Klasyki na każdą kieszeń

Rozglądając się po ulicach można dojść do wniosku, że moda na klasyki wcale nie przemija. Co więcej – przybiera na sile, widać coraz większe poszanowanie dla samochodów 25+. Mnie motomaniaka niezmiernie to cieszy, wielu z Was zapewne nie raz myślało o tym, aby znaleźć coś dla siebie. Samochód, który będzie na tą przysłowiową niedzielę, który można pucować, dłubać przy nim, powoli doprowadzać do stanu świetności. Stąd właśnie dzisiejszy wpis, bo zajmiemy się autami, które można za rozsądne pieniądze kupić i nazwać je klasycznym bez żadnych kompleksów wobec innych.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/polonez-caro-4-411c65e22504fead1.jpgZacznę od auta, które bardzo lubię, choć są ludzie, którzy zwyczajnie go nie szanują. FSO Polonez w wersji Borewicz, czy popularna przejściówka już od pewnego czasu fukcjonują, jako klasyki, ale co z Polonezem Caro? Teoretycznie ma już wszystko co powinien mieć klasyk – historię, technologię prostą jak budowa cepa, a dla nas jest jednym z symboli zmotoryzowania naszego kraju. Wiele modeli nadal jeździ, jako użytkowe samochody, nie ma się co dziwić, bo jeśli dba się o niego, to mimo iż jest paliwożerny, koroduje gdzie popadnie i wolniejszy niż wózek sklepowy to nadal pełnoprawne auto. Martwi mnie, że znika z naszych ulic w demonicznie szybkim tempie, dlatego nawołuję, kupujcie Caro i bawcie się nim!

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/polonez-caro-3-b0e65a9c3fc7c8e6b.jpgCzęści są dosłownie wszędzie, każdy powoli sam jest w stanie go naprawić, nawet jeśli blacharsko jest już nadgryziony to każdy lakiernik zrobi Wam to auto za grosze. Równie tanio można go kupić – 1000-1500 złotych, czasem taniej. I choć nie wzbudza stylistycznie zachwytu u laików to uwierzcie mi, za 5-10 lat będzie tak samo egzotyczny, jak Borewicz.
Kolejne auto brzmi w zestawieniu mojego autorstwa co najmniej dziwnie. Wszyscy wiedzą, jaki mam stosunek do Peugeotów, ale niewielu wie, że darzę ogromnym szacunkiem, a nawet sympatią model 205. Jest z czasów, gdy ta marka była na fali, nie bała się wyzwań, robiła rzeczy, które w tamtych realiach wydawały się nie do pomyślenia. Jak chociażby model GTi, który stał się legendą. Był samochodem sportowym dla każdego i nie tylko ten model robił robotę.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/peugeot-205-gti-1984-r14-da398f1.jpgLekki Peugeot zjadał nudne sedany nawet z silnikiem 1.4 o mocy 80KM. Jeździłem nim wiele razy, wersją GTi również, to auto jest po prostu dobrze zrobione, dziko wchodzi w zakręty, jeśli ma fajny wydech to warczy, jak rajdówka. Zadbajcie o jego lakier, dorzućcie fajne felgi i macie klasyka, którego wielu Wam pozazdrości. Zadbany model można nabyć za 2000 zł, a najtańsze chodzą po 1200 zł!
Zaskoczę Was znowu, bo następny samochód jest autorstwa kolejnej marki, której nie darzę zbytnią sympatią, o czym stali czytelnicy doskonale wiedzą. Ale mimo wszystko muszę w tym miejscu wspomnieć o Oplu Kadecie. Ostatnie generacje też powoli umierają, znikają z ulic, a to źle, bo jeżeli brać pod uwagę historię, to Kadett ma o czym opowiadać. Pierwsza generacja weszła do sprzedaży w 1937 roku, to dopiero piękna historia, kompakt, który pojawił się na rynku na długo przed Golfem.
https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/e-b60ced50ce08417025a7eeba580a5d.jpgWersję z lat 80 bardzo ciężko dostać, czasem można napotkać pojedyncze modele, jedne absurdalnie drogie, inne absurdalnie zaniedbane. Ale to również bardzo tanie do utrzymania auto, części nie brakuje, a zawsze można pójść nieco łatwiejszą drogą i wybrać wersję E, której jeszcze trochę zostało. Za parę lat będzie kultowy, choć na takiego nie wygląda. Pomyślcie, że po swojej śmierci był dawcą części dla Chevroletów, Pontiaców i najbardziej nam znanych Daewoo. Tania, prosta konstrukcja, która po prostu ma się nie psuć i taki właśnie był Kadett, dlatego on również zasługuje na szacunek. Wiele modeli, które jeszcze jeździ po ulicach aż się prosi, aby zamknąć się z nimi w garażu na długie godziny. Ceny również są śmieszne, ten sam przedział, co Caro i 205, a mi udało się znaleźć takiego na chodzie za 800 zł, co prawda bez progów, ale podłoga i nadwozie były praktycznie nie ruszane.

