Bądźmy wybredni przy kupowaniu!

Dzisiaj w oparciu o własne doświadczenia, radzę i podpowiadam jak się zachować w przypadku zakupu samochodu. Nie wszystkie zabiegi są znane no i jak uniknąć przykrych niespodzianek. Zagłębmy się w temat zanim dojdzie do jakiejkolwiek transakcji. Bo później może być za późno.

Każdy z nas zanim wybierze się oglądać samochód czyta dokładnie ogłoszenie, dzwoni, patrzy na zdjęcia. Osobiście przez telefon dokonuje dokładnego wywiadu na temat samochodu. Przede wszystkim potwierdzam lub dopytuję, jeśli nie było takiej informacji w ogłoszeniu na temat OC i Przeglądu. Jeśli samochód nie ma przeglądu, pamiętajcie, że nie bierze się to znikąd. Koszt przeglądu to około 100zł, a podnosi znacznie wartość samochodu. Jeśli ktoś mówi, że na 100% przejdzie, tyle, że nie miał czasu zrobić itd. robimy taki zabieg „No to super! W takim układzie, przyjadę do Pana, jedziemy na stację diagnostyczną i robimy przegląd tak?” po takiej informacji skierowanej do sprzedającego od razu będziemy znali stan faktyczny, czy auto jest w stanie przejść przegląd czy nie. Największy kłopot to nie zawieszenie, hamulce czy silnik, ale blacha! Przede wszystkim podłoga i podłużnica. Żaden rozsądny diagnosta nie puści samochodu, jeśli któraś z tych części karoserii jest naruszona w sposób zagrażający bezpieczeństwu. A jeśli auto miało przygodę kolizyjną to na 100% jest naruszona. No i to najbardziej problematyczna część blacharska, progi, nadwozie to nic przy podłodze i podłużnicy. Co więcej! W momencie zakupu samochodu, gdy już jesteście zdecydowani, zainwestujcie 40zł (gdzieniegdzie nawet mniej) zabierzcie Wasz potencjalny nowy samochód na stację kontroli pojazdów i poproście diagnostę o sprawdzenie pojazdu tzw przedprzeglądowe. 

http://i58.tinypic.com/2d0fd5s.jpg

Za te 40zł auto zostanie sprawdzone z każdej strony, zawieszenie, podłoga, sami będziecie mogli wejść sobie do kanału i obejrzeć go w oświetlonym pomieszczeniu z każdej strony. Za ile byś nie kupował samochodu to niewiele w obliczu tego ile mogą cię kosztować ukryte wady. Nawet mechanik leżący pod samochodem z latarką, nie jest w stanie określić w 100% faktycznego stanu co innego gdy możemy swobodnie w oświetlonym kanale zobaczyć wszystko bardzo dokładnie, w asyście specjalisty. Jeśli sprzedający kręci nosem i ma obiekcje, znaczy, że coś jest nie tak. Czasem nadwozie i środek auta tak nas zauroczy, że zapominamy o podstawowych rzeczach takich jak sprawdzenie poziomu oleju, płynu w chłodnicy, czy wszystkie kontrolki po przekręceniu stacyjki działają. Jeśli któraś się nie świeci może to zwiastować, nie lada problem. W przypadku samochodów z czujnikami w silniku nieprawidłowości są sygnalizowane kontrolkami. Wielu handlarzy, aby nie wzbudzać niepokoju po prostu odłącza kontrolkę całkowicie, nie zważając na to co jest przyczyną tego, że się świeci. A po co naprawiać, żeby zarobić mniej? 

