzo ładny, mały samochodzik. Wystarczy spojrzeć na nią z boku, aby widzieć, że po prostu ma charakter, te przetłoczenia, światła z przodu, maska, ale fajnie się na nią patrzy. Zaryzykuję stwierdzenie, że jest najładniejsza w swojej klasie, a przecież to konkurent dla Alfy Romeo Mito! Testowany model ma pod maską 3 cylindrowy silnik, 1.0 MPi o mocy 75KM. Brzmi zabawnie, taki mini silnik, który nie za dużo może nam zaoferować na drodze szybkiego ruchu. Każdy kto tak pomyślał czytając dane techniczne nie ma bladego pojęcia w jak wielkim błędzie jest. Aby zrozumieć o co mi chodzi trzeba się nią po prostu przejechać. Ibiza nie waży nawet tony, więc ta moc jej wystarczy.

http://m.autokult.pl/seat-ibiza-2013-9-278611-17a67af,910,500,0,0.jpgOdpalasz, ruszasz i doznajesz szoku, bo Seat rusza z miejsca, jak szalony, zachowuje się trochę jak szczeniak z ADHD, a do tego ten 3 cylindrowy silnik brzmi bardziej rasowo niż 150 konny Renault Talisman. Jak on pięknie warczy, jak on chętnie zjada inne auta to po prostu niesamowite! Jakby tego nie ująć po prostu mnie zatkało, co zdarza się bardzo rzadko. W mieście jest, jak mały bolid, który przeciśnie się między zawalidrogami na lewym i prawym pasie, jakby to były pachołki. Nie jest tak zwrotna, jak Micra, tego nie mogę powiedzieć. Układ kierowniczy mógłby być dokładniejszy, ale ten na pokładzie Seata nie jest najgorszy, a podczas innych manewrów typu zawracanie, parkowanie bardzo nam pomaga. Samochód jest mały, więc to wszystko jest dużo prostsze, w dodatku ma w miarę regularne kształty, więc nie są mu straszne galerie handlowe w weekend. Czy łatwe parkowanie przypłacimy ciasnotą wewnątrz?

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/seat-ibiza-fr-test-autok-a258bf5.jpgAbsolutnie nie! Ibiza ma znacznie więcej miejsca niż testowana Micra, w dodatku jest dużo wygodniejsza. Skrzynia biegów – mistrzostwo świata, co prawda aby uzyskać spalanie na poziomie producenta będziecie musieli nią często wachlować, ale nawet zmiana biegów w tym małym aucie jest przyjemna. Ibiza to taki miejski gokart, ale znacznie wygodniejszy i lepiej wyposażony. A no właśnie! Wnętrze Ibizy to już inna para kaloszy niż u konkurencji. Mamy tu sterowanie radiem z kierownicy, bluetooth, klimatyzację, ale także dotykowy ekran, dzięki czemu wszystko obsługuje się dużo łatwiej. W dodatku wszystkie te elementy mają czerwone podświetlenie, które po zmroku wygląda genialnie. Ogólnie muszę powiedzieć, że wnętrze jest po prostu dobrze zrobione, przyjemnie się na to patrzy, niby to plastiki w tych samych kolorach co Skoda, czy Volkswagen, ale takie detale jak czerwone podświetlenie, kształt kierownicy z posrebrzaną wstawką (która genialnie leży w dłoni), czy właśnie ekran dotykowy sprawiają, że czujesz się w tym aucie dobrze, jakby był klasę wyżej, choć powiem szczerze, że nawet jej większa siostra – Octavia, czy Rapid nie są tak dobrze zrobione w środku, jak Ibiza.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/2012-seat-ibiza-12-0227c4f6d57fd.jpgJeżdżę i jeżdżę, a ta jazda zwyczajnie mnie cieszy, zupełnie jakbym wsiadł w jakiegoś, starego hothatcha. Warczy, rusza z miejsca, jak szalona, ma dobre wnętrze, świetną pozycję za kierownicą i sporo miejsca. Gdy pisałem o Micrze jasno określiłem, że już niedługo dowiecie się, kto w tej klasie jest lepszy. I tak oto Panie i Panowie – lider w swojej klasie Seat Ibiza, zmiata konkurencję. Ale czy aby na pewno? Nie no ma parę wad – pierwsza sprawa to cena, a te zaczynają się od 44800 złotych, a to bardzo dużo, jak za tą klasę. Kolejna sprawa to spalanie, bo trzeba się napocić, żeby spalić w mieście około 6 litrów na 100 km, a realne spalanie to 7-8 litrów, a to już bardzo dużo w tej klasie. Jeżeli chcesz się sprawnie dostać z jednego punktu do drugiego, w zatłoczonym mieście jest idealna, ale zapłacisz za to wyższy rachunek na stacji benzynowej. Lakier jest nietrwały, zaraz na nim wszystko widać, nie podobają mi się czarne lusterka, powinny być w kolorze nadwozia, no i w całym moim zachwycie nad stylistyką światła z tyłu są zdecydowanie za małe, jakoś tak średnio pasują do tej klapy. Ale mimo tego spalania, wysokiej ceny i kilku mankamentów to właśnie to auto w klasie B kupiłbym dla siebie, jest tak dobre.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Talisman, czyli w końcu mamy ładne Renault

Holàlà! Holàlà! W końcu dorwałem się do francuskiego samochodu, którym chciałem się przejechać od momentu, gdy tylko go zobaczyłem. Renault Talisman zaintrygował mnie od momentu, gdy tylko pojawił się na targach we Frankfurcie. Głównie za sprawą tego, jak wygląda, bo to pierwsze auto z kraju nad Loarą, od którego nie mogę oderwać oczu.