http://media.autokult.pl/5b2e997398b785ac0d0b581ffdffe954,800,600,0,0.jpgW to grono można wrzucić jeszcze kilka innych aut – Audi 80, BMW E34, Forda Escorta, Skodę Favorit, Fiata Pandę I, Daihatsu Charade, Volvo 440, Renault 19, wszystkie za mniej niż 1500 zł! Czekają na kogoś, kto odmieni ich los i wpisze na listę klasyków. Wielu sceptycznie podejdzie do tego wpisu, ale ja wierzę, że są wśród Was tacy fani motoryzacji, którzy potrafią z nich zrobić auto, którego za 10 lat zazdrościć będą właśnie Ci negatywnie nastawieni do tematu. Zatem do dzieła!

 

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Gdy już spadnie śnieg..

Za oknami, biało, ujemna temperatura (co prawda ledwo, ledwo, ale jednak) i w zasadzie już robi się nieciekawie. W mojej pracy mam, aż za dużo wspólnego z podstawianiem samochodów zastępczych i muszę stwierdzić, co następuje – ludzie tłuką się bez opamiętania! O tym, jak polscy kierowcy bardzo nie lubią zimy tudzież nie potrafią jeździć w tym okresie postanowiłem dzisiaj napisać.

http://m.autokult.pl/shutterstock-167720945-596d73a69,750,470,0,0.jpgW Krakowie w zasadzie drogi czarne, kilka parkingów, czy bocznych dróg lekko zaśnieżone. Tak właściwie, to nie ma nad czym płakać, jeździ się w miarę normalnie, ale to chyba tylko mój wniosek. Wystarczy odpalić lokalną stację radiową, by usłyszeć co się dzieje. Wiadomości z dróg, które zazwyczaj trwają około półtorej minuty, teraz ciągną się bez końca, więc nie mogę usłyszeć mojej ulubionej piosenki, bo wyparła ją czyjaś kolizja. Oczywiście brak hitu w radiu to najmniejszy problem, gorzej, że zablokowana jest droga, którą akurat chcę przejechać i dojazd w wybrany punkt zamiast trwać kwadrans, to zajmuje mi około trzech miesięcy. Stajesz w korku przy Nowohuckiej i zastanawiasz się, czy dobrze zrobiłeś zmieniając opony na zimowe, bo przecież zanim pokonasz odcinek Nowohucka – Powstańców Wielkopolskich przyjdzie wiosna.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/samochod-zima-cf38ccab4aa78d366f.jpgPytam wprost – co się dzieje? Na polu w zasadzie przymrozek, droga odśnieżona i zasolona po uszy, tak bardzo, że wszystkie jadące przede mną Ople gubią części karoserii tak szybko, jak ja tracę wiarę w ludzkość. Nieuwaga? Głupota? Niewłaściwie dobrane ogumienie? Stres? Jakie czynniki sprawiają, że mamy kolizję za kolizją, wypadek za wypadkiem. W Skandynawii wyśmiali by nas za taką zimę, bo to nawet nie jest jeszcze zima, jest w bardzo łagodnej wersji. Mimo to poza kolizjami odnoszę wrażenie, że wielu po prostu boi się jeździć. Zakopiańska – piękna, równa droga, 2 pasy, przy każdym zjeździe robią się nawet 3 pasy ruchu, chcesz się dostać w miarę rozsądnym czasie na Górę Libertowską, zapomnij! Prawy pas jedzie 35km/h, lewy 40km/h i weź tu się nie spóźnij. Powiecie, że kompletnie zwariowałem, najpierw narzekam, że ludzie się tłuką, a teraz, że jeżdżą za wolno.