Odruch, który powinien mieć każdy

Z cyklu refleksje, znów dzisiaj będę trochę marudził o mentalności Polaków. Policz ile razy zatrzymałeś się, gdy zobaczyłeś kogoś z popsutym na poboczu samochodem? Ja mam taki odruch, że gdy tylko zobaczę samotnego kierowcę, z maską w górze i awaryjnymi światłami zatrzymuję się i pytam czy wszystko w porządku, czy trzeba pomóc? I często spotykam się ze zdziwieniem drugiej strony, bo to takie nie polskie. 

Auto może się popsuć w najmniej spodziewanym momencie, jednak gdy jesteśmy sami często nie możemy sobie poradzić ze wszystkim. Nie mam tu na myśli takich banałów jak wymiana koła, ale poważniejszych usterkach. Może warto się zatrzymać i zapytać czy nie trzeba pomóc? Może Pan / Pani na poboczu będzie tam sterczeć i czekać na pomoc parę godzin, a my przejedziemy obojętnie. Gdy padł mi przewód chłodnicy i mój samochód wypuścił wszystkie płyny, w ciągu 20 minut postoju na pasie awaryjnym (mimo korka) zatrzymał się jeden kierowca z pytaniem czy może na pomóc? Zaoferował nawet holowanie do najbliższej stacji benzynowej, to było bardzo miłe, ale u nas rzadko spotykane. Moim zdaniem powinna to być norma, że jeden kierowca pomaga drugiemu, a do dlatego, że może to spotkać każdego z nas. 

Kiedyś byłem świadkiem takiego zjawiska, na obwodnicy był korek, nie było pasa awaryjnego. Ludzie trąbią, machają ja myślę o co chodzi? Wysiadam z samochodu, mijam 6 samochodów i widzę starszego Pana, pchającego swoje stare Renault Laguna, pod górkę na najbliższy pas awaryjny, który był 200 metrów dalej. Dodam, że padał deszcz i jaka złość mnie ogarnęła, że żaden z tych kierowców, którzy widzieli co się dzieje nie podszedł do Pana i nie pomógł mu pchać, jeden gadał przez telefon, drugi coś był w garniturze, gdzie on właściciel Skody Superb będzie pomagał. Chwilę zajęło przepchnięcie auta kawałek dalej. Zjechałem swoim pogadałem chwilę i poczekałem z Panem aż przyjedzie jego syn. Ja wiem, że nie wszyscy mają na to czas, żeby zatrzymać się na parę minut, ale w takiej sytuacji to nie wiem jakim trzeba być człowiekiem, żeby nie pomóc. 

Inny przykład jadę samochodem i z daleka widzę auto na awaryjnych, śnieżyca jak cholera, – 15 stopni na dworze i Pan w jesiennej kurtce z kanistrem w dłoni machający na popularnego „stopa”. Nawet się nie zastanawiałem, zatrzymałem się i podwiozłem Pana na stację benzynową i z powrotem do jego auta, z 50 razy usłyszałem dziękuję, a w drodze powrotnej Pan wyznał, że stoi tam od pół godziny. Ruchliwa droga, środek dnia i naprawdę nikt się nie zatrzymał, żeby Pana chociaż podrzucić na stację, która był 4 km dalej i po drodze? Co się dzieje z tymi ludźmi? Nie chcę tu wyjść na szowinistę, ale osobiście gdy widzę Panią z kapciem to się zatrzymuję i pytam czy wymienić koło, czy już ktoś jest w drodze do niej. Albo ja jestem dziwakiem lub jakby to kozaczki nazwały frajerem, albo naprawdę jest z nami źle. Psioczą wszyscy na policję, a kilkanaście razy widziałem, jak pomagali ludziom, których auta uległy awarii. Nie kazali wzywać lawety, zaholowali do najbliższej stacji, to są przykłady z życia. Mówcie sobie co chcecie, ale dobra powraca. A żaden z Was nie chciałby się znaleźć w takiej sytuacji, więc drogi czytelniku, nie przechodź obojętnie obok cudzego nieszczęścia na drodze, bo gdy ktoś przejedzie obojętnie obok Twojego nieszczęścia, będzie Ci równie nieprzyjemnie. 

