Clio IV – ogromne zaskoczenie

Cóż okres buntu na wszystko co francuskie powoli mi przechodzi. Polubiłem Talismana, gdzieś tam z tyłu głowy siedzi cały czas Peugeot 205 GTi, czyli żywa legenda, klasyk, który dziś kosztuje krocie. Tym oto sposobem, jakiś czas temu w moje ręce wpadło nowe Clio, trzeba o nim mówić!

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/renault-clio-1-5-dci-tes-e799655.jpgPierwsza sprawa – Francuzi, którzy zasłynęli dotychczas z żelaznej defensywy, dziwnego upodobania w ślimakach i żabach, paskudnej odmiany komunizmu, czy białej flagi wszędzie, gdzie tylko się da potrafią robić małe, zwinne i ciekawe auta. Udowodnili to wielokrotnie, co więc z Clio IV? Skłamałbym, gdybym powiedział, że mi się nie podoba, jest po prostu ładne. Nie można o nim powiedzieć, jak o Fiacie 500, że jest za małe i za słodkie. Ma wszystko na miejscu w swojej stylistyce, bo nie ginie w tłumie, nie przyprawia o mdłości, jak Citroen C4 Cactus, jest gustownie wykończony. Brzmi dziwnie, jakby gdzieś był haczyk. Siadasz do niego pełen obaw, że zaraz wybuchnie, a Twoje zwłoki będą szukać na całej długości alei Pokoju w Krakowie, bo tam go testowałem. No, ale na szczęście pod maską 1.2 TCE o mocy 120 KM, nie ma się czego bać, to przecież taka mała pszczółka. Wsiadam, odpalam, wbijam pierwszy bieg i wyjeżdżam na światła, no i cóż, wcale takie nie jest! Gna jak zawzięty, nie daje sobie powiedzieć, że ma pod maską mniej niż połowa napotkanych obok aut. Do setki przyspiesza w 8,9 sekundy, a jak masz gdzie rozwinąć skrzydła to i 190 km/h pojedzie bez rozpadnięcia się na kawałki. Ma w sobie to coś? A no ciężko powiedzieć, że nie. Ten silnik z czterema cylindrami potrafi tak dumnie brzmieć na wysokich obrotach, że wszyscy handlarze cementem w Audi robią się purpurowi i opuszczają szyby, żeby go posłuchać.

https://m.autokult.pl/renault-clio-1-5-dci-tes-723e51f,910,500,0,0.jpgWe wnętrzu jest wszystko, nie ma co wymieniać całego wyposażenia, mamy XXI wiek, więc nowe samochody mają jakiś standard, nie inaczej jest w przypadku Clio. Jest dobrze wykończone, Renault zerwało z dawnymi praktykami, gdzie kichnięcie sprawiało połamanie się każdego plastiku w naszym zasięgu. Zaryzuję nawet stwierdzenie, że to najładniejsze wnętrze segmentu B! Jest tak fajne, że gdy do niego wsiadasz spędzasz dobrych kilka minut, żeby się rozejrzeć, jaki jeszcze fajny detal przegapiłem. Mnie uwiodły srebrne wstawki tu i tam, są zrobione ze smakiem, nie sprawiają wrażenia tandetnych. Ponadto wyprofilowanie kierownicy, jakbyś jej nie chwycił to po prostu będzie Ci się wygodnie prowadzić, nawet Skywalker ze swoją dziwną protezą dłoni da radę. Do samego prowadzenia też ciężko się doczepić, samochód świetnie trzyma się drogi, skrzynia biegów fenomenalna, precyzyjny układ kierowniczy, parkowanie w Clio IV to istna przyjemność. Dodajmy do tego wszystkiego, że pali niewiele, w środku spokojnie zmieszczą się cztery osoby i jest nieprawdopodobnie komfortowe. Ceny? Wersja testowa 53900 i może wydawać się to dużo, jak na klienta salonu Skoda, czy Fiat, ale biorąc pod uwagę ofertę innych dealerów staje się po prostu poważnym graczem na rynku. Wersja podstawowa kosztuje 42400 i jak na miejską pszczołę to naprawdę niewiele. Clio IV to dla mnie jedno z największych zaskoczeń ostatniego roku, bo już bardzo dawno żadne, małe auto, które testowałem mnie tak nie uwiodło.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.