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/350zimowy-496x309-ec61761abbc50b.jpgPowiem coś, co wielu zaskoczy, ale dokładnie Ci sami ludzie, którzy jeżdżą 40km/h lewym pasem, w lekki mrozik i opady deszczu tłuką się z innymi użytkownikami dróg. To ten sam typ kierowcy, którego nagle olśniło, a może przyspieszę? Czemu nie, inni mogą to ja też. No właśnie nie możesz! Jeśli nie czujesz się na siłach i umiejętnościach do prowadzenia w trudnych warunkach to zwyczajnie tego nie rób. Wstaw auto do garażu, zostaw na parkingu, wyjmij akumulator i załóż go w marcu. Tramwaje, autobusy, taksówki, alternatyw jest wystarczająco dużo. I nie chodzi tu tylko o Kraków, jutro jadę do Oświęcimia i aż się boję tego co mnie spotka po drodze, gdzie chociażby między Alwernią a Babicami mamy nieoświetloną drogę, wokoło las i na dokładkę kilka ostrych zakrętów. Bardzo poważnie rozważam wyruszenie jutro na pieszo do Oświęcimia i możliwe, że będę musiał wykonać manewr wyprzedzania i to niejeden po drodze.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/jazda-zima-616x410-fce2d938842d5.jpgUprzedzając hejterów – nie próbuję gloryfikować swojej osoby, ani stawiać za wzór – dawajcie, jeździć tak jak ja! Absolutnie nie, bo nie jestem Sebastian Vettel, ani Sebastian Loeb (choć coś w tym jest, że Sebastiany to genialni kierowcy), ale po prostu pewnie czuję się za kierownicą, jak ryba w wodzie, potrafię ocenić, gdzie starczy mi umiejętności, na jaki manewr mogę sobie pozwolić i co najważniejsze – wiem co to wyobraźnia na drodze. W trudniejszych warunkach trzeba być dwa kroki do przodu, co gorsza musisz przewidzieć, co zrobi osoba przed Tobą, na pasie obok, za Tobą, a nauczony doświadczeniem trzeba zakładać zawsze wątek pesymistyczny. I taki właśnie mam apel dzisiaj – jeżeli wyjeżdżasz na drogę – włącz wyobraźnię, odłóż telefon do schowka, przycisz muzykę, zachowuj się na drodze tak, abyś zdążył zareagować, nie daj się rozproszyć, maksymalne skupienie.

https://i.wpimg.pl/1200x0/m.autokult.pl/opona-snieg-jpg-a38b6820847e7284.jpgTe słowa kieruję do wszystkich, tych pewnych za kierownicą oraz tych, którzy zwyczajnie się trzęsą, gdy przekręcą kluczyk. Do tej drugiej grupy mam właściwie prośbę, żeby przesiedli się na komunikację miejską, a jeśli już musicie jechać swoim autem to nie utrudniajcie innym, możecie się toczyć żółwim tempem, ale na prawym pasie, tak aby inni mieli szansę dojechać na czas do pracy, sklepu, klienta, gdziekolwiek. A do delikwentów, którzy jeszcze jeżdżą na letnich oponach mam inną prośbę – weź do ręki kluczyki od swojego samochodu, wyjdź na drogę, znajdź pierwszą, lepszą kratkę ściekową i wrzuć je tam. Pozdrawiam gorąco.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Krakowscy kierowcy, więcej wyobraźni poproszę!