http://i59.tinypic.com/v7qglc.jpg

Kolejna sprawa, układ wydechowy. Może się to wydawać drobnostką, ale w praktyce to dosyć problematyczne i w przypadku niektórych samochodów drogie jak na dzień dobry wydatki. Często teksty typu, „Panie wystarczy tam małą dziurkę zatkać / uszczelka tylko strzeliła” to niewiarygodna informacja. A co jeśli wydech jest już tak połatany, że tylko wymiana całkowita nas ratuje? Idziemy w koszty rzędu 600-700zł a to nie mało. To co większość uważa za najważniejsze przy zakupie auto to przebieg. No i tu jest polski błąd kupowania samochodu. WSZYSCY trąbicie, narzekacie, że handlarze kręcą liczniki do tyłu, że są specjalne miejsca gdzie to robi się to profesjonalnie, ale czyja to wina ? Właśnie Polaków, którzy kupują samochody. 200 tysięcy kilometrów?! O niee! Za dużo. Zlitujcie się ludzie! Wiadomo, że w przypadku auta za 50-60 http://i60.tinypic.com/2urm5b6.jpgtysięcy kilkuletniego taki przebieg jest straszny, ale jak już wiecie ja zmierzam do trochę niższych przedziałów cenowych. Jeśli auto z lat 90 ma przebieg powyżej 200 tysięcy to dużo lepiej niż jakby miał 80-100 tysięcy. Auto nie jeżdżone psuje się bardziej niż jeżdżone i co najistotniejsze KORODUJE (chyba, że był garażowany) bardziej. Przebieg ma zejść na dalszy plan. Weźmy na tablicę coś takiego, mamy dwie Skody Octavie 1.9 TDi. Obie są z 1998 roku, jedna ma przebieg 110tys. km druga 220tys. km. Ja biorę od strzała tą drugą. Po pierwsze przebieg w tym przypadku jest bardziej wiarygodny, po drugie widzę, że auto więcej jeździło niż stało więc to zwiastuje tylko dobrze. Polaku kochany zrozum, że NIE MA okazji na rynku samochodów używanych. Okazję są dla tych, którzy sami sobie potrafią naprawić usterkę zaniżającą cenę samochodu. Jeśli auto jest super fajne i ma niziutki przebieg, w dodatku kosztuje tyle samo co takie powiedzmy z tym powyżej 200 tysięcy kilometrów to muszą być inne mankamenty, które tą cenę zaniżają. Są pewne średnie rynkowe, poniżej, których się nie schodzi. Nikt nam nie odda swojego samochodu za bezcen. Owszem fajnie jest kupić autko z małym przebiegiem, nie neguje tego, ale tylko w przypadku gdy: Samochód jest od pierwszego właściciela / mamy książeczkę, która nam potwierdzi ten przebieg (a i w tym przypadku należy sprawdzić jej autentyczność) / najlepiej by był garażowany. Oprócz tego, w przypadku przebiegu patrzcie na stan wnętrza. Kierownica to najlepszy dziennik z życia samochodu. W żadnym aucie, nawet najtańszych typu Daewoo, Fiat itd. kierownica szybko się nie zdziera. Mieszek skrzyni biegów to już nie taka skarbnica wiedzy, prędzej gałka, albo przełączniki świateł czy ogrzewania. Nie wierzcie w to, że auto ma mniej niż 200 tysięcy kilometrów i jednocześnie zdartą kierownicę, albo na przykład fotele. To się nie ma prawa zdarzyć. Cofnięcie licznika to jest naprawdę chwilka. Kiedyś gdy oddawałem Fiata Uno na złom, rozebrałem sobie deskę i zobaczyłem jak to jest proste. A w przypadku elektrycznych liczników w autach typu Skoda, Volkswagen, Audi, Opel kosztuje w granicach 80zł i trwa tyle samo. Trochę się rozpisałem na temat tego przebiegu, ale tylko po to, aby Wam uświadomić, że to nie jest najważniejsza kwestia. 

http://i58.tinypic.com/wlaczr.jpg

Przechodząc do innej kwestii. Silnik też dużo mówi, jeśli nie najwięcej, pytanie jak go ogarnąć. Jeśli kupujemy autko za parę tysięcy i widzimy od razu wycieki, warto się dowiedzieć, która uszczelka puściła. Jeśli pod głowicą to krzyżyk na drogę, jeśli pod pokrywą zaworów to jest max 50zł z wymianą w przypadku 70% samochodów. Handlarze bardzo często czyszczą silnik przed sprzedażą. Podziwiam, bo kiedyś próbowałem i to jest naprawdę mozolna robota. Ale oni pewnie mają do tego specjalny sprzęt. Gdy widzimy takie nieregularne czarne plamki jak na przykład na zdjęciu wyżej to bankowo było tu czyszczone. Jeśli chcecie sprawdzić sprawność okablowania, wystarczy woda w spryskiwaczu do szyb, popsikajcie delikatnie prosto po kablach i odpalcie samochód, jeśli auto nie zaczyna świrować to znaczy, że jest okej. Ja tak kiedyś odkryłem w Seacie Cordoba problem z kablami. W dodatku w silniku łatwo zobaczyć co było wymienione. Na pasku rozrządu jeśli widzisz jakiekolwiek napisy to znaczy, że jest jeszcze zdatny do użycia. Całkowicie czarny pasek może wołać: wymień mnie! pompa wody też chciała, ale jej nie widać niestety.. Skorodowane śrubki, nakładki etc. zazwyczaj oznaczają, że to nigdy nie było odkręcane i wymieniane. Czasem to wada czasem zaleta. Tu już w zależności od konkretnego samochodu. 