34 Komentarze

  1. To samo zauważyłem. Kiedyś na parkingu pod sklepem spotkałem jakąś rodzinę na tablicach rejestracyjnych z okolic oddalonych o jakieś 400 km ode mnie. Facet nie mógł odkręcić koła, wygiął swój klucz, a była niedziela i wszystko pozamykane. Na parkingu marketu nie pomógł mu NIKT (akurat stałem 5 minut czekając na swoją pierwszą żonę). Dziwnym trafem miałem akurat dwa takie klucze w bagażniku (dzień wcześniej naprawiałem samochód) i mu dałem ten klucz, sam niestety nie mogłem mu pomóc, bo mam nie sprawną rękę. Facet zaniemówił, powiedział, że w życiu by się nie spodziewał, że ktoś z czarnego BMW może mu kiedyś w życiu uratować życie :D

    Przynajmniej będzie miło wspominał moje miasto i dostał gratisową pamiątkę :P

  2. Niestety Polska nieżyczliwość i obojętność zaczyna być normą. Nie raz widziałem jak jedna osoba spycha zepsute auto ze skrzyżowania a pozostali trąbią. Z czego to wynika? Nie wiem. Wysiądź jeden z drugim i pomóż, będzie szybciej i przyjemniej.

  3. Trafny opis, przykry a zarazem prawdziwy. Jako dziecko pamiętam czasy komuny o znikomym ruchu na drogach. Nikt obojętnie nie przejechał obok potrzebującego.
    Teraz trudno znaleźć drogę o tak znikomym ruchu a osobę zatrzymującą się i chętną do pomocy można uznać za cud.
    Cóż można powiedzieć. Nastały czasy znieczulicy, zobojętnienia i tak zwanej wirtualnej aktywności kosztem braku komunikatywności bezpośredniej.
    To co powinno być nam najbardziej bliskie staje się czymś dziwnym.
    Pytanie o pomoc na drodze jest czymś dziwnym, w wirtualnym świecie odwrotnie. Tu pojawia się pytanie jak wirtualnie pomóc wymienić np. koło w samochodzie.
    Jeśli to wszystko zajdzie za daleko to póki co jest wiele miejsc na świecie gdzie życie biegnie normalnym tokiem. Na pewno nie będę mówił wirtualnie kocham cię. Pozostaję przy normalnej wymianie płynów ustrojowych.

  4. Daje do myślenia. Faktycznie jadąc nie zastanawiam się nad losem człowieka na poboczu. Sam dwukrotnie dostałem pomoc, raz na skrzyżowaniu policjanci pomogli mi pchnąć uszkodzone auto, a drugim razem inny kierowca pomógł w uruchomieniu, jak powiedział był mechanikiem i to jego skrzywienie zawodowe. Ale pamiętam to do dziś – tzn przypomniałem sobie po przeczytaniu tego artykułu. TAK nie zastanawiałem się dotąd co robi człowiek na poboczu… od dzisiaj mam nadzieję, że to się zmieni. Dziękuję !!!

  5. Rzeczywiście jesteś jakiś dziwny, ale zapewniam Cię, że takich dziwnych jest więcej, niestety giną w tłumie. Do większości ludzi nie dociera, że nawet najlepszy samochód może się zepsuć i wtedy sami być może będą potrzebowali czyjejś pomocy. Mój małżonek lubi zostawiać samochód na światłach :) Na jednym z parkingów marketowych nie było problemu ze znalezieniem kierowcy, który użyczyłby trochę prądu, ale jego żona o mało nie zabiła nas wzrokiem za to że musiała podjechać bliżej bo kable mieliśmy za krótkie. Przyznam że bezczelnie życzyłam jej takiej samej sytuacji tylko po to żeby zrozumiała że każdego może coś takiego spotkać, często z winy samego kierowcy jak w tym przypadku mojego męża :) Kierowca kierowcę powinien zrozumieć, do tego nie trzeba specjalnie wysokiej inteligencji, nakładów finansowych itp , itd :) Pozdrawiam i się nie zmieniaj :)

  6. Kolego, ludzie nie zatrzymują się z kilku powodów. Kilka (brak czasu, znieczulica). Inne to:
    - brak sprzętu do holowania (ilu z nas wozi linkę ?)
    - lęk przed napadnięciem (filmy dokładnie pokazują jak to zrobić)
    - lęk przed wciągnięciem w jakąś historię pt. „będzie Pan świadkiem”

  7. świetny tekst. każdy kierowca powinien go przeczytać i zachowywać się tak jak Ty . Szkoda że ludzie mają coraz mniej czasu i coraz mniej ludzkich odruchów. Pozdrawiam :-)

  8. Masz rację.
    Mój przykład. Korek w dużym mieście. Widzę plamę na asfalcie. Z samochodu przede mną kapie paliwo z baku. Staję w poprzek 2 pasów, podchodzę do kierowcy i informuję go o problemie. Spychany auto na pobocze. NIKT z kierowców nie wysiadł by pomóc. Oczywiście klaksony, choć nic nie przyspieszą a 100 m dalej utkną znów w korku.
    Myślenie zanika.

  9. Tak uczą na kursach niestety pracuje za kółkiem i co dzień widzę podobne sytuacje zestresowany kursant za kółkiem a instruktor obok rozwalony jak ropucha grzebiący w komórce. Od kogo młody ma się uczyć pozytywnych odruchów na drodze. Zwykłe ustąpienie w kilometrowym ciągu , miejsca samochodowi chcącemu włączyć się graniczy z cudem. Co prowadzi do wciskania się na siłę a potem stłuczki itp. A dziadek niema co liczyć na pomoc bo przecież czas ważny jak tylko sie zwolni to oni muszą gnać pędzić wbić w wolna miejsce. A co gorsza policja nie pomoże takiemu tylko mandat wlepi ( sam widziałem taką sytuacje) Może jakaś akcja ” pomóż na drodze albo oblej się kubłem ropy” :)

  10. A tu cię zaskocze. Ja akurat utrzymuję się z pomagania na drodze , pracuję pomocą drogową . Zawsze się zatrzymuje w sytuacjach przez ciebie opisanych . Nie uwierzył byś jak ludzie się zachowują gdy sie zapytam czy w czymś pomudz „boją się mnie że im zabiorę co mają ” a ja mogę pomudz tak prosto zepchnąć , pożyczyć klucza do kół , cos doradzić . Miałem raz sytuację której nawet nie żałuję ale facet nie zachował się najlepiej . Była to poprzednia zima nie pamietam dokładnie ale był spory mróz stoi starsze mondeo na akwariach lekko już przysypane śniegiem zatrzymuje się i pytam , okazuje się że panu zabrakło paliwa do tego mówi że nie ma przy sobie ani grosza , ja mam zawsze przy sobie karnisterek z paliwem za 20 zł . Dałem panu paliwo i numer telefonu by się spotkać i uregulować kwotę 20 zł i właśnie tyle go widziałem do dziś . Moze to był cwaniak którego opisywałeś i mysli sobie ze mnie zrobił na grubo .

  11. No i szacun dobry człowieku. Szkoda, że normalność w naszym kraju urasta do rangi wyjątku a tak powinno być na codzień. Ja rozumiem, że w garniaku pomagać to inna sprawa. Sam byłem w takiej sytuacji i wiem, że jakbym się pobrudził to nici by wyszły ze spotkania, ale nie każdy jeździ elegancko i na ważne spotkania cały czas. Pozdrowienia od puszkarza i motocyklisty :)

  12. Kiedyś zimą „ściągnęło” nasz samochód do rowu, zaczynało się ściemniać, nie wiedzieliśmy , gdzie szukać pomocy. Na szczęście zatrzymało się kilka aut ( ciężko było przejechać) i paru chłopa po prostu wyniosło samochód na drogę i mogliśmy jechać dalej. Od tego czasu zawsze zatrzymujemy się i staramy się pomóc takim osobom, a na pytanie, ile się należy za pomoc odpowiadamy – pomóc innemu w potrzebie.

  13. W Polsce wielu kierowcow ma podejscie zlosliwe. ” mi nie pomogli to i ja nie pomoge” i msci sie na niewinnym zamiast pomoc a bylby wtedy juz jakis lancuszek. ” mi nie pomogli, wiem jak przykro wiec ja pomoge” jest zbyt trudne dla zlosliwych. Zlosliwosc jest jak bumerang i wraca na miejsce startu. Kiedys zima byla na drodze slizgawka. Jechalam z gorki a na przeciwko mnie traktor i wymijajacy go maly samochodzik. Zastanawialam sie w ktorego uderzyc bo wyhamowac sie nie dalo. Wybralam zjazd do rowu. Kierowca auta i traktora pokazali mi palcem fijola. Nawet sie nie zatrzymali by pomoc z rowu wyjechac. Ba nawet nie interesowalo ich czy zyjemy a bylo nas troje w aucie. Jezeli w jakimkolwiek kraju mowi sie o polskich kierowcach jako debilach to maja racje…na kazda opinie sie pracuje.

  14. W dzisiejszych czasach oczekujący na pomoc człowiek może okazać się złodziejem lub innym oszustem. Nikt nie chce ryzykować tylko po to żeby pomóc komuś kto może przecież zadzwonić po pomoc drogową. P.S. Pan w garniturze w Skodzie najprawdopodobniej pędzi (i tak już spóźniony ) na ważne spotkanie i nie ma ochoty wyglądać na nim jakby wyszedł z basenu.

  15. zima. jade swoim kilkuletnim samochodem i nagle skubaniec gasnie i jak na zlosc nie chce odpalic. nie zdazylem dobrze wysiasc z samochodu a podjezdza samochod i pyta czy moze w czyms pomoc. niesmialo pytam czy moglby mi uzyczyc pradu, na co pan bez wahania podjezdza maska pod moja maska(zawrocil po.d prad by tego dokonac) podlaczamy kabelki, samochod odpala od razu, pan jeszcze chwile czeka i odjezdza, ja chce mu dac na piwo, ale odmawia.
    inna sytuacja – jade z dzieckiem po zone do pracy, widze,ze stoi auto na awaryjnych,kierowca probuje zatrzymywac samochody,ale nikt sie nie zatrzymuje, ja mimo braku czasu to robie. pytam w czym moge pomoc – panu braklu paliwa,a ze stacja jest pare km od miejsca, wiec podrzucam pana na stacje uprzedzajac zone smsem, ze bede chwile pozniej(zabieram ja wracajac z panem ze stacji). podjedzamy do auta,pan wlewa paliwo, ja czekam,zeby upewnic sie, ze wszystko ok i gdy samochod zapala rozjedzamy sie kazdy w swoim kierunku.
    trzeba pomagac innym, bo moze kiedys sami bedziemy potrzebowac pomocy od innych

  16. Najtańsze mini assistance jest najczęściej za darmo z OC. Za 60zł rocznie mam holowanie do 150km nawet spod domu. Ostatnio mi się przydało, bo padł mi czujnik położenia wału i w ciągu 20 minut była laweta. Nie zmienia to faktu, że pomagać trzeba.