Wróciłem z przytupem do Krakowa. Bo tak oto zostałem kierowcą zawodowym, który na co dzień zmaga się z utrudnieniami w ruchu, największymi korkami w Polsce, dziwną organizacją ruchu, brakiem miejsc parkingowych. I w tym wszystkim najbardziej uciążliwi są niestety inni użytkownicy dróg, o tym chcę dzisiaj napisać, tak bardzo ciśnie mi się na usta ten temat, że zwyczajnie nie mogę się powstrzymać.

http://m.autokult.pl/1723705273-993132d96e-o--b3dc7db,630,0,0,0.jpgJa wiem, że prawie każdy z nas czuje się najlepszym kierowcą, tym którego tempo, sposób zachowania na drodze jest wzorcowy. Na wstępie już powiem, że nie próbuję siebie stawiać za wzór, jak powinno się jeździć po Krakowie? O nie, nie odpowiem na to pytanie, rangą z żółtodzioba powoli przechodzę na świeżaka, ale są pewne schematy zachowań, uniwersalne dla każdego miasta, które jakoś nie działają w Krakowie tak jak powinny. Wielu kierowców zawodowych z Krakowa przyznało mi tu rację, myśli tak samo, stąd ten wpis. Zacznijmy od korków, które drażnią nas najbardziej. Skąd się biorą? Głupia organizacja ruchu, za dużo sygnalizacji świetlnych, czy może sama architektura miasta, które jest za ciasne na komunikację i taką ilość samochodów? Po części może tak, ale to w gruncie rzeczy w większości nasza wina, kierowców. Jazda na zakładkę – słyszeliście o czymś takim? Skoro tak to, dlaczego kluczycie na jednym pasie i nie możecie wpuścić oczekujących na swoją kolej po Waszej prawej stronie? Na Powstańców Wielkopolskich widać to jak na dłoni, ruch idzie płynnie w jednym wypadku, gdy na środku stoi policja i patrzy wszystkim na ręce – jedno auto, wpuszcza jedno auto i nie ma przestoju, korek jedzie, brawo!

http://i67.tinypic.com/oswq2p.jpgA jak jest bez policji? Kompletna dżungla, wielu na lewym pasie kluczy, żeby tylko nie wpuścić nikogo. Ci co stoją z tyłu denerwują się i decydują się na zmianę pasa na ten, który kończy się za 100-200 metrów, a no bo trzeba te dwa, trzy samochody być do przodu. Oczywiście później nikt takiego delikwenta nie wpuści, no bo cwaniak. Zauważyłem również, że jeśli masz inną rejestrację niż KR to krzyż na drogę i dużo cierpliwości, bo jesteś jak wyrzutek i patrzą na Ciebie, jak na trendowatego. Miasto jest dla wszystkich, jeśli ktoś ma inną rejestrację to nie znaczy, że tu nie mieszka na stałe. Dwupasmowych dróg w Krakowie nie brakuje, ktoś jest na pasie rozruchowym i nabiera prędkości, aby włączyć się do ruchu, co robią ludzie po jego lewej? Czy zmieniają pas, aby ten mógł sprawnie wjechać na drogę, która go interesuje? Ależ skąd, przyspieszają, przez co robi nam się mały Need For Speed, a jeśli nie masz zbyt dynamicznego auta to licz się z tym, że pas rozruchowy się skończy, Ty staniesz w miejscu i na swoją kolej musisz poczekać dobrych kilka lat. A w drugą stronę, ktoś wjeżdża na pas rozruchowy, wbija migacz i staje w miejscu. Na co czeka? To pozostaje jego tajemnicą, bo w taki sposób nie włącza się do ruchu na takiej drodze, w żadnym wypadku. Kolejna rzecz – skrzyżowania z sygnalizacją świetlną, jest tego tutaj więcej niż kamienic. Wielokrotnie zawalają kierowcy stojący tuż przed sygnalizatorem, mają czerwone, więc biorą telefon w dłoń i jazda, zamiast pilnować zmiany na zielone. To nie jest takie trudne, czerwone nie pali się wieki. Obserwujemy przejście dla pieszych, jak tylko piesi dostaną czerwone, wbijamy pierwszy bieg i czekamy, aż pojawi się magiczny, żółty kolor, a później zielony.

