Citroen Xsara – czyli znudzisz się zanim odpalisz

Jesteśmy dzisiaj we Francji i poruszamy ich kolejne dzieło. Klasa kompakt w latach 90, była bardzo dziwna, bo ciężko było znaleźć cokolwiek dobrego, póki nie pojawił się Focus. Golf był brzydki i tłusty, Escort psuł się częściej niż jeździł, japońskie auta były ciekawe, ale drogie w naprawie, a o koreańskich lepiej nie mówić. Więc w 1997 roku na ożywienie klimatu powstała Xsara, ze znaczkiem Citroena, która zastąpiła wysłużony i paskudnie brzydki model ZX. 

Francuzi tym razem spędzili trochę więcej niż godzinę na zaprojektowanie auta, pewnie było święto i nie można było strajkować. Linia jest niczego sobie, choć jakoś nie przypomina mi to kompaktu. Ale oczywiście co do technologii, nie wyciąga się wniosków z przeszłości i montuje to samo. Tak jak ZX, tak też Xsara miała belkę skrętną tej samej jakości, czyli po 100 tysiącach ja pękam, a Ty płać! Korozja jakoś niechętnie chwytała Xsarę, a dzisiaj cenowo waha się to między 3-4 tysiące za modele, ze sporym przebiegiem i belką od nowości, po 6-7 tysięcy za modele młodsze, które wymianę belki mają za sobą. Tu posłużę się cytatem, bo niestety wiedzy większej na ten temat nie mam „Gaz w Xsarze to zabójstwo” i na tym zamknijmy kwestie LPG. 

Co do stylistyki, mi się nie podoba. Choć widać, że się nie podoba. Niby coś oryginalnego, widać, że się starali, ale takie przedłużane nadwozie to już zdążyła wymyślić Honda, a Xsara jest nawet brzydsza i mniej praktyczna od Civica, w wersji 5 drzwiowej. Auto jest jak taka klucha na kołach. A silników do wyboru do koloru! Od 1.4 po 2.0. Ale z tych skrajności fajnie wybrać wersję 1.6 88KM, bo nie dużo pali i nie jest aż tak  mułowata. Są też wersje diesel, które podobno psują się mniej niż benzynowe, a szczególnie 1.4 HDi. Nie wiem, nie jeździłem, na ropę to jest traktor! Wersja 1.6 88KM jedzie, jedzie no i tyle w sumie. Zero jakiegoś polotu, emocji. Jest cichy, naciskając pedał gazu mam to samo uczucie jakbym miał pod stopą, małego, puchatego króliczka. Mam go gładzić, a nie zgniatać. Tak więc radości z jazdy tym autem mieć nie będziecie. Ale za to Wasi pasażerowie mogą wypić kawę, zjeść obiad, a pasażerki umalować się, bo auto jest bardzo komfortowe, w końcu to francuskie auto, a tam malują się wszyscy. 

Co do środka, jak już Wam zdradził tytuł, jest po prostu nudne. Co oni sobie myśleli, projektując to wnętrze, kierownica z Xantii, każdy wlot powietrza ma inny wymiar, wyświetlacz na środku kokpitu jak z Fiata Tipo, aż się chce wysiąść. Plusem może być za to duży bagażnik, bo 408 litrów w wersji 3 drzwiowej, więc nieźle, ale za to na tylnych siedzeniach, jest tyle samo miejsca co w Renault Clio. W dodatku jakiś geniusz w koncernie wpadł na to, żeby Xsarę napakować sterydami i tak powstała, Xsara Picasso, który wygląda paskudnie. Nie wiem jaki jest cel kupowania takiego samochodu, ale o problemie vanów będzie osobna notka. No w sumie co mam jeszcze pisać? Nawet ciężko coś skleić do kupy o tym aucie, bo nie ma w sobie nic co można uznać za charakterystyczne dla tego modelu.

Pozwolę sobie to podsumować w następujący sposób. Nie mam bladego pojęcia, jak bardzo trzeba było być zadżumionym, żeby w 1997 roku zamiast Focusa, kupić sobie Xsarę. Auto brzmi fatalnie, w środku, tak jak w prowadzeniu jest nudno, z tylu jest mało miejsca, zawieszenie pada tak samo jak w starych Citroenach, wygląd coś tam nadrabia, ale też szału nie ma. Chcesz tego Citroena, mam do Ciebie prośbę – wyjaśnij mi czemu, po co, dlaczego? Do usłyszenia!

1 Komentarz

  1. Nie wiem po co pisac krytyke czegos na sile kszdy ma swoj gust wiec po co autorze tych wypocin go narzucasz

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.