 

Jeśli ktoś się chwali wymienionym sprzęgłem, to nie cieszmy się tak szybko! Pytanie co tam wymienił. Powie nam, że kompletne, a co na przykład z wysprzęglikiem? To istotna część, o której się zapomina, a stary wysprzęglik + nowe sprzęgło = rozwalona za parę tysięcy skrzynia biegów. Zazwyczaj ta część kosztuje 10-15% tego co całe sprzęgło więc nie jest to taki wydatek, który boli. W dodatku nie zawsze nowe sprzęgło dobrze współgra ze starą skrzynią. Miałem tak w Nexii, która miała sprzęgło z Astry, a skrzynie swoją oryginalną i czułem, że z każdym kolejnym tysiącem kilometrów, skrzynia chodziła gorzej. Najlepsze zawsze wszystko oryginalne, ale w przypadku niektórych marek, zamienniki koją naszą kieszeń tak bardzo, że decydujemy się na nie od strzała. Mój Polonez miał wymieniane sprzęgło, ale coś czuję, że ta skrzynia nie pracuje tak jak powinna, ale to jeszcze sprawdzę i dam znać co z tego wynikło. Tyle, że w moim przypadku auto nie kosztowało nawet 1000zł, w dodatku mam Poldka, gdzie części są tańsze niż woda. Gdy kupujecie coś innego zastanówcie się i zobaczcie jak wchodzą biegi, jak działa pedał sprzęgła. Nie chce się tu już rozwodzić na temat zawieszenia, bo zajęło by to kolejne 1284 słowa. Zrobimy osobną notkę na ten temat. 

Podsumowując, kolejność sprawdzania stanu samochodu nie powinna być obojętna i żaden element z tu wymienionych nie może być pominięty. Stan blachy, silnika, zawieszenia, wnętrze, autentyczność przebiegu. Bardzo ważne by zadawać zbywcy jak najwięcej pytań o historię auta. Nie może być tak, że o nim nic nie wie. Bo to najłatwiej powiedzieć. Jeśli kupujecie przez pośrednika, postarajcie się o kontakt do właściciela w dowodzie rejestracyjnym i jego wypytajcie zanim kupicie. Dowiecie się czy miał iść na złom czy coś jest do roboty itd. No i nie wspomniałem tu o tym co się często pojawia w ogłoszeniach: bezwypadkowy. A to dlatego, że to też będzie osobny dłuższy wątek. Pytania / sugestie / doświadczenia? Podziel się w komentarzu!

5 Komentarze

  1. Wszystko przeboleje, ale fragment z napisami na pasku mógłbyś sobie odpuścić. Każdy producent przewiduje określony czas lub przebieg jaki jest w stanie wytrzymać pasek. W niektórych markach ten czas i przebieg nawet zaleca się skrócić o połowę w stosunku do tego który przewidział producent. Jeśli ktoś Cię posłucha i będzie szukał wspomnianej tutaj Alfy w ten sposób to stanie się kolejną osobą, która będzie bluzgać na tą markę :)

    pozdrawiam, właściciel auta na gnojówkę ;)

    • Może rzeczywiście trochę źle to ująłem, nie mniej jednak, napisy umieszczane na pasku od producenta, też mają pewien cel, mogą sygnalizować zużycie graniczne. Na pewno nie można zaprzeczyć temu, że gdy widać napisy na pasku możemy być spokojni o rozrząd. I proszę o małe sprostowanie „właściciel auta na gnojówkę” cóż to może oznaczać? hmm? :D

  2. Nie, nie, nie! chłopie kto Ci takich bzdur nagadał z tym napisem? co to za wyznacznik zużycia?! Kup sobie Alfę w benzynie i poczekaj z wymianą rozrządu na zdarcie się napisów. Stawiam butelkę jasia wędrownika jeśli wcześniej ci nie strzeli.

    auto na gnojówkę to oczywiście diesel :)

    • A oświecę Cię bo ta bzdura była w instrukcji paska rozrządu gdzie miałem zaznaczony wyznacznik zużycia, który kiedyś montowałem w Nexii, już Ci teraz nie powiem nazwy firmy bo nie pamiętam. Alfy nie miałem więc się nie wypowiadam, każdy wie, że to autko specjalnej troski i tam trzeba tego pilnować żeby nie strzelił :D Pasek zużywa się w momencie gdy ulega rozwarstwieniom prawda? Najłatwiej dla laika patrzyć właśnie na napisy, bo nadruk na pasku w pierwszej kolejności zaczyna tracić wygląd. Łatwiej to napisać takim językiem, bo nie każdy bierze pod rękę mechanika gdy ogląda auto. Nie napisałem, że trzeba jeździć aż pasek jest czarny, tyle że zwracać na jego kondycję gdy oglądamy potencjalnie kupowany samochód. No i każdy powinien wiedzieć, że po zakupie używanego auta najlepiej tak czy siak ten pasek wymienić, bo to parę groszy, a zawsze mamy 100% pewności, że nie pęknie. A jasiek wędrowiczek to 1/10 ceny (jak nie lepiej) tego jakie może spustoszenie zrobić w silniku pęknięty pasek, więc wyzwania i tak bym nie przyjął ;) pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.