http://i68.tinypic.com/qs0dfn.jpgJak to wygląda w praktyce? Zapala się zielone, a auto na samym początku stoi i tak dobre kilka sekund minie, zanim wbije bieg i łaskawie ruszy z miejsca. Powiecie, że to tylko kilka sekund, ale te kilka sekund to 2, może 3 auta, które zdążą jeszcze zmieścić się na zielonym, po 20-40 sekundach znów zaświeci się czerwone i unieruchomi kilka aut za dużo, a mogli już ruszyć, korek rozładowywałby się sprawniej. Są miejsca, jak skrzyżowanie ul. Opolskiej z Al. 29 Listopada, gdzie światło zielone świeci się niecałe 20 sekund, więc takie kilka sekund jest na wagę złota. O popularnych Alejach nie będę pisał, bo to już kompletna dżungla, dzisiaj miałem sytuację, gdy stoję i widzę na środku, między pasami zieleni (gdzie się zawraca) kierowcę na rejestracji SK, który tak sobie stoi nieśmiało, czekając na tego jednego rycerza, który go wpuści. Byłem na środkowym pasie, więc nie mogłem go wpuścić, ale gdy znalazłem się na jego wysokości pozwoliłem sobie na otwarty apel do kierowcy po mojej lewej – „No Panie weź go Pan wpuść, widzisz Pan, że gość ze Śląska przyjechał do tej dżungli i nie wie co ma ze sobą zrobić”. Kierowca się obśmiał i wpuścił Pana na SK, może nawet poprawiłem mu nastrój z rana. To takie detale, można o tym pisać więcej, ale ten apel jest skierowany do wszystkich, również do mnie, bo sam wielokrotnie łapię się na niepotrzebnych zmianach pasa, rozmowach przez telefon na czerwonym. Razem usprawnijmy ruch, bądźmy dynamiczni, więcej wyrozumiałości i przede wszystkim wyobraźni, zróbmy z Krakowa przejezdne miasto!

Najlepsze auto na taksówkę?

Z racji, że ostatnio mam odwyk od kierowania swoim autem (z wiadomych przyczyn) zdarzyło mi się dosyć często poruszać taksówkami. Nie ma ich za dużo w tak małym mieście, ale naszła mnie refleksja pod tytułem jakie auto jest najlepsze na przewóz osób? Kilka aut się przewinęło, więc rozwińmy ten temat.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/mazda-626-6-616x410-6ec76b0ed1a9.jpgZacznijmy od tego, który moim zdaniem zupełnie na taksówkę się nie nadaje. Mazda 626, którą jechałem ostatnio, zawieszenie w tym samochodzie, albo było już tak mocno zużyte, że wszystko czułem wewnątrz jako pasażer, albo zwyczajnie nie ma preferencji do bycia taksówką. Miejsca może mi nie brakowało, ale jakoś siedzenie za pasażera zupełnie nie sprawiało mi przyjemności. Gdy odsuniesz wygodnie przedni fotel, to na tyle nie zostaje zbyt wiele miejsca, no chyba, że masz 1.5 metra wzrostu. Jadać za pasażera jestem okropny, bo lubię mieć wyprostowane nogi i być wygodnie oparty o siedzisko. W Maździe nie miałem takiej możliwości, nie było mi w ogóle wygodnie. Tak oto podjechało po mnie pewnego dnia Renault Scénic III generacji, jak wiadomo jest to van, w dodatku tylko 5 osobowy, więc jego byt na rynku motoryzacyjnym wydaje mi się bezcelowy.

