FreakyMotoDay czyli ciekawe wydarzenie ze Śląska

Lubię obserwować ciekawe wydarzenia motoryzacyjne w Polsce, uczestniczyłem już w nie jednym, a to na które trafiłem z czyjegoś polecenie ostatnio wydaje się mega interesujące:

Link do wydarzenia na facebook’u

Opis: Grupa FreakyMates zaprasza na imprezę motoryzacyjną połączoną ze zlotem food truck’ów „Smaki Świata” oraz zbiórką charytatywną.
Nasza impreza odbędzie się na piekarskim Kopcu Wyzwolenia. Wysokość Kopca = imponujące zdjęcia!
Ze wględów bezpieczeństwa obowiązywać będzie selekcja, o której będziemy Was powiadamiać, jak i o wszystkich innych informacjach w nastęnych aktualizacjach wydarzenia.
Zapewniamy Wam cztery konkursy:
- pomiar głośności wydechu,
- najciekawsze wnętrze samochodu,
- najlepsza komora,
- najciekawsza felga.
Za każdy konkurs przewidywane są atrakcyjne nagrody, których sponsorami są:
-MILLER DETAILING

http://millerdetailing.pl/

-LEGEND – NIEZALEŻNY SERWIS HONDY

http://www.legendserwis.pl/

-M&M AUTO TUNING

http://mmtuning.pl/

-MASAB STUDIO REKLAMY

https://web.facebook.com/Masab-Studio-Reklamy-315918821950167/

Cała impreza odbędzie się pod patronatem Urzędu Miasta Piekary Śląskie oraz Radia Piekary.

http://i67.tinypic.com/2z8oy7p.pngI takie imprezy lubimy! Zlot wariatów motoryzacyjnych, połączony z dobrym jedzenie, zbiórką charytatywną i pod patronatem miasta, brawa dla organizatorów i nie pozostaje mi nic innego, jak również objąć patronatem to wydarzenie! Zapraszam wszystkich czytelników, nieważne skąd jesteście, warto wybrać się na wydarzenie organizowane przez Freaky Mates! O ile czas pozwoli będziecie też mogli mnie spotkać na miejscu. Impreza odbędzie się 4 Czerwca w Piekarach Śląskich, Kopiec Wyzwolenia

Automator.pl radzi Jak sprowadzać samochody z USA?

Wiele razy poszukiwałem tego typu artykułu w internecie, na bazie którego mógłbym stworzyć coś własnego. Niektóre pisane w sposób niekompetentny, inne w niezrozumiały sposób, w końcu udało się znaleźć artykuł na temat sprowadzania samochodów z USA stworzony od A do Z perfekcyjnie! Po przeczytaniu natychmiast zdecydowałem się go udostępnić, aby trafił również do czytelników benzyny w żyłach. Zapraszam do lektury artykułu portalu automator.pl
samochody z USA - Ford Mustang

Samochody z USA wciąż cieszą się wielką popularnością na starym kontynencie. Bywa, że na rynek amerykański produkowane są wersje ekskluzywne najważniejszych marek samochodowych świata. Wiele samochodów jest ściśle związanych ze Stanami i dedykowane Amerykanom. Co więcej, jeśli by przeliczyć koszt sprowadzenia samochodu z USA a zakupu podobnego modelu w Polsce, w USA wciąż można nabyć go w atrakcyjniejszej cenie.

Minął już szał na bezmyślne kupowanie samochodów z USA. Jak się okazuje, wciąż jednak warto je sprowadzać. Dlaczego, jak można to zrobić i jaka droga czeka nas do wymarzonego auta? Na te i wiele innych pytań odpowiadamy w naszym poradniku.

Samochód z USA – czy warto?

Niestety dotyczy to jedynie aut z najwyższej półki. Nie warto też przywozić do Polski amerykańskich hitów, szczególnie tych, które produkowane są typowo pod amerykańskiego klienta. Może to dostarczyć późniejszych kłopotów w naprawą czy serwisowaniem. Ponadto, przy ewentualnej sprzedaży samochodów z USA możemy mieć trudności ze znalezieniem klienta. Dlatego najpopularniejszymi samochodami sprowadzanymi z są: Mercedes ML, BMW X6, Infiniti FX, Audi Q7 i Q5, Lexus RX oraz Porsche Cayenne i Panamera, a poza tym Mazdy, Hondy i Toyoty. Pamiętajmy jednak o wszystkich krokach i formalnościach, by stać się posiadaczem samochodu zza oceanu.

