Walka w klasie B – Ibiza wchodzi na ring!

Ostatnio jeżdżę na potęgę segmentem B. To dobrze, bo mam coraz lepszy ogląd tej klasy i mogę porównać każde z nich bezpośrednio. Ostatnio była mowa o Micrze, która bardzo zaskakuje, dzisiaj czas na jej konkurenta – Seata Ibizę.

https://i.wpimg.pl/641x360/m.autokult.pl/125-356c7ed2f41f81d89513a90a239c.jpgPojawiła się w 2008 roku i od tego czasu w niezmiennej formie jest dostępna w salonie. Drobne poprawki stylistyczne miały miejsce, a w efekcie mamy naprawdę bardzo ładny, mały samochodzik. Wystarczy spojrzeć na nią z boku, aby widzieć, że po prostu ma charakter, te przetłoczenia, światła z przodu, maska, ale fajnie się na nią patrzy. Zaryzykuję stwierdzenie, że jest najładniejsza w swojej klasie, a przecież to konkurent dla Alfy Romeo Mito! Testowany model ma pod maską 3 cylindrowy silnik, 1.0 MPi o mocy 75KM. Brzmi zabawnie, taki mini silnik, który nie za dużo może nam zaoferować na drodze szybkiego ruchu. Każdy kto tak pomyślał czytając dane techniczne nie ma bladego pojęcia w jak wielkim błędzie jest. Aby zrozumieć o co mi chodzi trzeba się nią po prostu przejechać. Ibiza nie waży nawet tony, więc ta moc jej wystarczy.

http://m.autokult.pl/seat-ibiza-2013-9-278611-17a67af,910,500,0,0.jpgOdpalasz, ruszasz i doznajesz szoku, bo Seat rusza z miejsca, jak szalony, zachowuje się trochę jak szczeniak z ADHD, a do tego ten 3 cylindrowy silnik brzmi bardziej rasowo niż 150 konny Renault Talisman. Jak on pięknie warczy, jak on chętnie zjada inne auta to po prostu niesamowite! Jakby tego nie ująć po prostu mnie zatkało, co zdarza się bardzo rzadko. W mieście jest, jak mały bolid, który przeciśnie się między zawalidrogami na lewym i prawym pasie, jakby to były pachołki. Nie jest tak zwrotna, jak Micra, tego nie mogę powiedzieć. Układ kierowniczy mógłby być dokładniejszy, ale ten na pokładzie Seata nie jest najgorszy, a podczas innych manewrów typu zawracanie, parkowanie bardzo nam pomaga. Samochód jest mały, więc to wszystko jest dużo prostsze, w dodatku ma w miarę regularne kształty, więc nie są mu straszne galerie handlowe w weekend. Czy łatwe parkowanie przypłacimy ciasnotą wewnątrz?

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/seat-ibiza-fr-test-autok-a258bf5.jpgAbsolutnie nie! Ibiza ma znacznie więcej miejsca niż testowana Micra, w dodatku jest dużo wygodniejsza. Skrzynia biegów – mistrzostwo świata, co prawda aby uzyskać spalanie na poziomie producenta będziecie musieli nią często wachlować, ale nawet zmiana biegów w tym małym aucie jest przyjemna. Ibiza to taki miejski gokart, ale znacznie wygodniejszy i lepiej wyposażony. A no właśnie! Wnętrze Ibizy to już inna para kaloszy niż u konkurencji. Mamy tu sterowanie radiem z kierownicy, bluetooth, klimatyzację, ale także dotykowy ekran, dzięki czemu wszystko obsługuje się dużo łatwiej. W dodatku wszystkie te elementy mają czerwone podświetlenie, które po zmroku wygląda genialnie. Ogólnie muszę powiedzieć, że wnętrze jest po prostu dobrze zrobione, przyjemnie się na to patrzy, niby to plastiki w tych samych kolorach co Skoda, czy Volkswagen, ale takie detale jak czerwone podświetlenie, kształt kierownicy z posrebrzaną wstawką (która genialnie leży w dłoni), czy właśnie ekran dotykowy sprawiają, że czujesz się w tym aucie dobrze, jakby był klasę wyżej, choć powiem szczerze, że nawet jej większa siostra – Octavia, czy Rapid nie są tak dobrze zrobione w środku, jak Ibiza.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/2012-seat-ibiza-12-0227c4f6d57fd.jpgJeżdżę i jeżdżę, a ta jazda zwyczajnie mnie cieszy, zupełnie jakbym wsiadł w jakiegoś, starego hothatcha. Warczy, rusza z miejsca, jak szalona, ma dobre wnętrze, świetną pozycję za kierownicą i sporo miejsca. Gdy pisałem o Micrze jasno określiłem, że już niedługo dowiecie się, kto w tej klasie jest lepszy. I tak oto Panie i Panowie – lider w swojej klasie Seat Ibiza, zmiata konkurencję. Ale czy aby na pewno? Nie no ma parę wad – pierwsza sprawa to cena, a te zaczynają się od 44800 złotych, a to bardzo dużo, jak za tą klasę. Kolejna sprawa to spalanie, bo trzeba się napocić, żeby spalić w mieście około 6 litrów na 100 km, a realne spalanie to 7-8 litrów, a to już bardzo dużo w tej klasie. Jeżeli chcesz się sprawnie dostać z jednego punktu do drugiego, w zatłoczonym mieście jest idealna, ale zapłacisz za to wyższy rachunek na stacji benzynowej. Lakier jest nietrwały, zaraz na nim wszystko widać, nie podobają mi się czarne lusterka, powinny być w kolorze nadwozia, no i w całym moim zachwycie nad stylistyką światła z tyłu są zdecydowanie za małe, jakoś tak średnio pasują do tej klapy. Ale mimo tego spalania, wysokiej ceny i kilku mankamentów to właśnie to auto w klasie B kupiłbym dla siebie, jest tak dobre.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Talisman, czyli w końcu mamy ładne Renault

Holàlà! Holàlà! W końcu dorwałem się do francuskiego samochodu, którym chciałem się przejechać od momentu, gdy tylko go zobaczyłem. Renault Talisman zaintrygował mnie od momentu, gdy tylko pojawił się na targach we Frankfurcie. Głównie za sprawą tego, jak wygląda, bo to pierwsze auto z kraju nad Loarą, od którego nie mogę oderwać oczu.

https://i.wpimg.pl/1200x0/m.autokult.pl/renault-talisman-grandto-0e64d1e.jpgKilka suchych danych – testowany model 1.6 TCe dysponuje mocą 150 KM, a w zanadrzu Renault przygotowało wersję, która pod maską ma 200 KM, albo wersja – nie lubię szybko jeździć 110KM. Oczywiście mamy kilka diesli typu dCi od 110 do 160 KM. 6 biegowa skrzynia manualna, albo 7 biegowy automat, napęd na przód, 4,85 metra długości i 5 gwiazdek w NCAP, czyli de facto ma wszystko co musi mieć współczesny samochód. Ceny od 93900 zł, czyli średnia dla klasy D. Bogusław Linda mówi wprost – „Renault Talisman – przejmij kontrolę” no dobra to wsiadam do środka. Wnętrze niczego sobie, dotykowy ekran jest dostępny w wersji ZEN, której ceny zaczynają się od 105900 złotych i żeby poczuć się, jak w nowoczesnym aucie to musisz kupić właśnie tę wersję. Podstawową oglądałem kiedyś w salonie i nie było to jakieś wielkie przeżycie.