https://i.wpimg.pl/625x0/m.autokult.pl/renault-scenic-2010-1280-7ecc73e.jpgAle gdy już wszedłem do środka to muszę powiedzieć, że zacząłem rozumieć o co chodzi. Miejsca dużo, nad głową, na nogi, wielkie fotele, w dodatku, jak to Francuz miał bardzo komfortowe zawieszenie, gdybym miał kawę w kubku, zalaną po brzegi myślę, że mógłbym ją spokojnie trzymać w dłoni, nie martwiąc się o los moich spodni. W środku cicho, a był to przecież diesel, auto nie było uciążliwe nawet przy wyższej prędkości. Wydaje się, że Francuzi robią auta dla pasażerów, a Scénic wydaje się do tego idealny. Jechałem też innym Francuzem – Peugeot 607, jako pasażera chwilowego nie interesuje mnie jak się użytkuje to auto, ile pali, czy jak drogie są naprawy. Było mi mega wygodnie, co za fotele! Co za komfort!

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/peugeot-607-5-616x462-f1dc2d4da9.jpgNiedługo będę musiał odszczekać moją niechęć do francuskich aut, a to wszystko przez te taksówki. 607 jechało mi się zdecydowanie najwygodniej, regulacją foteli to mogłem się bawić całą podróż, za dużo możliwości, co akurat jest zaletą, bo każdy znajdzie pozycję dla siebie. W środku trochę głośniej niż w Scénicu, ale nie było aż tak źle, to również był diesel, więc mogę mu to wybaczyć. Był również Opel Zafiry, też wielkie auto, ale komfortem na pewno nie dorównuje francuskim konkurentom, z Renault przegrał zdecydowanie pod każdym względem. Miał mniej wygodne fotele, wszystko było bardziej odczuwalne, w szczególności dziury. Mimo iż nie był to diesel, tylko wersja benzyna + LPG miałem wrażenie, że wewnątrz słychać go dużo bardziej.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/opel-zafira-taxi-8e903f98f1dc24c.jpgA więc, jeśli chodzi o wygłuszenie Opel znów przegrał. Temat robi się coraz ciekawszy, ale póki co najlepszym samochodem na taksówkę wydaje się taki, którego wyprodukowali Francuzi! Nie wiem, jak z Mercedesami, jechałem jednym jako pasażer jakiś czas temu, ale nie będę porywał się na ocenę teraz, bo było to kilka lat wstecz. Jak już się przejadę taksówkami z pod znaczka innych producentów to ponowimy wpis i zobaczymy jak wypadną na tle Mazdy 626, Renault Scénic, Peugeota 607 i Opla Zafiry, póki co najlepszą taksówką jaką mi się jechało zostaje 607.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Felieton, co mnie wkurza w drodze do pracy

Tak sobie trzaskam po 900-1000 km miesięcznie i obserwuję te złe nawyki kierowców. Zaciskam zęby, albo klnę pod nosem, dzisiaj trochę o tym popiszemy. Ale żeby nie być zbyt krytycznym, powiem też o zaskakująco fajnych zachowaniach niektórych kierowców.