Dlaczego warto kupować samochody z USA?

Na rynku motoryzacyjnym USA można znaleźć praktycznie każdą markę samochodu. Tamtejszy rynek ma dużą i silną konkurencję, dlatego łatwiej jest uzyskać korzystny rabat czy wysoki upust cenowy. Produkowane na miejscu samochody są tańsze o koszty transportu, a ponadto w USA są mniejsze obciążenia podatkowe. Popularne w Stanach samochody, które są zazwyczaj tańsze, dla nas mogą być wyższą półką motoryzacyjną, po którą łatwo sięgnąć.

Dlaczego nie warto kupować samochodu z USA?

Samochody z USA

Importując samochód z USA, musimy wiedzieć, że auta te różnią się technicznie od „europejczyków”. Może to być problemem, chociażby przy dopuszczeniu pojazdu do poruszania się po terenie kraju. Samochody zza oceanu mają inaczej ustawione reflektory, a czerwone kierunkowskazy są ściśle związane z pomarańczowymi światłami postojowymi. Zazwyczaj nie mają świateł przeciwmgielnych. Konieczna będzie, więc wymiana lamp na posiadające europejską homologację. Problemem może być również rura wydechowa, która skierowana jest na prawą stronę. Oczywiście przestawienia wymagają również GPS i nawigacja. Samochody z USA wyposażone są w automatyczną skrzynię biegów, której naprawa może stać się problemem, a ponadto mało popularne są silniki diesla, co zwiększa koszty eksploatacji samochodu.

Od kogo kupić samochód w Stanach?

Są dwie możliwości zakupu samochodu z USA. Można go nabyć bezpośrednio od osoby prywatnej lub od dilera. Każda opcja ma swoje wady i zalety. Trzeba jednak pamiętać, że zakup prywatny powinien zawsze wiązać się z osobistym sprawdzeniem samochodu, a to z kolei wymusza na nas uzyskanie wizy. Ponadto nigdy nie wiemy, czy nie rozczarujemy się na miejscu, a nasza wyprawa nie okaże się bezcelowa.

Zakup u dilera:

  • Diler dba o swoją reputację, nie będzie więc starał się nas oszukać
  • W przypadku uchybień ze strony dilera łatwiej będzie dochodzić swoich praw na drodze prawnej
  • Diler dba o odpowiedni stan techniczny oferowanych pojazdów. Z reguły nie opłaca się mu zatajać prawdy
  • Większość dilerów daje gwarancję sprawności technicznej na poważne uchybienia
  • Kalifornijscy dilerzy, za dodatkową, acz niewielką opłatą, daję możliwość zwrotu samochodu
  • Każdy diler musi udostępnić Carfax pojazdu
  • Z reguły dilerzy wykonują smog testy
  • Każdy diler przygotuje wymagany zestaw dokumentów, ograniczając do minimum konieczne czynności kupującego

Niestety samochód kupiony u dilera jest z reguły 20-30% droższy od samochodu kupionego u osoby prywatnej. Każdy diler nalicza swoją prowizję

Zakup od osoby prywatnej:

  • Samochód kupiony od osoby prywatnej nie ma naliczanej prowizji, a więc jest tańszy
  • Przy ewentualnych oszustwach możemy napotkać trudności z wyegzekwowaniem np. napraw
  • Od osoby prywatnej kupujemy samochód w stanie AS-IS, czyli bez gwarancji
  • Osoba prywatna zazwyczaj nie wykona za nas smog testu. Jest to dla nas dodatkowy koszt
  • Całą dokumentację sprawdzamy i kompletujemy sami
  • Na nas spada konieczność zarejestrowania samochodu

Kupując samochód od osoby prywatnej warto sprawdzić, w jakiej mieszka dzielnicy. Jeśli w dobrej, jest większe prawdopodobieństwo, że kierowca dbał o swój samochód. Ważne jest także sprawdzenie, czy udziela się na jakiś forach motoryzacyjnych. To podwyższa zaufanie do niego. Oczywiście, w dobie mediów społecznościowych polecamy zajrzenie i na profil sprzedawcy.