  17. Ładnie. No ale bywa różnie z tym pomaganiem. Na pokrytym śniegową bryją parkingu jak to bywa w takich przypadkach, moje autko nie chciało za nic ruszyć z miejsca. Obserwował to inny kierowca, w końcu podszedł i stwierdził NO I ZAKOPAŁ PAN SAMOCHÓD. Wkurzył mnie. Ciekawe co ten as kierownicy zrobiłby w tej sytuacji. Zakopałem, to i odkopię, odparłem. Za pomoc w pchaniu podziękowałem, i spokojnie sięgnąłem po saperkę. Wystarczyło usunąć pół metra bryi spod kół, by złapały przyczepność i po krzyku. A jak chcesz pomóc, to nie wkurzaj :-)

  18. W owych czasach bardzo mało jest ludzi ktozy za dobre slowo potrafia pomoc!
    Ot taka historia….
    Jakis czas temu jechalem z zona i dziecmi. Przejezdzajac przez jedna z wiosek zobaczylem na poboczu auto na „awaryjkach”
    A tuz przy aucie kobieta kleczala na chodniku podtrzymujac lezacego, mlodego mezczyzne w pozycji bocznej. Bezzwlocznie zatrzymalem auto… Okazalo sie ze trzeba zadzwonic po pogotowie. mimo tlumu gapiow nie mial kto tego zrobic!!
    Bylo slychac tylko ze to alkoholik, pijak itd!
    Zona szybko zadzwonila, przyjechalo pogotowie… Byl to atak padaczki.
    Gdyby nie ta kobieta i my nie wiem jak by sie to skonczylo.
    Wiem napewno ze znieczulica i obojetnosc panuje a na to leku nie ma.

  19. byłem w podobnej sytuacji. Zabrakło paliwa, była godz. 21. Zatrzymałem się 500 metrów od patrolu Policji, poszedłem do nich czy pomogą – powiedzieli, że zatrzymają jakieś auto które mnie podrzuci na stację (6km). Pojechałem. Niestety z powrotem lipa, bo nikt się nie zatrzymał.

  20. Wkurz mnie ciagle pisanie zle bo polskie, a w tym przypadku wystrczy aby firma ubezpieczeniowa przyslala lawete i po spraiw, ja za 800zl rocznie ubezpieczenia mam lawete i brak paliwa czy awaria to scigaja mnie do warsztatu

    • Za 800 zł rocznie? Osiemset? To chyba „laweciarz” musiałby być zgrabną dwudziestopięciolatką topless i świadczyć dodatkowe usługi.
      Assistance z holowaniem do 100 km i dostawą paliwa (oraz kilkoma innymi funkcjami) to ja mam gratis w pakiecie z kontem bankowym, też bezpłatnym.

  21. Ja miałam awarię na ruchliwej 3-pasmówce w Lublinie w godzinach szczytu w listopadzie – pękła linka od sprzęgła. Pech chciał , że stałam na środkowym pasie bo miałam jechać prosto przez skrzyżowanie. Trąbili chyba wszyscy , co stali za mną . Chcieliśmy go przepchnąć na zewnętrzny pas do najbliższej stacji CPN, ale cóż nikt nie chciał się zatrzymać , aby nam to umożliwić . Jedni trąbili i klęli, a drudzy kierowcy nie chcieli nas przepuścić i koło się zamykało. Aż kierowca autobusu zlitował się nad nami , zatrzymał się i obydwoje z mężem zaczęliśmy przepychać auto ( picasso) przez drugi pas , aby dotoczyć się do zewnętrznego pasa , a stamtąd do pasa skręcającego na CPN. Tylko dwóch młodych, dwóch chłopaków, którzy jechali właśnie pasem zewnętrznym zatrzymało się i pomogło nam go przepchnąć , gdy już byliśmy na pasie zewnętrznym. Cóż kierowca kierowcy wilkiem jest .
    Może jakbym była długonogą blondynką w mini na 10-cm szpilkach , a nie babką z wrzeszczącymi dziećmi i mężem przy boku, to może rzuciłby się któryś kierowca do pomocy. Dlatego nie wierzę , że inny kierowca zatrzyma się , aby stracić swój cenny czas na pomoc innemu kierowcy na dodatek babie za kierownicą ?!

