Time to say goodbye

Przyszedł moment, którego jeszcze parę miesięcy temu się nie spodziewałem. Gdy planowałem swój powrót do Miasta Królów Polski miałem wszystko dopięte na ostatni guzik, a jedno zdanie przetaczało się codziennie – dobrze, że mam spokój z samochodem i nie muszę się o tą kwestię martwić. Niestety przyszedł sądny dzień, w którym dałem się pokonać usterce mojego Scorpio. Dzisiaj będzie to coś w rodzaju pożegnania, bo to nie był zwykły samochód, to najlepsze auto jakie dotychczas miałem.

http://i68.tinypic.com/2drid5i.jpgZaczęło się zwyczajnie, jak wielu z Was wie, jedno auto mi padło, trzeba kupić inne. Scorpio pojawił się w porę, dwa tygodnie szukania auta mocno mnie zmęczyły i choć na liście byli inni kandydaci od Audi 80, przez Lancię, czy Mercedesa 190 to jego postawiłem jako pierwszego do oglądania. Nie miałem żadnych wątpliwości, to jest to! Kupiłem i jeździłem prawie dwa lata. Ciężko mi określić ile zrobił kilometrów, ale kilkanaście tysięcy na pewno. Objeździł ze mną całe południe Polski, był na Woodstocku, nigdy mnie nie zawiódł. Wszystko było robione na bieżąco i choć z zewnątrz wyglądał na nieco zmęczonego, to w środku był pełen wigoru i chętny do pożerania kolejnych tysięcy kilometrów. Przyszedł moment awarii i to szczerze przyznam ja nawaliłem, auto raz nie odpaliło, a później wszystko wróciło do normy, mimo to oddałem go do mechaników, którym ufałem, bo nigdy mnie nie zawiedli. W ciągu 2 tygodni więcej zepsuli niż naprawili i w dodatku nie byli go w stanie nawet odpalić, mi udało się to po 3 minutach.

http://i65.tinypic.com/2lxdvr5.jpgNie wiem czy to kwestia sposobu uruchamiania, czy może mam wierzyć w jakiś ponadludzki związek między mną, a nim, brzmi dziwnie, trochę jak baśń. Niestety nowe miejsce zamieszkania wymagało ode mnie posiadania własnych, czterech kółek, nie miałem zwyczajnie czasu i chyba już motywacji, żeby walczyć z usterką, której nawet nie jest w stanie zlokalizować. Tak oto pojawiło się Volvo, które jest epokę do przodu jeśli chodzi o komfort, technologię i wyposażenie, mimo to ma bardzo trudne zadanie. Bo musi dokonać tego co udało się tylko Scorpio, skraść moje serce i stać się moim mechanicznym przyjacielem. Nie ulega wątpliwościom, że to najstarsze, najbardziej przechodzone, największe auto ze wszystkich, które miałem, ale w tym wszystkim było po prostu najlepsze i to pod każdym względem. Dawało radość z jazdy, gdy trzeba było to stał w korku, jak setki innych aut, gdy trzeba było przewieźć kogoś więcej niż mnie to mieścił wszystkich i wszystko, a w dodatku się nie psuł i nie zjadał mojego portfela na stacji benzynowej. Z wielkim żalem, łezką w oku go oddałem, ale myślę, że poszedł w dobre ręce, takie odniosłem wrażenie. Spotkał go lepszy los niż wiele aut, które już miałem, bo myśli skłaniały się ku oddaniu go na złom, ale on się nie dał i choć odpala w wielkich bólach to ważne, że się nie poddaje. Różne mam podejrzenia co do tej usterki, taka najbardziej prawdopodobna to parownik, choć nie chcę już tego tematu rozbijać na części pierwsze, bo do końca się wahałem czy go nie zostawić, ale na to pozwolić sobie nie mogę. Bo już Volvo czeka w kolejce, już trzeba je ubezpieczyć i doprowadzić do porządku, a bez pieniędzy ze sprzedaży Scorpio będzie mi ciężko. Tak więc żegnam mojego mechanicznego przyjaciela, trzymam kciuki, aby nowy właściciel doprowadził go do porządku i aby służył mu przez kolejne 300 tysięcy kilometrów. Powodzenia Scorpio, mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy.

http://i68.tinypic.com/149qzrc.jpg

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.