 

Dobrze wiedzieć:

Przy zakupie auta prywatnego najłatwiej zrobić to w Kalifornii, Południowej Dakocie i na Florydzie.

Formalności, które musisz załatwić ściągając samochód z USA

Jeśli już zdecydujemy się na sprowadzenie samochodu, możemy zrobić to na dwa sposoby. Albo całą procedurę powierzyć wyspecjalizowanej firmie, albo spróbować własnych sił.

Formalności przy zakupie auta z USA

Sprowadzenie przez pośrednika

Najprostszym wyjściem jest zlecenie przewiezienia auta pośrednikowi. Pod warunkiem, że mamy upatrzony samochód, firma załatwi za nas wszystkie formalności. Pojazd odbierze z miejsca sprzedaży, przetransportuje go na swój plac załadunkowy, a następnie zapakowany samochód zawiezie do portu początkowego. Stamtąd będzie monitorowała jego transport do portu końcowego. Tam, będzie przewodziła procesowi oclenia i sprawdzenia skarbowego. W końcu przewiezie go lawetą pod wskazany adres.

Samodzielne sprowadzanie samochodu z USA

Jeśli zaś samodzielnie kupujemy samochód, droga do mety jest znacznie dłuższa, obarczona ryzykiem i bywa, że znacznie kosztowniejsza. Przy tym sposobie:

  • Znajdujemy samochód, zazwyczaj na popularnym serwisie aukcyjnym: copart.com, manheim.com lub iaai.com
  • W bazie danych CARFAX sprawdzamy historię samochodu
  • Uzyskujemy specyfikę techniczną sprowadzonej marki, dzięki czemu przystosowanie go do polskich wymagań oraz przygotowanie do rejestracji samochodu sprowadzonego będzie znacznie szybsze i łatwiejsze. Warto sprawdzić też badanie emisji spalin. Wskaźniki badania amerykańskiego i europejskiego różnią się między sobą. Zbyt wysoka emisja dwutlenku węgla może wykluczyć możliwość zarejestrowania pojazdy na terenie Polski
  • Po akceptacji warunków załatwiamy wizę, kupujemy bilet na samolot i lecimy po auto
  • Na miejscu transportujemy auto do portu początkowego. Tutaj polecane jest wynajęcie amerykańskiej firmy transportowej
  • Wybieramy przewoźnika morskiego, który przetransportuje samochód z USA do Europy. W tym punkcie warto wiedzieć, że taniej jest dostarczyć samochód do Niemiec i tam zapłacić niższy VAT oraz skorzystać z szybkich i łatwych procedur, niż wybrać port w Gdańsku. Przewiezienie samochodu lawetą z Niemiec do Polski i tak będzie bardziej opłacalnym wyjściem

Dobrze wiedzieć:

Docelowo samochód można przetransportować do: Bremerhaven w Niemczech, Rotterdam w Holandii i Gdynia w Polsce

  • Uiszczamy opłaty portowe i transport z portu do miejsca docelowego. Płacimy akcyzę i opłatę celną – 10% wartości auta.
    Możemy skorzystać z wygodnej i taniej formy sprowadzenia „mienia przesiedleńczego”. Opcja ta zwalnia z opłaty cła, akcyzy i VAT. Aby skorzystać z możliwości, trzeba jednak spełnić kilka warunków. Warto się z nimi zapoznać:
  1. Mienie przesiedleńcze może sprowadzać osoba, która mieszkała legalnie w USA przynajmniej 12 miesięcy.
  2. Przesiedleniec może mieszkać w Stanach przez 6 miesięcy. Musi jednak udowodnić, że skrócenie jego pobytu nie wynikało z własnych działań.
  3. Mienie sprowadzane do Polski musi być użytkowane w USA przynajmniej 6 miesięcy, przez osobę przesiedlaną.
  4. Samochód przywieziony do Polski w ramach mienia przesiedleńczego nie może być zbywany, wynajęty, wydzierżawiony i użyczony innym osobom przynajmniej przez rok.
  • Warto zrobić badania techniczne już w porcie np. w TÜV. Niestety przed badaniami technicznymi często musimy przerobić samochód zgodnie z obowiązującymi normami prawnymi kraju. Jazda nie przebadanym samochodem jest niezgodne z prawem. Przewożenie go na lawecie przez Niemcy też jest ryzykowne, bowiem niemiecka policja bardzo rygorystycznie sprawdza tachografy tandemowe, dopuszczalną wagę oraz posiadaną licencję przewoźnika
  • Transportujemy samochód pod adres końcowy
  • Jeśli mamy badania techniczne, a samochód przerobiony do wymagań krajowych, możemy przystąpić do rejestracji samochodu

Bardzo ważną informacją jest to, że oclony i opodatkowany w Niemczech samochód uzyskuje status samochodu wewnątrzwspólnotowego. Jego rejestracja w Polsce podlega przepisom dla samochodów sprowadzanych z terenów UE.