https://i.wpimg.pl/1200x0/m.autokult.pl/renault-talisman-grandto-0e64d1e.jpgKilka suchych danych – testowany model 1.6 TCe dysponuje mocą 150 KM, a w zanadrzu Renault przygotowało wersję, która pod maską ma 200 KM, albo wersja – nie lubię szybko jeździć 110KM. Oczywiście mamy kilka diesli typu dCi od 110 do 160 KM. 6 biegowa skrzynia manualna, albo 7 biegowy automat, napęd na przód, 4,85 metra długości i 5 gwiazdek w NCAP, czyli de facto ma wszystko co musi mieć współczesny samochód. Ceny od 93900 zł, czyli średnia dla klasy D. Bogusław Linda mówi wprost – „Renault Talisman – przejmij kontrolę” no dobra to wsiadam do środka. Wnętrze niczego sobie, dotykowy ekran jest dostępny w wersji ZEN, której ceny zaczynają się od 105900 złotych i żeby poczuć się, jak w nowoczesnym aucie to musisz kupić właśnie tę wersję. Podstawową oglądałem kiedyś w salonie i nie było to jakieś wielkie przeżycie.

http://m.autokult.pl/new-renault-talisman-003-d07ffbe,910,500,0,0.jpgNa szczęście, jeśli chodzi o komfort podróżowania, to w przeciwieństwie do Toyoty Avensis chociażby tutaj dostajecie wszystkie szyby regulowane elektrycznie, dwustrefową, automatyczną klimatyzację, a co do bezpieczeństwa miliard poduszek, system wspomagania hamowania, ESC oraz HSA (system wspomagania przy ruszaniu pod górkę). Postarali się mimo tej podstawowej wersji, dobra robota! Starczy tego gadania o tym co widać gołym okiem, trzeba się przejechać. Talisman z mocą 110KM nie jest demonem prędkości, a maksymalnie pojedzie 190 km/h. Ale to wystarczy przy naszych drogach, gorzej gdy wybierzesz się do Niemiec, bo tam będziesz zawalidrogą przy tym silniku. A jak wersja ZEN, która ma pod maską 150KM? Na wstępie mogłem wyłączyć lewą nogę, bo był to 7 biegowy automat.

http://m.autokult.pl/new-renault-talisman-001-21b5e27,910,500,0,0.jpgW ogóle mnie to nie zmartwiło, a nawet ucieszyło, bo w zasadzie od tej klasy bardziej wymagam komfortu niż ekstremalnym wrażeń z jazdy. I rzeczywiście jadąc spokojnie nie czujesz absolutnie nic, jest cicho, wygodnie, muskasz prawą nogą gaz a on po prostu sobie jedzie, wyprzedza, trochę jak salon na kółkach. Zawieszenie – genialne, tłumi dosłownie wszystko i żadna dziura nie zakłóci Ci podróżowania. Od zawsze mówiłem, że jeśli chodzi o komfort jazdy to Francuzi są w tym najlepsi, nie inaczej jest w przypadku Talismana. Gdy już znudziło mi się podróżowanie 70km/h, ze spalaniem 7,5 l / 100km, dokręciłem fotel do pleców, wbiłem tryb sport i nacisnąłem na gaz. Tego co zdarzyło się później zupełnie się nie spodziewałem, bo w Talismanie odezwał się duch Fernando Alonso, który wraz z Renault zdobył tytuł mistrzowski w Formule 1.

http://m.autokult.pl/new-renault-talisman-002-52f1d05,910,500,0,0.jpg8,1 sekundy do setki, prędkość maksymalna 215 km/h i do tego to buczenie z pod maski. Nie jest to najpiękniejszy dźwięk, jaki może z siebie wydawać silnik na wysokich obrotach, ale bez wątpienia wydziera się z oddali do wszystkich przed Tobą – zjeżdżaj ślimaku, bo zjem Cię na kolację, w końcu jestem z Francji! Świetny układ kierowniczy, bardzo precyzyjny, Talisman nie jest też w żaden sposób narowisty przy dużych prędkościach, mimo miękkiego zawieszenia nie czujesz się, jak w gondoli zmieniając pas. Jeździło się dobrze, wróciłem na parking i co dalej? Po prostu wysiadłem z samochodu, podziękowałem za udostępnienie pojazdu i wróciłem do domu na obiad. Bez żalu, bez takiego wewnętrznego – kurde, jaka szkoda, że to już koniec testu. Talisman jest z zewnątrz jednym z najładniejszych samochodów klasy D ostatnich lat, poświęcisz kilka dni, żeby go namalować, wyrzucisz zdjęcie żony, dziewczyny, dzieci, mamy z portfela, aby umieścić tam jego. W środku niczego mu nie brakuje, na drodze tak samo, ale to nie jest samochód, który chciałbym mieć pod domem. Na pewno nie teraz, nie dostarczy Ci adrenaliny, zwyczajnie nie dał mi takiej radości z jazdy, jaką bym oczekiwał. Być może wpływ na to miała automatyczna skrzynia, ale w gruncie rzeczy poziom komfortu w tym aucie jest na tak dużym poziomie, że ciężko mi sobie nawet wyobrazić, że wersja 200 KM może wywołać uśmiech na mojej twarzy podczas jazdy. To świetny samochód, nie zrozumcie mnie źle, ale na pewno nie dla mnie i nie za te pieniądze, po prostu są lepsze w tej klasie, a nawet zaryzykuję stwierdzenie, że ładniejsze, a o jakiego konkurenta Talismana mi chodzi mówić nie muszę chyba, domyślcie się sami.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl