10 pytań do… Marcina Klimkowskiego

Witam Was serdecznie! Czas na drugi wpis z cyklu „wywiady”. 

http://www.fakt.pl/m/crop/-900/-900/faktonline/635157097797518310.jpg

Gościem bloga jest dzisiaj Marcin Klimkowski – dziennikarz prasowy i telewizyjny. Pisał dla takich gazet jak „Wprost”, „Playboy”, a od trzech sezonów wraz z Adamem Kornackim prowadzi program „Zakup Kontrolowany” na antenie tvn turbo. Prywatnie zapalony biegacz i fan mocnej muzyki. Dzisiaj odpowie na kilka pytań dla benzynawzylach.blog.pl Zapraszam!

SM: Zacznę od pytania o Twoją pracę. Dziennikarstwo motoryzacyjne, jak to się zaczęło?

Marcin Klimkowski: Samochodami interesowałem się od zawsze, od dziecka. W pewnym momencie, jeszcze pracując w tygodniku „Wprost” przejąłem tematykę motoryzacyjną po starszym i bardziej doświadczonym koledze, który odchodził z redakcji. Czyli odbyło się przez przypadek. Potem zajmowałem się samochodami w Playboyu, wraz z serdecznym kolegą Rafałem Jemielitą, który jest dziś współprowadzącym „Automaniaka” w TVN Turbo, jednocześnie pracując w redakcji Playboya. Prowadziłem też program „Sparing” w TVN Turbo, a potem „Autonomię” w Polsat Play. Trzy sezony temu dołączyłem do obsady „Zakupu Kontrolowanego”, gdzie wspomagam głównego prowadzącego, swojego przyjaciela Adama Kornackiego. Jednak nie powiedziałbym o sobie, że jestem dziennikarzem motoryzacyjnym. Mimo, że chwilowo większość mojej zawodowej aktywności poświęcona jest samochodom (w TVN Turbo i Grupie Wirtualna Polska), to jestem po prostu dziennikarzem, bez przymiotników, a nie dziennikarzem motoryzacyjnym.

SM:  Czy jest samochód, który uważasz za najgorszy na świecie?

Marcin Klimkowski: Owszem. To Ford Kuga.

SM: Najlepsze auto jakie prowadził Marcin Klimkowski to…

Marcin Klimkowski: Rolls Royce Phantom Drophead Coupe. W przeciwieństwie do większości moich kolegów po fachu największą sympatią darzę nie auta sportowe, roadstery, kabriolety, czy terenówki, ale limuzyny.

http://www.blogcdn.com/www.autoblog.com/media/2006/12/rr_phan_dhc_xlr_02.jpg

SM: Spotkałeś się z wieloma dylematami w programie „Zakup Kontrolowany”. Czy sam kiedyś miałeś poważny dylemat pod tytułem – jakie auto kupić?

Marcin Klimkowski: Oczywiście, że tak. Miałem do wyboru auto, na którego utrzymanie nie było mnie stać. Konkurencyjne auta wydawały się (i były) rozsądniejsze. Oczywiście wybrałem pierwsze, kuriozalne rozwiązanie. Ale trafiłem dobrze, no powiedzmy szczęśliwie, bo auto nie zawiodło mnie do dziś, a gdyby się poważnie zepsuło, finansowo nie dałbym rady.

SM: A czym prywatnie jeździsz i dlaczego wybór padł akurat na ten samochód?

Marcin Klimkowski: No właśnie o tym aucie mówię. To BMW 330xi. Wersja E46, z 2003 roku. Auto jest na tyle zadbane, że nie zmieniam go na nowszy model. Sporo podróżuję samochodami testowymi, więc nie widzę powodu, by zmieniać coś, co jest dobre, na cokolwiek innego. Wybrałem tę BMW w jednym z pierwszych odcinków współprowadzonego dziś przeze mnie „Zakupu Kontrolowanego” – wystąpiłem w programie jako gość Adama Kornackiego.

SM: Czy w naszym kodeksie drogowym jest jakiś przepis, który byś zmienił?

Marcin Klimkowski: Są tam zapisy dość szczegółowe, które bym zmienił, jest ich całkiem sporo. Zakazałbym np. rozmawiania przez telefon komórkowy również z użyciem zestawu głośnomówiącego. Powód jest prosty, badania wskazują, że jest to równie niebezpieczne, jak rozmawianie ze słuchawką przy uchu. Jednak prawem, które zmieniłbym najchętniej, gdybym był władny, są zasady przystępowania i przeprowadzania egzaminu na prawo jazdy. Radykalnie bym wszystko uprościł i ułatwił. Tak, żeby było jak w Stanach Zjednoczonych, gdzie prawko dostaje każdy. Zmieniłbym również zasadę dotyczącą ubezpieczenia. To kuriozalne, że polisa jest przyporządkowana do pojazdu, a nie do kierowcy. Teoretycznie można codziennie rozbijać auto i nie mieć z tego powodu kłopotów z ubezpieczycielem: ważne tylko, żeby codziennie było to inne auto.

SM: Program „Top Gear” znany jest na całym świecie. USA, Australia, Rosja zdecydowały się na zrobienie swojej, krajowej wersji Top Gear. Myślisz, że mogłaby powstać polska wersja programu „Top Gear”?

Marcin Klimkowski: Nie. „Top Gear” jest połączeniem legendy, osobowości prowadzących i nakładów finansowych. Plus jeszcze niezależności wynikającej z tego, że jest emitowany w telewizji publicznej, a więc show jest uniezależniony od reklamodawców.
Próby kopiowania i konkurowania z „Top Gear” śmieszą mnie. Lepiej wymyślić coś innego i robić to najlepiej. A może: „Samochód marzeń – kup i zrób”, „Zakup kontrolowany”, amerykańskie programy o hot rodach. Te wszystkie programy są mniej spektakularne, ale mają swoją widownię i odnoszą sukces, właśnie dlatego, że nie kopiują.

SM: Co sądzisz o elektrycznych samochodach? Prowadziłeś już całkowicie elektryczne auto?

Marcin Klimkowski: Owszem. Prowadziłem, jestem pod wrażeniem. Chciałbym jednak, żeby kierowca miał wybór, a nie żeby pewne regulacje były mu narzucane. Biurokracja europejska to zło, nie tylko w kwestii motoryzacji, ale w ogóle.

SM: Osobiście wolę samochody z lat 90, od dzisiejszych, naszpikowanych elektroniką i gadżetami pojazdów. A jak to jest u Ciebie?

Marcin Klimkowski: Podobnie. Motoryzacja rozmienia się na drobne i schodzi na psy. Auta są do siebie podobne, koncerny robią wiele wersji tego samego auta, które sprzedają pod różnymi nazwami. Celuje w tym Volkswagen. Nie lubię tego i już nie polubię. Mam w nosie, że korzysta na tym klient, który dostaje pewne rzeczy taniej. Wolałbym, żeby nie dostawał, ale żeby auta, silniki, rozwiązania techniczne były oryginalne. Kiedy słyszę, że BMW z Mercedesem współpracują nad jakimś rozwiązaniem, że BMW wprowadza na rynek auto przednionapędowe, że Mercedes Klasy S ma wersję czterocylindrową, to mówię sobie, że mam to gdzieś i uważam, że to słabe. Używam tylko dosadniejszych słów.

SM: Ostatnie pytanie, które zawsze jest takie samo – jakby wyglądał samochód zaprojektowany przez Marcina Klimkowskiego?

Marcin Klimkowski: Nigdy nie poważyłbym się na coś takiego jak zaprojektowanie auta. Tak samo jak nie miałbym odwagi napisać książki. Są ludzie, którzy robią to lepiej, im zostawiam zabawę. Chociaż kilka aut chciałbym poprawić i mam wrażenie, że wyszłoby im to na dobre.

SM: Bardzo Ci dziękuję za poświęcony czas!

http://i57.tinypic.com/1zez5f6.jpg

Jak widać, prowadzący „Zakup Kontrolowany” jest doskonałym przykładem, że jak już tam Wam znajdą samochód, to będziecie nim jeździć długo i szczęśliwie. I dodam jeszcze, że w 100% zgadzam się nie tylko w kwestii aut współczesnych vs auta z lat 90, ale także biurokracji UE. Jeszcze raz bardzo dziękuję Marcinowi Klimkowskiemu za poświęcony czas, a o co Wy zapytalibyście dzisiejszego gościa? Czekam na komentarze. Do usłyszenia!

2 Komentarze

  1. Ciekawi mnie jak co w momencie, gdy dziennikarz podczas testu uszkodzi samochód, czy koszty pokrywa on sam czy jego redakcja?

  2. Z tego co wiem, to pojazd jest ubezpieczony przez redakcję na wypadek poczynienia szkód podczas trwania testów, a więc koszty pokrywa ubezpieczalnia. Przynajmniej tak to wygląda w przypadku TopGear. Podejrzewam, że w przypadku takich redakcji zasada jest dokładnie ta sama.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.