Rejestracja samochodu sprowadzonego z Ameryki?

Chevrolet Corvette

Aby zarejestrować samochód z USA, musimy przygotować:

  • Wniosek o rejestrację pojazdu
  • Dotychczasowy dowód rejestracyjny samochodu
  • Dowód odprawy celnej przywozowej
  • Dokument własności (pojazdy używane) lub świadectwo pochodzenia (nowe pojazdy)
  • Amerykańskie tablice rejestracyjne, (jeśli wymagane jest pozostawienie ich u organów państwa zbywającego auto, wymagane jest napisanie stosownego oświadczenia)
  • Oryginał faktury zakupu auta
  • Protokół badań technicznych
  • Zaświadczenie o pozytywnym wyniku badania technicznego
  • Paszport lub dowód osobisty
  • Świadectwo dopuszczające pojazd do poruszania się po drogach europejskich

Wszystkie dokumenty wymagane przy rejestracji samochodu sprowadzonego z USA powinny być przedstawione w języku polskim z tłumaczeniem tłumacza przysięgłego, lub właściwego konsula.

Jakich aut na pewno nie powinno się sprowadzać?

Oczywiste jest, że nie powinno się kupować samochodów z niesprawdzonego źródła. Przy zakupie samochodu warto wybrać firmę o uznanej reputacji. Niestety, w tej gałęzi handlu nie brakuje lichwiarzy i oszustów. Na pewno nie powinno się kupować samochodów bez aktu własności lub z aktem nieunormowanym. Od razu powinniśmy skreślić samochody posiadające wpis:

  • certyficate of destruction – auto całkowite zniszczone
  • parts only – auto do sprzedaży na części
  • bill of sale – brak aktu własności na auto, ale sprzedaż na fakturę sprzedaży
  • non-repairable – auto nie może być odbudowane
  • no title lub paperless title – nie posiada aktu własności
  • salvage title – czerwona kartka, która oznacza, że auto jest powypadkowe, a ubezpieczyciel uznał, że nie można go już naprawić
  • duplicate title – czerwona kartka
  • lien on title – żółta kartka – auto lizingowane. Możemy je kupić, jeśli mamy lien release – całkowita spłata lizingu, lub posiadamy w dokumentach pieczątkę banku
    non smog certificate

Czy więc sprowadzać samochód z USA? Mamy nadzieję, że po przeczytaniu poradnika i przeanalizowaniu wszystkich faktów, odpowiedź na to pytanie będzie prosta.

Klasyki na każdą kieszeń

Rozglądając się po ulicach można dojść do wniosku, że moda na klasyki wcale nie przemija. Co więcej – przybiera na sile, widać coraz większe poszanowanie dla samochodów 25+. Mnie motomaniaka niezmiernie to cieszy, wielu z Was zapewne nie raz myślało o tym, aby znaleźć coś dla siebie. Samochód, który będzie na tą przysłowiową niedzielę, który można pucować, dłubać przy nim, powoli doprowadzać do stanu świetności. Stąd właśnie dzisiejszy wpis, bo zajmiemy się autami, które można za rozsądne pieniądze kupić i nazwać je klasycznym bez żadnych kompleksów wobec innych.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/polonez-caro-4-411c65e22504fead1.jpgZacznę od auta, które bardzo lubię, choć są ludzie, którzy zwyczajnie go nie szanują. FSO Polonez w wersji Borewicz, czy popularna przejściówka już od pewnego czasu fukcjonują, jako klasyki, ale co z Polonezem Caro? Teoretycznie ma już wszystko co powinien mieć klasyk – historię, technologię prostą jak budowa cepa, a dla nas jest jednym z symboli zmotoryzowania naszego kraju. Wiele modeli nadal jeździ, jako użytkowe samochody, nie ma się co dziwić, bo jeśli dba się o niego, to mimo iż jest paliwożerny, koroduje gdzie popadnie i wolniejszy niż wózek sklepowy to nadal pełnoprawne auto. Martwi mnie, że znika z naszych ulic w demonicznie szybkim tempie, dlatego nawołuję, kupujcie Caro i bawcie się nim!

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/polonez-caro-3-b0e65a9c3fc7c8e6b.jpgCzęści są dosłownie wszędzie, każdy powoli sam jest w stanie go naprawić, nawet jeśli blacharsko jest już nadgryziony to każdy lakiernik zrobi Wam to auto za grosze. Równie tanio można go kupić – 1000-1500 złotych, czasem taniej. I choć nie wzbudza stylistycznie zachwytu u laików to uwierzcie mi, za 5-10 lat będzie tak samo egzotyczny, jak Borewicz.
Kolejne auto brzmi w zestawieniu mojego autorstwa co najmniej dziwnie. Wszyscy wiedzą, jaki mam stosunek do Peugeotów, ale niewielu wie, że darzę ogromnym szacunkiem, a nawet sympatią model 205. Jest z czasów, gdy ta marka była na fali, nie bała się wyzwań, robiła rzeczy, które w tamtych realiach wydawały się nie do pomyślenia. Jak chociażby model GTi, który stał się legendą. Był samochodem sportowym dla każdego i nie tylko ten model robił robotę.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/peugeot-205-gti-1984-r14-da398f1.jpgLekki Peugeot zjadał nudne sedany nawet z silnikiem 1.4 o mocy 80KM. Jeździłem nim wiele razy, wersją GTi również, to auto jest po prostu dobrze zrobione, dziko wchodzi w zakręty, jeśli ma fajny wydech to warczy, jak rajdówka. Zadbajcie o jego lakier, dorzućcie fajne felgi i macie klasyka, którego wielu Wam pozazdrości. Zadbany model można nabyć za 2000 zł, a najtańsze chodzą po 1200 zł!
Zaskoczę Was znowu, bo następny samochód jest autorstwa kolejnej marki, której nie darzę zbytnią sympatią, o czym stali czytelnicy doskonale wiedzą. Ale mimo wszystko muszę w tym miejscu wspomnieć o Oplu Kadecie. Ostatnie generacje też powoli umierają, znikają z ulic, a to źle, bo jeżeli brać pod uwagę historię, to Kadett ma o czym opowiadać. Pierwsza generacja weszła do sprzedaży w 1937 roku, to dopiero piękna historia, kompakt, który pojawił się na rynku na długo przed Golfem.
https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/e-b60ced50ce08417025a7eeba580a5d.jpgWersję z lat 80 bardzo ciężko dostać, czasem można napotkać pojedyncze modele, jedne absurdalnie drogie, inne absurdalnie zaniedbane. Ale to również bardzo tanie do utrzymania auto, części nie brakuje, a zawsze można pójść nieco łatwiejszą drogą i wybrać wersję E, której jeszcze trochę zostało. Za parę lat będzie kultowy, choć na takiego nie wygląda. Pomyślcie, że po swojej śmierci był dawcą części dla Chevroletów, Pontiaców i najbardziej nam znanych Daewoo. Tania, prosta konstrukcja, która po prostu ma się nie psuć i taki właśnie był Kadett, dlatego on również zasługuje na szacunek. Wiele modeli, które jeszcze jeździ po ulicach aż się prosi, aby zamknąć się z nimi w garażu na długie godziny. Ceny również są śmieszne, ten sam przedział, co Caro i 205, a mi udało się znaleźć takiego na chodzie za 800 zł, co prawda bez progów, ale podłoga i nadwozie były praktycznie nie ruszane.

http://media.autokult.pl/5b2e997398b785ac0d0b581ffdffe954,800,600,0,0.jpgW to grono można wrzucić jeszcze kilka innych aut – Audi 80, BMW E34, Forda Escorta, Skodę Favorit, Fiata Pandę I, Daihatsu Charade, Volvo 440, Renault 19, wszystkie za mniej niż 1500 zł! Czekają na kogoś, kto odmieni ich los i wpisze na listę klasyków. Wielu sceptycznie podejdzie do tego wpisu, ale ja wierzę, że są wśród Was tacy fani motoryzacji, którzy potrafią z nich zrobić auto, którego za 10 lat zazdrościć będą właśnie Ci negatywnie nastawieni do tematu. Zatem do dzieła!

 

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Największe rozczarowanie w historii – Toyota Avensis

O wielu samochodach wypowiadałem się z marszu nieciekawie, postępowałem bardzo pochopnie, co wielu irytowało. Co ciekawe, nigdy w tym gronie nie znajdowała się żadna Toyota, a tym bardziej Avensis, który wydawał się dość rozsądnym wyborem w swojej klasie. Bo bezpieczne, bo podobno lider niezawodności itd. Sytuacja drastycznie się zmieniła, gdy poobcowałem z tym samochodem trochę dłużej. Dałem jej szansę i nie napisałem posta po jednej, dwóch przejażdżkach, o nie! Jechałem nią naście razy, a moja ocena wcale nie uległa przez ten czas znaczącej zmianie. O absurdalności modelu Avensis dzisiaj sobie porozmawiamy.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/toyota-avensis-2015-test-358ca20.jpgNa pierwszy rzut oka nie jest to nadzwyczajny samochód pod żadnym względem, Toyota nie eksperymentuje w kwestiach stylistyki już od dłuższego czasu, skoro się sprzedaje to po co? Nie jest to ładne auto, ale nie jest też brzydkie, nie wzbudza we mnie żadnych emocji, to raczej typowa D klasa, która ma sobie jeździć z punktu A do B i nie robić niespodzianek. Co innego, gdy wejdziemy do środka, w szczególności do podstawowej wersji, bo o takiej będzie dzisiaj mowa. Wsiadasz, rozglądasz się i masz wrażenie, że jesteś w Oplu z przed 10 lat. Nic nowego, twórczego, ciekawego, kompletne średniowiecze motoryzacyjne. Panel centralny wygląda ciekawiej w Hyundaiu i20, korbki do otwierania szyb z tyłu i jednostrefowa klimatyzacja w tej klasie?! Czy to w ogóle możliwe? Okazuje się, że tak Toyota postanowiła oszczędzić, gdzie tylko się da. Efekty są katastrofalne, bo gdy tylko ktoś wsiądzie do środka zapomina, że to nowy samochód. Nie czujesz się, jak w aucie z salonu, mimo iż pachnie jeszcze nowością. Zegary są nudne, ekran do wyświetlania komunikatów z komputera jest przeszczepiony z chińskiego kalkulatora, a siedzenia jak w starej Corolli. Byłem wściekły, bo od takiej marki wymaga się jednak czegoś więcej niż od niskobudżetowej Skody, czy Fiata, a nawet te są lepiej zrobione.

http://m.autokult.pl/2-10fca25a0806161c3f7028f5ec2c23,0,920,0,0.jpgDobra! Wdech, wydech może samochód obroni się jazdą, warto spróbować. Wkładamy kluczyk do stacyjki, Toyota ma gdzieś modę na guziki do odpalania, może to i dobrze. Odpalasz silnik, jest bardzo cichy i nic dziwnego, bo pod maską nie ma prawie nic. Silnik 1.6 o mocy 132 KM, też jest jakby z poprzedniej epoki. W dodatku w aucie, które ma miliard systemów bezpieczeństwa, poduszek i waży półtorej tony. To zdecydowanie za mało, zupełnie nie radzi sobie z gabarytami. Efekt jest taki, że musisz redukować z 6 biegu na 4, żeby wyjechać pod większą górkę, a spalanie drastycznie idzie do góry. 8 litrów na 100 kilometrów – to wszystko na co stać Avensisa, znam podstawy ecodrivingu, nie raz chwaliłem się na facebooku co potrafią nowe auta, ale tutaj osiągnięcie normalnego spalania graniczy z cudem, a na pewno przyprawi Cię o nerwicę i ból prawej ręki od ciągłego zmieniania biegów. Co za koszmarny samochód! Powiadają, że jest niezawodny, no to chyba mieliśmy pecha, gdy dwa Avensisy postanowiły się zepsuć i zupełnie bez powodu wejść w tryb awaryjny.