  22. dziwi mnie twoje zdziwienie . 20 -30 lat temu pomoc drugiemu kierowcy to była normalka, dawało się innemu nieznanemu kierowcy
    dętkę ze swojego zapasu ( jak nie miał ), paliwo jak zabrakło ( nie było
    CPN-ów co kawałek i tylu warsztatów ) lub innych części i nie zdażało się żeby ktoś nie odesłał z podziękowaniami. Tylko teraz dorosło młode pokolenie samolubów i egoistów . Wiem to przykre , powiem więcej
    obecni młodzi super kierowcy nie mają czasu ani ochoty zatrzymać się żeby pomóc w razie kolizji czy wypadku

  23. Zdarzyło mi się obudzić kierowcę i pasażera dostawczaka, którzy – widać zmęczeni trasą – przysnęli sobie solidarnie na swoich miejscach stojąc w kolejce do promu w Świnoujściu (gdzie czasem stoi się w miejscu np. pół godziny). Od pół kilometra widziałem na prostym odcinku jak samochody ich omijają i jakoś żadnemu kierowcy nie przyszło do głowy żeby chociaż zatrąbić.. ;-)

  24. Fajnie, ze sa jeszcze tacy ludzie jak autor! Niestety trudno szukac solidarnosci na naszych polskich drogach… zawsze sie zastanawiam czy to egoizm czy lenistwo, a moze jedno i drugie… dopoki ktos sam nie doswiadczy usterki w trasie to sie nie przekona

  25. Miałam podobny przypadek..moje auto zgasło podczas postoju na czerwonym świetle, byłam pierwsza. Jestem kobietą i ogromnym problemem dla mnie było przepchnięcie auta..za mną utworzył się korek, wszyscy trąbili a nawet zostałam zwyzywana od k.rew :( Mężczyźni siedzący w swoich autach za mną nawet nie raczyli ruszyć swoich tyłków mimo włączonych awaryjnych..udało mi się nakłonić dwóch chłopaków którzy przechodzili przez przejście aby mi pomogli..wieczorem w swoim domku, kiedy puściły mi nerwy, po prostu się popłakałam :( Miałam pecha, bo trafiłam na godziny szczytu na jednym z Pruszkowskich skrzyżowań..

  26. Niestety i mnie spotkała podobna sytuacja.Też godziny szczytu a mnie auto zatrzymuje się na środkowym pasie(po bokach jeszcze po dwa) i trzeba go zepchnąć przez te dwa pasy na pobocze.Nikt się nie zatrzymał tylko klaksony poszły w ruch i ręce bo różne gesty widziałam.Zlitował się Pan na rowerze który pchając rower pomagał pchać mi auto.Pozdrawiam tego Pana..

  27. Moje mondeo tez odmowilo dzis posłuszeństwa i to doslownie pod domem. Wieczór, ciemno stoje na awaryjnych, brat grzebie pod maską, samochody przejezdzaja i nic… trace wiare nawet w sasiadow, ludzi, ktorzy zyja obok mnie i doskonale wiedzieli, ze to ja tam stoje…

  28. Kolejny specjalista od ludzkiej (zwłaszcza polskiej) mentalności.

    Jeśli jadę i widzę kogoś spokojnie grzebiącego pod maską czy przy kole – jadę dalej, najwyraźniej delikwent wie co robi – w przeciwieństwie do mnie, bo po podniesieniu maski to ja mogę najwyżej dolać oleju czy płynu do spryskiwacza.

    Jeśli ktoś wyraźnie sygnalizuje, że potrzebuje pomocy, to inna bajka, choć i tak najpierw przekalkuluję, czy nie jest to jakaś historia, która może się dla mnie skończyć przykro. No i sprawdzę najpierw, czy podręczne uzbrojenie mam na miejscu.

    Jeśli sam widzę zdarzenie, to owszem, zatrzymam się i pomogę; jakiś czas temu wypychałem kogoś z rowu. Przyznaję, że ruch był dość spory, a chętnych do pomocy nie było.

    A jeśli mnie coś się zdarzy, nie będę marudził, że polska mentalność mi się nie podoba, tylko wyciągnę któryś z telefonów i wezwę assistance.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.