http://m.autokult.pl/new-renault-talisman-003-d07ffbe,910,500,0,0.jpgNa szczęście, jeśli chodzi o komfort podróżowania, to w przeciwieństwie do Toyoty Avensis chociażby tutaj dostajecie wszystkie szyby regulowane elektrycznie, dwustrefową, automatyczną klimatyzację, a co do bezpieczeństwa miliard poduszek, system wspomagania hamowania, ESC oraz HSA (system wspomagania przy ruszaniu pod górkę). Postarali się mimo tej podstawowej wersji, dobra robota! Starczy tego gadania o tym co widać gołym okiem, trzeba się przejechać. Talisman z mocą 110KM nie jest demonem prędkości, a maksymalnie pojedzie 190 km/h. Ale to wystarczy przy naszych drogach, gorzej gdy wybierzesz się do Niemiec, bo tam będziesz zawalidrogą przy tym silniku. A jak wersja ZEN, która ma pod maską 150KM? Na wstępie mogłem wyłączyć lewą nogę, bo był to 7 biegowy automat.

http://m.autokult.pl/new-renault-talisman-001-21b5e27,910,500,0,0.jpgW ogóle mnie to nie zmartwiło, a nawet ucieszyło, bo w zasadzie od tej klasy bardziej wymagam komfortu niż ekstremalnym wrażeń z jazdy. I rzeczywiście jadąc spokojnie nie czujesz absolutnie nic, jest cicho, wygodnie, muskasz prawą nogą gaz a on po prostu sobie jedzie, wyprzedza, trochę jak salon na kółkach. Zawieszenie – genialne, tłumi dosłownie wszystko i żadna dziura nie zakłóci Ci podróżowania. Od zawsze mówiłem, że jeśli chodzi o komfort jazdy to Francuzi są w tym najlepsi, nie inaczej jest w przypadku Talismana. Gdy już znudziło mi się podróżowanie 70km/h, ze spalaniem 7,5 l / 100km, dokręciłem fotel do pleców, wbiłem tryb sport i nacisnąłem na gaz. Tego co zdarzyło się później zupełnie się nie spodziewałem, bo w Talismanie odezwał się duch Fernando Alonso, który wraz z Renault zdobył tytuł mistrzowski w Formule 1.

http://m.autokult.pl/new-renault-talisman-002-52f1d05,910,500,0,0.jpg8,1 sekundy do setki, prędkość maksymalna 215 km/h i do tego to buczenie z pod maski. Nie jest to najpiękniejszy dźwięk, jaki może z siebie wydawać silnik na wysokich obrotach, ale bez wątpienia wydziera się z oddali do wszystkich przed Tobą – zjeżdżaj ślimaku, bo zjem Cię na kolację, w końcu jestem z Francji! Świetny układ kierowniczy, bardzo precyzyjny, Talisman nie jest też w żaden sposób narowisty przy dużych prędkościach, mimo miękkiego zawieszenia nie czujesz się, jak w gondoli zmieniając pas. Jeździło się dobrze, wróciłem na parking i co dalej? Po prostu wysiadłem z samochodu, podziękowałem za udostępnienie pojazdu i wróciłem do domu na obiad. Bez żalu, bez takiego wewnętrznego – kurde, jaka szkoda, że to już koniec testu. Talisman jest z zewnątrz jednym z najładniejszych samochodów klasy D ostatnich lat, poświęcisz kilka dni, żeby go namalować, wyrzucisz zdjęcie żony, dziewczyny, dzieci, mamy z portfela, aby umieścić tam jego. W środku niczego mu nie brakuje, na drodze tak samo, ale to nie jest samochód, który chciałbym mieć pod domem. Na pewno nie teraz, nie dostarczy Ci adrenaliny, zwyczajnie nie dał mi takiej radości z jazdy, jaką bym oczekiwał. Być może wpływ na to miała automatyczna skrzynia, ale w gruncie rzeczy poziom komfortu w tym aucie jest na tak dużym poziomie, że ciężko mi sobie nawet wyobrazić, że wersja 200 KM może wywołać uśmiech na mojej twarzy podczas jazdy. To świetny samochód, nie zrozumcie mnie źle, ale na pewno nie dla mnie i nie za te pieniądze, po prostu są lepsze w tej klasie, a nawet zaryzykuję stwierdzenie, że ładniejsze, a o jakiego konkurenta Talismana mi chodzi mówić nie muszę chyba, domyślcie się sami.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Gdy już spadnie śnieg..

Za oknami, biało, ujemna temperatura (co prawda ledwo, ledwo, ale jednak) i w zasadzie już robi się nieciekawie. W mojej pracy mam, aż za dużo wspólnego z podstawianiem samochodów zastępczych i muszę stwierdzić, co następuje – ludzie tłuką się bez opamiętania! O tym, jak polscy kierowcy bardzo nie lubią zimy tudzież nie potrafią jeździć w tym okresie postanowiłem dzisiaj napisać.

http://m.autokult.pl/shutterstock-167720945-596d73a69,750,470,0,0.jpgW Krakowie w zasadzie drogi czarne, kilka parkingów, czy bocznych dróg lekko zaśnieżone. Tak właściwie, to nie ma nad czym płakać, jeździ się w miarę normalnie, ale to chyba tylko mój wniosek. Wystarczy odpalić lokalną stację radiową, by usłyszeć co się dzieje. Wiadomości z dróg, które zazwyczaj trwają około półtorej minuty, teraz ciągną się bez końca, więc nie mogę usłyszeć mojej ulubionej piosenki, bo wyparła ją czyjaś kolizja. Oczywiście brak hitu w radiu to najmniejszy problem, gorzej, że zablokowana jest droga, którą akurat chcę przejechać i dojazd w wybrany punkt zamiast trwać kwadrans, to zajmuje mi około trzech miesięcy. Stajesz w korku przy Nowohuckiej i zastanawiasz się, czy dobrze zrobiłeś zmieniając opony na zimowe, bo przecież zanim pokonasz odcinek Nowohucka – Powstańców Wielkopolskich przyjdzie wiosna.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/samochod-zima-cf38ccab4aa78d366f.jpgPytam wprost – co się dzieje? Na polu w zasadzie przymrozek, droga odśnieżona i zasolona po uszy, tak bardzo, że wszystkie jadące przede mną Ople gubią części karoserii tak szybko, jak ja tracę wiarę w ludzkość. Nieuwaga? Głupota? Niewłaściwie dobrane ogumienie? Stres? Jakie czynniki sprawiają, że mamy kolizję za kolizją, wypadek za wypadkiem. W Skandynawii wyśmiali by nas za taką zimę, bo to nawet nie jest jeszcze zima, jest w bardzo łagodnej wersji. Mimo to poza kolizjami odnoszę wrażenie, że wielu po prostu boi się jeździć. Zakopiańska – piękna, równa droga, 2 pasy, przy każdym zjeździe robią się nawet 3 pasy ruchu, chcesz się dostać w miarę rozsądnym czasie na Górę Libertowską, zapomnij! Prawy pas jedzie 35km/h, lewy 40km/h i weź tu się nie spóźnij. Powiecie, że kompletnie zwariowałem, najpierw narzekam, że ludzie się tłuką, a teraz, że jeżdżą za wolno.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/350zimowy-496x309-ec61761abbc50b.jpgPowiem coś, co wielu zaskoczy, ale dokładnie Ci sami ludzie, którzy jeżdżą 40km/h lewym pasem, w lekki mrozik i opady deszczu tłuką się z innymi użytkownikami dróg. To ten sam typ kierowcy, którego nagle olśniło, a może przyspieszę? Czemu nie, inni mogą to ja też. No właśnie nie możesz! Jeśli nie czujesz się na siłach i umiejętnościach do prowadzenia w trudnych warunkach to zwyczajnie tego nie rób. Wstaw auto do garażu, zostaw na parkingu, wyjmij akumulator i załóż go w marcu. Tramwaje, autobusy, taksówki, alternatyw jest wystarczająco dużo. I nie chodzi tu tylko o Kraków, jutro jadę do Oświęcimia i aż się boję tego co mnie spotka po drodze, gdzie chociażby między Alwernią a Babicami mamy nieoświetloną drogę, wokoło las i na dokładkę kilka ostrych zakrętów. Bardzo poważnie rozważam wyruszenie jutro na pieszo do Oświęcimia i możliwe, że będę musiał wykonać manewr wyprzedzania i to niejeden po drodze.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/jazda-zima-616x410-fce2d938842d5.jpgUprzedzając hejterów – nie próbuję gloryfikować swojej osoby, ani stawiać za wzór – dawajcie, jeździć tak jak ja! Absolutnie nie, bo nie jestem Sebastian Vettel, ani Sebastian Loeb (choć coś w tym jest, że Sebastiany to genialni kierowcy), ale po prostu pewnie czuję się za kierownicą, jak ryba w wodzie, potrafię ocenić, gdzie starczy mi umiejętności, na jaki manewr mogę sobie pozwolić i co najważniejsze – wiem co to wyobraźnia na drodze. W trudniejszych warunkach trzeba być dwa kroki do przodu, co gorsza musisz przewidzieć, co zrobi osoba przed Tobą, na pasie obok, za Tobą, a nauczony doświadczeniem trzeba zakładać zawsze wątek pesymistyczny. I taki właśnie mam apel dzisiaj – jeżeli wyjeżdżasz na drogę – włącz wyobraźnię, odłóż telefon do schowka, przycisz muzykę, zachowuj się na drodze tak, abyś zdążył zareagować, nie daj się rozproszyć, maksymalne skupienie.

https://i.wpimg.pl/1200x0/m.autokult.pl/opona-snieg-jpg-a38b6820847e7284.jpgTe słowa kieruję do wszystkich, tych pewnych za kierownicą oraz tych, którzy zwyczajnie się trzęsą, gdy przekręcą kluczyk. Do tej drugiej grupy mam właściwie prośbę, żeby przesiedli się na komunikację miejską, a jeśli już musicie jechać swoim autem to nie utrudniajcie innym, możecie się toczyć żółwim tempem, ale na prawym pasie, tak aby inni mieli szansę dojechać na czas do pracy, sklepu, klienta, gdziekolwiek. A do delikwentów, którzy jeszcze jeżdżą na letnich oponach mam inną prośbę – weź do ręki kluczyki od swojego samochodu, wyjdź na drogę, znajdź pierwszą, lepszą kratkę ściekową i wrzuć je tam. Pozdrawiam gorąco.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Zwrotny i szalony maluch – Nissan Micra IV

Samochody klasy B są dość specyficzną częścią rynku motoryzacyjnego. Podoba mi się różnorodność tej klasy i kompletny brak dominacji jednego, konkretnego modelu. Przesiadając się do kolejnych przedstawicieli tej klasy od Pandy, przez Ibizę, Fabię, czy Hyundaia i20 każdy zaskakuje mnie czymś nowym. Podobnie było, gdy usiadłem za kierownicą Nissana Micry IV generacji, o którym dzisiaj trochę poczytacie.

https://i.wpimg.pl/985x0/m.autokult.pl/nissan-micra-test-autoku-a5108f5.jpgDo poprzedniej Micry bałem się wsiąść, nie żebym wątpił w jej testy NCAP, ale była przerażająca z zewnątrz. Z drugiej strony to auto posiadało najlepszy system antykradzieżowy świata, stojąc w równym rzędzie z Multiplą, Citroenem C5, czy SsangYongiem Rodiusem. Nikt nie chciał jej kraść przez to jak wygląda. W 2010 przyszło nowe, wygląda już nieco lepiej, więc warto było ją przetestować. Pierwsza sprawa wnętrze, które w wersji podstawowej nie jest zbyt interesujące. Moi hejterzy, których pozdrawiam (w szczególności Pana, który tak bardzo nie lubi mojego bloga, że napisał skrypt do spamowania komentarzami w ilości 50+) powiedzą po raz kolejny, że jestem skończonym kretynem, bo w klasie B wymaga się, aby auto było tanie, a nie miało ładne wnętrze. No niech Wam będzie, polecam usiąść za kierownicą Seata Ibiza, następnie za kierownicą Micry i zobaczycie o co mi chodzi.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/nissan-micra-test-autoku-09ecfa4.jpgNie ma tam nic interesującego, z marszu wymieniłbym z 5 aut, starszych o 10-15 lat, które wyglądają lepiej w środku. Podoba mi się natomiast to, że mamy XXI wiek w samochodzie klasy B, pełne wyposażenie, od klimatyzacji, systemów bezpieczeństwa, po sterowanie radiem z kierownicy, wejście AUX, USB, Bluetooth, użytkownicy Skody Rapid, czy Octavii, które są o klasę wyżej mogą pomarzyć o takich rarytasach w podstawowej wersji. Miejsca w środku nie brakuje, łatwo znaleźć dla siebie pozycję za kierownicą. Eksperyment pod tytułem, czy zmieszczę się w bagażniku Nissana Micra również zdałem śpiewająco, jeśli chodzi o przestrzeń to miło mnie zaskoczył ten maluch. Na papierze mam pod maską 1.2 80KM, więc przyzwoicie jak na samochód, który waży ledwo tonę.
https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/nissan-micra-test-autoku-9237ee8.jpgCzas na najważniejszy test, jak jeździ Nissan Micra IV generacji? Gdy ruszyłem kopara mi opadła, bo to auto brzmi jak mały, karabin maszynowy. Nigdy w życiu nie słyszałem czegoś takiego, warczy jak mały, słodki piesek, ale jest to tak przyjemny dźwięk, że każdy kilometr Micrą staje się fajniejszy. Parkowanie – mistrzostwo świata, kształt samochodu dużo pomaga, ale najlepszą częścią Micry jest układ kierowniczy. Precyzyjny co do nanometra, sprawia, że to auto jest tak zwrotne, że robi Wam 360° w miejscu. Zwrotność to najlepsze słowo, które określa ten samochód, bo jeździłem już prawie wszystkim w tej klasie, ale żadne nie było w tej dziedzinie, aż tak dobre. I to jest bardzo duży plus dla tego samochodu, bo przecież 80% swojego życia ma spędzać w miejskiej dżungli, a w tym środowisku zwrotność to element na wagę złota. Z każdą minutą jeździło mi się co raz lepiej, doszedłem do przedziwnego wniosku pod tytułem „zaczyna podobać mi się ta Micra”.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/nissan-micra-test-autoku-44c5de0.jpgAutko nie daje sobie pluć w brodę, gdy trzeba kogoś wyprzedzić, ten kto jeździł po Krakowie, wie ile trzeba się napocić, żeby w niektórych miejscach zyskać kilka minut, a Micrą to czysta przyjemność i dobra zabawa. Można nią czerpać radość z jazdy, niczym w starym Peugeocie 205, a to bardzo duży komplement. Jak ze spalaniem? To auto w ogóle nic nie pali! Jakby nim nie jeździć, to i tak pali około 6 litrów na 100 kilometrów maksymalnie, a jeśli jesteś fanem oszczędzania to zejście poniżej 5 litrów jest w Twoim zasięgu, choć przyznam szczerze, że trzeba się naprawdę napocić, żeby osiągnąć taki wynik. Cena 37400 złotych to taka średnia w klasie, tyle jest rzeczywiście warta. Choć jakość plastiku, czy sprzętu audio pozostawia wiele do życzenia, to mimo wszystko nie mogę powiedzieć, że to auto niewarte swojej ceny. Bezpieczna, ekonomiczna, dobrze wyposażona, w miarę wygodna, warcząca jak karabin i zwrotna, jak żadne inne w tej klasie, brzmi jak samochód idealny. Ale niestety cały czas pozostaje kwestia stylistyki, ja wiem, że są gusta i guściki, wybaczcie ja nie potrafię się przekonać do tego, jak ona wygląda, dla mnie nadal jest brzydka. I mimo iż podczas jazdy prawie skradła moje serce, to z czystym sumieniem, z marszu wybrałem auto, które jest dużo lepsze w tej klasie od niej. A jaki to samochód, przekonacie się w kolejnych wpisach.

Źródło zdjęć:
http://autokult.pl

Sportowe coupe tańsze niż używana Octavia

Stanęły obok siebie, jak gdyby nigdy nic do siebie nie miały. Z pozoru dwa, zupełnie inne samochody, w rzeczywistości mając tyle samo pieniędzy co na kilkuletnią Skodę Octavię możesz mieć każdy z nich. Nietypowy pojedynek, który zdarzył się zupełnie przez przypadek Mitsubishi Eclipse kontra BMW E46 320i w wersji coupe.

http://media.autokult.pl/05a50f37824055658346cc2d73475d02,400,300,1,0.jpgNa początku Mitsubishi, które nie wszyscy kojarzą, a to dlatego, że jego głównym rynkiem zbytu są Stany Zjednoczone. Jak spojrzymy w dane techniczne odniesiemy wrażenie, że rzeczywiście jest dosyć amerykański. Silnik 2.4 i tylko 162 KM mocy, ale jakby na to nie spojrzeć to coupe i ma mieć zacięcie sportowe. Choć gdy patrzę na niego jakoś nie czuję, że jest to samochód, który mogę nazwać rasowym sportowcem, jest trochę zbyt stateczny w swojej stylistyce. Świetne kształty, nie jest to brzydki samochód, a jeśli stoi na fajnych alufelgach to dobrze się na niego patrzy, ale jego wygląd nie sprawia, że mam ochotę do niego wsiąść i go przycisnąć, nic takiego się nie zdarzyło. Silnik mimo dużej pojemności, ma trochę mało mocy, rzędowy układ cylindrów, 220 Nm momentu obrotowego, uzyskiwane przy 4000 obrotów na minutę i napęd na przód. To 9 letnie Mitsubishi porywa na pewno bardziej niż Skoda Octavia 1.2 TSI, ale co z konkurencją?

http://media.autokult.pl/51dd112bc519c9a8f528b892cd15419d,400,300,1,0.jpgCo w cenie 24000zł można dostać w podobnym roczniku, z podobnym silnikiem? Odpowiedź uzyskałem po powrocie z jazdy Eclipse. Pozycja za kierownicą – świetna, siedzi się dość nisko, fotele przystosowane do tego, aby przytrzymywały Cię w zakrętach, deska rozdzielcza genialnie zaprojektowana, to chyba najładniejszy element całego samochodu. Gdy tylko go odpaliłem nie miałem już wątpliwości, że to samochód sportowy, bo po prostu brzmiał świetnie. Eclipse bardzo dobrze trzyma się drogi, do setki przyspiesza w około 9 sekund, więc nie jest to wynik porywający, ale nie ma się też czego wstydzić. Mam wrażenie, że zawieszenie mogłoby być nieco twardsze, ale skoro przygotowali go na rynek amerykański to zupełnie mnie nie dziwi, że jest trochę zmiękczony. Prowadzi się bardzo przyjemnie, gdy tylko przekroczysz 4000 obr/min masz ochotę na więcej i więcej, bo wtedy w Mitsubishi rodzi się chęć zjadania aut na prawym pasie.

http://media.autokult.pl/ef6bf42cd82e53a854ed3f34d6f947ae,400,300,1,0.jpgJechałem tak już dłuższą chwilę i zaczęło podobać mi się to Eclipse, ciężko było mi się do czegoś doczepić, jakimś cudem trafiłem na wersję z manualną skrzynią, więc miałem więcej zabawy z tej przejażdżki. Gdy tylko wróciłem uznałem, że to będzie fajny artykuł, ale wszystko zmieniło się po chwili. Obok Mitsubishi na parkingu stanęło BMW E46 Coupe, jak się okazało był to kolega właściciela Eclipse, który ciągle mu wypomina, że ma lepsze auto. No to zmieńmy koncepcję z testów na mały pojedynek BMW 320i coupe VS Mitsubishi Eclipse. E46 wszyscy znamy, nie trzeba go specjalnie przedstawiać, jest z nim pewien problem. Oczywiście nie chodzi o sam samochód, raczej o ludzi, którzy nim jeżdżą. Gdy ktoś podjeżdża takim autem, spodziewasz się, że wysiądzie z niego wielki gość, z błyszczącą głową, łańcuchami i rękami jak konar dębu.

https://i.wpimg.pl/985x0/m.autokult.pl/2000-e46-m3-coupe-1-9817bd45bef1.jpgDlatego niełatwo kupić sobie taki samochód. Wersja, która stanęła do pojedynku z Eclipse to 2.2 170 KM z 2004 roku. Mają podobne wyposażenie i mogą się ze sobą zmierzyć, bo moc również jest zbliżona. Jak się można było spodziewać Mitsubishi.. przegrało, z kretesem. BMW do setki przyspiesza w 8 sekund, 210 Nm momentu obrotowego uzyskuje przy 3500 obr/min, w dodatku ma napęd na tył, więc jest dużo bardziej sportowa. Pod maską rzędowa szóstka, tradycyjna jednostka BMW i w tej kwestii Eclipse musi uznać wyższość BMW, trochę przykro, bo auto miało ambicję być dobrą propozycją na sportowe coupe w cenie Octavii, ale E46 wszystko popsuło. Układ kierowniczy, osiągi, zawieszenie, to co najważniejsze w takim aucie w BMW jest dużo lepsze niż w Mitsubishi. I choć nie podoba mi się jej wnętrze, nie podoba mi się z zewnątrz to nie potrafię powiedzieć, że z tej dwójki wybrałbym Eclipse.

https://i.wpimg.pl/730x0/m.autokult.pl/bmw-m3-1-249458-616x445-39b8facb.jpgZnów użyję sparafrazowanego powiedzenia z Top Gear – 320i zjada, połyka i beka wydechem na sam koniec w tym bezpośrednim pojedynku z Mitsubishi. Można je oczywiście kupić, nie będzie to jakaś zbrodnia przeciwko motoryzacji, ale przyjdzie dzień, taki jak ten, gdy testowałem go na potrzeby bloga, że pojawi się obok BMW i będzie Ci zwyczajnie głupio, że Twoje auto jest słabsze, mniej rasowe i mniej sportowe. Są oczywiście inne propozycje w tej cenie, mamy Mercedesa CLK, Peugeota 407 coupe, albo po prostu można kupić jeszcze bardziej rasowe, głośniejsze, mocniejsze auto, ale będzie ono dużo, dużo starsze. Dlatego ten pojedynek, który zdarzył się zupełnie przez przypadek jest dość trafiony, choć BMW zmiażdżyło Eclipse to szczerze mówiąc nie zganiłbym kogoś za zakup tego drugiego, bo za Mitsubishi nie musisz się tłumaczyć, w dodatku dużo łatwiej będzie się nim jeździło, bo gdy będziesz się chciał włączyć do ruchu nikt Ci tego nie będzie utrudniał, a w BMW wszyscy wiemy, jak jest. Wybór należy do Was 

Źródło zdjęć: http://autokult.pl