http://m.autokult.pl/dsc01038-3d09af966b2a731ba20aa73,0,920,0,0.jpgJeden włączył wszystkie możliwe kontrolki ostrzegawcze po najechaniu na dziurę, drugi model gdy stał w korku w temperaturze -23 stopni postanowił zgasnąć, wejść w tryb awaryjny, a po 160 km trasy doszedł do wniosku, że ma słaby akumulator. Co prawda po jakichś 10 minutach mu przeszło, ale nie było to zbyt przyjemne doświadczenie. Byłem nią w Białym Dunajcu, w szczytowym momencie tej zimy, gdzie śnieg nie przestawał padać, a temperatura spadała z minuty na minutę. Tona śniegu, górka wystarczyły, żeby pokonać Toyotę Avensis. Ona po prostu nie dawała sobie rady z podjazdem, nawet na drugim biegu! Seat Ibiza, był bardziej żwawy i szybko odnalazł się w tych warunkach. Nie będę okrutny, zdaję sobie sprawę, że nie były to łatwe warunki dla samochodu, ale skoro małe autko klasy B dało radę, to dlaczego auto 2 razy droższe, o dwie klasy wyżej nie mogło sobie poradzić? Wiem, że to skrajne warunki, ale projektując auto trzeba się przygotować na każdą ewentualność. Jeśli kupiliście Avensisa w podstawowej wersji i postanowiliście wybrać się nim w góry napewno cała wyprawa zakończyła się gorzkim rozczarowaniem.

http://m.autokult.pl/dsc01036-d6b7dcc8f63641bb05e49a5,0,920,0,0.jpgCzy to auto to jeden wielki zbiór wad? No nie do końca! Zawieszenie jest nie najgorsze, bardzo dobrze wyciszone wnętrze, przepiękna kierownica, która genialnie leży w dłoni, dobra widoczność, świetne hamulce, ale na tym koniec. Siedzenia są niewygodne, znalezienie optymalnej pozycji graniczy z cudem, z tyłu jest mało miejsca, bagażnik też jest za mały. No zwyczajnie jest mi przykro, bo naprawdę nie spodziewałem się, aż takiego bubla ze strony japońskiego potentata. Wiem jedno, muszę dorwać się do lepiej wyposażonej wersji, z lepszym silnikiem, ale nie zmieni to faktu, że w swojej ofercie Toyota ma auto, które ma masę wad i zupełnie nie nadąża za obecnymi trendami. To naprawdę nieprzyjemna przygoda, ogromne rozczarowanie i uwierzcie mi, z trudnem przenosiłem te wszystkie słowa na klawiaturę, bo zawsze wydawało mi się, że w całej klasie D, Avensis jest gdzieś po środku, jakby kompromis, stabilizacja, coś pewnego, a okazało się, że jest nawet o klasę niżej i muszę napisać słowa, na które jeszcze jakiś czas temu bym się nie odważył – wolę Skodę Octavię od Toyoty Avensis. Tym oto szokującym wyznaniem zakończę ten wpis.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Jak zwyczajne Volvo, staje się niezwyczajne.

Volvo jest ze mną już 5 miesięcy, prawie 4 tysiące kilometrów za mną, więc mogę się pokusić o małe podsumowanie tego co działo się z moim samochodem przez ten czas. Wielu z Was nadal zadaje mi pytanie co podkusiło mnie do zakupu S40, podobno to auto zupełnie nie pasuje do blogera motoryzacyjnego, dzisiaj moim zadaniem jest zbicie tego argumentu.

http://i67.tinypic.com/2qnmx5f.jpgKilka napraw, które musiały się odbyć są juz za mną. Zawieszenie z tyłu, klocki hamulcowe z przodu, zaciski z tyłu, nie zniechęca mnie to, przecież ma 20 lat i swoje potrzeby. Serwis jest droższy w porównaniu z moimi poprzednimi autami, ale liczyłem się z tym kupując go. Wniosek, jaki nasunął mi się od razu po takim czasie użytkowania – Volvo S40 to wół roboczy, którego ciężko będzie zajechać. Element, który najszybciej się poddaje to blacha, bo S40 z początku produkcji koroduje, gdzie popadnie. Nie ma tragedii, natomiast po zimie muszę konkretnie zająć się progami, bo tutaj nie ma żartów. Nie jest jak w przypadku Daewoo, czy Fiata, że strach go podnieść na lewarku, ale nie można lekceważyć nawet powierzchownej korozji. Spalanie tej przedziwnej jednostki o pojemności 1710 cm3 waha się od 8 do 10 litrów w cyklu mieszanym, dużo zależy od tego jaki mam nastrój w dany dzień.