http://m.autokult.pl/s7-214691-006e63e9294456ed206db9,750,470,0,0.jpgTrasa z domu do pracy, z pracy do domu, Oświęcim-Tychy-Oświęcim, łącznie 52 kilometry, już przez prawie rok czasu i trochę się naoglądałem. Mam po drodze dwupasmówkę, więc można wbić 5 bieg, choć nie zawsze, bo gdy ktoś się wlecze po lewym pasie to czasem i trzeci bieg muszę wbić. Miganie długimi nie pomaga, czasem dopiero, gdy zatrąbię to coś się zmieni. Mój dziadek Scorpio też nie zawsze daje radę, ale gdy w lusterku wstecznym widzę w oddali zbliżający się z większą prędkością pojazd, intuicyjnie zjeżdżam na prawy pas dużo wcześniej. Czemu wszyscy tak nie robią? Skoro decyduję się na manewr wyprzedzania, chociażby ciągnika siodłowego, jadącego z prędkością 80km/h, to nie robię tego mając na budziku 81km/h.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/dsc0427-c6f659fc20a6d071-fb7f398.jpgIdźmy dalej, ronda, których mam pełno po drodze. Czy nikt nie uczył używania migacza przy opuszczaniu ronda? To usprawnia ruch i jest niezbędną informacją dla tych, którzy na to rondo w końcu muszą wjechać. Co ciekawe przyłapałem kilku cwaniaków, którzy robią sobie kilka rundek na rondzie, wbijają migacz, że zjeżdżają z niego, ale tego nie robią! Ja zareagowałem w ostatniej chwili i dzięki dobrym (choć krzywym) hamulcom udało mi się wyhamować, czy to łowcy zniżek OC? Może jakaś nowa sekta, o której nie wiedziałem. Złapałem dwóch takich delikwentów, dziwnym zbiegiem okoliczności obaj byli w Golfach. Albo nie używają, albo używają w złym zamiarze, w piekle już czeka na Was miejsce, jeśli ono istnieje. Kolejna sprawa to korzystanie z telefonu podczas jazdy, ja rozumiem era facebooka, instagrama, snapchata, pokemonów, ale ludzie orientujcie się.

https://i.wpimg.pl/652x430/m.autokult.pl/korek-55f4a78f6eb1bab2e387f80d3f.jpgCzłowiek spieszy się do pracy jest zielone, a auto na czele stoi przez dobre kilkanaście sekund. Dodając do tego, że niektóre ze świateł palą się zdecydowanie za krótko, to kierowcy na końcu peletonu grozi spóźnienie do pracy, równoznaczne ze zwolnieniem, kolejno sprzedażą tego samochodu, aby mieć co jeść, później nędza, bezdomność i przedwczesna śmierć! Ciekawe czy snapchaterzy na światłach zdają sobie sprawę z konsekwencji korzystania telefonu, poza mandatem i punktami karnymi. Kolejne, nieodpowiedzialne zachowanie, z dystansu widać, że światło zmienia barwę, ale co tam Janusze dają w kopyto, robią chmurę czarnego dymu, bo diesel musi dymić i przejeżdżają na czerwonym, bo przecież nie poczekają, trzeba z impetem przejechać przez skrzyżowanie. I to nie jest odległość w której nie da się wyhamować, to teren zabudowany! Gdzie nasza kochana policja jest to nie wiem. W ogóle mam wrażenie, że radiowozy spędzają czas tylko i wyłącznie na sprawdzaniu prędkości, wyjedźcie na ulicę o 6-7 rano i zobaczcie co się wyprawia. Kompletnie nie rozumiem również tego, że ludzie skręcający w prawo na skrzyżowaniu, stają na jego środku i zastanawiają się co mają zrobić. I to nagminnie, podstawowa zasada poruszania się, a jednak za ciężka do przyswojenia. Co dobrego? Panu zepsuł się samochód, a do niego wyskoczyło momentalnie 3 kierowców i motocyklista aby zepchnąć auto na pobocze, piękny obraz, bo korek zaczynał być nieznośny. Coraz częściej kierowcy przyhamują i wpuszczają pojazdy, które próbują wjechać na drogę główną, w Krakowie takich rarytasów nie ma! Próbujesz się włączyć do ruchu, na drodze dwupasmowej, wbijasz migacz i wszyscy na prawym pasie, gdy tylko mają wolne to zjeżdżają na lewy, abyś mógł płynnie włączyć się do ruchu, brawo! Takie małe rzeczy, a cieszą. Poprawmy jeszcze w naszym zachowaniu wcześniej wymienione naleciałości i będzie super. Na dzisiaj tyle, dobranoc!

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl