Gęsia skórka, testosteron – czyli za kierownicą Cosworth’a

Jak obiecałem dzisiaj będzie coś specjalnego. Wpis, który głównie skupi się na emocjach niż na suchych danych technicznych. Będę mówił o jednym z najlepszych aut jakie zdarzyło mi się w życiu prowadzić. Dodam, że nie było to na drodze publicznej, więc wyobraźcie sobie co się działo. Ford Sierra Cosworth – samochód marzenie, jeden z najrzadszych jakie można jeszcze spotkać na ulicach.

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/e/e3/Cosworth800px.jpgNajlepsze, że gdy wsiada się do niego nie czuje się, że to jeden z najlepszych sportowych aut lat 80. Złośliwcy powiedzą, że to zwykła Sierra z kilkoma spoilerami i fajnymi zderzakami, być może mają i rację, jednak to co sprawia, że ten samochód to istny diabeł na kołach znajduje się pod maską. 4 cylindrowy silnik DOHC, z 4 zaworami na każdy cylinder, turbosprężarką Garrett T3 i momentem obrotowym 277 N*m. Tyle momentu na dzisiaj nie wydaje się specjalnie dużo, ale jeśli masz 26 letnie auto z napędem na tył to zupełnie inaczej odczuwasz to za kierownicą. Efektem tej zabawy Coswortha wyszło – 227 koni mechanicznych, przyspieszenie do setki w 6,5 sekundy i deklarowana prędkość maksymalna – 248 km/h. Te liczby mogą nie robić wrażenia na papierze, ale uwierzcie mi, auto które ma tyle mocy i waży niecałe 1300 kg jest mega dzikie i szalone. W dodatku ma napęd na tył i nie ma durnych kontroli trakcji i innych pierdół, które ułatwiają życie kierowcy o nie! Pomylisz się? Rozwalasz auto, albo giniesz. Myślę, że właśnie dlatego Cosworthów zostało tak mało. Dorwała się do niego banda ludzi, którzy nie potrafili jeździć i większość skończyła na drzewie. Nowszy Cosworth był łatwiejszy, bo miał napęd na 4 koła, ten tylko na tył, tak więc wyobraźcie sobie co się działo, gdy na torze zaczęło kropić. Przyznam się szczerze – obróciło mnie dwa razy, ale nie zniechęcałem się, to było najlepsze 40 minut za kierownicą w moim życiu i najkrótsze, bo miałem wrażenie, że trwa jakieś 4 minuty. Mógłbym tam zostać na wieczność, ale czas gonił no i opony, które kupiłem do zakatowania skończyły się szybciej niż mi się wydawało. 

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/8/8e/1986.ford.sierra.cosworth.arp.750pix.jpg

Pozdrawiam kolegę Kubę, może to kiedyś przeczyta, który udostępnił mi swoje auto, mega frajda. Szkoda tylko, że je sprzedał, fakt że nie było za piękne, z zewnątrz zmęczone, na liczniku prawie 300 tysięcy kilometrów (z czego połowa zapewne po wszystkich rowach jakie są w Niemczech i w Polsce), ale dawało więcej frajdy niż każdy inny podrasowany rzęch. Wydaje Ci się, że umiesz jeździć? Powiedz tak dopiero wtedy, gdy wsiądziesz do auta z lat 80, albo 90 z napędem na tył i upchniętą gdzieś pod maską turbosprężarką. Zamknij się na jakimś bezpiecznym, dużym terenie – najlepiej na torze, dodaj do tego wilgoć i pokaż co potrafisz. Ja szczerze Wam powiem, byłem zażenowany faktem, że mnie obróciło, w dodatku dwa razy. Ale usłyszałem, że jak na laika, który nigdy nie jechał autem o mocy powyżej 200 koni i tak poradziłem sobie nieźle. Dodam, że było to 3 lata temu, więc faktycznie byłem jeszcze żółtodziobem. Teraz próbuję dorwać taki samochód i przejechać się jeszcze raz. Kiedyś rozmawiałem z właścicielem, to było dwa miesiące temu o materiał na bloga, ale nie zgodził się, abym to ja go prowadził, chyba nie wzbudzam zaufania. W sumie, gdybym miał jednego z nielicznych Cosworthów, jakie jeszcze zostały też bałbym się go dać nawet na 3 minuty komuś obcemu. Ba! Swojemu koledze bym pewnie nie dał, a co dopiero obcemu. Uczucia podczas prowadzenia takiego auta, nie da się porównać do niczego tak naprawdę. Trzeba się przejechać, to coś nowego dreszczyk emocji, adrenalina, gęsia skórka, mrowienie w wielu dziwnych częściach ciała… Prawdziwy raj dla motomaniaków!

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.