http://i66.tinypic.com/2igm7v5.jpgJeśli chcę dać upust moim negatywnym emocjom to przyciskam go tworząc w baku wir. Volvo przy wyższych obrotach ma apetyt, ale to co dzieje się z tym autem od 3,5 tysiąca obrotów wzwyż zupełnie do niego nie pasuje. Zwyczajnie w tym aucie budzi się demon, który ma ochotę zjadać każde auto, jakie napotka na swojej drodze. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jego 115KM nie pozwala na zbyt wiele, ale jest ambitny i to mu trzeba przyznać. Każdy wie, że stylistycznie nie jest to typowe Volvo z lat 90. Był to spory szok dla fanów marki w tamtych czasach, bo stylistyka miała być bardziej sportowa, trochę mniej kanciata i wyszło naprawdę ładne auto. Nie będę się upierał, że to najładniejsze auto w swoim segmencie, muszę być czasem obiektywny, ale nie wyobrażam sobie człowieka, który powie wprost, że to auto jest brzydkie. Powiem więcej! S40 w środku jest dość ciasne, bagażnik nie jest za duży, a zawieszenie mogłoby być miększe. Mimo to mając do wyboru Forda Mondeo, Mercedesa klasy C oraz uwaga Alfę Romeo 156, którą kocham nad życie, jakaś wewnętrzna siła zmusiła mnie do kupienia Volvo. Nie wiem, czy się starzeje, to byłoby dziwne, bałem się, że utknę w nudnym, szwedzkim pudełku, ale tak się nie stało!

https://images81.fotosik.pl/342/2f4d072e4282aef4med.jpgS40 potrafi dostarczyć emocji, jak wiele innych, na pozór dużo ciekawszych aut. Wyprzedanie nim to czysta zabawa, trzeba przy tej mocy dość często redukować, ale dzięki temu fundujesz ludziom egzotyczny widok – ryczące Volvo, które wyprzeda wszystko co jedzie zdecydowanie za wolno. Z 9 aut, które miałem to najlepiej wyposażony, najbezpieczniejszy samochód, ale z drugiej strony pomijając Fiata Palio dość mocno ginie w tłumie. Moje S40 ma fajne felgi aluminiowe, które sprawiają, że wygląda dużo atrakcyjniej. Brakuje mi tego spoilera na klapie, strasznie mi się podobały te wersje i poważnie rozważam założenie u siebie tego gadżetu. Wiele takich elementów sprawie, że Volvo S40 staje się autem o kilku twarzach. Z jednej strony solidne, rozsądne, szwedzkie wozidełko, z drugiej zadziorny, ambitny sedan, który wcale nie jest mułem. Każdy kolejny kilometr sprawia, że lubię go coraz bardziej, brak nieprzyjemnych niespodzianek, które fundowało mi praktycznie każde auto, które miałem sprawia, że zaczynam mu ufać i wreszcie to, że on rozumie mnie, a ja rozumiem jego sprawia, że zaczynam traktować go jak przyjaciela. Ten nasz związek motoryzacyjny z każdym dniem zyskuje na sile, mimo głosów, że nie pasuje do mnie, że jest zbyt rozsądny. Ale dochodzę do takiego szalonego wniosku, że sztuką jest sprawić, by na pozór nudny wół roboczy stał się zupełnie czymś innym. Choć z nazwy i na papierze nie będzie nigdy się wyróżniał z tłumu, to mój konkretny model może być wyjątkowy, nie tylko dlatego, że należy do mnie, ale przez to jak będzie wyglądał na tle innych S40, ogólnie na tle całej marki Volvo. Mam ochotę o niego zadbać mechanicznie, a później dać upust wyobraźni, oczywiście z umiarem, bo każdy wie, jaki mam stosunek do tuningowania aut. Jeśli mam uatrakcyjnić wizerunek Volvo S40 to w tym miejscu obiecuję jedno – robię to tylko na oryginalnych odpowiednikach tej marki. Wszystko wymaga czasu i pewnego nakładu finansowego, więc zapewne trochę poczekamy zanim ten wizerunek ulegnie drastycznym zmianom, ale obiecuję, że będziecie świadkami tego procesu i wielu z Was cofnie słowa o nudnym, nic nie wnoszącym do mojej kartoteki pojazdów Volvo S40.